wtorek, 15 kwietnia 2014

Obłudna i polityczny relatywizm



UKRAINA
Od początku społecznych niepokojów na Ukrainie, od lat wywoływanych, inspirowanych i organizowanych z zewnątrz, mamy do czynienia z konfrontacją Zachodu, a właściwie USA z Rosją z nieobliczalnymi skutkami. 

Konflikt ukraińsko-rosyjski nosi w sobie wyjątkowo niebezpieczny potencjał dla wszystkich państw regionu, wręcz dla całego kontynentu – straszy Polaków premier Donald Tusk. Uważając, że kryzys ukraiński, to jedno z najgroźniejszych zdarzeń w historii Europy XX i XXI wieku. „…Na Wschodzie dzieją się rzeczy naprawdę dramatyczne, tam giną ludzie, tam być może za chwilę dojdzie do konfliktu o charakterze zbrojnym na większą skalę i dotyczy to naszego sąsiada” – dodaje, przemilczając fakt, że na zachodniej Ukrainie, zginęła podczas podobnych demonstracji ponad setka ludzi a 1,5 tys. osób zostało rannych i okaleczonych.  
Minister Radosław Sikorski nie ma wątpliwości, że: „ - Rosja odebrała ziemie słabszemu państwu i finansuje przewrót na Ukrainie pod pretekstem problemów etnicznych, które nie istnieją.  Odmawiając tym samym prawa ukraińskim Rosjanom na wschodzie kraju do wyrażania w sposób identyczny, jak demonstranci z kijowskiego Majdanu - swoich oczekiwań od państwa, którego są obywatelami.
Obaj politycy zapomnieli o genezie konfliktu na Ukrainie, o jego inicjatorach i podżegaczach. Udają, że nie widzą w kijowskiej awanturze swego znaczącego udziału. Natomiast pretensje za niepowodzenie unijnego „Partnerstwa Wschodniego” w Kijowie, politycznego dziecka polskiego MSZ, kierują ku Rosji i personalnie do prezydenta Putina.
Ukraina wykorzystuje wewnętrzne kłopoty polityczne, gospodarcze i etniczne także do walki z Rosją, którą kreują nacjonaliści i polityczni poplecznicy Julii Tymoszenko we władzach Ukrainy, wyłonionych z kijowskiego Majdanu.
Obserwując z dystansu wydarzenia na Ukrainie, zastanawiam się nad relatywizmem politycznym i podwójnym standardem w ich ocenie, a także źródłem olbrzymich, negatywnych emocji i działań, kierowanych pod adresem Rosji i jej władz.
Relatywizm Zachodu w kwalifikacji wydarzeń jest ogromny. 
Protesty w zachodniej Ukrainie, to - pokojowe demonstracje ludności, które brutalnie pacyfikowała milicja prezydenta Janukowycza. Na pomoc wezwano wszystkie siły polityczne Zachodu, NATO, uruchomiono sankcje polityczne dla „winnych”. 
Gdy coraz częściej na Zachodzie pojawiają się wiarygodne dowody, że to nie snajperzy przegnanego prezydenta strzelali do ludzi, ale siły organizujące demonstracje – znaczenie tych faktów jest tendencyjnie umniejszane.
Identycznie przebiegające protesty, (ale bez ofiar w ludziach) na wschodzie kraju – są kwalifikowane, zgodnie z wolą Kijowa i zapewne szefa CIA, odwiedzającego potajemnie Kijów - jako terroryzm. Wobec demonstrantów władze wprowadzają wojsko, Gwardię Narodową uformowaną z bojówek nacjonalistycznych Prawego Sektora. Podejmowane są, na życzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, tajne dekrety, wzywa się na pomoc wojska zagraniczne, zmieniając na kolanie kolejne zapisy prawa ukraińskiego.
Zachód jednoznacznie łączy inkorporację Krymu z protestami we wschodnich regionach i domaga się od Rosji wycofania wojsk z pogranicza, pomijając fakt, że sąsiaduje ona z krajem gospodarczo zbankrutowanym, targanym niepokojami społecznymi na granicy wojny domowej, z działaniami militarnymi skrajnych nacjonalistów w pasie przygranicznym i tysiącami km granicy do ochrony. 
Nie tak dawno politycy UE, na czele z ministrami dyplomacji Polski, Niemiec i Francji apelowali do prezydenta Janukowycza, by broń Boże nie wprowadzał stanu wyjątkowego i wojska na ulice Kijowa. Tym argumentem nawet szantażowali opozycję, by parafowała układ zawarty w ich obecności z prezydentem.
Zachód obecnie nie tylko wspiera wojskowe akcje „antyterrorystyczne” na wschodzie Ukrainy, ale wręcz zachęca do …wojny z Rosją. Polska wpisuje się w ten nurt.
- Nikt nie powinien namawiać Ukrainy do podjęcia radykalnych zachowań, jednak przychodzi taki moment, w którym państwo ukraińskie musi pokazać, że nie akceptuje tego, co dzieje się na wschodzie kraju - twierdzi premier Tusk. - Wszyscy wiemy, kto powoduje napięcie na Ukrainie - dodaje.
- Świat zachodni za długo nie miał prawdziwej wojny i nie wie, jak zareagować – uważa natomiast Paweł Kowal, poseł Parlamentu Europejskiego. -  Na Ukrainie mamy do czynienia z wojną i agresją. Trzeba wysłać takie sygnały do Moskwy, by wzięła to na poważnie. Na przykład uruchomić polsko-litewsko-ukraińską brygadę, otworzyć linię kredytową na zakup broni przez Ukraińców czy szkolić różne ukraińskie służby. 
Media w Polsce ogłaszają  „szaleństwa cara Putina” i szukają „szubienicy dla Putina”.
Natomiast ludzie na Ukrainie pytają – jak żyć?!
Na to pytanie, politycy nie potrafią odpowiedzieć. Interesuje ich jedynie wojna z Rosją.
Ceny na Ukrainie poszły mocno w górę, świadczenia socjalne o 1/3 w dół. Wschodnie regiony przestały subsydiować budżet państwa, brakuje pieniędzy na płace dla sfery budżetowej.
Zachód poprzestaje na enigmatycznych obietnicach pomocy . 
Jak na razie.

Artykuł ukazał się dzisiaj
na portalu redakcji polskojęzycznej
"Głosu Rosji"
pt:. "Polska-Ukraina:jak żyć?"

9 komentarzy:

  1. Przeraża mnie powszechna wrogość prezentowana przez polskich polityków i dziennikarzy do demonstrantów ze wschodniej Ukrainy. Według tychże są to terroryści, prorosyjscy separatyści, wysłannicy Putina odpowiednio przeszkoleni, jednym słowem samo zło. Stąd taka bezrefleksyjna zgoda na użycie siły wojskowej w zasadzie bez ograniczeń - czołgi, wozy bojowe, samoloty, bojownicy prawego sektora. To wszystko ze strony tych, którzy nie tak dawno "pokojowo demonstrowali" i przejęli władzę. W ich imieniu reagował cały tzw zachód, apelując do Janukowycza by nie używał siły do majdanowców. Ten sam zachód dziś akceptuje użycie najbrutalniejszych sił. Jedynie Rosja nawołuje do opamiętania i powstrzymania przed rozlewem krwi. Pozostali łącznie z naszymi władzami wręcz nalegają na siłowe rozprawienie się z demonstrującymi. A to przecież taki katolicki kraj, przedmurze chrześcijaństwa. I jak tu żyć w tymże kraju gdzie tak mało znaczy ludzkie życie?

    wiesnuszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się, że nagranie sprzed kilku tygodni z p. Victorią Nuland w roli głównej jest wystarczającym wytłumaczniem. W proces "demokratyzacji" Ukrainy włożono, według nagrania, 5 miliardów dolarów USA. Inwestycja musi się zwrócić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkowicie podzielam Pani zdanie i boleję nad tym do jakiego stopnia można tolerować poddańczy wobec USA ton wypowiedzi i działań polskich polityków i mediów. Przecież nawet obiektywizując całą sprawę to polska gospodarka na tym traci i straci. W odniesieniu do katastrofy smoleńskiej pojawiały się takie głosy, że trudno w nią uwierzyć, bo wyglądało na to, że piloci podchodzili do lądowania na oślep, jak samobójcy. Dzisiaj cała nasza polityka zdaje się przypominać samobójcze zapędy pilotów. Zapanował jakiś niespotykany strach przed posługiwaniem się rozsądkiem. Odkąd żyję, nigdy nie przypuszczałem, że to Ukraińcy są największymi moimi przyjaciółmi i że można oklaskiwać bombardowanie Belgradu, a odmawiać znacznej części mieszkańców Ukrainy do życia w takim systemie, w jakim sobie życzą. Przerażająca jest ta dwulicowa polityka względem stron konfliktu. Tym bardziej mnie to przeraża, że skoro dzisiejsze elity polityczne (nie tylko rząd) wykazują się na polu miedzynarodowym tak zdumiewającą hipokryzję, to przecież względem zwykłych ludzi mogą postępować podobnie ... ale to już temat na odrębną dyskusję....

    OdpowiedzUsuń
  4. Co to tam imć pan Brzeziński powiadał? Że Zachód pomoże Ukrainie tylko wtedy, jeżeli ona przeciwstawi się Rosji? Oto i kwintesencja.

    Od znajomego dostałam link do tego tekstu: http://russkiy-malchik.livejournal.com/456997.html. Podsumowanie kipiące czarnym humorem, ale cóż, to wszystko byłoby takie śmieszne, gdyby nie było takie smutne.

    Jak Ukraina zaliczy kolejny gospodarczo-społeczny krach, kto będzie winny? No przecież, że Rosja. Mentalność ofiary do niczego nie prowadzi. Tylko zwykłych ludzi żal, bo przecież oni tej całej paranoi nie chcieli.

    Pozdrawiam,

    Joanna Krystyna Radosz

    OdpowiedzUsuń
  5. Premier Tusk udowadnia ze jest jednak głównym rozgrywającym w konflikcie między Ukrainą i Rosją.
    Dzisiaj ujawnił mediom ze przeprowadził w tej sprawie szereg rozmow ze światowymi przywódcami. Z Putinem nie rozmawiał rzecz jasna , ani z Obamą, czy z Merkel, jednak jego aktualni partnerzy to same grube ryby na międzynarodowej arenie. Byli to - Łukaszenka, Jaceniuk, Barroso, Harper. Zaplanowana jest jeszcze rozmowa z Rasmussenem (chwilowo zajęty). Co do Łukaszenki , Tusk jest usprawiedliwiony, tłumaczył się ze było to uzasadnione dramatyczną sytuacją na Ukrainie (zatkał nos ale się poświęcił).

    O co chodzi w tych rozmowach - premier powiedział ze "będzie się starał podejmować wspólnie z jego rozmówcami inicjatywy, które mogłyby zapobiec czarnemu scenariuszowi". Ten czarny scenariusz to jak wiadomo rozpad lub federalizacja Ukrainy. Chciałoby się wiedzieć czym był podyktowany dobór rozmówców Tuska w tej sprawie.
    Gołym okiem widac jaki jest realny wpływ tych osób wynik rozmów w Genewie albo na sytuację we wschodniej Ukrainie. Co do Jaceniuka to pewnie Tusk podnosił go na duchu i zagrzewał go do rozprawienia się z "terrorystami" ale co z pozostałymi ?
    Wypada mieć nadzieję ze Obama, Merkel i Cameron czekają w kolejce i o rozmowach z nimi dowiemy się po kolejnym medialnym wystąpieniu premiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam desperację premiera Tuska - zadzwonić dobrowolnie do dyktatora Łukaszenki! I na dodatek rozmawiać z nim o Ukrainie. Co za poświęcenie!!!
      A może to trening przed telefonem do samego Putina?
      Tylko czy "car" zechce z nim gadać...
      Dzisiaj udzielił publicznie wytyczne dla Polski w sprawie Ukrainy, ale nie wiem czy premier Tusk to zauważył.
      Na wszelki wypadek, jutro je ujawnię, żeby był zorientowany.

      Usuń
  6. Można by jeszcze dodać dzisiejsze słowa doradcy Pana Prezydenta, prof. Kuźniara, pod adresem "tchórzliwych" Ukraińców . Jest on rozczarowany reakcją Ukrainy na wydarzenia na wschodzie kraju.

    "Ich reakcja jest nijaka. Oni wcale się nie biją, a własnej ziemi nie oddaje się, nie roniąc kropli . . . brakuje im odwagi" - uważa Kuźniar.

    Najlepiej szacować cudzą krwią.
    Siedząc wygodnie na ciepłej posadzie w Urzędzie Prezydenta RP.

    Ciekawe czy takie stanowisko swojego doradcy podziela również przez. Komorowski.

    http://m.interia.pl/fakty/news,nId,1411076

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doradca prezydenta powiedział - "ronić kropli krwi".
      Może mu się pomyliło i miało być - "łzy".
      Krwi się przecież nie "roni".
      Ale za to sam profesor roni w tej sprawie łzy - krokodyle.

      Usuń
  7. ...a jak mają się bić ukraińscy żołnierze, skoro ich wrogiem, tymi ruskimi terrorystami - okazuje się kilka krzepkich kobitek z koła gospodyń wiejskich, które z miotłą w ręku przeganiają oddział zmotoryzowany armii ukraińskiej ze swojej wsi!...

    OdpowiedzUsuń