wtorek, 22 kwietnia 2014

Polska gminna


X-lecie wstąpienia Polski do UE

Uroczysty akt podpisania układu akcesyjnego
Premier Leszek Miller, który finiszował negocjacje układu akcesyjnego z Unią Europejską  - 16 kwietnia 2003 r. razem z szefem polskiej dyplomacji, Włodzimierzem Cimoszewiczem - uroczyście podpisał układ w Atenach. 
Z dniem 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem UE!
To jedna z najpiękniejszych chwil polskiej lewicy od 1989 r. i całego polskiego narodu.

Po 10 latach dla przeciętnego Kowalskiego akcesja do UE, to - otwarte granice, paszport w kieszeni i możliwość wyjazdu na zarobek lub na studia. Z tej możliwości skorzystały miliony młodych Polaków. Do Polski raczej już nie wrócą…
Dla rządu i samorządów lokalnych, firm, instytucji i stowarzyszeń, to - dostęp do unijnych funduszy i związana z tym olbrzymia unijna biurokracja.
I praktycznie percepcja UE na tym się kończy.
Kilkunastoprocentowe bezrobocie, zanik wielu gałęzi przemysłu, niebezpiecznie rosnący dług publiczny – raczej umykają sprzed oczu. Tak samo, jak unijne prawa i wolności człowieka i obywatelskie torpedowane przez dyktat uprzywilejowanego w Polsce wyznania rzymskokatolickiego, czy spotęgowane rozwarstwienie społeczne i obszar biedy. 
Z osłupieniem przeciętny Polak czyta, że sztandarowe pryncypia polskich rządów ostatniej dekady, jak np.: infrastruktura transportowa, na którą poszły miliardy unijnych euro, okazuje się być najsłabiej rozwinięta i w najgorszym stanie w całej UE!
Wolność w publicznych mediach, zamieniona w koszmarną dyktaturę amerykańskiej popkultury i propagandy politycznej, czy etyczne dno polskiej żurnalistyki – też przechodzą właściwie bez echa.   
Ludzie dostrzegają jednak coraz częściej, i z coraz większym zirytowaniem - społeczne skutki ostatnich 10 lat w historii Polski: - nieodpowiedni system nauczania, który nie rozwija zdolności intelektualnych w szkołach podstawowych i gimnazjach, fatalny poziom nauczania akademickiego, katastrofalny poziom opieki medycznej, szwankujący system opieki socjalnej, dewaluowany kultem pieniądza, a nie służebnej misji do spełnienia.
Właściwie jest jedno wiecznie aktualne hasło, które przytoczę w trywialnej wersji – jest szmal do przerobienia. „Szmal” pochodzący z unijnych dotacji. 
Z okazji tego unijnego 10-lecia zejdę jednak z poziomu ogólnokrajowego i zajmę się Polską gminną, a właściwie gminami powiatu choszczeńskiego z Pomorza Zachodniego.
Bo na tym poziomie – akcesja z Unią Europejską okazała się szalenie korzystna i jest najbardziej widoczna i w wymiarze materialnym i w wymiarze ludzkim.
Bierzwnik, drogi wyasfaltowane, chodniki położone...
Bierzwnik, wieś gminna, na pojezierzu dobiegniewskim, w okolicach puszczy drawskiej.Obserwuje ją od prawie 30 lat. Kilka razy w roku jestem tu gościem, spędzam święta, wolne weekendy, wakacje.
Znam wieś i jej mieszkańców z czasów przed i po akcesyjnych.
Skok cywilizacyjny wsi w minionym dziesięcioleciu  jest widoczny gołym okiem, chociaż ludzie tamtejsi, generalnie emigranci  z dawnych polskich terenów - tzw. Kresów i ich następcy – są skrzętni i pracowici, otwarci i życzliwi. I zawsze w miarę swoich możliwości dbali o swoją wieś. Widać to po obejściach, i tych zachowanych w spadku po niemieckich właścicielach, i tych nowo wybudowanych.
Akcesja do UE dała wsi przede wszystkim dostęp do dodatkowych pieniędzy, które tu są wydawane  bardzo rozsądnie. Pieniądze nie są dla bierzwniczan celem w samym sobie, jak to na ogół w Polsce bywa, lecz drogą do jasno określonego celu.
Nie będę robiła sprawozdania z tego, co zrobili mieszkańcy w ostatnim 10-leciu, wspomnę tylko o nowej sieci wodno-kanalizacyjnej, wyasfaltowanych drogach, nowych chodnikach. We wsi jest wszystko, co nawet największy mieszczuch musi mieć do życia. Jest bank, poczta, dwa markety sieci krajowych, w których można płacić kartą bankową (Dino i Lewiatan), apteka i ośrodek zdrowia, przychodnia weterynaryjna, nadleśnictwo, szkoła, gimnazjum, przedszkole, dom kultury z biblioteką i podległymi mu 7 świetlicami wiejskimi w gminie, klub sportowy, stacja benzynowa, kilka zakładów produkcyjnych i rzemieślniczych, bary z kebabem, piwem lub kawą, oraz gospodarstwo agroturystyczne, czyli rzec można – hotelik. Wszystko odnowione, a nawet nowe, zbudowane od zera. Jest nawet lokalne muzeum zwane Lamusem i towarzystwa społeczne. 
Coraz częściej młodzi ludzie, 30-35 - latkowie, wracają po studiach, zdobyciu zawodu  lub pracy zagranicą - na wieś. Powstają zakłady rzemieślnicze i małe firmy, najczęściej związane z turystyką, usługami internetowymi, budownictwem i wyposażeniem  wnętrz, meblarstwem. Jest na wsi stolarz, elektryk i podobnej profesji specjaliści.
W ciągu ostatnich czterech lat, dzięki funduszom unijnym, gmina bez zaangażowania własnych środków finansowych wydała na pomoce naukowe dla dwóch szkół podstawowych i gimnazjum ponad 56 tys. zł, a na sprzęt multimedialny  ponad 55 tys. zł. Szkoły wzbogaciły się w nowe laptopy, aparaty fotograficzne, sprzęt nagłaśniający, rzutniki, odtwarzacze filmowe. W gminie rodzice dzieci nie ponoszą kosztów transportu na zajęcia pozaszkolne. Wyjazdy edukacyjne – też mają za darmo dzięki tym funduszom. Nie płaci - ani gmina, ani rodzice Usługi transportowe zostały sfinansowane w kwocie 64 tys. zł. Na zajęciach pozalekcyjnych, dzieciaki dostają poczęstunek (dotacja 150 tys. zł).
Niestety, całe to dofinansowanie kończy się w czerwcu tego roku i co będzie dalej – na razie nie wiadomo. Sprzęt pozostanie w szkołach, słodkiego poczęstunku może nie być na zajęciach poza lekcyjnych – ale  poważnym problemem będą koszty transportu na te zajęcia czy wycieczki do muzeów, teatrów itp.  
I nie jedno dziecko z odległej wsi od gminnego Bierzwnika na nie - nie dojedzie….
Gmina na inwestycje komunalne  w latach 2011-2013 wydała 6,881 mln zł, z czego własny wkład wynosił 2,260 mln zł, a pozyskane środki zewnętrzne, wojewódzkie, unijne itp. 4,321 mln zł. Za te pieniądze odnowiono ul. Jeziorną (remont chodników i częściowo nawierzchni), ul. Kopernika i ul. Leśną oraz razem ze starostwem powiatowym wyremontowano ul. Sienkiewicza, wszystkie ulice w Bierzwniku.
Zrobiono remont w wiejskiej świetlicy we wsi Breń (zakupiono też stoły i krzesła), ocieplono budynki szkól podstawowych w Bierzwniku i Łasku oraz zrobiono remont dachu remizy strażackiej w Pławnie.
W ub. roku gmina wydała na ten cel nieco więcej własnych pieniędzy (1,175 mln zł), dofinansowanie zewnętrzne wynosiło 924 tys. zł. 
Pięknieją też budynki użyteczności publicznej we wsi i w gminie. Po zakończeniu remontu urzędu gminy, odremontowano wspomnianą już wyżej wiejską świetlicę w Breniu i podobną we wsi Klasztorne, za łączną sumę prawie mln zł. (937,5 Tys. zł), z czego urząd marszałkowski zwrócił gminie 274,9 tys. kosztów kwalifikowanych.
Ocieplenie szkół w Łasku i Bierzwniku sfinansowano z umorzonej pożyczki od Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ocieplenie szkoły w Bierzwniku kosztowało gminę 230 tys. zł, w Łasku – 370 tys. zł. Gmina pokryła 32% wszystkich kosztów z własnego budżetu. Koszt ocieplenia urzędu gminy w Bierzwniku wyniósł 1,077 mln zł, z umorzonej pożyczki wyasygnowano 736 tys. zł i z budżetu dołożono 341 tys. zł.
Dlaczego tak starannie wyliczam, co ile kosztowało?
Samorząd lokalny po akcesji do UE uzyskał dostęp do różnych źródeł finansowania swoich potrzeb. Zmusiło to lokalne społeczności do postawienia na wysokie kwalifikacje i kompetencje zatrudnianych, np. w urzędzie gminnym ludzi, oraz na racjonalne wybory władz gminy.
Świadomość samorządowa i obywatelska mieszkańców znacznie wzrosła. Ludzie nauczyli się współodpowiedzialności i szacunku dla wspólnego dobra. To są szalenie niewymierne, ale też i nieoszacowane korzyści akcesji.
Kolejnym takim niewymiernym i trudnym do oszacowania dobrem, z jakiego korzystają mieszkańcy Bierzwnika – jest otwartość granic i dbałość o wspólny, europejski dorobek kulturowy, w tym przypadku Polaków i Niemców. 
Bierzwnik, pocysterki browar nad brzegiem jeziora
Bierzwnik to wieś poniemiecka, po cysterska (Marienwalde), a obecna ludność - napływowa, to wysiedleńcy z dawnych polskich terenów, które po 1945 r. przypadły ZSRR, a dzisiaj należą do Litwy, Białorusi i Ukrainy. Nowi mieszkańcy gminy Bierzwnik dostali w spadku wiele dóbr kultury. I trudną historię Europy. Ale okazuje się, że łatwo było znaleźć nie to, co dzieliło w przeszłości. Ale to, co łączy w teraźniejszości. I znaleziono – stare klasztory. 
Bierzwnik od 2011 r. bierze udział w spotkaniach Polsko-Niemieckiej Sieci Klasztorów. Dzień przed wigilia ub. roku, uchwałą rady gminy - Bierzwnik wstąpił do niemieckiego stowarzyszenia Klosterland e. V.  Obecnie czeka na zgodę polskiego MSZ, by być oficjalnie przyjętym do tego stowarzyszenia. Powołanie do życia stowarzyszenia z Plenzlau (weszli do niego dominikanie z klasztoru w Planzlau, cystersi z Chorin oraz burmistrz Myśliborza, gdzie znajdowały się dawne klasztory dominikańskie) i przystąpienie do niego gminy Bierzwnik - ma dla tamtejszej społeczności wielkie znaczenie. 
Co roku odbywają się w gminie Międzynarodowe Targi Wyrobów Klasztornych i gminna impreza rekreacyjna „Trzy dni na cysterskim szlaku”, gmina cały czas poszukuje nowych źródeł ich finansowania.
Ma to też wielkie znaczenie w promocji gminy i podkreślenia jej walorów turystycznych.


***
O wykorzystaniu turystycznym jezior w gminie Bierzwnik oraz o inwestycjach gminie Krzęcin – w kolejnym odcinku o Polsce gminnej.

5 komentarzy:

  1. Z Rosjanami trzeba twardo.
    Prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski na antenie radia RMF FM nic sobie nie robił z gróźb wprowadzenia embarga na polskie owoce. Nazwał je "straszakiem" i próbą wywarcia presji. Prezes nie boi się Rosjan. Uważa ze Rosjanie się do tego "nie posuną".
    Dlaczego ? Bo  tamtejsi konsumenci domagają się polskich jabłek.
    Tak więc widac ze ewentualną wojnę z Rosją o polskie jabłka mamy wygraną. Tym razem przeciwko Putinowi wystąpią rosyjscy konsumenci,którzy staną ramię w ramię z polskimi sadownikami. Wprawdzie nie za bardzo się to sprawdziło w przypadku wieprzowiny ale trzeba wierzyć prezesowi Maliszewskiemu.
    Jak powiedział prezes, Federacja Rosyjska jest głównym odbiorcą polskich jabłek, ale także truskawek i innych owoców. W ubiegłym roku mieliśmy rekord świata, jeżeli chodzi o sprzedaż jabłek. Sprzedaliśmy na zewnątrz milion 200 tysięcy ton, z czego blisko 800 tysięcy trafiło na rynek rosyjski. Prezes przyznał, że utrata takiego rynku byłaby poważnym problemem dla polskich rolników, ale uważa ze do takiej do takiej sytuacji nie dojdzie. Dlatego ze jego zdaniem "te wszystkie potencjalne problemy, które przedstawia Federacja Rosyjska są fikcyjne".
    Maliszewski stwierdził, że Rosja jest trudnym partnerem. Relacje z tamtejszymi biznesmenami budowano przez kilkanaście lat. Przyznał że jeśli dojdzie do wprowadzenia ograniczeń handlowych, na wsparcie ze strony UE, nie warto liczyć. Mówił ze wyparliśmy z rynku rosyjskiego kilka krajów Europy Zachodniej, znacząco Belgię, Holandię, Włochy i że oni byliby bardzo zainteresowani odbudowaniem swojej pozycji, czyli np. tym, żeby Rosja jednak wprowadziła embargo w stosunku do polskiej produkcji. Zakończył pesymistycznym stwierdzeniem ze nie widzi w tej materii sojuszników w krajach Unii Europejskiej.
    No ale generalnie nie jest źle, trzeba trzymać prezesa Maliszewskiego za słowo - "Rosjanie się do embarga nie posuną". Nie odważą się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, pan prezes zapomina, że prawie tysiąc uchybień wobec rosyjskich standardów w polskich owocach eksportowanych do Rosji wskazały służby rosyjskie w ub. roku i prosiły polskie służby, by temu zjawisku zaradziły. Polacy olali prośby Rosjan, więc Rosjanie zagrozili, że wstrzymają eksport.
    U nas zawsze - nie widzi się własnych błędów, a winę zwala na Rosję.
    Zresztą nie tylko Rosjanie są wkurzeni na polskich eksporterów żywności. Czesi też. Kiełbasę z Polski nazywają publicznie - g...nem, którego nie można jeść!
    Faktem jest, ze polska żywność jest faszerowana chemią niemiłosiernie i ja np. polskich wędlin do ust nie biorę, chyba, że pochodzą z wiejskiego uboju i domowego wyrobu.
    Chleby wyszukuję określonych i znanych mi prywatnych piekarni, starannie czytam etykietki.
    Za chemię w żywności "zapłaciłam" uszkodzeniem tkanek warstw ochronnych przełyku i żołądka!
    Ja się Rosjanom i Czechom absolutnie nie dziwię.
    W mojej lodówce jest biała i "normalna" kiełbasa oraz szynka domowej roboty, prosto ze wsi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cytat tygodnia z New York Times (22.04.14)

    "It would have been nice if we could have forged a compromise with President Vladimir Putin of Russia that would have allowed Ukraine to gradually join the European Union and not threaten him. President Obama tried to find such a win-win formula. But Putin is not into win-win here. He is into win-lose. So he must lose, for the sake of Ukraine and Russia".

    Czyż nie brzmi to zniewalająco ?
    Konkluzja jest urzekająca - "dla dobra Ukrainy i Rosji".

    I pomyśleć ze na świecie są ludzie którzy nie lubią USA.
    Zupełnie niesłusznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według sondażu renomowanego think tanku w Waszyngtonie - "Pew Research Center" - tylko 29 procent Amerykanów popiera twardą politykę rządu w odpowiedzi na "rosyjską agresję". Natomiast 56 procent nie chce aby Ameryka się angażowała na Ukrainie.

      Nie wiadomo jak taki sondaż wypada w Polsce.

      http://www.cityam.com/article/1398135436/it-s-time-read-writing-wall-why-west-no-longer-exists

      Usuń
    2. Amerykańskie sondaże należy czytać z dozą zrozumienia.
      Należy wziąć pod uwagę, że wiekszość społeczeństwa wie wszystko o Kim Kardashian i nie wie nic o Ukrainie. I kiedy spojrzy się na wyniki sondażu z uwzglednieniem wiedzy to
      47% popiera a 43% jest przeciwna. Tylko 28% badanych sledzi informacje o Ukrainie. co oznacza, że 72% nie wie co to takiego? Góra? Rzeka? w Afryce?

      Usuń