poniedziałek, 30 marca 2015

Kapitulacja Uniwersytetu Jagiellońskiego




Ambasador. Siergiej Andriejew
Odwołanie spotkania ambasadora Rosji na Uniwersytecie Jagiellońskim jest politycznym zniewoleniem najstarszej w Europie uczelni i naruszeniem jej autonomii. Zniewolenie to sięga korzeniami pierwszych lat dziejów powojennej Polski, z doświadczeń których, korzystają obecnie rządzący.


Zmiany ustrojowo-polityczne w Polsce przebiegały pod hasłem obalenia „komunizmu” w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej - PRL. Ustroju komunistycznego, jako takiego – nie było, był quasi socjalizm, wypaczony na rodzimy sposób. Najgorszą epoką w PRL była tzw. epoka stalinizmu (1948-1956), w której wynaturzenia w sprawowaniu władzy sięgały apogeum: więzienia za rzekome przestępstwa polityczne, wszechobecna cenzura, publiczny wymóg narzuconych poglądów, propaganda zamiast informacji, represje za odstępstwa ideologiczne.

Stalinizm w Polsce padł w 1956 r. wraz z nadejściem  tzw. Gomułkowskiej odwilży. Potem nastała epoka Edwarda Gierka, czasy gen. Jaruzelskiego i Solidarności, rosyjskiej „pierestrojki”, obalenie muru berlińskiego, i jak mówią politycy-działacze dawnej opozycji –  Polska wybiła się na niepodległość. Nawyki stalinowskiego ancien regimé jednak pozostały i zaczynają przeżywać zadziwiającą reinkarnację.

Polski paradoks polega na tym, że elity opozycji PRL-owskiej, walczące z „komuną”, przejmując władzę po 1989 r., gdy im zasady europejskiej demokracji nie pasują, chętnie sięgają po metody sprawowania władzy z epoki znienawidzonego stalinizmu. Po metody, które tak aktywnie, z wielkim zaangażowaniem zwalczały przed 1989 r.


Reinkarnacja „stalinowskich” metod

I znowu mamy w Polsce - cenzurę w mediach i „nadzór” dziennikarzy (krajowych i zagranicznych) w wykonaniu służb specjalnych (np. tygodnik WPROST i jego kontakty z ABW, casus rosyjskiego korespondenta w Polsce, red. Leonida Swiridowa), publiczny wymóg jedynie słusznych poglądów, medialną propagandę zamiast informacji, represje i prześladowania za odstępstwa ideologiczne (np. akcja grupy „Rosyjska V Kolumna w Polsce” na Facebook’u (FB) – zmierzająca do usunięcia z TVP red. Dariusz Cychola).

Wrogiem nie jest już „komuna”, ale wróg zewnętrzny - Rosja.  Walka z Rosją, będąca elementem wcielanej przez USA przez dziesięciolecia doktryny Trumana i jej nowelizacji, stała się od czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, oraz sprawowania szefostwa MSZ przez Radosława Sikorskiego - polską racją stanu, odzwierciedloną w wielu dokumentach państwowych. Dzięki Polsce i wykreowanej przez nią polityce zagranicznej, opartej o Partnerstwo Wschodnie, Unia Europejska została wciągnięta w orbitę dramatycznych wydarzeń na Ukrainie, przeistoczonych w wojnę domową, a Polska - stroną prokijowską.


Zamach na wolność słowa i autonomię uczelni

Osoby, które w jakikolwiek sposób reagują racjonalnie na wydarzenia na Ukrainie lub obiektywnie starają się ocenić Rosję i jej prezydenta – narażone są na szykany. Za wypowiedzenie własnego zdania, odmiennego od lansowanej publicznie linii ideologicznej - polscy naukowcy doznają represji na swoich uczelniach.

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego zdecydował w stycznia br. o zawieszeniu na pół roku prof. Bogusława Pazia z Instytutu Filozofii Nowożytnej w prawach nauczyciela akademickiego i pozbawił go wynagrodzenia o połowę w tym czasie. Za to, że w zamkniętej, prywatnej grupie na FB , w niewybrednych i dosadnych słowach ocenił działania żołnierzy ukraińskich w Doniecku, nazywając ich „banderowskimi ścierwami”.

Jest rzeczą znamienną, że na komentarz naukowca zwrócili uwagę autorzy profilu „Rosyjska V Kolumna w Polsce”, tępiącego prorosyjskie lub anty-kijowskie postawy, nie tylko Internautów, ale organizacji, mediów i osób publicznych; opisał natomiast portal - Niezależna.pl. Ten sam portal donosi, że „prokuratura już zajęła się całą sprawą i rozpoczęła postępowanie sprawdzające, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa.” Doniesienie do prokuratury złożył rektor Uniwersytetu Wrocławskiego.

Przeciwko decyzji władz uczelni zaprotestowało 40. organizacji społecznych związanych z Kresami (polskimi ziemiami na wschodzie przed II wojna światową) i patriotycznych. Równocześnie prof. Bogusław Paź odwołał się od decyzji o zawieszeniu. Niemniej jednak, dyrekcja Instytutu Filozofii, kierownik Zakładu Filozofii Nowożytnej oraz członkowie Rady Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego, w pisemnym oświadczeniu napisali m.in. „ (…) Pracownicy Instytutu Filozofii jednoznacznie i z naciskiem podkreślają, że nie podzielają zarówno poglądów pana prof. Bogusława Pazia, jak również nie akceptują sposobu ich wypowiadania”.

W obawie przed szykanami obłożyli anatemą prof. Pazia, naruszając tym samym wobec niego - konstytucyjne prawo do wyrażania poglądów i ich publikowania (art. 54  Konstytucji RP). - Nikt na uczelni nawet nie zapytał mnie o zdanie. Nikt na Uczelni nie był zainteresowany wysłuchaniem mojego ustosunkowania się do zarzutów, które w pełnej jedności stawiały mi media PiS-owskie (m.in. Niezależna.pl i Fronda.pl) oraz Gazeta Wyborcza. Decyzje podjęto bez rozmowy ze mną - wyjaśnia prof. Paź. - Prawda o ludobójstwie, którą propaguję jest dla przeciętnego odbiorcy tak porażająca, że nikogo, kto się z nią zetknie, nigdy nie pozostawi obojętnym: palenie żywcem, nabijanie na sztachety noworodków, przecinanie piłą, obcinanie kobietom piersi… Nade wszystko prawda ta okrywa hańbą sprawców tego ludobójstwa, którzy dziś przez państwo ukraińskie oficjalnie ogłaszani są bohaterami Ukrainy.

Podobnych szykan doznawała w ub. roku prof. Anna Raźny, kierowniczka Katedry Rosyjskiej Kultury Nowożytnej na Wydziale Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ) w Krakowie, za „solidaryzowanie się  z Władimirem Putinem w podejmowanych działaniach na Ukrainie”. Ze względu na wiek nie przedłużono jej kontraktu i odesłano na emeryturę. W lutym br. Jacek Gądek, dziennikarz portalu Onet.pl  publicznie ubolewał, że prof. Anna Raźny, nie może zostać zawieszona na tej uczelni za swoje poglądy, bo jest już poza nią.


Rządząca partia kontra uczelnia

Nie jest to jedyny przypadek, w którym krakowski uniwersytet ma problemy z autonomią, z naciskami politycznymi i akcjami medialnymi na podłożu rusofobicznym, przed którymi kapituluje.


Kilka dni przed trzecimi z kolei, Jagiellońskimi Spotkaniami Dyplomatycznymi, organizowanymi przez Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ z udziałem Siergieja Andriejewa, ambasadora Federacji Rosyjskiej, rektor uniwersytetu odwołał spotkanie. Ambasador miał przybliżyć pryncypia polityki zagranicznej Rosji.


I tym razem dziennikarz Onet.pl  Jacek Gądek pisze: „Jak informowaliśmy przed dwoma dniami - na wieść o wykładzie, na którym ambasador Rosji zapewne przestawiałby propagandowe tezy - w Internecie zaczęli się organizować ludzie, by zakłócić jego wystąpienia”. Na FB pod hasłem „Putin Wygwizdany – nie dla ambasadora Rosji na UJ” napisano: „W związku z wojną na Ukrainie sprzeciwiamy się by przedstawicielowi państwa-agresora głosu użyczała najstarsza i jedna z największych uczelni w Polsce. Mury akademickie są przeznaczone do dyskusji, jednak w momencie gdy za wschodnią granicą giną tysiące ludzi użyczanie głosu przedstawicielowi państwa-agresora jest etycznie niedopuszczalne, przy okazji apelowano „Zabieramy gwizdki i wychodzimy na hałaśliwe indywidualne spacerki po Plantach w pobliżu Collegium Novum. Niech Ambasador usłyszy, co o nim myśli Kraków!” Akcję poparło w Internecie niewiele (ok.350) osób.


Uczelnia swoją decyzję odwołania spotkania z udziałem ambasadora Rosji argumentuje "narastającą atmosferą mogącą naruszyć właściwy dla UJ charakter spotkania". Nie wspomina natomiast o liście otwartym, jaki do władz uczelni skierował b. minister obrony narodowej, obecnie senator z ramienia Platformy Obywatelskiej – Bogdan Klich. Senator przekonuje w nim prof. dr hab. n. medycznych Wojciecha Nowaka, rektora UJ, że: "(….) spotkanie z ambasadorem Rosji byłoby zrozumiałe, gdyby na nie zaproszono również któregoś z opozycjonistów rosyjskich (...) Dawałoby ono wtedy pełniejszy obraz sytuacji wewnętrznej Rosji i jej polityki zagranicznej. W przeciwnym razie zamiast debaty akademickiej spotkanie może posłużyć do działań propagandowych obecnej władzy rosyjskiej".

Rektor uległ argumentacji polityka PO i stosownie, wg życzenia senatora zareagował – spotkanie z ambasadorem odwołał. Na to, że senator z rządzącej partii pogwałcił ewidentnie autonomię uczelni, narzucając z pozycji politycznej wizję spotkania oraz żądaniem jego  "zawieszenia"   – rektor nie zauważył.

Ambasada Federacji Rosyjskiej w Polsce wykazała zrozumienie wobec decyzji rektora, publiczny list senatora Klicha poznała wcześniej, więc nie była zdziwiona reakcją lekarza, któremu powierzono historyczną uczelnię we władanie.


Mazowiecki przewraca się w grobie

Warto przypomnieć słowa Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera w III RP: „Mamy państwo wolne i demokratyczne, a także fenomen samorządów. Otwartym problemem pozostaje rozwój społeczeństwa obywatelskiego, różnego rodzaju wspólnot obywateli. Chodzi nam o państwo nie wtrącające się we wszystko, kierujące się zasadą pomocniczości, czyli subsydiarności. Państwo szanujące autonomię nauki i szkół wyższych, czego przed rokiem 1989 nie było, a czego już dziś nie pamiętamy”. Te słowa - to perły rzucone przed wieprze.

O słowach i ideałach Tadeusza Mazowieckiego, w obecnej Polsce – dawno zapomniano. Jego polityczni spadkobiercy z Platformy Obywatelskiej, z PiS i innych prawicowych ugrupowań politycznych oraz organizacje i media z nimi związane, reaktywują idee polityczne zwalczane przez premiera Mazowieckiego.

Co za przewrotność losu…
MIA Russia Segodnia - Sputnik, Rosja
30 marca 2015 r.

List Bogdana Klicha
 

wtorek, 24 marca 2015

Adam Rotfeld: kreator trudności



W Niemczech istnieje w obiegu politycznym określenie - Russlandversteher - rozumiejący Rosję. W Polsce za takiego  Russlandversteher’a chce uchodzić Adam Rotfeld, b.szef polskiej dyplomacji, od 2008 r. współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych. 
Rzeczywistość pokazuje, że Adam Rotfeld nie rozumie Rosji, mało o niej wie, chociaż na jego barkach leży rozwiązywanie, tego co między Rosją a Polską jest skomplikowane.

Eseista
W książce „Myśli o Rosji… i nie tylko”, będącej zbiorem esejów i wywiadów, Adam Rotfeld przywołuje słowa Czesława Miłosza: „Nie jest wykluczone, że Polacy wiedzą o Rosjanach to, co Rosjanie wiedzą o sobie samych, nie chcąc się do tego przyznać i odwrotnie”, zaliczając siebie do tego wszechwiedzącego grona. W wypowiedzi Adama Rotfelda, zawartych w książce, wynika że Polsko-Rosyjską Grupę ds. Trudnych określał w 2008 r. jako instytucję, która „ma ułatwić powrót do normalności”, dodając: „(…) myślę, że spotkania intelektualistów i kompetentnych badaczy służą utrzymaniu rzeczowego dialogu. Właśnie w sytuacji napięcia i ochłodzenia stosunków oficjalnych, zyskują na znaczeniu różne niekonwencjonalne formy kontaktów pozarządowych i niezależnych środowisk”.
Po latach pracy w Grupie na rzecz powrotu do normalności, Adam Rotfeld jest daleki od dialogu z Rosją i lansuje konfrontację z nią. I to konfrontację w oparciu o siły militarne Zachodu, w domyśle - USA. Zamiast wyjaśniać to, co trudne, szukać porozumienia z Rosjanami w duchu „rzeczowego dialogu”, przyjął aktywną postawę zaangażowanej strony w niewypowiedzianej wojnie Amerykanów przeciwko Rosji. I starszy Polaków agresją wschodniego sąsiada.
Trochę to dziwne zachowanie kogoś, kto został powołany do rozwiązania trudnych problemów w relacjach polsko-rosyjskich.

Rosja zagraża, Polska musi się zbroić
Dla Adama Rotfelda „Rosja przypomina dziś rakietę dalekiego zasięgu, która wymknęła się spod kontroli”. Dlatego "jeśli Rosja nie zostanie doprowadzona do samoograniczenia, to świat zachodni musi jej wyznaczyć granicę", której przekroczyć nie wolno – dowodził w Waszyngtonie (18 marca) przy okazji konferencji poświęconej wyzwaniom dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego, zorganizowanej przez think tank Wilson Center i OBWE [1].  Dla niego „zademonstrowanie siły na płaszczyźnie wojskowej" przez Zachód jest koniecznością. „Uważam, że należy przywiązywać wielką wagę do działań pozawojskowych, ale wojsko powinno być ostatecznym argumentem w tym sensie, że Rosjanie liczą się z siłą. (…) Musi szukać rozwiązań pokojowych, ale Rosjanie będą respektować te pokojowe rozwiązania pod warunkiem, że Zachód zademonstruje siłę” – uważa polski polityk. I dodaje: „Rosja sama postawiła się w pozycji adwersarza i pokazała, że liczy się tylko z siłą, reakcja Polski - większa militaryzacja - została więc wymuszona; Rosja musi czuć, że nie wejdzie w Polskę jak w masło".

Militaryzacja pod dyktando
Słowa Adama Rotfelda czyta się z wielkim zdumieniem. Podniesienia nakładów na armie państw członkowskich NATO - dopominają się szefowie Sojuszu Północnoatlantyckiego od bardzo dawna. Głośno było o tym na kilku pod rząd ostatnich Monachijskich Konferencjach Bezpieczeństwa. Temat zmniejszania w budżetach narodowych wydatków na wojsko, przewija się od dawna na każdym szczycie Sojuszu.
To nie Rosja wymusza  „zwiększenie militaryzacji”, ale sojusznik transatlantycki i jego wojskowe kierownictwo z USA. I to od co najmniej dwóch lat!  

Po co Rosji Polska
Adam Rotfelda jest przekonany, że Rosja nie dąży do zagarnięcia wschodnich regionów Ukrainy. „Rosji zależy, aby cała Ukraina była jej podporządkowana, nie interesują jej nabytki terytorialne” -  dowodził w Waszyngtonie. 
Skoro tak uważa, to dlaczego straszy aneksją Polski przez Rosję?
O jakimkolwiek zagrożeniu ze strony Rosji nic nie świadczy. Poza tym, po co miałaby Rosja „wchodzić w Polskę”? Czy Adam Rotfeld kiedykolwiek nad tym się zastanawiał i usiłować sobie odpowiedzieć na pytanie: po co Rosji – Polska? 

Nowa żelazna kurtyna
Stany Zjednoczone zachowują się prowokacyjnie i budują nową żelazną kurtynę w strefie buforowej między Europą a Rosją na obszarach transgranicznych – w dawnych republikach radzieckich i państwach b. Układu Warszawskiego, także w Polsce. Dzieje się to w atmosferze domniemanych zagrożeń ze strony wschodniego sąsiada. “USA i Bułgaria przeprowadzają ćwiczenia wojskowe”, “NATO zaczyna ćwiczenia na Morzu Czarnym”, “Polska domaga się zwiększonej obecności wojsk amerykańskich”, “Amerykańskie czołgi dotarły na Łotwę”, „Rosja może zaanektować Polskę” –  donoszą nieustannie media i wojskowi z NATO.
Adam Rotfeld idealnie wpisuje się w tą retorykę. Zapominając jednocześnie, że główną osią gospodarczych i politycznych relacji unijno–rosyjskich, jak i głównych priorytetów UE,  jest oś równoleżnikowa: Paryż – Berlin – Moskwa, a nie oś południkowa: Bałtyk - Morze Czarne.

Reform nie ma, jest ubóstwo
Prezydent Putin "postawił na siłę", bo inne formy sprawowania władzy zawiodły - przekonywał w Waszyngtonie Amerykanów i przedstawicieli OBWE były szef polskiej dyplomacji. Jego zdaniem, Rosja „nie dokonała reform”, chociaż miała ku temu okazję i niezwykle wysokie dochody, jest „uzbrojona, jak za czasów radzieckich i ma rakiety międzykontynentalne”, a z drugiej strony - „naród żyjący w ubóstwie”.
Tak się składa, że po chwilowym zachwianiu kursu rubla, rosyjska waluta ma się znakomicie i jest najmocniejszą walutą gospodarek wschodzących. Inwestujący w rosyjskie papiery wartościowe, denominowane w rublach, zarobili od początku 2015 r. 7 centów za każdego wydanego dolara – obliczyli eksperci. Dla porównania, kupując obligacje innych krajów stracili w tym czasie 1,1%.  Z powodu nałożonych przez Zachód sankcji, Rosjanie sięgnęli po krajowe produkty. Co odbija się korzystnie na rosyjskiej gospodarce. Z wyliczeń analityków wynika, że rosyjskie firmy reprezentowane w indeksie MICEX są bardziej rentowne niż spółki z innych krajów wschodzących [2].
Adam Rotfeld nie zauważył, że kolejne kryzysy globalne: finansowy i bankowy, uodporniły Rosję na tego rodzaju kataklizmy, że władze Rosji wykorzystują obecnie, nałożone przez Zachód sankcje do pobudzenia rodzimej produkcji na rynek wewnętrzny. Czego efekty już widać.

Inna perspektywa
Wbrew temu co pisze i mówi Adam Rotfeld, Rosja systematycznie reformuje państwo. I to reformuje wg logicznego porządku. Najpierw w sferze socjalnej, związanej z warunkami egzystencji najsłabszych – matek z dziećmi, młodzieży, młodych małżeństw, rodzin wojskowych, seniorów. Standard ich życia i opieki socjalnej ze strony państwa, dzięki wprowadzonym reformom, znacznie się podniósł. Wsparcie mają także organizacje pozarządowe działające na ich rzecz.
W dalszej kolejności idzie sfera publiczna – szkolnictwo i edukacja,kultura i nauka, opieka zdrowotna, sport, turystyka, transport publiczny, ochrona przyrody, stosunki międzyetniczne i międzywyznaniowe. I tu także wprowadzono wiele korzystnych zmian systemowych.
Trzecią sferą jest gospodarka i otoczenie biznesowe. Powstają specjalne strefy ekonomiczne, jest ciekawy system zwolnień podatkowych dla biznesu, stymulujący rozwój gospodarczy i wiele innych rozwiązań prawno-administracyjnych, wychodzących na przeciw potrzebom przedsiębiorców.
Rosja ma dobrze przygotowane, często na wzór zachodni, doktryny oraz długo- i średniookresowe strategie i plany dot. poszczególnych segmentów gospodarki narodowej.
Trwa na wielką skalę modernizacja rosyjskiej armii. Proces ten wpływa na rozwój przemysłu zbrojeniowego, hutniczego, stoczni oraz firm kooperujących, na rozwój innowacji i myśli technicznej w sektorze obronnym.  
Uregulowano także od strony legislacyjnej walkę z korupcją, alkoholizmem, narkotykami i podobnymi plagami społecznymi. Podobnie ma się z działaniami  ochrony zdrowia, np. walki z chorobami układu krążenia i ich profilaktyki.
Znakomita większość Polaków mało o tym wszystkim wie.

O co chodzi Rotfeldowi
Trudno zrozumieć wypowiedzi Adama Rotfelda. Nakręcając napięcie i strachy przed Rosją, posługując się mało obiektywnymi ocenami Rosji, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, do normalności wzajemnych relacji na pewno nie zdąża.
Nie wiem czy z wychodzą z niego zadawnione kompleksy i lęki, czy to brak chęci rozumienia Rosji i bezkrytyczna uległość opiniom Zachodu, ale wiem, że przy takiej postawie, z takim pogardliwym stosunkiem do wschodniego sąsiada – niczego dobrego dla Polski – nie robi.


Opublikowano
MIA Russia Siegodnia - Sputnik, Rosja
25 marca 2015
http://pl.sputniknews.com/polska/20150325/164183.html


25 marca 2015

W odpowiedzi Adamowi Rotfeldowi

Wiceprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych skarżył się w Waszyngtonie, że Rosja nie wdraża żadnych reform w państwie, a ludność żyje w ubóstwie. 
Tego samego dnia, w którym zamieszczałam artykuł o tych Rotfeldowych biadoleniach (patrz wyżej), kancelaria premiera Federacji Rosyjskiej, podesłała mi mailem kilka uwag premiera Rosji - Dymitra Miedwiediewa o tym, co dzieje się w przygranicznym z Polską - Obwodzie Kaliningradzkim.
Do obwodu Polacy mogą wjechać bez specjalnych trudności, zatem żaden problem, by naocznie sprawdzić co tam się dzieje. Nie wiem kiedy Adam Rotfeld był ostatnio w Rosji, ale polecałabym mu skorzystać z okazji i odwiedzić naszego przygranicznego wschodniego sąsiada. Może sprawdzić czy Rosja wprowadza jakieś reformy i jak idzie Rosjanom poprawianie funkcjonowania państwa. Przekonać się, czy to, co o obwodzie mówi premier Rosji, jest tylko „propagandą”, czy też realnym zjawiskiem.
Obwód Kaliningradzki, najbardziej wysunięta na zachód rosyjska enklawa -  jest dowodem, że zachodnie sankcje niewiele mu zaszkodziły. Jego tempo wzrostu gospodarczego w kilku kluczowych wskaźnikach, jest najwyższe w Rosji i znacznie przekracza średnią krajową.
W ub. roku (tj. 2014) produkcja przemysłowa w obwodzie – zdradza premier Miedwiediew - wzrosła o prawie 9%, przy średniej krajowej wynoszącej 1,7%.  Budownictwo mieszkaniowe odnotowało wzrost o 75%, podczas, gdy średnia krajowa wynosi  15%. W rezultacie, obwód znalazł się na drugim miejscu w oddawaniu nowych mieszkań na 1 tys. mieszkańców”. W sektorze rolno-spożywczym też są znaczące wzrosty. Produkcja rolna wzrosła o ponad 9%, zboża o 30%.  
Nie było by tego wszystkiego, gdyby Rosja nie opracowała i nie wdrażała reform w systemie gospodarczym kraju. 
Jak zaznacza premier, ogólne wskaźniki wzrostu są odpowiednie dla okresu przejściowego specjalnej strefy ekonomicznej (SSE) utworzonej w obwodzie. W tym okresie towary przemysłowe, produkowane w obwodzie przy użyciu części importowanych, były częściowo zwolnione od podatków. Udogodnienia te dotyczą około 100 spółek, będącymi rezydentami 785 podmiotów prawnych. Spółki te zatrudniają razem ok. 50 tys. pracowników. SSE  daje około jedną czwartą produktu regionalnego brutto i większość przychodów podatkowych w obwodzie. 
Jak zaznacza premier, udogodnienia dla biznesu w działającego w SSE wygasają za kilka dni, 1 kwietnia. „Krok ten jest częścią naszych zobowiązań w ramach WTO” – przypomina premier Miedwiediew. Jednocześnie sygnalizuje, że zmiany „będą niosły pewne ryzyko dla przedsiębiorców” i są one poważnym wyzwaniem dla gospodarki  i sfery społecznej obwodu.
Rząd Rosji opracował szereg decyzji, które mają pomóc gospodarce obwodu w przejściu do nowych warunków jej funkcjonowania i utrzymać korzystny klimat dla przedsiębiorczości.  
Dotyczą one przede wszystkim uproszczenia przepisów celnych i procedur administracyjnych.  Zniżono wartość minimalną inwestycji w specjalnej strefie ekonomicznej - z 150 mln rubli do 50 mln rubli – dla mieszkańców strefy, którzy są gotowi inwestować w turystykę i jej infrastrukturę. Przewiduje się też dotacje na wsparcie działania regionalnego rynku pracy, zwroty niektórych wydatków dla eksporterów wyrobów regionalnej produkcji oraz lokalnych usług, regulowane ceny energii oraz rozwój działalności portowej. Niektóre decyzje już weszły w życie jako akty normatywne. Pozostałe - są na etapie projektów ustaw i ustalane w organach rządowych. „Ważne jest, by je wprowadzić tak, szybko, jak tylko jest to możliwe” uważa premier.
We wrześniu planowane jest spotkanie komisji rządowej ds. rozwoju obwodu, by jak powiedział premier Miedwiediew „mieć w 100% pewność, że przyjęliśmy wyczerpująco odpowiednie decyzje w celu zrównoważonego rozwoju Obwodu Kaliningradzkiego”.
***
Moja wiedza o Rosji, jej gospodarce, planach, strategiach, prowadzonych reformach systemowych itp. nie jest żadną wiedzą tajemną. Każdy, kto naprawdę interesuje się Rosją ma do niej łatwy dostęp. Ale musi chcieć sięgać do źródeł a nie ulegać kreowanym faktom medialnym, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.  



__________________________
[1]  Cytaty wypowiedzi Adama Rotfelda z wygłoszone z USA za portalem ONET, patrz: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/adam-daniel-rotfeld-rosja-musi-wiedziec-ze-nie-wejdzie-w-polske-jak-w-maslo/wt47js
[2]  Ocena kondycji ekonomicznej Rosji za Matthew A. Winkler: "Russia Rebounds, Despite Sanctions", Bloomberg, 20.03.2015, patrz: http://www.bloombergview.com/articles/2015-03-20/russia-rebounds-despite-sanctions
 

sobota, 21 marca 2015

Ocena polityki żeglugowej UE



UNIA EUROPEJSKA
GOSPODARKA MORSKA
ŻEGLUGA



Dyskusje prowadzone w Brukseli w ramach Tygodnia Żeglugi Europejskiej (4-6 marca br.), zaowocowały m.in. wspólnym oświadczeniem organizacji i stowarzyszeń związanych z gospodarką morską na temat polityki transportu morskiego (żeglugi) ocenionej w ramach tzw. przeglądu śród-okresowego.

W czerwcu 2014 r. Rada Unii Europejskiej wezwała Komisję Europejską do przedstawienia przeglądu śród-okresowego tej polityki, określonej do 2018 r.  i w perspektywy na rok 2020 r.

Organizacje i stowarzyszenia morskie: ECSA, ECASBA, ETA, EuDA, CLIA Europa, Interferry i WSC postanowiliśmy dokonać takiego przeglądu[1].

Dyskusję poprzedziła  główna konferencja Tygodnia, pn.: "Wytyczenie drogi dla żeglugowej polityki UE: przegląd strategii transportu morskiego UE” (Charting the route of EU shipping policy: An input to the EU maritime transport strategy review). Po konferencji i konstruktywnej dyskusji, organy przedstawicielskie branży morskiej przyjęły wspólne oświadczenie.

Organizacje analizujące politykę morską UE dot. żeglugi, uznały, że transport morski, operujący na rynku globalnym, styka się z coraz większą konkurencją. Armatorzy dla utrzymania konkurencyjności i zapewnienia żegludze korzystnego wpływu na gospodarkę, potrzebują stabilnego, przewidywalnego systemu fiskalnego UE i jego ram prawnych, przyjętych zgodnie z przepisami międzynarodowymi, przy jednoczesnym zapewnieniu równych dla wszystkich warunków żeglugi.

Wszystkie przepisy międzynarodowe, w tym dot. ochrony środowiska i bezpieczeństwa, muszą być przyjęte przez IMO (Międzynarodową Organizację Morską) i jako obowiązujące globalnie, muszą promować najwyższe standardy jakości i to w całej żegludze, zgodnie z interesami branży.

Żegluga, jako najbardziej wydajna forma transportu, obsługując 90% towarów światowego handlu, emituje najmniej gazów szkodliwych (t/km) do atmosfery. W przypadku emisji CO2  żegluga jest daleka od stwarzania problemów i powinna być traktowana, jako część rozwiązania kłopotów, dot. szkodliwych emisji gazów do atmosfery. Przenosząc więcej towarów i pasażerów na transport morski, UE może uzyskać w skali globalnej doskonałą efektywność oszczędzania energii i redukcji emisji dwutlenku węgla – uważają autorzy oświadczenia.

Firmy żeglugowe nie spoczywają na laurach i aktywnie włączają się do redukcji spalin z CO2 oraz innych gazów z Sox i Nox. Ale, by działać skutecznie, normy środowiskowe muszą być dostosowane pod poziomu globalnego.

Autorzy wspólnego oświadczenia dot. polityki żeglugowej UE, zwracają również uwagę na zapotrzebowani przez transport morski wykwalifikowanej siły roboczej, nie tylko na statkach, ale także w szerzej pojętej branży morskiej.

Bez nowej generacji marynarzy na statkach morskich i odpowiednich pracowników na lądzie, cały klaster morski może stracić swój know-how. Dlatego głównym celem działań UE musi być poprawa atrakcyjności zawodu marynarza, osiągana m.in. przez zmniejszenie i uproszczenie formalności administracyjnych, przez zwalczanie ryzyka kryminalizacji marynarzy, będącej następstwem wypadków morskich, przez ograniczanie dyskryminujących ograniczeń na lądzie z tego samego powodu.

Co więcej, oświadczają przedstawiciele gospodarki morskiej, rynek wewnętrzny UE nie wykorzystuje do tej pory pełnego potencjału żeglugi, przede wszystkim z powodu znacznych obciążeń administracyjnych oraz barier celnych istniejących nadal w Europie. Nie pozwala to na czerpanie korzyści z prawdziwie wolnego od barier Europejskiego Obszaru Transportu Morskiego (European Maritime Transport Space without Barriers). Procedury celne są nadal uciążliwe i stawiają żeglugę w niekorzystnej sytuacji w porównaniu z innymi gałęziami transportu. Powoduje to ogromne straty wydajności i wprowadza niepotrzebny stres w pracy specjalistów związanych z  żeglugą.

Zwrócenie baczniejszej uwagi na nadużycia związane z dostępem do rynku usług portowych oraz na nieefektywność pracy w obserwowanych portach europejskich, zdaniem autorów oświadczenia, będzie korzystna dla gospodarki UE i europejskich firm żeglugowych. Transport wodny stanie się przez to bardziej atrakcyjny dla nadawców ładunków, w tym z UE, jak również wpłynie na postępy w wysiłkach zmierzających do ograniczenia emisji CO2.

Dla żeglugi, która jest znaczącym pośrednikiem w handlu, dawcą pracy i dynamicznym sektorem unijnej gospodarki, Unia Europejska musi robić to, co robi najlepiej: kontynuować swoją wiodącą rolę w wymianie handlowej.

Umowa o wolnym handlu jest korzystna dla UE, jak i dla branży żeglugowej, zapewnia dobrobyt UE, opierając się na usługach żeglugi. Dlatego ważne jest, by utrzymać wolne akweny – bezpieczne i wyeliminować z nich wszelkie zagrożenia piractwem i rozbojem, które są zagrożeniem dla życia ludzkiego, a globalne łańcuchy logistyczne narażają na niepotrzebne ryzyko.

Autorzy oświadczenia uważają, że odpowiednie instytucje UE powinny zapewnić bardziej efektywne wdrażanie przepisów związanych z odbiorem odpadów we wszystkich portach unijnych, oraz ułatwić poruszanie się marynarzy z państw trzecich w ramach strefy Schenden.

A także podjąć inne środki i działania związane z pracą żeglugi pasażerskiej (wycieczkowej) i innych sektorów morskich, związanych z żeglugą przybrzeżną, w celu kontyuowania i wspierania stabilności społeczeństw z regionów nadmorskich, przez rozwój handlu i morskiej turystyki.

Ostatnim problemem na jaki zwraca się szczególna uwagę w oświadczeniu jest sprawa migrantow i uchodźców na morzu, zwłaszcza na Morzu Śródziemnym. Autorzy oświadczenia stwierdzają, że problem ten wywołuje wiele obaw w środowisku żeglugowym. Statki europejskich armatorów i operatorów żeglugowych nigdy nie uchylały się od obowiązku udzielania pomocy osobie na morzu w obliczu poważnego niebezpieczenstwa. Należy jednak uznać, że pomimo najlepszych starań, załogi tych statków nie są szkolone w zakresie operacji humanitarnych a statki są skąpo wyposażone, zwłaszcza, gdy mają do czynienia z dziesiątkami a nawet setkami osób na raz, w tym z wieloma kobietami i dziećmi, znajdującymi się w trudnej sytuacji na morzu. 

UE i kraje członkowskie muszą znaleźć rozwiązanie tego kryzysu, nim stanie się on jeszcze większy. Muszą podjąć takie kroki, by migranci znalezieni na morzu, jak najszybciej zostali przetransportowani na ląd, w najszybszym możliwym terminie, gdzie będzie można dostarczyć im niezbędną i prawidłową pomocą humanitarną i medyczną. Takich możliwości żaden statek - nie posiada. 
Autorzy oświadczenia uważają, że tak jak w przypadku piractwa, tak samo w przypadku migrantów znalezionych na morzu -  transport morski nie powinien być powołany do wykonywania działań i podejmowania inicjatyw, które powinny być wyłącznym przywilejem rządów i instytucji międzynarodowych.





[1] Organizacje, które podpisały oświadczenie: ECSA - the European Community Shipowners’ Associations; CLIA -  Cruise Lines International; ECASBA - European Community Association of Ship Brokers and Agents; ETA - the European Tugowners Association; EuDA -  European Dredging Association; Interferry  oraz  WSC -  the World Shipping Council.