poniedziałek, 1 czerwca 2015

Problemy NATO



Czy można dowodzić wielkim, transoceanicznym sojuszem militarnym nie rozróżniając podstawowych międzynarodowych aktów i ich konsekwencji prawnych? 
Czy można mając niepełne lub fałszywe informacje podejmować na ich podłożu decyzje strategiczne, m.in.o rozmieszczaniu wojsk sojuszu w obcych państwach lub o przeprowadzaniu w nich akcji bojowych? 
Okazuje się, że można.


Generalskie brednie

Dowiodła tego m.in. dyskusja z generalicją NATO o pomyśle „armii europejskiej”, na spotkaniach warsztatowych przeznaczonych dla dziennikarzy obszaru transgranicznego Polski i RFN w czasie tegorocznych, 8. Polsko-Niemieckich Dni Mediów w Szczecinie (21-22 maja).

Jednym zaproszonych ekspertów był emerytowany oficer NATO gen. Egon Ramms [1]. Skłonienie go i innych dyskutantów do szerszego spojrzenia, z wielu płaszczyzn, na konflikt na Ukrainie czy też na problemy państw  z mniejszością rosyjską tzw. Pribaltiki – spaliło na panewce. Uczestnicy spotkania usłyszeli od gen. Rammsa w stanowczym tonie, że Rosja jest agresorem, napadła na Krym, chociaż „podpisała Traktat Budapesztański w 1992r.”, w którym gwarantuje granice Ukrainie, tak samo jak „Traktat Ukrainy Kuczmy i Jelcyna z 1997r.”, a Ukraina nigdy nie handlowała bazami wojskowymi na Krymie z USA. Rosjanie, którzy zostali w republikach bałtyckich po rozpadzie ZSRR, „nie muszą być bezpaństwowcami, mogli otrzymać obywatelstwa, ale nie chcieli”. Obawy Litwy, Łotwy i Estonii przed mniejszością rosyjską są uzasadnione, bo oni, ci Rosjanie, chcą włączenia tych republik do Rosji, a Putin zapowiedział, że będzie ich bronił.Gen. Ramms zażądał też ode mnie udowodnienia, że premier Jacyniuk usiłował „przehandlować” Krym Amerykanom.

No i jak z takim wojskowym rozmawiać?! 
Obiecałam, że przedstawię mu na to wszystko dowody następnego dnia. I dotrzymałam słowa. Gen. Ramms otrzymał 10-stronicową informację ze wskazaniem blisko tysiąca odtajnionych dokumentów, jak raporty agencji Straford, będącej analityczną przybudówką CIA i depesz ambasadorów USA z Kijowa i Moskwy na temat Krymu. Wszystkie te dokumenty są udostępnione na stronach Wikileaks. Dołożyłam do tego kilka opinii niemieckich ekspertów [2]. Wskazałam mu też podstawowe różnice, jakie istnieją między traktatem (dot. patentów i drobnoustrojów) [3] a memorandum (dot. Ukrainy) zawartymi w Budapeszcie, oraz przekazałam opublikowaną we Frankfurter Allgemeine Zeitung (4.08.2014) opinię znanego niemieckiego prawnika, prof. prawa Reinharda Merkel z Uniwersytetu w Hamburgu, na temat aspektów prawnych inkorporacji Krymu do Federacji Rosyjskiej. [4]. Prof. Merkel, uważa, m.in.: że zarzuty napaści na Krym lub też dokonania "grabieży ziemi" skierowane pod adresem Rosji, są nie tylko fałszywe, z punktu widzenia prawa międzynarodowego, ale są też niezwykle niebezpieczne, bowiem zazwyczaj wywołują wojny, będące reakcją na takie zarzuty.

Nie wiem, czy wskazane odtajnione dokumenty i opinie, w tym uznanego niemieckiego autorytetu z zakresu prawa międzynarodowego przekonały niemieckiego generała. Był zdziwiony, że prowincjonalny dziennikarz dysponuje tego typu wiedzą. Takiej niespodzianki w Szczecinie się nie spodziewał.


Rosjanie w Pribałtice

Podobnie ma się sprawa z mniejszościami w krajach Pribałtiki. Posłanka Parlamentu Europejskiego Lidia Geringer de Oedenberg,wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej PE i zajmująca się w europarlamencie m.in. mniejszością rosyjską na Łotwie, dowodzi, że: „po upadku bloku radzieckiego na Łotwie pozostały tysiące radzieckich żołnierzy i robotników. Pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku populacja Rosjan była tak duża, że Łotysze stanowili mniejszość we własnym kraju. Wraz z ogłoszeniem niepodległości, język łotewski stał się jedynym oficjalnym językiem nowo powstałej republiki, a mieszkańcy, którzy nim się nie posługiwali nie otrzymali obywatelstwa. Bez dokumentów nie mieli prawa do głosowania, ani dostępu do wielu zawodów. By zostać obywatelem Łotwy trzeba zdać egzamin z języka i historii kraju”. Jak dodaje posłanka PE „do dzisiaj 13% z dwumilionowej populacji Łotwy dalej nie ma obywatelstwa kraju, w którym mieszkają. Wielu z nich to ludzie starsi, którym wystarcza język rosyjski i nie chcą się uczyć łotewskiego. Po akcesji Łotwy do UE stali się automatycznie obywatelami Wspólnoty, ale w praktyce nie mogą korzystać z pełni swoich praw. Łotewskie partie polityczne reprezentujące mówiących po rosyjsku nie są dopuszczane do koalicji rządzących, nawet mimo bardzo wysokiego poparcia”.

Problem mniejszości rosyjskich w b.radzieckich republikach nadbałtyckich jest znacznie głębszy i szerszy niż to sobie wyobraża gen. Ramms, czy nawet posłanka Geringer de Oedenberg. Trudna sytuacja Rosjan nie oznacza jednak, że Rosja ma zamiar z tego powodu napadać na te kraje, „nasyłać” na nie „zielonych ludzików” i przyłączać je do Federacji Rosyjskiej.


Armia europejska

L. Niemann (w mundurze), K. Wittmann (w środku)
Obawy wojskowych NATO, w tym generalicji w służbie czynnej  i emerytowanych, oscylowały wokół tezy: „nie wiadomo, co Putin myśli, nie wiadomo, co zrobi”. To i tak pewien postęp, bo zazwyczaj przedstawiciele NATO twierdzą publicznie, że wiedzą, co Putin myśli i co zrobi.

Ta obawa dotyczyła nie tylko sytuacji na Krymie, na Ukrainie, ale także dyskusji o powołaniu armii w Europie, broniącej państwa unijne przed agresywnym Putinem i jego Rosją. 

Dla niemieckiego gen. brygady Lutza Niemanna, od 2013 r. szefa Sztabu Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego NATO w Szczecinie sprawa jest jasna: „ja nie widzę żadnej Armii Europejskiej w UE”. Podobnie jak Duńczycy służący w Korpusie, którzy są negatywnie nastrojeni wobec tej inicjatywy, o czym zapewniał gen. Niemann. Zdaniem szefa Korpusu, UE ma politykę bezpieczeństwa na bardzo niskim szczeblu, „dziennikarze nic nie znajdą na ten temat na stronach internetowych UE” .”Armia Europejska jest dla mnie niedostrzegalna, Rosja woli współpracować z NATO. (…) Również polski minister obrony, pan Tomasz Simoniak nie rozmawiał w USA o budowie alternatywnych struktur w UE” – dowodził generał Niemann.

Odmienne poglądy prezentowała Stefani Weiss z dyr. brukselskiego biura niemieckiej Fundacji Bertelsmanna i członkini rady cywilnej ds. zapobiegania kryzysom w niemieckim MSZ, która nie postrzega armii europejskiej jako alternatywy, czy sprzeczności wobec NATO. Pomysłodawcom takiej unijnej armii chodzi o zwiększenie obronności UE, w której z 28 państw członkowskich do NATO należy 22, nb. mocno uzależnionych w obronie terytorialnej od USA. I chociaż wszystkie państwa unijne wydają w sumie ok. 190 mld euro na obronę, więcej niż Rosja z Chinami wydają w tym samym celu, dysponują razem ponad 5 mln żołnierzy, to „nikt nas nie uważa za silnych i boi się Rosji” – dowodziła dyr. Weiss i dodając: „Jeśli na płacach zaoszczędzimy 6,5 mld euro, to możemy je wydać na broń, której nie posiadamy”. Jej zdaniem potrzeba więcej „jednostek narodowych, w pewnych rodzajach dochodzi już do fuzji” między państwami UE, ale „mamy trzy sztaby generalne i trzy systemy obrony bałtyckiej”. Gdyby dla tej obrony połączyć armie niemiecką i polską, były by oszczędności.

Gen, Egon Ramms, wprawdzie nie widzi sprzeczności w istnieniu armii europejskiej i NATO, ale część krajów europejskich, jak Szwecja, zachowuje dystans wobec NATO, inne „dystansują się mentalnie”. Przypomniał też, że unijny Traktat Lizboński nie mówi o wspólnej obronności, „natomiast NATO istnieje i nic nowego się nie wymyśli”.


Wszystkiemu winny jest Putin

Emerytowany gen. broni Waldemar Skrzypczak [5] uważa, że to prezydent „Putin wywołał dyskusję o obronności w Europie. Polscy politycy uwierzyli w pokojową współpracę z Rosją, a to osłabiło polską armię.Putin doprowadził do tego, że Krym jest stracony bezpowrotnie, tak samo jak republiki separatystów, bo separatyści są już doskonale przez Putina wyszkoleni”. Na dodatek, zdaniem gen. Skrzyczaka, USA wycofało się z Europy, bo ma inne zadanie w innych regonach. A dyskusja o tym, co zrobi Putin jest bezsensowna, bo tego nikt nie wie. Dla UE ważne są stanowiska Szwecji i Finlandii wobec NATO i obrony UE.

Wg gen. Skrzypczaka, przy każdej agresji Rosji – rejon bałtycki będzie obszarem operacji wojskowych, jest obszar bardzo wrażliwy.  Dlatego armia europejska – tak, ale jako armia zadaniowa.

Natomiast dla gen. Niemanna, NATO z Europy raczej nie wycofało się, natomiast „Szwecja i Finlandia ostatnio odczuwają zagrożenie bezpieczeństwa i nie widzą poprawy swojej obronności w UE, ale w NATO”.

Lutz Niemann nie zwrócił jednak uwagi na fakt, że ostatnio Szwecja była narażona na naruszanie jej akwenów przez niezidentyfikowane jednostki podwodne, które spowodowały, iż poczuła się nagle zagrożona i zaczęła przychylniej odnosić się do  NATO. Media jednoznacznie sugerowały, że to rosyjskie łodzie podwodne, chociaż Rosja temu stanowczo zaprzeczała.

Co ciekawe przychylnie o armii europejskiej wyrażał się Rolf Niekel, ambasador RFN w Polsce. Dla niego ważna jest organizacja rynku zbrojeń i powołując się na przykład Airbusa starał się tę tezę udowodnić. Nie wyjaśnił jednak, że katastrofa samolotu transportowego Airbusa w Hiszpanii która uziemiła wojskowe samoloty transportowe Niemiec, zmusiła Niemcy do szukania pomocy w Rosji.Bundeswehra korzysta obecnie usług firmy rosyjskiej i ukraińskiej, bo nikt inny nie dysponuje odpowiednimi samolotami dla transportu uzbrojenia niemieckiej armii. ”Musimy pilnować naszych interesów a nie być uzależnieni od Amerykanów”.,

Podczas gdy niemiecki ambasador dystansował się od nadmiernego uzależniania się Bundeswehry od USA, gen. Skrzypczak dowodził, że: „Polacy są bardzo, ale to bardzo proamerykańscy. Cały nasz system obronny jest skierowany na USA”.

Emerytowany gen. brygady, dr Klaus Wittmann [6] jest przekonany, że armia europejska jest przyszłością UE, bowiem Unia potrzebuje najpierw spójnej polityki obronnej i bezpieczeństwa. Do armii unijnej będzie się dochodziło małymi krokami. Ale trzeba czuwać, by szły one w pożądanym kierunku, bowiem istnieje duże niebezpieczeństwo nacjonalizacji armii i trzeba pracować nad integracją sił zbrojnych państw unijnych.


Walka z mocarstwem atomowym

Na pytanie: jak UE chce się skonfrontować z mocarstwem atomowym, NATO-wska generalicja zebrana w Szczecinie nie potrafiła odpowiedzieć. Zdaniem gen. Rammsa, można reagować na wojną konwencjonalną czy hybrydową – takim samym działaniem. Wobec wojny bakteriologicznej czy chemicznej – możliwa jest konfrontacja, ale w przypadku wojny atomowej w grę wchodzi wyłącznie „odstraszanie”. Armia europejska, zdaniem gen. Rammsa to armia konwencjonalna. Dlatego Unia Europejska musi opracować program „odstraszania” Rosji.

Wg gen Skrzypczaka – wojna atomowa raczej nie jest realna, bowiem „brak jest tego, który na to pójdzie”. Pewnie zapomniał, że w trakcie rozmów Wielkiej Trójki w Poczdamie, prezydent Truman wydał rozkaz zrzucenia bomb atomowych na Japonię.

Na razie „odstraszanie Rosji” polega zwiększeniu w NATO-wskim Korpusie w Szczecinie personelu o 200 żołnierzy, 2 tys. niemieckich żołnierzy będzie uczestniczyło w manewrach wojskowych wzdłuż granicy z Rosją – w Polsce i w krajach Prybałtiki, będzie też trenował batalion polsko-niemiecki.

A dyskusja o armii europejskiej „jest iluzoryczna”, jak twierdzi gen. Lutz Niemann.

Gen. Wittmann natomiast zwraca uwagę, że „niektórzy politycy NATO boją się wielu rzeczy ujawnić, by nie prowokować Rosji”. NATO bowiem, w wielu sprawach jest daleko w tyle za armią rosyjską. Dotyczy to m.in. mobilności wojsk, zwłaszcza na dużych odległościach, czy też określonych działań bojowych.


Reasumując

Podsumowując szczecińską dyskusję nad pomysłem powołania armii europejskiej, można zaryzykować tezę, że Sojusz Północnoatlantycki, pilnie obserwując modernizujące się i wzięte do galopu przez gen. Szojgu rosyjskie siły zbrojne - spostrzegł, iż jego wojskowe struktury są niewydolne, system dowodzenia mało spójny i czasochłonny a mobilność wojsk wręcz fatalna. Polityka USA polegająca na prowadzeniu działań militarnych w obcych państwach cudzymi rękami nie bardzo podoba się natomiast państwom europejskim, którym marzy się nowoczesna skonsolidowana unijna armia, zdolna do obrony terytorialnej państw członkowskich i niezależna od USA.

Oczywiście NATO jest przeciwne powołaniu unijnej armii.

Wywołanie awantury a potem podsycanie wojny na Ukrainie, polityka prymitywnego „odstraszania” Rosji, wywoływanie antyrosyjskich lęków w państwach skandynawskich, które zachowują dystans do NATO, oraz w Polsce i republikach nadbałtyckich - ma tylko jeden cel – wzmóc znaczenie NATO, jako siły militarnej USA, wymusić na państwach członkowskich zwiększenie wydatków wojskowych i zakotwiczenie jednostek amerykańskich bliżej granicy z Rosją.


[1] Gen. Egon Ramms - emerytowany gen.Bundeswery, m.in.: b. szef sztabu generalnego Bundeswerhy (2000-2004), b. szef Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego NATO w Polsce (2004-2006), b.dowódca połączonych sił NATO w Bunssum (2007-2010), zajmujący się operacją sił NATO w Afganistanie i Międzynarodową Akcją Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF).

[2] „“The Russian Black Sea Fleet is stationed on the Crimean Peninsula, which is considered "Russia's diving board into the Mediterranean," where Russia has increased activities since 2013, seeking to counterbalance the USA. It is already being speculated, that the pro-western putschist government could annul the accord on stationing the Black Sea Fleet, thereby depriving Russia of this strategic position”  - opinia niemieckich ekspertów “: The Crimean Conflict” ( 2014/03/03) - http://www.german-foreign-policy.com/en/fulltext/58726 oraz:  (...) „the expert on Russia, Alexander Rahr, pointed out the dangers involved in both - the transatlantic and the German-European - versions of expansion. He warned, "Moscow would hardly give up its naval base in Sevastopol without a fight, and allow its Black Sea Fleet to be blocked inside the Sea of Azov" at the Russian Black Sea coast. He was speaking at the 134th session of Hamburg's Körber Foundation's "Bergedorf Round Table" which was held in Odessa.” Patrz: 134. Bergedorfer Gesprächskreis: Das Schwarze Meer zwischen der EU und Russland. Sicherheit, Energie, Demokratie. 24.-26. Juni 2006, Odessa. And : Das östliche Grenzgebiet 02.06.2008 > http://www.german-foreign-policy.com/de/fulltext/57256

[3] Gen. Egon Ramms z uporem mylił Traktat Budapesztański z 28 kwietnia 1977 r. o międzynarodowym uznawaniu depozytu drobnoustrojów dla celów postępowania patentowego (Dz. U. z dnia 19 października 1994 r.)  z Memorandum Budapeszteńskim o Gwarancjach Bezpieczeństwa – porozumieniem międzynarodowym niemającym statusu traktatu, podpisanym w grudniu 1994 roku  w Budapeszcie, na mocy którego Stany Zjednoczone, Rosja i Wielka Brytania zobowiązały się do respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, oraz powstrzymania się od wszelkich gróźb użycia siły przeciwko jej niepodległości i integralności terytorialne, a Ukraina zobowiązała się do przekazania strategicznej broni nuklearnej Rosji i przystąpienia do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Memoranium jest wyrażeniem woli, ale nie ma żadnych międzynarodowych konsekwencji prawnych.

[4] “As Reinhard Merkel, a law professor at the University of Hamburg, explains, the allegation of Russia having "annexed" the Crimea or having made a "land grab" must be unambiguously refuted. These allegations are not only false, from the standpoint of international law; they are also extremely dangerous, because annexation usually engenders war as a response. Merkel explicitly advocates being very skeptical of "official government vocatives insisted on from Berlin to Washington" concerning the Crimea Crisis.” – szerzej: “Official Government Vocative”, patrz: http://www.german-foreign-policy.com/en/fulltext/58740

[5] Gen. broni Waldemar Skrzypczak - dowódca polskich wojsk lądowych (2006 -2009), b. wiceminister obrony narodowej RP (2012-2013).

[6] Gen. brygady, dr Klaus Wittmann - członek sztabu generalnego NATO, dyr. ds. planowania i dydaktyki Akademii Obrony NATO w Rzymie (2000-2005), obecnie wykładowca w niemieckim Aspen Institute i na uniwersytecie w Poczdamie.

1 komentarz:

  1. zapraszam do dyskusji tutaj

    http://szczerzeiprawdziwie.blogspot.com/

    w najblizszym czasie planuje jakieś uaktualnienie i własną analize ale zawsze porozmawiam poważnie o tym co pisze tam

    OdpowiedzUsuń