czwartek, 19 września 2019

Tu nie lubią Gorbaczowa


Kaliningradzki homlin (bursztynowy krasnal) - Dziadek Karl, 11.09.2019
W Kaliningradzie byłam drugi raz, pierwszy raz 2,5 roku temu i czuję się w tym mieście, jak u siebie — w Szczecinie. To piękne miasto, choć wymaga sporo nakładów i pracy, przede wszystkim podnoszącej estetykę osiedli poza centrum. Czasami wystarczy sprawny ogrodnik i nieco farby. Teraz jesienią, miasto po prostu urzeka.

Kaliningrad i Szczecina mają wiele wspólnego – są poniemieckimi miastami portowymi leżącymi nad rzekami uchodzącymi do zalewów a ludność w nich napływowa. Częściowo zachowały dawną niemiecką zabudowę i są skąpane w zieleni. Spacery nad Pregołą w okolicy Wioski Rybackiej i Wyspy Kanta w Kaliningradzie są podobne do spacerów nad Odrą w rejonie Wałów Chrobrego i pobliskim parku im. Żeromskiego. Wprawdzie kaliningradzki sobór Chrystusa Zbawiciela jest wielokrotnością szczecińskiej cerkiewki św. Mikołaja, to obie świątynie powstały niedawno i pachną jeszcze farbą.
Sobór Chrystusa Zbawiciela, Plac Zwycięstwa, Kaliningrad, 13 września 2019 r.
Rosyjską eksklawę od Szczecina dzielą setki kilometrów, równe 12 godzin jazdy autobusem linii międzynarodowej. Przez Szczecin autobus przejeżdża dwa razy w tygodniu, w każdą stronę. To linia Kaliningrad — Kilonia, przez Hamburg, Rostock, Berlin, Szczecin, Koszalin, Gdańsk i Elbląg. Najczęściej można w nim spotkać Rosjan z Niemiec, lub jadących do Niemiec. Czasem rdzennych Niemców i innych cudzoziemców, Polaków kilkoro. Na wojaż do Kaliningradu nie trzeba wydawać fortuny. Bilet ze Szczecina w jedną stronę autobusem kosztuje niewiele ponad 100 zł, wiza elektroniczna za darmo. Na razie korzystam z wielokrotnej wizy dziennikarskiej, ale za dwa lata sięgnę zapewne po elektroniczną.

Kaliningrad do niedawna był miastem zamkniętym dla obcych, gdyż stanowi bazę dla Bałtyckiej Floty, od niedawna otwarty dla turystów i przybyszy z zewnątrz. Jest miastem kontrastów, noszących wiele śladów po jelcynowskiej smucie i rządach Gorbaczowa. Jak wiele miast w Rosji. Sześć lat temu widziałam inne miasto rosyjskie, tak samo boleśnie dotknięte zmianami polityczno-ustrojowymi. Był to Kirowsk na Półwyspie Kolskim, u podnóża Masywu Chibińskiego.
Red. Andriej Wypołzow, 13.09.2019
 – Nikt tu go nie ceni – przyznaje Andriej, tutejszy dziennikarz, który przyjął na siebie rolę cicerone po mieście i obwodzie. – A czym się wam tak mocno Gorbaczow naraził, – pytam zaciekawiona z pamięcią o wiwatach na cześć “Gorbiego”, gdy był w Szczecinie w lipcu 1988r. – Może Zachód tego nie widzi, ale pierestrojka przyniosła nam stagnację, degradację i to jest odczuwalne przez każdego - wyjaśniał Andriej
Wioząc mnie i kolegę, z którym razem wybraliśmy się do Kaliningradu na Bałtyckie Forum Transportowe, z dworca autobusowego do hotelu, Andriej zaparkował samochód w alejkach osiedlowych budynków wokół ul. Uniwersyteckiej, tuż za hotelem. Samochód za samochodem, alejki rozryte i pełne dziur, trudno znaleźć miejsce do parkowania.
Co za kontrast! – Mówię do Andrieja. - Porządny asfalt na ulicach a tu pobojowisko, jakby dziki przeszły
 Popatrzył się nieco zdziwiony, bo nikt z miejscowych na to już nie zwraca uwagi, przyzwyczaili się. – Brak jest parkingów – mówi. – U nas przypadają średnio po dwa samochody na rodzinę - przyznaje. – Miasto nie wyrabia
Alejki między budynkami osiedlowymi nie są przystosowane dla samochodów, a administracje „mieszkaniówki” nie mają pieniędzy na nieustanne remontowanie zdewastowanych samochodami alejek. Nikt wjazdu na nie — nie zablokuje, bo w administracji też mają samochody, których nie ma gdzie parkować
Kaliningradczycy, tak samo jak Polacy niedawno, zachłystują się możliwością posiadania samochodu, traktowanego, jako zewnętrzny wyraz statusu społecznego. Samochodów chmara, wszystkie zachodnich marek. Na dodatek kaliningradczycy z reguły są na bakier z zasadami bezpiecznej jazdy i zawracanie na środku dwukierunkowej, wielopasmowej ulicy poza skrzyżowaniem, notabene w centrum miasta - jest tu nagminne.
Dom Rad, widok od strony Leninowskiego Prospektu i jego trasy przez Pregołę, 10.09.2019
Wprawdzie obok hotelu, właściwie naprzeciwko, stoi tzw. Dom Rad (Sowietów), wokół którego uporządkowano teren, wyeksponowano ruiny starego zamku i zrobiono olbrzymi parking, to mało, kto z niego korzysta. Na Placu Zwycięstwa, będącego na drugim krańcu Leninowskiego Prospektu, przy którym stoi hotel „Kaliningrad”, gdzie się zatrzymałam, pod centrum handlowym i restauracją „Chmiel” jest już podziemny parking i samochodów parkujących na krawężnikach prawie nie ma.
Nie zdołałam zapytać Andrieja, dlaczego nie skorzystał z zatoczki dla samochodów przed hotelem, ani z parkingu pod Domem Rad, odniosłam wrażenie, że często parkuje w alejkach między budynkami i kieruje się tam z nawyku.
Andriej miał nieco kłopotów z moimi pytaniami, bo chciałam zrozumieć, dlaczego mieszkańcy miasta nie do końca zwracają uwagę na to, w jakim otoczeniu mieszkają. Standardowa odpowiedź: „nie ma pieniędzy”, mnie nie satysfakcjonowała.
Zauważyłam, że tkwi w Rosjanach dziwne przekonanie, że lepiej budować nowe budynki, niż remontować stare
Zrozum, - mówi Andriej, - kiedy trzeba ocieplić dom, założyć prawdziwą kanalizację, to nikt nie myśli o odmalowaniu elewacji. A u nas trzeba było udrożnić cały system wodno-kanalizacyjny. To skutek gorbaczowskiej pierestrojki. Zastój w miejskich inwestycjach, brak pieniędzy. A teraz wszystko idzie na wojsko. 
Hmm..., trudna sprawa, pomyślałam. Uzbrojona Rosja to antidotum na zachodnie zabiegi, by Rosję rozwalać od środka. A eksklawa kaliningradzka to łakomy kąsek, niczym Ukraina. Ale on to chyba wie, pomyślałam. – Tylko zobacz, - mówię dyplomatycznie do Andrieja nieco zbaczając z tematu i pokazując mijaną posesję, - tu wystarczy sekator do przycięcia krzewów, grabie, skoszenie trawy. Od razu będzie schludniej. Wiaderko farby by odmalować płot nie jest wydatkiem horrendalnym 
- To sprawa mentalności. Te chaszcze nikogo nie dziwią, wszędzie dookoła tak jest. My, jak wy podglądaliście Niemców, teraz podglądamy Polaków, to i mentalność powoli się zmieni – odpowiedział mi Andriej.
Luksusowy, 5-gwiazdkowy hotel “Cristal House” nad Dolnym Stawem, Kaliningrad, 13.09.2019
O rany! Pomyślałam. Gdyby Zobaczył Szczecin, przeżyłby szok. Wprawdzie zieleńce są zadbane, klomby pełne kwiecia, ale na chodnikach, czasem krzywych i dziurawych - pety, ślady po gumie do żucia, brud. A tego w Kaliningradzie nie spotkałam. Ulice są czyste, czy to w centrum, czy na obrzeżach. Nasze miejskie parki dopiero zaczynają być rewitalizowane i daleko im jeszcze do urody terenów zielonych wokół Stawów Dolnego (prud Niznyj) i Górnego (prud Wierchownyj)
Szczecinianie zupełnie od niedawna w centrum miasta zaczęli dbać o trawniczki i ogródki przed kamienicami, w których mieszkają.
W mojej kamienicy, wspólnota mieszkaniowa zdecydowała się na rewitalizację zieleni przed budynkiem i postawienie nowego ogrodzenia dopiero w tym roku. I tylko dzięki dotacjom z budżetu miasta! Owszem, koszono wcześniej regularnie trawę, krzewy i drzewa przycinali czasem sami mieszkańcy i działo się tak od 1958r., kiedy to stary poniemiecki budynek odremontowano i oddano lokatorom. Dopiero po ponad 60 latach, przydomowe zieleńce przeszły gruntowną renowację, są nowe krzewy, zasadzono nowe drzewa, na miejsce starej wierzby i jabłonki.
Mimo, że mieszkam w dosyć reprezentacyjnej części miasta, nieopodal zamku książąt pomorskich, na głównym szlaku spacerowym do Wałów Chrobrego, to poszczerbione płyty chodnika przed moim domem doczekały się wymiany na nowe także w tym roku. A czekały dobre kilka dziesiątków lat na taką wymianę.
- Mamy podobne problemy w mieście, - pocieszałam strapionego nieco Andrieja. – U nas w centrum są czynszowe domy z mieszkaniami z ubikacją na półpiętrze i z piecami na węgiel, i spory problem, kto to zmieni, wyremontuje.

Szczecinianie i kaliningradczycy nieco odmiennie traktują niemiecką przeszłość miast, w których obecnie żyją.
O ile, Szczecin jest obecnie traktowany bezwzględnie jako polskie miasto, z ciekawą historią kreśloną przez różne państwa – Niemcy, Prusy, Szwecję a nawet Francję, to część tej historii szczecinianie akceptują, a wobec drugiej części— udają, że jej nie było.
Niemiecka przeszłość miasta nie wzbudza już takich emocji i kontrowersji, jak kiedyś, ale szczecinianie nie chcą manifestować, że jest miastem urodzenia niemieckiej księżniczki, która została wielką rosyjską imperatorową – Katarzyną II Wielką, wolą chwalić się jej... synową, matką carów rosyjskich Marią Fiodorową. 
Mało, kto ze szczecinian jest świadomy, że Szczecin był stolicą niepodległego przez ponad pół millenium państwa. Tego w historii miasta się nie uwypukla, bo rządzili nim wówczas zgermanizowani Gryfici, słowiańscy książęta, którzy przeszli na luteranizm. Ich szczątki po 1945r. Polacy potraktowali po barbarzyńsku.
“U ciotki Fiszer”, niemiecka restauracja z rosyjską duszą, Kaliningrad, ul. Szewczenko, 14.09.2019
Kaliningrad nadal boryka się ze swoją tożsamością w świadomości mieszkańców. Zresztą dzieje się to w całym obwodzie kaliningradzkim. Starsze pokolenie jest nastawione antyniemiecko, mając w świadomości skutki Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Mogłam to obserwować poza Kaliningradem. 
W wyprawie w poszukiwaniu miejsc po Stalagu 1 A w zachodnio-północnej części obwodu, w wiosce Dołgorukowo wyeksponowano przy drodze braterską mogiłę żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w marcu 1945r. Postawiono im pomnik, na tablicach wyryto nazwiska. Kilkaset metrów od tego miejsca był poszukiwany przeze mnie obóz jeniecki, w którym od 19 września 1939r. przebywał mój wujek, brat mamy. Ale o stalagu żadnej informacji nie widziałam. 
4 kilometry dalej udało nam się z trudem odnaleźć cmentarz pochowanych tam żołnierzy polskich, belgijskich i radzieckich z tego stalagu.
Dołgorukowo, braterska mogiła żołnierzy radzieckich,13.09.2019r.
Młodzież kaliningradzka natomiast jest ciekawa historii miasta i obwodu, czasem wręcz neoficko sięga po stare pruskie nazwy, symbole. Kaliningrad jest w gorszym położeniu niż Szczecin, bo leży w eksklawie, oddzielony od macierzy i ma spore kłopoty z integralnością z Rosją kontynentalną, zwłaszcza mentalne.

Przypomniałam sobie słowa Siergieja Jakimowa, dyrektora Obwodowego Muzeum Historyczno-Artystycznego z książki Adama Hlebowicza „Kaliningrad bez wizy”, wydanej w Gdańsku w 2012r.
Dyrektor Jakimow uważa, że najstarsi mieszkańcy Kaliningradu i obwodu, kombatanci II wojny światowej, „ciągle mają przed oczami traumę tamtej straszliwej wojny. Dla nich niemiecka przeszłość tych ziem nigdy nie będzie czymś, z czym chcą się utożsamiać. Średnie pokolenie z kolei, tak było kształcone; tu była terra incognita, ziemia z wypartą przeszłością. Inaczej młodzi, ich bardzo interesuje wszystko to, co tutaj działo się dawniej. To jest także poszukiwanie własnej tożsamości. Tu urodziło się już trzecie pokolenie Rosjan. Ci ludzie często nie znają Moskwy, Petersburga. Mało tego, młodym dzisiaj łatwiej wyjechać do Gdańska, Wilna czy Berlina niż do naszych wielkich stolic (...). Młodzi mają silne poczucie własnej odrębności, której najlepszy wyraz można odnaleźć w często tu przywoływanym sformułowaniu: „Kaliningrad to już nie Rosja, ale jeszcze nie Europa”.

No cóż, ja natomiast czułam się w Kaliningradzie jak w Rosji, która akurat tutaj od Europy daleko nie odbiega. 
Galeria PLAZA z marketem Wiktoria
 Przechadzając się ulicami Kaliningradu nie czułam się nieswojo. W sieci supermarketów Wiktoria zaopatrzenie o niebo lepsze niż w szczecińskim, “moim” pobliskim markecie Galaxy francuskiej sieci Auchan, czy markecie Kaskada z siecią Careffour. Ciekawszy asortyment i o dziwo… często taniej niż w Polsce. Wiele koncernów zachodnich produkuje specjalnie na rynek rosyjski, od kawy począwszy na paście do zębów kończąc. Moje kocury bez problemów miały by w Kaliningradzie swoje ulubione chrupki i paszteciki. Sieć marketów Wiktora wyszła za opłotki, można ją spotkać w mniejszych miastach obwodu.

Oczywiście sklepy taksowałam typowo, po babsku, i stwierdziłam, że kreacje dla pań – bardziej kobiece, o dziwo więcej firmowych sklepów zachodnich marek niż w Szczecinie. A i rdzennie rosyjskie butiki miały ciekawą ofertę. Ale najczęściej moje oko zawieszało się na sklepach z souvenirami z bursztynu. Kusiły co kilka kroków….
Oj kusił ten statek, kusił. Nie tylko on. Takich pięknych bursztynowych żaglowców widziałam w Kaliningradzie sporo, niestety ceny zbyt wysokie jak na moją kieszeń.Kaliningrad, 13.09.2019
Ale to nie koniec wrażeń z Obwodu Kaliningradzkiego. W następnej relacji — odwiedziny cmentarza jenieckiego Stalagu 1A , wizyta w prywatnym, a właściwie rodzinnym kombinacie rolno-przemysłowym i jego porcie w Swietłyj, miejscowości leżącej nad Kaliningradzkim Morskim Kanałem, w połowie drogi między Kaliningradem a Bałtyjskiem, oraz uroki prowincji, czyli za opłotkami Kaliningradu.
,
Kaliningrad: 10-14.09.2019r.
Szczecin, 19.09.2019r.

środa, 11 września 2019

W Kaliningradzie

Kaliningrad, 11 września 2019r.
Od wczoraj  (10 września) jestem w Kaliningradzie, gdzie uczestniczę w 11 Bałtyckim Forum Transportowym. Dla mnie - to kopalnia wiedzy merytorycznej, szczególnie przydatnej dla mego rodzimego pisma branży morskiej "Namiary na morze i handel", bowiem tegoroczna edycja skupiła się na morskich portach rosyjskich basenu Morza Bałtyckiego i ich zaplecza, obsługiwanego transportem kolejowym. 
Na forum byli przedstawiciele portów bałtyckich Rosji i dawnych radzieckich republik ZSRR, dzisiaj unijnych państwa - Łotwy, Litwy, Estonii, przedstawiciele portów w Hamburgu i Oslo, zabrakło przedstawicieli Polski. 
Byli przedstawiciele kolei państwowych Rosji, Białorusi,Litwy, Łotwy... - zabrakło z Polski. Byli przedstawiciele centrów transportowo-logistycznych z przygranicznej Białorusi, zabrakło z Polski....
O rozwoju portów bałtyckich, w tym też z pogranicza polsko-rosyjskiego, przede wszystkim o Gdańsku  - mówili portowcy z Rosji, a nie Polacy. 
O porcie Gdańsk opowiada Andriej Moszkow, zastępca dyr. Północno-Zachodniego filiału FGUP "Rosmorport" - naczelnik Kaliningradzkiego Oddziału.
O białoruskich centrach transportowo-logistycznych i relacjach na białorusko-polskim pograniczu mówili Białorusini, Polaków zabrakło ... 
Ten brak polskiej reprezentacji był widoczny, bo pytań do prelegentów o polsko-rosyjskie relacje w branży było co nieco.
Tym bardziej było mi smutno, bo organizatorzy prezentując zagraniczne media, które się akredytowały i zawitały do Kaliningradu - pięknie zaprezentowali moją macierzystą redakcję w swoich forumowych wydawnictwach, podobnie jak media z Litwy, Estonii czy Białorusi. 

Moja redakcja bardzo się tym faktem ucieszyła, to była swego rodzaju miła niespodzianka. Oczywiście mam zapewnione miejsce w naszym dwutygodniku na obszerną relację, co szalenie cieszy, bo pisanie o Rosji rzeczowych materiałów dziennikarskich, obrazujących uczciwie rosyjską rzeczywistość, m.in. gospodarczą - jest raczej trudne. 
Nie każda redakcja i nie każdy redaktor naczelny chce się narażać na nie zawsze miłe reperkusje. 
Ciągle obowiązuje w środowisku medialnym niepisana dyrektywa - o Rosji źle, albo wcale.

***
Do Kaliningradu przyjechałam w ramach indywidualnego press-tour, który sama sobie organizuję i oczywiście opłacam. 
Moje wojaże dziennikarskie związane z branżą morską w Rosji - nie wspierają żadne rosyjskie organizacje, fundacje czy stowarzyszenia.Takie dziennikarstwo nie pasuje do kryteriów tzw. dyplomacji społecznej przez nie wspieranej. Poza tym nie zaliczam się do młodego pokolenia polskiej żurnalistyki i nie pasuję im wiekowo. 
Kaliningrad, 11 września 2019 r.

Za to zawsze mogę liczyć na pomoc merytoryczną organizatorów międzynarodowych seminariów, forum czy spotkań branżowych w Rosji w których uczestniczę .
Tak  było w przypadku biznesowego forum rosyjsko-norweskiego w ub. roku w Moskwie, organizowanego m.in. przez Rosyjską Izbę Przemysłowo-Handlową, w tym roku taką pomoc merytoryczną okazał organizator kaliningradzkiego forum - ICF Mieżdunaronyje Konferencii, 
Ze służbami medialnymi ICF współpracowało mi się znakomicie.
I choć portfel mi chudnie, to zdobyta wiedza i doświadczenie na pewno prędzej czy później zaowocują. 
Przy okazji poznałam kolejnych Rosjan, których kompetentna wiedza będzie mi szalenie przydatna w pracy zawodowej, mogłam obserwować pracę rosyjskich mediów z branży morskiej, spotkałam starych znajomych, podziwiam Kaliningrad, który jest na pewno pięknym miastem. jutro poznam kolejne jego zakątki, zwiedzę portowe terminale...
Nie wszystko przecież można przeliczać na złotówki.
Nie mogę też zapomnieć o kaliningradzkim dziennikarzu - red. Andrieju Wypołzowie, który przywitał  mnie w Kaliningradzie i zadeklarował pomoc w dotarciu na tereny dawnego Stalagu 1A, do którego równe 80 lat temu  19.09.1939r. dostał si\ę mój wujek (brat mamy), podczas walk o Modlin i Warszawę.
Jak wszystko dobrze pójdzie, pojedziemy tam w piątek, 13 września. To będzie poniekąd  prywatna część mojej wizyty w Obwodzie Kaliningradzkim, choć nie do końca..
Chciałabym na cmentarzu jenieckim, powstałym przy tym Stalagu - zapalić  świece i położyć symbolicznie białe serce z wikliny, przepasane wstążką w polskich barwach, które przywiozłam ze Szczecina, ku czci pochowanych tam jeńców, kolegów wuja, który nie wrócili ze Stalagu do Polski, Rosji i innych krajów podbitych wówczas przez hitlerowców. Wujowi się udało, im już nie...
Mamy niedaleko Szczecina, w Stargardzie zapomniany, niedawno ujawniony podobny cmentarz jeńców radzieckich i serce mi się kraje, jak widzę na nim chaszcze i wiem, że pod tymi chaszczami jest stare śmietnisko, a jeszcze głębiej - szczątki ponad 3 tys. żołnierzy radzieckich...
Może uda mi się w końcu zmiękczyć serca polskich urzędników rosyjskim przykładem cmentarza jenieckiego Stalagu 1A, który od 1939r. na niemieckim poligonie w dzisiejszym Obwodzie Kaliningradzkim budowali wzięci do niewoli polscy żołnierze.
W tym też mój wujek-jeniec nr 57 192 ze Stalagu1A Stablack. (Lager Nord).




poniedziałek, 9 września 2019

R.I.P. - Joanna Izbicka, członek szczecińskiej lewicy


Z wielkim smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci mojej koleżanki – Joasi Izbickiej (1944 – 2019), nauczyciela akademickiego, chemiczki, dr nauk filozoficznych, aktywnej działaczki politycznej, społecznej i samorządowej.
Joanna w czerwcu skończyła 75 lat, pochodziła ze Starogardu. Studia ukończyła na Politechnice Gdańskiej (1968r.), doktoryzowała się na Politechnice Szczecińskiej (1979). Zawodowo związana była ze szczecińską politechniką, okresowo współpracowała z politechnikami w Kassel (Niemcy) i w Rydze (Łotwa). Była członkinią Polskiego Towarzystwa Chemicznego.
Politycznie związana była ze szczecińską lewicą, m.in. będąc przez pięć lat wiceprzewodniczącą wojewódzkich władza partii socjaldemokratycznej (SdRP 1990-1995), społecznie - z ruchem kobiecym. 
Była też radną wojewódzką z ramienia SLD  sejmiku wojewódzkiego I kadencji.
Prywatnie oddawała się swoim pasjom: pływaniu, podróżom i brydżowi.
W 1969r. poślubiła Zdzisława Izbickiego z którym miała trójkę dzieci: Jakuba, Daniela i Dominikę.
Pogrzeb Joanny
odbędzie się dzisiaj, 
w poniedziałek – 9 września, 
na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie



Żegnaj Joasiu,
będzie mi Ciebie brakowało...

Przyjaciołom Rodzinie i Najbliższym 
JOANNY IZBICKIEJ

z wyrazami głębokiego smutku
składam najserdeczniejsze kondolencje
R.I.P.

czwartek, 5 września 2019

Polska na froncie walki z „trudną” Rosją / Польша на фринте борьбы c „трудной” Россией


Przedmiotem ciężkiej pracy naszej dyplomacji była kwestia stałej obecności żołnierzy amerykańskich w Polsce. Ta praca przyniosła sukces; polska armia się dozbraja i staje się naprawdę nowoczesną i zdolną do walki z trudnym przeciwnikiem”, powiedział  wczoraj (4 września) Jarosław Kaczyński podczas konwencji PiS w Olsztynie . A także: „Jednak sytuacja geopolityczna, polityka Federacji Rosyjskiej w ciągu ostatnich kilkunastu lat, doprowadziła do zmiany stanowiska także naszych zachodnich sojuszników, a w szczególności Stanów Zjednoczonych”, uważa prezes PiS. 
7 Kongres Morski,  Szczecin r.5.09.2018
O szykowaniu się do walki „z trudnym przeciwnikiem” słuchałam dzisiaj podczas 7 Kongresu Morskiego w Szczecinie (5 września br.), gdzie jedna z dyrektorek Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej bez ogródek i otwartym tekstem stwierdziła, że przekopanie Mierzei Wiślanej jest celem militarnym związanym z bezpieczeństwem Polski. „Bo przecież na Zalewie Wiślanym mamy granicę z Rosją”, perorowała pani dyrektor.  Wg niej, „na Zalew Wiślany nie może wpłynąć żadna zagraniczna jednostka (w domyśle floty wojennej NATO lub USA) poza polskimi i rosyjskimi, a wniosek o zezwolenie żeglugi po wodach terytorialnych Rosji (przez Zalew Kaliningradzki – rosyjską część Zalewu Wiślanego) trzeba składać znacznie wcześniej i nie wiadomo czy się go dostanie”. 
W podobnym tonie wypowiadał się prezes PiS podczas wczorajszej  konwencji olsztyńskiej, mówiąc o potrzebie zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. „Bezpieczeństwa w różnych wymiarach, ale też w wymiarze militarnym. Nie dlatego, że spodziewamy się czegoś złego, że chcemy złych stosunków z naszym wielkim sąsiadem, tylko dlatego, że uwzględniamy realia, a te są takie, jakie są
No tak, Rosjanie nie przepuszczą przecież żadnych obcych jednostek szpiegowskich czy zagrażających bezpieczeństwu ich krajowi, co się nie podoba Stanom Zjednoczonym. A tak, po przekopaniu mierzei, kutry wojskowe NATO vel USA wejdą bez zbytnich problemów, o ile PiS pomyśli o przekopaniu stosownych torów wodnych na polskiej części zalewu, przede wszystkim do Elbląga, gdzie mają stacjonować Amerykanie, którzy nas obronią, zgodnie z założeniem prezesa. Resort gospodarki morskiej zapewniał dzisiaj, że „twarde roboty” na Mierzei Wiślanej zaczną się niebawem, jeszcze w tym roku
Dla PiS to inwestycja priorytetowa, nie tylko ze względów militarnych i układów z USA, ale też politycznych. Mówiąc o przekopaniu Mierzei Wiślanej, prezes PiS stwierdził: „dzisiaj pokazujemy, że możemy, że tamten czas, tamten czas, który się skończył z jednej strony 30 lat temu, ale jego elementy ciągle trwały i trwają, naprawdę się kończy, kończy się postkomunizm”.
Wiceminister G. Witkowski,  w pierwszym rzędzie, czwarty od lewej.
Ale wszystkich przebił wiceminister Grzegorz Witkowski omawiając tzw. Inicjatywę Trójmorza., Uważa on, że budowanie powiązań ekonomicznych w systemie równoleżnikowym, jak to się dzieje w Unii Europejskiej na linii Paryż – Berlin - Moskwa i dalej do Chin i na Daleki Wschód, jest szkodliwe dla Polski i trzeba budować alternatywną oś dla Europy środkowej i wschodniej w układzie południkowym. Relacje wschodnio-zachodnie wg ministra, na skutek położenia geograficznego i polskich sąsiadów transgranicznych - przynosiły Polsce „wojny, zubożenie, poczucie klęski i zapaść gospodarczą”, to „linia śmierci, obcych wojsk, zniewolenia”. Przy relacjach północ-południe czeka nas „bezpieczeństwo i życie w pokoju”, to linia „szczęśliwych ludzi, dobrobytu i rozwoju gospodarczego”.
Rozbawił też uczestników Kongresu Morskiego zapewnieniem, że Inicjatywa Trójmorza, w której uczestniczy 12 państw ma sens, bowiem ”jeden kraj łatwo oszwabi, ale 12 państw - to już siła
W oparciu o ideę tzw. Międzymorza, lansowaną w okresie międzywojennym – polskie władze postanowiły zbudować alternatywą oś wobec osi gospodarczej, na której opiera się Unia Europejska, wykorzystując sytuację państw z dawnego bloku wschodniego, silnie związanych z ZSRR
Po rozpadzie Związku Radzieckiego więzy gospodarcze z krajami ościennymi posypały się i polskie władze postanowiły to wykorzystać.  Po dołączeniu tych państw do Unii Europejskiej, pojawiły się szanse na rozszerzenie współpracy gospodarczo-politycznej między nimi
I tak, w 2015., w celu poszerzenia współpracy postanowiono – z inicjatywy prezydentów Polski i Chorwacji, Andrzeja Dudy i Kolindy Grabar-Kitarović – powołać grupę Trójmorza. Wcześniej idea ta była lansowana przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, któremu sekundował prezydent USA – George Bush junior, stąd też zaangażowanie Polski m.in. w awantury militarne na Kaukazie sprowokowane przez prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego.
Międzynarodowa inicjatywa gospodarczo-polityczna Trójmorze skupia obecnie 12 państw UE położonych w rejonie mórz: Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego. W skład grupy wchodzą: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. 8 z nich to kraje nadmorskie.

Pierwszy szczyt grupy inicjatywnej odbył się w Dubrowniku 25 i 26 sierpnia 2016 roku. Przyjęto tam deklarację, w której wskazano cele współpracy w dziedzinie energetyki, transportu (m.in. Via Carpatia), komunikacji cyfrowej oraz gospodarki, wyrażono oficjalnie przy tym przekonanie, że Europa Środkowa i Wschodnia staną się bardziej bezpieczne i bardziej konkurencyjne oraz przyczynią się tym samym do wzmocnienia Unii Europejskiej, jako całości. Co w wypowiedziach i działaniach polskich polityków raczej nie ma już odzwierciedlenia.

Bardzo szybko wydało się, że inicjatywą tą zainteresowane są Stany Zjednoczone.  Kolejne spotkanie odbyło się w Warszawie w dniach 6 i 7 lipca 2017 r. już z udziałem prezydenta USA Donalda Trump. Na tym szczycie Inicjatywy Trójmorza zapowiedziano m.in. powołanie Funduszu Trójmorza (podpisano w tej sprawie list intencyjny) oraz Sieci Izb Handlowych Trójmorza. Zaprezentowano także katalog wspólnych inwestycji w dziedzinach transportu, energetyki i cyfryzacji, które są wspólnym priorytetem państw Inicjatywy.
W tym roku - Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i rumuński EximBank podpisały w Luksemburgu akt założycielski Funduszu Inwestycyjnego Inicjatywy Trójmorza. 
Fundusz ma koncentrować się na projektach tworzących infrastrukturę transportową, energetyczną i cyfrową w regionie Trójmorza. 
Powołanie Funduszu zostało zainicjowane przez stronę polską, a jego powstanie zapowiedział w 2018r. Andrzej Duda.

Inicjatywa Trójmorza, jak realia wskazują, jest budowana w kontrze do polityki gospodarczej Unii Europejskiej, przy okazji uwzględniając interesy gospodarcze USA, oraz - w celu wyłuskania z rosyjskich  wpływów polityczno-gospodarczych państw należących do Trójmorza, co nie zawsze się akurat sprawdza.

Unia Europejska, zgodnie ze swoją kilkudziesięcioletnia tradycją, mniej, a teraz coraz bardziej jawnie -  mimo ciągle lansowanej rusofobii - ciąży jednak do wymiany gospodarczej na linii równoleżnikowej i uważa Rosją za ważnego, strategicznego partnera. Ze strony państw Europejskich (m.in. Francji, Finlandii, Włoch, Austrii) i ich środowisk gospodarczych (m.in.Niemcy) coraz częściej i ostrzej formułowane są wnioski o zniesienie sankcji wobec Rosji i poszerzenie z nią relacji polityczno-gospodarczych, przy bardzo jednoznacznym negatywnym stanowisku Polski.

Polska prowadzi też boje z Rosją na froncie energetycznym, o czym relacjonował na Kongresie Morskim prezes Paweł Jakubowski ze spółki „Polskie LNG”. Pochwalił się, że do portowego terminalu LNG w Świnoujściu wpłynie już 70-ty gazowiec, a 5 tys. cystern samochodowych i kolejowych wywiozło LNG do Rumunii i Bułgarii i państw ościennych. Niestety, odczuwa on silną konkurencję z „kierunku wschodniego”, która „dominuje”. 
Z punktu widzenia Inicjatywy Trójmorskiej, zdaniem prezesa Jakubowskiego, to tzw. czysta energia (LNG) jest interesująca. Niestety jednak, infrastruktura gazowa „z czasów minionych” (tj. PRL) jest na linii wschód-zachód a nie północ-południe. Szansą na ”nierosyjski gaz” jest gazociąg Baltic Pipe z gazem z Norwegii. 
Podpisanie umowy rosyjsko-norweskiej, Oslo, 25.10.2018
Pan prezes zapewne zapomniał, że Norwedzy sprzedają gaz, który czerpią m.in. z rosyjskich pól gazowych na morzu Barentsa. Norwegia i Rosja podpisały 25 października ub. roku porozumienie, na mocy, którego państwa wzajemnie przyznają sobie prawo do badań pod dnem Morza Barentsa. Porozumienie daje Norwegii szansę na podtrzymanie spadającego wydobycia, a Rosji może pozwolić uzyskać dostęp do cennej technologii. Porozumienie podpisali w Oslo norweski minister ropy i energii Kjell-Børge Freiberg oraz rosyjski minister zasobów naturalnych i ekologii Dmitrij Kobyłkin.
Głównym celem Norwegów jest odkrycie i rozpoczęcie eksploatacji na nowych złożach za wszelką cenę. Obecnie szacuje się, że najbardziej perspektywiczne mogą być złoża znajdujące się w okolicy Lofotów i na Morzu Barentsa. 
Z uwagi na kwestie ekologiczne, wydobycie w okolicy Lofotów jest jednak niemożliwe. Dlatego aby przyhamować trend spadkowy w norweskim wydobyciu, konieczne jest eksploatowanie nowych złóż na dalekiej północy, ale przy ścisłej współpracy z Rosjanami.
 I tak rosyjski, gaz kupiony od Norwegów, drożej niż w Rosji, zasili zaplanowany gazociąg Baltic Pipe, który Polska chce zbudować, by uniezależnić się od dostaw gazu z … Rosji!