piątek, 18 kwietnia 2014

Słów kilka w Wielki Piątek



Wielki Piątek dla każdego luteranina jest najważniejszym dniem w roku, największym świętem kościelnym.  Dla luteranina, który mieszka w Szczecinie, tak, jak ja, Wielki Piątek poza znaczeniem religijnym, przywodzi na myśl postać niezwykłą – ks. dra Dietricha Bonhoeffera, znakomitego teologa, etyka, antyfaszystę, którego hitlerowcy zgładzili niemalże w ostatnich dniach II wojny światowej. I który w Szczecinie pozostawił ślady swojej bytności i działania.

Kazanie ks. dr Marcina Lutra w Wielki Piątek

Dietrich Bonhoeffer, urodzony we Wrocławiu, żył w bardzo trudnym okresie totalitarnej władzy nazistów, w którym działalność kościołów chrześcijańskich, szczególnie w Niemczech była znaczona likwidacją ich duchowej i kulturowej tożsamości.
Duchowieństwo katolickie, z małymi wyjątkami, poddało się dyktatowi nuncjusza papieskiego, późniejszego papieża Piusa XII, który za konkordat uzyskał fikcyjne gwarancje działalności kościoła katolickiego, co zresztą nie uchroniło niektórych księży od więzień i obozów koncentracyjnych.
Kościół ewangelicki w Niemczech przeżywał tragiczne rozdarcie. Większość duchownych i wiernych dało się skusić nacjonalistycznej i rasistowskiej propagandzie i w tzw. Deutsche Christen, kościele państwowym - poddawała się powolnej i stałej dechrystianizacji, a następnie ateizacji.
Nieliczna grupa duchownych, m.in. Martin Niemoeller, Karl Barth i Dietrich Bonhoeffer,  stworzyli alternatywny, ściśle chrystocentryczny, wolny od nacjonalizmu tzw. Kościół Wyznający, walcząc uporczywie nie tylko o utrzymanie zasad luteranizmu, ale i z rasizmem kultywowanym przez hitlerowców.
Taka postawa zaowocowała prześladowaniem członków tego Kościoła. Skłoniły one ks. dra Bonhoeffera do poruszania podczas wykładów, (kiedy jeszcze mógł je wygłaszać) i w publikacjach - spraw związanych z tożsamością chrześcijaństwa
Jego myśli są aktualne do dzisiaj i warto poświęcić nieco uwagi problemom, które on poruszył w czasie swego życia, zakończonego męczeńską śmiercią.

Człowiek wobec Boga 
W ustrojach totalitarnych, w których starano się każdego człowieka poddać woli wodza, partii lub rzekomych interesów narodu, następował proces unicestwiania osobowości człowieka. Masowa manipulacja stosowana przez media, partie i kościoły, okrutne prawa i prześladowania powodowały odczłowieczenie wielu ludzi. 
Hitler i jego  „Mein Kampf”, zadawał  głębokie rany niegdyś racjonalnemu i kulturalnemu narodowi  niemieckiemu. Zaowocowało to walką ks. dra  Bonhoeffera o istotę człowieczeństwa, którą upatrywał w prawdach wiary wypływającej z ewangelii.
Ks..dr Dietrich Bonhoeffer zwracał uwagę, że każdy chrześcijanin jest osobiście odpowiedzialny przed Bogiem. W 1929 roku podczas wykładu w Barcelonie, jeszcze przed zdobyciem władzy w Niemczech przez Hitlera, podkreślał szczególnie znaczenie chrześcijańskiej wolności, co stało się bardzo ważnym zagadnieniem dla każdego luteranina w Niemczech cztery lata później, gdy Hitler zdobył władzę i rozpoczął politykę degeneracji narodu. 
Chrześcijańskie działanie etyczne jest działaniem w wolności człowieka, który sam nie ma nic, ale w Bogu ma wszystko. Kto rezygnuje z wolności, rezygnuje zarazem ze swojego chrześcijaństwa. Chrześcijanin jest wolny, stoi wobec Boga i wobec świata bez żadnej osłony czy zabezpieczenia, na nim samym spoczywa cała odpowiedzialność za to, jaki użytek zrobi z daru wolności. Dzięki tej wolności jego działanie staje się twórcze – twierdził Dietrich Bonhoeffer. 
Przyznam, że i ja jestem wierna tej idei do dzisiaj….


Chrystianizm 
U Bonhoeffera chrystianizm jest w centrum jego rozważań o kościele. Wiara, Chrystus, kościół i wierni (zbór) są dla niego gwarancją jednością myśli i działania.
W pracy habilitacyjnej (1931 r.) pisał: Chrystus zbliża się maksymalnie do ludzkości, oddaje się nowej ludzkości tak, że Jego osoba obejmuje wszystkich, których pozyskał, wiąże się z nimi, zobowiązuje się wobec nich, a także sprawia, że są oni związani z sobą nawzajem i wobec siebie nawzajem zobowiązani. 
„Kościół” nie jest, więc ludzką społecznością, której Chrystus udziela się lub nie udziela, ani też grupą ludzi szukających Go lub utrzymujących, iż Go posiadają, jako jednostki i teraz pragną tylko pielęgnować swoją wspólną „ własność”.
Z tej pracy można kreować wnioski dla współczesnych chrześcijan.  
Dr Bonhoeffer w swojej znakomitej „Etyce” pisał: W Nim (Chrystusie) dokonało się pojednanie świata z Bogiem. Świat został pokonany – nie przez burzenie, lecz przez pojednanie. 
Współcześni burzyciele pokoju społecznego, wrogowie wolności mogliby zabrać te słowa do serca i przypomnieć sobie istotę chrześcijaństwa, że pokój na świecie buduje się nie przez walkę, ale przez pojednanie.


Kościół 
Ks. dr.Bonhoeffer przejawiał szczególne opinie o kościele, traktowanym, jako wspólnota wiernych (zbór). W Berlinie, w 1933 r. powiedział:. Nie jest dobrze, jeśli kościół zbyt pochopnie chlubi się swym poniżeniem. Nie jest też dobrze, jeśli pochopnie chlubi się mocą i wpływem. Dobrze jest tylko wtedy, gdy pokornie spowiada się z grzechów, prosi o przebaczenie i wyznaje swego Pana. Codziennie od nowa musi przyjmować  – od Chrystusa – wolę Boga. 
W wykładzie dla młodych teologów Kościoła Wyznającego w Szczecinie Zdrojach (Finkenwald), w czerwcu 1936 roku mówił: Istoty Kościoła nie określają ci, którzy do niego należą, lecz tylko słowo i sakrament Jezusa Chrystusa, które gdziekolwiek by działały – gromadzą sobie, zgodnie z obietnicą, wspólnotę, czyli zbór… 
Twierdzenie, że zbawienie jest tylko w Kościele, jest nie do przyjęcia z tego względu, że znaczy coś innego niż wzywanie do widzialnego Kościoła, czyli nie jest egzystencjalnym wypowiedzeniem wiary prawdziwego Kościoła, tylko teoretyczną prawdą o uratowanych i zgubionych. 
Bonhoeffer widział w ówczesnych Kościołach (związkach wyznaniowych) uleganie władzy dla zachowania pozycji, lekceważące podejście do obowiązków, brak piętnowania widocznych, zbrodniczych działań organów władzy, brak miłosierdzia wobec prześladowanych.
Dał temu  wyraz oburzenia w swym „Naśladowaniu”(1937 r.), gdzie napisał: Łaska tania jest jak towar oddany za bezcen, przebaczenie z przeceny… Łaska tania stanowi usprawiedliwienie grzechu, a nie grzesznika. Łaska działa przecież sama, a więc wszystko może pozostać po staremu… Niech, zatem i chrześcijanin żyje jak świat… Łaska tanie to nauczanie o odpuszczeniu grzechów bez żalu za grzechy i postanowienia poprawy, to chrzest bez podporządkowania się kościelnej wspólnocie, to Wieczerza bez wyznania grzechów… To łaska bez pójścia za Chrystusem. 
Po doświadczeniach epoki, w której Kościoły chrześcijańskie w Niemczech całkowicie zraziły Bonhoeffera brakiem chrześcijańskiej postawy i odejściem od nauki Jezusa, - poświęcił im w notatkach więziennych w 1944 roku tylko kilka uwag: ...Kościół musi wyjść ze stagnacji. Musi się wydobyć na świeże powietrze duchowej konfrontacji ze światem. Musimy też podejmować ryzyko mówienia rzeczy kontrowersyjnych, skoro tylko w ten sposób można poruszać najżywotniejsze dzisiaj kwestie. Pietyzm, jako ostatnia próba utrzymania ewangelicznego chrześcijaństwa, jako religii, ortodoksja luterańska – próba ratowania Kościoła (…) Nasz stosunek do Boga jest nowym życiem, polegającym na „byciu” dla innych, na współudziale w bycie Jezusa. Kościół musi brać udział w świeckich zadaniach życia społecznego, nie rządząc, lecz pomagając i służąc. Jest tylko wtedy Kościołem, gdy jest dla innych.


Być chrześcijaninem 
Wg zapisów ewangelistów, Jezus w ogrodzie Getsemane powiedział do uczniów: Czy nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? 
Ta scenę przypomina mi obraz pędzla szczecińskiego artysty Henryka Ostachiewicza w ołtarzu kościoła parafii ewangelicko - augsburskiej Św. Trójcy w Szczecinie.Ilekroć na niego spoglądam, tym bardziej pamiętam słowa Bonhoeffera, który zawarte w tym pytaniu wezwanie - uczynił zadaniem do zrealizowania w przyszłości, po wojnie. 
Pisał z hitlerowskiego więzienia: - Być chrześcijaninem to nie być w jakiś określony sposób religijnym, usiłować, według jakiejś metody, coś z siebie zrobić (grzesznika, pokutnika czy świętego). 
Być chrześcijaninem znaczy być człowiekiem. Nie jakiś typ człowieka, tylko po prostu człowieczeństwo stwarza w nas Chrystus. To nie jakiś akt religijny czyni chrześcijaninem, lecz współudział w cierpieniu Boga w świeckim życiu. (…)  „Akt religijny” jest zawsze czymś fragmentarycznym tylko. „Wiara” to coś całościowego, akt życia. Jezus nie wzywa do jakiejś nowej religii, tylko do życia”. (Listy z więzienia lipiec – sierpień 1944 r.). 
Życie chrześcijańskie nie jest ani sprawą radykalizmu, ani kompromisu… Nie jest ważna ani idea czystego chrześcijaństwa, ani idea człowieka takiego, jakim jest, lecz jedynie rzeczywistość Boga i rzeczywistość człowieka, które w Jezusie Chrystusie stały się jednością
Ważny jest sam Chrystus, nie zaś takie czy inne chrześcijaństwo. Sprawy życia chrześcijańskiego nie rozstrzygnie, więc ani radykalizm, ani kompromis, lecz jedynie sam Jezus Chrystus. Burzenie człowieczeństwa jest grzechem, a więc przeszkodą w boskim dziele odkupienia. Krzyż Jezusa jest wyrokiem śmierci na świat… Zmartwychwstały Jezus Chrystus oznacza, że Bóg miłości i wszechmocy zwycięża śmierć i powołuje do życia nowe stworzenie – daje nowe życie (Refleksje gwiazdkowe dla przyjaciół z 1943 r.).
Bez wolności Bonhoeffer nie widział ani możliwości odpowiedzialnego działania człowieka, ani więzi ogólnoludzkich. 
W jego notatkach znajdujemy potwierdzenie tego stanowiska. Strukturę życia odpowiedzialnego określają dwa aspekty: związanie własnego życia z drugim człowiekiem i z Bogiem – oraz wolność życia. Wolność tę nadaje życiu właśnie fakt związania z człowiekiem i Bogiem. To jest warunek odpowiedzialności… Odpowiedzialność występuje jedynie wtedy, kiedy doskonale oddajemy własne życie drugiemu człowiekowipisał w „Etyce”.


Między dobrem, a złem 
Czasy Bonhoeffera stawiały przed wieloma ludźmi poważny problem - jak zachować swą godność chrześcijanina wobec rządzącego zła? Jak w pogańskim, bałwochwalczym totalitaryzmie nie ulec panującemu złu, propagowanemu, jako obiektywna konieczność?
Potępiając nacjonalistyczną, partyjno-urzędową pogardę rasistowską wobec Żydów, Romów i innych narodów, w swej „Etyce” daje wyjątkowo trafną analizę źródeł zła, wskazując jednocześnie drogę, którą powinni kroczyć chrześcijanie.  
Pisze: Znajomość dobrego i złego nabył (człowiek) wówczas dopiero, gdy oderwał się od praźródła (Boga). Znając dobro i zło, człowiek nie żyje już w rzeczywistości, którą określił prapoczątek, lecz wchodzi w świat możliwości własnych: bycia dobrym albo złym. 
Bonhoeffer sprzeciwia się fetyszowi niemieckiego „Ordnung” pisząc, że „człowiek obowiązku będzie musiał w końcu również i wobec diabła obowiązek swój wypełnić… A gorsze niż zły postępek, jest bycie złym… Im człowiek bardziej jest podły, tym gorliwszym i podatniejszym jest w rękach tyrana. 
Totalitarna ideologia deprecjonowała pojęcia solidarności, humanitaryzmu, wykreślając z ludzkiej myśli nawet pojęcie miłości, dlatego Bonhoeffer przypominał biblijną istotę miłości, zwracając uwagę, dlaczego gdy w miejsce Boga postawiono bałwochwalczy kult jednostki (wodza), dlaczego miłość między ludźmi zanikała. 
Napisał wówczas: Miłość, która obejmuje tylko zakres stosunków międzyludzkich, kapituluje zaś przed tym, co materialne, nie jest miłością Nowego Testamentu…. 
Gdy zło w różnej postaci staje się ideologią, chrześcijanin nie może być wobec niego obojętny. 
W notatkach Bonhoeffera z grudnia 1942 roku można przeczytać:: Bezczynne przeczekiwanie i tępe przypatrywanie się nie są postawami chrześcijańskimi. Chrześcijanin, zanim sam zostanie cieleśnie doświadczony, używany jest do czynu i współczucia, gdy doświadczani są jego bracia, dla których cierpiał Chrystus. Myśleć i działać pomnąc o przyszłej generacji, a przy tym być gotowym odejść każdego dnia bez bojaźni i troski – oto narzucona nam postawa. 
Dietrich Bonhoeffer widział wojnę z całym jej okrucieństwem i bestialstwem.
Zdawał sobie sprawę, że jego kraj zostanie zniszczony, zrównany z ziemią masowymi bombardowaniami,że wojnę przegra..... 
Zdawał sobie także sprawę, że Kościoły chrześcijańskie nie zdały egzaminu w obliczu zła, które opanowało ówczesny świat. Napisał słowa („Myśli na dzień chrztu syna Eberhardta Bethge”)  które można potraktować, jako jego testament dla tych, którzy czuli się jeszcze chrześcijanami: 
Widzimy dziś, że świat jest w gniewnych, łaskawych rękach Boga…, Jeśli z ruiny dóbr życiowych uniesiemy tylko – żywi i cali – żywą duszę, to trzeba się tym zadowolić… Nasz Kościół, który przez te lata walczył tylko o własne cele samozachowawcze, tak jakby było to celem samo w sobie, jest niezdolny do tego, by być nosicielem odkupiającego i jednającego słowa dla ludzi i dla świata.
Dlatego dawne słowa muszą utracić moc i zamilknąć, i chrześcijaństwo nasze będzie teraz polegać na dwu rzeczach tylko: na modlitwie i czynieniu sprawiedliwości wśród ludzi. 
Z tej modlitwy i z tego czynu dopiero musi narodzić się na nowo całe myślenie, mówienie i organizowanie chrześcijańskie.
 ***
W Wielki Piatek, w kościołach luterańskich rozbrzmiewa przepiękny hymn, napisany przez  ks. dra Marcina Lutra: "Potężnym grodem (twierdzą) jest nasz  Bóg"
Możemy go wysłuchać dzięki uprzejmości Czytelnika blogu, wyznawcy prawosławia.
Dziękuję raz jeszcze za ten piękny, ekumeniczny gest!
Hymn śpiewany jest  w oryginale, po niemiecku:
 

 

Opr. Na podstawie art. „Testament”  
autorstwa Henryka Dominika
z parafii luterańskiej
Opatrzności Bożej we Wrocławiu

2 komentarze:

  1. Link dla Pani na Święta od prawosławnego czytelnika.

    Proste, szczere i autentyczne wykonanie hymnu Lutra "Potęzną Twierdzą Jest Nasz Bóg".

    http://www.youtube.com/watch?v=rOm1_ta4rGI

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, to piękny hymn, dzisiaj śpiewany w naszych świątyniach!
    Счастливой Пасхи!

    OdpowiedzUsuń