piątek, 19 grudnia 2014

Putin w klubie Wałdaj - Cz. 1



Zgodnie z zapowiedzią przedstawiam, przetłumaczone na język polski wystąpienie prezydenta Władimira Putina na 11. sesji plenarnej Klubu Dyskusyjnego Wałdaj 24 października br. w Soczi.
Dla lepszego czytania i zrozumienia wypowiedzi prezydenta Putina,  wprowadziłam do niej – śródtytuły a tekst podzieliłam na trzy części, nb. zgodnie z intencją mówcy.

***

Część 1.

Szanowni Koledzy! Szanowni Państwo! Drodzy Przyjaciele!

Z przyjemnością witam Was na 11. sesji Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj".

Jak już zostało tu wcześniej powiedziane, w tym roku w klubie pojawili się nowi współorganizatorzy. Są wśród nich rosyjskie struktury pozarządowe, eksperckie, wiodące uniwersytety. Poza tym, padła propozycja włączenia do prezentowanych analiz problematyki stricte rosyjskiej - także kwestii globalnej polityki i gospodarki.

Liczę na to, że te zmiany organizacyjne i programowe będą umacniać pozycję Klubu, jako jednej z miarodajnych platform dyskusyjnych i eksperckich.

Szczerość i otwartość wypowiedzi

Liczę również na to, że uda się zachować tzw. „ducha Wałdaju", czyli wolność, otwartość, możliwość wypowiadania zupełnie różnych, a przy tym zawsze szczerych opinii.

Dlatego, pragnę też Państwo zapewnić, że nie zawiodę i będę mówił wprost i szczerze. Być może niektóre kwestie przeze mnie poruszane będą sprawiały wrażenie wyjątkowo ostrych. Jeśli jednak nie będziemy rozmawiać szczerze i wprost o tym, co tak naprawdę myślimy, spotkanie w takim formacie nie miałoby, w tym przypadku, żadnego sensu. Spotykalibyśmy się wówczas na jakichś rautach dyplomatycznych, gdzie nikt nie mówi nic konkretnego i, wspominając słowa znanego dyplomaty, można by było rzec, że język jest potrzebny dyplomatom po to, żeby nie mówić prawdy.

Zbieramy się tu w innym celu. Spotykamy się, aby porozmawiać otwarcie. Bezpośredniość i surowość oceny potrzebne są dziś nie po to, by uprawiać szermierkę słowną, lecz po to, by spróbować zorientować się, co się tak naprawdę dzieje się w świecie, dlaczego staje się on coraz mniej bezpieczny i mniej przewidywalny, dlaczego wszędzie pojawiają się nowe zagrożenia.

Temat dzisiejszego spotkania i dyskusji, jakie miały tu miejsce, jest znany, to pytanie: „Nowe reguły gry, czy gra bez reguł?".

Moim zdaniem, temat ten, oraz takie jego sformułowanie, bardzo trafnie opisuje historyczne rozdroże, na którym się teraz znajdujemy, i wybór, którego każdy z nas będzie musiał dokonać.

Twierdzenie, że współczesny świat gwałtownie się zmienia, nie jest oczywiście nowe. Wiem też, że rozmawialiście już o tym w trakcie dyskusji. Rzeczywiście, trudno nie zauważyć głębokich zmian, zachodzących w globalnej polityce, gospodarce, w życiu społecznym czy też w technologiach przemysłowych, informacyjnych oraz społecznych.

Z góry proszę o wybaczenie, jeśli będę powtarzał się w odpowiedzi na wystąpienia niektórych uczestników dyskusji. Jest to niemożliwe do uniknięcia, gdyż mówiliście Państwo przecież szczegółowo. Natomiast ja przedstawię tu własny punkt widzenia, który częściowo będzie się zgadzał z uczestnikami dyskusji, a częściowo – będzie rozbieżny.

System globalnego bezpieczeństwa

Analizując obecną sytuację (na świecie), nie zapominajmy o lekcjach danych nam przez historię.

Po pierwsze - zmiana światowego porządku, a wydarzenia w takiej właśnie skali obecnie obserwujemy, zwykle była związana, jeśli nie z wojną globalną, globalnymi starciami, to z szeregiem intensywnych konfliktów o charakterze lokalnym.

I po drugie - światowa polityka, to przede wszystkim przywództwo gospodarcze, kwestie wojny i pokoju, sfery humanitarnej, jak również praw człowieka.

W świecie nagromadziło się wiele sprzeczności. Musimy, więc otwarcie zapytać siebie nawzajem, czy mamy niezawodną siatkę zabezpieczającą. Niestety, nie mamy gwarancji i pewności, że istniejący system globalnego i regionalnego bezpieczeństwa jest w stanie ochronić nas przed wstrząsem. System ten jest poważnie osłabiony, podzielony i zdeformowany. Trudne czasy przechodzą międzynarodowe i regionalne instytucje współpracy politycznej, gospodarczej i kulturalnej.

Fakt, wiele mechanizmów gwarancji światowego ładu - powstało dosyć dawno, między innymi, a właściwie - przede wszystkim na podstawie rezultatów II wojny światowej. Wytrzymałość tego systemu opierała się nie tylko na bilansie sił, przy czym, co chcę również podkreślić, nie tylko na prawie zwycięzców, lecz także na tym, że ojcowie założyciele tego systemu bezpieczeństwa, traktowali siebie nawzajem z szacunkiem, nie próbowali wycisnąć, ile się da, lecz próbowali dojść do porozumienia.

Co najważniejsze, system ten się rozwijał i, mimo wszystkich swoich wad, pomagał, – jeśli nie rozwiązywać, to przynajmniej trzymać w ryzach - istniejące światowe problemy i regulować ostrość naturalnej konkurencji państw.

Jestem przekonany, że tego mechanizmu hamulców i przeciwwag, który przez ostatnie dziesięciolecia z trudem się kształtował, a czasem budował się w mękach, nie można było burzyć. W żadnym wypadku nie można było niczego psuć bez budowania czegoś w zamian. W przeciwnym razie, rzeczywiście, nie pozostałyby żadne inne środki, prócz brutalnej siły.

USA i zimna wojna

Trzeba było przeprowadzić rozsądną rekonstrukcję, zaadaptować do nowych realiów układ stosunków międzynarodowych.

Niemniej jednak, Stany Zjednoczone, które ogłosiły się zwycięzcami „zimnej wojny”, z nadmierną pewnością siebie, jak sądzę, uznały, że po prostu nie ma takiej potrzeby. Nie ustanowiły nowej równowagi sił, która jest warunkiem porządku i stabilności, a wręcz przeciwnie – zostały podjęte kroki, które doprowadziły do gwałtownego pogłębienia się nierównowagi.

„Zimna wojna" się skończyła. Nie zakończyła się jednak zawarciem pokoju - zrozumiałymi i transparentnymi porozumieniami o przestrzeganiu istniejących reguł, lub o sporządzeniu nowych zasad i standardów.

Pojawiło się wrażenie, że tak zwani zwycięzcy „zimnej wojny" postanowili wykorzystać sytuację i podzielić cały świat wyłącznie dla siebie, wedle własnych potrzeb.

I jeśli wypracowany układ stosunków międzynarodowych, prawa międzynarodowego, mechanizm hamulców i przeciwwag - przeszkadzał w osiągnięciu tego celu, - to w tej samej chwili ogłaszali go bezużytecznym, przestarzałym i wymagającym natychmiastowego obalenia.

Tak się zachowują, przepraszam za określenie, nuworysze, na których nagle spadło ogromne bogactwo. W tym wypadku w postaci światowej dominacji, światowego przywództwa. I zamiast z głową starannie rozporządzać tym bogactwem, jak również, oczywiście, dla ich własnego dobra, jak uważam, - narobili tylko wiele złego.

Rozpoczął się okres niezgody i przemilczeń w światowej polityce.

Pod naciskiem prawnego nihilizmu, krok za krokiem, prawo międzynarodowe traciło swoje pozycje. Obiektywność i sprawiedliwość odrzucano w imię osiągnięcia politycznych celów. Normy prawne zastępowano dowolną interpretacją i tendencyjnymi ocenami. Przy tym całkowita kontrola nad globalnymi mediami pozwalała, wedle życzenia wmówić, że białe jest czarne, a czarne jest białe.

Hegemonia i suwerenność

W warunkach dominacji jednego państwa i jego sojuszników lub, mówiąc inaczej, satelitów, poszukiwanie globalnych rozwiązań często kończyło się dążeniem do narzucenia, jako uniwersalnych - własnych wizji. Ambicje tej grupy urosły tak bardzo, że kształtowane w jej kuluarach postawy zaczęły być przedstawiane - jako zdanie całej światowej wspólnoty.

Tak jednak nie jest.

Samo pojęcie - suwerenność narodowa - dla większości państw stało się wielkością względną. W rzeczywistości, zaproponowano następującą zależność: im silniejsza lojalność względem jedynego centrum wpływów, tym większa legitymizacja tego lub innego panującego reżimu (systemu władzy).

Później swobodnie podyskutujemy, z przyjemnością odpowiem na pytania i sam pozwolę sobie na skorzystanie z prawa zadawania pytań Państwu.

Jednak w trakcie tej dyskusji niech ktoś z Państwa spróbuje obalić tezę, którą właśnie sformułowałem.

Przeciwko niepokornym

Sposoby oddziaływania na niepokornych są doskonale znane i wielokrotnie wypróbowane: działania siłowe, naciski gospodarcze i propagandowe, wtrącanie się w sprawy wewnętrzne, apelowanie do rzekomej legitymizacji „ponad prawem", gdy trzeba usprawiedliwić nielegalne uregulowanie tych, czy innych konfliktów, likwidowanie niewygodnych reżimów (systemów władzy).

Ostatnimi czasy pojawiły się dowody na to, że wobec szeregu liderów stosowany jest też otwarty szantaż.

Nie bez powodu tzw. Wielki Brat wydaje miliardy dolarów na szpiegowanie na całym świecie, w tym także swoich najbliższych sojuszników.

USA – Rosja a terroryzm

Zadajmy sobie pytanie: na ile my wszyscy czujemy się komfortowo, bezpiecznie i przyjemnie, żyjąc w takim świecie? Na ile jest on sprawiedliwy i racjonalny? A może nie mamy istotnych podstaw, aby się martwić, kłócić, zadawać niewygodne pytania? Może wyjątkowość Stanów Zjednoczonych, to, jak realizują swoje przywództwo, to rzeczywiście dar dla wszystkich, a ich ciągłe wtrącanie się we wszystkie sprawy na świecie niesie pokój, dobrobyt, postęp, rozkwit, demokrację – i należy się po prostu zrelaksować i czerpać z tego przyjemność?

Pozwolę sobie powiedzieć, że tak nie jest. Wcale tak nie jest.

Jednostronny dyktat i narzucanie własnych szablonów przynosi wprost przeciwny skutek: zamiast uregulowania konfliktów – eskalację; zamiast suwerennych, stabilnych państw – rosnący obszar chaosu; zamiast demokracji – poparcie nader wątpliwego towarzystwa: od jawnych neonazistów po islamskich radykałów.

A dlaczego ich popierają?

Dlatego, że traktują ich na pewnym etapie, jako narzędzie do osiągnięcia własnych celów, a potem, jak się poparzą – wycofują. Nie przestaję się temu dziwić, jak nasi partnerzy, raz za razem, jak to się u nas w Rosji mówi - nadeptują na te same grabie. To znaczy powtarzają w kółko te same błędy.

USA i świat islamu - Afganistan, Irak, Libia, Syria

Swego czasu sponsorowali oni islamskie ekstremistyczne ruchy dla walki ze Związkiem Radzieckim, które hartowały się w Afganistanie. Z nich powstały - i talibowie, i Al-Kaida.

Jeśli Zachód nie pomagał, to zamykał oczy, powiedziałbym, że tak naprawdę pomagał, dostarczając informacje, wspierał politycznie i finansowo wtargnięcie międzynarodowych terrorystów do Rosji – nie zapomnieliśmy o tym – i do państw regionu Azji Środkowej.

Dopiero po tym, jak na terytorium samych Stanów Zjednoczonych miały miejsce straszliwe ataki terrorystyczne, pojawiło się zrozumienie powszechnego zagrożenia ze strony terrorystów. Przypomnę, że wtedy to my byliśmy pierwszymi, którzy poparli naród USA. Na tę straszliwą tragedię 11 września zareagowaliśmy jak przyjaciele i partnerzy.

W trakcie rozmów z liderami USA i Europy ciągle mówiłem o konieczności wspólnej walki z terroryzmem, rozumianej, jako wyzwanie w skali światowej.

I z tym wyzwaniem nie sposób się – nie godzić, nie można go również rozwiązać, korzystając z podwójnych standardów. Zgadzano się z nami, ale minęło niewiele czasu i znów wszystko wróciło do punktu wyjścia.

Później nastąpiła ingerencja - i w Iraku, i w Libii, kraju, który, nawiasem mówiąc, został doprowadzony na skraj rozpadu. Właściwie - dlaczego doprowadzony? Kraj ten stał się obecnie poligonem dla terrorystów. Tylko wola i mądrość obecnych władz Egiptu pozwoliły uniknąć chaosu i samowoli ekstremistów w tym kluczowym kraju arabskim.

W Syrii tak, jak w przeszłości, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zaczęły wprost finansować i zaopatrywać bojowników w broń, przyczyniając się do zasilania ich szeregów najemnikami z różnych krajów.

Finansowanie terroryzmu

Pozwólcie, że zapytam: skąd bojownicy mają pieniądze, broń, wojskowych specjalistów? Skąd się to wszystko bierze? Jak to się stało, że ten tak zwane osławione ISIS – Islamskie Państwo Iraku i Lewantu – przekształciło się w potężne, prawdziwie wojskowe ugrupowanie?

Jeśli chodzi o wsparcie finansowe, to są to dzisiaj nie tylko dochody z handlu narkotykami, których produkcja, nawiasem mówiąc, w czasie przebywania międzynarodowych sił w Afganistanie zwiększyła się nie tylko procentowo, a wręcz wielokrotnie, i Państwo wszyscy o tym wiedzą. To wsparcie finansowe pochodzi także ze sprzedaży ropy naftowej, której wydobycie jest rozwinięte na terenach kontrolowanych przez terrorystów. Sprzedają ją po cenach dumpingowych, wydobywają ją, transportują.

Przecież ktoś ją kupuje, tę ropę, odsprzedaje, zarabia na tym, nie zastanawiając się, że tym samym finansuje terrorystów, którzy prędzej lub później mogą przyjść i na ich terytorium, przyjdą siać śmierć w ich krajach.

Nowi bojownicy

Skąd się biorą nowi rekruci?

W tym samym Iraku, w wyniku obalenia Saddama Husajna, zostały zniszczone instytucje państwowe, w tym wojsko. Już wówczas mówiliśmy: bądźcie czujni, ostrożni, dokąd wygnaliście tych ludzi? Na ulicę. Co będą robić? Nie ważne, czy było to sprawiedliwe, czy nie, – ale oni byli członkami kierownictwa dosyć dużego państwa regionu. Co z nich robicie?

I co się okazało? Dziesiątki tysięcy żołnierzy i oficerów, byłych aktywistów partii BAAS, wyrzuconych na ulicę, dziś zasiliły szeregi bojowników.

Nawiasem mówiąc, możliwe, że właśnie tu kryje się skuteczność ISIS? Z wojskowego punktu widzenia działają bardzo skutecznie, to prawdziwi profesjonaliści.

Wołanie do głuchego

Rosja wielokrotnie ostrzegała przed niebezpieczeństwami jednostronnych działań siłowych, wtrącaniem się w sprawy suwerennych państw, zadawaniem się z ekstremistami i radykałami. Nalegała na wpisaniu ugrupowań, walczących przeciwko centralnej władzy syryjskiej, przede wszystkim ISIS, na listę organizacji terrorystycznych. No i co, jaki jest tego skutek? Żaden.

Czasem można odnieść wrażenie, że nasi koledzy i przyjaciele wciąż walczą ze skutkami swojej własnej polityki, kierują całą swoją siłę na usuwanie ryzyka, które sami tworzą, i płacą za to wszystko coraz wyższą cenę.

Stenogram w jęz. ros.:  
http://kremlin.ru/transcripts/46860 
Tłumaczenie w jęz. ang.:

13 komentarzy:

  1. Jasny Gwint, bywalec mego bloga i jeden z jego komentatorów, na blogu Daniela Passenta - zareklamował wystąpienie prezydenta Rosji przed Klubem Wałdaj, jakie tutaj prezentuję jako - "bełkot kagiebisty".
    Mam zatem gorąca prośbę do Jasnego Gwinta, by zamiast epitetów, zechciał merytorycznie udowodnić, że tezy Putina - są bełkotem, czyli niezrozumiale dla niego, albo nie do przyjęcia, ze względu na mijanie się z prawdą przez Putina.
    Oraz udowodnił to,że przeszłość zawodowa Putina ma w tym przypadku jakieś znaczenie.
    Na marginesie Jasnemu Gwintowi przypominam,że Rosja od czasów carskich zawsze miała doskonały wywiad i że rezydentem wywiadu rosyjskiego za granica mógł zostać tylko zdolny i inteligentny człowiek, znający języki i doskonale orientujący się w zagadnieniach geopolityki.
    Jasny Gwincie - do klawiatury, udowodnij,że masz rację!

    OdpowiedzUsuń
  2. może Jasny Gwint nie jest biegły w rosyjskim...

    OdpowiedzUsuń
  3. aż sprawdziłam tę wypowiedź Jasnego Gwinta na blogu Passenta. To przecież ironia była!

    OdpowiedzUsuń
  4. Możliwe, ale z komentarza Jasnego Gwinta - to nie wynika.

    OdpowiedzUsuń
  5. Popełniłem nieostrożność. Ten link wałdajski był skierowany do rusofobów na blogu Passenta, których tam jest pełno. Razem zresztą z Passentem i Polityką. Dlatego zastosowałem cudzysłów. Zostało niestety odczytane wbrew moim intencjom. Za co gorąco przepraszam. Przesyłam najlepsze Życzenia Świąteczne. jasny gwint

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasny Gwincie, dziękuje za wyjaśnienie i za życzenia. Zechciej także ode mnie przyjąć najserdeczniejsze życzenia Świąteczne!

      Usuń
  6. 1705
    Moc serdecznych Zyczen Swiatecznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1705 - Serdecznie dziękuje, mam nadzieję,że święta upłynęły radośnie, mnie pozostaje życzyć z wzajemnością wspaniałych dni ...poświątecznych i udanych przygotowań do Sylwestra!

      Usuń
  7. Chiński portal o stosunkach Rosja - Chiny.

    http://www.4thmedia.org/2014/12/the-china-russia-double-helix

    Druga część w osobnym pliku PDF.

    https://www.mediafire.com/folder/fpid1fhd6nv59/China_Russia_Double_Helix


    Bobr

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyłączam się do życzeń.

    Na blogu D. Passenta zagnieździły się rosyjskie trole.
    Sam autor to wykrył.
    Napisał - w osobnym wpisie na forum komentarzy - ze podejrzewa o to 4 osoby. Nakłaniał niejakiego Torlina aby nie upuszczał jego blogu.
    Nie wiem co było wcześniej ale Torlin zrobił to prawdopodobnie z tego właśnie powodu.
    Widocznie nie mógł znieść szerzenia rosyjskiej propagandy u D. Passenta.

    W związku z tym jest apel do Jasnego gwinta aby zechciał trochę przyhamować. W przeciwnym razie D. Passent straci najbardziej wartościowych komentatorów na swoim blogu.
    Szkoda by było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Pana, panie Bobrze po długiej nieobecności, dziękuję też za życzenia, odwzajemnić się mogę tylko - życzeniami miłych dni poświątecznych i życzeniami udanego Sylwestra!
      Muszę zaglądnąć do pana Daniela, bo ta mania szukania rosyjskich trolli w cyberprzestrzeni ma już charakter nie epidemii, ale pandemii.
      Czy pisanie pozytywnie o Putinie - to rosyjska propaganda? A jak ktoś ocenia tego polityka wg własnych, osobistych kryteriów, i ta ocena wypada dobrze, to co? Przecież każdy ma prawo do własnego zdania, osobistej opinii, na tym polega osobista wolność człowieka.
      Passent tego nie rozumie?! Dla niego posiadanie własnego suwerennego zdania o Putinie - to rosyjska propaganda?
      Co do Torlina, to ta jego egzaltowane histerie, czasami nawet obcesowe i wulgarne nawet, nie jest czymś nowym.
      Zawsze, od lat tak reagował na pozytywną ocenę Rosji i Putina, i zawsze groził porzuceniem czyjegoś bloga, gdy miał wobec swoich poglądów silną, racjonalną opozycję. Przerabiałam to kilka lat temu na blogu p. Waldemara Kuczyńskiego.
      Więc ja natomiast radzę Jasnemu Gwintowi, by się Torlinem - nie przejmował.
      Panie bobrze - najserdeczniejsze poświąteczne pozdrowienia!

      Usuń
  9. Sprawa dobrze się skończyła.
    Torlin dał się ubłagać panu Passentowi i wrócił na jego blog.
    Nadal będzie obcować z rosyjskimi trollami które się tam panoszą.

    Kiedyś red. Passent wskazywał z niesmakiem na "partyjny beton" na swoim blogu (konkretnie chodziło mu o Jasnego gwinta).
    Teraz przyszła inna moda - tropienie i piętnowanie rosyjskich troli.
    Czekam na czasy kiedy redaktorzy blogów z dumą będą umieszczać w nagłówku informację - " Blog wolny od trolli rosyjskich" albo wzorem marszałka Sikorskiego - "Strefa zdetrolizowana".
    Trzeba tylko wymyślić przepisy jak odróżnić rosyjskiego trolla od zwykłego Polaka i wcielić je w życie.
    Potem trole zostaną zapędzone do jakiegoś blogowego getta i tam będą trzymane.
    U nas wszystko możliwe.

    OdpowiedzUsuń