niedziela, 14 czerwca 2015

Dzień Rosji: garden party z obrażoną Unią na przystawkę


12 czerwca, nasz wschodni sąsiad obchodził swoje narodowe święto – Dzień Rosji. Radośnie i z powszechnym poczuciem dumy. W kraju i zagranicą. W Polsce – również.

Zdaniem prezydenta Putina, Rosja zdołała przez minione lata - umocnić się, jako nowoczesne, otwarte i wolne państwo. Nic w tych minionych latach, wg jego oceny, nie utracono z istoty rosyjskiej państwowości, zachowując wyjątkową różnorodność rosyjskiego społeczeństwa i jedność historyczną, wielowiekowe tradycje, oddanie Ojczyźnie oraz odwagę, by bronić jej wolności, niepodległości i interesów.  — Te ideały patriotyzmu są na tyle głęboko zakorzenione i silne, że nikomu i nigdy nie udało się i nie uda się przekodować Rosji, przerobić jej na swoje podobieństwo. Nas nie sposób odłączyć, oderwać od swoich korzeni i źródeł – powiedział przy okazji wręczania odznaczeń państwowych prezydent Putin.

Takie deklaracje Rosji i jej prezydenta są  niemile widziane w Unii Europejskiej.

Rezolucja Landsbergisa

Dwa dni wcześniej (10.06) w Parlamencie Europejskim, pod batutą europejskich chadeków (EPP) i młodego litewskiego posła-sprawozdawcy z tego ugrupowania - Gabrieliusa Landsbergisa[1], przyjęto kolejny, szalenie kontrowersyjny, antyrosyjski dokument – rezolucję, przygotowaną na podstawie jego raportu o Rosji[2],[3].

Zapewne, by po „europejsku”, w oparciu o „wartości” uczcić narodowe święto Rosji.

Poza zarzutami „rosyjskiej okupacji Krymu”, „nieustającej agresji na wschodzie Ukrainy”, „zestrzelenia samolotu MH17” oraz „tępego naruszania umów międzynarodowych”, które „powodują, że relacje UE-Rosja są na rozdrożu” - Parlament Europejski potępił też Rosję za ujawnienie listy blisko 90 unijnych polityków, w tym 19 eurodeputowanych i urzędników PE, uznanych za persona non grata w Rosji. Co w Brukseli uznano za „powtarzające się naruszanie prawa międzynarodowego, naruszające powszechne standardy i przejrzystość działań rosyjskich przywódców”.

Europosłowie, oczywiście pominęli głębokim milczeniem listy osób z Rosji, uznanych za persona non grata w UE, w tym też rosyjskich parlamentarzystów, którym zakazano wjazdu do państw Unii. Zapomnieli też o zasadzie retorsji stosowanej w praktyce międzynarodowej w takich przypadkach.

Ale nie zapomnieli posłowie PE, zwłaszcza chadecy, obrazić się z tego powodu na Rosję.

"To nie tylko obraża Parlament Europejski, ale jest to obraza Unii Europejskiej, jako całości, która opiera się na przejrzystej współpracy międzynarodowej i pokojowym, dialogu" – nie krył oburzenia poseł Landsbergis[4].  - Unia Europejska przestrzega bardzo wyraźnych zasad państwa prawa, przejrzystości i samostanowienia, w związku z tym wiele różnych rozwiązań i inicjatyw było oferowane Rosji w celu wyprowadzenia Rosjan na ścieżkę demokracji i reform".

A Rosja, jak to Rosja, obcych wzorców – dla swego samostanowienia, modernizacji państwa i budowy społeczeństwa obywatelskiego - nie potrzebuje, bo ma własne, oparte na własnej historii i własnych tradycjach.

A tego Unia Europejska nie chce za żadne skarby zaakceptować.

Rosyjska propaganda

Europejskich chadeków niepokoją szalenie, czemu dali wyraz w przyjętej przez Parlament Europejskim rezolucji - „najnowsze trendy w rosyjskich mediach kontrolowanych przez państwo”, związane z „reinterpretacją wydarzeń historycznych, w tym selektywne stosowanie narracji historycznej dla bieżącej propagandy politycznej”. 
O takiej właśnie, a nie innej narracji historycznej, zastosowanej przez szefa polskiej dyplomacji z okazji uroczystości 70-lecia wyzwolenia hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu - chadecy z PE raczyli kompletnie zapomnieć. 
To, co w Rosji dla eurodeputowanych jest wysoce naganne, w krajach UE - jest dozwolone, tolerowane a nawet promowane. 
W relatywizmie etyczno-politycznym  - UE nie ma sobie równych, przez co, jak nigdy do tej pory, staje się coraz bardziej niewiarygodna.

Parlament Europejski wezwał Komisję Europejską do niezwłocznego przeznaczenia odpowiednich funduszy na konkretne zadania, mające na celu „przeciwdziałanie rosyjskiej propagandzie i dezinformacji na terenie UE i zagranicą” oraz na przygotowanie ambitniejszych planów wsparcia dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Oporna Rosja mąci w Europie

Wobec Rosji, opornej na europejskie sugestie i wpływy, Parlament Europejski w imieniu całej Unii, ustami chadeka Landsbergisa postawił swoiste ultimatum. 
   * Europa będzie głośno mówić, gdy „zasady rynku wewnętrznego są kwestionowane przez bezkompromisowe firmy monopolistyczne (rosyjskie), które myślą, że ich dawno skorumpowane oferty są ponad prawem”.

   * Europa będzie głośno mówić, gdy „partie polityczne (w Unii Europejskiej), nie będą przestrzegały unijnych zasad, takich jak demokracja i będą otrzymywały fundusze z instytucji finansowych związanych z systemem kremlowskim”. Eurodeputowani uważają, bowiem, że „Rosja rzuca wyzwanie międzynarodowej społeczności demokratycznej i porządkowi opartemu na zasadach demokracji i rządów prawa oraz, że wspiera i finansuje partie radykalne i ekstremistów w UE”. 
Konkretnych dowodów na takie działania – oczywiście nie przedstawiono.Ostatnio w polityce zagranicznej UE liczy się słowo wygłoszone ex cathedra  a nie wiarygodne dowody.

Posłowie chcą skoordynowanych działań Komisji Europejskiej i państw członkowskich, które pozwoliłyby na monitorowanie – „finansowego, politycznego” oraz „technicznego wsparcia udzielanego przez Rosję partiom politycznym i innym organizacjom w celu oceny jej wpływu na życie polityczne oraz opinię publiczną”. 
Komisja Europejska powinna, zdaniem posłów, zaproponować przepisy zapewniające pełną przejrzystość finansowania w polityce i uniemożliwiające finansowanie partii politycznych w UE przez podmioty polityczne lub gospodarcze spoza UE.

Przy czym posłowie nie postulują żadnego zakazu analogicznych działań państw UE wobec Rosji. Każda reakcja Rosji na ograniczanie  takich działań, choćby wymogiem rejestracji instytucji i organizacji finansowanych z zagranicy, jako "zagranicznych agentów"  - jest kwitowana w Unii Europejskiej, jako skandaliczne i niedozwolone ograniczanie praw i wolności obywatelskich Rosjan. 
Parlament Europejski wyraził, oczywiście, swoje „zaniepokojenie pogarszającą się sytuacją dot. respektowania praw człowieka i praworządności w Rosji” oraz wezwał państwa unijne do dalszego „wspierania rosyjskich obrońców praw człowieka”, tym, co europosłowie sami uznali w UE za zakazane – pomocą techniczną, finansowa i polityczną.

PE wezwał też Komisję Europejską do niezwłocznego przeznaczenia odpowiednich funduszy na „przygotowanie ambitniejszych planów wsparcia dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego”.

„Wartości europejskie” lansowane przez UE i świat Zachodu, mają tą cechę, że są wyłącznie zalecane do stosowania w krajach trzecich, spoza UE. Z wyjątkiem Ukrainy, gdzie, jak na razie, żadne unijne "wartości", poza skrajną rusofobią -  nie obowiązują.

Zagrożenie jedności

Rezolucja Landsbergisa została przyjęta 494 głosami za, przy 135 głosach przeciw i 69 wstrzymujących się od głosu. Posłowie Parlamentu Europejskiego orzekli, że Rosja przestała być dla Unii partnerem strategicznym. Ich zdaniem, państwa unijne muszą zachować jedność wobec Krymu i „bezpośredniego zaangażowania Rosji w wojnę na Ukrainie”, co ma to "podstawowe znaczenie".

Wezwali też państwa Unii do niezawierania bilateralnych umów z Rosją, które mogłyby tą jedność naruszyć.

Parlament Europejski – swoje, a Rosja - swoje.

Podczas, gdy Parlament Europejski uchwalał dramatyczne apele do Rosji  i państw unijnych, wspierających Rosję, prezydent Putin bawił z wizytą w Rzymie. 
Na wspólnej konferencji z premierem Włoch Matteo Renzim prezydent Rosji informował [5] o szykowanym porozumieniu rosyjskich firm: Rosnieftu i korporacji Rostech z włoskim koncernem Finmeccanica, dot. wspólnej rosyjsko-włoskiej produkcji ciężkich śmigłowców do pracy na rosyjski złożach w szelfie arktycznym.  „Są to zlecenia dla włoskich firm na kwotę 3 mld euro do 2025 roku" – ujawnił Władimir Putin.  

Rząd włoski nie przejmował się zdaniem europosłów i zacieśniał kontakty bilateralne.

Dyplomatyczne przyjęcie w ogrodach

Dzień Rosji w Warszawie  - Leszek Miller i media w ogrodach ambasady FR
Ambasador Andriejew z małżonką wita swoich gości,  na pierwszym planie abp Sawa, zwierzchnik Cerkwi Prawosławnej w RP
Kontakty bilateralne i w szerszym gronie, zaciskano z Rosją i Rosjanami także następnego dnia, tym razem na terenie ambasady rosyjskiej w Warszawie, gdzie ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andriejew z małżonką, wydali z okazji Dnia Rosji - garden party. Pogoda dopisała, goście też. Były tłumy. Dyplomaci, biznes, politycy, duchowni, młodzież i weterani, dziennikarze z Polski, Francji, Rosji…. 
Trudno napisać, kto był, nie znam śmietanki dyplomatycznej Warszawy, ale sądząc po numerach rejestracyjnych samochodów i mundurach wojskowych dyplomatów, państwa UE były reprezentowane. 

Nikt też radosnego święta Rosjan nie zakłócał, chociaż policja „czterogwiazdkowa” mogłaby zachowywać się bardziej dyskretnie i nie tarasować wejścia do ambasady.

Siergiej Andriejew zaprosił do Warszawy również grono Polaków, którzy aktywnie, często społecznie lub nawet z udziałem własnych funduszy, instytucjonalnie lub całkowicie prywatnie, przyczyniają się do poprawy stosunków polsko-rosyjskich, promując rosyjską sztukę, kulturę i naukę w naszym kraju, lub polską w Rosji, organizując koncerty i spotkania, pielęgnujących groby i cmentarze żołnierzy radzieckich, poległych i pochowanych w Polsce. Ludzi, którzy potrafili umówić się przez Internet, by coś wspólnie zdziałać, lubiących Rosję i Rosjan.
Po rozmowach z  Siergiejem Andriejewem
 - Bez względu na obecny trudny okres w rosyjsko-polskich stosunkach, Rosja nadal ma w Polsce wielu przyjaciół, oraz ludzi, których po prostu interesuje nasze państwo, historia i kultura, oraz którzy wierzą w to, że pomiędzy Rosją i Polską nie ma sprzeczności nie do pokonania, a przeciwnie, jest głębokie wzajemne zainteresowanie – uważa, słusznie zresztą, ambasador Siergiej Andrejew. 

***

Największym błędem intelektualnym polityków unijnych, czy też z USA, jest głębokie przeświadczenie, że mają rację, że ich matryca sądów o Rosji jest obowiązkowa dla wszystkich. Zapomnieli, że takimi „rezolucjami Landsbergisa” i podobnymi deklaracjami czy decyzjami - naruszają niezbywalne prawo człowieka do wyrażania suwerennych opinii, w tym też o Rosji, opartych na jego osobistej wiedzy, doświadczeniu i przemyśleniach. Dokonują bezprzykładnego gwałtu na ludzkiej inteligencji. 
Obywatele UE, wybierając posłów do Parlamentu Europejskiego nie wyposażyli ich w pełnomocnictwa do uprawiania politycznej rusofobii. Takich samych upoważnień nikt nie dał partiom i frakcjom politycznym działającym w PE.







[1] Gabrielius Landsbergis (33 l.) – litewski polityk i urzędnik państwowy, deputowany do Parlamentu Europejskiego VIII kadencji. Wnuk Vytautasa Landsbergisa, b. prezydenta Litwy. W 2003 na Uniwersytecie Wilenskim uzyskał licencjat z zakresu historii, a w 2005 magisterium ze stosunków międzynarodowych. Pracę zawodową rozpoczynał w ministerstwie spraw zagranicznych, był następnie urzędnikiem w litewskiej ambasadzie w Belgii, po czym został zatrudniony w administracji rządowej. W kwietniu 2015 został nowym przewodniczącym litewskich konserwatystów – z partii Związek Ojczyzny, pokonując w drugiej turze partyjnych wyborów Irenę Degutienė. Zastąpił na tej funkcji Andriusa Kubiliusa. Klasyczna kariera polityczna Gabrieliusa Landsbergisa oparta została na pozycji politycznej dziadka, b. prezydenta Litwy i jego nepotyzmie politycznym.




7 komentarzy:

  1. W telewizji polskiej a dokładnie TVP1 od dłuższego czasu w poniedziałkowy wieczór są emitowane filmy dokumentalne na temat Rosji tej obecnej i dawnej. Wszystkie te filmy maja wspólny przekaz bardzo antyrosyjski. Nie oglądam tego, bo to zwykła antyrosyjska propaganda i wystarczą migawki z zapowiedzi "tych dzieł" by się zorientować z czym mamy do czynienia. Świadczy to jednak niezbicie, że nasz kraj aktywnie uczestniczy we wdrażaniu unijno- amerykańskich dyrektyw i "odkłamywaniu historii Rosji", nie znajdując w niej zupełnie nic pozytywnego. Myślę, że mało kto ogląda takie gnioty, ale widocznie taka jest misja TVP.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to jest, gdy zarzuca się Rosji prowadzenie wobec państw Zachodu wojny hybrydowej poprzez uprawianie propagandy, jednocześnie robiąc dokładnie to samo wobec Rosji, i to na dodatek prostacko i dyletancko.
    Rzecz w tym,że ta antyrosyjska propaganda mało opiera się na faktach, bardziej na domysłach i insynuacjach, przekłamaniach i wybiórczym traktowaniu historii.
    Średnio inteligentny człowiek natychmiast wyczuwa fałsz takiej propagandy i ją odrzuca. Jej nadawcy, którzy de facto słabo znają Rosję, zamiast oczekiwanych rezultatów, przysparzają Rosji sympatyków.
    "Odkłamywanie historii Rosji" - to nic innego jak próba zakrzyczenia faktów, wysoce niewygodnych dla państw Zachodu, zwłaszcza dot. II wojny światowej.
    Rosja splugawić swojej historii, dramatycznej i tragicznej niekiedy - nie pozwoli. Historia Rosji to i carat ,i najazd Mongołów, i prawosławie, czasy ZSRR i bolszewików, Lenina ze Stalinem z Wielka wojna Ojczyźniana, Układ Jałtański, Poczdamski, militarny Układ Warszawski i epoka Gorbaczowa, Jelcyna, to czas Putina.
    Taka jest historia i nikt przy zdrowych zmysłach jej nie wykorzeni w Rosji.
    Polska nigdy nie potrafiła realnie ocenić swoich stosunków z Rosją, ani w czasach historycznych, ani obecnie.
    Znajomość historii tych relacji jest w Polsce mitologiczna, mało oparta na faktach, na rzetelnej wiedzy.
    Stąd taka wielka podatność antyrosyjskiej propagandy na polskim gruncie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kryminalny kartel zbrojeniowy US/NATO rozpętał szaleńczą kampanie propagandową nienawiści, kłamstwa i zniesławiania Rosji i wszystkiego co rosyjskie. Niestety polskie satelickie sługusy biorą w niej samobójczy i podły udział. jasny gwint

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze o zaplutych karłach reakcji żapomniał Pan paru słów dorzucic ... a byłoby tak pięknie :-(
      Krzysztof

      Usuń
    2. Nie potrzebny sarkazm Panie Krzysztofie. "Zaplute karły reakcji" z ub. wieku niewiele pasują do współczesnej Rosji, chociaż mentalność maja niezmienną d czasów Trumana.i

      Usuń
  4. i o odwetowcach z Bonn też pan zapomniał.
    Mógłby pan chociaż soldateskę amerykańską dorzucić a tu nic......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co? I tak widać gołym okiem komu zależy by pogrywać z Rosją.

      Usuń