wtorek, 29 marca 2016

Kuriozalny dialog



Ogólnopolski dziennik „Rzeczypospolita” postanowił wyjątkowo zareagować na publikacje „Sputnika”[1], jak podaje, „finansowanego przez Kreml portalu internetowego, który ukazuje się w języku polskim”. 
Informacja jest krótka i z jej treścią zgadzam się prawie w całości.


Kanwą news’a gazety są opinie polskiego politologa, dra Mateusza Piskorskiego (a nie Rosjanina, jak podaje gazeta), związane z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, zawarte w zamieszczonym w „Sputniku” " felietonie „Pojednanie przez opluwanie”[2]  i omawianym przez "Rzeczpospolitą".

Ma rację „Rzeczypospolita” uważając, że „miał być dialog, jest awantura”, a ”instytucje, które powstały z myślą o porozumieniu polsko-rosyjskim, są w nieustającym sporze”. 
Nie ma żadnego dialogu, a awantur nawet sporo.


„Sowieckie” represje

Obrady konferencji
Wielki Tydzień Paschalny zachodnich chrześcijan, Centrum uświetniło, cieszącą się mizernym zainteresowaniem, międzynarodową konferencją naukową: „Sowieckie represje 1943-1946. Nowe ustalenia i nowe interpretacje”[3] (23 marca br.). 
Jedynym Rosjaninem na tej konferencji był Nikita Pietrow ze Stowarzyszenia „Memoriał”. Naukowców z rosyjskich uczelni czy rosyjskich instytucji naukowych nie zaproszono, byli za to dwaj kijowscy historycy z Uniwersytetu Slawistycznego i Uniwersytetu im. Szewczenki, naukowcy z litewskiego Centrum Badania Ludobójstwa, oraz z PAN, Uniwersytetu Wrocławskiego, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, IPN i Centrum Dialogu „Przełomy” (muzeum) ze Szczecina. Chciano w gronie „uznanych historyków”  przedyskutować „ustalenia robocze”, wynikające z badań archiwalnych nad stosunkami między „władzą sowiecką a Polskim Państwem Podziemnym”, prowadzonych pod egidą Centrum. Wyszło spotkanie towarzystwa wzajemnej adoracji. 
To, co napisano w „Sputniku” na temat obsady konferencji, i na co zwraca uwagę „Rzeczypospolita”, okazało się po prostu prawdą.

„Rzeczypospolita” podaje, że dr Sławomir Dębski, b. dyr. Centrum, „zbrodnie NKWD nazywał ‘sowieckimi’, co również budziło protesty Sputnika” i cytuje: „Używanie rusycyzmu ‘sowiecki’ zamiast ‘radziecki’ jest w Polsce postrzegane, jako wyraz krytyki Rosji".

To też prawda, stosowanie przestarzałego rusycyzmu „sowiecki” ma w Polsce znaczenie jednoznacznie pejoratywne, jest pogardliwym stygmatem. Do tego typu określeń należy, m.in. homo sovieticus, czy sowietyzacja. Niestety, weszły one na stałe do obiegowych epitetów i opisu polskiej i rosyjskiej historii.

Centrum zobligowane jest do prowadzenie badań naukowych. Nie skupiają się one na tym, co pozytywnie łączy, lecz dzieli Polskę i Rosję. Prowadzonych jest pięć projektów naukowo-badawczych, m.in. pn:Stosunki między władzą sowiecką a polskim państwem podziemnym: 1943–1945”; Losy obywateli Polski pod władzą sowiecką po 17 września 1939 r.”, Żołnierze sowieccy na ziemiach polskich 1941-1945”; „Edycja materiałów źródłowych do stosunków polsko-sowieckich”.

 Memoriał, Centrum i „agentura”

Czepiając się „Sputnika” i dra Piskorskiego, „Rzeczypospolita” podkreśla jego uwagę, słuszną zresztą, że Stowarzyszenie „Memoriał” jest „wpisane w Rosji do rejestru ‘zagranicznych agentów’, bo jego aktywność jest współfinansowana z zagranicy”.

Mało kto wie, że Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Pojednania, jest takim samym „zagranicznym agentem”, co rosyjski „Memoriał”. Ma ustawową możliwość korzystania z zagranicznych środków finansowych (art.20, punkt 3 - Ustawy O centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, z 28.03.2011)[4] i co ciekawe, może te środki zagraniczne, poprzez swoje fundusze, transferować gdzie chce i komu chce, nie tylko w Polsce, czy do Rosji, ale do państw UE i EFTA, np. jako stypendia lub dofinansowania „ przedsięwzięć na rzecz dialogu i pojednania w stosunkach polsko-rosyjskich” (art. 25 Ustawy o  Centrum …).

Zagranicznym, strategicznym partnerem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, nie jest zgodnie z logiką jego rosyjski odpowiednik, lecz amerykański wpływowy thing tank z Waszyngtonu - Centrum for Strategic International Studies (CSIS)[5]
CSIS osiągnął w 2013r. dochody (operacyjne) w wysokości 32,3 mln - dolarów, z czego 32% pochodziło od biznesu, 29% od fundacji, 19% od rządu USA, 9% od prywatnych osób,   11% to darowizny i inne. Blisko 80% z tych pieniędzy poszło na różne „programy”. W 2014 r. Zjednoczone Emiraty Arabskie dały CSIS ponad 1 mln USD, nieujawnione kwoty, też wysokie, wpłacił japoński rząd. Jak donoszą amerykańskie media, CSIS subsydiuje 13 rządów, w tym Niemcy.

Oba centra nawiązały współpracę w 2012 r. w celu, jak podano, „zbadania relacji polsko-rosyjskich i ich konsekwencji dla regionu euroatlantyckiego”. Powodem zaś były „znaczące pęknięcia w strukturze bezpieczeństwa Europy, które nasiliły się po aneksji Krymu w marcu 2014 r. i stały się głównym wyzwaniem dla wspólnoty transatlantyckiej”. Tematem zeszłorocznej, IV konferencji: „Transatlantic Forum on Russiaobu instytucji, były uwarunkowania polityki zagranicznej Rosji.

Podobna tematyka przyświecała międzynarodowej konferencji „Warsaw Security Forum’2015” Fundacji im. Kazimierza Puławskiego jesienią ub. r., której Centrum było współorganizatorem. Tu również dominowała rosyjska wojna hybrydowa, rosyjskie zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego, inkorporacja Krymu, konflikt ukraińsko-rosyjski. Rosja była pokazana jako wróg.

W katalogu ubiegłorocznych zdarzeń Centrum nie ma żadnych śladów współpracy z rosyjskim odpowiednikiem. O współczesnej Rosji dla Centrum mówią najczęściej zachodni goście, a nie Rosjanie, jeśli już, to z kręgów marginalnej rosyjskiej opozycji. Np. Peter Pomerantsev[6], brytyjski pisarz i dziennikarz, emigrant z ZSRR od wczesnego dzieciństwa, reżyser i producent filmowy oraz ekspert londyńskiego think tanku "Legatum Institute". „Zachód musi odrobić lata zaniedbań i stworzyć alternatywę dla propagandy forsowanej przez kontrolowane przez Kreml media”, pisał w 2015r. na łamach "Financial Timesa"[7].

We wrześniu ub. roku, w Krakowie odbyło się z nim spotkanie i jego książką: „Jądro dziwności. Nowa Rosja”. Zdaniem Centrum, „Peter Pomerantsev w swoich reportażach analizuje mechanizmy funkcjonowania reżimu Władimira Putina”.

I znowu muszę przytaknąć dr. Piskorskiemu, Centrum obraca się wokół zachodniej, a właściwie amerykańskiej matrycy postrzegania Rosji.

Nieśmiertelny  temat rozmów

Poza „sowieckimi represjami” i „rosyjskim zagrożeniem”, Centrum skupiło w ostatnich miesiącach swoją uwagę wokół Katynia. Mówić w Polsce o Rosji i nie wspomnieć o Katyniu, to polityczny grzech. Zaprezentowano, więc na 24. Targach Książki Historycznej w Warszawie wydawnictwa Centrum, w tym nowość Nikity Pietrowa  „Poczet katów katyńskich”, następnego dnia odbyło się spotkanie z Maciejem Wyrwą, autorem publikacji: „Nieodnalezione ofiary Katynia? Lista osób zaginionych na obszarze północno-wschodnich województw II RP od 17 września 1939 do czerwca 1940". 

W kwietniu ub. roku, przy współpracy z MSZ, MON, resortem kultury i Radą OPWiM wraz z rodzinami oficerów USA - „świadków Katynia”, zorganizowano uroczystości upamiętnienia nieżyjących już wojskowych - płk. Johna H. Van Vlieta i płk.Donalda B. Stewarta.


Kruki rozdziobują stare rany

„Nie rozumiem logiki, wedle, której zajmowanie się Katyniem jest antyrosyjskie” żali się na łamach „Rzeczpospolitej” Ernest Wyciszkiewicz, p/o dyrektora Centrum od kilku tygodni. „Dekretowanie przyjaźni skończyło się dwie dekady temu. Wzajemne relacje trzeba opierać dziś na prawdzie, czyli niepomijaniu trudnych spraw”, uważa. 
Prawdą jest, że dialogu i porozumienia nie buduje się nieustannym jątrzeniem starych ran, a od dociekania prawd historycznych są instytucje do tego powołane, m.in. bilateralna, rządowa Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych, ośrodki naukowo-badawcze, instytuty historyczne, PAN, a nawet IPN. Centrum nie powinno ich wyręczać. Więc, po co to robi?

Jeśli rzeczywiście komukolwiek zależy na dialogu z partnerem, z którym dzielą nas wciąż niezasypane rowy krzywd i urazów, to buduje się go na trwałych fundamentach, na tym, co łączy a nie dzieli. Centrum jest stroną w skonfliktowanych stosunkach polsko-rosyjskich, a nie mediatorem, dążącym do dialogu i pojednania.
Na stronie internetowej polskiego Centrum nie ma nawet linku do rosyjskiego odpowiednika, na stronie Fundacji “Российско-польский центр диалога и согласия”, link do polskiego odpowiednika jest. Mała rzecz, a jednak o czymś świadczy.[8] „Choć współpraca obu instytucji zamarła, rząd Beaty Szydło nie chce zmieniać sposobu działania polskiego Centrum” donosi „Rzeczpospolita”.
 Do porozumienia i przyjaźni trzeba dorosnąć, to trudna sztuka emocji, trzeba umieć nad nimi panować. Nad irracjonalnym lękiem przed Rosją. Nie każdy to potrafi. Zwłaszcza w Centrum, którego Rada składa się w połowie z członków Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, czy też wyjątkowego rusofoba, obecnie doradcy prezydenta RP.

Nie sądzę, by garnitur ludzi z rządowymi nominacjami, decydujących o kierunkach działania Centrum, był w jakimkolwiek stopniu zainteresowany zmianą dotychczasowej formuły jego funkcjonowania.

„Rzeczpospolita” to potwierdza.





[1] Wiktor Ferfecki: „Miał być dialog, jest awantura”, Rzeczpospolita z 14 marca 2016r., patrz: http://www.rp.pl/Kraj/303149864-Mial-byc-dialog-jest-awantura.html

[2] Dr Mariusz Piskorski: „Pojednanie przez opluwanie”, Sputnik, 9 marca 2016r. , patrz: http://pl.sputniknews.com/opinie/20160309/2245729/Pojednanie-przez-opluwanie-Mateusz-Piskorski.html

[3]  Komunikat  Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Pojednania, patrz: http://www.cprdip.pl/wydarzenia,konferencje_i_seminaria,205,sowieckie_represje_1943-1946.html





[7] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/peter-pomerantsev-zachod-musi-stworzyc-przeciwwage-dla-propagandy-kremla/qm96cb
[8] Z przyjemnością informuję, że link do Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Pojednania  wreszcie się pojawił na stronie internetowej CPRDiP i na pewno już tam był 30 marca 2016r.

piątek, 25 marca 2016

Drogowskazy, cd - komentarz z Australii






Wielki Piątek to czas na refleksje religijne i etyczne. 
Dziś w  Bumerangu Polskim refleksja w duchu myśli  ks. Bonhoeffera. W lutym minęła 110 rocznica urodzin Dietricha Bonhoeffera – wybitnego teologa niemieckiego, luteranina, antyfaszysty zamordowanego z osobistego rozkazu Hitlera w 1945 roku w obozie Flossenbürg. Jego prace teologiczne mają współcześnie doniosłe  znaczenie w dialogu ekumenicznym.

Pastor Dietrich Bonhoeffer urodził się we Wrocławiu. Swoim życiem i śmiercią w trudnych czasach realizował zdawałoby się nie możliwy do osiągnięcia ideał życia chrześcijańskiego. Ten odważny świadek wiary „jest wspólnym bogactwem wszystkich Kościołów i wszystkich wspólnot kościelnych”  mówił o Bonhoefferze papież Jan Paweł II.

Wyeksponowanie przez Bonhoeffera prawdy o Kościele jako Ciele Chrystusa, koresponduje z katolicką nauką.

W 2004 roku w Rzymie  na kongresie poświęconym myśli tego wybitnego teologa luterańskiego, kardynał  Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady do spraw Popierania Jedności Chrześcijan powiedział, że jego biblijna teologia postępowania za Chrystusem przemawia dziś zarówno do katolików jak i do protestantów.

Dietrich Bonhoeffer w swojej teologicznej refleksji odkrywa nowe spojrzenie na tajemnicę Boga. Podstawową prawdą o Bogu dla Bonhoeffera jest stwierdzenie, iż Bóg jest Miłością. W ekumenicznych wątkach jego myśli, można szukać klucza do wzajemnego zbliżenia teologii protestanckiej i katolickiej.

Warto dodać, że wiele cennych wskazówek z myśli Bonhoeffera wykorzystała polska

opozycja lat osiemdziesiątych, która w czasie internowania szukała w nich duchowego wsparcia. (Wierzyć w tego samego i tak samo. Ekumeniczna dogmatyka Dietricha Bonhoeffera, Praca zbiorowa pod redakcją naukową ks. Jarosława M. Lipniaka Świdnica 2006)

Dziś osobistą refleksją wielkopiątkową dzieli się z nami red. Zofia Bąbczyńska-Jelonek – znana czytelnikom Bumeranga Polskiego felietonistka, komentująca bieżące wydarzenia polityczne.
Patrz: artykuł "Drogowskazy", umieszczony poniżej.


Jej wyjątkowa refleksja  z prywatnym wątkiem dojrzewania religijnego, dotyka głęboko optyki  Bonhoeffera w postrzeganiu chrześcijaństwa we współczesnym świecie. Konkluzja artykułu jest jednak  smutna:  Dzisiaj jest trudno być dobrym chrześcijaninem w Polsce, gdzie dookoła kwitnie agresja, werbalna przede wszystkim, potworna pogarda wobec drugiego człowieka i nieustanne naruszanie godności ludzkiej... 
(kb)

Drogowskazy



Marc Chagall - "Ukrzyżowany"
Pogardzanie ludźmi i ich ubóstwienie leżą tuż obok siebie. A ten dobry człowiek, który przejrzał to wszystko czując wstręt do ludzi – odsuwa się od nich i pozostawia ich samym sobie. Ten, który woli dla siebie uprawiać swoją grządkę, niż spodlić się w życiu publicznym, podlega tej samej pokusie pogardy człowieka, co i człowiek zły.
Jego pogarda jest wprawdzie bardziej wytworna, bardziej prawa, ale również bardziej bezowocna i uboższa w czyny. Wobec faktu Bożego wcielenia jest ta pogarda tak samo nie na miejscu, jak i tyrańska pogarda.
Kto gardzi człowiekiem, gardzi tym, co ukochał Bóg, więcej: gardzi postacią samego wcielonego Boga.
Istnieje jednakże i inna miłość do ludzi, prawa – w zamiarach, ale równa pogardzie. U jej podstaw leży ocena człowieka według li tylko drzemiących w nim wartości, według jego czerstwego zdrowia, trzeźwego rozsądku i głębokiej dobroci. Najczęściej miłość ta wzrasta w czasach spokoju, ale również w okresach wielkich kryzysów. Przypadkowe rozbłyśnięcie tych wartości może się stać podstawą osiąganej z trudem, szczerej w zamiarach miłości człowieka.
Z wymuszoną wyrozumiałością zło przeinterpretowane bywa w dobro, podłości się nie dostrzega, a usprawiedliwia się czyny karygodne. Z wielu powodów unika się wyraźnego tak, aż w końcu przytakuje się wszystkiemu.
Kocha się stworzony przez siebie obraz człowieka, który niewiele ma już wspólnego z rzeczywistością. l w końcu gardzi się przez to człowiekiem rzeczywistym, którego ukochał Bóg i którego istotę wziął na siebie.
Znać rzeczywistego człowieka i nim nie gardzić – taka postawa możliwa jest tylko dzięki wcieleniu Boga.

Ks. dr Dietrich Bonhoeffer 
Krzyż i Zmartwychwstanie, rozdz.13 „Ecce Homo”



Zapisałam 5 lat temu kilka osobistych refleksji z okazji Wielkiego Piątku. 
Okazują się być aktualne do dzisiaj, 
przytaczam je niżej z drobnymi uaktualnieniami


Miejsce urodzenia i lata dziecięce spędzone w innej, zachodniej kulturze, czynią mnie poniekąd Brytyjką. Miałam szczęście być wychowywaną w dwóch rytach wyznaniowych jednocześnie – protestanckim (luterańskim) i rzymskokatolickim. Ekumeniczny dom i ekumeniczne wychowanie. Rodzice uzgodnili, że otrzymamy z bratem nauki religii obu wyznań rodziców, tradycje i zwyczaje z nim i związane – także.

Rodzice nas ochrzcili w kościele protestanckim (anglikańskim), komunię mieliśmy jako nastolatki, katolicką, ale indywidualną i w wieku konfirmacyjnym u luteran, czyli później niż dzieci katolickie. W wielkanocnej tradycji domowej na równi  – ważny był i Wielki Piątek i niedzielne Zmartwychwstanie. Nauka religii katolickiej w szkole, luterańskiej – w kościelnej szkółce niedzielnej.

Kiedy będziemy samodzielni, uzgodnili rodzice, sami wybierzemy to, co nam najbliższe. Jeszcze w liceum wybrałam luteranizm, chociaż nie manifestowałam go publicznie. Mama, katoliczka, domyślała się, ale milczała, cierpiąc jednak z tego powodu. A ja nie chciałam jej tego cierpienia potęgować. 
Obyczaje świąteczne  (bożonarodzeniowe czy wielkanocne), kultywowane  wg polskiej tradycji ziemiańskiego domu mojej Mamy, były zachowane aż do chwili jej śmierci. I teraz też są, ale nie mają katolickiego, sakralnego znaczenia. Nie ma wielkanocnego świecenia potraw w kościele, choć stary, liczący dziesięciolecia gipsowy baranek z czasów mojej podstawówki i tradycyjny zestaw  polskiej „święconki”  są na stole w czasie niedzielnego, uroczystego śniadania. Taty, którego praktycznie nie było w domu, moje decyzje nie zdziwiły, bowiem  jego zdaniem - „wrodziłam się w dziadka” protestanta.

Wiele przyczyn legło u podstaw tej decyzji.

Poza typowo teologicznymi i doktrynalnymi przyczynami, były też natury czysto społecznej. Blichtr i bogactwo, jakimi afiszuje się Kościół rzymskokatolicki w Polsce w kontraście do niezbyt bogatego polskiego społeczeństwa i wynikające z tego relatywne kryteria oceny ludzi – były też ważne w tej decyzji. Powściągliwość i skromność, jaka cechuje kościoły protestanckie były mi bliższe. Upolitycznienie i hipokryzję duchownych rzymskokatolickich też trudno było mi akceptować. Tak było w PRL, III RP, i tak jest do dzisiaj.

Człowiek jest z natury nieco leniwy i do wielu spraw podchodzi, rzekłabym ekonomicznie, chce mieć wiele, jak najmniejszym kosztem. Dlatego szukałam już gotowych reguł życia. Kiedy dokonywałam wyboru wyznania, byłam na etapie świadomego formułowania zasad, jakimi chcę się kierować w życiu – osobistego kodeksu etycznego.  

Cywilizacja, w jakiej się wychowałam, podpowiadała mi wzorce chrześcijańskie, oparte na starożydowskim Dekalogu, dorzucając ewangeliczne Kazanie na górze Jezusa. Luteranizm uczył czytania Biblii od najmłodszych lat, stąd niezła jej znajomość podpowiadała mi, by owo Kazanie na górze uznać za pewnego rodzaju wektor w tym osobistym kodeksie etycznym.

Katolicyzm bardziej skłania się ku katalogom różnych grzechów, jest skierowany ku zakazom i karom, luteranizm  ukierunkowując na Kazanie na górze – podpowiadał praktyczne rozwiązania i afirmował miłość Boga.

Im byłam starsza tym bardziej pasjonowała mnie etyka luterańska.

Najpierw był Max Weber i jego „Etyka protestancka” oraz protestancki etos pracy. Potem odkryłam dla siebie luterańskiego teologa i etyka, ks. dra Dietricha Bonhoeffera, jego „Etykę” a przede wszystkim  pisma i listy.  

Podoba mi się optyka Bonhoeffera w postrzeganiu chrześcijaństwa. Jest bardzo bliska mojej. U niego liczy się postawa w życiu, nazywa to „żywą ewangelią”.

I nie chodzi tu o manifestacje z krzyżami w rękach po Krakowskim Przedmieściu, procesje po miastach i wsiach, pielgrzymki do „miejsc świętych”, nachalna ewangelizacja wszystkich dookoła, wieszanie krzyży i „świętych” obrazów, gdzie się tylko da. Nie o Caritasy i Matki Teresy. Nawet nie cały rząd z prezydentem  RP włącznie, na klęczkach w kościele. 
Nie w tym rzecz.

Dietrich Bonhoeffer  uważał, że tylko codzienna działalność na rzecz drugiego człowieka jest powołaniem chrześcijanina. „Nasz stosunek do Boga jest nowym życiem, polegającym na ‚byciu dla innych’, na współudziale w bycie Jezusa! Nie jakieś nieskończone, nieosiągalne zadania są transcendencją, lecz dany w tej chwili i osiągalny bliźni”, pisał Bonhoeffer.

Miarą chrześcijanina ma być po prostu zaangażowanie w kluczowe problemy społeczne współczesnego świata. W ten sposób Bonhoeffer pojmował naśladowanie Jezusa i dawanie świadectwa prawdzie. Istotą  teologii, jaką głosił jest teologia krzyża.

W bonhoefferowskiej interpretacji chrześcijaństwa zajmuje ona miejsce szczytowe: jeżeli Chrystus stał się człowiekiem i okazał się posłuszny Bogu i swemu przeznaczeniu, a triumfem Jego była Golgota, to życie chrześcijanina, polega na naśladowaniu Chrystusa, które przejawia się w „byciu dla innych” w centrum problemów i wyzwań świeckiego świata, gdzie jest ból, cierpienie i odrzucenie.   „Nie ma innej drogi odnowy Kościoła, cywilizacji i świata” uważał ks. Bonhoeffer.    

Ale to nie taka droga, jaką lansuje m.in. część polskich duchownych Kościoła rzymskokatolickiego, Radio Maryja, czy takie partie, jak PiS i jej obecne władze rządzące Polską.

Dietrich Bonhoeffer najlepiej wiedział, co to oznacza, ponieważ jego teologia zawsze była wypadkową jego teologicznej refleksji i życiowych doświadczeń.

Jako czynny antyfaszysta zostaje aresztowany 5 kwietnia 1943 r. i osadzony w więzieniu śledczym Wehrmachtu w Tegel. Po nieudanym zamachu na Hitlera oraz odnalezieniu akt o działalności ruchu oporu w Zossen, Bonhoeffer zostaje 8 października 1944 r. przeniesiony do berlińskiego więzienia gestapo.

5 kwietnia 1945 r. na rozkaz Hitlera zarządzono, że Bonhoeffer i inni członkowie ruchu oporu z szeregów Abwehry zostaną zgładzeni. 8 kwietnia w obozie koncentracyjnym Flossenbürg, do którego przewieziono więźniów, sąd pod przewodnictwem Ottona Thorbecka wszystkich oskarżonych: ks. dra Bonhoeffera, admirała Canarisa i innych oficerów skazał na śmierć. Wyrok wykonano nazajutrz. 9 kwietnia ks. dr Dietrich Bonhoeffer został powieszony. Miesiąc później wojska radzieckie i polskie wyzwoliły spod hitlerowskiej władzy Berlin i nazistowska III Rzesza Niemiecka skapitulowała.

W ostatnich listach więziennych widać, jak  Bonhoeffer odczytuje na nowo przesłanie biblijne i reinterpretuje swoją wcześniejszą teologię.

Osobistą sytuację życiową rozumie, jako konsekwencję usilnych poszukiwań sposobu realizacji swojego osobistego „naśladowania” Chrystusa, w wyniku, których zaangażował się w konspirację i współpracę z garstką ludzi, często areligijnych, którzy ryzykując wszystko mieli odwagę przeciwstawić się nieludzkiemu, bezbożnemu systemowi politycznemu i jego ideologii. I tak jak Chrystus zapłacili za to cenę najwyższą.

Choć Bonhoeffer osobiście nigdy nie wspomina o grożącej mu śmierci, jako o aspekcie krzyża – trudno powiedzieć, czy z niechęci do wszelkiej pozy, np. męczennika, czy też z przemożnego pragnienia życia – niemniej fakt jego egzekucji stał się najważniejszym dowodem na to, że potrafił nie tylko w sposób bezkompromisowy pisać o najistotniejszych sprawach, ale pozostać im wierny, aż do śmierci. Tak jak Ten, za Którym poszedł…

Nie ma we mnie takiego heroizmu, i nawet tak głębokiej wiary, jak u ks. Bonhoeffera, niemniej jednak staram się żyć zgodnie z zasadami etycznymi, jakie wyznaję i swoje chrześcijaństwo akcentować codziennym życiem.

Marc Chagall - "Golgota"
Dzisiaj jest trudno być dobrym chrześcijaninem w Polsce, gdzie dookoła kwitnie agresja, werbalna przede wszystkim, potworna pogarda wobec drugiego człowieka i nieustanne naruszanie godności ludzkiej, manifestowane przede wszystkim przez rządzące Polską polityczne elity i ich zwolenników oraz media. 
Gdzie krzyż, symbol dla każdego luteranina - święty, stał się rekwizytem, używanym bezpardonowo do walki politycznej lub sekciarskiego kultu tragicznie zmarłego prezydenta RP.
Jak się zachować, co i przed czym, lub przed kim bronić, i jak, do jakich granic się posunąć? …
Na te pytania, które często sobie stawiam, czasem nie potrafię znaleźć odpowiedzi,
Coraz częściej, niestety…

Przedruk z komentarzem
Bumerang Polski (Australia), 25 marca 2016r.
(komentarz z Bumeranga Polskiego  - wyżej)