niedziela, 2 sierpnia 2020

Dyrygent, kompozytor, szef, brat słynnej siostry, sąsiad

Józef Wiłkomirski (15.05.1026 - 1.08.2020)

To smutna dla mnie wiadomość, wczoraj, 1 sierpnia zmarł, dożywszy sędziwego wieku - Józef Wiłkomirski, dyrygent, który był ponad 14 lat dyrektorem artystycznym szczecińskiej filharmonii.

NASZA ZNAJOMOŚĆ
Józef Wiłkomirski, Szczecin
Znałam Go osobiście, był moim sąsiadem, mieszkaliśmy w tej samej narożnej, trój-klatkowej kamienicy przy ul. Małopolskiej w Szczecinie, on w klatce schodowej od ul. Starzyńskiego, ja od Małopolskiej, spotykaliśmy się przy wyrzucaniu śmieci na podwórku do tego samego śmietnika...

Był też moim szefem, gdy pracowałam w biurze Obsługi Widowni naszej filharmonii. Razem obchodziliśmy tego samego dnia ja - imieniny on - urodziny. I często w tamtych czasach, kwiaty, jakie dostawał od zespołu orkiestry na urodziny, trafiały do mnie potem, jako....imieninowe.
Łączyła nas na pewno miłość głęboka do muzyki, choć ja nie trawiłam współczesnych kompozytorów a On kochał zaskakiwać nimi słuchaczy.
Dzięki Niemu poznałam jego wielce utytułowaną siostrę, słynną skrzypaczkę Wandę Wiłkomirską, która zmarła w jego urodziny dwa lata temu, wielu innych znakomitych, o światowej renomie dyrygentów i solistów z kraju i zagranicy.

Z tych lat datuje się też moja serdeczna znajomość, ze znakomitym francuskim pianistą Bernardem Ringeissenem, którego na koncerty do Szczecina ściągał Wiłkomirski. Francuzi nazywają takie sympatie – amitié amoureuse lub amitié de bohême. Ringeissen, ulubieniec słuchaczy i laureat Konkursu Chopinowskiego, zawsze gwarantował pełną salę melomanów.

Bernard Ringeissen laureat IV nagrody V Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina

Wiele lat później, także w filharmonii szczecińskiej Bernard Ringeissen dał cudowny koncert, dedykując mi brawurowo zagrany II koncert fortepianowy g-moll Camila Saint- Seansa a na bis moje ulubione utwory Debussego i Ravela. Szczecińskich filharmoników poprowadził wówczas nieżyjący już Stefan Marczyk. Mam nagranie tego koncertu na żywo. Sama je zrobiłam za zgodą Ringeissena.


Moje szkice portretowe i uwagi Ringeissena na programie filharmonicznym z jego recitalu w Szczecinie (15 stycznia 1980r.)
Było to 26 kwietnia 1986r. i ta data zapisała się już na stale w mojej pamięci. Krytycy muzyczni pisali potem, po koncercie, że jeszcze nigdy tak ekspresyjnie Ringeissen nie grał. To naprawdę był rewelacyjny koncert. Sala długo biła mu brawo na stojąco. 
Kiedy mi smutno, rzeczywistość doskwiera, wkładam kasetę do odtwarzacza i oddaję się całkowicie cudownie wykonanej muzyce, wspaniale uspakaja… 
Jestem niezmiernie wdzięczna Wiłkomirskiemu, że nas poznał.
W domowym archiwum pieczołowicie przechowuję różne pamiątki z pobytów Ringeissena w Szczecinie: stare programy z jego koncertów i recitali, życzenia świąteczne i okolicznościowe, jaki mi przysyłał, czy szkice do jego portretu, jakie robiłam...

Bardzo mile wspominam współpracę z Józefem Wiłkomirskim w szczecińskiej filharmonii. Pozostawiła wiele wspomnień, niezatartych w pamięci spotkań, interesujące znajomości i przyjaźnie. Józef Wiłkomirski jest częścią mojego życiorysu.

ZAŁOŻYCIEL FILHARMONII

"Bardzo smutna wiadomość. Dziś rano w wieku 94 lat zmarł Józef Wiłkomirski - wielki artysta, patriota, społecznik, człowiek kultury, twórca Filharmonii Sudeckiej, Zasłużony dla Miasta Wałbrzycha, Wielki Człowiek. Powstaniec Warszawski w rocznicę wybuchu Powstania - symbol. Cześć Jego Pamięci!”, – napisał na Facebooku prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej.
O śmierci poinformowała również dyrekcja i pracownicy Filharmonii Sudeckiej, którzy złożyli kondolencje rodzinie i bliskim zmarłego. "Nie umiera ten, kto trwa w sercach i pamięci naszej" – podkreślono.

Józef Wiłkomirski urodziły się 15 maja 1926 r. w Kaliszu. Pochodził z rodziny bardzo utalentowanej muzycznie. Był synem Alfreda Wiłkomirskiego - skrzypka, dyrygenta i pedagoga. Przyrodnia siostra Maria była pianistką, solistką i kameralistką. Przyrodni brat Kazimierz był wiolonczelistą, kompozytorem, dyrygentem i pedagogiem. Drugi przyrodni brat Michał - skrzypkiem. Natomiast rodzona siostra Wanda, jak wspomniałam - wybitną skrzypaczką i pedagogiem.

OJCIEC

Przodkowie Józefa Wiłkomirskiego w czasach zaborów, byli mocno związani z carską Rosją, gdzie przychodzili na świat, zakładali rodziny, pracowali.
Alfred Wiłkomirski
 Warto wspomnieć o jego ojcu - Alfredzie Wiłkomirskim. Urodził się 20 stycznia 1873 r. w Azowie nad Donem. Ojciec piątki dzieci pochodzących z dwóch małżeństw z Anielą Kułaszowską i Dorotą Temkin. 
Ukończył gimnazjum w Tbilisi, natomiast studia w Wyższej Szkole Muzycznej Moskiewskiego Towarzystwa Filharmonicznego. Pracował, jako wykładowca Konserwatorium Ludowego w Moskwie. W latach 1917-1919 prowadził Szkołę Muzyczną w Batumi.
W rok po odzyskaniu niepodległości, a dokładnie w sierpniu 1919 r. Alfred Wiłkomirski wraz z żoną Anielą Agnieszką z d. Kułaszowską urodzoną w 1880 r. w Tyfilisie (Tbilisi)) wraz z trójką dzieci urodzonych w Moskwie - 19-letnim Kazimierzem, 17-letnim Michałem i 15-letnią Marią przybyła z Rosji do Polski do Warszawy. 
Pozostała dwójka dzieci Alfreda z drugą żoną Dorotą Temkin przyszła na świat w Polsce - Józef urodzony w Kaliszu i Wanda w Warszawie.
Po przyjeździe do Polski został dyrektorem Instytutu Muzycznego w Lublinie, w latach 1927-1929 przebywał w Warszawie, w latach 1929-1950 mieszkał w Łodzi. Uczył przedmiotów teoretycznych oraz gry na skrzypcach m. in. w: Konserwatorium Heleny Kijeńskiej - Dobkiewiczównej w Łodzi, Państwowej Średniej Szkole Muzycznej w Łodzi, Seminarium Nauczycielskim i Wolnej Wszechnicy oraz Szkole Muzycznej w Pabianicach. Zmarł w Łodzi 30 lipca 1950 r.

DZIADEK

Ojciec Alfreda Wiłkomirskiego, a dziadek Józefa Wiłkomirskiego (juniora) - Józef (senior) był lekarzem wojskowym armii carskiej w randze pułkownika, urodził się 13 kwietnia 1839 r. w Kraśne, powiat Borysów, był synem Józefa i Zuzanny z Popejków. Gimnazjum skończył w Mińsku, a uniwersytet w Charkowie. Przerzucany był z armią to na południe Rosji do Azowa, to na Kaukaz, to do Kraju Zakaspijskiego. Nie był uzdolniony muzycznie, nie odróżniał nawet utworów muzycznych.

Natomiast matka Alfreda - Maria z Kłopotowskich (babcia Józefa Wiłkomirskiego, juniora) urodzona w 1839 r. na Ukrainie, córka Mateusza, uczęszczała przez 10 lat do Instytutu dla panien szlacheckiego pochodzenia w Charkowie. Był to zamknięty zakład naukowy o wysokim poziomie nauczania z nauką języków obcych, muzyki, śpiewu. W 1857 r. ukończyła instytut z najwyższym oznaczeniem tzw. Złotym Szyfrem. Przez 60 lat była nauczycielką. Najpierw pracowała, jako guwernantka w arystokratycznych domach rosyjskich, potem po małżeństwie z Józefem Wiłkomirskim (seniorem) w 1865 r. we własnym domu. Przygotowywała własne i cudze dzieci do gimnazjum, dawała lekcje muzyki, a także uczyła języka francuskiego i niemieckiego.
W domu Wiłkomirskich kultywowano świadomie i konsekwentnie tradycje polskie, poza lekcjami mówiono po polsku, swoich wnuków (głównie Kazimierza) uczyli historii Polski, katechizmu, a także pisać po polsku.

JAKI OJCIEC, TAKI SYN

Józef Wiłkomirski (junior) - uczęszczał do Konserwatorium Muzycznego Heleny Kijeńskiej-Dobkiewiczowej w Łodzi, gdzie pracował jego ojciec i starszy brat Kazimierz. Podczas okupacji kontynuował naukę gry na wiolonczeli. Brał też udział w Powstaniu Warszawskim i był więźniem stalagu Sandbostel.
Po wojnie, w 1946 rozpoczął studia na Uniwersytecie Łódzkim (historia, archeologia), równocześnie w latach 1946–1949 studiował dyrygenturę w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Łodzi u swojego brata Kazimierza Wiłkomirskiego, Zdzisława Górzyńskiego i Włodzimierza Ormickiego oraz w latach 1949–1950 u Faustyna Kulczyckiego w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Tam też w latach 1954–1956 odbył aspiranturę pod kierunkiem Waleriana Bierdiajewa.

KARIERA ZAWODOWA

Dyrygował orkiestrami Filharmonii Łódzkiej oraz Opery Warszawskiej. Był dyrygentem w Państwowej Filharmonii w Krakowie, zespole Pieśni i Tańca Mazowsze” i Państwowej Filharmonii w Poznaniu.

W latach 1957-1971 był dyrektorem i kierownikiem artystycznym Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie.

W 1978 r. stworzył Filharmonię Sudecką w Wałbrzychu i był dyrektorem tej instytucji do 2005 r.
W czasie swojej kariery dyrygenckiej występował we wszystkich filharmoniach krajowych, a także w ponad dwudziestu krajach Europy, Ameryki i Azji, dając ponad 1,5 tys. koncertów.
Poprowadził wielu prawykonań polskich kompozytorów, m.in. Wojciecha Kilara, Bolesława Woytowicza, Romualda Twardowskiego, Benedykta Konowalskiego.
,
KOMPOZYTOR

Od 1967 rozwijał działalność kompozytorską. Jego utwory były wykonywane w kilkunastu krajach Europy, Azji i Ameryki
W swoich dziełach muzycznych skłaniał się ku kameralistyce ze szczególnym wyróżnieniem instrumentów smyczkowych, zwłaszcza z uprzywilejowaniem wiolonczeli, kilka utworów z udziałem instrumentów perkusyjnych. Napisał też dwa koncerty na harfę – pierwszy na harfę z orkiestrą symfoniczną, drugi – na cztery harfy. W dorobku kompozytorskim ma pieśni, ale też utwory symfoniczne. 
Napisał także trzy utwory dedykowane dzieciom: baśń symfoniczną na głos recytujący i orkiestrę symfoniczną „Przygody Kacperka”, balet-pantomimę „Baśń o królewiczu Jasnym” oraz baśń symfoniczną na głos recytujący i orkiestrę symfoniczną „Isia i kosmoskrzaty”.

PUBLICYSTA

Działał także, jako publicysta (ok. 300 artykułów) i prelegent (ponad 200 wystąpień). Współpracował z Telewizją Polską i rozgłośniami regionalnymi Polskiego Radia w Szczecinie, Wałbrzychu i we Wrocławiu.
Józef Wiłkomirski wydał w 2009r. swoją autobiografię: "Lata 1926-2006. Wspomnienia nie tylko muzyczne". Dwa tomy książki, po około 300 stron każdy, ukazały się nakładem Stowarzyszenia Inteligencji Twórczej Wałbrzycha. W lutym 2017 r. ukazał się jej trzeci tom pt. „Minęło 10 lat... 2007-2016. W 90 rocznicę urodzin”. Ostatnia publikacja to zbiór przemyśleń i doświadczeń autora z ostatniego dziesięciolecia, felietonów opublikowanych w tym czasie oraz filozoficzne eseje w postaci rozmów duchów znanych postaci historycznych np. Newtona z Einsteinem.

Jedno z ostatnich zdjęć Józefa Wiłkomirskiego

Wśród wielu odznaczeń, dyrygent i kompozytor został uhonorowywany m.in. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Cześć Jego pamięci!

czwartek, 23 lipca 2020

Czy Polakowi ... „warto być Polakiem”?

Jarosław Kaczyński, prezes PiS w sali obrad Sejmu RP

Ten dosyć irracjonalny slogan od dawna funkcjonuje w ideologii i propagandzie PiS, jest też fragmentem tytułu albumu wydanego przez SPIN AR „Prezydent Lech Kaczyński. Warto być Polakiem”, wydanym po wystawie „Być Polakiem”. Obecnie w Polsce, Polakiem jest się wtedy, gdy zadekretuje to prezydencki bliźniaczy brat - Jarosław Kaczyński, a kryteria polskości są dosyć szczególne. 
Prezes PiS w programie I Polskiego Radia, komentując wybory prezydenckie, które dla niego były „starciem cywilizacyjnym”, stwierdził, że: „Jeśli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi stać po stronie, która broni tradycyjnych wartości i chce przebudowywać naszą rzeczywistość, żeby była bardziej sprawiedliwa”, i dodał: „Żeby to wszystko, co się wokół nas dzieje, było prowadzone w sposób sprawiedliwy i sprawny”.

Kolejna selekcja społeczeństwa na Polaków i „nie-Polaków”, dokonana przez prezesa PiS, wywołała duży sprzeciw, co było zresztą do przewidzenia.
Red. Krzysztof Luft
Krzysztof Luft, b. rzecznik polskiego rządu, którego cytuję dla przykładu, skwitował to dosadnie: ”Podobno zdaniem żoliborskiego „inteligenta” nie jestem Polakiem, bo nie podzielam jego wartości, które ten obleśny obłudnik zademonstrował wczoraj w Łagiewnikach. Coraz chętniej myślę o tym, że nie mam nic wspólnego z tym opętanym psychopatą”.
Mnie Jarosław Kaczyński po prostu – obraził. 
Odbiera mi bezprawnie polskość, bo nie podzielam jego ideologii, nie chcę przebudowy Polski przez PiS i zagłosowałam na kandydata opozycji.


KTO TY JESTEŚ? POLAK MAŁY
Pocztówka z okresu międzywojennego
Administracja Edynburga w mojej brytyjskiej metryce napisała, że rodzice byli Polakami. Dla Brytyjczyków, aczkolwiek urodzona na ich wyspach i stanowiąca „własność Korony”, po rodzicach byłam Polką. I chociaż byłam dwujęzyczna, mieszkałam z rodzicami na obczyźnie a rodzina była ekumeniczna, to już, jako trzylatka znałam „Katechizm polskiego dziecka” na pamięć, co mniej więcej brzmiało wówczas tak: „Mammy, mammy, I’m Polka mała”. Niewiele rozumiałam ze wskazań Władysława Bełzy zawartych w jego patriotycznym wierszyku dla dzieci z 1900r. Za ojczyznę nie chciałam oddać życia, jej zdobycie „krwią i blizną” kojarzyło mi się z hitlerowskimi nalotami na Londyn, ale, że jestem „Połka mala”, to miałam zakodowane raz na zawsze
Polska administracja, od przekroczenia polskiej granicy 5 lipca 1947r., także nie kwestionowała mojej polskości i wszędzie byłam, i jestem nadal, polską obywatelką narodowości polskiej. 
Konstytucja RP podkreśla, że „Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Inne przypadki nabycia obywatelstwa polskiego określa ustawa” (art.34.1) i „Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba, że sam się go zrzeknie” (art.34.2).
Jakby nie patrzeć, jestem Polką, czy to się prezesowi PiS podoba, czy nie. Tak samo, jak pozostałe miliony polskich obywateli. Odebrać mi bycia Polką, ani polskości nikomu innemu - nie może.

UWARUNKOWANA POLSKOŚĆ

Wyjątkowo duża frekwencja wyborcza, blisko 70% i wysoki wynik wyborczy Rafała Trzaskowskiego, niewątpliwie wstrząsnęły Jarosławem Kaczyńskim. Niewiele ponad 10 mln Polaków z prawem wyborczym jednoznacznie opowiedziało się przeciwko PiS i zagłosowało na kandydata opozycji, na dodatek różnica głosów była bardzo niska, zaledwie ciut ponad 2%, kilka setek tysięcy ludzi. Zszokowany Kaczyński ocenił wybory nie w kategorii demokratycznej procedury, lecz w kategoriach bitwy: starciem dwóch cywilizacji.
J.Kaczyński, prezes PiS i jego protegowany - Andrzej Duda, prezydent RP.
Elektorat opozycji określił, jako tych, którzy „chcą narzucić Polsce rewolucję Zachodu”, a zwolenników Andrzeja Dudy, tymi, którzy kultywują „wartości tradycyjne” i wiedzą, że ta „rewolucja” może Polakom i Polsce mocno zaszkodzić
I tak po wyborach, Jarosław Kaczyński wyodrębnił, wbrew polskiej konstytucji - ponad 10 mln „nie-Polaków”, którzy w jego ocenie zostali zdyskwalifikowani w polskości za brak poparcia „obrony tradycyjnych wartości”, tudzież „sprawiedliwej rzeczywistości”, które wg PiS urzeczywistnia Andrzej Duda. Jak dodamy tych, co na wybory nie poszli i oczywiście na Dudę nie głosowali, to wg kryteriów Kaczyńskiego, mamy w Polsce o 50% więcej  „nie-Polaków” niż „prawdziwych Polaków”.  

KARABIN NA SZNURKU

Plakat z 2020r.
Dla lidera rządzącej partii jest to bardzo wielki problem. To znaczy, że znakomita większość dorosłego społeczeństwa nie podziela ani planów dla Polski lansowanych przez PiS, ani sposobu rządzenia państwem. 
Ani też kreowanej ideologii, będącej schizoidalną mieszanką historycznych matryc i sloganów z międzywojennej Polski, romantycznego XIX-wiecznego patriotyzmu, z elementami ideologii bolszewickiej, nazistowskiej i nacjonalistycznej, z dodatkiem katolickiej dewocji. Znakomicie to zresztą obrazuje narzucana społeczeństwu polityka historyczna kreowana przez PiS. 
Skąd to się bierze? 
Pokażę to na przykładzie mojej rodziny.
Plakat z 1920r.
Poproszona przez towarzystwo historyczne o wspomnienia wojenne związane z okolicami rodzinnego ziemiańskiego majątku na Mazowszu, moja kuzynka, 18 lat starsza od prezesa PiS, zlała w swojej relacji opisy wojny polsko-bolszewickiej z rodzinnych opowieści (nasi dwaj wujowi byli uczestnikami tej wojny) z epizodami II wojny światowej. 
I w efekcie w jej słów wyłonił się elegancki hitlerowiec, pachnący i czysty, który „grał na fortepianie i dał dzieciom cukierki”, a za nim przyszedł „ruski sołdat”, cuchnący, „szczerbaty z karabinem na sznurku”, wprawdzie nikogo nie zgwałcił, ale coś tam ukradł. Tyle, że akurat przez wspominane mająteczki ziemskie żadne radzieckie wojsko nie przechodziło, a opis żołnierza radzieckiego jest żywcem zdarty z plakatów okresu wojny polsko-bolszewickiej. 
 To przykład, jak pewne „tradycyjne wartości” funkcjonują w naszym społeczeństwie. 

SCHIZOIDALNOŚĆ

Bóg, Honor i Ojczyzna”, „Prawdziwy Polak-katolik”, „Bolszewika, gon, goń, goń”, „Hej, kto Polak, na bagnety!...”„Kto ty jesteś? Polak mały”, „Chroń nas Matuchno Częstochowska”, „Nie rzucim ziemi skąd nasz ród” - to na ustach.
Karykatura z okresu międzywojennego dot. odzyskania przez Polskę niepodległości
A w rzeczywistości: polityczny cynizm, wyrachowanie i mściwość, megalomania i autokratyzm, antagonizowanie grup społecznych i segregacja ludzi, ich stygmatyzowanie i represjonowanie, korupcja polityczna, nepotyzm, tolerancja pedofilii katolickiego kleru, chamstwo i agresja w dyspucie publicznej, publiczne kłamstwa, bezmyślność i obłuda sfer rządzących, łamanie konstytucji i brak poszanowania prawa, chroniczne naruszanie godności oponentom. Litania grzechów i przywar lidera PiS i jego obozu jest znacznie dłuższa.
Trudno to wszystko nazwać „wartościami” i oczekiwać bezwzględnej ich akceptacji. Chociaż przymiotnik „tradycyjne” jest raczej adekwatny. O polskim kundlizmie pisał Melchior Wańkowicz, zjawisko dulszczyzny opisała Gabriela Zapolska, „Pawiem narodów byłaś i papugą”, pisał o polskiej polityce zagranicznej Juliusz Słowacki, nad kołtuńskimi obyczajami pastwił się Tadeusz Boy Żeleński.
Polskie społeczeństwo, od dziesięcioleci, jest oceniane przez socjologów i psychologów społecznych, jako schizoidalne, tj. preferujące emocje i działania pod ich wpływem a potem dopiero sięgające po rozum do głowy i oceniające skutki swego działania.  I to wykorzystuje Kaczyński. Z jednej strony serwuje pompatyczne, emocjonalne słowa o enigmatycznych „wartościach”, zwłaszcza patriotyczno-religijnych, plączących się w polskich małomiasteczkowych głowach, a z drugiej – stosuje zimne, wyrachowane działania w partykularnych celach, sądząc, że są dla nich niewidoczne.

Ale gdy społeczeństwo staje się bardziej wyedukowane, świadome, obywatelskie –mniej ulega narzucanym emocjom. I nagle okazuje się, że drzemie w nim siła, zdolna stanąć Kaczyńskiemu na drodze.


 „Niejednego głupca chroni jego urząd”, mawiał Cyceron a Kaczyński dla swojej wygody politycznej rzymską maksymę wcielił w życie.

Zapomniał tylko, że cywilizacja zachodnia rozwinęła się, urząd z bohaterem Cycerona już nie wystarczy, a rzeczywistość wskazuje, że Polak ukształtowany wg wzoru Kaczyńskiego, jest postacią przerażającą i destruktywną.


Artykuł dla portalu rosyjskiego radia
Sputnik Polska/MIA Rossija Segodnia/Russia Today,
23.07.2020, Moskwa 
https://pl.sputniknews.com/opinie/2020072312789509-czy-polakowi-warto-byc-polakiem-sputnik/

niedziela, 19 lipca 2020

Szczyt UE i rozmowy Merkel z Putinem


Charels Michel, przewodniczący Rady Europejskiej
Z dniem 1 lipca, Niemcy objęły prezydencję w Unii Europejskiej. W połowie lipca pod egidą Niemiec odbywa się nadzwyczajny szczyt państw UE (17-19 lipca, w Brukseli), by przedyskutować i zatwierdzić unijny budżet oraz rozwiązać problemy związane z koronawirusem. Podstawą dyskusji jest propozycja wieloletniego budżetu UE i pakietu odbudowy, którą przedstawił przewodniczący Rady Europejskiej (RE) - Charles Michel. 
Cele naszej odbudowy można podsumować w trzech słowach: konwergencja, odporność i transformacja. Konkretnie oznacza to, że musimy naprawić szkody spowodowane przez Covid-19, zreformować nasze gospodarki i przemodelować nasze społeczeństwa” zapowiedział przewodniczący Rady Europejskiej.

WALKA O DUŻE PIENIĄDZE I KŁOPOTY Z PRAWORZĄDNOŚCIĄ

Przywódcy unijni rozmawiają od piątku o pakiecie finansowym, opiewającym na około 1,82 bln euro, na który składa się Fundusz Odbudowy wynoszący 750 mld euro oraz budżet UE na lata 2021-2027 w wysokości 1,074 bln euro.
Unijne M3:Angela Merkel, Emmanuel Macron i Charles Michel

Już trzeci dzień unijni liderzy nie mogą dojść do porozumienia, a kanclerz Angela Merkel nie jest pewna, czy uda jej się ten szczyt zakończyć jakimiś rozstrzygnięciami.
Jak na razie, został on przedłużony o jeden dzień, trwają konsultacje w grupach, rozmowy dwustronne, scysje i awantury, między innymi między prezydentami Węgier i Francji. Stawia się też dosyć mocno polski premier Mateusz Morawiecki, który swoim zachowaniem jednoznacznie potwierdził, że z praworządnością w Polsce jest fatalnie. Nie zgodził się, by dotacje unijne, w tym także przeznaczone na walkę z korona wirusem, były uwarunkowane oceną praworządności w danym kraju. Chodzi też o zachowanie reżimu finansowego i dyscypliny oszczędnościowej, co lansuje m.in. prezydent Emmanuel Macron.
Charles Michel zaproponował 1,074 mld EUR na realizację długoterminowych celów UE i na zapewnienie pełnego wykonania planu odbudowy unijnej gospodarki. Propozycja ta jest w dużym stopniu oparta na propozycji z lutego, która odzwierciedlała dwuletnie dyskusje z państwami członkowskimi.
W następstwie dwustronnych dyskusji z unijnymi przywódcami przewodniczący Charles Michel określił sześć głównych elementów możliwego porozumienia. Poza określeniem wysokości wieloletniego unijnego budżetu, Charles Michel, zaproponował też, by:

Rabaty ryczałtowe - miałyby zostać utrzymane dla Danii, Niemiec, Holandii, Austrii i Szwecji; 
Rozmiar funduszu odbudowy - Komisja Europejska miałaby zostać uprawniona do pożyczenia państwom unijnym maksymalnie 750 mld EUR (w drodze decyzji w sprawie zasobów własnych). Środki te mogą być wykorzystywane na pożyczki wzajemne i wydatki w ramach programów finansowanych z wieloletniego budżetu. 
Pożyczki i dotacje - Charles Michel zaproponował utrzymanie równowagi między pożyczkami, gwarancjami i dotacjami, tak, aby uniknąć przeciążania państw członkowskich o wysokich poziomach zadłużenia. „Ma to ogromne znaczenie również dla przyszłości jednolitego rynku oraz zapobiegania większym rozbieżnościom i fragmentacji”, powiedział. 
Podział środków z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) - pieniądze miały trafić do krajów i sektorów najbardziej dotkniętych kryzysem: 70% środków z RRF zostanie przydzielonych w latach 2021–2022 przy zastosowaniu kryteriów określonych przez Komisję, a 30% w 2023 r., po uwzględnieniu spadku PKB odnotowanego w latach 2020–2021. Cała kwota powinna zostać rozdysponowana do 2026 r.

Zarządzanie i warunki korzystania z budżetu unijnego wywołały największe kontrowersje wśród liderów unijnych państw. Zwłaszcza trzeci z proponowanych warunków.

* Pierwszy warunek - państwa członkowskie mają przygotować krajowe plany odbudowy i zwiększania odporności na lata 2021–2023 zgodnie z europejskim semestrem, a w szczególności z zaleceniami dla poszczególnych krajów. Przegląd tych planów nastąpi w 2022 r. Ich ocenę zatwierdzi Rada Europejska w głosowaniu większością kwalifikowaną na wniosek Komisji. 
* Drugi warunek - 30% środków ma zostać przeznaczonych na projekty związane z klimatem. Wydatki w ramach wieloletniego budżetu i Next Generation EU muszą być zgodne z unijnym celem, którym jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r., z celami klimatycznymi UE 2030 i z porozumieniem paryskim. 
* Trzeci warunek - wiąże się z praworządnością i europejskimi wartościami. „Robimy istotny krok w kierunku zakotwiczenia praworządności i wartości w naszym projekcie europejskim i dlatego proponuję ścisłe uzależnienie finansowania od poszanowania ładu i praworządności, powiedział przewodniczący RE.

Nie są one akurat żadnym zaskoczeniem dla liderów unijnych, bowiem dyskusje trwały dwa lata, a ostatnia miała miejsce miesiąc temu.

19 czerwca unijni przywódcy omówili w trybie wideokonferencji projekt nowego planu odbudowy oraz wieloletnich ram finansowych 2021–2027, zaprezentowany przez Komisję Europejską 27 maja 2020 r. Po tym spotkaniu, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel przystąpił do negocjacji politycznych z unijnymi przywódcami. „Mamy świadomość, że konieczne jest jak najszybsze podjęcie decyzji”, powiedział. Nie mniej jednak państwa Europy wschodniej nie bardzo chcą się godzić na warunki stawiane przez UE.

15 lipca, wysyłając zaproszenia na szczyt, Charles Michel napisał: 
„W piątek, po raz pierwszy od początku kryzysu związanego z COVID-19, będziemy mogli ponownie spotkać się w Brukseli.
Pandemia pozbawiła życia wielu ludzi w całej Europie i była poważnym ciosem dla naszych gospodarek i społeczeństw. Nadal wpływa na nasze życie. Cały wysiłek musimy skoncentrować na trwałej odbudowie. Dlatego nasze spotkanie w tym tygodniu poświęcone będzie wieloletnim ramom finansowym i planowi odbudowy.
Od ostatniego szczytu w czerwcu intensywnie z Państwem współpracowaliśmy i z uwagą odnotowywaliśmy Państwa obawy. W oparciu o to przedstawiłem propozycję wyeliminowania głównych trudności i pogodzenia różnych stanowisk. Znalezienie porozumienia będzie wymagać od wszystkich stron dużego wysiłku i woli politycznej. To jest właściwy moment. Porozumienie jest konieczne. Musimy znaleźć praktyczne rozwiązania i dojść do zgody z korzyścią dla naszych obywateli.
Nasze spotkanie rozpocznie się w piątek o 10 rano od tradycyjnej wymiany poglądów z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Davidem Sassolim. Następnie odbędzie się pierwsza sesja robocza, nasz punkt wyjścia.
Cieszę się, że znowu będę mógł Państwa powitać w Brukseli!”

Jak na razie ani woli politycznej, ani chęci porozumienia – nie widać.

TELEFON DO PUTINA
Prezydent Rosji Władimir Putin
W tym samym czasie 15 lipca, dwa dni przed rozpoczęciem szczytu i swoimi urodzinami, kanclerz Merkel zadzwoniła do prezydenta Rosji, Władimira Putina. Bowiem pewne sprawy europejskie wymagają konsultacji obustronnych, przede wszystkim dot. Ukrainy oraz unijnej polityki zagranicznej.
W obustronnych rozmowach główną uwagę zwrócono na sytuację na południowym wschodzie Ukrainy. Prezydent Rosji podkreślił kontr produktywność podejmowanych przez stronę ukraińską prób zniekształcenia treści porozumień mińskich. Podkreślono, że linia Kijowa dotycząca wybiórczego wypełniania zobowiązań wynikających z tego dokumentu - prowadzi proces negocjacji w ślepy zaułek.
Obie strony negatywnie oceniły ostatnie wypowiedzi ukraińskich urzędników o konieczności rewizji mińskiego pakietu środków. Fakt braku alternatywy dla porozumień mińskich potwierdzono, jako jedyną podstawę rozstrzygnięcia wewnętrznego konfliktu ukraińskiego
W tym kontekście zarówno prezydent Putin, jak i kanclerz Merkel, zwrócili uwagę na znaczenie pełnej i bezwarunkowej realizacji Pakietu Środków i decyzji podjętych na szczytach Kwartetu Normandzkiego, w tym w Paryżu 9 grudnia 2019 r.
Władimir Putin i Angela Merkel opowiedzieli się za wzmożeniem działań w tym kierunku, przede wszystkim poprzez pomocników przywódców Rosji, Niemiec, Francji i Ukrainy.

Omawiając sytuację wokół Iranu, prezydent Rosji podkreślił daremność presji sankcyjnej na Teheran oraz celowość działań na rzecz zachowania Wspólnego Kompleksowego Planu Działań w sprawie irańskiego programu jądrowego, zatwierdzonego rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2231.

Władimir Putin i Angela Merkel wymienili też oceny sytuacji w Libii. Wyrażono wspólną opinię o potrzebie przezwyciężenia kryzysu w tym kraju wyłącznie metodami politycznymi i dyplomatycznymi oraz nawiązania dialogu między Libią, zgodnie z postanowieniami konferencji berlińskiej z 19 stycznia 2020 r. I zapisanymi w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2510.

Poruszyli także szereg aktualnych kwestii w programie dwustronnym, w tym współpracę w walce z rozprzestrzenianiem się zakażenia koronawirusem.

ŁATWIEJ ROZMAWIAĆ Z ROSJĄ NIŻ Z POLSKĄ I WĘGRAMI
Trudne rozmowy: po prawej stronie stoły, drugi z przodu - polski premier Mateusz Morawiecki, drugi od końca - premier Węgier Wiktor Orban, Bruksela, 19.07.2020
I o ile łatwiej było kanclerz Merkel dogadać się z rosyjskim prezydentem, to dyskusja z 27 liderami UE idzie jej jak po grudzie, i do kompromisu jeszcze daleko.
Dzisiaj w Brukseli po godz. 17 rozpoczęły się konsultacje przywódców zbuntowanych państw i wiodących: z liderami Polski i Węgier, rozmawiają liderzy Niemiec, Francji, Włoch, Portugalii. "To kluczowy moment. Uważam, że albo osiągniemy przełom, albo rozjeżdżamy się do domu" - powiedział PAP wysoki rangą unijny dyplomata.
Kwestia praworządności radykalnie dzieli unijnych przywódców. Węgierski premier Wiktor Orban uważa, że za łamanie tej podstawowej zasady unijnej, powinno grozić wyrzuceniem ze Wspólnoty. „Zgadzamy się, co do tego, że praworządność jest podstawą funkcjonowania w Unii. Więc, jak ktoś nie przestrzega tych zasad, to powinien natychmiast opuścić UE. I tu jest zgoda w 100 proc., powinien wyjść z UE, ale nie powinien być karany finansowo”, mówił kuluarach szczytu Wiktor Orban. Problem w tym, że Węgry są objęte unijną procedurą z art. 7 traktatu o UE – właśnie za łamanie zasad praworządności.
Podobną procedurą objęta jest Polska, która podobnie jak Węgry, blokuje wspólne porozumienie unijne. „Propozycja dotycząca klauzuli praworządności jest według nas nadużywana. Nie możemy się zgodzić na taki ogólnie sformułowany warunek. Jest to narzędzie w rękach silniejszych państw, które mogą zacząć szantażować inne państwa”, przekonywał przed kolejną turą rozmów premier Mateusz Morawiecki.

Przywódcy krajów UE mieli wznowić obrady w pełnym składzie w niedzielne popołudnie (19 lipca), jednak nie udało się to z uwagi na trwające konsultacje w mniejszych grupach. Rada Europejska miała się ponownie zebrać o godz. 19.
Ale nie wznowili, nadal trwają grupowe dyskusje...
Do kolacji, która rozpoczęła się o 19.20 — nie było żadnego przełomu. 
Zarówno w pojmowaniu praworządności, jak i w podziale pieniędzy.