środa, 11 września 2019

W Kaliningradzie

Kaliningrad, 11 września 2019r.
Od wczoraj  (10 września) jestem w Kaliningradzie, gdzie uczestniczę w 11 Bałtyckim Forum Transportowym. Dla mnie - to kopalnia wiedzy merytorycznej, szczególnie przydatnej dla mego rodzimego pisma branży morskiej "Namiary na morze i handel", bowiem tegoroczna edycja skupiła się na morskich portach rosyjskich basenu Morza Bałtyckiego i ich zaplecza, obsługiwanego transportem kolejowym. 
Na forum byli przedstawiciele portów bałtyckich Rosji i dawnych radzieckich republik ZSRR, dzisiaj unijnych państwa - Łotwy, Litwy, Estonii, przedstawiciele portów w Hamburgu i Oslo, zabrakło przedstawicieli Polski. 
Byli przedstawiciele kolei państwowych Rosji, Białorusi,Litwy, Łotwy... - zabrakło z Polski. Byli przedstawiciele centrów transportowo-logistycznych z przygranicznej Białorusi, zabrakło z Polski....
O rozwoju portów bałtyckich, w tym też z pogranicza polsko-rosyjskiego, przede wszystkim o Gdańsku  - mówili portowcy z Rosji, a nie Polacy. 
O porcie Gdańsk opowiada Andriej Moszkow, zastępca dyr. Północno-Zachodniego filiału FGUP "Rosmorport" - naczelnik Kaliningradzkiego Oddziału.
O białoruskich centrach transportowo-logistycznych i relacjach na białorusko-polskim pograniczu mówili Białorusini, Polaków zabrakło ... 
Ten brak polskiej reprezentacji był widoczny, bo pytań do prelegentów o polsko-rosyjskie relacje w branży było co nieco.
Tym bardziej było mi smutno, bo organizatorzy prezentując zagraniczne media, które się akredytowały i zawitały do Kaliningradu - pięknie zaprezentowali moją macierzystą redakcję w swoich forumowych wydawnictwach, podobnie jak media z Litwy, Estonii czy Białorusi. 

Moja redakcja bardzo się tym faktem ucieszyła, to była swego rodzaju miła niespodzianka. Oczywiście mam zapewnione miejsce w naszym dwutygodniku na obszerną relację, co szalenie cieszy, bo pisanie o Rosji rzeczowych materiałów dziennikarskich, obrazujących uczciwie rosyjską rzeczywistość, m.in. gospodarczą - jest raczej trudne. 
Nie każda redakcja i nie każdy redaktor naczelny chce się narażać na nie zawsze miłe reperkusje. 
Ciągle obowiązuje w środowisku medialnym niepisana dyrektywa - o Rosji źle, albo wcale.

***
Do Kaliningradu przyjechałam w ramach indywidualnego press-tour, który sama sobie organizuję i oczywiście opłacam. 
Moje wojaże dziennikarskie związane z branżą morską w Rosji - nie wspierają żadne rosyjskie organizacje, fundacje czy stowarzyszenia.Takie dziennikarstwo nie pasuje do kryteriów tzw. dyplomacji społecznej przez nie wspieranej. Poza tym nie zaliczam się do młodego pokolenia polskiej żurnalistyki i nie pasuję im wiekowo. 
Kaliningrad, 11 września 2019 r.

Za to zawsze mogę liczyć na pomoc merytoryczną organizatorów międzynarodowych seminariów, forum czy spotkań branżowych w Rosji w których uczestniczę .
Tak  było w przypadku biznesowego forum rosyjsko-norweskiego w ub. roku w Moskwie, organizowanego m.in. przez Rosyjską Izbę Przemysłowo-Handlową, w tym roku taką pomoc merytoryczną okazał organizator kaliningradzkiego forum - ICF Mieżdunaronyje Konferencii, 
Ze służbami medialnymi ICF współpracowało mi się znakomicie.
I choć portfel mi chudnie, to zdobyta wiedza i doświadczenie na pewno prędzej czy później zaowocują. 
Przy okazji poznałam kolejnych Rosjan, których kompetentna wiedza będzie mi szalenie przydatna w pracy zawodowej, mogłam obserwować pracę rosyjskich mediów z branży morskiej, spotkałam starych znajomych, podziwiam Kaliningrad, który jest na pewno pięknym miastem. jutro poznam kolejne jego zakątki, zwiedzę portowe terminale...
Nie wszystko przecież można przeliczać na złotówki.
Nie mogę też zapomnieć o kaliningradzkim dziennikarzu - red. Andrieju Wypołzowie, który przywitał  mnie w Kaliningradzie i zadeklarował pomoc w dotarciu na tereny dawnego Stalagu 1A, do którego równe 80 lat temu  19.09.1939r. dostał si\ę mój wujek (brat mamy), podczas walk o Modlin i Warszawę.
Jak wszystko dobrze pójdzie, pojedziemy tam w piątek, 13 września. To będzie poniekąd  prywatna część mojej wizyty w Obwodzie Kaliningradzkim, choć nie do końca..
Chciałabym na cmentarzu jenieckim, powstałym przy tym Stalagu - zapalić  świece i położyć symbolicznie białe serce z wikliny, przepasane wstążką w polskich barwach, które przywiozłam ze Szczecina, ku czci pochowanych tam jeńców, kolegów wuja, który nie wrócili ze Stalagu do Polski, Rosji i innych krajów podbitych wówczas przez hitlerowców. Wujowi się udało, im już nie...
Mamy niedaleko Szczecina, w Stargardzie zapomniany, niedawno ujawniony podobny cmentarz jeńców radzieckich i serce mi się kraje, jak widzę na nim chaszcze i wiem, że pod tymi chaszczami jest stare śmietnisko, a jeszcze głębiej - szczątki ponad 3 tys. żołnierzy radzieckich...
Może uda mi się w końcu zmiękczyć serca polskich urzędników rosyjskim przykładem cmentarza jenieckiego Stalagu 1A, który od 1939r. na niemieckim poligonie w dzisiejszym Obwodzie Kaliningradzkim budowali wzięci do niewoli polscy żołnierze.
W tym też mój wujek-jeniec nr 57 192 ze Stalagu1A Stablack. (Lager Nord).




poniedziałek, 9 września 2019

R.I.P. - Joanna Izbicka, członek szczecińskiej lewicy


Z wielkim smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci mojej koleżanki – Joasi Izbickiej (1944 – 2019), nauczyciela akademickiego, chemiczki, dr nauk filozoficznych, aktywnej działaczki politycznej, społecznej i samorządowej.
Joanna w czerwcu skończyła 75 lat, pochodziła ze Starogardu. Studia ukończyła na Politechnice Gdańskiej (1968r.), doktoryzowała się na Politechnice Szczecińskiej (1979). Zawodowo związana była ze szczecińską politechniką, okresowo współpracowała z politechnikami w Kassel (Niemcy) i w Rydze (Łotwa). Była członkinią Polskiego Towarzystwa Chemicznego.
Politycznie związana była ze szczecińską lewicą, m.in. będąc przez pięć lat wiceprzewodniczącą wojewódzkich władza partii socjaldemokratycznej (SdRP 1990-1995), społecznie - z ruchem kobiecym. 
Była też radną wojewódzką z ramienia SLD  sejmiku wojewódzkiego I kadencji.
Prywatnie oddawała się swoim pasjom: pływaniu, podróżom i brydżowi.
W 1969r. poślubiła Zdzisława Izbickiego z którym miała trójkę dzieci: Jakuba, Daniela i Dominikę.
Pogrzeb Joanny
odbędzie się dzisiaj, 
w poniedziałek – 9 września, 
na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie



Żegnaj Joasiu,
będzie mi Ciebie brakowało...

Przyjaciołom Rodzinie i Najbliższym 
JOANNY IZBICKIEJ

z wyrazami głębokiego smutku
składam najserdeczniejsze kondolencje
R.I.P.

czwartek, 5 września 2019

Polska na froncie walki z „trudną” Rosją / Польша на фринте борьбы c „трудной” Россией


Przedmiotem ciężkiej pracy naszej dyplomacji była kwestia stałej obecności żołnierzy amerykańskich w Polsce. Ta praca przyniosła sukces; polska armia się dozbraja i staje się naprawdę nowoczesną i zdolną do walki z trudnym przeciwnikiem”, powiedział  wczoraj (4 września) Jarosław Kaczyński podczas konwencji PiS w Olsztynie . A także: „Jednak sytuacja geopolityczna, polityka Federacji Rosyjskiej w ciągu ostatnich kilkunastu lat, doprowadziła do zmiany stanowiska także naszych zachodnich sojuszników, a w szczególności Stanów Zjednoczonych”, uważa prezes PiS. 
7 Kongres Morski,  Szczecin r.5.09.2018
O szykowaniu się do walki „z trudnym przeciwnikiem” słuchałam dzisiaj podczas 7 Kongresu Morskiego w Szczecinie (5 września br.), gdzie jedna z dyrektorek Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej bez ogródek i otwartym tekstem stwierdziła, że przekopanie Mierzei Wiślanej jest celem militarnym związanym z bezpieczeństwem Polski. „Bo przecież na Zalewie Wiślanym mamy granicę z Rosją”, perorowała pani dyrektor.  Wg niej, „na Zalew Wiślany nie może wpłynąć żadna zagraniczna jednostka (w domyśle floty wojennej NATO lub USA) poza polskimi i rosyjskimi, a wniosek o zezwolenie żeglugi po wodach terytorialnych Rosji (przez Zalew Kaliningradzki – rosyjską część Zalewu Wiślanego) trzeba składać znacznie wcześniej i nie wiadomo czy się go dostanie”. 
W podobnym tonie wypowiadał się prezes PiS podczas wczorajszej  konwencji olsztyńskiej, mówiąc o potrzebie zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. „Bezpieczeństwa w różnych wymiarach, ale też w wymiarze militarnym. Nie dlatego, że spodziewamy się czegoś złego, że chcemy złych stosunków z naszym wielkim sąsiadem, tylko dlatego, że uwzględniamy realia, a te są takie, jakie są
No tak, Rosjanie nie przepuszczą przecież żadnych obcych jednostek szpiegowskich czy zagrażających bezpieczeństwu ich krajowi, co się nie podoba Stanom Zjednoczonym. A tak, po przekopaniu mierzei, kutry wojskowe NATO vel USA wejdą bez zbytnich problemów, o ile PiS pomyśli o przekopaniu stosownych torów wodnych na polskiej części zalewu, przede wszystkim do Elbląga, gdzie mają stacjonować Amerykanie, którzy nas obronią, zgodnie z założeniem prezesa. Resort gospodarki morskiej zapewniał dzisiaj, że „twarde roboty” na Mierzei Wiślanej zaczną się niebawem, jeszcze w tym roku
Dla PiS to inwestycja priorytetowa, nie tylko ze względów militarnych i układów z USA, ale też politycznych. Mówiąc o przekopaniu Mierzei Wiślanej, prezes PiS stwierdził: „dzisiaj pokazujemy, że możemy, że tamten czas, tamten czas, który się skończył z jednej strony 30 lat temu, ale jego elementy ciągle trwały i trwają, naprawdę się kończy, kończy się postkomunizm”.
Wiceminister G. Witkowski,  w pierwszym rzędzie, czwarty od lewej.
Ale wszystkich przebił wiceminister Grzegorz Witkowski omawiając tzw. Inicjatywę Trójmorza., Uważa on, że budowanie powiązań ekonomicznych w systemie równoleżnikowym, jak to się dzieje w Unii Europejskiej na linii Paryż – Berlin - Moskwa i dalej do Chin i na Daleki Wschód, jest szkodliwe dla Polski i trzeba budować alternatywną oś dla Europy środkowej i wschodniej w układzie południkowym. Relacje wschodnio-zachodnie wg ministra, na skutek położenia geograficznego i polskich sąsiadów transgranicznych - przynosiły Polsce „wojny, zubożenie, poczucie klęski i zapaść gospodarczą”, to „linia śmierci, obcych wojsk, zniewolenia”. Przy relacjach północ-południe czeka nas „bezpieczeństwo i życie w pokoju”, to linia „szczęśliwych ludzi, dobrobytu i rozwoju gospodarczego”.
Rozbawił też uczestników Kongresu Morskiego zapewnieniem, że Inicjatywa Trójmorza, w której uczestniczy 12 państw ma sens, bowiem ”jeden kraj łatwo oszwabi, ale 12 państw - to już siła
W oparciu o ideę tzw. Międzymorza, lansowaną w okresie międzywojennym – polskie władze postanowiły zbudować alternatywą oś wobec osi gospodarczej, na której opiera się Unia Europejska, wykorzystując sytuację państw z dawnego bloku wschodniego, silnie związanych z ZSRR
Po rozpadzie Związku Radzieckiego więzy gospodarcze z krajami ościennymi posypały się i polskie władze postanowiły to wykorzystać.  Po dołączeniu tych państw do Unii Europejskiej, pojawiły się szanse na rozszerzenie współpracy gospodarczo-politycznej między nimi
I tak, w 2015., w celu poszerzenia współpracy postanowiono – z inicjatywy prezydentów Polski i Chorwacji, Andrzeja Dudy i Kolindy Grabar-Kitarović – powołać grupę Trójmorza. Wcześniej idea ta była lansowana przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, któremu sekundował prezydent USA – George Bush junior, stąd też zaangażowanie Polski m.in. w awantury militarne na Kaukazie sprowokowane przez prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego.
Międzynarodowa inicjatywa gospodarczo-polityczna Trójmorze skupia obecnie 12 państw UE położonych w rejonie mórz: Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego. W skład grupy wchodzą: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. 8 z nich to kraje nadmorskie.

Pierwszy szczyt grupy inicjatywnej odbył się w Dubrowniku 25 i 26 sierpnia 2016 roku. Przyjęto tam deklarację, w której wskazano cele współpracy w dziedzinie energetyki, transportu (m.in. Via Carpatia), komunikacji cyfrowej oraz gospodarki, wyrażono oficjalnie przy tym przekonanie, że Europa Środkowa i Wschodnia staną się bardziej bezpieczne i bardziej konkurencyjne oraz przyczynią się tym samym do wzmocnienia Unii Europejskiej, jako całości. Co w wypowiedziach i działaniach polskich polityków raczej nie ma już odzwierciedlenia.

Bardzo szybko wydało się, że inicjatywą tą zainteresowane są Stany Zjednoczone.  Kolejne spotkanie odbyło się w Warszawie w dniach 6 i 7 lipca 2017 r. już z udziałem prezydenta USA Donalda Trump. Na tym szczycie Inicjatywy Trójmorza zapowiedziano m.in. powołanie Funduszu Trójmorza (podpisano w tej sprawie list intencyjny) oraz Sieci Izb Handlowych Trójmorza. Zaprezentowano także katalog wspólnych inwestycji w dziedzinach transportu, energetyki i cyfryzacji, które są wspólnym priorytetem państw Inicjatywy.
W tym roku - Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i rumuński EximBank podpisały w Luksemburgu akt założycielski Funduszu Inwestycyjnego Inicjatywy Trójmorza. 
Fundusz ma koncentrować się na projektach tworzących infrastrukturę transportową, energetyczną i cyfrową w regionie Trójmorza. 
Powołanie Funduszu zostało zainicjowane przez stronę polską, a jego powstanie zapowiedział w 2018r. Andrzej Duda.

Inicjatywa Trójmorza, jak realia wskazują, jest budowana w kontrze do polityki gospodarczej Unii Europejskiej, przy okazji uwzględniając interesy gospodarcze USA, oraz - w celu wyłuskania z rosyjskich  wpływów polityczno-gospodarczych państw należących do Trójmorza, co nie zawsze się akurat sprawdza.

Unia Europejska, zgodnie ze swoją kilkudziesięcioletnia tradycją, mniej, a teraz coraz bardziej jawnie -  mimo ciągle lansowanej rusofobii - ciąży jednak do wymiany gospodarczej na linii równoleżnikowej i uważa Rosją za ważnego, strategicznego partnera. Ze strony państw Europejskich (m.in. Francji, Finlandii, Włoch, Austrii) i ich środowisk gospodarczych (m.in.Niemcy) coraz częściej i ostrzej formułowane są wnioski o zniesienie sankcji wobec Rosji i poszerzenie z nią relacji polityczno-gospodarczych, przy bardzo jednoznacznym negatywnym stanowisku Polski.

Polska prowadzi też boje z Rosją na froncie energetycznym, o czym relacjonował na Kongresie Morskim prezes Paweł Jakubowski ze spółki „Polskie LNG”. Pochwalił się, że do portowego terminalu LNG w Świnoujściu wpłynie już 70-ty gazowiec, a 5 tys. cystern samochodowych i kolejowych wywiozło LNG do Rumunii i Bułgarii i państw ościennych. Niestety, odczuwa on silną konkurencję z „kierunku wschodniego”, która „dominuje”. 
Z punktu widzenia Inicjatywy Trójmorskiej, zdaniem prezesa Jakubowskiego, to tzw. czysta energia (LNG) jest interesująca. Niestety jednak, infrastruktura gazowa „z czasów minionych” (tj. PRL) jest na linii wschód-zachód a nie północ-południe. Szansą na ”nierosyjski gaz” jest gazociąg Baltic Pipe z gazem z Norwegii. 
Podpisanie umowy rosyjsko-norweskiej, Oslo, 25.10.2018
Pan prezes zapewne zapomniał, że Norwedzy sprzedają gaz, który czerpią m.in. z rosyjskich pól gazowych na morzu Barentsa. Norwegia i Rosja podpisały 25 października ub. roku porozumienie, na mocy, którego państwa wzajemnie przyznają sobie prawo do badań pod dnem Morza Barentsa. Porozumienie daje Norwegii szansę na podtrzymanie spadającego wydobycia, a Rosji może pozwolić uzyskać dostęp do cennej technologii. Porozumienie podpisali w Oslo norweski minister ropy i energii Kjell-Børge Freiberg oraz rosyjski minister zasobów naturalnych i ekologii Dmitrij Kobyłkin.
Głównym celem Norwegów jest odkrycie i rozpoczęcie eksploatacji na nowych złożach za wszelką cenę. Obecnie szacuje się, że najbardziej perspektywiczne mogą być złoża znajdujące się w okolicy Lofotów i na Morzu Barentsa. 
Z uwagi na kwestie ekologiczne, wydobycie w okolicy Lofotów jest jednak niemożliwe. Dlatego aby przyhamować trend spadkowy w norweskim wydobyciu, konieczne jest eksploatowanie nowych złóż na dalekiej północy, ale przy ścisłej współpracy z Rosjanami.
 I tak rosyjski, gaz kupiony od Norwegów, drożej niż w Rosji, zasili zaplanowany gazociąg Baltic Pipe, który Polska chce zbudować, by uniezależnić się od dostaw gazu z … Rosji!

wtorek, 3 września 2019

Walka Rosji z kartelami


PRAWO, GOSPODARKA
ROSJA
Ważny temat związany z zamówieniami publicznymi zapowiedział dzisiaj (3 września br.) premier Federacji Rosyjskiej Dymitr Miedwiediew.  

Poinstruowałem Federalną Służbę Antymonopolową by do 5 września przygotowała poprawki do ustawodawstwa, które zwiększyłyby odpowiedzialność za spisek karteli.

Takie poprawki zostały już praktycznie przygotowane; konieczne jest jak najszybsze ukończenie tych prac i przesłanie ich do Dumy Państwowej. Ma to wzmocnić odpowiedzialność karną zmowy kartelowe. Utworzony zostanie rejestr ich uczestników którzy są pozbawieni prawa do udziału w zamówieniach publicznych. Ponadto rejestr powinien być zorganizowany w taki sposób, by można było kontrolować i widzieć - nie tylko firmy utworzone wyłącznie w celu udziału w przetargach, ale także ich rzeczywistych beneficjentów. Przewidziano również szereg innych środków zaradczych..
Spiski kartelowe wyrządzają bezpośrednie szkody nie tylko regionom i budżetowi federalnemu, ale przede wszystkim ludziom. Ponieważ demoluje przetargi / transakcje dot. budowy dróg, mieszkań, szpitali, szkół. Pomimo,  że przeznaczamy poważne fundusze na realizację projektów krajowych z nimi związanymi”.

Dymitr Miedwiediew 
Premier Federacji Rosyjskiej
VKontakte

poniedziałek, 2 września 2019

Z domowego archiwum – śladami dziadka Romana


HISTORIA, SPOŁECZEŃSTWO
Roman Jeziorowski (1870 - 1930)
W rodzinie trwa żywa dyskusja na temat dziadka – ojca mojej mamy – Romana Jeziorowskiego
Kim właściwie był, ziemianinem, rządcą, młynarzem?...  
Wiemy na pewno, że ponad 100 lat temu kupił niewielki mająteczek we wsi Cierszewo, położonej u ujścia Skrwy do Wisły, kilkanaście kilometrów od Płocka. Był w nim młyn i olejarnia.
Opowieści są ciekawe, ale najlepiej poszperać po dokumentach.

Robiąc porządki w domowym archiwum odnalazłam polskie tłumaczenie napisanego po rosyjsku aktu urodzenia i chrztu mojej mamy. I z niego można się dowiedzieć, że żadne z wyżej wymienionych przypuszczeń o tym, kim był dziadek - nie ma odbicia w dokumencie, bowiem wg niego dziadek na pewno w 1906r. był... gorzelnikiem! 
Dziadek Roman, co najmniej przez siedem lat mieszkał we wsi Gostomia nad Pilicą (gubernia warszawska, pow. rawski, poczta - Nowe Miasto n/Pilic) i urodziło mu się tam pięcioro dzieci: Marian (1902), Aleksandra (1904), Jadwiga (1906), Tadeusz (1908), Barbara – Celina vel Zofia (1909).

Moja mama - Jadwiga Franciszka Jeziorowska figuruje w księgach metrykalnych parafii rzymskokatolickiej Nowe Miasto n/Pilicą z 1906 r. - pod nr 119.
Z parafialnego zapisu aktu urodzenia i chrztu wynika, że:

20 sierpnia/2 września 1906r. o godz.6-tej wieczorem (18.00) stawił się tamtejszej parafii osobiście „Roman JEZIOROWSKI, gorzelnik, lat 36 od urodzenia, zamieszkały we wsi Gostomia” (nieco ponad 3 km od Nowego Miasta n/Pilicą) „w obecności Bolesława Sybiro, mechanika l. 30  i Macieja Jakubowskiego, organisty l. 63, zamieszkałych – pierwszy w Gostomi, drugi w Nowym Mieście – i okazał dziecko rodzaju żeńskiego, oznajmiając, że ono urodziło się we wsi Gostomia 13 marca/ 12 kwietnia bieżącego roku (1906) o godz. 5 wieczorem (17.00) u ślubnej jego żony Jadwigi z Kolanowskich, lat 26 od urodzenia.
Dziecku temu przez Chrzcie Świętym odprawionym w dniu dzisiejszym przez nas, administratora, nadane zostało imię Jadwiga-Franciszka. Do chrztu go trzymali Bolesław Sybiro i Teresa Rudnicka. Akt niniejszy okazicielowi i świadkom odczytano przez nas i przez nich podpisano, (-) ks. A. Łukaszewski i (-) M. Jakubowski”.

Jest jeszcze adnotacja:

„Zgodność odpisu z oryginałem zaświadczam: Nowe Miasto n/Pilicą, dnia 11 września 1937r. Urzędnik Stanu Cywilnego - Proboszcz (-) ks. Z. Siedluk.” 

Oczywiście nadal zagadką jest czy dziadek był właścicielem gorzelni we wsi Gostomia, czy tylko pracował w gorzelni a gorzelnia należała do właścicieli majątku w Gostomi, a może gorzelnia była gdzieś obok, np. w Nowym Mieście nad Pilicą?
Na te pytania trzeba będzie szukać odpowiedzi w archiwach tamtych okolic.

Niewielka wieś Gostomia należy do gminy Nowe Miasto nad Pilicą, powiatu grójeckiego w województwie mazowieckim.  W latach 1902 – 1909 była pod zaborem rosyjskim – w guberni warszawskiej, w powiecie rawskim
We wsi znajduje się zabytkowy zespół pałacowo-parkowy i kompleks stawów rybnych. Przez miejscowość przepływa rzeczka Lubanka, lewobrzeżny dopływ Pilicy. Zamieszkuję ją obecnie ok. 200 osób.
Wieś była miejscem starego osadnictwa, o czym świadczy odkryte w 1934 r. cmentarzysko z dobrze zachowanymi urnami podkloszowymi.
Gostomia była też rodową włością Anzelma Gostomskiego, wojewody rawskiego, żyjącego w latach 1508 — 1588, najmożniejszego szlachcica w tym województwie. Był on autorem książki pt. „Gospodarstwo”, pierwszego polskiego dzieła o rolnictwie, które cieszyło się wśród szlachty wielką popularnością. Książka wydana w formie listów-​​notatek zapoznawała ze sposobem gospodarowania bogatego szlachcica rawskiego z końca XVI w. Jest dokumentem obrazującym ciężką dolę chłopa w okresie pańszczyzny. Dzieło to zostało ponownie wydane w okresie powojennym. 
Gostomscy herbu Nałęcz (zwani też Leżeńskimi), znani byli ze swej gospodarności i ofiarności. Pozostawili dla potomnych prawidłowo zagospodarowane dobra i liczne fundacje.

Majątek Gostomia, przechodząc liczne koleje losu, trafiła w połowie XIX wieku w ręce Jackowskich herbu Gozdawa. Staraniem Teodora Jackowskiego przebudowano dwór na eklektyczny pałac. Mieszanina stylów późnego baroku, manieryzmu i klasycyzmu, zaowocowała nietuzinkową bryłą obiektu.Pałac przetrwał do czasów obecnych i od kilkunastu lat jest w prywatnych rękach, odrestaurowany w pierwotnym stylu. 
Poza pałacem, we wsi był też młyn elektryczny, obecnie zabytek muzealny..

Młyn elektryczny i dom młynarza - powstały około XIX / XX w.  Tradycja młynarska sięga kilku wieków wstecz.  "Młyn z trzema kół tuż przy wsi... Browar bliżej od dwora, co by raz wraz zawarzył. Tuż przy browarze drewnik, a w tyle chmielnik, ogród przy tym za kuchnią..." - tak opisywał szlachecką posiadłość w drugiej połowie XVI wieku wojewoda rawski Anzelm Gostomski.

Na przełomie XIX/XX w., pod zaborem rosyjskim rozwijał się dobrze przemysł rolno-spożywczy: cukrownie (Wołyń, Podole), piwowarstwo, gorzelnictwo i młynarstwo. 
Czy we wsi Gostomia był na początku XX w – browar i gorzelnia? – Nie wiadomo.
Praktyka posiadania gorzelni przy dworze była wtedy dosyć powszechna.
Gorzelnictwo, obok cukrownictwa i młynarstwa, było w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX w. najbardziej dochodową branżą przemysłu spożywczego. Charakterystyczną cechą tej branży były niewielkie zakłady, skupione głównie w majątkach ziemskich. 
W dotychczasowej literaturze historycznej brak jednak precyzyjnego określenia (liczba zakładów, wartość produkcji i zatrudnienie) udziału gorzelni ziemiańskich w tej branży.
Do opisu sytuacji w tym czasie posłużę się opracowaniem Wiesława Pusia z Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Łódzkiego: „Ziemiańskie gorzelnie w Królestwie Polskim w latach 1879–1913”, („Zeszyty Wiejskie”, Z. XXII, 2016)

W 1900 r., liczba gorzelni ziemiańskich w zaborze rosyjskim (Królestwo Polskie), w którym, w tym czasie, znajdowała się także wieś Gostomia i majątek rodziny Jackowskich, wzrosła o 90 zakładów w stosunku do 1879 r., a wartość produkcji zwiększyła się ponad 2, 5 razy (z 2133 tys. rb. do 5606 tys. rb.). Natomiast zatrudnienie wzrosło o 847 osób.  W strukturze przestrzennej zaszły dość istotne zmiany. W ogólnej liczbie zakładów pierwszą pozycję zajęła gubernia siedlecka, w której funkcjonowało 48 gorzelni, na drugiej pozycji znalazła się gubernia warszawska z 40 zakładami, a na trzecim kaliska z liczbą 37 firm.
Pierwszą pozycję w1900 r. zajęła gubernia piotrkowska z udziałem 18, 9% (1060 tys. rb.), drugą gubernia kaliska 16% (896 tys. rb.), trzecią gubernia siedlecka –15, 7% (872 tys. rb.), czwartą gubernia lubelska –15, 3% (855 tys. rb.), która w1879 r. zajmowała pierwsze miejsce z udziałem 23,5%. Ponadto w 1900r. nastąpił wyraźny rozwój gorzelni ziemiańskich w guberni warszawskiej, która zajęła piątą pozycję z udziałem 13, 6% (771 tys. rb.).
W 1900r. w ziemiańskim przemyśle gorzelnianym można wyróżnić jedynie dwie grupy zakładów małych. W stosunku do 1879 r. zwiększyła się liczba gorzelni zatrudniających 21–50 robotników, których udział w produkcji wzrósł z 2, 3% do 19, 9%, a w zatrudnieniu z 1, 8% do 8,2%. 
Natomiast zakłady małe zatrudniające 5–20 pracowników, mimo że w dalszym ciągu stanowiły ponad 97% wszystkich gorzelni, zmniejszyły swój udział w globalnej wartości produkcji z prawie 88% do 80%.
W 1900r. największa gorzelnia funkcjonowała w majątku Wola Krzysztoporska k. Piotrkowa, którego właścicielem był przedsiębiorca żydowski Josek Szpilfogel vel Kodrębski, pracowało tam 48 robotników. Znacznymi pod względem wielkości zatrudnienia były gorzelnie G. Krugiera w Rozprzy, w pow. piotrkowskim, gdzie pracowało 27 osób oraz gorzelnia rodziny Meyerów we wsi Siedliska, w pow. Krasnystaw, w guberni lubelskiej, w której zatrudniano również 27 robotników. Ponadto stosunkowo dużymi zakładami była gorzelnia hrabiego Andrzeja Potockiego w majątku Zadworne, w guberni siedleckiej, w której zatrudniano 22 osoby, Ignacego Sokołowskiego w majątku Grabowo-Sulimy, w guberni łomżyńskiej, gdzie pracowało również 22 robotników oraz Władysława Zielińskiego w majątku Skępe, w pow. lipnowskim w guberni płockiej, w której zatrudniano 21 osób.
Spośród wszystkich 266 gorzelni, zdecydowana większość to zakłady zatrudniające poniżej 10 robotników, najczęściej 5 – 6 osobowe.
Niewykluczone, że taka mała gorzelnia była przy majątku Jackowskich w Gostomi.


***

Ponieważ obecni właściciele pałacu w Gostomi pasjonują się historią nie tylko pałacu, ale też dawnych dóbr do niego przynależnych, zwróciłam się do nich z pytaniem, czy coś wiedzą o rodzinie Jeziorowskich, mieszkających we wsi na pewno w latach w latach 1902 – 1909. Może będą coś wiedzieli o gorzelniku Romanie Jeziorowskim, może się uchowało jego nazwisko w jakiś starych dokumentach...