sobota, 31 marca 2018

Alleluja! I do przodu!

Nie ma we mnie żadnych świątecznych nastrojów tym razem, .... więcej tu kulturowych nawyków, jak gotowanie wielkanocnego żura wg przepisów babci, czy odkurzenie gipsowego baranka z czasów pierwszych lat szkolnych i stawianie go w tradycyjnym koszyczku na stole. Rekwizyty z lat minionych... Może to  wspomnienia utraconych i szczęśliwych, lat spokoju?... Nie wiem, tu działa podświadomość
Na pewno wiem jedno, otaczający mnie świat - przeraża, bo ani w kraju, czyli najbliższym otoczeniu, ani w Europie, czyli bliskiej zagranicy - nie ma oczekiwanego przeze mnie - pokoju, harmonii, jakiegoś elementarnego ładu i bezpieczeństwa. 
Jest ogromna nienawiść, a te emocje mnie zawsze przerażają, jestem wobec nich bezradna.... Mam uczucie życia na wulkanie, który kotłuje się i lada moment gdzieś, nie wiadomo gdzie -  da upust swojej niszczącej energii.
Wczoraj dopadła mnie informacja o bankructwie pomysłu wydobywania fosforytów z piasków senegalskiej pustyni. A tym samym o bankructwie senegalskiej spółki-córki Zakładów Chemicznych w Policach koło Szczecina. Straty w dziesiątkach milionów złotych. Z sarkazmem mogę tylko powiedzieć - a nie mówiłam?!...
Pisałam o tym obszernie kilka lat temu, twierdząc jawnie, że to poroniony pomysł i strata pieniędzy. Przedstawiłam swoje racje, szeroko i dosyć wnikliwie udokumentowane - i tu na blogu i w moim macierzystym piśmie.
Przyniosło to mi anatemę lokalnego środowiska dziennikarskiego (bo - pluję we własne gniazdo, działam przeciwko polskiej racji stanu w interesie rosyjsko-żydowskiego oligarchy, który chce wrogo przejąc udziały w polskich  Azotach, ect. Przyniosło telefony "chemicznych" prezesów do szefostwa redakcji i do mnie osobiście z awanturami i pogróżkami. Senegalski polityk, współudziałowiec senegalskiej awantury wynajął wziętego warszawskiego adwokata i zagrodził mi sądem, jeśli nie wycofam swoich opinii, jakie są na moim blogu.
Na niewiele się to wszystko zdało, zdania nie zmieniłam, niczego nie wycofałam, a dzisiaj, po kilku latach czuję gorzką satysfakcję. Bo racja była po mojej stronie...
W normalnym kraju mogłabym pokusić się o jakąś  "nagrodę Pulitzera", ale nie u nas.... Oczywiście nikt z lokalnych dziennikarzy czy polityków, którzy walczyli z moimi "senegalskimi" ocenami - nie przeprosi.
Teraz za pisanie prawdy o Rosji, odmiennej niż lansuje propaganda polska i zachodnia, obrywam podobne cięgi, jak za senegalskie kopalnie. Bo stoję po nieodpowiedniej stronie barykady w hybrydowej wojnie Zachodu z Rosją. Tyle, że tym razem jest brutalniej, prostacko i po chamsku, z groźbami karalnymi i próbami ograniczenia mi możliwości publicznego prezentowania swojego zdania i opinii.
Pani Aneta, znajoma z FB, po kolejnej blokadzie (tym razem na miesiąc) mego konta na Facebook, napisała w prywatnej korespondencji (czytam, ale nie mogę jej odpisać z woli FB), że kiedyś to się skończy, bo "wszystko mija, nawet najdłuższa żmija".
Owszem, pewnie tak, jakoś sobie i z tym poradzę, ale trudno mi przyjąć fakt potwornej degradacji europejskich wartości cywilizacyjnych, jak wolność człowieka, w tym wolność słowa, zamienienie tej wolności w dyktat irracjonalnej nienawiści, agresji, nietolerancji i potwornego chamstwa, dyktat nonszalancji wobec prawa i przyzwolenia na jego notoryczne łamanie, dyktat fałszywej "solidarności" opartej na fałszywych założeniach, bo tego oczekują  cyniczni do cna - sojusznicy.
Jest to zjawisko, z którym w bardzo długim już życiu do tej pory i na taką skalę - nie spotkałam się.
Jest to zjawisko deprymujące, źle wpływające na ludzką psychikę....  Nie jest to rzeczywistość, która mi odpowiada i której oczekuję w podobno cywilizowanej Polsce czy Europie
***
Nie mniej jednak 
Chrześcijanom 
obrządku zachodniego:
 Czytelnikom i Gościom bloga
Znajomym i Przyjaciołom z FB, 
którzy tu zaglądają
jak również  Antagonistom,




piątek, 30 marca 2018

Refleksje paschalne


Triduum Paschalne - Wielki Piątek, największe święto religijne  protestantów
***
Wiosenna pogoda powinna nastrajać optymistycznie, wszystko budzi się do życia. Ale po drodze jest chrześcijańska Wielkanoc, przypomnienie pełnych tragizmu bliskowschodnich zdarzeń sprzed ponad dwóch tysiącleci.
Starożytny Żyd, Joszua z Nazaretu - miasta, leżącego w palestyńskiej Galilei, żyjący zaledwie 33 lata, zapisał się w historii świata, jako człowiek, który na gruncie ówczesnego judaizmu wykreował szalenie altruistyczny kierunek filozoficzny, zwany potem chrystianizmem, burzący dotychczasowe pryncypia ideologiczne, a tym samym wyznaniowe w swoim kraju. Jego idea opierała się na wyjątkowym altruizmie, miłości wobec bliźniego i szacunku człowieka.   
Zgodnie z epoką, w której żył - działał, jako wędrowny kaznodzieja (rabi) i prorok, głoszący w imieniu Jahwe, jako jego uczłowieczony Syn - Wielką Nowinę.
Szybko pozyskiwał zwolenników, ale jako obcy światopoglądowo, burzyciel miru domowego i wywołujący nielegalne zgromadzenia i manifestacje, równie szybko zgromadził także wrogów.  Zagrażał, przede wszystkim ideologicznie, odwiecznemu porządkowi Jerozolimy. Naruszał interesy polityczne i komercyjne ówczesnych władz Palestyny i duchowieństwa, i co gorsze, sprzyjał zelotom, patriotom palestyńskim, którzy chcieli siłą wyzwolić kraj spod panowania Cesarstwa Rzymskiego.  
Nienawiść, brak tolerancji i zrozumienia dla nowych idei zwyciężyła. Joszua został przez ziomków wydany Rzymianom, którzy okupowali jego ojczyznę. Torturowany, publicznie szykanowany i poniżany, w końcu osądzony na podstawie woli tłumu rodaków, skazany został na śmierć przez ukrzyżowanie. Skonał, jak opisują Ewangeliści, w piątek, po Niedzieli Palmowej, na krzyżu ustawionym na wzgórzu, zwanym Golgota, przebaczając swoim oprawcom i antagonistom.
Tak można w skrócie współczesnym językiem opisać historię Joszuy, palestyńskiego Żyda, z grecka nazywanym Jezusem lub Chrystusem. Od którego bierze początek chrześcijaństwo, jedna z największych religii monoteistycznych świata.
Śmierć Jezusa, i wszystko, co wydarzyło się wcześniej i potem - chrześcijanie obchodzą, jako Triduum Paschalne (Wielkanoc). 
Jest ona różnie świętowana w różnych rytach chrześcijaństwa, z różnymi akcentami. Dla protestantów najważniejsza jest rocznica śmierci Jezusa - Wielki Piątek, największe święto religijne tej konfesji chrześcijaństwa.U prawosławnych Wielkanoc przypada później niż u zachodnich chrześcijan i ma bogatą oprawę sakralną..
Większość polskich rzymskich katolików skupia się mniej na istocie tych świąt, natomiast bardziej na tradycyjnych wiejskich rytuałach świątecznych - wielkosobotniej „święcące”, niedzielnym rodzinnym obiedzie i poniedziałkowym „śmigusie-dyngusie”, bez jakiejkolwiek refleksji etycznej, teologicznej, czy nawet historycznej.
Mało, kto z polskich katolików zastanawia się na kanwie wydarzeń Wielkiego Tygodnia o przyczynach śmierci Jezusa, nad tym, do czego wiedzie nienawiść, zawiść, pogarda wobec bliźniego, bezzasadna agresja, brak tolerancji.
Aktualna władza w naszym kraju wyzwoliła w społeczeństwie ogromny potencjał skrajnie negatywnych emocji i fobii, chociaż popsuje się przed mediami deklaracjami o gorącym przywiązaniem do rzymskokatolickiej wiary, chrześcijańskiej etyki i zasad. 
W mediach, co raz - rząd w kościele na kolanach, pielgrzymka ministrów na Jasną Górę, prezydent i premier rzucają publicznie cytatami Ewangelistów, ”Bóg, Honor i Ojczyzna” na sztandarach. 
Fasadowość tych deklaracji aż bije po oczach, bo idei palestyńskiego Żyda Joszuy tam nie ma. Jest tylko krzyż, narzędzie Jego tortur używane, jako polityczny rekwizyt.  
Jest za to kłamstwo, pomówienia, chamstwo i plugawy język, naruszanie godności ludzkiej, pogarda wobec przeciwnika politycznego i „obcych”, są ideologiczne szykany i prześladowania, brak ekumenizmu i tolerancji, wymuszanie uległości wobec ich wizji świata. Jest wszystko to, z czym stykał się Jezus w swoich edukacyjnych wędrówkach po Galilei i Judei, krainach Palestyny, nim skonał na krzyżu.
 W ucieczce przed publicznym naświetleniem problemu, raz po raz osiąga ktoś schronienie w prywatnej cnotliwości. Jednak tam musi zamknąć swoje usta, swoje oczy na nieprawidłowość dziejąca się wokół niego. Tylko kosztem samooszukiwania się, może taki człowiek zachowa czystość przed splamieniem się działaniem odpowiedzialnym. Jednak cokolwiek będzie czynić, wówczas to, czego zaniechał, nie pozwoli mu zaznać spokoju. I ten niepokój, albo go zniszczy, albo sprawi, że stanie się najbardziej obłudny ze wszystkich faryzeuszy”, napisał w eseju „Po dziesięciu latach” ceniony przeze mnie, ks. dr Dietrich Bonhoeffer, wybitny luterański teolog i etyk, którego hitlerowcy na miesiąc (9 kwietnia 1945r) przed zakończeniem II wojny światowej powiesili we Flossenburgu wraz z gen. Canarisem.
W rozdziale „O głupocie” tego eseju, napisał znamienne słowa: „Głupota jest większym wrogiem, niż bycie złym. Przeciwko złu można protestować, można je skompromitować, w ostateczności można mu zapobiec siłą. Wobec głupoty jesteśmy bezbronni. Nic nie da się tutaj uczynić, ani protestami, ani przemocą...  Dlatego bardziej miejmy się na baczności wobec głupca, niż wobec złego.  Nigdy nie zdołamy przekonać głupca za pomocą argumentów; jest to bezsensowne i niebezpieczne… Przyjrzawszy się lepiej każdemu mocnemu systemowi władzy, czy to politycznej, czy religijnej, stwierdzimy, że uderza on w większość ludzi właśnie swoją głupotą…
Gdyby nasz katolicki establishment, czytał czasami prace protestanckiego teologa, ze zdziwieniem doczytałby się, że istota chrześcijaństwa, wykreowana ponad 2 tysiące lat temu przez palestyńskiego Żyda, Joszuę z Nazaretu, nie polega na publicznym uznaniu Boga, nie polega na publicznej manifestacji wiary w Boga, jako stworzycielu świata, lecz na realizowaniu etyki chrześcijańskiej w naszym ludzkim zachowaniu, na co dzień i w każdym działaniu, o czym ów palestyński Żyd, Joszua vel Jezus, mówił w swoim Kazaniu na Górze. I za co, m.in. został powieszony na życzenie rodaków na krzyżu.
Może warto sobie o tym przypomnieć w czasie wielkanocnych świat?….

środa, 28 marca 2018

Kiemierowo - tragiczny pożar, dziesiątki ofiar


Kiemierowo, ponad pół milionowe miasto, położone w Kuźnieckim Zagłębiu Węglowym w azjatyckiej części Rosji, stolica Obwodu Kiemierowskiego – 25 marca 2018r.  przeżyło wielką tragedię – pożar lokalnego centrum handlowego pochłonął 64 ofiary, w tym 41 dzieci...

Na miejsce tragedii przybył prezydent Rosji - Władimir Putin, przewodniczący Rady Unii Europejskiej Donald Tusk, wyraził swój głęboki żal w języku rosyjskim a polski prezydent na ręce prezydenta Putina przesłał depeszę kondolencyjną.  

Dzień 28 marca został ogłoszony w Rosji – dniem żałoby narodowej.






Drodzy Mieszkańcy Kiemierowa, 
wraz ze wszystkimi obywatelami
Federacji Rosyjskiej
i innych państw,
łączę się z Wami
w Waszym bólu i żałobie, sercem jestem z Wami...
Rodzinom, Bliskim i Przyjaciołom,
którzy stracili swoich 
Najbliższych, 
składam najszczersze wyrazy współczucia.
*** 
Rannym w tej katastrofie, 
Życzę, jak najszybszego powrotu do zdrowia!
***

poniedziałek, 26 marca 2018

Duma z nienawiści


Ilekroć wysiadam na Dworcu Centralnym w Warszawie, natychmiast kupuję lokalne gazety i pisma. Robię to niezmiennie od lat w czasie podróży po kraju i zagranicą. Czasem są to regionalne i lokalne media, czasem ogólnokrajowe z lokalnymi wkładkami. I tak trafiłam na ewenement - skrajnie nacjonalistyczny ogólnopolski tygodnik, nazwany dla niepoznaki gazetą i sygnowany, jako medium Warszawy.  Dosadny język „lewackiego”(wg nacjonalistów) tygodnika NIE, to przy nim śpiew kanarka. 

Z osłupieniem trzymałam egzemplarz pisma w ręce. Mój ogląd rzeczywistości jest zgoła odmienny od widzenia świata przez środowiska narodowo-patriotyczne. Skrajna prawica widzi wszystko w odwróconej perspektywie. 

DEKLARACJA IDEOWA

„Warszawska Gazeta - doprowadzamy lewactwo do wściekłości... I jesteśmy z tego dumni”- tak reklamuje się w internetowej przeglądarce Google … ogólnopolski tygodnik, wydawany w Warszawie od 2008r., wychodzący w nakładzie 113, 620 tys. egzemplarzy, raczej niechlujnie redagowany, pisany językiem ulicy, bywa, że chamskim i plugawym, sprzedawany także wśród Polonii w USA i w Kanadzie. 
 Na pierwszej stronie, nad winietą, kolejna deklaracja, tym razem polityczna: „Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”, a zatem - nacjonalistycznej, indoktrynowanej wyznaniem rzymskokatolickim, na bakier z wartościami cywilizacyjnymi Unii Europejskiej.

Redaktorem naczelnym pisma, a także tyg. Polska Niepodległa jest Piotr Bachurski, wydawcą - warszawska spółka FreeDomMedia, wydająca też miesięcznik „Zakazana Historia”.

Przeglądając numery Gazety Warszawskiej, kontynuatorki przedwojennej endeckiej gazety, nie trudno zauważyć, że red. Wojciech Czuchnowski z Gazety Wyborczej ma rację, twierdząc, że pismo „stosuje mowę nienawiści i odwołuje się do antysemityzmu”.

ENDECKIE KORZENIE

Nazwa tygodnika odwołuje się przede wszystkim do ukazującej się przez blisko dwa i pół stulecia Gazety Warszawskiej, założonej przez jezuitów w 1774r., w czasach króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, dwa lata po I rozbierze Polski. Wychodziła pod pierwotnym tytułem Wiadomości Warszawskie. Były one pierwszym, regularnie ukazującym się dziennikiem w Polsce, ale postrzeganym, jako pismo skrajnie wsteczne, przeciwne prądom Oświecenia. Od 1794 r. gazeta zmienia tytuł na Gazeta Warszawska. Od 1895r. pismo coraz mocniej skłania się ku tendencjom endeckim. W latach 1910 – 1916, red. naczelnym dziennika był Roman Dmowski. Po prawie trzyletnim zawieszeniu pisma, od 1918r. gazeta staje się organem prasowym Narodowej Demokracji (endecji). Zakazana przez władze sanacyjne za skrajnie prawicowe poglądy w 1935 r., ukazywała się do 1939r., jako Warszawski Dziennik Narodowy.

Obecna Gazeta Warszawska zawłaszczyła sobie też historyczne logo endeckiej poprzedniczki, przerabiając je na swoje kopyto.

OSTRY, EMOCJONALNY I CHAMSKI JĘZYK, PLUGAWE TEKSTY

Gazeta Warszawska walczy ze wszystkimi, którzy nie podzielają linii politycznej pisma, traktując te swoje boje, jako posłannictwo dziejowe. Orężem staje się nieustannie zarzucana „totalnej” opozycji, szeroko serwowana w piśmie –„mowa nienawiści”.

Gazeta Warszawska ludzi lewicy ochrzciła mianem „obmierzłego rojowiska gadów i płazów”. Bo pozwolili sobie zwrócić uwagę na ofiary żołnierzy „wyklętych”, co jest, wg pisma, wyrazem „nienawiści do Polski i jej aktualnych bohaterów”. Oberwało się liderom SLD: Włodzimierzowi Czarzastemu i prof. Joannie Senyszyn, a także red. Szumlewiczowi z „Krytyki politycznej”. Odnotowani, jako „lewacka swołocz” i „pogrobowcy Stalina i Bieruta”, tudzież „czerwona hołota”, panoszą się w „naszej ojczyźnie już od przeszło 70 lat”, emanując „erupcją nienawiści”, chociaż ich wypowiedzi są niczym cicha modlitwa, przy gromach Gazety Warszawskiej. Pismo zastanawia się, dlaczego, po 30 latach od „obalenia komunizmu, nadal w sposób wyjątkowo bezczelny i podły powtarzane są łgarstwa żywcem zaczerpnięte z kłamliwej, stalinowskiej propagandy?” (IPN jest stalinowskie?!). I dlaczego „w poczuciu bezkarności”, lżą oni „bohaterów pomordowanych przez swoich ideowych braci”?

Ale nie tylko „lewakom” się obrywa. Czytając red. Marcina Hałasia i jego „Kroniki tygodniowe” w kontekście obchodów 50. rocznicy wydarzeń Marca ’68, można dowiedzieć się, że byli tacy, którzy „konspirowali tak mocno, że wchodzili komunistom w zadek i nie wychodzili, co najmniej, do 1990r”, ale nie do końca wiadomo, czy chodzi o Aleksandra Kwaśniewskiego i jego czytanie paryskiej „Kultury”, czy o „czerwonego profesora” Kazimiera Kika.

Dr Leszek Pietrzak pisząc o „Zemście marcowych emigrantów” lamentuje, że red. Adam Michnik i Jan Litiński rzucają „Gomułką w Kaczyńskiego”, bowiem „porównali PiS do partii komunistycznej a Jarosława Kaczyńskiego do I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki” i żali się, że ci obaj „marcowi bojownicy” na dodatek „pokrzykiwali”, że Kaczyński „wypuszcza z butelki dżina ksenofobii, nienawiści i antysemityzmu”. Dowodzi też, że Żydzi zmuszeni wówczas do opuszczenia Polski, co wcale, wg niego, nie było „przymusową emigracją”, wyjechali nie tylko do Izraela, ale też do Szwecji, USA, Francji, Wielkiej Brytanii i tam natychmiast zaczęli „dyskredytować Polskę i Polaków. Oskarżać Polaków o antysemityzm i przypisywać im bezpośredni udział w Zagładzie Żydów”. A robili to „wszędzie, gdzie się dało”. I tak „czystka antysemicka, która była skutkiem walki wewnętrznej sowieckich gangsterów” została przeniesiona na Polskę i Polaków.

Mateusza Kijowskiego Gazeta Warszawska nazywa w tytule noty „żigolakiem”, cytując obelgi rzucane pod jego adresem przez posłankę PiS Krystynę Pawłowicz.  Prof. Jan Hartman, za uwagi zamieszczone na łamach „postkomunistycznej Polityki” nazywany jest „profesorkiem Jasiem” i „faryzeuszem”.  Red. Jarosław Kurski z Gazety Wyborczej został „pierwszym kamerdynerem Michnika”. Red. Annę Applebaum, żonę „Radzia Sikorkiego” przezwano „sołtysową” z Chobielina i zaliczono do grona „totalniaków zrzucających maski”. „Sołtysowa”, zdaniem pisma, grozi, że Zachód może nie uznać wyborczej decyzji, jeśli „lewacka hołota i złodzieje naszego majątku narodowego znowu przegrają wybory”. A przecież „większość polskiego narodu” chce Polski PIS-owskiej, innej niż Niemcy i Rosja, i „cała międzynarodówka geszefciarzy”.

Opozycja parlamentarna, medialna czy uliczna jest wyautowana i nadaje się na leczenie psychiatryczne. Gazeta Warszawska, piórem Mirosława Kokoszkiewicza, stałego komentatora pisma dowodzi, że: „tak zwane lewackie elity znalazły się w całkowitym osamotnieniu oraz izolacji i zachowują się niczym pensjonariusze specjalistycznego zakładu opieki zdrowotnej słynącego z tego, że drzwi w nim nie posiadają klamek, za to okna wzbogacone są o solidne metalowe kraty”. I dodaje „Totalna opozycja coraz bardziej przypomina stado czubków głoszących teorie, które nijak się mają do faktów”. Dla nieznających nowomowy nacjonalistów z Gazety Warszawskiej - „stado czubków”, to w języku ulicznym - po prostu grupa wariatów, osób psychicznie chorych.

Szczecinianin, dr Robert Kościelny, ma za złe rektorowi Uniwersytetu Szczecińskiego, że współpracuje z nieujawnioną z nazwiska profesorką z Rosji, która ośmieliła się na dyskusji o świadomości historycznej na Pomorzu Zachodnim, zwrócić uwagę na „profanacje grobów żołnierzy radzieckich”. „Buta ruskiej niewiasty mogłaby się równać jedynie poziomowi lekkomyślności magnificencji, który takie bezczelne babsko wziął na utrzymanie”, kwituje szczecińską dyskusję dr Kościelny, uważając, że Rosjanka „obraziła Polaków”, zdziwiony przy tym, że nie było żadnej reakcji ze strony uczestniczących w spotkaniu uczelnianych historyków.

Tego typu prymitywne i chamskie insynuacje, pomówienia szkalujące i naruszające godność człowieka, wulgarny i prostacki język - zastępują w Gazecie Warszawskiej rzeczową informację i polemikę, są histeryczną reakcją na stawiane politykom PiS zarzuty.

NEGATYWNE SKUTKI AGRESJI WERBALNEJ

Dziennikarzy i wydawców tygodnika Gazeta Warszawska cechuje bardzo wysoki stopień agresji werbalnej, ujawniający zaburzenia w sferze emocjonalne z dominacją nienawiści i pewnego rodzaju zaburzenia charakterologiczne. Trudno diagnozować, czy to skutek wpływów środowiska, genetyki czy domowego wychowania, zapewne wszystkiego po trochu. Nie miejsce tu na głębokie analizy specjalistyczne. W każdym razie, efekt ich frustracji, jakim jest wydawany periodyk docierający do Polaków w kraju i zagranicą w dosyć dużym nakładzie – przenosi złe emocje dalej. Poza treściami stricte propagandowymi, charakterystycznymi dla skrajnej prawicy narodowo-patriotycznej, niesie olbrzymi ładunek negatywnych emocji emanujących na czytelnika.

Mało, kto uświadamia sobie, jak szalenie łatwo agresja werbalna przeradza się w agresję fizyczną, czynną wobec realnego czy wyimaginowanego przeciwnika, w tym przypadku - ideologicznego. 
Smutnym zjawiskiem jest też fakt, że w Polsce istnieje ze strony rządzących przyzwolenie na takie postawy.

wtorek, 20 marca 2018

Tu się zgina dziób pingwina!


Zwycięzca  wyborów prezydenckich w Rosji przybywa do swego sztabu wyborczego
Obserwowałam, na ile mi obecna technika pozwala - wybory prezydenckie w Rosji, omijając wielkim łukiem polskie media, bo takiego potoku bzdur, jaki lał się z mediów w minioną niedzielę - trudno słuchać. Rosyjskie media prezentowały obiektywnie ich przebieg, rosyjska ambasada FR w Polsce w Internecie udostępniła publicznie protokoły z głosowania w Warszawie, na portalach społecznościowych pojawiły się rozmowy z Rosjanami na temat preferencji wyborczych i ich uzasadnienia. Były m.in. interesujące reportaże z Białorusi o głosowaniu rosyjskiej diaspory, z durnowatą panienką z mikrofonem, zdziwioną, że w Rosji jest bezpiecznie, co z uśmiechem stwierdziła jej rozmówczyni.

Frekwencja, jak na wybory prezydenckie – bardzo wysoka, o takiej w Polsce można tylko pomarzyć.  

Rosjanie wypowiadali się emocjonalnie, do wyborów poszli z nieukrywanym zadowoleniem i radością. Potraktowali je, jako wielkie święto narodowe, którym chcą sobie i światu coś udowodnić, pokazać. I pokazali!.

Dla Władimira Putina te wybory były sprawdzianem akceptacji społecznej jego drogi dla Rosji, obranej w bardzo trudnych warunkach zewnętrznych, pewnego rodzaju testem, na który odpowiadały miliony ludzi.

Jedną z elementarnych potrzeb człowieka, które decydują, o jakości jego życia – jest społeczna akceptacja. Jeśli jej nie ma, człowiekowi grozi śmierć cywilizacyjna. Człowiek nieakceptowany nie jest w stanie funkcjonować społecznie, jeśli to lider państwa i uległ narkotykowi władzy, to skręca na drogę totalitaryzmu ku rządom absolutnym.

Jak każdy człowiek, Putin podlega ocenie w swoim działaniu i chce zdobyć akceptację tego, co robi: u rodziny, bliskich, przyjaciół, zespołu, z którym pracuje, swoich zwierzchników. Putin jest w szczególnej sytuacji - jego ocenia naród w bezpośrednim głosowaniu. Bez jego akceptacji nie da rady modernizować Rosji, ludzie muszą być przekonani, że podejmowane decyzje służą im i państwu. To bardzo trudny sprawdzian i bezlitosny,

Wysoka frekwencja przy urnach (67,4%) i bardzo dobry wynik wyborczy wyraźnie zaskoczyły Władimira Putina

Komisja Wyborcza podała, przy obliczeniu 99,94% deklaracji wyborczych, że zdobył 76, 68% głosów. 54 miliony Rosjan opowiedziało się za Putinem,  ponad 5,1 mln więcej niż w 2004r, gdy startował po raz pierwszy w wyścigu po urząd prezydencki..

Kiedy wczoraj wieczorem, przemawiał do swego sztabu wyborczego, zupełnie nie krył emocji, co u niego jest zjawiskiem na co dzień raczej niespotykanym. W oczach zaszkliły się łzy wzruszenia i tej najzwyklejszej, ale i najprawdziwszej radości, głos mu drżał, widać było, że trudem opanuje nad sobą. Był autentycznie szczęśliwy. 

W pełni go rozumiem. Zachód zaserwował mu tuż przed wyborami potworną, obrzydliwą prowokację - morderstwo i usiłowanie morderstwa Rosjan w Wielkiej Brytanii, oskarżając go wręcz o bezpośrednie ich zlecenie. Za dwa dni ludzie mają iść do urn a Zachód urządza Rosji dance macabre oraz fajerwerki obłudy i zacietrzewienia politycznego. 
Putin nie jest bogiem, nie wie jak zareagują na to wszystko wyborcy. Za mało czasu, by Rosjan przygotować na takie makabryczne pomówienia.

Putin jest doskonałym politykiem, bardzo doświadczonym, racjonalnym i opanowanym, ale też jest człowiekiem, który, jak każdy, jest bezradny wobec tak potwornych pomówień i serwowanych irracjonalnych oskarżeń, bez uzasadnienia, bez sensu, bo „prawdopodobnie”, bo „Rosja miała motyw”, bo „prawdopodobnie na zlecenie Putina”….  
Żaden normalny człowiek nie przechodzi wobec takiego plugastwa obojętnie! I każdy na jakieś granice wytrzymałości psychicznej! Putin też.

O rosyjskiej duszy można rozmawiać bez końca i każdy, kto o niej mówi, wie, że jest wrażliwa, altruistyczna, nie skupia się na sobie. Rosjanie doskonale wyczuli to, co Rosji i jej prezydentowi w takim momencie było potrzebne – społeczna konsolidacja i wsparcie lidera, którego szanują i cenią, któremu ufają.  

Świat Zachodu powinien z tej lekcji wyciągnąć wnioski, bo zadarł nie z elitami, mitycznym Kremlem czy samym Putinem. Świat Zachodu wlazł za paznokcie - rosyjskiemu społeczeństwu, narodowi. A ten stanął murem za swoim liderem.

Gest Kozakiewicza
Po międzynarodowej awanturze, posądzeniach i decyzji wdalenia  23 rosyjskich dyplomatów z Wielkiej Brytanii, oraz po wyborach prezydenckich w Rosji, premier Teresa May, którą cytuje stacja telewizyjna Sky News, niczym naiwne dziewczątko z angielskiej pensji dla panienek z wyższych sfer serwuje „uzasadnienie” swoich oskarżeń: „Rosja ma możliwość oraz, jak sądzę, motyw i intencje. To część tego zachowania, które obserwujemy w przypadku Rosji w Europie”. I to są jak na razie jedyne „dowody zbrodni” popełnionych przez Putina. 
Rosjanie akceptując jednoznacznie reelekcję Putina i jego drogę wybraną dla Rosji – wyraźnie pokazali Zachodowi, jaki mają do niego stosunek: „Tu się zgina dziób pingwina”, jak powiedziałby mój „przyszywany” wnuk - Krzyś (lat 7), pokazując charakterystyczny gest Kozakiewicza.