czwartek, 20 marca 2014

„Dorożka frontowaja”


Rocker Club
Podczas, gdy świat siedział jak na szpilkach, komentując oficjalne wyniki referendum na Krymie i wyrażoną przez mieszkańców półwyspu wolę przyłączenia się do Federacji Rosyjskiej,  ja w ten szalenie polityczny poniedziałkowy wieczór (17 marca) zaprosiłam Krystynę, moją przyjaciółkę na muzyczną podróż po Rosji do szczecińskiego Rocker Club.

W naszych wzajemnych kontaktach sympatia do Rosji ma swoje miejsce, obie jesteśmy fankami rosyjskiej kultury i sztuki. I jeśli tylko się nam uda, to filmy, koncerty, spektakle i inne imprezy kulturalne związane z Rosją i jej dorobkiem intelektualnym, jakie oferuje nam nasze miasto mamy wspólnie  - zaliczone.

Mamy też przyjaciół i bliskich znajomych wśród Rosjan szczecińskiej diaspory. Dzięki nim, docieramy także na imprezy zamknięte dla szerszej publiczności.

Zaproszenie do klubu było moim prezentem imieninowym dla Krysi. W sierpniu jedzie na urlop do Moskwy, na zaproszenie rodziny naszych szczecińskich Rosjan. Ja w Moskwie byłam rok temu. Muzyczna podróż do Rosji była takim małym imieninowym  preludium przed jej wyjazdem.

Wieczór w Rocker Club zorganizowali wspólnie -  kierownictwo Klubu i szczecińscy  Rosjanie. Został zaplanowany i ogłoszony znacznie wcześniej, a szykowany bez mała od roku, kiedy nikt nawet nie przewidywał konfliktów na Ukrainie. Zbieżność wydarzeń, i tych na Krymie, i tych w szczecińskim klubie - była absolutnie przypadkowa.

Grupa EKIPAZH
Stronę muzyczną wieczoru przygotowała polsko-rosyjska grupa muzyczna EKIPAZH.
Lena Gołubkowa, solistka zespołu jest Rosjanką, mieszkającą w Szczecinie. Towarzyszył jej polski artysta, występujący jako Johnny BGoode.

EKIPAZH przeniosł nas w świat ulicznych pieśniarzy i trubadurów, skupiając się na rosyjskiej muzyce XX w. Klimat rosyjskich ballad i romansów podkreślało wykorzystywanie w akompaniamencie, gitar, akordeonu, banjo i bajanu. 
Były pieśni mniej znane i te bardzo popularne, jak „Niekrasiwaja” z repertuaru Żanny Biczewskiej, „Mała niebieska chusteczka” Jerzego Petersburskiego, czy  „Samotna harmonia” i „Dwie gitary”.

Występy muzyków  przeplatały opowieści kolejnej szczecińskiej Rosjanki - Olgi Wachterowej, która zdradzała tajemnice jak należy przygotować klasyczny rosyjski przysmak – kawior, jak biegną rosyjskie konie w trojce, z czego robi się syberyjskie pielmieni i bliny.  Przez cały czas na podwieszonych w klubie telewizorach  można było podziwiać zdjęcia z Rosji, obrazujące jej piękno.

Szczecińscy podróżnicy i ich "maluch" w Tuwie
W ten sam klimat opowieści o Rosji wpisał się Andrzej Maziakowski, student szczecińskiego uniwersytetu, który od 10 lat podróżuje po Rosji. Tego wieczoru opowiedział o swojej  wyprawie "maluchem" z  kolegą, Tomaszem Urbaniakiem  w ub. roku na Jarmał za krąg polarny a następnie do Chakasi oraz do graniczącej z Mongolią – republiki Tuwa. 
Opowieść obrazował zdjęciami z rosyjskiej prowincji, często jeszcze noszącej ślady zrujnowanej dawnej świetności ZSRR. Szczecińscy podróżnicy spotykali się z niesamowitą gościnnością i serdecznością, co też było widać na prezentowanych zdjęciach. Wracając odwiedzili Czarnobyl oraz Prypeć – opuszczone miasto - widmo w północnej Ukrainie, nieopodal Białorusi. Podróżnicy w ciągu 4-ch miesięcy przebyli 22,5 tys. km, i jak opowiadał Andrzej Maziakowski, poznali w czasie podróży mnóstwo wyjątkowych ludzi.

Poza muzyką, zdjęciami i opowieściami, goście tego wieczoru mieli okazję skosztować solone grzanki z czerstwego pieczywa do kawałeczków suszonej solonej ryby (bardzo smaczna przekąska do piwa), kanapeczki z kawiorem i klasyczne pielmieni syberyjskich (wieprzowo-wołowe). Wszystkie te delicje przygotowała szczecińska restauracja rosyjska „Ma Smak”.

Ul. Powstańców 3 w Szczecinie (Rocker Club)
Czas płynął niedostrzegalnie, mijały godziny, a klub był pełen gości. 
EKIPAZH dostawał zasłużone rzęsiste brawa, od widowni w różnym wieku i różnych nacji, która język polski przeplatała językiem rosyjskim. 
Kończąc muzyczną podróż po Rosji, zespół na bis zaśpiewał brawurowo piosenkę z repertuaru Marka Bernesa:"Путь - дорожка фронтовая"  (Put' dorożka frontowaja, "Droga-ścieżka frontowa")

Fronton budynku, w którym mieści się obecnie klub Rocker żegnał nas oświetlony w barwach flagi ukraińskiej.

No cóż, historia bywa przewrotna
Mało kto wie ile to Rosja i Krym zawdzięcza Szczecinowi!

Pewna szczecinianka, niezbyt zamożna księżniczka niemiecka, której ojciec dowodził garnizonem wojsk pruskich w stolicy Pomorza Zachodniego, znana wszystkim, jako Katarzyna II Wielka, wybitna władczyni europejska doby Oświecenia, 230 lat temu, 19 kwietnia 1783 roku podpisała „Manifest o przyłączeniu Krymu do Imperium Rosyjskiego”.

Na półwyspie, po długiej wojnie, zapanował pokój.

Katarzyna II Wielka, najsłynniejsza szczecinianka
Przyłączenie Krymu poprzedziła sześcioletnia wojna rosyjsko-turecka. Zakończyła się porozumieniem zawartym 21 lipca 1774 roku (Traktat w Küczük Kajnardży). Na mocy tego porozumienia zawartego między Rosja a Turcją, Chanat Krymski stał się formalnie niepodległy, ale faktycznie  przeszedł pod protektorat rosyjski. Rosja otrzymała też na mocy tego traktatu porty krymskie: Kercz i twierdzę Janikale. Oficjalne przejęcie Krymu przez Imperium Rosyjskie nastąpiło 9 lat później, w 1783 r. Samo przyłączenie Krymu odbyło się, co istotne - bez rozlewu krwi. 
Tak samo jak obecne przyłączenie Krymu do Rosji.

W niebywale krótkim czasie, dzięki carskim subsydiom wyrosły Sewastopol, Odessa i Chersoń a Krym zamienił się w najważniejszy ośrodek handlowo-kulturalny nad Morzem Czarnym.

Mało, kto sobie wówczas  wyobrażał, a i pewnie dzisiaj trudno mu będzie pojąć, że można było w ciągu zaledwie czterech lat wybudować miasta, przesiedlić rzesze ludzi i dać im szansę na zagospodarowanie żyznych tamtejszych ziem.

A co najważniejsze – stworzyć potężna flotę.

Szczeciński księżniczka a późniejsza  wielka caryca Rosji,  za te dokonania była jawnie wielbiona i doceniana.

Jak podają historycy, marynarze na statkach oddawali salwy armatnie i witali carycę okrzykiem „Wiwat, Katarzyna!”. Zagraniczni dyplomaci byli zachwyceni.

Krym nazywany jest nie tylko „perłą Europy”, ale i „skrzyżowaniem historii”. W przeciągu wieków żyli tam Goci, Hunowie, Bizantyjczycy oraz inne narody.
Najjaskrawszą stroną w jego burzliwych dziejach było i nadal pozostaje przyłączenie do Imperium Rosyjskiego równo 230 lat temu.
I tak 17 marca  w Szczecinie, koło historii zatoczyło wielkie koło.

30 komentarzy:

  1. Przewrót na Ukrainie sieje coraz większe spustoszenie nie tylko w tym kraju. Jego skutki są widoczne również w Polsce i to w najmniej spodziewanej dziedzinie - w kulturze. Oto pan Daniel Olbrychski odmówił gry w jednym z rosyjskich teatrów. Oczywiście w geście protestu przeciwko polityce Putina i przyłączeniu Krymu do Rosji. W ten sposób dołączył do grona zwolenników sankcji przeciwko Rosji. A wydawało się, że Olbrychski, że kultura, a tu też polityka. Smutne.
    Dobrze, że chociaż Pani ma inne podejście i korzysta z wszelkich możliwych form obcowania z rosyjską kulturą.
    Pozdrawiam serdecznie.

    wiesnuszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem po filologii rosyjskiej, mieszkałam kilka lat w Rosji, uczę córeczke rosyjskiego, ale mam też rodzinę ukochaną na Ukrainie i nie chce po ludzku aby Rosja i ich polityka aż tak męczyła zwykłych ludzi.Niech Rosja da święty spokój Ukrainie a bedzie wszystko ok!!!!

      Usuń
    2. Pani Oliwio, poza nauką rosyjskiego córeczki, warto też dla własnej wiedzy sięgnąć po historię Rosji, aż do czasów Rusi Kijowskiej.
      Wtedy zrozumie Pani dlaczego Rosja interesuje się Ukrainą, której znakomita większość obszaru to korzenie rosyjskiej państwowości, to jądro ....Rosji.
      Nie można od Rosji wymagać, by jej elity polityczne i społeczeństwo (zwykli ludzie też) wyrzekli się własnej historii!!!

      Usuń
  2. Wiesnuszka,
    protesty Olbryskiego są psu na budę, głupia manifestacja.
    No bo komu on się sprzeciwia?
    Dyrekcji teatru w Rosji, rosyjskiej publiczności, która go ceni i lubi.
    Putina to ani ziębi ani grzeje.
    Ludziom na Krymie, którzy chcieli wrócić do Rosji, też to wisi.
    W końcu przestaną go cenić i lubić oraz zapraszać do Rosji.
    Aktor jest do grania, a nie od politykowania.
    Przy okazji demonstruje głupotę, bo w końcu czyich racji broni - ludzi, którzy chcą być wreszcie u siebie, jak byli do 1954 r., czy jakiś neofaszystów z Kijowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olbrychski może też bronić własnej godności, czy nie przyszło to pani na myśl? Przypomina mi się sytuacja zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Wielu aktorów nie chciało produkować się w telewizji. Czy była to głupota? Czy zajmowali się politykowaniem? A może w taki sposób starali sie bronić resztek godności.
      Zdaję sobie sprawę, że wyraża pani bezkrytyczne poparcia dla działń Kremla i daję głowę, ze gdyby Olbrychski otwarcie popierał Moskwę to nie napisałaby pani, że jest głupi i że aktorzy są od grania a nie od politykowania.

      Usuń
    2. Oczywiście ,że zdaję sobie sprawę, że otwarcie popieram działania Moskwy.
      Uważam je za nader racjonalne.
      Nie czuję przy tym naruszenie własnej godności.
      Moje sumienie jest spokojne.
      Mam określone oceny sytuacji w oparciu o wiedzę.
      Nie oczekuję, by p. Olbrychski podzielał moje opinie, ale nie rozumiem, co ma granie w spektaklu wystawianym przez rosyjski teatr wobec rosyjskiej publiczności z decyzjami rosyjskiego prezydenta wobec życzenia ponad 2 mln Rosjan mieszkających na Krymie?
      Czy polscy aktorzy, idąc tokiem pana rozumowania, panie Anonimowy nie powinni zbojkotować polskich teatrów i polskich widzów za to, że polskie władze (prezydent, premier, członkowie rządu) popierają nowy rząd na Ukrainie złożony w dużej mierze z faszystów.
      Nie powinni, pana zdaniem, panie Anonimowy, odmówić grania i występowania w polskich stacjach telewizyjnych na deskach polskich teatrów - , za wzniecanie nienawiści narodowych wobec mniejszości narodowych, tj Tatarów na Krymie, czemu miała służyć wizyta polskiego prezydenta w Turcji i działania polityczne władz polskich wobec Rosjan na Ukrainie?!.
      Przypominam, że polska konstytucja mówi m.in. (35, pkt 2), że mniejszości narodowe i etniczne mają prawo do "uczestnictwa w rozstrzyganiu spraw dotyczących ich tożsamości kulturowej". mają też prawo (art. 35, pkt 1) do "wolności zachowani i rozwoju własnego języka" .
      Skoro Polska ma konstytucyjne zapewnione prawa wobec mniejszości, to nie ma najmniejszych podstaw prawnych, by podejmować publiczne, polityczne działania zmierzające do ich gwałcenia w kraju sąsiednim.
      Więc jak jest z tym aktorskim z poczuciem godności?
      Byłabym wdzięczna za bliższe wyjaśnienia z Pana strony. Bo nie bardzo rozumiem pana argumentacji.

      Usuń
    3. Nawet pisząc brednie wypadało by popierać je prawdziwymi danymi. Jaki cudem na Krymie jest ponad 2 mln Rosjan, skoro wszystkich mieszkańców jest tam około 2,4 mln , a Rosjanie stanowią około 60,40 % . To prosta matematyka, której brak pokazuje dość jasno przyczyny nierozumienia argumentacji.................

      Arek

      Usuń
    4. Ponad 2 mln ludzi opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Rosji, czyli są to ludzie, niekoniecznie etniczni Rosjanie, którzy czuli się Rosjanami, obywatelami Rosji.

      Usuń
  3. Wielka szkoda, że pan Olbrychski nie protestował kiedy Amerykanie bombardowali Irak gdzie ginęło (i nadal ginie) tysiące ludzi i nie zrezygnował z udziału w amerykańskim filmie ( z Angeliną Jolie w roli głównej). Dlaczego wtedy nie się nie sprzeciwiał? Bo byłoby to źle odebrane i nie zaprosili by pana Daniela na swoje salony. Mam nadzieję ,że Rosjanie zareagują podobnie na przejaw głupoty polskiego aktora.
    Co do bojkotu aktorów w stanie wojennym, to warto zauważyć, że nie wszyscy w ten sposób protestowali bo uważali stan wojenny za zasadny. Jednocześnie ci bojkotujący stosowali presję psychiczną na tych którzy nie chcieli mieszać sztuki z polityką. Gdzie tu demokracja, gdzie poszanowanie innej opinii? Taki stan trwa do dziś. Jeśli ktoś ma odmienne poglądy od tych propagowanych przez IPN i media jest automatycznie okrzyknięty "komuchem, czerwonym" itd.
    Taką mamy demokrację w Polsce niestety.
    W sprawie Rosji, Krymu i Ukrainy też trzeba mieć zdanie zgodne z opinią mediów i rządzących. Taki poseł z SLD, który pojechał na Krym jako obserwator referendum jest dzisiaj napiętnowany przez dziennikarzy i polityków. Polska musi mówić jednym głosem - antyrosyjskim. Co zauważył i zakomunikował pan Aleksiejew - ambasador Rosji w Polsce. Dyplomata jest zaniepokojony wrogością polskich sił politycznych w stosunku do Rosji. Pewnie znów się oburzymy i będziemy zaprzeczać.

    wiesnuszka

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedni chórzyści z Ukrainy mają pecha.

    Jak donoszą media Politycy protestują przeciwko występowi chóru "w mundurach armii sowieckiej" w krakowskiej filharmonii. Chodzi o występ Chóru Armii Aleksandra Pustovalova w Filharmonii w Krakowie, który planowany jest na 6 kwietnia. Chór znany jest z wykonywania pieśni wojskowych, ludowych i popularnych w kostiumach, które są wiernymi kopiami historycznych mundurów Armii Czerwonej.
    Oburzeni politycy wysłali do dyrektora instytucji list, w którym przekonują, że wizyta chórzystów jest nie na miejscu. Uważają ze powinni występować w garniturach, w cywilnych ubraniach. Tymczasem, jak piszą media chór w niemal 100 proc. złożony jest z Ukraińców. Ale to nie ma znaczenia. Chórzyści występują w mundurach armii sowieckiej, a prowadzeni są przez Pustovalova, który przez lata związany był z Armią Czerwoną i jest Rosjaninem - wyjaśnia jeden z polityków. Podobne protesty mają miejsce w Poznaniu, Olsztynie, Częstochowie, Suwałkach itp.

    W tym wszystkim jest tylko jeden szkopuł.
    Nikt nie pyta o zdanie tych którzy wykupili bilety i którym historyczne mundury nie przeszkadzają. Podobno wszędzie bilety są juz wyprzedane w 100 proc.

    Poza tym nikt nie zmusza reszty Polaków ( w tym oburzonych polityków) do oglądania "sowieckich" mundurów ani słuchania "sowieckich" pieśni. Dotyczy to także oglądania jedynego prawdziwego Rosjanina w chórze, co dla polskich polityków i rusofobów musiałoby być szczególną udręką.

    Uwaga - wszystkie koncerty zaplanowane są w pomieszczeniach zamkniętych, niedostępnych dla dzieci i osób postronnych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wielkie dzięki za relację z pięknej imprezy kulturalnej w Szczecinie. Tylko pozazdrościć.
    Żal mi pana Olbrychskiego, który zdecydował się upublicznić swój kabotyński list. Ale go rozumiem, gdyż wie on na pewno doskonale co znaczy, nie tylko środowiskowy, ostracyzm.
    Mam nawet swoje osobiste wspomnienia na ten temat. W listopadzie 1982 roku w Warszawie zdarzyło mi się uczestniczyć przez przypadek w przyjęciu imieninowym pewnego znanego reżysera. Wśród gości było wielu, wówczas jeszcze dosyć młodych, koryfeuszy polskiej sceny i filmu. Pod wpływem serwowanej przez gospodarza księżycówki z etykietką "Za-broniona" pozwoliłem sobie zakpić z aktorskiego bojkotu. Pewien olbrzym - znany również z serialu KLAN - wziął mnie za klapy. Wspomniany trunek - o dziwo - nie rozognił sytuacji, lecz pozwolił się pojednać.
    Późnym wieczorem natknąłem się na "bombowy" artykuł w Der Spiegel.
    http://www.spiegel.de/politik/ausland/militaerbuendnis-china-und-russland-naehern-sich-strategisch-an-a-959430.html
    Na razie nie zasłużył chyba na wzmiankę w przeglądzie polskiej prasy. I tu ciekawostka: jego autorem jest Uwe Klussman, ten sam, który napisał przetłumaczony przeze mnie dla tego blogu artykuł na temat fatalnych błędów ukrainskiego rządu. Nie miałem okazji napisać, że artykuł ten został wkrótce potem zdjęty z portalu Spiegla. Niech żyje wolna prasa bez cenzury!
    Ryszard

    OdpowiedzUsuń
  6. Do "protestu" Olbrychskiego nie przywiązywałbym większego znaczenia. To wyświechtany gest "celebryty-kabotyna", nic nowego po słońcem. Niedługo pewnie rzuci się teatralnie z szablą na rosyjskiego ambasadora - zwykłe pajacowanie.

    W czasach PRL aktorzy byli "dobrem narodowym", teraz są zwykłym towarem. Producenci filmów i seriali stawiają na młodych. Obecne pokolenie widzów ma nowych idoli. Niektórzy ze starych ciężko to przeżywają. Chwytają się kabotyńskich gestów żeby zwrócić na siebie uwagę.

    Reasumując - apeluję w tej sprawie o wyrozumiałość i odrobinę współczucia. Olbrychski to aktor z dużym dorobkiem zawodowym, ma za sobą wiele wybitnych ról - zasługuje na to.

    Nie wiem jak Moskwa przeżyje nieobecność Olbrychskiego ale wiem jedno - sankcje Obamy i UE to mały pikuś. Sankcje Olbrychskiego przejdą do historii. Odmowa występów w Moskwie to dla Putina wielki cios. Nie prędko się z nich otrząśnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zasłużeni dla stosunków polsko rosyjskich ludzie dają pokaz słownej ekwilibrystyki w ocenie tego co wydarzyło się na Krymie . Wczesniej był Olbrychski teraz amb. Ciosek.

    Pan ambasador udzielając video wywiadu dla portalu tvn24.pl długo rozwodził się o potrzebie dialogu i zaniechania wojennej retoryki. Ale na koniec skrytykował aneksję Krymu i stwierdził że nazwisko Putin powinno się teraz pisać z małej litery. Jak bylo do przewidzenia portal tvn24.pl wyeksponował to w tytule, dopisując ze Ciosek krytykuje rosyjski imperializm.

    Amb. Ciosek próbował zadowolić media i własne sumienie dlatego w ocenie ostatnich wydarzeń wił się jak piskorz. Dał pokaz dyplomatycznej retoryki i każdy usłyszał to czego oczekiwał. Dlatego według niego nazwisko Putin trzeba teraz pisac z malej litery ale słowo Rosja z dużej. Brzmiało to jak wezwanie do sankcji wobec Putina.
    W sumie bardzo oryginalne - mieliśmy juz sankcje Olbrychskiego teraz mamy sankcje Cioska.

    Póki co na zaproszeniach na okolicznościowe przyjęcia do ambasady w Warszawie, nazwisko Ciosek pisane jest z dużej litery. Co on zrobi jak przez pomyłkę wydrukowane zostanie z małej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam ambasadora Cioska za rozsądnego człowieka....Jego pomysł z nazwiskiem prezydenta Rosji - jest tak prymitywny, że aż śmieszny.
      Czasami się zastanawiam, czy ludzie myślą nad tym, co mówią. W sumie, co on taką propozycja zademonstrował? Przede wszystkim pogardę wobec drugiego człowieka, tragiczny brak elementarnej kultury i górowanie emocji nad rozumem.....
      W sumie smutny wizerunek byłego ambasadora, który po tylu latach pobytu w Rosji nadal jej nie rozumie.

      Usuń
  8. Naszego premiera przygasiły nieco wydarzenia w sejmie i przestał straszyć Polaków wojną z Rosją. Juz nie mowi ze polskie dzieci mogą nie pójść do szkoły 1 września.
    Trwający protest rodzicow osób niepełnosprawnych to powrót do normalności. Wojenna retoryka uszła z Tuska jak powietrze z balonu. Trzeba będzie znaleźć pieniądze na spełnienie żądań protestujących a o to będzie trudno. Na szczęście tarcza antyrakietowa za 16 mld która nas obroni przed rosyjskimi rakietami jest nie zagrożona. Na ten cel pieniądze są juz zagwarantowane. Służba zdrowia, opieka społeczna poczekają.
    Będą nadal kolejki do lekarza i dziurawe drogi ale nasza wspaniała tarcza nam to wynagrodzi. Wszyscy będą nam jej zazdroscić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Geniusze od "tarczy" zapominają, że będzie ten kompleks obiektów wojskowych nr 1 do zniszczenia w razie jakichkolwiek działań wojennych, niekoniecznie z naszym, polskim udziałem.
    To takie wystawianie głowy na linię strzału!

    OdpowiedzUsuń
  10. W TVP Info dwugłos - amb. Ciosek i min. Piechota.
    Ten pierwszy mówił juz o tym jak trzeba pisać nazwisko Putin. Ten drugi - czego nie wiedzialem - przewodniczący Polsko Ukraińskiej Izby Gospodarczej, mówił krytycznie o Rosji. O jakichś "zielonych ludzikach" którzy destabilizują wschodnie regiony Ukrainy. Według niego Rosja stwarza zagrożenie i bardzo mu się to nie podobało.

    Przechodząc do sedna amb. Ciosek opowiedział się za ostrymi sankcjami politycznymi wobec Rosji ale był przeciwny sankcjom gospodarczym . Uzasadniał to tym ze uderzyłyby one w Polskę. Stwierdził ze sankcje gospodarcze powinny być juz ostatecznosc. Pytany przez prowadzącą, min. Piechota przystał na to rozwiązanie i taka była konkluzja całej rozmowy.
    W tym momencie Rosjanie odetchnęli z ulgą - ze strony Polski sankcje gospodarcze im nie grożą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pierwszy NIE mówił juz o tym jak trzeba pisać nazwisko Putin.

      Usuń
  11. Kilka dni temu w Krakowie miała miejsce prorosyjska demonstracja. Nie było co prawda wielkich tłumów, ale dobrze i to. Jest nas coraz więcej - trzeźwo myślących w sprawie Rosji i Ukrainy.

    wiesnuszka

    OdpowiedzUsuń
  12. Okazuje sie ze Szczecin to ciekawe miejsce - jakiś mały "tygiel" narodowościowy. Kwitnie w nim rosyjskie życie kulturalne i z tego co pisze. p. Zofia mieszka społeczność pochodzenia rosyjskiego, a z drugiej strony sądząc po tym jaką funkcję piastuje i jakie stanowisko prezentuje w mediach J. Piechota - musi tam istnieć takze diaspora ukraińska.
    Tak na marginesie - Wyborcza pisała o tym ze J. Piechota przyjaźni się z urodzoną na Ukrainie Weroniką Marczuk która kandyduje w wyborach do parlamentu UE. GW chyba złośliwie pisała o kandydatce SLD ze ma inne od Polaków zdanie na temat partii Swoboda. Takie mianowicie ze nie uważa tej partii za zagrożenie dla Polski. Pani Weronika ma sie takze roznic w historycznej ocenie działań banderowców na Wołyniu - ma miec zrozumienie dla ich niepodległościowych aspiracji.

    Jeśli moje luźne przypuszczenia są prawdziwe, to ciekawe jestem czy w Szczecinie organizowane są także ukraińskie koncerty i inne imprezy kulturalne.
    W takim wypadku byłoby to wyjątkowe miasto w Polsce.
    Tylko pozazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W aktywnej diasporze rosyjskiej są też rosyjskojęzyczni Ukraińcy, Białorusini, Litwini. To ludzie z dawnego ZSRR, którzy z różnych powodów są w Polsce. To żony Polaków, którzy znaleźli żony na Wschodzie, lekarze z dawnych jednostek radzieckich, którzy tutaj założyli rodziny i zostali, Rosjanie którzy studiowali w Polsce i zostali z tych samych powodów, naukowcy, który z pracują na szczecińskich uczelniach, studenci z Rosji i krajów d. ZSRR. Co do Jacka Piechoty to on od dawna jest już "warszawski", co roku w Świnoujściu organizuje Baltic Business Forum z udziałem Ukrainy, w ub. roku z udziałem Rosji. Jeśli integruje to biznes ukraiński z okolic dawnego prezydenta Kuczmy. W Szczecinie, od czasów gdy został ministrem gospodarki, praktycznie się nie udziela.
      Co ciekawe, wg wszelkich statystyk diaspora rosyjska w Szczecinie liczy sobie ok. 200 osób, po rosyjsku mówi łącznie z ich rodzinami ok. 600. Tyle statystyki sprzed kilku lat.Do szczecińskiej, nowej ślicznej cerkiewki p.w. św. Mikołaja przychodzi ok. 200 wiernych na obchody głównych świat religijnych i kościelnych. Ponieważ greko-katolicy też mają swoją świątynie w Szczecinie, to wiernych obrządków wschodnich jest więcej.
      Natomiast na Pomorzu Zachodnim mamy kilka enklaw ludności ukraińskiej z czasów akcji "Wisła", m.in. w Trzebiatowie, gdzie obywają się spotkania międzywyznaniowe luteran, prawosławnych i katolików. Są też organizowane tam festiwale i spotkania różnych kultur.
      Co roku silami instytutu filologii słowiańskich Uniwersytetu Szczecińskiego (jest też tam rusycystyka), odbywa się ogólnopolski festiwal piosenki rosyjskiej.
      Można rzec, że szczecińscy Rosjanie i ludzie rosyjskojęzyczni sami dbają o kultywowanie swoich tradycji, kultury i języka. Nie są zainteresowani specjalnie nagłaśnianiem tych działań, bo mają głęboką świadomość polskiej rusofobii. Dotyka ona bezpośrednio ich samych i ich rodziny.

      Usuń
    2. W Szczecinie manifestację poparcia dla kijowskiego Majdanu musiano odwołać z powodu braku zainteresowanych. jakąś kilkuosobową pikietę zorganizowali ukraińscy studenci i ich polscy koledzy, ale bez aplauzu mieszkańców miasta. Władze coś tam oficjalnie organizowały " ku poparciu", ale też bez oddźwięku, praktycznie we własnym gronie. Świeczek za Ukrainę praktycznie w mieście nikt nie palił.
      Szczecin to ludność napływowa, wiele osób jest ze Wschodu z dawnych regionów Polski, gdzie wspomnienia rodzinne o Ukraińcach nie są pozytywne.
      Narodowościowej ksenofobii tutaj nie ma, to miasto transgraniczne, z wieloma narodowościami.
      Dużo zagranicznej młodzieży i ze Wschodu i z Zachodu.
      Do tygla kulturowego, jakim jest Belin też blisko.

      Usuń
    3. Bardzo ciekawe.
      Mam juz ogólne wyobrażenie o tym wszystkim.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    6. Anonimowy,
      Tutaj nie wkleja się tekstów z cudzych blogów czy portali internetowych. Opinie i wypowiedzi rosyjskich opozycjonistów (Władimira Ryżkowa i Witalija Portnikowa) są tutejszym czytelnikowi znane, ostały opublikowane w polskich mediach i są dostępne w języku polskim w Internecie.
      W komentarzach proszę przedstawić WłASNE, osobiste opinie a do omawianych cudzych tekstów, proszę podać odnośnik w postaci linków.
      Wszelkie próby wykorzystania blogu w celach propagandowych będą likwidowane.

      Usuń
  13. "Mało kto wie ile to Rosja i Krym zawdzięcza Szczecinowi!" - to może Rosja powinna w ramach wdzięczności przygarnąć Szczecin ? Oczywiście bezkrwawo przy pomocy zielonych ludków.
    Ps. Jakiż ten Szczecin jest dumny, a Krym taki był za Rosją stęskniony, ale czekał i czekał, aż się doczekał. Może więc także Szczecin i cała Polska się doczekają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą sugestią proszę zwrócić się na konsultacje do szczecinian oraz władz Rosji.

      Usuń
    2. dziękuje za interesujący artykuł .Komentarzy równie ciekawe.
      Zgadzam się z tym,ze w Szczecinie jest największa diaspora ukraińska. Także jest Związek Ukraińców,Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Rosjan.Mamy tez nieformalny zwiazek "rosyjskojezycznych"ludzi z krajów byłego ZSRR.Na pewno pani Zofia o tym wie,skoro zna panią Tamarę. Najwięcej spotkań,muzycznych i tematycznych wieczorków organizuje sie wlasnie w tym nieformalnym związku. Zresztą, "Ekipaz " wykiełkował z tych wieczorków. I jeśli wcześniej, rzeczywiście ,nikt nie czul takiej potrzeby nagłaśniania ,to teraz czas to zmienić. Zwłaszcza,ze tak naprawdę,nie mamy głębokiej świadomości polskiej rusofobii.Odwrotnie,jest duże zainteresowanie u Polaków jak rosyjska tak i ukraińska kultura,myzyka,pieśniami ...i samymi ludźmi. Dlatego coraz częściej zapraszamy na swoje wieczorki polskich znajomych,niektórych już możemy nazwać Przyjaciółmi!
      Pozdrawiam serdecznie! Larysa.

      Usuń
    3. Cieszę się Pani Laryso,
      że jest coraz większe zainteresowanie kulturą sąsiadów ze Wschodu. Im więcej Polacy ją poznają, tym mniejsze będą uprzedzenia.
      Poza tym ta nasza rusofobia jest na poziomie medialnym i politycznym.
      Natomiast w kontaktach międzyludzkich nie takich zadrażnień. Polaków ludzi i zza Buga Łotwy, Litwy, Ukrainy, czy z Rosji wiele łączy. A jak mówi przysłowie - muzyka łagodzi obyczaje.
      Serdecznie pozdrawiam
      PS.
      Niedawni p. Tamara mówiła mi, że po tragicznych wydarzeniach w Kijowie, w szczecińskiej cerkwi św. Mikołaja odbyło się nabożeństwo żałobne w intencji ofiar z kijowskiego Majdanu.
      Byli i Ukraińcy i Rosjanie, byli też na nim Polacy i wyznawcy prawosławia innych narodowości.
      Przyszli ludzie innych wyznań.
      Wspólnie modlili się za dusze zmarłych.

      Usuń