środa, 1 marca 2017

Wypad do Rosji i pograncznicy



Żeby było wszystko jasne - wyprawa do Kaliningradu to mój indywidualny pomysł, realizowany z mojej prywatnej kieszeni. Wprawdzie wyjazd miał charakter studyjnego wyjazdu dziennikarskiego a tematyka, którą się interesowałam w tej  przygranicznej eksklawie Rosji - uzgodniona z macierzystą redakcją, to wyjazd był osobistą inicjatywą. Redakcja określiła zakres tematyki, jaka  by ją zainteresowała w przestrzeni gospodarki morskiej Obwodu Kaliningradzkiego i określiła to w stosownym piśmie, koniecznym przy ubieganiu się o wydanie  rosyjskiej wizy dziennikarskiej wielokrotnego użycia. Głównym celem mojej wizyty były porty morskie obwodu, ich potencjał, plany rozwojowe i rozwój ich zaplecza lądowo-morskiego.
Do tej pory poznałam wszystkie większe porty nadbałtyckie Niemiec oraz wielki portowy hub, jakim jest Hamburgiem. Znam porty promowe południowej Szwecji Ystad i Trelleborg, byłam też w portach Kopenhagi, Sztokholmu oraz w szwedzkim Nynasham, gdzie zawijają polskie promy PŻB. Z portów  południowego Bałtyku położonych na wschód od Gdańska i Gdyni miałam okazję do tej poznać tylko litewską Kłajpedę i to bardzo dawno temu. W bałtyckich portach Rosji nigdy nie byłam. W branżowej literaturze mało się o nich pisze, na międzynarodowych "morskich" seminariach, jakie są organizowane w Szczecinie  - prawie  nie istnieją. Uznałam, że muszę nadrobić braki i bliżej poznać porty najbliższego wschodniego sąsiada Polski.
.
ŻYCZLIWI ROSJANIE
Ubiegając się o wizę dziennikarską do Rosji, przedstawiłam też w ambasadzie rosyjskiej w Warszawie  prośbę o merytoryczną pomoc w organizacji tego wyjazdu wraz z zakresem tematyki mnie interesującej, wykazem osób i instytucji, związanych z gospodarką morską, które chciałabym odwiedzić.
Ponieważ w wybranym przeze mnie terminie przypadało, tj między 20 a 25 lutego  ważne dla Rosjan święto - Dzień Obrońców Ojczyzny (23 luty) , postanowiłam być jego uczestnikiem. Tylko w ten sposób, przez bezpośredni udział, ramię w ramię z Rosjanami, mogłam z autopsji poznać, czym dla Rosjan  i rosyjskiej świadomości historycznej jest II wojna światowa, walka z hitlerowcami, wyzwalanie polskich obszarów w drodze na Berlin, czy polsko-rosyjskie braterstwo broni.  Ujęłam to także w propozycji programu mego pobytu w Kaliningradzie.
Muszę przyznać, że zarówno ze strony Siergieja Andriejewa, ambasadora Rosji w Polsce, jak i Igora Żukowskiego, dyrektora Rosyjskiego Ośrodka Kultury i Nauki, który do niedawna był prorektorem ds. kontaktów zagranicznych na Uniwersytecie im. Immanuela Kanta w Kaliningradzie - spotkałam mnie ogromna życzliwość i daleko idąca pomoc.
Dzięki nim mogłam przeprowadzić wywiad z Eleną I. Diatłową,  p/o ministra rozwoju infrastruktury Obwodu Kaliningradzkiego, spotkać się z kaliningradzkim najwyższym kierownictwem "Rozmorportu", tj zarządem morskich portów obwodu -  oraz z resorcie rozwoju infrastruktury z dyrektorem departamentu ds. rozwoju portów i dyrektorem obwodowego zarządu dróg, zaś dzięki uprzejmości szefostwa  Agencji ds. międzynarodowych i międzyregionalnych, tj. obwodowego MSZ, pojechać do miejscowości Pionierskij, gdzie powstanie nowy terminal promowy i pasażerski, a także korzystać z uprzejmości Iriny Bogdanowej, pracownika Agencji, znającej doskonale język polski i wspierającej mnie w rozmowach  bilateralnych.
Igorowi Żukowskiemu zawdzięczam cudowne spotkania i rozmowy z Jurijem  Rożkow-Jurewskim, emerytowanym wykładowcą akademickim  poliglotą i specjalistą od geopolityki. Świetnie mówiącemu po polsku, znającego Polskę i polską historię.
W ubiegłym roku w Szczecinie poznałam uczestników kaliningradzkiego Rajdu Pamięci, którzy odwiedzali cmentarze z mogiłami radzieckich żołnierzy i miejsca pamięci z okresu II wojny światowej z Andriejem Omielczenko  z Izby Obywatelskiej (społecznej) Obwodu Kaliningradzkiego i Michaiłem Pyriesinem, emerytowanym  oficerem Floty Bałtyckiej, który ongiś stacjonował z jednostką w Świnoujściu i do dzisiaj utrzymuje przyjacielskie kontakty z polskimi kolegami.
Do nich także zwróciłam się po pomoc w ułożeniu programu mojego pobytu w Kaliningradzie. Michaił Pyriesin był moim cicerone 23 lutego na obchodach Dnia  Obrońcy Ojczyzny, razem składaliśmy kwiaty pod pomnikiem 1,2 tys. gwardzistów radzieckich, poległych przy zdobywaniu wówczas pruskiego Koenigsbera, zaś Andriej Omielczenko nie tylko zatroszczył się o transport od granicy do Kaliningradu i z powrotem, ale także zorganizował spotkanie w Izbie Obywatelskiej dot. poprawy relacji rosyjsko-polskich, na które zaprosił  tamtejszych dziennikarzy, blogierów i organizacje społeczne zainteresowane tym problemem.
Mogłam się na nim naocznie przekonać, jak Rosjanom zależy na poprawie klimatu naszych wzajemnych transgranicznych relacji.
Poza programem, nazwijmy to społecznym, w grafiku pobytu znalazło się też miejsce na zwiedzanie zabytków, wypad do muzeów i na koncerty. I tu znowu niezawodny Michaił Pyriesin okazał się znakomitym przewodnikiem po cudownym Muzeum Muzeum Wszechoceanu, zaś red. Swietlana Łoktiewa  z "Gazety Rosyjskiej" zaprosiła mnie do filharmonii na krótki recital organowy.
Żelazny punkt programu każdego turysty w Kaliningradzie - wizytę na wyspie Kanta i zwiedzanie tamtejszej katedry - pozostawiłam wyłącznie już dla siebie. 
Wysłuchałam znakomitego recitalu na katedralnych organach, zwiedziłam muzeum katedralne, muzeum Kanta, odwiedziłam jego grób, pospacerowałam nad brzegami Pregoły...
.
DZIWNE DZIAŁANIA POGRANICZNIKÓW
I o ile ze strony Rosjan spotykała mnie niesamowita życzliwość, daleko idąca pomoc i serdeczność, to wielkim zgrzytem były  kontakty z polskimi służbami granicznymi.
Okazuje się, że turysta pieszy nie może przekroczyć polsko-rosyjskiej granicy w żaden sposób.
I co ma zrobić taki turysta jak ja, którego rodzina była w stanie dowieźć z Gdańska do polsko-rosyjskiej granicy, ale nie mogła samochodem przekroczyć granicy, bo nie miała wyrobionych stosownych dokumentów i do Kaliningradu - nie jeździła. Rosjanie zadeklarowali mi mikrobusik na granicę, ale po swojej stronie.
Wystosowałam stosowne pismo do Straży Granicznej na przejściu granicznym  Grzechotki - Mamonowo 2 z prośbą o wydanie zgody na przejście tych 200 czy 300 metrów piechotą do granicy rosyjskiej, gdzie będzie na mnie czekał mikrobusik rosyjski. Straż pismo dostała, poświadczyła odbiór, ale nie odpisała.
Dzięki  Bogu, rosyjski kierowca mikrobusiku miał stosowne zezwolenia i przejechał polską granicę, do którego niemalże pod szlabanem przepakowałam swoje rzeczy.
Polscy pogranicznicy przetrzymali mnie 40 minut zadając mnóstwo pytań związanych z celem podróży. A dlaczego chce rozmawiać z z jakimś rosyjskim ministrem, a czy muszę akurat interesować się rosyjskimi portami, czy inne mnie nie interesują, ... 
Przy którymś podejściu strażniczki z kolejnym tego typu pytaniem wręczyłam jej teczkę z programem pobytu, pytaniami do minister po polsku i rosyjsku, notkami o obwodzie i samym Kaliningradzie, porcie Pionierskij itp.
- A niech sobie  skserują  i wyślą do  samego szefa MSW, skoro ich tak wszystko interesuje - pomyślałam.
Kiedy znowu przyszła się pytać, dla jakiego to pisma robię ten wywiad - wyciągnęłam egzemplarz, pokazałam gdzie jest stopka redakcyjna i moje nazwisko.
W międzyczasie pogranicznicy sprawdzili ...torby z materiałami promocyjnymi Pomorza Zachodniego, jakie wiozłam do Kaliningradu.
Odprawa celna polska i całkowita rosyjska - przebiegły sprawnie i bez mitrężenia czasu.
Pogranicznicy polscy sprawdzili dokładnie wszystko, co im wyszczególniłam w piśmie. Doskonale wiedzieli, że jestem dziennikarzem, bo do pisma dołączyłam  kopię paszportu i wizy a nawet wykaz materiałów promocyjnych  Pomorza Zachodniego jakie przewoziłam oraz numery samochodu rosyjskiego,
W drodze powrotnej było jeszcze bardziej interesująco.
Jechałam z Kaliningradu tym samym busikiem do polskiej granicy. Byliśmy siódmi w kolejce.
Odprawa Rosjan przez polskie służby graniczne  to koszmar. Mają sprawdzane nie tylko paszporty biometryczne, ale także od każdego Rosjanina pobiera się na polskiej granicy odcisk palca i sprawdza czy jest identyczny z paszportowym.
Jak 4/5 osób w samochodzie  odprawa samochodu trwa mnóstwo czasu. Kiedy byliśmy drudzy już do odprawienia, okazało się, że samochód przed nami, my i samochód za nami - zostały skierowane do ...rewizji.  Zabrano paszporty, celnicy oglądnęli samochód, obstukali go szukając kontrabandy, zaglądnęli mi pobieżnie do walizek i torb, i czekanie. Najpierw by ktoś  z obsługi przyszedł do hali rewizji,  potem by i  zrewidował  samochód z pasażerami przed nami. Wreszcie nadeszła nasza kolejka. Celnicy obstukali i oglądnęli samochód jak nieco wcześniej, zaglądnęli do moich rzeczy, tak samo pobieżnie jak nieco wcześniej. Jedynym novum było podniesienie na  odnośniku mikrobusa i obstukanie go od spodu. 
Uff, po dwóch godzinach mogłam za drzwiami "rewizji" przepakować rzeczy i pojechać do Gdańska. 
.
INCYDENT GRANICZNY
Polskie media podały, że tego samego dnia, w sobotę 25 lutego, w godzinach popołudniowych, czyli kiedy byłam na przejściu granicznym w Grzechotkach, akurat tam - jakiś Rosjanin chciał wwieść broń pneumatyczną do Polski, która  była przerobiona na ostre naboje. Poddał się dobrowolnie karze i go puszczono wolno.
Z tego co ja osobiście oglądałam - prawdą jest tylko to, że był incydent w tym czasie na granicy polsko-rosyjskiej z udziałem polskiej policji.
Akurat w godzinach 16.30 czasu kaliningradzkiego (15.30 czasu polskiego) przyjechałam na granicę i stanęliśmy w kolejce. O godzinie 17.00 czasu kaliningradzkiego (16.00 czasu polskiego) umówiłam się z kuzynem na granicy po polskiej stronie.
Koło 17.00 (16.00) otrzymałam od niego  telefon, że stoi w wielkiej kolejce samochodów, czekających na wjazd do ...Rosji i nie może się z niej ruszyć. 
Kiedy zostały tylko dwa samochody po naszej, rosyjskiej stronie do polskiej odprawy, od polskiego przejścia granicznego przyjmującego pojazdy zdążające do Rosji -  odjechał w kierunku Braniewa polski radiowóz a kolejka czekających aut  jadących do Kaliningradu ruszyła do przodu i szybciutko zaczęła się kurczyć.
I wtedy, dokładnie w tym samym czasie -  polscy pogranicznicy przepuścili do Polski jeden rosyjski samochód a kolejny rosyjski, nas i następny polski -  skierowali do "rewizji".
Cały incydent od mego przyjazdu na granicę do opuszczenia polskiej hali rewizji - trwał ok. 2 godziny. czyli do godz. 18.15 czasu kaliningradzkiego (17,15 czasu polskiego).
W tym czasie na pewno był incydent na polsko-rosyjskiej granicy, po polskiej stronie, z udziałem polskiej policji, ale na przejściu granicznym w kierunku Rosji.
W tym czasie na pewno nikt nie zatrzymał żadnego  Rosjanina, chcącego dostać się z Obwodu Kaliningradzkiego do Polski z bronią pod siedzeniem!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz