poniedziałek, 23 stycznia 2017

„Trampek” na Kapitolu



„Amerykański zamach stanu”, „Wróg sięgnął bruku”, „Ostatni elegancki prezydent opuścił Biały Dom”, „Widmo Trumpa”, „Trump przejmuje Amerykę”, „Gabinet Trumpa – rządem obrzydliwości”, „Nadeszła era Trumpa. To będzie prezydentura głupoty” - obwieściły polskie media i w większości, na wzór zachodni, zwłaszcza TVN,  popadły w depresję w oczekiwaniu na dzień zaprzysiężenia nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych.  



AMERYKA WG TRUMPA

Sama uroczystość zaprzysiężenia - podniosła, przemówienie nowego, 45. prezydenta USA - emocjonalne i głęboko patriotyczne. W krótkim orędziu, adresowanym przede wszystkim do Amerykanów, nowy prezydent powiedział to, czego do tej pory świat Zachodu z ust prezydentów USA nie słyszał.  Donald Trump mówił, m.in., o wielkiej niesprawiedliwości społecznej, o fatalnym systemie nauczania, który wypuszcza „młodych i pięknych studentów bez wiedzy”, o wydawaniu dolarów na obronę cudzych granic, gdy własne nie są należycie chronione a armia niedoinwestowana.  „Bronimy cudze granice a nie własne”, grzmiał z Kapitolu, „wydajemy biliony dolarów na zagranicę, podczas gdy infrastruktura Ameryki popada w ruinę i jest w stanie rozkładu”. Mówił o narkomanii, rasizmie, przestępczości, które nękają społeczeństwo amerykańskie, o uleganiu globalizmowi kosztem rodzimej gospodarki, o wyprowadzaniu amerykańskiego przemysłu poza granice USA, co daje Amerykanom bezrobocie i ruinę fabryk. 

To nie był oczekiwany przez polityków i media obraz USA. Wielki żandarm świata okazał się, wg nowego prezydenta, kolosem na glinianych nogach, który wymaga natychmiastowej reanimacji. Taki obraz Stanów Zjednoczonych mógł wywołać  szok.



AMERYKA MUSI NAS OBRONIĆ

Polskie władze w tym wszystkim, jak na razie, zachowują się w miarę spokojnie i bez zbytniej histerii.

Jeszcze w trakcie transmisji uroczystości na Kapitolu, TVP cytowała opinię premier Beaty Szydło, która zadeklarowała, że „Polska i USA są partnerami i bez względu, co się będzie działo, możemy na siebie liczyć”.  Przed inauguracją premier Szydło zaznaczała, że: „Donald Trump pokaże, jakim jest prezydentem, kiedy rozpocznie swoją prezydenturę. (…) Jest duże oczekiwanie, co do tej prezydentury, jest też jak zawsze sporo pytań. Dla nas najważniejsze jest to, by współpraca pomiędzy USA i Polską była przynajmniej tak dobra jak do tej pory. A zależy nam na tym, by była jeszcze bardziej pogłębiona”.  Komentując stosunek Donalda Trumpa do NATO i jego opinię o anachronizmie Sojuszu, stwierdziła, że ze strony prezydenta Trumpa jest to „niezręczność” i zinterpretowała jego słowa po swojemu: „decyzje NATO, które zostały podjęte na szczycie w Warszawie pokazują, że zaczyna się nieco inne myślenie w NATO". (….) „Trump stwierdził, że NATO jest potrzebne, tylko zwrócił uwagę, że wymaga pewnego przeformułowania”.

Dla rządu Polski, obecnie najważniejszy jest stosunek prezydenta Trumpa - do Rosji i NATO.

Pisze o tym, m.in. Piotr Lisecki w tyg. „Do Rzeczy” (Nr.3 z 16 -22.01. 2017, art.: Amerykański zamach stanu), podtrzymując sugestię, że dla obrony przed atakiem Rosji niezbędne są jednostki wojsk USA stacjonujące w Polsce.

„Jeśli USA chcą utrzymać status mocarstwa, to nie kosztem naszego regionu”, ostrzega z kolei na łamach  weekendowej „Rzeczpospolitej”  Ryszard Czarnecki (PIS), wiceszef Parlamentu Europejskiego. Jest przekonany, że prezydent Trump nie zmieni kierunków w polityce zagranicznej „w kontekście zaangażowania NATO i amerykańskiej obecności na świecie, w tym w Europie”.  Ma też nadzieję, że „nacisk Pentagonu, silne lobby przemysłu zbrojeniowego i Kongresu nie pozwolą Trumpowi” na wyprowadzenie wojsk z Polski.  Ma też nadzieję, że po deklaracjach poprawy stosunków z Moskwą, Donald Trump wróci do starych praktyk amerykańskich, i nie będzie dążył do zmian relacji z Rosją. Ociepleniem relacji: Trump – Putin, radzi nie przejmować się, bowiem: „Putin gra swoją grę, by podzielić Amerykanów i Europejczyków”.

Prezydent Andrzej Duda natomiast ograniczył się do „zaćwierkania” (Twitter) konwencjonalnych życzeń, o jakiejkolwiek depeszy gratulacyjnej nie wiadomo, natomiast na stronie internetowej prezydenta RP jest adnotacja, że w 21 stycznia, czyli dzień po zaprzysiężeniu nowego prezydenta USA, w „rocznicę orędzia prezydenta USA, Woodrowa Wilsona, który w 1918 r. głośno upomniał się o niepodległą Polskę”  odbyła się druga z cyklu „Drogi do niepodległości” debata historyków zaproszonych do Belwederu.



MEDIA O TRUMPIE - KPINY, POMÓWIENIA, SZKALOWANIE

Media przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta USA szykowały Polaków na najgorsze, mimo że, co trzeba zauważyć, pokusiły się o przedstawienie gospodarczych aspektów prezydentury Trumpa (Rzeczpospolita) czy też obszernie z przedstawiły jego gabinet (Gazeta Wyborcza).

 ”Polityka” (nr.3, z 18-24.01.2017, art.: Nieobliczalny), piórem Andrzeja Lubowskiego, korespondenta z San Francisco, sugeruje czytelnikom, że Donald Trump to „nieobliczalny”, „notoryczny kłamca”, u wielu Amerykanów budzący „niesmak a nawet obrzydzenie”. Zapowiada w jego prezydenturze: ryzyko przemocy, planową ignorancję, populizm a nawet autokratyzm. Nie mniej jednak Donald Trump, wg „Polityki” może się okazać lepszym prezydentem niż kandydatem na prezydenta, ale musi do tej roli o dorosnąć!

Wpływ na polskie media negatywnych ocen Donalda Trumpa, płynących zza oceanu, był znaczący. W mediach pojawiały się takie opinie, jak Marka Galeottiego, amerykańskiego eksperta ds. Rosji, którą, posłużył się dwutygodnik „Forum" (nr 2, 20.01-2.02.2017, art.: Wróg sięgnął bruku): „Gdyby Rosjanie ujawnili swoje haki, byłaby to deklaracja wojny z Trupmem a tego Putin na pewno nie chce”. Artykuł został napisany na podstawie materiałów z „The Guardian”, „The New York Times” i „The Atlantic”. „Fokus”, dołączył do kompletu krótką informację, o „metodzie starej jak świat”, czyli szantażu seksualnym, który, „nie skończył się w Rosji wraz z rozpadem ZSRR”; w innym zaś miejscu amerykańskiej zbiorówki, „Forum” sugeruje, że „informacji o orgiach Trumpa nikt nie zweryfikował”.

Swego rodzaju perełkami w tego nurtu są dwa wywiady: z Radosławem Sikorskim, b. szefem polskiego MSZ „Ameryka, samolubny szeryf” dla weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” oraz z Ryszardem Schnepfem, b. ambasadorem Polski w USA. „Dla Polski wygrana Trumpa oznacza niepewność jutra. Jego podziw dla Putina niepokoi” - dla „Gazety Wyborczej” (wyd. internetowe, weekendowe z 15.11.2016).

„Zbieżność retoryki Trumpa z tym, co od lat mówi Moskwa, jest dla mnie zastanawiająca i niepokojąca”, zwierza się gazecie b. szef MSZ. „Jeśli wsłuchać się w retorykę Trumpa i jego obozu, można dojść do wniosku, że USA w przyszłości nie będą już światowym policjantem w dobrym tego słowa znaczeniu, lecz samolubnym państwem, które dba przede wszystkim o swój interes”. Zarzuca mu możliwość zniesienia sankcji wobec Rosji, co jego zdaniem, jest preferowaniem „twardo pojętego krótkotrwałego interesu narodowego”.  Sikorski dopuszcza, że obszar Europy Wschodniej stanie się „obiektem pierwszego testu w relacjach amerykańsko-rosyjskich”.

Podobne sądy ma Ryszard Schnepf, który uważał, że w przypadku wygranej Donalda Trumpa „potencjalne porozumienie Waszyngtonu z Moskwą mogłoby być dla nas niekorzystne”. Były ambasador  twierdzi, że „Amerykanie są dumni, że walczą o demokrację i wolność na wielu frontach (…). To państwo urosło w siłę,” uważa. Czas pokazał a Donald Trump publicznie potwierdził, że USA nie są tak silne, jak mniema, że „obok najnowszych technologii i największego bogactwa na świecie, żyje Ameryka zapuszczona, zaniedbana, bezrobotna…”, jak sam zresztą zauważył.

 
Tylko  „Gazeta Polska Codziennie” zaanonsowała uroczystości zaprzysiężenia Donalda Trumpa w weekendowym numerze -  wielkim tytułem na pierwszej kolumnie „Nowy prezydent USA wielką nadzieją dla świata”. Nadzieję też ma prezes PiS, Jarosław Kaczyński, który liczy, że prezydent Trump zrealizuje obietnice złożone Polonii na spotkaniach przedwyborczych i pomoże Polsce odzyskać od Rosji wrak rozbitego pod Smoleńskiem samolotu. „Jeśli chodzi o ściągnięcie wraku, to chętnie bym taką pomoc przyjął. Ale ja zawsze uważałem – i to była różnica między mną, a wieloma moimi przyjaciółmi, – że w tej sprawie musimy liczyć przede wszystkim na siebie”. Sceptyczny jest także wobec zniesienia wiz dla Polaków, jak i wobec współpracy USA i Rosji. „Jeśli prezydent Trump, jest kolejnym, który wierzy, że można lojalnie współpracować z Rosją, to sądzę, że się szybko zawiedzie”, uważa prezes Kaczyński, który, jak sam mówi, ze „spokojem podchodzi do prezydentury Trumpa”. Lider PiS przyznał, że na ten temat rozmawiał m.in. z bliskim współpracownikiem Donalda Trumpa - Rudolphem Giulianim, który powiedział mu, że z ocenami należy poczekać.
I to jest, jak na razie jedyna rozsądna rada,  jaką obóz  Donalda Trumpa skierował pod
adresem Polski. 





Opublikowano
23 stycznia 2017
MAI Russia Today / SPUTNIK POLSKA 

piątek, 13 stycznia 2017

Kocia percepcja świata, czyli rzeczywistość wg Putina (kota)

Świat  stanął na głowie i wymaga innego niż zazwyczaj jego oglądu
 - uważa Putin (kot)

I ogarniają go opary mgły 
- dodaje Gandhi (kot), brat bliźniak Putina (kota), 
kontemplując mleczną biel za oknem.

Święta prawda!  Stoi na głowie, w oparach mgły i kręci się, niczym g..o w przeręblu. 
- dorzuca Putin (kot), czytując klasyka literatury. 
Taki jest ten człowieczy świat teraz...  - dodaje filozoficznie.
***
Ponieważ TVP lansuje Kota Prezesa, jako mającego 98% poparcia  
w stosunku do zerowego bez mała poparcia 
opozycji w polskim społeczeństwie, 
oglądającym telewizję publiczną,
będącą pod nadzorem PiS, 
dementuję to wierutne telewizyjne kłamstwo. 
Znacznie większym poparciem, bo 99,9%  społeczeństwa, 
nieoglądającego TVP PiS a popierającego opozycję,
 cieszy się Kot Putin, który z Kotem Gandhim 
od kilku lat komentują rzeczywistość na Facebook. 


środa, 11 stycznia 2017

Kaliningradzkie kłopoty



Kaliningrad
Obwód Kaliningradzki, niewielka nadbałtycka eksklawa Rosji, oderwana od macierzy w wyniku „pierestrojki” Gorbaczowa i zmian granic Rosji, wciśnięta między Litwę a Polskę, jest obiektem niezdrowych emocji zarówno w Polsce, jak i NATO/USA. Dla NATO – system obronny zainstalowany w Obwodzie przeszkadza w pełnej penetracji Morza Bałtyckiego, Polsce przeszkadza sama granica (210 km) z Federacją Rosyjską, bowiem  post-solidarnościowe władze polskie, reprezentowane przez PO i PIS, częściowo nawet przez SLD i inne partie parlamentarne, od 1989r. traktują Rosję jako historycznego wroga Polski, który zagraża jej bezpieczeństwu i wg nich, planuje aneksję polskich obszarów i ataki nuklearne. 
Wszystko to wpływa na mało komfortową egzystencję mieszkańców obwodu.

POLSKIE PROWOKACJE

Polskie władze podejmują szereg działań związanych z obwodem: od zlikwidowania  bezwizowego małego ruchu granicznego, po ściąganie oddziałów wojsk amerykańskich na polsko-rosyjskie pogranicze, instalowanie w pobliżu granicy tzw. amerykańskiej tarczy antyrakietowej (baterii rakiet strategicznych, mogących przenosić ładunki nuklearne i skierowane ku Rosji) czy urządzanie na polsko-rosyjskim pograniczu wielkich manewrów wojsk polskich i amerykańskich, jak  np. ubiegłoroczna Anakonda-16, wsparta innymi manewrami na Bałtyku pod egidą NATO. Do tego asortymentu działań można dorzucić też planowany przekop Mierzei  Wiślanej na potrzeby NATO, o czym poinformował niedawno minister Marek Gróbarczyk, szef resortu gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej na spotkaniu z mieszkańcami mierzei.

Napięcia potęgują różne sugestie dla polskich władz płynące z USA, m.in. poprzez znany i prestiżowy w Stanach Zjednoczonych think tank „Rada Atlantycka” (Atlantic Council), w których można znaleźć zachęty do ataków cybernetycznych na instalacje energetyczne i transportu publicznego, wyprzedzających działań sabotażowych wobec obiektów i instalacji wojskowych  w Obwodzie Kaliningradzkim, do tworzenia stricte oddziałów partyzanckich skierowanych do dywersji na polsko-rosyjskim pograniczu, czy nawet ataków wyprzedzających na te obiekty. USA przysłały niedawno do Polski agentów CIA, by przeszkolili odpowiednie służby wojskowe i cywilne do działań szpiegowskich.

Każda reakcja Rosji, którą wymusza to bezsprzeczne prowokacyjne zachowanie  polskich władz (z inspiracji USA) na polsko-rosyjskim pograniczu - jest odbierana w Polsce, jako działanie agresywne i zagrażające polskiemu bezpieczeństwu.

INCYDENT NA LOTNISKU

Mieszkańcy obwodu mają tego pełną świadomość i nie kryją obaw o swoje bezpieczeństwo. Lęki te ujawniły się dosyć wyraźnie podczas niedawnego incydentu na cywilnym lotnisku „Chrabrowo” w Kaliningradzie. Zjechanie z pasa startowego podczas lądowania  i uszkodzenie Airbusa 320, samolotu Areofłot, spowodowało prawie dwudniową blokadę lotniska. Na pokładzie samolotu było 167 pasażerów i 7 członków załogi. Na pomoc do uszkodzonego samolotu po dwóch dniach wezwano serwisantów z Polski.

Ten poważny, ale nie katastroficzny wypadek, unaocznił, zdaniem lokalnych mediów, że regionalne władze, władze Północno-Zachodniego Okręgu Federacji i agencje rządowe FR, nie posiadają cywilnego, niewojskowego scenariusza zapewnienia bezpieczeństwa w transporcie publicznym, energetyce, czy systemie informacji o bezpieczeństwie w Obwodzie Kaliningradzkim. A  blokada komunikacyjna w regionie jest dosyć prosta. 
Kaliningradzkie media złośliwie napisały, że „do sparaliżowania jedynej bramy powietrznej rosyjskiej enklawy nie są potrzebne wojska NATO, czy amerykańscy komandosi”. Potwierdził to Anton A. Alchanow, p/o gubernatora obwodu przyznając, że incydent na lotnisku „ujawnił problemy systemowe dot. dostępności naszych bram powietrznych i działań w trudnej sytuacji”.

Incydent na lotnisku „Chrabrowo”  wyciągnął na światło dzienne szereg niedociągnięć w wyposażeniu lotniska, jego obsłudze i indolencję władz zarówno lotniska, miasta, jak i regionu. A także bałagan w jego zarządzaniu, jak podały media, „chaos w sektorze portów lotniczych i biurokratyczne niespójności”.

Do pierwszych ludzi ewakuowanych z samolotu nadmuchanymi „zjeżdżalniami” przez kwadrans nie zbliżył się żaden lekarz czy ratownik, nie było straży pożarnej, potem pasażerowie musieli blisko godzinę czekać w zamkniętych pomieszczeniach bez słowa wyjaśnienia. Na lotnisku nie było maszyn do holowania uszkodzonego airbusa, co spowodowało odwołanie lub opóźnienia lotów dla blisko 6 tys. pasażerów.

Kierownictwo lotniska dopiero następnego dnia zwróciło się o pomoc sprzętową do dowództwa Floty Bałtyckiej, zamiast to uczynić natychmiast po wypadku. Nie wykorzystano też lotnisk wojskowych w pobliżu, m.in. „Czkałowskoje”, gdzie ląduje  samolot „Głównodowodzącego” (Władimira Putina) w czasie jego wizyt w obwodzie - do przyjmowania awaryjnie samolotów cywilnych.

Dziennikarze zwracają uwagę, że przedstawiciele gubernatora regionu pojawili się dopiero następnego dnia na lotnisku, zamiast w takiej sytuacji osobiście nadzorować jego pracę. Zwrócono też uwagę, że kierownictwo, które szybko opuściło lotnisko, nie zapewniło pasażerom ciepłego posiłku, ani też nie rozwiązało bezpłatnego transferu pasażerów z lotniska do miasta (Kaliningradu). 

„Mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego przez ponad 10 lat oglądają sporadyczną przebudowę lotniska, od czasu do czasu kilkanaście grup  wędrujących pracowników, i śmieją się na widok wiader ustawianych przez personel lotniska pod przeciekającym dachem”, pisali emocjonalnie w tych dniach rosyjscy dziennikarze. Przy okazji narzekając, że biuro prasowe lotniska, które w czasie incydentu z samolotem, „sięgnęło dna” i „spluwa na swoje obowiązki” informowania pasażerów za pośrednictwem mediów. Dyrektor lotniska, Aleksander Korytny, przeprosił publicznie (w mediach) pasażerów dopiero kilka dni po wypadku.

Incydent na lotnisku „Chrabrowo” w Kaliningradzie jednoznacznie, i jak na dłoni, pokazał nieefektywne zarządzanie lotniskiem, które nie było przygotowane na sytuacje awaryjne.

DOSTĘPNOŚĆ KOMUNIKACYJNA OBWODU

Dworzec kolejowy w Kaliningradzie
Z obwodu Kaliningradzkiego do macierzystego kraju, poza drogą powietrzną, można dostać się drogą morską lub drogami lądowymi. Tu także sytuacja nie wygląda najlepiej.

Pociągiem do Rosji można dojechać przez należącą do UE Litwę, więc do podróży potrzebny jest paszport i wiza tranzytowa, wydawana na uproszczonych zasadach, ale rejestrowanie się w systemie wizowym(DFC)  trwa ponad dobę (28 godz.) i z pilną wizytą w Moskwie pociągiem nie dojedzie się. Jedynie osoby z wizami Schengen mogą z takiej możliwości skorzystać.

Z Kaliningradu do Moskwy można dostać się też samochodem, ale trzeba także posiadać wizy tranzytowe (uproszczony dokument tranzytowy FTD), który jest wydawany jeszcze dłużej,  przez 7 dni.

Władze litewskie, jeszcze w 2013r. słowami obecnego szefa litewskiej dyplomacji, Linasa Linkevičiusa, zapowiedziały możliwość blokowania tranzytu przez Litwę nie tylko pociągów, ale przewozu wszelkich towarów „Moglibyśmy zablokować transport, a nie tylko pociąg, jest również dostawę towarów, cokolwiek. Teoretycznie jest to możliwe, choć nie są to nasze metody ", stwierdził. Sabotaży na liniach kolejowych łączących Kaliningrad z Rosją i przebiegających przez Litwę – także nie można wykluczyć. Podobne sugestie takich działań, jak dla Polski, „Rada Atlantycka” skierowała też do innych państw nadbałtyckich.

Połączenia morskie eksklawy z macierzą, także nie są wolne od problemów. Obwód Kaliningradzki z Rosją łączy tylko jedno połączenie promowe, z Baltijska do Ust-Ługi, obsługiwane raz w tygodniu. To kropla w morzu wobec potrzeb. Prom dysponuje 100 miejscami pasażerskimi a koszt przejazdu jest b. wysoki i wynosi 7,8 tys. rubli (ok.550 zł) w jedną stronę. Poza tym do Baltijska trzeba dojechać lub dopłynąć z Kaliningradu 35 km, a z Ust-Ługi do Petersburga, kolejne 70 km.

Rząd federalny wprawdzie zapowiedział rozpoczęcie budowy terminalu promowego w porcie Pionierskoj, obsługującego nie mniej niż 80 tys. pasażerów rocznie, ale jak na razie plany te są tylko na papierze.

Praktycznie większość obywateli rosyjskich, mieszkających w obwodzie (ok.950 tys. mieszkańców), została odcięta od rodzin i bliskich w macierzystym kraju.

KOMENTARZ

Poza zwróceniem uwagi na istotne problemy naszego wschodniego sąsiada z Obwodu Kaliningradzkiego, którego mieszkańcy cierpią m.in. z powodu polskiej i zachodniej rusofobii, warto zwrócić uwagę, jak przekłamane informacje o Rosji docierają do Polski.  

Panuje powszechne przekonanie, że w Rosji nie ma wolnych mediów, że państwo knebluje w sytuacjach krytycznych usta wszystkim dookoła, a świadomości obywatelskiej u Rosjan nie  uświadczysz.

Nagłośnienie incydentu w Kaliningradzie, pokazanie indolencji dyrekcji lotniska i władz regionalnych, bałaganu w zarządzaniu i braku cywilnego systemu bezpieczeństwa w obwodzie – dowodzi, że jest jednak inaczej.

Media pokazały problem, mieszkańcy obwodu zareagowali, teraz kolej na działania władz obwodu i federalnych.

W artykule wykorzystano, m.in.: 
Media rosyjskie

niedziela, 8 stycznia 2017

Gala Noworoczna: czyli odeska opera w filharmonii szczecińskiej




Stary 2016 Rok kończyłam na sylwestrowym koncercie w Filharmonii Szczecińskiej, słuchając symfonicznego jazzu z aktorem Zbigniewem Zamachowskim oraz wokalistami jazzowymi Maciejem Miecznikowskim i Jolą Szczepaniak. Orkiestrę poprowadził szalenie uzdolniony jordański dyrygent Bassem Akiki, którego notę biograficzną dyrekcja filharmonii pominęła w programie. Koncert był taki sobie i nie wart wydanych 120 zł. (taryfa ulgowa). Ale wart za to pójścia choćby dlatego, że nigdy nie  słuszałam symfonicznego jazzu na żywo i ze względu na możliwość posłuchania tematów z serialu westernowego „Rawhide” Dymitra Tiomkina. I przekonania się po raz któryś z rzędu, że żaden rosyjski kompozytor, żeby nie wiem jak długi czas, jak daleko pracował i żył poza Rosją, nie pozbędzie się swojej rosyjskiej muzycznej tradycji, która będzie mu wychodzić w każdej napisanej nutce.

Nowy 2017r. Rok natomiast, dzięki przyjaciółce obchodzącej prawosławne Boże Narodzenie, powitałam oficjalnie 7 stycznia (akurat w jej święto) także w Filharmonii Szczecińskiej - na Gali Noworocznej, przygotowanej przez muzyków z Odessy (filharmonia nie była organizatorem ich występów, wynajęła tylko salę). Koncert przerósł moje oczekiwania i sprawił mnóstwo radości.

Obawy o upolitycznienie występów artystów z Teatru Opery i Baletu z Odessy w filharmonii szczecińskiej okazały się płonne, aczkolwiek Henryk Kołodziej, honorowy konsul Ukrainy w Szczecinie, który motto swojej misji określa deklaracją:"Chciałbym być konsulem tej cywilizowanej, europejskiej Ukrainy", wręczając na koniec koncertu kosz kwiatów odeskim artystom, palnął mówkę po ukraińsku, życząc im z okazji Bożego Narodzenia pokoju w ogarniętym wojną kraju. Natomiast konferansjer był mniej poprawny politycznie i artystom wraz z publicznością wcześniej złożył życzenia świąteczne po ….  rosyjsku, jako, że południowo-zachodnia Ukraina, zwłaszcza Odessa, to obszary generalnie rosyjskojęzyczne. Sala także włączyła się z życzeniami po rosyjsku: S Prazdnikom! C Nowom Godom! 

Innych akcentów politycznych nie było dzięki Bogu, za to był blisko 3-godzinny, wspaniały koncert z cudownym repertuarem, starannie ułożonym.
Zespół kameralny Teatru Opery i Baletu z Odessy
Operę w Odessie reprezentowała 25-osobowa orkiestra kameralna pod batutą Witalija Kowalczuka, 7-osobowy balet (4 tancerki i 3 tancerzy, jeden z tancerzy gdzieś się „zapodział”, powinny być 4 pary), zespół wokalny 4 chórzystek oraz szóstka solistów, w tym jedna primadonna opery.

Koncert poprowadził nieznany mi konferansjer obeznany ze sceną muzyczną, który manierycznie, co raz to pytał słuchaczy: „Tak?” I był zwolennikiem zapalania światełek w telefonach komórkowych, którymi, rytmicznie machając, widownia mogła uczestniczyć w II części koncertu.
Walc w wykonaniu baletu
Organizatorzy, niestety, nie zadbali o program, chociaż zrobienie kserograficznych czarno-białych odbitek dla blisko tysiąca melomanów, którzy w pełni zapełnili salę filharmonii - nie stanowiło wielkich kosztów. Można było je odbić w sobotę rano na stoisku „małej poligrafii” w pobliskiej galerii handlowej w cenie …jednego biletu na koncert (95-120 zł), ewentualnie półtora biletu
Tak więc słuchając koncertu, nazwisk śpiewaków, ani ich dorobku scenicznego - nie znałam, chociaż spróbuję je teraz ustalić. Podawał wprawdzie je konferansjer, ale skupiona byłam na słuchaniu muzyki a nie jego gadania. Poza tym, stwierdzenie, że „arię  zaśpiewa solistka opery…” niewiele mi mówiło.

W moim odczuciu, jest to lekceważenie słuchaczy przez polskich organizatorów trasy koncertowej ukraińskich artystów. Zwłaszcza, że podawane w Internecie programy  "Gali" - przez różnych dystrybutorów biletów - znacznie różnią się między sobą, i wybierający się do filharmonii meloman w Szczecinie nie wiedział, co naprawdę usłyszy.

Odeski  kankan, w złotej sali filharmonii szczecińskiej
Artyści z Odessy zaprezentowali przede wszystkim to, co najpiękniejsze w muzyce, od opery i operetki, po musical i popularne pieśni neapolitańskie, będące w repertuarze każdego szanującego się tenora. Nie zabrakło znakomitej muzyki rozrywkowej i polskich akcentów: szlagieru z repertuaru Mieczysława Fogga: „Ta ostatnia niedziela…” (Petersburski) oraz znanej z repertuaru Jana Kiepury piosenki: „Brunetki, blondynki, wszystkie was dziewczynki całować chcę!” (R. Stolz), wykonane oczywiście po polsku. Finał koncertu, którym było słynne „O sole mio” wykonane przez wszystkich artystów z baletem włącznie, poprzedził kankan, a widownia wiwatowała artystom na stojąco.

Koncert w Szczecinie różnił się od wykonywanych w wielu innych miastach Polski tym, że w jego repertuarze znalazły się arie operowe, czego w publikowanych przez organizatorów różnych programach nie ma.  

Katerina Lian  jako Carmen
W Szczecinie można było usłyszeć, m.in. przepięknie zaśpiewaną arię Julii (walc) z „Romeo i Julia” Gounoda (wyk. Haiane Arutiunian), habanerę z „Carmen” Bizeta (wyk. Katerina Lian) i arie z innych oper Bizeta. Zobaczyć walca Czajkowskiego.  

Poza tym królowała klasyka operetkowa z najsłynniejszymi ariami i duetami, a więc: Lehar (Wesoła wdówka,), Kalmann (Księżniczka Czardasza, Hrabina Marica, Fiołek z Monmartre), Offenbach, nie zabrakło też Johanna Straussa. Był Bernstein i jego „West Side Story” i Ennio Morriccone, a także muzyka z filmu „Piraci z Karaibów” Zimmera.

Ale największy aplauz słuchaczy zdobyła piosenka Whitney Houston z filmu „Bodyguard” w wykonaniu Aliny Woroch (sopran).

Udało mi się ustalić występujących w Szczecinie artystów. 
Poza Aliną Woroch, w gronie śpiewaczek wystąpiła wspomniana ju z Katerina Lian (sopran) i Haiane Arutiunian (sopran), o której nic nie wiadomo, zastąpiła anonsowaną Taisję Szafrańską.

Alina Wołoch
Alina Woroch, solistka opery odeskiej, była też swego czasu (2006/7) solistką Teatru Wielkiego w Warszawie, koncertowała w Wielkiej Brytanii, Rosji, we Francji, Niemczech, Turcji.  W swoim repertuarze ma partie Roziny z ”Cyrulika Sewilskiego” Rossiniego, tytułową w operze „Łucja z Lammermoor” Donizettiego, Violetty w „Trawiacie” i Gildy w „Rigoletto” Verdiego, Zerliny w „Don Giovanni” Mozarta, Maszy w „Królowej śniegu” Czajkowskiego.

Katerina Lian od 2011r związana z operą w Odessie, jest absolwentką konserwatorium odeskiego, laureatką kilku międzynarodowych konkurów śpiewaczych, zadebiutowała w tytułowej roli „Carmen” Bizeta.

Śpiewaków opery w Odessie reprezentowali: Aleksandr Striuk i Wasilij Dobrowolski (barytony) oraz Walerij Regrut (tenor), który zastąpił anonsowanego Dymitra Michejewa (tenor).

Walerij Regrut, jest dyrygentem i solistą opery odeskiej, mający w repertuarze tytułowe role w „Trawiacie”, „Rigoletto” (Verdiego), „Eugeniuszu Onieginie”, „Królowej śniegu”, i „Jolancie” (Czajkowskiego), „Tosce” i „Madame Burtterfly” (Bizeta), w operach Borodina, Donizettiego, i innych kompozytorów. Jako dyrygent ma w repertuarze m.in.: „Trawiatę” Verdiego, „Mozart i Salieri”, Rymski-Korsakowa, „Eugeniusza Oniegina” Czajkowskiego, „Eliksir miłości” Donizettiego, „La serva patrona” Pergolesiego, a także wiele koncertów fortepianowych i symfonii Mozarta i Beethovena.

Wasilij Dobrowolski, jest solistą Teatru Opery i Baletu w Odessie i Narodowej Opery w Bukareszcie (Rumunia), gdzie kreuje główne role.

Aleksandr Striuk, solista teatru operowego w Odessie, jest laureatem wielu nagród w konkursach muzycznych.

Witalij Kowalczuk, dyrygent
Witalij Kowalczuk, dyrygent, rodził się w Charkowie, studia muzyczne kończył w Kijowe, które kontynuował w od 2007 r. na wydziale dyrygentury Wyższej Szkoły Muzycznej im. Franza Liszta w Weimarze.  Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Berlinie na wydziale dyrygentury prof. Lutza Köhlera. Laureat XI Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów w Budapeszcie (2008). W latach 2006 - 2007 poprowadził Leipzig Youth Orchestra (Niemcy),  w 2007 r. zostaje dyrygentem i kierownikiem artystycznym Schott Orchester Jena (Niemcy). Koncertował z Jena Philharmonic Orchestra (Niemcy), Lucerne Festival Orchestra (Szwajcaria), Orkiestrą Symfoniczną Budapesztu, Czech Philharmonic Orchestra Teplice (Czechy), Bohemian Symphony Orchestra Marienbad (Czechy), "Thüringer Simfoniker Rudolstadt" (Niemcy). Od 2011 pracuje jako dyrygent Teatru Opery i Baletu w Odessie.

Ale o tym wszystkim szczecińscy melomani, uczestniczący w Gali Noworocznej Teatru Opery i Baletu z Odessy, którzy podziwiali kunszt ukraińskich artystów w Szczecinie – nie wiedzieli.