czwartek, 17 maja 2018

Zrozumieć Rosjan: Papierowy gołąbek i kromka chleba (cz.2)


PRESS-TOUR (7-14 maja 2018) Rosja
Petersburg, 13 maja

Rozgrzany, jak rosyjska bania, busik zawędrował w północne rejony Petersburga i stanął przed bramą Piskariowskiego Cmentarza Pamięci.  Słońce w zenicie, +29C, nietypowa aura, jak na Petersburg o tej porze. Przedostatni dzień pobytu polskich dziennikarzy bawiących w Rosji.

To bolesne miejsce dla Rosjan – największy na świecie cmentarz ofiar II wojny światowej. Miejsce skromne i bardzo wymowne.

W czasie hitlerowskiego oblężenia i blokady miasta, noszącego wówczas miano Leningradu, pochowano tu ok. 470 tys. leningradczyków zmarłych z głodu, zimna, chorób i bombardowań, oraz ok. 50 tys. żołnierzy. W lutym 1942r. zwłok na cmentarzu było tak wiele, że oczekiwały na pochówek ułożone w 200 metrowych rzędach o wysokości dwóch metrów, w każdym takim rzędzie znajdowało się ok. 20-25 tys. ciał. Tylko jednego dnia, 20 lutego 1942r. pochowano tu 10 tys. zmarłych. Zwłoki palono, by zapobiec epidemiom.

Wchodzących na cmentarz wita wieczny ogień na kamiennym piedestale otoczony kwietnikiem w barwach narodowych Rosji. Trudno uświadomić sobie ogrom tego cmentarza, powoli przebija się przez ludzką świadomość blisko pół miliona pochowanych tu bezimiennie ludzi w blisko dwustu dużych, krytych murawą masowych grobach, rozgraniczonych tylko czasem pochówków. Znajdują się one po obu stronach półkilometrowej alei do monumentalnego pomnika Matki – Ojczyzny, na fryzie, którego napisano: „Nikt nie jest zapomniany, nic nie jest zapomniane”.

Kilka dni wcześniej petersburżanie dali namacalny dowód, że nie zapomnieli. Setki tysięcy czerwonych goździków położono na zielonej murawie.

Przy płycie z datą "1943" znaczącą kolejny kwartał bezimiennych grobów, pomyślałam, w skrytości serca: „Mój Boże, tego roku jesienią, mama szczęśliwie rodziła mnie w edynburskim szpitalu z dala od bombardowanego Londynu, jakaś inna kobieta w tym samym czasie umierała z głodu w Leningradzie. I nie dała nikomu nowego życia... Być może leży w tej kwaterze”. Nie wszystkie dzieci urodzone tamtego roku przeżyły blokadę, to byli moi rówieśnicy, gdzieś pod murawą były ich prochy.

Nieopodal w naręczach przywiędłych już czerwonych goździków u stóp pomnika Matki-Ojczyzny, trzepotał się papierowy gołąbek pokoju, a na gałązkach kwitnących brzózek zwisały czarno-pomarańczowe "lentoczki” Jakieś dziecko umieściło pośród wieńców swój rysunek. Na skraju kolejnego kopca z murawą dostrzegam symboliczną tabliczkę z nazwiskiem, pozostawioną przez bliskich. Pamięć o tych ludziach, chociaż bezimiennych - nie umarła.

Po prawej stronie cmentarza wzdłuż płotu, umieszczone są epitafia, zapoczątkowała ich umieszczanie Polska. 24 stycznia 2004r., w 60 rocznicę zakończenia blokady, wmurowano tam dwujęzyczną tablicę ze skandynawskiego, czerwonego granitu opatrzoną godłem i napisem „Polakom, obrońcom oblężonego Leningradu”, ufundowaną przez polski MSZ. Wtedy byliśmy w relacjach polsko-rosyjskich jeszcze normalni.
Nieco dalej, pod podobną tablicą jakieś dziecko położyło dwa cukierki, pod kolejną, wśród goździków leżała kromka ciemnego chleba, którego tak bardzo brakowało w oblężonym Leningradzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz