Tegoroczne
święta Bożego Narodzenia dla rusofobów, stały się okazją do popisów iście „katolickiej” miłości” bliźniego i
afirmacji niezgłębionej nienawiści.
Przede wszystkim do rosyjskiego prezydenta,
 |
Lech Wałęsa |
Na
łamach rosyjskiej platformy informacyjnej - SPUTNIK, a dokładniej, jego
polskiej redakcji, zostały w świąteczne dni zaprezentowane poglądy byłego
prezydenta i noblisty Lecha Wałęsy oraz
niezależnego senatora Macieja Grubskiego
(rozmowa z red. Leonidem Swiridowem dla "Sputnika Polska") - na Rosję i jej prezydenta oraz obecnych i historycznych relacji polsko-rosyjskich.
Obaj
politycy w zaprezentowanych wywiadach - o
rosyjskim prezydencie wyrażali się nader pochlebnie.
Dla senatora, Władimir Putin - „to naprawdę wysokiej klasy polityk,
bardzo rozsądnie prowadzący politykę zagraniczną, bardzo rozsądnie prowadzący
politykę wewnętrzną, Rosja się bardzo dobrze rozwija, więc ja jestem naprawdę
pełen podziwu dla niego”.
B.
prezydent Polski i noblista, uważa „Putina
za mądrego człowieka” i obecnie rządzącym zwraca uwagę - „nie kłóćmy się z Rosją, bo ci trzeci na
nas zarabiają. My musimy znaleźć rozwiązanie. Musimy ustąpić jeden
drugiemu na miarę wielkości. Zrozumieć, a wtedy będziemy razem
robić naprawdę dobrą politykę. I nam bliżej do Moskwy niż do
Nowego Jorku”.
Wywiad
z Lechem Wałęsą dla Rosyjskiej Agencji Informacyjnej „Nowosti”[1] , którego fragmenty
przytoczył rosyjski portal informacyjny "Sputnik Polska" - odnotowały wszystkie
praktycznie media w Polsce.
„Kolejną ofiarą rosyjskiej machiny
propagandowej padł właśnie były prezydent Lech Wałęsa, który w wywiadzie dla
państwowej agencji prasowej RIA Nowosti chwali Putina i nie chwali sojuszu
Polski z USA”, napisał m.in.na Onet.pl redaktor naczelny tego portalu, Bartosz Węglarczyk. I dowodzi: "Takie wypowiedzi [Wałęsy] rozniosą się w
rosyjskich mediach państwowych szeroko. Dowodzą bowiem, że Kreml ma rację, gdy
mówi, że Zachód wcale nie jest solidarnie krytyczny wobec Władimira Putina i że
są tu różne głosy, także takie apelujące o zniesienie międzynarodowych sankcji
i domagające się powrotu do „normalnych” stosunków z Moskwą".
"Jestem zdania, że polscy politycy
nie tylko mają prawo, ale wręcz powinni udzielać wywiadów rosyjskim mediom.
Każde słowo rozsądnej krytyki
postępowania rosyjskich władz, które uda się przemycić do Rosjan, jest na
wagę złota", dodał naczelny
Onetu. „Udzielając wywiadów rosyjskim
mediom państwowym należy jednak mieć pełną świadomość, że to zawsze pułapka:
słowa zgodne z linią kremlowskiej propagandy będą uwypuklone, a te niewygodne -
w najlepszym razie - zostaną głęboko zakopane", dowodzi red.Węglarczyk.
„To zawsze gra w kotka i
myszkę. Lech Wałęsa jest kolejnym w tym roku politykiem, który tę grę przegrał,
po Kornelu Morawieckim, senatorze Macieju Grubskim i Januszu Korwin-Mikke. O
ile były europoseł nie odgrywa jednak znaczącej roli w polskiej polityce, a
jego skrajnie prokremlowskie wypowiedzi są normą, o tyle pochwały byłego
prezydenta, obecnego senatora i ojca premiera - dla Putina oraz ich krytyka
polityki zagranicznej Polski zostały rozpowszechnione w Rosji szeroko. (...) Ominąć
tę pułapkę udało się za to szefowi MSZ Jackowi Czaputowiczowi, który niedawno
udzielił wywiadu „Kommiersantowi”, gazecie unikającej stosunkowo dobrze - jak
na realia rosyjskie - bezpośredniego nadzoru Kremla. Polska cierpi dziś z
powodu braku pomysłów na wznowienie praktycznie nieistniejących stosunków z
Moskwą. Polscy politycy powinni istnieć w rosyjskiej przestrzeni publicznej,
ale nie na warunkach Kremla”.
Przytaczam
wypowiedź red. Węglarczyka praktycznie w całości z pełną premedytacją.
Jej
przekaz jest jednoznaczny.
O Władimirze
Putinie i władzach Rosji należy wypowiadać się wyłącznie krytycznie i tylko w rosyjskich mediach
opozycyjnych lub niezależnych, ale nigdy w państwowych.
Polska
z mediami koncernu MIA „Rossija segodnia” (Russia Today/RT) jest w
stanie ostrej wojny hybrydowej.
Jakakolwiek publicznie
wyrażona opinia o Rosji i jej prezydencie mająca obiektywny charakter lub im
przychylna - jest uważana przez
polityków i dosyć szerokie grono polskich dziennikarzy - za zdradę stanu.
Na
portalach medialno-informacyjnych i społecznościowych - na senatora Grubskiego i Lecha
Wałęsę wylano, oczywiście, potoki paszkwili, pomówień i agresywnego chamstwa.
I co ciekawe, w tym
gronie adwersarzy w stanie ekstremalnej rusofobii - jest spora grupa dziennikarzy; zjawisko nader niepokojące, bo ci ludzie
starają się narzucać publicznie swoje prywatne, czy też przekazane z nakazu politycznego opinie
- ogółowi czytelników.
Gdyby
było to tylko „obsobaczanie”, pisane sobie a muzom, jak w przypadku wywiadu
z Lechem Wałęsą, można byłoby wytrzymać, ale ludzie dotknięci rusofobią pozwalają
sobie na znacznie więcej.
Na
Facebook stworzono specjalne konto - „Sputnik Polsza”, alternatywne dla
rosyjskiego „Sputnika Polska”, w którym piętnuje się z imienia i nazwiska osoby, uznane za „zagrożenie” dla Polski z powodu wyrażanych na rosyjskim „Sputniku”
pozytywnych opinii o Rosji i jej
prezydencie lub aktywnie działających na rzecz zachowania nekropolii żołnierzy
radzieckich i pomników, chwalących ich męstwo bojowe w czasie II wojny
światowej na terenie Polski.
Jest
to pełna agresji i niewybrednego chamstwa platforma, prowadzona rzecz jasna - anonimowo. Facebook w przypadku konta „Sputnik Polsza” jest nader powściągliwy i
wyjątkowo obojętny na naruszanie tam wszelkich zasad etyki obowiązującej na FB.
Walka
hybrydowa Polski z Rosją i jej polskimi sympatykami jest bezpardonowa, z zastosowaniem
wszelkich chwytów poniżej pasa.
26
grudnia, czyli w drugi dzień świąt, „Sputnik Polsza” na Twitterze skierował
pytanie do MGMi ŻŚ (Ministerstwa Gospodarki
Morskiej i Żeglugi Śródlądowej) - „Jeśli spółki
skarbu państwa sponsorują publikacje „publicystki” Sputnika i Kremla
(@Z.Jelonek) – to płacą za obiektywne publikacje czy wskazanie, które decyzje
będą zgodne z oczekiwaniami Kremla. Także aspekt moralny – to współpracownica
SB”.
Ponieważ
resort nie bardzo wiedział o co chodzi, „Sputnik Polsza” wyjaśniał dalej: „Pismo to namiary.pl/o nas/[2]
(Organ Krajowej Izby Gospodarki Morskiej) – autorka to Zofia Bąbczyńska-Jelonek
(inne jej publikacje dostępne na Sputniku – przy lekturze uważać na ilość
wazeliny względem Kremla – co jest między innymi, powodem, dlaczego wątpimy obiektywizm
artykułów)”.
Ministerstwo
odpowiedziało nawet dosyć przytomnie: „Choć
nie mamy wpływu na zamieszczone w przywołanym czasopiśmie, to dziękujemy za
wrócenie uwagi na sprawę”.
Odpowiedz nie zadowoliła jednak rusofobów ze „Sputnika
Polsza” i sięgnęli po cięższy kaliber hybrydowej amunicji: „Pismo wydawane ze składek członkowskich,
wpływających do Izby Morskiej[3]
– w bardzo dużej części to spółki skarbu państwa – a czytelnicy to zarządzający
tymi spółkami. Polecamy uwadze jej „twórczość” dotyczącą Nord Stream 2. Tyle w
temacie, miłego dnia.”
No
cóż, na piramidalną rusofobię nie ma ratunku a o poziomie wiedzy rusofobów właściwie
powinno się pomilczeć. Ale gwoli wyjaśnienia dodam, że żadne spółki skarbu
państwa nie utrzymują Izby Morskiej, jest to instytucja sądowa opłacana, jak
inne sądy z budżetu państwa, natomiast armator, który przegrał sprawę w Izbie
Morskiej pokrywa koszty tej rozprawy.
Co
do informacji o gazociągu Nord Stream 2, (gdziekolwiek je piszę) - są one absolutnie
obiektywne i wiarygodne, sprawdzane w kilku niezależnych źródłach, choć nie
muszą się one polskim politykom czy „Sputnikowi Polsza” akurat podobać.
Moim dziennikarskiej obowiązkiem jest informować o
faktach zgodnie z ich rzeczywistym stanem. I jeśli w rosyjskim „Sputniku Polska”
napisałam, że do budowy gazociągu włączyła się giełdowa spółka z Norwegii, to
jest to informacja publiczna, łatwa do sprawdzenia i zweryfikowania, a ja ją przedyskutowałam
osobiście z prezesem tej firmy (Norwegiem, a nie Rosjaninem), podczas pobytu w
Moskwie na rosyjsko - norweskiej konferencji biznesowej dot. gospodarki
morskiej na Dalekiej Północy. Polski czytelnik powinien znać prawdę o tym
gazociągu, a nie polityczne mrzonki naszych polityków czy różnej maści „ekspertów”
ect. Ale to już się rusofobom z „Sputnika Polsza” nie podoba.
Nie
wiem, czego oczekują ludzie kryjący się za tym FB-owym kontem „Sputnik Polsza” –
nacisków politycznych ze strony ministerstwa, zmuszających redakcję "Namiarów" do zerwania współpracy ze
mną?
A nawet jeśli szefostwo redakcji ulegnie naciskom politycznym i zerwie współpracę
ze mną – to co się stanie? Nic. Bo ja mam zawsze możliwość dotarcia z informacją,
gdzie uważam za stosowne..
Stracę honoraria? Wolne
żarty, redakcja płaci symbolicznie, to niszowe pismo. Poza tym nie jest ono pismem
KIGM, ale jej organem prasowym, czyli udostępnia gratisowo jedną kolumnę
(stronę) na potrzeby Krajowej Izby Gospodarki Morskiej.
Jedno się tylko zgadza –
ma 7 tys. czytelników z branży morskiej i cechuje je od lat wysoki poziom merytoryczny.
Takie
działania przypominają mi czasy stalinowskie. Już to przerabiałam w
najbliższej rodzinie - ojciec wyleciał z pracy i ...partii (!), dostał
zakaz pływania (czyli wykonywania zawodu oficera marynarki handlowej) a
matkę pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Brytyjczyków, chociaż szpiegiem nigdy nie była -
osadzono w więzieniu na kilka lat, Podobnie jak obecnie Mateusz Piskorski
spędziła blisko dwa lata w areszcie. Potem kolejne - w ciężkich kobiecych więzieniach. Objęła ją amnestia, wyszła na wolność 1 maja 1956r. Dopiero w 1960r. sąd zauważył, że szpiegiem nigdy nie była....
Za kilka dni, 2 stycznia minie 65 lat od chwili jej aresztowania.Polska rusofobia właśnie mi o tym przypomniała.Miałam wtedy zaledwie 10 lat....
To, co robią ludzie spod znaku
"Sputnik Polsza" w stosunku do mnie, niczym się nie różni od tego ,co wyprawiano w Polsce na
początku lat 50. minionego wieku - wobec moich rodziców..
Dla mnie osobiście - to polityczna reaktywacja podłych praktyk politycznych.
I nic więcej.
[2]
„Namiary na morze i handel” z którym współpracuję jako stały korespondent
[3] Izba Morska to państwowy organ quasi-sądowy w Polsce.
Podstawą prawną ich organizacji jest ustawa z dnia 1 grudnia 1961 r. o izbach
morskich. Izby morskie są zorganizowane na wzór sądów powszechnych i podlegają: Ministrowi Sprawiedliwości – w zakresie trybu
postępowania, nadzór bezpośredni sprawuje w tym zakresie prezes sądu okręgowego
przy którym działa dana izba morska; Ministrowi Gospodarki Morskiej – w pozostałym
zakresie. W skład izby morskiej wchodzą: przewodniczący oraz jeden lub więcej
wiceprzewodniczących, którzy są sędziami sądów powszechnych, posiadającymi
znajomość zagadnień morskich, ławnicy posiadający kwalifikacje zawodowe oraz
odpowiednią praktykę w zakresie zagadnień występujących w sprawach rozpoznawanych
przez izby morskie. Tekst ustawy o Izbach morskich: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20160001207/O/D20161207.pdf