niedziela, 7 grudnia 2014

Strategiczne problemy Donalda Tuska

POLITYKA
UNIA EUROPEJSKA
Pierwsze dni Donalda Tuska w Radzie Europejskiej upłynęły na pozór spokojnie. Była niewielka feta w Brukseli, kilka medialnych laurek z Polski, kilka prominentnych spotkań i nieco obrażeni zachodni dziennikarze. Wszędzie jednak przewijał się wątek relacji unijno-rosyjskich. Rzeczywistość natomiast dostarczyła kilka, niezbyt miłych dla UE niespodzianek.

W wywiadzie dla brytyjskiego „Financiel Times”, Donald Tusk, kilka dni przed objęciem szefostwa w Radzie, wyraził jednoznaczną opinię o relacjach między Rosją a Unią Europejską. - Dla Putina, dla Rosji, Unia Europejska stanowi problem - dowodził. - Musimy zrozumieć, myślę, że jesteśmy blisko tego momentu, że Rosja nie jest naszym strategicznym partnerem. Jest naszym strategicznym problemem.

Polaka przetestowali też w tych dniach Amerykanie pod kątem swoich partykularnych interesów w Europie. Barack Obama, dzwoniąc z gratulacjami nie omieszkał przypomnieć Donaldowi Tuskowi o priorytetach USA w Europie: konfrontacyjnym nastawieniu UE wobec Rosji i doprowadzeniu do podpisania T-TIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), partnerskiej umowy handlowo-inwestycyjnej między USA a UE.

W komunikacie Białego Domu podano, że obaj rozmówcy byli zgodni, że „sankcje wobec Rosji nie mogą być złagodzone”, dopóki Rosja wypełni „swoich zobowiązań wynikających z umów podpisanych w Mińsku”, oraz że USA i UE wspólnie potępiają „rosyjską okupację Krymu po próbie jego aneksji”.

Rozmowa ta miała natychmiast swoje odzwierciedlenie podczas spotkania Donalda Tuska z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem. Donald Tusk używał argumentów Obamy: - Na Rosji spoczywa tu specjalna odpowiedzialność. Musi wycofać się z Ukrainy i zaprzestać dostarczania wojsk i sprzętu (separatystom), umożliwić skuteczną kontrolę granicy i pozwolić OBWE na wypełnianie jej misji -stwierdził. Natomiast Jens Stoltenberg oświadczył, że działania Rosji destabilizują Ukrainę i podważają stabilność euroatlantycką.

Nie mniej jednak, miniony tydzień, pierwszy dla Tuska w nowej roli - przyniósł Unii Europejskiej kilka istotnych niespodzianek.

Po pierwsze – w unijnej energetyce. Była nią decyzja Rosji o wycofaniu się z budowy gazociągu na południu Europy i skierowanie go ew. do Turcji. Na dostawy przez South Stream liczyły m.in. Węgry, Słowacja, Austria. Ale Bułgaria, pod wpływem niektórych państw UE, m.in. Polski, odmówiła zgody na jego przebieg przez akweny leżące w jej morskiej strefie ekonomicznej.

Decyzja Władimira Putina ogłoszona w czasie wizyty w Turcji, wywołała szok w Europie i zachwiała poczuciem bezpieczeństwa energetycznego tych państw, które na gazociąg liczyły i były zaangażowane przy jego budowie.

South Stream był alternatywą wobec dostaw rosyjskiego gazu do Europy przez Ukrainę, która z różnych powodów może naruszać stabilność przesyłu gazu. Wszystko to w pewnym stopniu komplikuje ideę Donalda Tuska, związaną z powołaniem w UE tzw. unii energetycznej. Unia Europejska postanowiła, bowiem, po decyzji Władimira Putina …zabiegać w Rosji o jego budowę.

Po drugie – w handlu z USA. Umowa UE z USA (T-TIP) to „być albo nie być” dla USA, bowiem dług publiczny stale rośnie, co za tym idzie, może mieć katastroficzne skutki dla USA i państw od USA uzależnionych gospodarczo. Wynosi on, zgodnie z danymi Departamentu Stanu (z dn. 16.09.2014) aż – 17, 76 bln USD, co stanowi 74% PKB USA!  

Wszelkie zapewnienia rządu USA o ograniczeniu wydatków i deficytu - są kłamstwem. W ciągu ostatnich 12 miesięcy dług publiczny USA zwiększył się o bilion dolarów. Od objęcia rządów przez Baraka Obamę dług publiczny USA wzrósł o 7 bln USD, tj. o 65%. Nominalny przyrost długu w latach 2008-14 był taki sam, jak łącznie w latach 1991-2008. Oznacza to, że zadłużenie USA rośnie coraz szybciej. Stany Zjednoczone są najbardziej zadłużone w Chinach, Japonii, Wielkiej Brytanii, OPEC i Brazylii. Teraz chcą skorzystać z unijnego portfela.

USA dla UE są, co najmniej wątpliwym partnerem. Na ten temat rozmawia się ostro w niemieckim Bundestagu. Czy szczyty UE pod wodza Donalda Tuska zajmą się problemem kondycji USA i chęcią drenażu unijnej kieszeni przez amerykańskiego bankruta – nie wiadomo. Nikt na brukselskich salonach i korytarzach o tym głośno nie mówi.

Po trzecie – na Ukrainie. Niespodzianką są opinie Franka-Waltera Steinmeiera, szefa niemieckiej dyplomacji, którego zdaniem, konflikt z Rosją o Ukrainę może trwać przez wiele lat. - Konflikt można wywołać w 14 dni, jego rozwiązanie może potrwać nawet 14 lat - uważa. W jego ocenie spór z Rosją o Ukrainę jest "poważny", dlatego - jak powiedział - "nie wierzy w znalezienie szybkiego rozwiązania". Ostrzegł też Ukrainę przed staraniami o wejście do NATO, gdyż byłoby to "dolewaniem oliwy do ognia". - Ja w każdym razie nie widzę Ukrainy na drodze do Sojuszu – powiedział minister Steinmeier w rozmowie z niemiecką telewizją ZDF.

Ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich NATO wezwali kierownictwo Sojuszu do poszukiwania drogi wznowienia kontaktów z Rosją na szczeblu ekspertów wojskowych. Minister Steinmeier uważa, że NATO powinno zapewnić konieczne minimum kontaktów z Rosją w czasie kryzysu.
Po czwarte - w Rosji.
Podobnym problemem dla UE, a tym samym dla Donalda Tuska, jest sprawa inkorporacji Krymu w skład Federacji Rosyjskiej.

Rosja, ustami swojego prezydenta podczas corocznego orędzia do Zgromadzenia Narodowego, „aroganckiego” wg zachodnich mediów, stwierdziła jednoznacznie –„…doszło do historycznego scalenia Krymu i Sewastopolu z Rosją. Dla naszego kraju, dla naszego narodu to wydarzenie ma szczególne znaczenie, gdyż na Krymie mieszkają nasi ludzie, i samo terytorium ma znaczenie ważne strategicznie, również, dlatego, że właśnie tu znajdują się duchowe źródła kształtowania wielostronnego, lecz jednolitego narodu rosyjskiego i centralizowanego państwa rosyjskiego”.
Inkorporacja Krymu przebiegała zgodnie z praktyką europejską zastosowaną wobec Kosowa. Odbyło się referendum, mieszkańcy Krymu wyrazili swoje zdanie. Dla Rosji jest to już sprawa zamknięta. Dla UE – nierozwiązanym problemem.

***

„Strategiczny problem” z Rosją, jak to określił nowy szef Rady Europejskiej, moim zdaniem polega na tym, że jej prezydent - Władimir Putin, jednoznacznie i publicznie obnaża wszystkie gry polityczne stosowane wobec Rosji, na dodatek ujawniając ich źródła i przyczyny. Taki partner, gdy prowadzony jest polityczny poker znaczonymi kartami, jest niezbyt mile widziany przy „zachodnim” stole gry. 
Opublikowano
polska edycja  "Głosu Rosji" 
MIA "Russia Today" (Russia Segodnia)
6 grudnia 2014 r.

2 komentarze:

  1. Tusk mówi Pentagonem. Przez nich został naznaczony na te funkcję z celem rozbijanie jedności Europu, jej osłabiania i nie dopuszczenia do dobrych relacji z Rosją. Źle to wróży. A Tusk był i pozostanie prostacką kanalią. jasny gwint

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, polscy politycy bezkrytycznie ulegają USA, i to od lewa do prawa. Mieliśmy tego przykład z wojną w Iraku i wplataniem w nią Polski, była awantura z Gruzja pod patronatem Busha i Kaczyńskiego teraz wysypały się konszachty z CIA w sprawie torturowania więźniów, teraz na życzenie USA Polska rozgrywa awanturę na Ukrainie. Wszystkie te działania niosą śmierć tysiącom ludzi, miliony emigrują z ojczyzn, niszczone są kolejne państwa.... za każdym razem przy współpracy polskiego rządu i polskiego prezydenta. Kwaśniewski, Kaczyński, teraz Komorowski....
      Klasyczny wlazidupizm trzech panów K.
      Nasze elity polityczne okazują się być politycznie niedojrzałe, lekkomyślne, by nie rzec wprost - piramidalnie głupie.

      Usuń