wtorek, 29 listopada 2016

Esencja rusofobi: dogmaty pani Anny



Anna Fotyga, MEP
Rezolucja Parlamentu Europejskiego[1], autorstwa Anny Fotygi, dot. m.in.: walki z rosyjskimi mediami i innymi „działaniami Rosji przeciwko UE”, przyjęta przez 40% członków Parlament Europejskiego, jest esencją rusofobii, opartej na dogmatyce zachodniej propagandy, nieradzącej sobie z rosyjskim przekazem informacji o świecie. 
Jest dokumentem z gruntu fałszywym, opartym na fałszywych przesłankach. Namawia jednoznacznie do inwigilacji, cenzury i ograniczenia wolności mediów i słowa. Wykazuje jak na dłoni, zmatrycowanie oglądu świata oraz ogromny brak rzetelnej wiedzy i logicznego myślenia u sporej grupy posłów PE.

Opis działań Rosji wobec UE, jakie przedstawia w rezolucji Anna Fotyga niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Jest dogmatem, pewnikiem przyjętym na wiarę, bez uwiarygodnienia dowodami. Opartym m.in.: na wytycznych NATO, uwzględnia „oświadczenie wydane na szczycie NATO w Strasburgu/Kehl w dniu 4 kwietnia 2009 r., przyjęte z okazji 60. rocznicy powstania NATO” oraz „deklarację ze szczytu NATO w Walii z dnia 5 września 2014 r.”.

Anna Fotyga jest członkiem prezydium komisji spraw zagranicznych (AFET), którą kieruje niemiecki chadek Emar Brok oraz przewodniczy podkomisji bezpieczeństwa i obrony (SEDE) europarlamentu i jest członkiem jego delegacji ds. stosunków z NATO. Nic dziwnego, że jej ogląd Rosji jest typowo transatlantycki. 

WSZECHWŁADNY KREML

Do tej pory Anna Fotyga nie przygotowywała żadnych dokumentów PE, posłem sprawozdawcą została po raz pierwszy. Nigdy samodzielnie nie redagowała unijnego dokumentu, co widać na każdym kroku. Nie rozróżnia języka potocznego od urzędowego.

Pisze np., że „wraz z aneksją Krymu przez Rosję i wojną hybrydową prowadzoną przez Rosję w Donbasie Kreml nasilił konfrontację z UE” albo „Kreml nasilił wojnę propagandową, w której Rosja odgrywa większą rolę w europejskim otoczeniu medialnym w celu ukształtowania politycznego poparcia europejskiej opinii publicznej dla działań Rosji i w celu podważenia spójności polityki zagranicznej UE”.

Nie ma w Rosji „Kremla”, jest urząd prezydenta Federacji Rosyjskiej. „Kreml” to slangowe, propagandowo-medialne określenie. Można złośliwie zapytać, czy Unii chodzi o kreml moskiewski, a może o kreml smoleński. Chce walczyć z zabytkami rosyjskiej architektury?

Anna Fotyga jest szczególnie uczulona na „Kreml” i zarzuca mu ogromną siłę sprawczą, uważa, bowiem, że „inne reżimy autorytarne na całym świecie wykorzystują strategie podobne do tych opracowanych przez Kreml”.

Grzechy główne „Kremla”, wg Fotygi, to: ”wypaczenie prawdy, pobudzenie wątpliwości, poróżnienie państw członkowskich, ukartowanie strategicznego rozłamu między Unią Europejską a jej partnerami w Ameryce Północnej”. A nawet „sparaliżowanie procesu decyzyjnego, zdyskredytowanie instytucji UE i partnerstwa transatlantyckiego”. „Kreml” ponadto powoduje „osłabienie i zniszczenie europejskiego przesłania opartego na wartościach demokratycznych, prawach człowieka i praworządności”. Przy tym wykorzystuje różne narzędzia „w celu wzbudzanie strachu i niepewności wśród obywateli UE”.

Tych zarzutów jest sporo, wszystkie zbiegają się do przeświadczenia, że obywatele UE pod wpływem Władimira Putina (Kremla), wolą wierzyć mediom rosyjskim, niż zachodnim, kierują się ich opiniami, co jest niedopuszczalne i wymaga interwencji.

Anna Fotyga nie dostrzega, że ludzie zostali obdarzeni rozumem, czasem nawet wysoką inteligencją, a przyjęte m.in. w UE ustawodawstwo pozwala im wyrażać własne zdanie w sposób niezależny. I po przeczytaniu ze zrozumieniem rezolucji PE, jaką wymodziła, zauważą bez problemu, że to nie żaden „Kreml” dyskredytuje instytucje UE i mąci w głowach unijnemu społeczeństwu, ale ona sama i podobnych do niej 303 posłów PE, przyjmując dokument zawierający stek bzdur.

BRAK ORIENTACJI

Zajmując się źródłami rosyjskiej „propagandy i dezinformacji” Anna Fotyga wykazuje się nieznajomością rynku medialnego. Uważa np.: że „rosyjski rząd agresywnie wykorzystuje szeroki wachlarz narzędzi i instrumentów, takich jak (…) wielojęzyczne stacje telewizyjne (np. RT), pseudoagencje informacyjne i usługi multimedialne (np. Sputnik)” i inne „do zakwestionowania wartości demokratycznych, wprowadzenia rozłamu w Europie, uzyskania krajowego poparcia i stworzenia wizerunku niewydolnych państw we wschodnim sąsiedztwie UE”, tj. Ukrainy.

Nie wie, że wielojęzyczne radio SPUTNIK i jego platformy internetowe oraz telewizja RT, to nic innego jak powstały niedawno, po połączeniu różnych, działających od lat państwowych mediów - koncern medialny MAI Russia Today (Rossija Segodnia). Radio SPUTNIK, działające od dziesięcioleci (wcześniej pod nazwą Głos Rosji) nie jest żadną „pseudoagencją informacyjną”.

Pisząc i wypowiadając się od lat do SPUTNIKA, i to nie tylko dla polskiej edycji, nie zauważyłam, by kwestionowano w nim „wartości demokratyczne”, natomiast często w opiniach różnych komentatorów, bynajmniej nie rosyjskich, lecz zachodnich, można poczytać, jak te wartości są na Zachodzie wypaczane.

Wprawdzie Anna Fotyga nie precyzuje w swojej rezolucji, o jaki to „rozłam” w UE chodzi, ale z jej tekstu wynika, że chodzi o podział państw unijnych na prorosyjskie i antyrosyjskie. 

I znowu nie zauważa, że liderzy części państw unijnych bywają ludźmi rozumnymi, umieją liczyć i kierują się interesem narodowym a nie unijną rusofobią. Dla nich wojna z Rosją w różnej postaci jest nieopłacalna, traci na tym wymiana handlowa, współpraca naukowo-badawcza itp. Na dodatek nie uważają, by im Rosja w czymkolwiek zagrażała. Na to nie ma wpływu żadna rosyjska „propaganda” czy „dezinformacja”. Po prostu umieją myśleć i nie przyjmują dogmatyki unijnej dot. Rosji.


SŁUŻBY SPECJALNE PRZECIWKO MEDIOM

Rezolucja twierdzi, że „służby bezpieczeństwa i wywiadu stwierdziły, iż Rosja ma zdolność i zamiar przeprowadzenia działań służących destabilizacji w innych krajach”.  Stwierdzenie nie jest poparte żadnym dowodem, jakie służby i czyj wywiad tak twierdzi – też nie wiadomo.  Sugeruje też, że „Rosja przybiera to w formę politycznego wsparcia ekstremistów, dezinformacji na dużą skalę i kampanii medialnych”, że rosyjskie „przedsiębiorstwa medialne są obecne i aktywne w UE”.

Parlament Europejski w przyjętej rezolucji „wzywa rządy państw członkowskich do zachowania czujności wobec rosyjskich działań informacyjnych na terenie Europy, a także większego dzielenia się potencjałem i staraniami kontrwywiadu zmierzającymi do zwalczania tych działań”.

I tu leży sedno całej tej rezolucji – usankcjonowanie realnej eliminacji rosyjskich mediów z UE. Bez zmrużenia oka aprobuje się wobec nich działania służb specjalnych.

Rezolucja wprawdzie przypomina, że UE zobowiązała się do kierowania się na arenie międzynarodowej „zasadami wolności mediów, dostępu do informacji, wolności słowa i pluralizmu mediów”, to jednak zaznacza, że wolność słowa i dostępu do mediów „może być jednak do pewnego stopnia ograniczona” i to zgodnie z … „Europejską konwencją praw człowieka”, wobec takich państw, jak Rosja, pod pozorem, że ich celem jest „jest zdyskredytowanie Unii, nie podzielają tych samych wartości”.

Mówiąc wprost, Parlament Europejski apeluje do rządów państw członkowskich o fizyczną eliminację mediów rosyjskich, czyli przyjęcie ukraińskiego wzorca. 

ZAMIAST KOMENTARZA: PO-PiS

Rezolucję PE poparło 42 z 51 polskich euro-parlamentarzystów. Partie prawicowe przy wsparciu ludowców wystąpiły we wspólnym froncie paranoicznej rusofobii. Wyniki głosowań imiennych obnażają to bez żadnych złudzeń:

ZA (+):

EPP (Europejska Partia Ludowa, chadecy): Michał Boni (PO), Jerzy Buzek (PO), Andrzej Grzyb (PSL), Krzysztof Hetman(PSL), Danuta Hübner (PO), Danuta Jazłowiecka (PO), Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO), Barbara Kurdycka (PO), Janusz Lewandowski (PO), Elżbieta Łukacijewska (PO), Jan Olbrycht (PO), Julia Pitera (PO), Marek Plura(PO), Dariusz Rosati (PO), Jacek Saryusz-Wolski (PO), Czesław Siekierski (PSL), Adam Szenfeld (PO), Róża Thun und Hohenstein (PO), Jarosław Wałęsa (PO), Bogdan Wenta (PO), Bogdan Zdrojewski (PO), Tadeusz Zwiefka (PO).  Do EPP należy 23 polskich posłów, 22 zagłosowało za rezolucją.

ECR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy): Ryszard Czarnecki (PiS), Edward Czasek (PiS), Beata Gosiewska (PiS), Anna Fotyga (PiS), Czesław Hoc (PiS), Marek Jurek (Prawica Polska), Karol Karski (PiS), Sławomir Kłosowski (PiS), Zdzisław Krasnodębski ( bezpartyjny), Urszula Krupa (niezależna), Zbigniew Kuźmiuk (PiS), Ryszard Legutko (PiS), Stanisław Ożóg (PiS), Mirosław Piotrowski (niezależny), Tomasz Poręba (PiS), Bogusław Piecha (PiS), Kazimierz Ujazdowski (PiS), Jadwiga Wiśniewka (PiS), Kosma Złotowski (PiS).  Do ECR należy 19 polskich posłów, wszyscy zagłosowali za rezolucją.

S&D (Sojusz Socjalistów i Demokratów): Janusz Zemke (SLD-Unia Pracy). Do S&D należy 5 polskich posłów, jeden zagłosował za rezolucją.

PRZECIW (-):

EFDD (Europa Wolności i Demokracji): Robert Iwaszkiewicz (Korwin). Do EFDD należy jeden polski poseł.

ENF (Europa Narodów i Wolności): Michał Marusiak (Kongres Nowej Prawicy), Stanisław Żółtek (Kongres Nowej Prawicy). Do ENF należy dwoje polskich posłów.

NI (Niezrzeszeni): Janusz Korwin – Mikke (Korwin).

WSTRZYMALI SIĘ OD GŁOSU (O):

S&D (Sojusz Socjalistów i Demokratów): Lidia Geringer de Oedenberg (bezpartyjna), Adam Gierek (Unia Pracy), Bogusław Liberadzki (SLD), Krystyna Łybacka (SLD).

Do S&D należy 5 polskich posłów, wstrzymało się czterech.

NIEOBECNI NA GŁOSOWANIU:

EPP (Europejska Partia Ludowa, chadecy): Jarosław Kalinowski (PSL).



Opublikowano:
MAI Russia Today/Sossija Segodnia
SPUTNIK POLSKA (Rosja)
29 listopada 2016r.
https://pl.sputniknews.com/opinie/201611294312814-Esencja-rusofobii-Dogmaty-Pani-Anny-Zofia-Babczynska-Jelonek/


[1] Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 23 listopada 2016 r. w sprawie unijnej komunikacji strategicznej w celu przeciwdziałania wrogiej propagandzie stron trzecich (P8_TA(2016)0441), poseł sprawozdawca – Anna Fotyga (ECR).

czwartek, 24 listopada 2016

Rezolucja kłamstw, omamów i paranoi


Parlament Europejski przyjął wczoraj, 23 listopada (w środę) rezolucję autorstwa członkini PiS - Anny Fotygi z Komisji Spraw Zagranicznych PE „w sprawie unijnej komunikacji strategicznej w celu przeciwdziałania wrogiej propagandzie stron trzecich”, która generalnie skupia się nad rzekomymi zagrożeniami dla unijnych państw ze strony rosyjskiej propagandy.

Rezolucja nie tylko „uznaje i obnaża rosyjską  wojnę dezinformacyjną i propagandową”, ale też sugeruje strategię i działanie przeciwko tej propagandzie.

W komunikacie prasowym PE  dot. rezolucji, autoryzowanym przez: Cezarego  Lewanowicza z polskiego biura prasowego przy PE oraz Gediminasa Vilkasa, napisano m.in.:

UE jest pod rosnącą presją propagandy uprawianej przez rosyjski rząd i przez islamistyczne grupy terrorystyczne. Ich celem jest dezinformacja, wzbudzanie poczucia zagrożenia i niepewności oraz wywoływanie podziałów w Unii. Posłowie zawarli te ostrzeżenia w rezolucji przyjętej w środę. Zalecają w niej wzmocnienie grupy zadaniowej UE ds. komunikacji strategicznej oraz zwiększenie środków służących upowszechnianiu wiedzy oraz kształtowaniu umiejętności korzystania z internetowych środków przekazu”.

Obaj autorzy, rekomendując, że „Rosja chce doprowadzić do rozłamu w Europie” napisali:

„Europosłowie zwracają uwagę, że wraz z aneksją Krymu i rozpoczęciem wojny hybrydowej w Donbasie Kreml nasilił propagandę skierowaną przeciwko Unii Europejskiej. Przytaczają przykłady narzędzi i metod dezinformacji szeroko wykorzystywanych przez rosyjski rząd: think tanki i specjalnie powołane fundacje (np. Russkij Mir), organy państwowe (Rossotrudniczestwo), wielojęzyczne stacje telewizyjne (np. Russia Today), pseudoagencje informacyjne (np. Sputnik) i trolling w Interncie i mediach społecznościowych w celu „ zakwestionowania wartości demokratycznych, wprowadzenia rozłamu w Europie, uzyskania krajowego poparcia i stworzenia wizerunku niewydolnych państw we wschodnim sąsiedztwie UE”.

"Parlament Europejski zauważa,  - dowodzą dalej obaj autorzy komunikatu, że Kreml finansuje partie polityczne i inne organizacje w UE i nie szczędzi słów krytyki wobec wsparcia, jakiego Rosja udziela siłom antyeuropejskim w UE, w szczególności partiom skrajnie prawicowym i ruchom populistycznym „negującym podstawowe wartości liberalnych demokracji.

Rezolucja została przyjęta przez 304 deputowanych (z tego 14% to ...Polacy!), przeciwko było 179, wstrzymało się od głosu 208, nieobecnych na głosowaniu - 62 deputowanych. (Parlament Europejski liczy 753+1posłów). 
Za przyjęciem rezolucji głosowało 42 z grona 51 polskich  europarlamentarzystów. Oczywiście - prawie cała frakcja polityczna Anny Figury (ECR), w tym pełen skład polskich posłów (19 osób). Chadecy (EPP) również głosowali za przyjęciem rezolucji, w tym wszyscy Polacy bez Jarosława Kalinowskiego (PSL), nieobecnego w czasie głosowania na sali. przeciwko było zaledwie 10 posłów z EPP.  Za przyjęciem rezolucji zagłosowało  też ... 26 socjalistów, w tym gronie, niestety jeden Polak - prof. Janusz Zemke.
Frakcja socjalistów (S&D) generalnie wstrzymała się od głosu, w tym czwórka Polaków (Gierek, Geringer de Oedenberg, Liberadzki i Łybacka).
Janusz Korwin-Mikke, niezrzeszony (NI) w żadnej frakcji politycznej, zagłosował przeciwko  rezolucji Anny Fotygi, oprócz niego jeszcze trójka Polaków. 

Imienne głosowanie za przyjęciem (+) rezolucji, nazwiska polskich posłów podkreślone na czerwono

Ponad połowa obecnych na głosowaniu członków PE (387)  – nie zaaprobowała stanowiska Anny Fatygi.
Niestety, poza czwórką polskich posłów, mających odwagę powiedzieć - "nie" i czwórką socjalistów wstrzymujących się od głosu  - w tej znaczącej większości posłów Polaków - zabrakło. 

Anna Fotyga
Rezolucja nie ma żadnej mocy prawnej, jest „nieustawodawcza”.
Ponieważ nie lubię medialnych popłuczyn  podaję poniżej link do oficjalnego unijnego dokumentu autorstwa Anny Fotygi wraz z wnioskami mniejszości i opinią Zdrojewskiego z PO (wszystko po polsku).
Jest w tym oficjalnym dokumencie PE, jak i w komunikacie prasowym PE -  tyle przekłamań kłamstw i pomówień że włosy na głowie stają! 

Mamy jak na dłoni poziom mentalności, a przede wszystkim WIEDZY deputowanych Parlamentu Europejskiego!

Postaram się niebawem skonfrontować treść rezolucji  z rzeczywistością  i wykazać jak dalece mija się ona  z prawdą i jakie bzdury zaproponowała unijnej Europie gwiazda polityki zagranicznej PiS.


poniedziałek, 14 listopada 2016

Niemiecki rekonesans



Sposób rządzenia Polską przez PiS wywołuje u zachodnich sąsiadów niepokój i niezrozumienie działań rządzących . Nic dziwnego, skoro polska dyplomacja jest w wielkiej,  propagandowej ofensywie.

Opozycja to demagodzy, media kłamią, Bruksela naciska, ale polski naród jest mądrzejszy niż pseudo elity, więc "dobra zmiana" trwa,  tłumaczy Niemcom  prof. Andrzej Przyłębski, nowy ambasador RP w Berlinie.

Do uczestników niedawnego seminarium, zorganizowanego pod hasłem: „Koniec liberalnej demokracji w Europie. Przykład Polski”,  dla studentów Uniwersytetu Technicznego w Chemnitz, w którym miał uczestniczyć polski dyplomata, ambasador Przyłębski napisał: "Naród przemówił”, dodając, że na zmianach w Polsce korzysta „całe społeczeństwo, a nie elita, która naprawdę elitą nie jest”. "A ponieważ równolegle następuje rewolucja kulturalna, którą ogłosili (Jarosław) Kaczyński z (Wiktorem) Orbanem, nie podoba się to ani Gazecie Wyborczej, ani Parlamentowi Europejskiemu", dodał  oskarżając jednocześnie przeciwników PiS o celowe dyskredytowanie rządu. "Naród jest mądrzejszy niż jego pseudo-elity, poparcie dla rządu jest po roku jego istnienia tak stabilne, jak na początku. Zwykli ludzie okazali się rozsądniejsi niż intelektualiści i uczeni", dodał.

Do Szczecina po informacje

Aby lepiej zrozumieć polskie realia polityczne, Niemcy, skupieni wokół regionalnego (landowego) oddziału fundacji SPD im. Friedricha Eberta (FES) w Schwerinie oraz Niemiecko-Polskiego Towarzystwa Pomorza Przednie (DPG) z Greifswaldu zorganizowali (8 i 9 listopada br.) w Szczecinie kameralne seminarium. 
Niemcy pragnęli w bezpośrednich rozmowach z liderami regionalnych oddziałów partii opozycyjnych oraz ruchów społecznych i politycznych Pomorza Zachodniego i Szczecina znaleźć odpowiedzi na intrygujące ich pytania.

Trudno powiedzieć, czy sąsiedzi zza Odry znaleźli na nie zadowalające odpowiedzi. Niemcy byli szalenie powściągliwi w ocenie informacji, jakie dostarczyło im seminarium, zasłaniając się stwierdzeniem, jak, historyk Martin  Muller-Butz,  z Greifswaldu (DGP), że „to wewnętrzna sprawa Polski”. Podobnie unikał odpowiedzi , członek SPD Benjamin Himmler z regionalnego oddziału Fundacji im. Friedricha Eberta w Schwerinie. Jeden Niemców, uczestników seminarium, mieszkający i pracujący od 10 lat w Szczecinie, stwierdził: „Boję się i wolę publicznie nie wypowiadać się na temat moich poglądów i ocen politycznych, by nie być posądzanym o działania w imieniu niemiecko-rosyjskiego kondominium”.

Regionalna opozycja

Wyklad A. Traczyka z warszawskiego think tanku "Global.Lab"
Sytuację w Polsce naświetlił ekspert z think tanku „Global.Lab” z Warszawy. Adam Traczyk skupił się przede wszystkim na tłumaczeniu Niemcom, na czym polega populizm PiS i dojście PiS do władzy, akcentując mocno sprawy społeczne, które neoliberalnym rządom w Polsce umykały uwadze do tej pory.

Było to kanwą do prezentacji trzech partii politycznych, działających w regionie: Nowoczesnej, reprezentowanej przez architekta Zbigniewa W. Paszkowskiego, Partii RAZEM, którą przedstawiała Maria Serafinowicz, nauczyciel akademicki, socjolożka i filozof oraz SLD z Albinem Majkowskim, sekretarzem wojewódzkim Sojuszu i BUNDystą, członkiem niewielkiego w Polsce żydowskiego ruchu socjalistycznego.

Niemców interesowało m.in. jak wygląda polityczny podział na prawicę i lewicę, co wywołało śmiech na sali, jako, że z tym podziałem i tożsamością ideologiczną partii biorących udział w seminarium był spory kłopot.  Niemcy pytali, m.in.: czy partia Razem ma rzeczywiste dojście do społeczeństwa, jaka jest „oferta tożsamościowa partii”. Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Bowiem RAZEM okazała się partią buntu do wszystkiego, wobec czego można się buntować w Polsce – Kościołowi rzymskokatolickiemu, PiS, totalitaryzmowi, ograniczeniom mediów, wolności słowa, praw pracowniczych, praw człowieka, kobiet, zwierząt, itp. „Nie jesteśmy partią lewicy, jesteśmy odpowiedzią na niezgodę tego, co się w Polsce dzieje”, dowodziła Maria Serafinowicz.

Albin Majkowski przyznał natomiast, że wewnątrzpartyjne badania wskazały, że SLD kieruje się ku neoliberalizmowi, sam zaś zwierzył się, że będąc w SLD-owskiej młodzieżówce, najważniejsze było odepchnięcie od władzy działaczy z czasów PRL. Partii zaszkodził brak wewnątrzpartyjnej szczerości.  „Przez wiele lat w Polsce był układ dwupartyjny - jedna partia prawicowa kontra druga partia prawicowa, resztki lewicy w parlamencie, chciały się przypodobać raz jednej, raz drugiej i straciła resztki zaufania społecznego”, dowodził Albin Majkowski. Wg niego, SLD w wielu sprawach reprezentuje takie same poglądy, jak Nowoczesna.

Nowoczesna zaprezentowała się, jako partia „czysta”, bez „zrzutków” z innych partii, stawiająca sobie przede wszystkim cele gospodarcze.

Partie regionu nie potrafiły odpowiedzieć na pytania strony niemieckiej dot. ochrony środowiska czy problemów energetyka jądrową.

Tylko uliczne kryteria i Internet

Prezentacja partii "Razem"
Trudno było też znaleźć odpowiedź na pytanie, jaką ofensywę chcą podjąć partie wobec działań PiS. Ostatnie protesty kobiet, uznano w Polsce za sukces, „to bardzo ciekawy proces, polskie kobiety są bardziej liberalne niż polscy mężczyźni. Młode kobiety nie zgadzają się z konserwatywnymi wzorcami życia”, dowodził Adam Traczyk. Generalnie uważano jednak, że poza manifestacją swoich poglądów i przekonań na ulicy – innych działań i metod walki z PiS - nie widzą. Pozostaje czekanie na krach ekonomiczny, bowiem w Polsce zaczyna brakować pieniędzy na wprowadzone przez PiS programy społeczne. I to, wg rozmówców, „prędzej czy później postawi to PiS pod ścianą”.

Na podobne pytania nie potrafiono odpowiedzieć także w czasie prezentacji ruchów społecznych i partyjnych regionu. Ani regionalny KOD, ani Kongres Kobiet, ani też Refuggess Walcome Szczecin, skupiony na sprawach imigracji, także poza manifestacjami i ulicznymi demonstracjami oraz akcjami w Internecie, nie widzieli innych możliwości reakcji na rządy PiS. KOD deklarował chęć bycia platformą skupiającą i integrującą anty PIS-owską opozycję, odżegnując się jednocześnie od bycia partią, a nawet ruchem politycznym.

Nacjonalizm u młodzieży

Studentka politologii z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie chciała wiedzieć, jak wygląda współdziałanie partii z młodzieżą i dlaczego hasła narodowo-patriotyczne  znalazły tak wielki posłuch u polskiej młodzieży. Poza stwierdzeniem, że tak jest i że młodzież nie interesuje się polityką – żadna z partii nie przedstawiła jakichkolwiek ofert dla młodego pokolenia. Zauważono jednak, młode pokolenie w Polsce jest mało liberalne, a brak sukcesów i brak kreatywności – tkwi w nich samych. Słabo rozwija się w Polsce społeczeństwo obywatelskie. Młodzież natomiast w grupach patriotyczno-narodowych czuje się ważna, silna i doceniana.

Kreuje się faszyzm

Niemiecki rekonesans zapewne da niemieckiej lewicy pewien pogląd na polską scenę polityczną w Polsce i jej możliwości. Jakie wnioski z niego wyciągną nasi sąsiedzi zza Odry – czas pokaże.

Na razie polskie oceny strony polskiej, że w Polsce kreuje się neofaszyzm, Niemcy przyjęli z niedowierzaniem. „To jeszcze nie rok 1936, nie ma obozów koncentracyjnych, zabójstw..., nie można mówić o faszyzmie…” uważali Niemcy, Polacy na to: „może jeszcze nie 1936r., ale na pewni 1932 lub 1933r. z III Rzeszy to już mamy!”