czwartek, 7 grudnia 2017

Putin na „Mikołajki”



Właściwie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Moje marzenia, powoli, ale się spełniają.  Zwłaszcza w dzień tak urokliwy jak tradycyjne polskie "Mikołajki" - czas obdarowywania się drobnymi upominkami, święto dzieciarni, ale też i dorosłym Święty Mikołaj coś przynosi w niespodziance. Oczywiście potem pojawia się na Boże Narodzenie, ale to już zupełnie inna historia.

Kiedy nie mogłam latem, w ramach obchodów 500-lecia Reformacji pojechać do Wittenbergu z wycieczką organizowaną przez Stowarzyszenie „Leader”, bo szykowałam się do eskapady na Kaukaz i nie za bardzo mogłam szastać pieniędzmi, pomyślałam sobie w skrytości ducha: Szkoda, nigdy nie byłam w mieście Lutra i zapewne nie pojadę, bo komu by się chciało znowu organizować taką eskapadę.  Luter i Reformacja zdecydowanie w  narodowo-katolickiej  Polsce PiS - nie cieszą się estymą.  Jako luterance, było mi nieco przykro...

Wittenberg, w Muzeum Cranachów, 2 grudnia 2017
I nagle w połowie listopada dostałam maila od zaprzyjaźnionych przewodników, że organizują jednodniowy wyjazd do Wittenberga!  Skontaktowałam się z przyjaciółką i postanowiłyśmy - jej ledwo, co minione okrągłe urodziny, moje listopadowe urodziny i „Mikołajki” oraz bliskie mojemu sercu 500-lecie Reformacji  - połączyć w jedną, wspólną imprezę wyjazdową i wybrać się w duecie do Wittenbergu. 
I tak 2 grudnia, trafiłam do wymarzonego miasteczka, leżącego nad Łabą. Pobyt był uroczy, zwiedzania mnóstwo, do tego urocza i kameralna atmosfera radosnego niemieckiego Adwentu z jarmarkiem. Bez wielkich tłumów, z wolnym czasem na przekąski i kawę, no i te wspaniałe muzea: Muzeum Lutra  i Muzeum Cranachów. Oko cieszyły cudowne obrazy Cranachów ze zbiorów muzealnych i w kościele mariackim, duch podbudowywał się duchem Reformacji i Lutra unoszący się nad miasteczkiem, a tradycyjny u sąsiadów zza Odry ziemniaczek z twarożkiem smakował wyśmienicie w piwiarni-browarze na Starym Mieście, której oczywiście patronował Luter, od piwa niestroniący. Wszak ożenił się z zacną Katarzyną, nie tylko b. zakonnicą, ale …piwowarką!

Ale „Mikołajkowe” prezenty na tym się nie skończyły.  

Darzę dużym sentymentem Władimira Putina, któremu kończy się kadencja prezydencka i bardzo chciałabym, by przez kolejne 5 lat dalej kierował Federacją Rosyjską. Dla mnie osobiście jest jedynym politykiem na świecie, który daje mi poczucie bezpieczeństwa. Ale nie wiedziałam, czy się zgodzi kandydować, choć wszystkie wróble na kremlowskich dachach ćwierkały, że będzie kandydował.
W tym roku miałam okazję nieco zwiedzić Rosję po 4-letniej przerwie. Byłam tym razem w lutym - tydzień w Obwodzie Kaliningradzkim i samym Kaliningradzie, mieście do niedawna zamkniętym dla turystów, wojskowym. Kolejny tydzień we wrześniu, a właściwie nieco więcej - spędziłam w Kraju Stawropolskim (Piatigorsk) i Czeczenii (Grozny i okolice) przez Moskwę i zahaczając o Osetię Północną (Biesłan). Naocznie widziałam, jak sobie Rosja i jej władze, w tym oczywiście i prezydent Rosji, radzą w czasach sankcji i ostrej rusofobii ze strony Zachodu. Zwłaszcza w Czeczenii, gdzie ludzie dojrzeli do tego, by świadomie wybrać czas pokoju, a  nie walki, i zabrać się do odbudowy zniszczonego wojnami kraju, zachowując przy tym swoją narodową tożsamość i islamskie tradycje.
Na bieżąco też obserwuję, co prezydent Putin czyni dla Rosji, jakie podejmuje decyzje, jak szeroki jest zakres jego zainteresowania się państwem i problemami jego obywateli.  
Bezpieczeństwo na świecie leży w jego rękach
Traktuję go trochę osobiście, jak młodszego brata, którego postępowanie jest dla mnie  zrozumiałe i które popieram, któremu serdecznie sekunduję w sukcesach i boleję przy porażkach. Któremu po prostu ufam.
Patrząc się na Rosję i szykując się do podsumowania mijającego roku, pomyślałam sobie, że: -  Rosji taki człowiek jak Putin - tu i teraz, w tych konkretnych czasach światowego niepokoju i narastającego chaosu, nieprzewidywalnych polityków i zacieklej wręcz rusofobii Zachodu – jest bardzo potrzebny. I że nie czas, by spoczął na laurach zasłużonego rentiera. W polityce wiek 65 lat nie oznacza emerytury, co najwyżej bardziej spokojnego, popartego głębokim doświadczeniem działania.
Zakładałam,że Wowa, jak prywatnie go nazywam, to rozumie. Na to liczyłam. Okazuje się, że trafnie.
6 grudnia Władimir Putin postanowił, drezdeńskim zwyczajem, jaki zapewne jeszcze pamięta, przybrać czerwony kubraczek i stać się dla mnie Santa Klausem, Świętym Mikołajem.
Prezenty rozdawał z umiarem i nasilając atmosferkę podniecenia. Najpierw na pytanie woluntariuszy, z którymi spotkał się, by dać im nagrody za ofiarną, bezinteresowną pracę na rzecz ludzi, zwierząt, przyrody i kraju oraz zapowiedzieć rok 2018 - Rokiem Woluntariatu w Rosji - po uzyskaniu zapewnienia, że woluntariusze go poprą, gdy zdecyduje się kandydować – oświadczył kokieteryjnie, że bardzo się z tego cieszy a swoją decyzję ogłosi niebawem.
Następnego dnia (dzisiaj, 7 grudnia) już bez tych wszystkich opakowań i wstążeczek politycznego marketingu - rozpakował swój prezent - potwierdził publicznie, że zgłosi swoją kandydaturę na prezydenta Rosji w nadchodzących wyborach. Ogłosił to w Niżnoj Nowogrodzie, w Gorkowskiej Fabryce Samochodów, słynnym producencie pojazdów marki GAZ, który akurat obchodzi swoje 85-lecie.  
Moje życzenia wyszeptane pod drzewkiem z wielkimi czerwonymi bombkami w Wittenbergu – po kilku dniach stały się rzeczywistością! 
I jak tu nie wierzyć w prawosławno-katolickiego Świętego Mikołaja, protestanckiego Santa Klausa i rosyjskiego Дедa Морозa – w jednym?!

2 komentarze:

  1. Decyzja prezydenta Putina mnie również bardzo ucieszyła. To najlepszy wybór nie tylko dla Rosji ale i świata z nadzieją, że będzie bardziej pokojowo.
    Szokiem była decyzja MKOL o wykluczeniu Rosji z Igrzysk Zimowych. To wielkie barbarzyństwo, za którym stoi imperium zła i ich brudna polityka. Gromy się same sypią na tych zbrodniarzy.
    Prezydent Putin zachował się jak mąż stanu i polityk najwyższej klasy. Tylko pogratulować.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...Bo Putin, to taki polityk, który MYŚLI. Posługuje się rozumem na co dzień, a nie od święta. Nie podejmuje decyzji pochopnie, szacuje ryzyko, weryfikuje szanse i wybiera optymalne rozwiązania.
    Sam jest niejako sportowcem, judokiem i wie, czym jest sport wyczynowy dla człowieka. Nigdy by nie zabronił komukolwiek sprawdzać się sportowo w rywalizacji olimpijskiej. A z dopingiem, Rosjanie sobie poradzą.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń