poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Prezydenckie pisanki na Ukrainie


Muzeum Pisanek w Kołomyi (Ukraina)
Niedziela wielkanocna zawitała do Szczecina bezchmurnym niebem i ciepłem. Oba moje kocury stoczyły walkę, o to, kto będzie okupował słoneczną plamę na podłodze w kuchni. W świątecznym rozgardiaszu, pilnowałam, by nie potłukły pisanek i nie rozbiły pieczołowicie przechowywanego przez dziesięciolecia gipsowego baranka. Rodzinna tradycja. Tak samo, jak żur po królewsku, spécialité de la maison mojej babci, którego zapach roznosi się po domu. W loggii zaczęły kwitnąć pachnące laki. Cisza, spokój, błogi relaks. Z kubkiem neski, wyciągnięta na leżaku zapominam o całym świecie.

Ponad tysiąc kilometrów stąd, na Ukrainie, ludzie nie mieli w niedzielę luksusu takich rozkoszy. Choć dla prawosławnych była to Niedziela Palmowa, zapowiedź Wielkanocy. Stanęli przed wyborem nowego prezydenta. Wybierali między skorumpowanym do cna oligarchą z branży czekoladowej a komikiem bez politycznego doświadczenia, jak podawały media. 
Wybrali Wołodymyra Zielenskiego (Zełenskiego, wg naszych mediów, poza "Rzeczpospolitą, która podaje nazwisko prawidłowo), 41-letniego, prawnika z wykształcenia, reprezentanta partii „Sługa Ludu”, artystę scen rozrywkowych i telewizyjnego showmana, dyrektora artystycznego studia „Kwartał 95”, zajmującego się produkcją telewizyjną, koncertową i filmową.

Odniósł zwycięstwo przy dosyć przyzwoitej frekwencji. Zagłosowało na niego ponad 70% Ukraińców, którzy poszli na wybory. Wg różnych sondaży (exit poll) uzyskał  72,7-73,7% głosów.  Tą informację podano praktycznie we wszystkich mediach publicznych i w portalach informacyjnych. Dla TVP była to jednak mało istotna wiadomość i w głównych wiadomościach na kanale pierwszym umieszczona została pod koniec serwisu informacyjnego. Zaznaczono, że po kilku miesiącach walki wyborczej „czasem brutalnej”, był to wybór między „opcją proeuropejską” (Poroszenko) a powrotem „pod wpływy Rosji” (Zielenski).

Media po I turze ukraińskich wyborów, w których kandydaci hołubieni przez Polskę (Julia Tymoszenko i Petro Poroszenko), utracili szanse na zwycięstwo - znacznie obniżyły poziom zainteresowania wyborami u wschodniego sąsiada, chociaż od kilku dni TVN24, portale Forsal.pl i Kresy.pl, Polskie Radio czy Gazeta Wyborcza poświęcały wydarzeniom na Ukrainie więcej uwagi, tworząc specjalne działy dot. ukraińskich wyborów.
Np. portal Forsal.pl, epatował takimi tytułami: 20 kwietnia - „Kandydatura Żeleńskiego zostanie wycofana z wyborów? Jest pozew”, „Specjalny wysłannik Volker zapowiada "długofalową" obecność USA na Ukrainie”, „Komunizm, oligarchia, biznes i co dalej? Kto mebluje głowę Zełenskiego”, „Zełenski nazwał separatystów Donbasu „powstańcami”, 19 kwietnia - „Wybory na Ukrainie: zakończyła się debata Poroszenki i Zełenskiego na Stadionie Olimpijskim w Kijowie”, „Poroszenko w debacie wyborczej: Zełenski to opakowanie, za którym stoi Moskwa”, „Zełenski w debacie wyborczej: Jestem wynikiem błędów Poroszenki”, 18 kwietnia - „Zełenski utrzymuje ogromną sondażową przewagę nad Poroszenką”.
Telewizja TVN 24 w dniu wyborczym podana, że „USA chcą "silnej, demokratycznej, prosperującej" Ukrainy”. Wcześniej (19 kwietnia) TVN24 donosiła: „Wielka debata na stadionie. Poroszenko straszy: za Zełenskim stoi Rosja”.

Wołodymyr Zielenski jest w Polsce praktycznie nieznany i był traktowany w gronie ponad 30 kandydatów na urząd prezydenta, jak tzw. „plankton wyborczy”.
Ośrodek Studiów Wschodnich, w raporcie Tadeusza Iwańskiego i Krzysztofa Nieczypora z września ub. roku na temat głównych ośmiu pretendentów do prezydentury, Wołodymyra Zieleńskiego umieścił na końcu raportu i poświecił mu niewiele uwagi. W raporcie napisano, że „niewiele wiadomo o jego poglądach politycznych”. Zaznaczono też, że występował w serialu emitowanym w telewizji należącej do oligarchy Ihora Kołomojskiego. Wg, OSW w sierpniu ub. roku miało zamiar zagłosować na niego 8% badanych.
Solidniej potraktowała Zielenskiego Gazeta Wyborcza w artykule z 19 kwietnia: ”Prezydent Zełeński? Czego nie wiemy o faworycie II tury wyborów na Ukrainie”.

Jako ważną wiadomość polskie media odnotowały też, że Wołodymyr Zielenski „ma 41 lat i pochodzi z rodziny ukraińskich Żydów. Jego pierwszym językiem jest rosyjski, nie ukraiński.” (WP.pl z 21 kwietnia).

W dniu wyborczym, najbardziej polskie media ekscytowało „użycie przez Zełenskiego podczas piątkowej (19 kwietnia) debaty wyborczej na stadionie w Kijowie sformułowania ‘powstańcy’ na określenie prorosyjskich bojowników walczących w Donbasie”, jak podała Gazeta Wyborcza (21 kwietnia) i reakcja prezydenta, Poroszenki, który udał się do telewizji i wyjaśniał, że takie określenie, to zaprzeczenie, że na „Wschodzie Ukrainy ma miejsce rosyjska agresja”. Ale zapomniały dodać, że zaraz potem Petro Poroszenko sięgnął jeszcze po telefon i zadzwonił do Mike'a Pompeo, sekretarza stanu USA ze skargą na Zielenskiego i jego stosunku do "powstańców" z Donbasu..
Wcześniej (18 kwietnia) Gazeta Wyborcza, piórem Wacława Radzinowicza sugerowała, że „Moskwa podkłada przedwyborczą minę pod Ukrainę i ostro gra przeciw Poroszence”.
Także na portalu Onet.pl (20 kwietnia) odnotowano: „Prosty chłopiec z Krzywego Rogu, który chce złamać system, zmierzył się na Stadionie Olimpijskim w Kijowie ze zwierzchnikiem sił zbrojnych, który broni kraju przed Putinem”. 
Portal Onet.pl dostrzegał też następnego dnia (21kwietnia), że mieszkańcy „Autonomicznej Republiki Krymu, która od 2014 roku okupowana jest przez Rosję” mają utrudnione głosowanie, bo mogą głosować tylko w lokalach ukraińskiego obwodu chersońskiego, a mieszkańcy „opanowanych przez separatystów prorosyjskich części Donbasu” - w lokalach na obszarach, kontrolowanych przez ukraińskie władze. To samo podało w dniu wyborczym (21 kwietnia) Radio RFM FM cytując depeszę Polskiej Agencji Prasowej (PAP), Radio Zet, TVN24 i inne polskie media. 
Onet.pl ostrzegał (20 kwietnia) także, że „W Odessie partia obecnego prezydenta Petra Poroszenki wspiera skorumpowanego mera wywodzącego się z mafii. Z kolei prowadzący w sondażach Wołodymyr Zełenski jest niewiadomą, ale lokalni społecznicy wierzą, że jego wybór pozwoli załatwić parę spraw dla obywateli. W trzecim, co do wielkości ukraińskim mieście, i wielu innych regionach, o zwycięstwie kandydata na prezydenta może przesądzić nie jego stosunek do Rosji, ale nieuwikłanie w korupcyjne układy”. 

***

Polskie media namalowały dosyć specyficzny obraz nowego prezydenta Ukrainy - ukraińskiego Żyda mówiącego po rosyjsku, podskórnie skierowanego ku Rosji, chociaż akurat on sam nie deklarował sympatii ku niej, mającego niejasne powiązania z oligarchami.

Usiłowały też przy okazji zanalizować przyczyny, dla którego znany z ekranów telewizyjnych komik uzyskał tak wysokie poparcie społeczne, zwłaszcza młodego pokolenia, dopatrując się ambiwalentnie – uległości wyborców wobec jego popularności, zwłaszcza z seriali demaskujących system rządzenia na Ukrainie a wielkim społecznym niezadowoleniem z tego, co się na Ukrainie obecnie dzieje.
Skupiły się też na wszelkich sensacjach, zamiast doszukiwać się planów Wołodymira Zielenskiego wobec Ukrainy.
Jedynie portal Kresy.pl (19 kwietnia) pokusił się o ich pokazanie, omawiając wystąpienie Wołodomyra Zielenskiego w programie „Prawo do władzy” telewizji „1+1”, gdzie kandydat na prezydenta przedstawił kierunki swojej polityki i najbliższych współpracowników, z którymi wspólnie ma zamiar zbudować „silną, potężną Ukrainę, która nie będzie młodszą siostrą Rosji i skorumpowanym partnerem Europy”.

Medialny wizerunek, lansowany przez naszą żurnalistykę, nie przeszkodził polskim władzom natychmiast zaprosić prezydenta-elekta do Warszawy. Tak samo, jak to uczyniły władze Krymu.

Leżę w świątecznym relaksie na leżaku w loggii z kubkiem neski w garści i zastanawiam się, dlaczego nasze media:

  •          nie zauważyły, że ludzie na Ukrainie mieli już dosyć korupcji, biedy, drożyzny i nachalnej  proamerykańskiej i zarazem antyrosyjskiej propagandy, że chcą żyć w normalnym kraju, przyjaźnie z sąsiadami, odwiedzić rodziny w Rosji, spędzić wakacje na Krymie, który i tak dla nich zawsze był rosyjski.

  •          nie zauważyły także, że USA poniosły kolejną rażącą porażkę w krajach b. ZSRR i nie uzyskały akceptacji dla narzuconych  tam proamerykańskich prezydentów, że retoryka antyrosyjska i działanie w tym duchu nie uzyskało społecznej akceptacji. Tak było w Gruzji (Saakaszwili), tak się stało teraz na Ukrainie (Juszczenko i Poroszenko). Drugie już podejście na Ukrainie, też się, jak widać nie powiodło.

  •          Nie dostrzegły, że wylansowana w UE, przez Radosława Sikorskiego b. szefa polskiej dyplomacji (realizującego amerykańskie cele)  - „polityka wschodnia” zwłaszcza wobec Ukrainy, okazuje się być najsłabszym ogniwem unijnej polityki zagranicznej, pasmem porażek zamiast sukcesów.
Opublikowano:
SPUTNIK (Polska)
22 kwietnia 2019r.  
UWAGA:
Redakcja  SPUTNIKA, bez mojej zgody, poprawiła prawidłowo napisane w polskiej transkrypcji nazwisko nowego prezydenta Ukrainy, wstawiając powszechnie używaną w polskich mediach błędną transkrypcję 
W prezentowanym wyżej tekście nazwisko jest podane w prawidłowej wersji fonetycznej.



sobota, 20 kwietnia 2019

Wielkanocna szuflada


Wielka Sobota, ostatnie porządki, żur się gotuje, żółciutkie narcyze, żonkile i tulipany pięknie komponują się z gałązkami bukszpanu, gipsowy baranek z czasów dzieciństwa, pieczołowicie chroniony od dziesięcioleci, jest już w tradycyjnym koszyczku na stole. Łączy pokolenia, które już odeszły - z teraźniejszością. 
Tradycji stało się zadość. 
"Święconki" oczywiście nie mam, bo nie ma takiego zwyczaju u luteran, ale jest wielkanocny koszyczek z barankiem i jajkami z malunkami, jak dawniej w domu bywało. 
Porządkując papierzyska w gabinecie, jakiś odruchem postanowiłam poszukać wielkanocnych wierszy z okresu, gdy chwytałam pióro, by nie tylko dziennikarską prozą się zajmować. Przekonać się, czy moje odczucia i przemyślenia utrwalone na papierze, przez te lata się zmieniły. Przetrzymały próbę czasu.    
"Historia” ma 35 lat, ukazała się drukiem  w „Spojrzeniach”,  literackim dodatku do „Głosu Szczecińskiego” 3 maja 1984r. Krytyk ze "Spojrzeń", ocenił ją jako „wysmakowany, intelektualny” wiersz...  
Dla niewtajemniczonych w arkana sztuki, bohaterem wiersza jest Michał Anioł. 

Fragment obrazu Michała Anioła "Ukrzyżowanie"


Historia

Na Marcel d’Corvi przy butelce trebbiano
pewien starzec ze złamanym nosem pisał wiersz
                   -  apoteozę piękna i cierpienia
skamieniała Pieta wysunęła stopę
w ramionach miłości trzymając śmierć
wiedziała
że pierwszy dzień spokoju to - ostatni moment 

Na  Marcel d’Corvi najnędzniejszy z bogatych
w granicach cienia
spojrzeniem Bartłomieja klął Ukochanego
by
twarz Chrystusa nietkniętą czas pozostawił
a fresk jawy Rachunkiem Ostatecznym stał się
           -  stygmatem lodowatym 

Na Marcel d’Corvi przybył wreszcie ten
na którego już nikt nie czekał
Rzekł
          - Był mi uwielbieniem, szacunkiem i podziwem
I pocałunek na czole pozostawił
          - To za mało – odpowiedziały barłóg z baranicą i ściany
          - Zniszczone piękno twojej twarzy – odbiła butelka wina 

Starzec
           nie czuł pocałunku
Stał przed prawdziwym Obliczem
I zapewne był szczęśliwy.



Zgoła w zupełnie innym klimacie jest starsza od "Historii"  - „Wielkanoc 1981 roku”, swojski wierszyk spod znaku przydrożnych świątków, ale z refleksją nad ówczesną,wcale nie taką prostą rzeczywistością.


Wielkanoc 1981 roku

Mały wiejski grajek
wraz ze słońcem wstał
i grał
na fujarce
Szczerozłote serce miał
o niedoli ludzkiej łkał
jak to w bajce

W słońcu wiejski pył
człowieczym potem lśnił
Na drodze
Chrystus z martwych wstały był
czoło z cierniem mył
umęczony srodze 

I tak szli obok siebie
i ten, co na ziemi
i Ten, co na niebie
     alleluja
     alleluja 

Oczy dziecka mieli
świat się kręcił z nimi
nic nie rozumieli
    alleluja
    alleluja

POGODNYCH I RADOSNYCH 
ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!
HAPPY EASTER!

piątek, 19 kwietnia 2019

Rozmyślania w Wielki Piątek

KULTURA, ŚWIĘTA RELIGIJNE
Czynić i ryzykować nie to, co mi się podoba, lecz to, co jest prawe; 
nie wisieć w tym, co możliwe, ale odważnie chwytać to, co rzeczywiste
 wolność jest nie w ucieczce myśli, lecz jedynie w czynie. 
Ks. dr Dietrich Bonhoeffer 
„Modlitwy i wiersze więzienne”


Pieta z katedry Notre Dame w Paryżu, 17 kwietnia 2019r.
Patrząc się ze łzami w oczach na płonącą katedrę Notre Dame w Paryżu, nagle uświadomiłam sobie trzy sprawy – nigdy już nie zobaczę cudownej gotyckiej świątyni, niewiele czasu mi zostało z doczesności, nie doczekam zapewne końca jej remontu, i to, że nawet tak piękno dzieło człowieka może z byle powodu być unicestwione, wystarczy niekontrolowana iskra.
Nigdy nie byłam w Paryżu, nigdy nie zwiedzałam Notre Dame i nigdy już tego nie zrobię. Jeśli uda mi się wreszcie pojechać do tego miasta, Notre Dame będzie w remoncie i niedostępna... Trudno pożegnać się z marzeniami... Pewnie kupię jakiś album i tęsknym okiem będę go oglądać.
Stara, licząca ponad 8 wieków istnienia katedra ogień przetrwała, i można sądzić, że doczeka się wreszcie solidnego remontu wiekowych murów nadwyrężonych już solidnie zębem czasu. Mnie taka renowacja już nie czeka. Nie mam wielbicieli w gronie miliarderów i możnych tego świata, a nasza służba zdrowia jest w takim stanie, że trzeba ją omijać z daleka, bo spotkanie się z nią może skończyć się kalectwem lub śmiercią. Przykładów nie brakuje, niemalże codziennie media donoszą o takich przypadkach.
Pozostaje racjonalne życie licząc, że uda mi się bez większych kłopotów przeżyć spokojnie i udanie swoją starość.
Luterański teolog i etyk, ks dr Dietrich Bonhoeffer,

Trwa Triduum Paschalne, u luteranów z głównym akcentem położonym na dzisiejsze święto, Wielki Piątek. Czas retrospekcji, przemyśleń, rewizji życia. W moim wieku czyni się to znacznie częściej niż za młodych lat.
Przypominam sobie ks. dra Dietricha Bonhoeffera, który przestrzegał przed płytką wiarą w tanią łaskę Bożą, uzyskaną handlową transakcją z Bogiem: odmówię tuzin „zdrowasiek”, przyrzeknę poprawę i jest O’K, a ty mnie Boże uwolnij od grzechu i obdarz swoją łaską – powodzenia, zdrowia, sukcesów, zrób mnie swoim pieszczochem.  Zwracał uwagę, że z ust duchownych potokami płyną zapewnienia o łasce taniej, która jest „nauką, zasadą, systemem; to odpuszczenie grzechów traktowane, jak prawda ogólna”. A przecież łaska każdorazowo odnosi się do jednostki i jej odpowiedzi na powołanie, przypominał.
Istnieje pogląd, że religijność człowieka była od wieków przyjmowana a priori. Ks. Bonhoeffer podważył ten pogląd, dochodząc do wniosku, że ludzie, będąc takimi, jakimi są, nie mogą już być religijni a priori. Dowodem na to, była dla niego II wojna światowa, która nie wywoływała religijnych reakcji, lecz bezreligijne. Poza zaobserwowanymi postawami niechrześcijańskimi ks. Bonhoeffer dostrzegł, że Bóg ma znaczenie dla człowieka wyłącznie w sytuacjach granicznych i jest traktowany przedmiotowo. 
Natomiast, dla niego, dla mnie też, bycie chrześcijaninem, to  „naśladowanie” - przyjęcie drogi życiowej Joszuy z Nazaretu za własną. Drogi szalenie trudnej, wymagającej altruistycznych postaw wobec bliźniego, w etyce - rygorów Dekalogu i wskazań z Kazania na Górze. 
Zredukowanie Ewangelii jedynie do tzw. dobrej nowiny o odpuszczeniu grzechów, przy jednoczesnym pozbawieniu jej jednoznacznego wezwania do naśladowania Chrystusa, jest błędem wg Bonhoeffera, rodzić może wiarę pozbawioną praktycznych następstw, oderwaną od działania. Wiara bez naśladowania, tj. działania wg wskazanych ewangelicznych wzorców, jest funta kłaków warta. W rezultacie „świat znajduje tanią przykrywkę dla grzechów, których nie żałuje i od których wcale nie pragnie się uwolnić”. Utwierdza w nieposłuszeństwie, zamiast otwierać drogę do naśladowania, dowodzi ks. Bonhoeffer i ma rację. Bo co z deklaracji, jak nie idą za nią czyny....
Złowieszcza to przepowiednia  luterańskiego pastora, teologa i etyka dla chrześcijaństwa, realnie widoczna na każdym kroku.

Nie czuję się specjalnie zniechęcona wobec trudnych wyborów, chociaż czasem przychodzi mi solidnie za nie płacić, zwłaszcza, gdy schylam się, by stanąć w obronie i pomóc opluwanym, pozbawianym godności, prześladowanym w imię politycznych fobii, koszmarnych niehumanitarnych idei, nienawiści narodowościowych, nietolerancji, agresji, tego wszystkiego, czego w Polsce, ponoć chrześcijańskim sercu Europy - ostatnio nie brakuje.
Ktoś, kto świadomie chce być prawdziwym chrześcijaninem i kierować się nakazem naśladowania, życie w Polsce przypomina Golgotę.

William Holman Hunt "Cień śmierci"
Jednym z najbardziej znanych obrazów angielskiego malarza Williama Holmana Hunta jest „Cień śmierci”. Obecnie znajduje się w zbiorach Manchester Art Gallery.

Powstawał on w latach 1870−1873 podczas pobytu artysty w Ziemi Świętej. Malowidło stworzone w realistycznych rozmiarach, przedstawia młodego Jezusa w warsztacie św. Józefa. Jezus wyciąga ręce do góry rozprostowując je po zakończonej pracy.
Postać Jezusa rzuca cień na ścianę. Wzniesione ręce sugerują zapowiedź tragicznej śmierci na krzyżu, podkreślają to wiszące na ścianie narzędzia, gwoździe i młot. Poza Jezusem w warsztacie jest również Maria. Artysta nie pokazał jej twarzy, lecz ukazał ją klęczącą i skierowaną w stronę padającego cienia, a jednocześnie opartą o skrzynię, w której przechowywane były dary mędrców.
Opisywanym obrazem Hunta zainteresował się angielski teolog i duchowny anglikański John Stott (19212011), dostrzegając w nim treści teologiczne. Mimo że scena przedstawiona na obrazie nie musiała obrazować faktu z historii, to jednak prawdziwym przekazem dla pastora Stotta była prawda o tym, że Jezus żył w cieniu krzyża już od chwili narodzin, a misja krzyżowa miała dla Niego kluczowe znaczenie.
To przekonanie wyraża jednocześnie istotę teologii protestanckiej, której centrum stanowi tajemnica krzyża. Zaakcentował ją Marcin Luter, wprowadzając do słownika teologicznego pojęcie teologii krzyża, według której największym świętem jest Wielki Piątek.
Według wittenberskiego duchownego, tylko teologia krzyża nazywa rzeczy po imieniu, bowiem prowadzi do poznania Boga, który ukrył się w cierpieniu. Tylko theologia crucis przedkłada słabość nad moc, krzyż nad chwałę oraz głupstwo nad mądrość. 
Teologia krzyża była bliska Dietrichowi Bonhoefferowi, zwłaszcza w tym czasie, gdy znalazł się w więzieniu oskarżony o działanie przeciwko Trzeciej Rzeszy. 
Analizując pisma Bonhoeffera, można dostrzec, że wyjątkowo zgłębił on ujęcie wcielenia się Boga w postać Jezusa, które miało związek z jego własnymi doświadczeniami. Niemiecki pastor zaświadczył o swojej więzi z Jezusem szczególnie pod koniec życia w hitlerowskich więzieniach. W ostatnim swoim dziele: „Listach więziennych” napisał, że jednostka nie może być określana bez Jezusa. Aby być prawdziwie człowiekiem, trzeba dotknąć krzyża Chrystusa, a więc doświadczyć osądzenia, męki, śmierci i a potem zmartwychwstania.
W Polsce chrześcijaństwo manifestuje się pustymi słowami, rytualnymi gestami, publiczną deklaracją bez pokrycia w czynie i państwową celebrą w katolickich świątyniach. "Bóg, honor i ojczyzna" - nie schodzą z ust politycznego establishmentu z centralnej i prawej strony sceny politycznej. Ale w tych samych ustach ów "Bóg, honor i ojczyzna" są skąpane w słowach nienawiści, pogardy i agresji. 
Nienawiść stała się oficjalną doktryną państwową, lansowaną przez ludzi, którzy chętnie pozują do kamer telewizyjnych podczas katolickich nabożeństw, religijnych pielgrzymek, w towarzystwie hierarchów kościelnych, sugerując, ze idee chrześcijaństwa są im szalenie bliskie. Ale to tylko kłamliwa propaganda.
Owa nienawiść i pogarda do bliźniego, przejawiana w słowie i w czyni, wspomagana aparatem państwa i jego finansami, publicznymi mediami - ma szeroki wachlarz adresatów, od przeciwników politycznych i społeczeństwa niepodzielającego lansowanych idei, po konkretne państwa i ich liderów, określone wyznania i narodowości. Od dawno nieżyjących, ich groby i pomniki, po żyjących, ale mających inne sympatie polityczne czy światopoglądowe. Nienawidzona jest historia i współczesność.Sączy się jad nienawiści w podręcznikach szkolnych wobec ludzi z czasów minionych w Polsce, bo programowo nienawidzi się PRL
Owa  nienawiść z politycznych i medialnych półek  schodzi niżej, w różne warstwy społeczne. Dotyka bez względu na wiek,przekonania, płeć wszystkich w Polsce.Stała się wiodącym sposobem na objawianie negatywnych emocji u ludzi. W jednej parze za nią idzie przemoc i agresja. Ludzie w skrajnych emocjach sięgają po noże, mnożą się mordy lub próby zabójstwa z użyciem tego narzędzia, jakby śmiercionośny nóż miał załatwić wszystkie ludzkie bolączki dnia codziennego. 
Z powodu koloru skóry czy mówienia w obcym języku można być dotkliwie pobitym w  samo południe na oczach setek innych ludzi. 
Ludziom puszczają wszelkie etyczne hamulce, płytko zakorzenione w ich psychice i świadomości.
Być prawdziwym chrześcijaninem w tych warunkach jest niesłychanie ciężko.