poniedziałek, 24 lipca 2017

Konsultacje gazowe


Przygotowywany do kładzenia Nord Stream 2, kolejny gazociąg na dnie Bałtyku, łączący bezpośrednio eksportera gazu w Rosji z jego unijnymi odbiorcami, jest inwestycją transgraniczną i podlega międzynarodowym konwencjom i ustawodawstwu krajowemu w każdym z krajów, przez którego akweny przebiega.  Gazociąg będzie prowadzony przez wyłączne strefy ekonomiczne lub wody terytorialne Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec, w związku z tym podlega on Konwencji Ekspoo w kwestiach dot. oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym.

Konwencja obejmuje także te kraje, przez wody, których gazociąg nie przechodzi, ale mogą odczuwać wpływ na środowisko. Dotyczy to Estonii, Łotwy, Litwy i Polski.

Spółka Nord Stream 2 AG przygotowała ocenę wpływu inwestycji na środowisko z określeniem potencjalnych jego skutków, oparte na krajowych ocenach oddziaływania i na szeroko zakrojonych badaniach środowiskowych prowadzonych przez spółkę. Raport Ekspoo, przetłumaczony na 9 języków krajów nadbałtyckich i jęz. angielski, został przekazany wszystkim państwom, których ten problem dotyczy. Otwarte konsultacje społeczne nad Raportem przeprowadzono w każdym z tych państw do końca czerwca tego roku, w Polsce 13 czerwca w Szczecinie. 

Ponad 800-stronicowy Raport Espoo został przygotowany wspólnie ze znaną, działającą na rynku od 1945r. spółkę konsultingową z Kopenhagi – Ramboll Denmark A/S,  znaną w Polsce, przede wszystkim z usług dla polskiej energetyki.

Ramboll w ramach joint venture z Gazoprojektem i Ernst & Young, jako podwykonawcami, przygotowuje obecnie tzw. studium wykonalności dla projektu gazociągu Baltic Pipe, ze wskazaniem wariantowych tras przebiegu planowanego gazociągu.

Na użytek konsultacji społecznych, Nord Stream 2 przygotował skrótową broszurę w językach krajów nadbałtyckich i w jęz. angielskim.

Na blisko trzygodzinnym spotkaniu w Szczecinie, które okazało się najliczniejsze z dotychczas przeprowadzonych, wiedzę o samym gazociągu i perspektywach rynku gazowego w Unii Europejskiej przedstawiał Simon Bonnell, który ponad 7 lat pracował już dla Nord Streamu, jako kierownik ds. badań oraz dyrektor d/s zezwoleń ze strony Finlandii. Sprawy oddziaływania gazociągu na środowisko prezentował Ian Larsen, przedstawiciel spółki Ramboll. Dyskusja przebiegała spokojnie i rzeczowo.

Polscy dyskutanci, którzy przyjechali z różnych stron województwa, m.in. Gryfic, podważali tendencje wzrostu spożycia gazu w UE, sugerując „24 procentowy spadek”, uważali, że gazociąg „zabetonuje rynek dostaw a nie wniesie rozwój” a „wśród konsultantów panuje zmowa zawodowa” i „nie można na bazie kryzysu prognozować zużycia gazu”.  Dyskutantów nie przekonywały wyliczenia, statystyki, europejskie czy światowe, ani też dane IEA (Międzynarodowej Agencji Energetyki).

Z wielką wątpliwością przyjęto też informację, że złoża norweskie są na wyczerpaniu i w ciągu najbliższych 20 lat wydobycie gazu z tych źródeł znacznie spadnie. Mimo, że te tendencje potwierdza resort energetyki rządu norweskiego.

Przedstawiciel świnoujskiego portu wyraził obawy o drożność torów podejściowych do Świnoujścia. Wg Simona Bonnella, na podejściu zachodnim – gazociąg będzie zagłębiony w dno, na północnym - spocznie na głębokości 18 m, słup wody nad nim wyniesie 16,5 m. Co pozwala na swobodne przepłyniecie jednostek o zanurzeniu do 14,5 m, optymalnych dla tej części Zatoki Pomorskiej.

Duże emocje wywołała konieczność zdetonowania amunicji na wodach Finlandii i Rosji. Polskich ekologów interesowało, czy nie ogłuchną przez to morświny i postulowali o przeprowadzenia specjalistycznych badań oddziaływania hałasu na faunę Zatoki Pomorskiej. Chociaż Nord Stream 2 nie będzie usuwał żadnych niewypałów w zatoce.

Kolejnym drażliwym tematem był stan dorszy bałtyckich. Rybacy nie byli do końca zgodni, czy gazociąg ma wpływ na kondycję dorszy czy nie. Wiesław Szklany, rybak z Darłowa, wręczył przedstawicielom spółki kawałki świeżego dorsza. „Bałtyk jest w wielkiej katastrofie, cały ekosystem jest zachwiany. Dlatego żądamy badań, zanim położony zostanie łańcuszek rur”, powiedział, dowodząc, że łowią dorsze chude i małe. „W lutym 2012r. nastąpił gwałtowny proces degradacji”, jego zdaniem naukowcy nie znają przyczyn i nie prowadzą żadnych badań. Tymczasem, od położenia gazociągu (2011r.)  Nord Stream prowadził stały monitoring ryb u brzegów Szwecji i Danii. Nie potwierdza on żadnego jego wpływu na stan ich stad.

„Przeprowadzane badania na Bałtyku wykazały, że ryb jest znaczniej mniej niż kilka lat temu, ale nie należy tego wiązać z powstaniem gazociągu”, stwierdził Simon Bonnell. Polscy rybacy natomiast zażądali od Komisji Europejskiej wykonania badań ekosystemu morza. Komisja Europejska zaś we wszystkich raportach wskazuje, że spadek pogłowia bałtyckich ryb następuje sukcesywnie od 2000r.

Na pytania o lądowe odnogi Nord Stream 2, Simon Bonnell przypomniał, że gazociąg, to inwestycja komercyjna i dotyczy tylko gazociągu morskiego, o inwestycje lądowe trzeba zapytać operatorów gazociągów lądowych. Gazociąg dostarczy gaz do granicy rynku wewnętrznego Unii. O ilości gazu decyduje wyłącznie rynek. I to on będzie decydował, gdzie, jaką drogą i komu dostarczy się błękitne paliwo z nowego gazociągu.

Pojawił się też temat skrzyżowania Nord Stream 2 z planowanym przez Polskę gazociągiem Baltic Pipe. Zgodnie z Konwencją Narodów Zjednoczonych o „Prawie morza”, gazociągi na dnie morza mogą się krzyżować, ale muszą mieć uzgodnioną trasę przebiegu z państwem, na którego szelfie kontynentalnym będzie położny gazociąg a także uzgodnioną konstrukcję tego przecięcia, bo muszą być zachowane warunki do konserwacji leżącego pod nim drugiego gazociągu.

W przypadku Baltic Pipe, inwestor będzie musiał uzgadniać trasę z dwoma spółkami – Nord Stream AG i Nord Stream 2 AG – oddzielnie.

Wg słów Simona Bonnella, spółka Nord Stream AG nie bierze w swoich planach pod uwagę Baltic Pipe. „Rozmawialiśmy z Niemcami, nie ma żadnych danych dot. trasy tego gazociągu, nie jest on, więc uwzględniany przy projektowaniu i badaniach. Polska nie wystąpiła w tej sprawie do RFN”, oświadczył.

Przedstawiciel polskiego resortu energetyki był zainteresowany natomiast tzw. opcją „zero”, czyli odstąpieniem od budowy gazociągu Nord Stream 2. „Dlaczego robi się inwestycję za 9 mld euro, skoro po stronie ukraińskiej jest pusty gazociąg o przepustowości 70 mld3 gazu”, pytał. Dodając: „Naszym zdaniem, wszelkie  budowy przez Bałtyk są zbędne, jeśli można uzyskać ten sam efekt przez trasy alternatywne niewielkim kosztem”. W odpowiedzi usłyszał, że „w gospodarce rynkowej to inwestor płaci za inwestycję i jeśli martwi się kosztami, to koszty przesyłu przez Nord Stream (1) są bardzo konkurencyjne”. Dlaczego nie przez Ukrainę? „Operatorzy muszą zapewnić dostępność gazu na warunkach rynkowych. A rynek nie jest przekonany, że Ukraina jest w stanie dokonać terminowego i bezpiecznego przesyłu z powodu stanu gazociągów na swoim terenie i możliwości przesyłowych”. 

Na sugestię dyskutantów, że Gazprom nie kontroluje całej inwestycji, gdyż w konsorcjum są inne europejskie firmy energetyczne, które „nie podzielają polityki Kremla i dbają o swój wizerunek”, odpowiedziała rzeczywistość. Bez mała w tym samym czasie, co polskie konsultacje, spółki europejskie przelały Gazpromowi miliard euro na budowę Nord Stream 2.  

Spotkanie konsultacyjne zakończyło się zapewnieniem polskich środowisk rybackich, że dojdzie do kolejnego spotkania z rybakami, natomiast ekolodzy dostaną na piśmie odpowiedzi na swoje wątpliwości i pytania.
Artykuł  opublikowany
(z nieznacznymi skrótami)
"Namiary na morze i handel"
Nr 14-15/2017, lipiec, str. 30

Oświadczenie Prezydium Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk



Od kilku miesięcy obserwujemy postępującą brutalizację języka wystąpień publicznych i  coraz częstszą manipulację językową w publicznej narracji. Brutalizacja polega na używaniu słów z dolnego rejestru języka pospolitego, na pograniczu wulgarności. Przykładów nie ma powodu przytaczać, gdyż sprzyjałoby to upowszechnianiu tego typu  słownictwa. Określenia takie pojawiają się w wystąpieniach publicznych posłów, wysokich urzędników państwowych, przywódców partii politycznych,  dziennikarzy i publicystów. Budzi to zasadniczy sprzeciw członków Prezydium Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN, instytucji odpowiedzialnej za stan współczesnej polszczyzny publicznej.

Równie wielki sprzeciw wywołują nadużycia językowe, polegające m.in. na arbitralnej zmianie znaczeń słów, nadawaniu nacechowania ekspresywnego wyrazom dotąd nienacechowanym, w tym terminom specjalistycznym, które powinny opisywać rzeczywistość w obiektywny sposób, a także posługiwanie się wartościującymi etykietami i stereotypami w odniesieniu do przeciwników politycznych. Prowadzi to do  naruszenia podstawowych zasad etyki słowa, a także powoduje rozprzestrzenianie się języka publicznego niepozwalającego na dialog społeczny i porozumienie, a – wręcz przeciwnie – jątrzącego i zaostrzającego spory. Wszelkie nieporozumienia zaczynają się od słów, bowiem już od dawna wiadomo, że to słowa kształtują rzeczywistość, przedstawiając ją w określony sposób. 

Dlatego Prezydium Rady Języka Polskiego stanowczo apeluje do polityków i dziennikarzy o zaprzestanie używania wyrazów brutalnych, deprecjonujących  osoby i instytucje, określeń nacechowanych dużym ładunkiem ekspresji oraz niemanipulowanie znaczeniami wyrazów.  Jesteśmy przekonani, że wszelkie sądy i oceny, nie mówiąc już o relacjonowaniu faktów, można wyrazić językiem etycznym i estetycznym, polszczyzną kulturalną i pozbawioną elementów brutalnych.

Pragniemy przypomnieć, że Rada Języka Polskiego jest zobowiązana do przedstawiania Sejmowi i Senatowi RP sprawozdania o stanie ochrony języka polskiego. Najbliższe sprawozdanie zamierzamy poświęcić stanowi języka wystąpień publicznych.

                   Prezydium Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN


Oświadczenie opublikowano pod linkiem:
 http://www.rjp.pan.pl/



Skład Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAM

nazwiska członków Prezydium „wytłuszczone


prof. dr hab. Andrzej Jacek Blikle (informatyka)
prof. dr hab. Jerzy Bralczyk – wiceprzewodniczący (językoznawstwo)
prof. dr hab. Marian Bugajski (językoznawstwo)
red. Bartłomiej Chaciński (dziennikarstwo)
dr Agnieszka Choduń (prawo)
prof. dr hab. Aleksandra Cieślikowa (językoznawstwo)
prof. dr hab. Anna Dąbrowska – wiceprzewodnicząca (językoznawstwo)
dr Antonina Doroszewska (socjologia
prof. dr hab. Stanisław Dubisz (językoznawstwo)
prof. dr hab. Bogusław Dunaj (językoznawstwo)
prof. dr hab. Jacek Fisiak (językoznawstwo angielskie)
prof. dr hab. Stanisław Gajda (językoznawstwo)
prof. dr hab. Michał Głowiński (teoria literatury)
prof. dr hab. Maciej Grochowski (językoznawstwo)
dr hab. Katarzyna Kłosińska – sekretarz (językoznawstwo)
prof. dr hab. Ewa Kołodziejek – członek Prezydium (językoznawstwo)
dr hab. Danuta Krzyżyk (językoznawstwo)
prof. dr hab. med. Marek Kulus (medycyna)
prof. dr hab. Zenon Leszczyński (językoznawstwo)
prof. dr hab. Andrzej Markowski – przewodniczący (językoznawstwo)
prof. dr hab. Mirosława Marody (socjologia)
prof. dr hab. Jan Miodek (językoznawstwo)
prof. dr hab. Władysław Miodunka (językoznawstwo)
prof. dr hab. Bogusław Nowowiejski (językoznawstwo)
prof. dr hab. Walery Pisarek – Honorowy Przewodniczący (językoznawstwo)
prof. dr hab. Jerzy Podracki (językoznawstwo)
ks. prof. dr hab. Wiesław Przyczyna – członek Prezydium (teologia)
prof. dr hab. Jadwiga Puzynina (językoznawstwo)
Jerzy Radziwiłowicz (teatr)
dr hab. Michał Rusinek (literatura)
red. Jerzy Sosnowski (publicystyka, literatura)
prof. dr hab. Roch Sulima (antropologia kultury)
dr hab. Helena Synowiec, prof. UŚ (językoznawstwo, oświata)
płk Tomasz Szulejko (wojskowość)
red. Małgorzata Tułowiecka (dziennikarstwo)
prof. dr hab. Bogdan Walczak (językoznawstwo)
prof. dr hab. Tadeusz Zgółka – członek Prezydium (językoznawstwo)
prof. dr hab. Maciej Zieliński – wiceprzewodniczący (prawo)
prof. dr hab. Piotr Żmigrodzki (językoznawstwo)

sobota, 22 lipca 2017

Zakusy o morza graniczne Rosji. Cz. 1 - Niemieckie spojrzenie


Dzisiaj (22 lipca) rozpoczęły się na Bałtyku wspólne ćwiczenia okrętów wojennych Rosji i Chin pod kryptonimem „Morska Współpraca-2017”. Manewry potrwają do 28 lipca. Jest to niewątpliwie odpowiedź na polsko-amerykańskie manewry bałtyckie „Anakonda”, i inne operacje wojskowe NATO, jakie przeprowadzono w ubiegłym roku w pobliży Obwodu Kaliningradzkiego. Ale nie tylko.

Jest to także odpowiedź na coraz większą obecność wojsk NATO i USA na akwenach, które stanowią morskie granice Rosji. 
Sojusz Atlantycki stara się prowadzić politykę ograniczania Rosji na morzach granicznych, przypisując jej napaść na Gruzję, aneksję Krymu i ekspansję na Morzu Śródziemnym, wykorzystywaną do obrony Syrii.

W rzeczywistości nerwowo reaguje m.in.: na klęskę działań militarnych USA w Gruzji w czasie tzw. „5-dniowej wojny na Kaukazie” i efekcie zbombardowanie przez Rosjan bazy gruzińskiej marynarki wojennej w porcie Pori, gdzie cumowały jednostki US NAVI oraz uniemożliwienie przejęcia przez USA, za zgodą Ukrainy, rosyjskich baz wojskowych na Krymie. Czy też na fiasko antyterrorystycznych operacji USA i ich sojuszników w krajach arabskich i szereg zwycięstw rosyjsko-syryjskich nad Państwem islamskim.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg oświadczył, że Sojusz będzie bacznie obserwował przebieg rosyjsko-chińskich manewrów na Bałtyku.

ROSYJSKO-CHIŃSKA KOOPERACJA WOJSKOWA

„Morska współpraca -2017” to pierwsze wspólne rosyjsko-chińskie manewry wodach Bałtyku, i pierwsze wspólne w Europie. Do tej pory siły morskie obu państw, od 2012r. ćwiczyły na innych akwenach. Kolejne wspólne ćwiczenia marynarki wojennej Rosji i Chin zaplanowano na wrzesień na Morzu Ochockim i Japońskim.

Chińczycy po drodze, przećwiczyli ostrzał artyleryjski i rakietowy na Morzu Śródziemnym, po wpłynięciu na akweny UE, Od Kanału La Manche jednostkom chińskim towarzyszą w eskorcie okręty duńskie, holenderskie i brytyjskie.

Chiny wysłały na ćwiczenia do Europy jeden ze swych najnowocześniejszych okrętów — niszczyciel 052D „Hefei”. Towarzyszą mu fregata rakietowa i okręt zaopatrzenia. Z kolei Rosja wystawiła około 10 jednostek bojowych, w tym korwety nowej generacji (z projektu 20380) - „Stierieguszczij” i „Bojkij”. Ponadto biorą w nich udział śmigłowce i samoloty.

Dyrektor Akademii Problemów Geopolitycznych, dr nauk wojskowych Konstantin Siwkow, uważa, że „ćwiczenia odzwierciedlają ich gotowość do wzajemnego wspierania się i działania w porozumieniu. Manewry nie mają agresywnego charakteru, są umocnieniem współpracy w zakresie bezpieczeństwa narodowego. (…) Manewry są jednym z filarów rozwoju rosyjsko-chińskich stosunków. Potwierdzają gotowość Chin do współpracy z Rosją, współdziałania z Rosją we wszystkich kwestiach, m.in. w sferze bezpieczeństwa morskiego.”

„Moskwa i Pekin zaostrzają stosunki z NATO agresywnymi manewrami na Bałtyku”, twierdzi natomiast Flemming Hansen, ekspert z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych [1a].

JAK TO WIDZĄ NIEMCY

Niemieccy specjaliści wojskowi podkreślają rosnące znaczenie Morza Bałtyckiego i Czarnego w walce Zachodu z Rosją o władzę i wpływy na świecie.

Wg analizy Heinza Dietera Joppa i Klausa Mommsena, opublikowanej w specjalistycznym magazynie "MarineForum" [1] - te dwa morza, (zwane przez nich „marginalnymi”), ze względu na ich graniczny charakter, mają duże znaczenie dla Rosji. A w Rosji, jak zaznaczają, są „ widoczne wysiłki prezydenta Putina, zmierzające do ożywienia pozycji starego ZSRR”. A „Rosja, jako supermocarstwo, nieuchronnie doprowadzi do konfrontacji z USA i NATO i przywraca wspomnienia z czasów zimnej wojny”.

Morze Bałtyckie, wg nich, obsługuje rosyjski handel morski i stanowi „bramę do Atlantyku", natomiast Morze Czarne, jako strategiczną "centralna platforma do operacji na Morzu Śródziemnym ułatwia Rosji wpływy na Bliskim Wschodzie i stanowi drogę na Ocean Indyjski.

Stwierdzają, że NATO kontroluje dostęp do "marginalnych mórz", Moskwa zaś dąży do umocnienia strategicznych pozycji i do lepszego wykorzystywania Morza Czarnego, jako drogi na Morze Śródziemne. NATO domaga się środków zaradczych, aby ponownie ograniczyć Rosję - pisze MarineForum. Podobnie Polska - dąży przy pomocy USA do tego samego ograniczenia w stosunku do Morza Bałtyckiego.

Jak wspominają niemieccy eksperci i politolodzy, Niemcy rozwijają również swoje działania w Morzu Czarnym oraz zachęcają marynarki wojenne morskich państw NATO do udziału w wspólnych manewrach na Morzu Bałtyckim.

DOSTĘP DO OCEANÓW ŚWIATA

Analiza, opublikowana w omawianym wydaniu "MarineForum", koncentruje się na geostrategicznym znaczeniu Bałtyku i Morza Czarnego dla Rosji. Rosja, wg niemieckich ekspertów, jest "przede wszystkim kontynentalną siłą lądową", ale starając się, by uznano ją za światową potęgę, "koniecznie potrzebuje także swobodnego dostępu do oceanów świata", zauważa pismo [2]. To nie jest, wg Niemców, problem Arktyki (Murmańsk) czy Pacyfiku, ale problem mniej korzystnych relacji na Morzach - Bałtyckim i Czarnym.

Dla współczesnej rosyjskiej marynarki wojennej - oba morza są "niezbędne, jako obszary rezerwowe". Ponadto Morze Bałtyckie jest "bramą Rosji do Atlantyku w handlu morskim", które musi być "otwarte". Morze Czarne ma "specjalne znaczenie dla wszechstronnych rozważań strategicznych".

NATO nie ma jeszcze "dominującej pozycji na południowej i południowo-zachodniej flance Rosji, jak ma to miejsce w Europie Środkowej i Zachodniej” - sądzą niemieccy eksperci.

Dlatego w regionach Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu Moskwa może "kontynuować systematyczną politykę”, kultywując ją „wraz z wojskowymi sojusznikami wojskowymi, takimi jak Syria, a nawet zdobywać nowych". Dla Rosji, Morze Czarne jest "trampoliną do nurkowania na Morzu Śródziemnym i poza nim - aż do Oceanu Indyjskiego".

NATO – EKSPANSJA NA WSCHÓD

Dla Rosji jest bardzo niekorzystne, że NATO sprawuje ścisłą kontrolę nad wejściami do niezwykle ważnych dla Rosji mórz „w Cieśninie Duńskiej, jak i na Morzu Czarnym w Bosforze”, dowodzi MarineForum. [3]

Obecna koncepcja NATO rzeczywiście zakłada, podobnie jak w zimnej wojnie, że „cieśniny te zostaną natychmiast zamknięte" w przypadku eskalacji konfliktów.  Poza tym, "na marginalnym morzu", jakim jest Bałtyk, czy Morze Czarne, Rosja straciła nie tylko swoich poprzednich sojuszników, ale także "zdecydowaną większość swojej poprzedniej linii brzegowej (republiki radzieckie)". Teraz, w przypadku konfliktu, nie może już "angażować się w to, co było Związkiem Radzieckim".

"Na obu marginalnych morzach" Rosja przez długi czas polegała na "partnerstwie" z Zachodem, ufając zapewnieniu Waszyngtonu w 1990 r., że "w zamian za radziecką zgodę na zjednoczenie Niemiec...” Zachód i NATO nie rozwiną o cal sfery wpływów w kierunku na Wschód ", wyjaśnia MarineForum.

Tymczasem NATO, kursem na wschód, szybko wykuwa się „do dawnej radzieckiej strefy buforowej" - "do granicy z Rosją" - z naruszeniem porozumień.

Moskwa przez długi czas poszukiwała współpracy, a "kilka lat temu, nawet uczestniczyła w ćwiczeniach NATO ". I była systematycznie oszukiwana.

MORSKA KONTROLA

W istocie, dopiero po ataku Gruzji (w sierpnia 2008 r.) na Osetię Południową, który doprowadził do pięciodniowej wojny rosyjsko-gruzińskiej, Moskwa zaczęła zmieniać kierunek swojej polityki militarnej i umacniać strategiczne pozycje na Zachodzie, dokonując tej zmiany dopiero po prozachodnim puczu na Ukrainie.

Np. „stała eskadra śródziemnomorska, formalnie powołana w 2012 r. pod dowództwem Floty Czarnomorskiej, zapewnia stałą obecność w tym regionie o dużym znaczeniu dla Rosji", wyjaśnia MarineForum [4]. Natomiast "NATO (w ścisłej współpracy z UE) jest obecnie zdecydowane przeciwdziałać tym środkom", czytamy w omawianej analizie.

Pozycja Rosji na Bałtyku polega na wojskowej strategii tzw. anty-dostępu (odmowy obszaru (A2 / AD), [5]. Pozbawiona kontroli nad przejściami na Atlantyk, Rosja ograniczała się do akwenów na wschodzie Bałtyku – dowodzą autorzy analizy.

Co jest naturalne, bowiem są to obszary morza terytorialnego i wyłącznej strefy ekonomicznej Rosji, i o czym autorzy analizy już nie wspominają.

Natomiast NATO postawiło na tzw. „Sea Control" (Kontrolę Morza), koncepcję, która w działania Sojuszu "weszła w myśl US Navy od początku 2017 roku".

Także akweny Morza Czarnego, są również bardziej wzięte pod uwagę, zarówno ze strony Rosji, jak i NATO i USA.

Autorzy analizy uważają, że się również ważne jest „wyjaśnienie dalszej ekspansji operacji rosyjskich sił morskich poza Syrią i Cyprem w kierunku Libii". To właśnie tam "NATO ma wzmocnić swoją obecność - zwłaszcza z siłami morskimi".

OD MORZA ŚRÓDZIEMNEGO DO MORZA CZARNEGO

Operacje marynarki wojennej NATO i UE u wybrzeży Libii i na Morzu Egejskim, usprawiedliwiane problemami z uchodźcami, osłabiają rosnącą obecność okrętów wojennych - również niemieckich - w regionie morskim, w którym Rosja ma również swoje cele. [6]. Bundeswehra partycypuje w intensyfikacji zachodnich działań wojskowych na Morzu Czarnym.

W zasadzie, Berlin zgodził się wspierać NATO-owski program: "Tailored Forward Presence” w Rumunii, uzgodniony ubiegłego lipcu podczas warszawskiego szczytu NATO. Obejmuje to umocnienie obecności NATO na Morzu Czarnym - na lądzie, w wodzie i na powietrzu - zgodnie z sojuszem wojskowym.

Według niemieckiego Ministerstwa Obrony, Niemcy są jednym z krajów deklarujących swój udział w operacjach lotnictwa, oraz w sił lądowych i morskich.

Kilka miesięcy temu, (5 marca do 13 marca) niemiecki w pancernik FGS „Rottweil”, brał udział w operacjach ćwiczeń "Posejdon", organizowanych przez Rumunię. W manewrach uczestniczyło 17 okrętów wojennych i ponad 1,5tys. marynarzy piechoty morskiej z siedmiu krajów NATO [7] Manewry miały na celu przećwiczenie  "zabezpieczania dróg morskich", ze szczególnym uwzględnieniem operacji  rozminowania.

SAMOLOTY Z BRONIĄ NUKLEARNĄ NAD BAŁTYKIEM

Bundeswehra przywiązuje większą wagę do działań na Morzu Bałtyckim. Od lat dziewięćdziesiątych, gdy Berlin koncentrował się przede wszystkim na rozwijaniu zdolności w globalnych interwencjach, region ten trochę na tle tej koncentracji został nieco zaniedbany.

Niedawne manewry marynarek wojennych Niemiec i Południowej Afryki przeprowadzono na Bałtyku. Wcześniej niemieckie jednostki marynarki wojennej zazwyczaj prowadziły partnerskie morskie manewry z jednostkami Południowej Afryki u wybrzeży Przylądka Dobrej Nadziei.

Nowe znaczenie nabierają także manewry BALTOPS, organizowanego, co roku przez NATO w Morzu Bałtyckim. Manewry BALTOPS po raz pierwszy odbyły się w 1971 roku. W trakcie manewrów szkolono marynarzy do walki między dwoma krajami nadbałtyckimi. Rosja jest jedynym krajem nadbałtyckim, który nie jest ani członkiem NATO, ani jednym z bliskich partnerów - w przeciwieństwie do Finlandii i Szwecji. W podtekście manewrów była walka z Rosją, o czym, oczywiście autorzy analizy nie wspominają.

Podczas ostatnich manewrów BALTOPS w czerwcu 2016 r. Wzięło udział około 4 tys. żołnierzy z 17 krajów, w tym - obok państw NATO - również Finlandii, Szwecji i Gruzji. Ponadto amerykańskie bombowce B-52, z reguły wykorzystywane do przenoszenia broni nuklearnej, zostały wykorzystane w tych manewrach.



Uwaga, niebawem: 
Zakusy na morza graniczne Rosji. Cz.2 - Czego boi się NATO


-------------------------------------------------

[1] – “Ostsee: Drei chinesische Kriegsschiffe in dänischen Gewässern”,  Schleswig-Holstein Zeitung  z 19 lipca 2017r., patrz: https://www.shz.de/regionales/schleswig-holstein/ostsee-drei-chinesische-kriegsschiffe-in-daenischen-gewaessern-id17346981.html
 [2], [3], [4], [5] Heinz Dieter Jopp, Klaus Mommsen: Ostsee und Schwarzes Meer im Fokus. Russland und die NATO in den Randmeeren auf Konfrontationskurswww.marineforum.info ; https://www.globaldefence.net/portals/sea/ostsee-und-schwarzes-meer-im-fokus-russland-und-nato-in-den-randmeeren-auf-konfrontationskurs/
[6] Wesley Clark, Jüri Luik, Egon Ramms, Richard Shirreff: Closing NATO's Baltic Gap. Tallinn, May 2016.
[7] NATO in Osteuropa: Verstärkte Präsenz zeigen. www.bmvg.de  z 5.12.2016.
[8] Warships start underway portion of Romanian-hosted exercise Poseidon. www.navaltoday.com  z 8.03.2017.