wtorek, 29 marca 2016

Kuriozalny dialog



Ogólnopolski dziennik „Rzeczypospolita” postanowił wyjątkowo zareagować na publikacje „Sputnika”[1], jak podaje, „finansowanego przez Kreml portalu internetowego, który ukazuje się w języku polskim”. 
Informacja jest krótka i z jej treścią zgadzam się prawie w całości.


Kanwą news’a gazety są opinie polskiego politologa, dra Mateusza Piskorskiego (a nie Rosjanina, jak podaje gazeta), związane z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, zawarte w zamieszczonym w „Sputniku” " felietonie „Pojednanie przez opluwanie”[2]  i omawianym przez "Rzeczpospolitą".

Ma rację „Rzeczypospolita” uważając, że „miał być dialog, jest awantura”, a ”instytucje, które powstały z myślą o porozumieniu polsko-rosyjskim, są w nieustającym sporze”. 
Nie ma żadnego dialogu, a awantur nawet sporo.


„Sowieckie” represje

Obrady konferencji
Wielki Tydzień Paschalny zachodnich chrześcijan, Centrum uświetniło, cieszącą się mizernym zainteresowaniem, międzynarodową konferencją naukową: „Sowieckie represje 1943-1946. Nowe ustalenia i nowe interpretacje”[3] (23 marca br.). 
Jedynym Rosjaninem na tej konferencji był Nikita Pietrow ze Stowarzyszenia „Memoriał”. Naukowców z rosyjskich uczelni czy rosyjskich instytucji naukowych nie zaproszono, byli za to dwaj kijowscy historycy z Uniwersytetu Slawistycznego i Uniwersytetu im. Szewczenki, naukowcy z litewskiego Centrum Badania Ludobójstwa, oraz z PAN, Uniwersytetu Wrocławskiego, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, IPN i Centrum Dialogu „Przełomy” (muzeum) ze Szczecina. Chciano w gronie „uznanych historyków”  przedyskutować „ustalenia robocze”, wynikające z badań archiwalnych nad stosunkami między „władzą sowiecką a Polskim Państwem Podziemnym”, prowadzonych pod egidą Centrum. Wyszło spotkanie towarzystwa wzajemnej adoracji. 
To, co napisano w „Sputniku” na temat obsady konferencji, i na co zwraca uwagę „Rzeczypospolita”, okazało się po prostu prawdą.

„Rzeczypospolita” podaje, że dr Sławomir Dębski, b. dyr. Centrum, „zbrodnie NKWD nazywał ‘sowieckimi’, co również budziło protesty Sputnika” i cytuje: „Używanie rusycyzmu ‘sowiecki’ zamiast ‘radziecki’ jest w Polsce postrzegane, jako wyraz krytyki Rosji".

To też prawda, stosowanie przestarzałego rusycyzmu „sowiecki” ma w Polsce znaczenie jednoznacznie pejoratywne, jest pogardliwym stygmatem. Do tego typu określeń należy, m.in. homo sovieticus, czy sowietyzacja. Niestety, weszły one na stałe do obiegowych epitetów i opisu polskiej i rosyjskiej historii.

Centrum zobligowane jest do prowadzenie badań naukowych. Nie skupiają się one na tym, co pozytywnie łączy, lecz dzieli Polskę i Rosję. Prowadzonych jest pięć projektów naukowo-badawczych, m.in. pn:Stosunki między władzą sowiecką a polskim państwem podziemnym: 1943–1945”; Losy obywateli Polski pod władzą sowiecką po 17 września 1939 r.”, Żołnierze sowieccy na ziemiach polskich 1941-1945”; „Edycja materiałów źródłowych do stosunków polsko-sowieckich”.

 Memoriał, Centrum i „agentura”

Czepiając się „Sputnika” i dra Piskorskiego, „Rzeczypospolita” podkreśla jego uwagę, słuszną zresztą, że Stowarzyszenie „Memoriał” jest „wpisane w Rosji do rejestru ‘zagranicznych agentów’, bo jego aktywność jest współfinansowana z zagranicy”.

Mało kto wie, że Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Pojednania, jest takim samym „zagranicznym agentem”, co rosyjski „Memoriał”. Ma ustawową możliwość korzystania z zagranicznych środków finansowych (art.20, punkt 3 - Ustawy O centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, z 28.03.2011)[4] i co ciekawe, może te środki zagraniczne, poprzez swoje fundusze, transferować gdzie chce i komu chce, nie tylko w Polsce, czy do Rosji, ale do państw UE i EFTA, np. jako stypendia lub dofinansowania „ przedsięwzięć na rzecz dialogu i pojednania w stosunkach polsko-rosyjskich” (art. 25 Ustawy o  Centrum …).

Zagranicznym, strategicznym partnerem Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, nie jest zgodnie z logiką jego rosyjski odpowiednik, lecz amerykański wpływowy thing tank z Waszyngtonu - Centrum for Strategic International Studies (CSIS)[5]
CSIS osiągnął w 2013r. dochody (operacyjne) w wysokości 32,3 mln - dolarów, z czego 32% pochodziło od biznesu, 29% od fundacji, 19% od rządu USA, 9% od prywatnych osób,   11% to darowizny i inne. Blisko 80% z tych pieniędzy poszło na różne „programy”. W 2014 r. Zjednoczone Emiraty Arabskie dały CSIS ponad 1 mln USD, nieujawnione kwoty, też wysokie, wpłacił japoński rząd. Jak donoszą amerykańskie media, CSIS subsydiuje 13 rządów, w tym Niemcy.

Oba centra nawiązały współpracę w 2012 r. w celu, jak podano, „zbadania relacji polsko-rosyjskich i ich konsekwencji dla regionu euroatlantyckiego”. Powodem zaś były „znaczące pęknięcia w strukturze bezpieczeństwa Europy, które nasiliły się po aneksji Krymu w marcu 2014 r. i stały się głównym wyzwaniem dla wspólnoty transatlantyckiej”. Tematem zeszłorocznej, IV konferencji: „Transatlantic Forum on Russiaobu instytucji, były uwarunkowania polityki zagranicznej Rosji.

Podobna tematyka przyświecała międzynarodowej konferencji „Warsaw Security Forum’2015” Fundacji im. Kazimierza Puławskiego jesienią ub. r., której Centrum było współorganizatorem. Tu również dominowała rosyjska wojna hybrydowa, rosyjskie zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego, inkorporacja Krymu, konflikt ukraińsko-rosyjski. Rosja była pokazana jako wróg.

W katalogu ubiegłorocznych zdarzeń Centrum nie ma żadnych śladów współpracy z rosyjskim odpowiednikiem. O współczesnej Rosji dla Centrum mówią najczęściej zachodni goście, a nie Rosjanie, jeśli już, to z kręgów marginalnej rosyjskiej opozycji. Np. Peter Pomerantsev[6], brytyjski pisarz i dziennikarz, emigrant z ZSRR od wczesnego dzieciństwa, reżyser i producent filmowy oraz ekspert londyńskiego think tanku "Legatum Institute". „Zachód musi odrobić lata zaniedbań i stworzyć alternatywę dla propagandy forsowanej przez kontrolowane przez Kreml media”, pisał w 2015r. na łamach "Financial Timesa"[7].

We wrześniu ub. roku, w Krakowie odbyło się z nim spotkanie i jego książką: „Jądro dziwności. Nowa Rosja”. Zdaniem Centrum, „Peter Pomerantsev w swoich reportażach analizuje mechanizmy funkcjonowania reżimu Władimira Putina”.

I znowu muszę przytaknąć dr. Piskorskiemu, Centrum obraca się wokół zachodniej, a właściwie amerykańskiej matrycy postrzegania Rosji.

Nieśmiertelny  temat rozmów

Poza „sowieckimi represjami” i „rosyjskim zagrożeniem”, Centrum skupiło w ostatnich miesiącach swoją uwagę wokół Katynia. Mówić w Polsce o Rosji i nie wspomnieć o Katyniu, to polityczny grzech. Zaprezentowano, więc na 24. Targach Książki Historycznej w Warszawie wydawnictwa Centrum, w tym nowość Nikity Pietrowa  „Poczet katów katyńskich”, następnego dnia odbyło się spotkanie z Maciejem Wyrwą, autorem publikacji: „Nieodnalezione ofiary Katynia? Lista osób zaginionych na obszarze północno-wschodnich województw II RP od 17 września 1939 do czerwca 1940". 

W kwietniu ub. roku, przy współpracy z MSZ, MON, resortem kultury i Radą OPWiM wraz z rodzinami oficerów USA - „świadków Katynia”, zorganizowano uroczystości upamiętnienia nieżyjących już wojskowych - płk. Johna H. Van Vlieta i płk.Donalda B. Stewarta.


Kruki rozdziobują stare rany

„Nie rozumiem logiki, wedle, której zajmowanie się Katyniem jest antyrosyjskie” żali się na łamach „Rzeczpospolitej” Ernest Wyciszkiewicz, p/o dyrektora Centrum od kilku tygodni. „Dekretowanie przyjaźni skończyło się dwie dekady temu. Wzajemne relacje trzeba opierać dziś na prawdzie, czyli niepomijaniu trudnych spraw”, uważa. 
Prawdą jest, że dialogu i porozumienia nie buduje się nieustannym jątrzeniem starych ran, a od dociekania prawd historycznych są instytucje do tego powołane, m.in. bilateralna, rządowa Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych, ośrodki naukowo-badawcze, instytuty historyczne, PAN, a nawet IPN. Centrum nie powinno ich wyręczać. Więc, po co to robi?

Jeśli rzeczywiście komukolwiek zależy na dialogu z partnerem, z którym dzielą nas wciąż niezasypane rowy krzywd i urazów, to buduje się go na trwałych fundamentach, na tym, co łączy a nie dzieli. Centrum jest stroną w skonfliktowanych stosunkach polsko-rosyjskich, a nie mediatorem, dążącym do dialogu i pojednania.
Na stronie internetowej polskiego Centrum nie ma nawet linku do rosyjskiego odpowiednika, na stronie Fundacji “Российско-польский центр диалога и согласия”, link do polskiego odpowiednika jest. Mała rzecz, a jednak o czymś świadczy.[8] „Choć współpraca obu instytucji zamarła, rząd Beaty Szydło nie chce zmieniać sposobu działania polskiego Centrum” donosi „Rzeczpospolita”.
 Do porozumienia i przyjaźni trzeba dorosnąć, to trudna sztuka emocji, trzeba umieć nad nimi panować. Nad irracjonalnym lękiem przed Rosją. Nie każdy to potrafi. Zwłaszcza w Centrum, którego Rada składa się w połowie z członków Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, czy też wyjątkowego rusofoba, obecnie doradcy prezydenta RP.

Nie sądzę, by garnitur ludzi z rządowymi nominacjami, decydujących o kierunkach działania Centrum, był w jakimkolwiek stopniu zainteresowany zmianą dotychczasowej formuły jego funkcjonowania.

„Rzeczpospolita” to potwierdza.





[1] Wiktor Ferfecki: „Miał być dialog, jest awantura”, Rzeczpospolita z 14 marca 2016r., patrz: http://www.rp.pl/Kraj/303149864-Mial-byc-dialog-jest-awantura.html

[2] Dr Mariusz Piskorski: „Pojednanie przez opluwanie”, Sputnik, 9 marca 2016r. , patrz: http://pl.sputniknews.com/opinie/20160309/2245729/Pojednanie-przez-opluwanie-Mateusz-Piskorski.html

[3]  Komunikat  Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Pojednania, patrz: http://www.cprdip.pl/wydarzenia,konferencje_i_seminaria,205,sowieckie_represje_1943-1946.html





[7] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/peter-pomerantsev-zachod-musi-stworzyc-przeciwwage-dla-propagandy-kremla/qm96cb
[8] Z przyjemnością informuję, że link do Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Pojednania  wreszcie się pojawił na stronie internetowej CPRDiP i na pewno już tam był 30 marca 2016r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz