środa, 4 października 2017

Moskwa spoza folderów



Stara Moskwa, do której trafiłam w swoich pożegnalnych wędrówkach w czasie mojego ostatniego  pobytu w Rosji - to typowe miejskie „zadupie” w stylu socrealizmu, a czasem nawet XIX w.  Ale pełne swoistych klimatów, urokliwe. Czasami obskurne, czasami piękne.
Do stolicy Rosji przyjechałam we wrześniową "miesięcznicę" a żegnałam w rocznicę wejścia
Rosjan w 1939r. na dawne tereny polskie, co w Polsce jest obchodzone ze szczególnym pietyzmem. Moi koledzy z press-tour na Kaukaz pognali na Plac Czerwony i pod Łubiankę, a mnie zachęciła do wędrówek po okolicach wokół hotelu ("Ibis", gdzie nocowałam) - tablica informacyjna, stojąca niedaleko na skrzyżowaniu ulic, wyjaśniająca, że ok. 15 min zajmie mi dotarcie do zabytkowego chramu z XVII wieku w dawnej wsi Kożewniki, wchłoniętej przez Moskwę, a 6 min. do muzeum Jesienina.
Do muzeum było pod górkę a ja miałam wspinaczek górskich aż nadto w nogach, więc wybrałam się w poszukiwanie zabytkowej świątyni.
Tradycyjnie, jak w Rosji, przystanek tramwajowy na skrzyżowaniu przy hotelu był nieoznakowany, nie wiadomo, jaki tramwaj tam jeździ i w jakim czasie. Więc zrezygnowałam z tramwajowej wycieczki.
Nic dziwnego, że prezydent Putin zarządził radykalne zajęcie się poprawieniem funkcjonowania transportu publicznego w Rosji, bo komfort jazdy tramwajami po Rosji (na razie ograniczonej dla mnie do Moskwy i Kaliningradu) jest nie najlepszy.
I tak trafiłam w dzielnicę trochę zapomnianą przez Boga i władze miasta.

Ulicą Szcziok, przy której stał hotel „Ibis”, niedaleko stacji metra Pawieletskaja, na moskiewskim „ringu”, doszłam do skrzyżowania i weszłam, wg mapki Google w mojej komórce, na „Zukov pr.” Co przetłumaczyłam sobie jako -  „prospekt Żukowa”, który nic wspólnego z typowymi bulwarami nie miał. Krzywa podrzędna ulica z estakada nad torami kolejowymi. Z jednej strony jakieś budowy, z drugiej warsztaty, niewielkie zakłady produkcyjne, zabezpieczone ruiny leciwej fabryki. Klasyczna zabudowa obrzeża miejskiego. Nieco zaniedbana i zapuszczona.
Przejazd Żukowa
Takiej Moskwy na folderach się nie już pokazuje. Ale mieszkają w niej ludzie, rdzenni Moskwiczanie od pokoleń, przybysze z innych republik, cudzoziemcy. Ta Moskwa tak samo żyje, jak inne jej części, tyle, że wolniej, spokojniej i ciszej.
Minęłam stację paliw Tatniew po jednej stronie a po drugiej wybielony, murowany płot parku Instytutu Ekonomiki Biznesu i szłam dalej, mijając zieleńce, stare domu, aż doszłam do ul. Derbenewskaja. Nie wiedziałam, że niezbyt daleko, dalej na wschód miałam zakole rzeki Moskwy. W kieszeni była niezbyt dokładna mapa miasta, które tych dzielnic nie obejmowała. 

Ulica Dierbieniewskaja
Moim drogowskazem był koniec języka. Skręciłam w lewo, w ul. Dierbieniewską. Napotkana kobieta, pani, Zinaida, o mieszanej urodzie typowej staroruskiej słowiańszczyzny ze azjatyckim żywiołem, i o której można byłoby rzec, że jest wcieleniem rosyjskiej historii - chętnie udzieliła mi wskazówek, jak mam iść dalej.
Pani Zinaida zwróciła uwagę na mój akcent i ciekawa była skąd się wzięłam na moskiewskiej ulicy i to w takiej dzielnicy. Jak się okazało znała Polskę, nawet w niej jakiś czas pracowała. Podobał się jej nasz kraj, ale …. „ludzie serdeczni, ale czasem nieuczciwi”, rzuciła mimochodem smutno. Nie dopytywałam się.
Widać było, że mieszka w okolicy. Na moje pytania o chram, zdecydowanie odradzała jego zwiedzanie, „to ruina, nieczynny. Jak chcecie iść do cerkwi, to trzeba się wrócić, a za mostem skręcić w prawo, tam jest czynna”. Była niedziela i pani Zinaida sądziła, że spieszę na nabożeństwo.
Ul. Dierbieniewska, w tym budynku pracuje pani Zinaida
Szłyśmy spacerowym krokiem a pani Zinaida mówiła, „popatrz, to bardzo stare domy, z XIX wieku, o tam masz napisaną datę”. Rzeczywiście, mijałyśmy domu darowane na 18…, do dzisiaj zamieszkałe. Nawet miejsce pracy pani Zinaidy było zaniedbanym architektonicznym zabytkiem z XIX w., niemniej spełniającym użyteczne funkcje do tej pory. „Dajcie aparat, zrobię wam zdjęcie” poprosiła z uśmiechem. Zrobiła mi zdjęcie na schodach i zniknęła za drzwiami budynku.

Budynek z XIX w. instalacja gazowa - na zewnątrz
Mijałam stare domy, czasem oplecione jak pajęczyna po zewnętrznych ścianach żółtą instalacją gazową, czasami w ruinie zabite deskami, dworki z XIX w. zamienione na kancelarie adwokackie, stare tkalnie i szwalnie przebudowywane na nowoczesne lofty. Orientalne bistra i budynki niczym w carskiej Rosji pomalowane na malinowo.
W odrestaurowanym dworku - kancelaria adwokacka

Orientalne bistro, na moje oko - gruzińskie
Koniec ulicy zamykały już współczesne budynki, architektonicznie kojarzące mi się z latami 30-tymi XX wieku i epoką industrializacji ZSRR. Naprawdę ciekawa architektura, ale jak się okazało o pól wieku starsza, pochodzi z lat ...80-tych XX w..
Moją uwagę przykuły oryginalne półokrągłe balkony
I znowu napotkana mieszkanka dzielnicy, starsza pani o arystokratycznych rysach twarzy i nienagannych manierach, podprowadziła mnie zaułkami na uliczkę z poszukiwanym chramem. Najpierw ciekawie na mnie popatrzyła i ze zrozumieniem na twarzy wysłuchała moich pytań w niezbyt poprawniej ruszczyźnie. Nie wdając się w dyskusję, powiedziała, że idzie w tamtą stronie i mam iść za nią. I tak sobie szłyśmy, ona przodem milcząca, a ja za nią truchcikiem, by jej nie zgubić. Po kilku minutach stanęła i wskazała: „tam jest ten chram, w ruinie”. I uśmiechając się milcząco, odeszła. Przede mną była krótka uliczka "Kożewniczeskij Piereułok", (która okazała się potem, wg map, wcale nie taka krótka), po prawej ze starymi domami, po lewej z zieleńcem i wielka tablicą informacyjną o zabytkowej świątyni. Za mną był most nad rzeką Moskwą i wielka arteria wjazdowa do moskiewskiego śródmieścia. Na horyzoncie złociły się kopuły cerkwi i lśniące w słońcu nowoczesne budynki centrum rosyjskiej stolicy.
Wjazd na most nad rzeką Moskwą
Chram okazał się rzeczywiście ogrodzoną ruiną, w której rezydowały rozbiegane koty. Zlokalizowany w otoczeniu niewielkiego parku nie straszył zbyt swoim wyglądem, pasował też do starej ulicy. Naprzeciwko zieleńca z chramem, starszy pan dokarmiał podwórkowego kota, życie toczyło się tu swoim indywidualnym rytmem. 

Kilkadziesiąt kroków w prawo kończyło się ruina za płotem...
 W drodze powrotnej, która wydała mi się o niebo krótsza, choć wracałam dokładnie tą samą trasą, proza życia zmusiła mnie poszukać toalety. Akurat byłam koło odremontowanej XIX-wiecznej starej szwalni czy też tkalni Emila Iwanowicza Zindela, w której rezydowały teraz rozmaite firmy i instytucje.
Dawny, XIX- wieczny kombinat tekstylny, odrestaurowany przy zachowanej urbanistyce i zewnętrznej formie architektonicznej - obecnie nosi nazwę Zabytkowego Kwartału "Nowospasskij".
Dokładniej opiszę ten kwartał w odrębnym artykule.
Strażnik w militarnym mundurze wskazał mi wejście "A", a nudzący się portier budynku na pytanie czy mogę skorzystać z toalety – wskazał winę i powiedział krótko – „II piętro, na lewo”. Wnętrza budynku wyraźnie kontrastowały z dzielnicą, a wyposażenia toalety mógłby pozazdrościć niejeden wysoko gwiazdkowy europejski hotel. Nie dość, że w toalecie był pojemnik na higieniczne podkłady ligninowe na deskę sedesową, to na dodatek nie był pusty.
Kafe-szaszłykarnoa "Samarkanda"
Wracając do hotelu, postanowiłam przed lotem do Polski, zjeść jeszcze jakiś obiad. Czasu było sporo a żołądek domagał się porcji kalorii. Sałatkę z kurczaka a ’la Avignon, podawaną na gorąco, zjadłam w …. tureckiej szaszłykarni, usytuowanej kilka kroków od hotelu. Przeurocze orientalne wnętrze i wytworna kuchnia. Niestety, nie starczyło mi za to już czasu na odwiedzenie muzeum Jesienina. A szkoda….
Stara i nowa Moskwa sąsiadują ze sobą nader zgodnie

Moje zdziwienie ulicą Żukowa wyjaśniła mi Natalia Filipowicz, niezastąpiony dla mnie przewodnik po Moskwie. - Zosiu, to żaden prospekt, lecz – „проезд” (pojezd), czyli przejazd dosłownie, co po polsku nie ma odpowiednika toponimicznego. Ale sens najbliższy - to zaułek. Po drugie nie Żukowa lecz Żuków - od żuka prędzej, nie od Żukowa. ...Ale nie musiałaś tego wiedzieć więc nic dziwnego że tak odebrałaś. Też bym się zdziwiła że marszałka tak uczcili. I właśnie sprawdziłam - Żuków „projezd” bierze swoją nazwę od Żukowa - właściciela budynków w tej okolicy, żyjącego w XVIII w. Dosyć stara toponimika. Więc nawet nie żuk, –  wbijała mi do głowy Natasza. 
 - Natalia, ja na tym podjeździe, a właściwie ulicy znalazłam ...baner z marszałkiem Żukowem, wisiał na płocie i jest na zdjęciach. Skąd miałam wiedzieć, że chodzi o innego Żukowa? – dopaliłam w odpowiedzi.
Na przejeździe Żukowa - duży baner z marszałkiem  Żukowem
Więc Natasza dalej  mi tłumaczy, jak analfabetce: - Zosiu, ja Tobie  dokładnie pod tym foto wyjaśniłam wszystko. I na temat banera też. Oczywiście że nie mogłaś wiedzieć. Tyle że Rosjanie na pewno do swoich bohaterów tak się nie odnoszą. Tu jeszcze jest taki pstryczek językowy, który bez zakorzenienia w mowie rosyjskiej od razu trudno rozpoznać - polega na odmianie nazwisk w połączeniu z nazewnictwem i przynależnością: prospekt kogo (czyli czyj) Żukowa - jest formą historycznie późniejszą, a Żukow „projezd” nieco dawniejszą. Od razu wyczuwać ten niuans mogą Rosjanie lub rusycyści. Tak że nie ma nic dziwnego ze tak odczytałaś, tym bardziej tragicznego nic nie ma. 

To prawda, skąd miałam wiedzieć! - Natasza, dlatego Twoje uwagi są tak cenne, bo Rosja, w tym też Moskwa mają swoje takie właśnie niuanse, których zwykły zjadacz chleba - nie zna, - przyznałam. I dodałam: -   Dla mnie to cudowna lekcja historii miasta. Zważ, że ten typowy podjazd (Żukowa) za mostem nie jest już podjazdem, ale normalną i to wcale nie krótka ulicą. I taki człek z Zachodu, jak ja, myśli tu typowo po europejsku, a nie po rosyjsku. Nie kojarzy dawnej historii Moskwy, bo jej dokładnie nie zna, a w różnych przewodnikach o tym nikt nie pisze.... Więc ja się nawet przy takich dyskusjach nad zdjęciami z mojej (przypadkowej de facto) wędrówki po peryferiach Moskwy wiele uczę. I poznają Moskwę z dala od folderów. Dzięki Ci za to Natasza!

- Najprościej tak - Жуков проезд - to jakby jaki (ale w tle semantycznym - czyj), a проспект Жукова - to prospekt kogo (czyli semantycznie też czyj) – tłumaczy mi dalej ze spokojem  moja moskiewska przyjaciółka. 
Spowiadając się nieco z tych kartograficznych pomyłek, mówię do niej: - Natasza, na mapie Google ta ulica figuruje jako "Zukov pr". I bądź tu mądry - co to oznacza, zwłaszcza owe "pr” . To  "pr" może być też przecież ... "prospekt", też zaczyna się na "pr", no nie?! Teraz to ja te ulice z Żukowem będę doskonale odróżniać, ale inni? 

Natalia dalej ze stoickim spokojem tłumaczy mi: -  Zgodnie z przyjętej w Rosji normą skróty są rozróżniane według ich grafiki. Pr. – проезд (przejazd) , pr-kt. – проспект (bulwar, aleja), per. - переулок, sz.(ш) - szosa, t. - тупик (ślepy zaułek), pl. -площадь и т.д. (plac). Nie przejmuj się, nie jest tak źle.
Odrestaurowane stare kamieniczki
 Uff, zawiłości w nazewnictwie miejskich ciągów komunikacyjnych w Rosji  zostały dokładnie wyjaśnione a ja na pewno już żadnego prospektu z podjazdem nie pomylę.

***
Moskwa, 17 września 2017r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz