poniedziałek, 23 lutego 2015

Preludium wielkiej bitwy - Europejska Unia Energetyczna

UNIA EUROPEJSKA
POLITYKA ENERGETYCZNA

Komisja Europejska (KE) opracowała „Plan Działań w sprawie Unii Energetycznej”, programu energetycznego, nad jakim obecnie pracuje. Plan ma być zaprezentowany za dwa dni -  25 lutego.
2 lutego w Warszawie na jej temat rozmawiał z premier Ewą Kopacz - Marosz Szefczovicz (Maroš Šefčovič), wiceprzewodniczący KE i komisarz ds. Unii Energetycznej. 
Wizyta nie bez kozery, bowiem pomysł stworzenia Unii Energetycznej zrodził się w Polsce, a między polskimi pomysłami a koncepcjami KE są istotne różnice. 

Pomysłodawcą Unii Energetycznej jest Jerzy Buzek, b. polski premier i b. przewodniczący Parlamentu Europejskiego (PE), obecnie szef Komisji Przemysłu, Energii i Badań Naukowych PE [1]. 
W grudniu 2009 r., Jerzy Buzek na szczycie UE dowodził, że Europejska Wspólnota Energii może stać się kolejnym wielkim projektem UE, podobnym do Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, która odegrała ważną rolę w historii UE. Potem projektowi zmieniono nazwę na Unią Energetyczną, ale istota pomysłu była ta sama. 5 maja 2010r. Jerzy Buzek, jako szef PE oraz Jacques Delors, b. szef KE, uważany za jednego z ojców UE, wydali wspólne oświadczenie wyjaśniające istotę Unii Energetycznej [2]. Cztery lata później, Buzek przyznał, że najtrudniejszym problemem dla państw UE jest osiągnięcie consensusu dot. wspólnego zakup od zewnętrznych dostawców nie tylko gazu, ale także energii elektrycznej. 
Donald Tusk
Na początku kwietnia ub. r. Donald Tusk [3], jako premier RP, zaproponował sześć filarów Unii Energetycznej [4] i zapowiedział ofensywę dyplomatyczną w tej sprawie. Tymi filarami są:

  1. wspólne negocjacje gazowe całej UE;
  2. inwestycje w infrastrukturę energetyczną (szczególnie gazową);
  3. lepsze wykorzystywanie własnych, europejskich źródeł energii, np.węgla
  4. wykorzystanie gazu łupkowego;
  5. wzmocnienie mechanizmu solidarności na wypadek embarga na dostawy  energii;
  6. "intensywne otwarcie na innych dostawców energii" niż Rosja i Gazprom.


Pod koniec grudnia 2014 r. Rafał Trzaskowski, minister ds. UE, podkreślał, że będzie to najbardziej istotna batalia, która Polskę czeka. „Sytuacja, zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji jest dynamiczna, trzeba będzie na to wyzwanie odpowiedzieć. Z tym też się wiąże kwestia Unii Energetycznej, która nie pozostaje bez związku z tymi wydarzeniami” - stwierdził. Wyjaśniał wprawdzie, że polska koncepcja nie jest polityką wymierzoną w kogokolwiek, lecz ma zwiększyć konkurencyjność i siłę UE w relacjach z dostawcami surowców energetycznych przez m.in. zwiększenie przejrzystości umów czy określenie klauzul, które powinny być zakazane, takie jak na przykład zakaz reeksportu gazu.
Ale chyba w to nikt nie wierzy.
Koncepcja Tuska, traktowana jest też w UE, jako oręż polityczny. Claude Juncker, przewodniczący KE, powiedział niedawno, że Unia Energetyczna to „właściwa odpowiedź na ostatnie wydarzenia na Ukrainie i zachowania Rosji”.
Zapowiada się, zatem, nawet nie batalia, co ostra wojna o pryncypia Unii Energetycznej.


Polski węgiel, dekarbonizacja i klimat

Kością niezgody są dwa elementy – powiązanie Unii Energetycznej i jej założeń z polityką klimatyczną UE oraz wspólne negocjacje gazowe całej Unii.
Ramy polityki klimatyczno-energetycznej w UE do 2030 r. zakładają ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, o co najmniej 40% w porównaniu z poziomem z 1990 r. oraz zwiększenie udziału energii ze źródeł odnawialnych w energii zużywanej w UE, do co najmniej 27%.

Koncepcja KE [5], opiera się natomiast na pięciu filarach:

  1. bezpieczeństwie dostaw nośników energii w oparciu o zasady solidarności i zaufania;
  2. konkurencyjnym i ukończonym rynku wewnętrznym energii;
  3. na obniżeniu popytu na energię;
  4. zmniejszaniu udziału węgla w gospodarce;
  5. badaniach i rozwoju.

Wysoki rangą urzędnik KE przyznał, że Donald Tusk, jako szef Rady Europejskiej jest sporym "wyzwanie dla negocjacji klimatycznych". Polska do tej pory czyniła próby zastopowania wdrażania europejskiej polityki klimatycznej z powodu nierentownych kopalni węgla i problemów społecznych z nimi związanych. Polska ma także problemy z energią ze źródeł odnawialnych i jej wykorzystywaniem. Np. żaden z postulatów branży związanej z morską energetyką wiatrową nie został uwzględniony w polskim prawodawstwie.
Podobnie jest w przypadku Unii Energetycznej wg koncepcji KE, która zapowiada dekarbonizację unijnej energetyki. Polska preferuje energię z własnych kopalin: węgla i gazu łupkowego. Dania i Finlandia mają zastrzeżenia, dot. zwiększenia udziału węgla we wzmacnianiu bezpieczeństwa energetycznego UE. Wielka Brytania z kolei, przeciwna jest inicjatywie Tuska z powodu obaw przed podważeniem polityki klimatycznej.


Wspólne zakupy gazu

Kolejny problemem jest gaz od dostawców zewnętrznych. „Spodziewam się jednomyślności i rozstrzygnięć w sprawie Unii Energetycznej” powiedziała premier Kopacz. Przyznała jednak, że będzie problem z postulowanymi przez Tuska wspólnymi zakupami gazu. 
Kraje unijne nie mają ochoty na wspólne negocjacje gazowe, przede wszystkim z Rosją. Eksperci zachodni są przekonani, że propozycja Tuska będzie bardzo trudna do zaakceptowania. Nie odpowiada ona interesom państw Europy zachodniej, które za rosyjski gaz płacą niższe ceny niż Polska czy kraje nadbałtyckie. „Te kraje wierzą, że jeśli kraje unijne będą razem kupowały gaz, to otrzymają lepsze ceny. Z drugiej strony kraje Zachodu, jak Francja czy Niemcy, płacą mniej za gaz, bo mają alternatywne wobec rosyjskich kierunki dostaw. Te państwa z pewnością nie będą chciały płacić więcej” uważa Georg Zachmann, ekspert brukselskiego think-tanku Bruegel. Claude Mandila, b. dyrektor Międzynarodowej Agencji Energetycznej, uważa pomysł Tuska po prostu za "bardzo zły".
Komisarz Szefczovicz przyznał, że, pomysł wspólnych zakupów gazu jest rozważany, ale tylko na zasadzie dobrowolności. Kanclerz Merkel zaznaczyła, że „w zasadzie” popiera utworzenie Unii Energetycznej, ale nie jest zwolenniczką wspólnego zakupu gazu. Wielka Brytania, nie jest zainteresowana zmniejszaniem dostaw gazu z Rosji, który w jej opinii jest względnie tani.
Natomiast Węgry w ogóle nie poprą Unii Energetycznej i negocjacje z rosyjskim dostawcą gazu prowadzą samodzielnie.


Gaz łupkowy

Gaz łupkowy, idea fix szefa Rady Europejskiej, ma odbicie w projektowanej Unii Energetycznej. W ramach inwestycji energetycznych, związanych z pozyskaniem energii z węgla i gazu łupkowego, kraje unijne wg Tuska, pobudzą swoje gospodarki i ograniczą koszty importu surowców z krajów trzecich. Większość starych krajów UE uważa jednak ten pomysł za najbardziej kontrowersyjny.
Poza tym, na początku lutego Chevron, poinformował, że rezygnuje z dalszego poszukiwania złóż gazu łupkowego w Polsce. Chevron nie będzie wiercił w Polsce, „gdyż szanse tutaj nie są konkurencyjne w stosunku do innych szans w globalnym portfelu koncernu", stwierdzili przedstawiciele firmy. Odwierty nie wykazały szacowanych wielkości złóż.
Po rezygnacji innych firm zachodnich, mit o polskim gazie łupkowym padł. Kraje europejskie też nie są zainteresowane wydobywaniem gazu łupkowego na własnych obszarach.
Projekt Unii Energetycznej wg Tuska opiera się także na założeniu dywersyfikacji dostaw nośników energii do krajów UE m.in. w postaci gazu łupkowego z USA czy Australii. Jeśli przyjmiemy koszty frachtu morskiego z odległych kontynentów – gaz ten nie będzie cenowo konkurencyjnym na rynku europejskim wobec gazu z Rosji.


LNG i gazociągi

W projekcie Tuska, a także w koncepcji KE zawarte są postulaty dotyczące przyspieszenia dywersyfikacji źródeł gazu oraz rozwój importu LNG.
Dywersyfikacja ta jest rozumiana przez Tuska, jako ograniczenie dostaw gazu z Rosji i budowę alternatywnych sieci gazociągów lądowych.
Przez KE - jako rozwój portowych terminali LNG w większych portach morskich i rzecznych oraz  nieformalne blokowanie budowy rosyjskich gazociągów na południu UE. 
KE postuluje też o spójny rynek gazowy, m.in. poprzez lepsze połączenie sieci gazowych między krajami UE. 
Na polskie stanowisko ma wpływ budowa w Świnoujściu portowego terminalu LNG, który Polska widzi, jako alternatywę na gaz z Rosji oraz jako głównego dysponenta LNG dla państw nadbałtyckich i leżących na południu Europy a ostatnio dla Ukrainy.
Realizacja koncepcji terminalu LNG w każdym większym porcie morskim, dała od niedawna preferencje tym terminalom LNG, które są zaopatrywane w gaz przez rodzimego dostawcę, jak w Norwegii, Szwecji, czy Rosji.
Budowa przez Rosję terminalu LNG w porcie Ust-Ługa, trzykrotnie większego od terminalu LNG w Świnoujściu, czy otwarty w grudniu ub. roku terminal w Kłajpedzie, korzystający z norweskiego LNG – minimalizują walory konkurencyjne polskiego gazoportu na Bałtyku.

***

Kwestiom związanym z Unią Energetyczną ma być poświęcona marcowa sesja plenarna Rady Europejskiej. Jak będzie wyglądało starcie polskich koncepcji z unijnymi trendami – trudno powiedzieć. Jerzy Buzek uważa, że przyszłość Unii Energetycznej jest m.in. zależna od działań komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu i przedsiębiorstw Elżbiety Bieńkowskiej. Również Jerzy Buzek ma duży wpływ na unijną politykę energetyczną, w PE zajmuje się sprawami tzw. pakietu klimatycznego. Donald Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej zyska wsparcie dwojga Polaków zajmujących kluczowe stanowiska w PE i KE. Niemniej jednak decydujący głos będzie po stronie Niemiec.
Budowanie długofalowej polityki energetycznej w UE wyłącznie na doraźnych, antyrosyjskich czy narodowych klimatach politycznych - jest działaniem dosyć ryzykownym. Polska jest podejrzewana przez część państw unijnych o to, że usiłuje narzucać swoje narodowe plany polityczne ukryte w polityce UE.
Materiał opublikowano
24 lutego 2014r.
w  MAI Rosja Dzisiaj (Rossija Siegodnia) - SPUTNIK Polska (d.Głos Rosji)





[1] EuroActove: Poland hopes Tusk will create an EU Energy Union”, patrz: http://www.euractiv.com/sections/poland-ambitious-achievers/poland-hopes-tusk-will-create-eu-energy-union-308333

[2] EuroActive :„Delors advocates new EU treaty”, patrz:  http://www.euractiv.com/priorities/delors-advocates-new-eu-treaty-news-493800

[3] EuroActive: „Poland calls for EU energy union”, patrz: http://www.euractiv.com/sections/energy/poland-calls-eu-energy-union-301303

[4] Portal Bankier.pl; „Premier Tusk przedstawił 6 filarów nowej polityki energetycznej UE”
 Patrz: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Premier-Tusk-przedstawil-6-filarow-nowej-polityki-energetycznej-UE-3094072.html


[5] Punkt Konsultacyjny UE: „Filary Unii Energetycznej”, patrz: http://europedirect-tarnow.europim.pl/filary-unii-energetycznej/


niedziela, 22 lutego 2015

Stoczniowa ekspansja



GOSPODARKA MORSKA
PRZEMYSŁ STOCZNIOWY
NIEMCY / ROSJA

Stocznia Nordic Yards w Wismarze
Niemiecka grupa stoczniowa Nordic Yards, która posiada trzy stocznie tuż za polską granicą – w Rostoku, Wismarze i Stralsundzie rozważa ekspansję na wschód i podejmie próbę zbudowania nowych stocznie w Rosji. Rozważane są dwie lokalizacje – na Dalekim Wschodzie i nad Bałtykiem.

W miniony piątek, prezes Nordic Yards, Rosjanin Witalij Jusufow, piastujący to stanowisko od 6 lat, stwierdził niemieckim mediom, że rozważa „możliwość serwowania usług stoczniowych w Rosji, bowiem istnieje tam pewna tendencja lokalizowania produkcji. Branie udziału w tym procesie jest dla nas korzystne. Musimy udowodnić, że nasze usługi możemy wykonywać w Rosji. Będziemy tam pracować nie tylko w ramach partnerstwa, ale także podejmiemy próbę zbudowania tam własnego zakładu produkcyjnego”.

Dr Witalij Jusufow, kryty dok, Wismar
Od 10 lat  Nordic Yards buduje statki dla żeglugi arktycznej wspólnie z rosyjską firma MMC Norilsk Nicel. Niemiecka grupa stocznia nadal będzie wspierać tę współpracę, ma też zamiar utworzyć wspólne przedsiębiorstwo z rosyjską korporacją stoczniową - OSC (Obiedunionnaja Sudostroitielnaja Korporacja).

Rosjanie praktycznie uratowali niemieckie stocznie nadbałtyckie od  likwidacji. Zmniejszyli zatrudnienie i zapewnili stały portfel zamówień.  O ratowanie stoczni Meklemburgi  zabiegała osobiście kanclerz Merkel u Władimira Putina, łącznie z wyjazdami do Soczi na spotkania w tej sprawie z prezydentem Rosji.

Stocznie Nordic Yards wyspecjalizowały się w budowie statków pełnomorskich pracujących w zalodzonych akwenach i lodołamaczy, przede wszystkim dla kontrahenta rosyjskiego.   


sobota, 21 lutego 2015

Ukraińsko –niemiecka awantura dyplomatyczna



2-gi od lewej - A.Zacharczenko, dalej posłowie Bundestagu
Pojmowanie demokracji przez władze Kijowa jest nader wybiórcze.

Unaocznia to nota protestacyjna dyplomatyczna ambasady ukraińskiej w Belinie skierowana do niemieckiego MZS, w której dyplomacja ukraińska potępia wizytę w Donbasie dwóch niemieckich deputowanych Bundestagu - Wolfganga Gehrcke i Andreja Hunko (Partia Lewicy) oraz ich spotkanie z liderem Donieckiej Republiki Ludowej – Aleksandrem Zacharczenko.  

Ambasador  Melnyk  na łamach Der Tagesspiegel  stwierdził, że w ten sposób Ukraina wyraża zaniepokojenie faktem, że „niemieccy posłowie z Partii Lewicy w trakcie rzekomych działań humanitarnych wykazują poparcie dla terrorystów”. Skrytykował też to, że obaj posłowie przybyli na obszary „zarządzane przez prezydenta Rosji” i  tym samym - naruszyli ukraińskie prawo podczas tej wizyty. Bowiem, jak tłumaczył, obcokrajowcy nie mogą przechodzić przez przejścia graniczne nie kontrolowane przez stronę ukraińską na wschodzie kraju, i dlatego obaj posłowie mogą się liczyć z tym, że otrzymają zakaz wjazdu na Ukrainę.

Przedstawiciele opozycyjnej Partii Lewicy w Bundestagu - Wolfgang Gehrcke i Andrej Hunko przybył w ub.  tygodniu do Doniecka bezpośrednio z rosyjskiego  Rostowa w towarzystwie rosyjskiego deputowanego do Dumy - Władimira  Biessonowa.  Przywieźli  pomoc humanitarną (leki) do szpitali Donbasu.

piątek, 13 lutego 2015

Kosmita Komorowski



Wypracowane w Mińsku po kilkunastu godzinach trudnych negocjacji między prezydentami Rosji, Niemiec i Francji oraz Ukrainy - zawieszenie broni między stronami wojny domowej na Ukrainie - zostało przyjęte w Polsce z bardzo mieszanymi uczuciami.  Można odnieść wrażenie, że Polska, a właściwie jej polityczny establishment, eksperci i media - przyjęły je, jako wymuszoną przez UE i Rosję - kapitulację Kijowa, a sam rozejm - jako „papierowy” i niepewny.   
Media sięgają po krytyczne oceny wypracowanego porozumienia, Bronisław Komorowski na specjalnym briefingu w Pałacu Prezydenckim poświecił mu pięciominutowe wystąpienie, transmitowane przez telewizje publiczne.

Polska życzy Ukrainie i mediatorom sukcesu w doprowadzeniu do trwałego pokoju, który chyba nie jest jeszcze perspektywą bliską – podkreślił w swoim wystąpieniu prezydent Komorowski [1]. - Traktujemy efekty rozmów w formacie normandzkim, jako kolejną istotną próbę rozwiązania konfliktu, którego zakończenie jest dziś trudno przesądzić. Nie wiadomo, jaka będzie dalsza perspektywa.

W dalszych wypowiedziach polskiego prezydenta rozpoczyna się kosmiczny „odjazd”.  Prezydent stwierdził, że poprzednie porozumienie (z września), zostało niewdrożone z powodu działania „rosyjskich separatystów na terenie Donbasu”. – To jest ważna okoliczność, na którą Polska wskazuje, gdyż może jest to główny problem do pokonania w zakresie także wdrożenia obecnych ustaleń – dowodził. O jawnym zerwaniu rozejmu przez Prezydenta Poroszenkę i wznowieniu tzw. akcji antyterrorystycznej na wschodzie kraju, ani o masakrze ludności Donbasu - nie wspominał.

Prezydent Komorowski ślepo wierzy we wszystko, co mu strona ukraińska przekazuje. Uważa, że dla ostatecznej oceny zawartych porozumień istotne będzie poznanie stanowiska Ukrainy. - Polska niezmiennie była, jest i będzie po stronie Ukrainy, jako kraju napadniętego – zaznaczył. - Nie możemy być po stronie tych, którzy na Ukrainę chcieliby wywierać presję, bo presję – w celu przyjęcia tych rozwiązań - należy wywierać na agresora – powiedział, mając oczywiście na myśli Rosję, a nie wojska rządowe, Gwardię Narodową i bojówki ukraińskich nacjonalistów, faszystów i oligarchów, które prowadzą brutalną wojnę z ludnością Donbasu.

To, że Kijów kłamie w żywe oczy nawet przez myśl nie przechodzi polskiemu prezydentowi. Warto, zatem skonfrontować oficjalne stanowiska Ukrainy ze stanem faktycznym.  I wskazać, jak „księżycowe” pojęcie o wydarzeniach na Ukrainie Bronisław Komorowski posiada.

Dawid Hudziec, młody Polak, który od miesięcy jest w Doniecku i na żywo relacjonuje donbaskie wydarzenia [2], nie ma wątpliwości, że ukraińskie władze, a za nimi ukraińskie, polskie i zachodnie media - przekłamują rzeczywistość. Oto przykłady.

1-go października ub. roku, jak podaje: „(…) pociski moździerzowe oznajmiły rozpoczęcie nowego roku (szkolnego) w DRL. Niektóre spadły w strategiczne cele kampanii antyterrorystycznej - na przystanek autobusowy, oraz kilka metrów od szkoły nr 57. W budynku szkolnym zginęły dwie osoby, szczęśliwie żadne dziecko, na przystanku, jak mnie pamięć nie myli, sześciu ludzi. Wtedy to, dowiadujemy się, że powstańcy wypowiedzieli wojnę swoim rodzinom. Po co? Jeszcze propaganda ukraińska nie powiedziała”. Kolejny przykład: 5 listopada ub. r., „dzień przed moimi urodzinami, - pisze młody Polak z Doniecka, - dwie ‘miny’ spadły na obszar szkoły nr 63 - jedna z nich przecięła siatkę ogrodzenia przyszkolnego boiska zabijając dwóch młodych chłopców, a czterech raniąc. Chłopaki przyszli sobie w piłkę pograć. Dowiadujemy się, że to wina ‘wiadomo, kogo’- kiedy OBWE nieśmiało przyznaje, że ostrzał miał miejsce z pozycji ukraińskich (ciężko stwierdzić coś innego), media postanawiają obarczyć winą… ofiary. Powinny przecież wyjechać, albo siedzieć w piwnicach”.

 W tym roku, 13 stycznia doszło do tragedii pod Wołnowachą „(…) i ogromnego (dwudniowego) oburzenia opinii międzynarodowej – relacjonuje dalej Dawid Hudziec, - która nagle zobaczyła, że w Donbasie giną cywile i zapewne zabijają ich ‘separatyści’. Wkrótce pojawią się analizy tego ostrzału i w mediach temat tak skutecznie się wyciszy, że niemal identyczna pod względem ofiar, tragedia pod Debalczewem, do jakiej dojdzie po kilku dniach, przejdzie bez żadnego ‘Je suis’. Być może ktoś uznał, że ludzie mogą nie uwierzyć, że to znowu ‘separy’, więc trzeba przemilczeć”.

Kolejna data i kolejna tragedia ludności cywilnej Donbasu. – „22 stycznia ma z kolei makabryczny ostrzał na przystanku Bosse, gdzie ginie 13 ludzi – odnotowuje Dawid Hudziec. - Media pokazują zdjęcia z uroczystości upamiętniających ofiary, komentując to, jako żałobę po ofiarach w Mariupolu. Trzeba pamiętać, że w międzyczasie ‘terroryści’ ostrzeliwują portowe miasto. Co prawda nagrania wideo i opowieści wściekłych mieszkańców mówią coś zupełnie odwrotnego, ale kto by się przejął - po kilku dniach nawet za Bosse obarczy się winą powstańców. W jaki sposób? Przy okazji bez słowa wyjaśnienia wtrąci się, że ‘tam, to też oni’- ludzie to kupią”.

I kupują, Bronisław Komorowski – jak najbardziej.

„30 stycznia pociski spadają przy szkole w Makiejewce - brak zabitych, nikomu nogi nie urwało, więc informują tylko Makiejewskie media i jedna redakcja przy RKK 7 – donosi dalej młody polski korespondent wojenny. - 4 lutego rakiety uderzają w szpital nr 27. Nie gdzieś tam, tylko w sam szpitali tuż przed wejściem. Przed południem, zabitych od 3 do 15 ludzi (zależnie od źródła). Budynek zniszczony. Co się dowiadujemy z mediów? Że to straszna tragedia. Szukamy winnego… brak, jedynie wzmianka o tym, że zdaniem ‘terrorystów’ to wina Ukrainy - manipulacja jak się patrzy”. Dwa dni temu odnotował: „11 lutego pociski trafiają w przystanek autobusowy w Woroszyłowskiej dzielnicy - do niedawna ‘mojej’, media dopiero się rozkręcają w komentowaniu.(…) Podałem tylko kilka przykładów, które mi utkwiły w pamięci, rzeczywistość wygląda tak codziennie” – przyznaje Dawid Hudziec.

Ale tego typu informacje do prezydenckich uszu nie docierają.  Prezydent jest zdania, że klucz do rozwiązania problemu leży przede wszystkim w Moskwie. - Chodzi o to, aby nie tworzyć wrażenia, że klucz ma w ręku prezydent Ukrainy, czy Ukraina. Klucz do rozwiązania konfliktu jest w sensie politycznym, ale także militarnym w Moskwie - ocenił. I tu jest przysłowiowy pies pogrzebany.

Równie rodem z Kosmosu wydają się być oceny prof. Jana Malickiego, dyrektora Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Uważa, że prezydent Francji i kanclerz Niemiec popełnili błąd „pędząc na wyprzódki do Moskwy, by prosić Putina, by zgodził się rozmawiać". Błędem, według niego, było też określanie rozmów w Mińsku mianem "spotkania ostatniej szansy". Prof. Malicki stwierdził, że świat zachodni "zaczyna akceptować" republiki doniecką i ługańską. "To próba legitymizacji na poziomie prawa międzynarodowego republik, które zostały utworzone decyzją Moskwy. Podpisywać (porozumienie w Mińsku) mają także przywódcy tych republik. To następny element ich legitymizacji". Rzeczywistość okazała się brutalną wobec chętnie w polskich mediach przytaczanych opinii prof. Malickiego - przywódcy obu republik porozumienie podpisali. Ocenił, że "podpisami największych kontynentalnych potęg świata zachodniego akceptuje się rozbiór Ukrainy". I dodał jedyne racjonalne stwierdzenie w swoim wywodzie dowodząc, że rosyjski prezydent Władimir Putin osiągnął w ten sposób jeden ze swoich głównych celów, bo "świat ma powtórnie zaakceptować, że nie da się o żadnej ważnej światowej sprawie decydować bez Moskwy".

***

Polscy politycy sfer obecnie rządzących, a za nimi media, czasem eksperci, mają poważny problem z percepcją rzeczywistości. Nie chcą dostrzegać niewygodnych dla ich idei czy koncepcji - faktów. Żyją w wyalienowanym świecie, na planecie Absurdu gdzieś na obrzeżach politycznej galaktyki. 


Opublikowano równolegle
Głos Rosji – MAI Russia Today/Rossija Segodnia (Rosja) 
http://polish.ruvr.ru/2015_02_13/Kosmita-Komorowski-9473/



UWAGA
Dawid Hudziec, poza publikacjami na portalu "Noworossia Today",  prowadzi też blog, gdzie prezentuje nie tylko artykuły, ale też wywiady oraz  prezentuje filmy z Donbasu.  
Link: http://tragediadonbasu.blog.pl/