czwartek, 4 stycznia 2018

Rok 2018: nadzieja nie musi być matką głupich


Rzeczywistość w Polsce i na świecie zmienia się w tak szalonym tempie, że trudno jest cokolwiek prognozować. Po prostu ledwo już za nią nadążam. Jednak kierując się logiką pewnych zjawisk, postaram się określić, co moim zdaniem może się zdarzyć 2018r., i jakie będą tego skutki. Odniosę się to tego, co najbliżej.

JA, ROSJA I PUTIN

Chcę od razu zaznaczyć, że dla mnie 2018r., będzie rokiem szczególnym, w pewnym sensie retrospektywnym. Zwieńczę go jesienią jubileuszem trzech ćwierćwieczy wędrówki przez życie, którą rozpoczęłam podczas II wojny światowej w szkockim Edynburgu i bardzo nie chciałabym, by nad nim zawisła groźba lub też towarzyszył wybuch kolejnej wojny globalnej. A boję się tego, najzwyczajniej po ludzku... 

Moje poczucie bezpieczeństwa, po raz pierwszy od dziesiątków lat zostało zachwiane.

Mam za sobą ataki V1 na Londyn. Dźwięk nadlatujących pocisków i rozpadających się od nich londyńskich kamienic i domów - moje niemowlęce i dziecięce uszy zakodowały do dzisiaj. Mam za sobą aresztowanie matki pod zarzutem szpiegostwa w epoce stalinizmu w Polsce, potem czasy po-stalinowskiego PRL z zupełnie udaną młodością i beztroskimi studiami, następnie czasy opozycyjnej Solidarności i „obalenie komunizmu” w 1989r, wejście Polski do UE i III RP, a teraz przyszło mi żyć w czasach „dobrej zmiany” PiS, która dla mnie żadną dobrą zmianą nie jest.  

Przy takim doświadczeniu życiowym, trudno z optymizmem patrzeć na nadchodzący nowy rok - na świecie i w Polsce. Za duża skala porównawcza i nadal sprawna pamięć.

Mam jednak plany na ten jubileuszowy rok, które chciałabym zrealizować, a wiążą się one z Rosją. 
Zofia Bąbczyńska-Jelonek
Marzy mi się, co najmniej tygodniowy pobyt w Petersburgu i wędrówki po nim śladami carycy Katarzyny II, niemieckiej księżniczki urodzonej w Szczecinie, gdzie mieszkam, która duszę i serce oddała Rosji, budując państwo na ówczesne czasy – sprawne, nowoczesne, oświecone, tworząc kolejne stabilne podwaliny Imperium Rosyjskiego. Chciałabym zrozumieć, co ją, cudzoziemkę i luterankę, w tej dawnej Rosji uwiodło, zauroczyło i przykuło na zawsze. Sama lektura prac historycznych – nie wystarczy.

Wspominając o Rosji winna jestem wyjaśnienie, dlaczego znalazła się ona w kręgu moich intensywnych zainteresowań i dociekań dziennikarskich. 
Różne były tego powody, ale tym najważniejszym - narastająca postawa antyrosyjska polskich władz i prawicowych mediów, którą Polska, zresztą nader skutecznie, zainfekowała Unię Europejską. 
Odruchowo staję zawsze w obronie niesłusznie atakowanych, i im większe te ataki, tym większe moje reakcje. I tak zostałam agentką Kremla vel Putina, „czerwoną” Zośką, radzieckim „komuchem”, wyrazistym elementem opcji kremlowskiej w polskim dziennikarstwie, czy jak tam inaczej przezywają mnie moi adwersarze.

Atakowany zewsząd prezydent Rosji stał się bliskim sercu człowiekiem, którego działania polityczne wewnątrzkrajowe i na arenie światowej trzeba nieustannie wyjaśniać, uzasadniać, a mity o nim i o Rosji – prostować. Nic nie zapowiada, bym w 2018 r. miała postępować inaczej.

Z wielkim zadowoleniem przyjęłam decyzję Władimira Putina, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich. I na pewno z wielką uwagą będę śledziła kampanię wyborczą, składane przez niego deklaracje a potem stopień ich realizacji.

Na bieżąco obserwuję, co prezydent Putin czyni dla Rosji, jakie podejmuje decyzje, jak szeroki jest zakres jego zainteresowania się państwem i problemami jego obywateli. Mam też świadomość, że bezpieczeństwo na świecie leży w jego rękach.

Władimir W. Putin
Traktuję go trochę osobiście, jak młodszego brata, którego postępowanie jest dla mnie zrozumiałe i które popieram, któremu serdecznie sekunduję w sukcesach i boleję przy porażkach. Któremu po prostu ufam.

Patrząc się na Rosję, pomyślałam sobie, że taki człowiek, jak Putin - tu i teraz, w tych konkretnych czasach światowego niepokoju i narastającego chaosu, nieprzewidywalnych polityków i zaciekłej wręcz rusofobii Zachodu – jest jej bardzo potrzebny. I że nie czas, by spoczął na laurach zasłużonego emeryta. W polityce wiek 65 lat nie oznacza emerytury, co najwyżej bardziej spokojnego, popartego głębokim doświadczeniem działania. Zakładałam, że to rozumie. Na to liczyłam. Okazuje się, że trafnie.

Życzę mu wysokiego zwycięstwa w wyborach i by 2018r. był dla niego lżejszym niż poprzedni, ale boję się, że to płonne nadzieje.


TRANSGRANICZNA ZAGRANICA

Nie jestem przekonana o jakiejkolwiek stabilizacji i pokoju na świecie. Ani na pograniczu polsko- ukraińskim, czy rosyjsko-ukraińskim, czy też w innych regionach świata.

Sprzężenie zwrotne Ukrainy i USA jest wybitnie destruktywne. Przyjmując, że deklaracje płynące ze strony Kijowa są odzwierciedleniem pomysłów amerykańskich „jastrzębi”, możemy z prawdopodobieństwem oscylującym przy 100 proc. przyjąć, że Ukraina podejmie różnego rodzaju kroki militarne wobec Krymu, pod pozorem obrony rzekomo naruszanych praw człowieka na półwyspie, wykorzystując jako pretekst ostatnią rezolucję ONZ. Przewiduję dywersje, sabotaże, zaczepki militarne, szerokie akcje propagandowo-polityczne. Wszystko po to, by zdestabilizować sytuację na Krymie.

Wschód Ukrainy nadal będzie w ogniu i to znacznie większym niż dotychczas, bo Ukraina nie kryje się z zamiarem militarnego „odbicia” zbuntowanych republik. Tu akurat przewiduję powtórkę nieudanego wariantu gruzińskiego, jaki chciał realizować Saakaszwili przy pomocy wojsk USA w Osetii Południowej. Być może Amerykanie liczą, że wojska rosyjskie pójdą z odsieczą, a USA - Ukraińcami powojuje wreszcie z Rosją. Chyba zapomnieli, jak się skończyła ta 5-dniowa wojna na Kaukazie.

Bardzo niebezpiecznie zabrzmiały też pohukiwania z Kijowa o „rozczłonkowaniu” Rosji, co należy rozumieć, jako próby rozbijania Rosji od środka, a co za tym idzie, przy pomocy sił i finansów zachodnich, przede wszystkim USA - wszelakie próby wzniecania niepokojów społecznych na tle socjalnym, narodowościowym lub wyznaniowym w różnych regionach Rosji, czy też sponsorowanie różnej maści terrorystów, zwłaszcza na Kaukazie. To wszystko nie sprzyja spokojowi w 2018r. na wschód od polskiej granicy.

Dzięki Bogu, Rosja jest tego świadoma, o czym wyraźnie mówił niedawno Władimir Putin podczas spotkania na forum „Ogólnorosyjskiego Frontu Narodowego”.

POLSKA NA MARGINESIE EUROPY

Rządy PiS swoim stosunkiem do prawa i praworządności, oraz respektowania międzynarodowych zobowiązań, doprowadziły do tego, że Polska wstępuje w 2018 r. jako państwo, do którego Unia Europejska straciła cierpliwość i sięgnęła po radykalne środki, pierwszy raz w swoich dziejach. Nie wróży to nic dobrego dla Polski na europejskiej arenie politycznej. Polska stała się państwem nieodpowiedzialnym, którego głos nie ma najmniejszego znaczenia w unijnej rodzinie.

Jarosław Kaczyński, jesień 2017r.
Moje prognozy nie są optymistyczne, zwłaszcza, że Polska pod niekonstytucyjną władzą Jarosława Kaczyńskiego, kieruje się szybkim krokiem w stronę państwa „absolutnej monarchii” partyjnego uzurpatora, silnie represyjnego, policyjnego z narzuconą ideologią skrajnie narodowo-wyznaniową, ocierającej się o nazizm, o rosnącej skali ograniczeń wolności obywatelskich i praw człowieka. Państwa, w którym wymiar sprawiedliwości stał się niewolnikiem politycznym, wykorzystywanym  do represjonowania społeczeństwa i utrzymania władzy przez PiS. To wszystko może mieć nieobliczalne skutki, bo nikt nie wie, w którym momencie społeczeństwo na to wszystko, mimo pewnego rodzaju bierności – ostro zareaguje. I jak zachowają się policja i wojsko, nie zawsze podzielające poglądy swoich pryncypałów – wysłane do pacyfikowania zbuntowanego społeczeństwa.

Takich wydarzeń można spodziewać się w Polsce od wiosny.

Nie przewiduję w 2018r. jakiejkolwiek zmiany w polityce wewnątrzkrajowej i zagranicznej PiS z „włazidupizmem” amerykańskim, a raczej ich radykalizację.

I liczę tylko na rozsądek rodaków, którzy nie dadzą się sprowokować.  
Chociaż, wg polskiego przysłowia - nadzieja jest matką głupich - chciałabym jednak, by w 2018r. było inaczej…
Artykuł we fragmentach 
(bez części dot. Polski)
opublikowany
Sputnik Polska (MIA Rossija Segodnia/Russia Today),Rosja
4 stycznia 2018r.




Nad jez. Kiezienoj Am,  góry Kaukazu (Czeczenia/Dagestan), wrzesień 2017 r.

2 komentarze:

  1. Z racji mojej obecnej pracy, podczas której przemierzam transportowe szlaki po całej niemalże Europie, rzadziej odwiedzam Pani blog, ale kiedy już do niego dotrę, zawsze podziwiam Pani merytoryczne i rozumne teksty, biegnące pod prąd temu, co można zwykle przeczytać, zobaczyć i usłyszeć w naszych mediach, podobno niezależnych, lecz w rzeczywistości grzeszących nieobiektywizmem. Tak się składa, że mógłbym się podpisać pod każdym Pani słowem i czasami czuję się tak jakbyśmy żyli na jednej wyspie - oazie, w której rozsądek zwycięża dosyć prostackie schematy myślenia, w których Rosja jawi się jako nasz wróg, a Putin jest symbolem wszystkich nieszczęść na naszym globie.
    Życzę Pani w Nowym Roku wytrwałości i cierpliwości w prezentowaniu w tej blogowej przestrzeni (a także w życiu) swoich poglądów, które, ufam, nie są tak bardzo odosobnione, choć, trzeba to przyznać, w dzisiejszych czasach głoszenie ich wymaga cywilnej odwagi, na jaką nie wszystkich stać. Tematów, jak sądzę, Pani nie zabraknie, i mam nadzieję, że również nie zabraknie w Nowym Roku zdrowia, czego z całego serca Pani życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie prawdy panie Andrzeju, tak bardzo irytuje wielu ludzi w Polsce, że zaczynają coraz radykalniej z tą prawdą i jej głosicielami wojować!
      Wystarczy jeden rozhisteryzowany internetowy troll... Piszę to w ostatnim wpisie do bloga (Troll na wojnie, 7.01.2018).
      Mnie to oczywiście niewiele wzrusza, zawsze znajdę sposób by przekazać opinii publicznej, to co myślę!
      Pozdrawiam noworocznie, życząc szerokiej drogi i wszelkiej pomyślności.

      Usuń