piątek, 11 kwietnia 2014

Newsweek Polska – dziękujemy!



Zachód uważa, że Rosja na kanwie wydarzeń na Ukrainie prowadzi walkę propagandową, w związku z tym wprowadził wobec udziałowców (w jego mniemaniu) „propagandy Kremla” ograniczenie podwaliny swoich własnych wartości - wolności słowa. Personą non grata na Zachodzie (USA i państwa NATO) został uznany, jako jedyny dziennikarz na świecie - red. Dimitrij Kisielow, szef koncernu medialnego „Rosja Dzisiaj”, do którego należą m.in. RIA Novosti” i „Głos Rosji”.

Popłuczynami nowego trendu w zachodnim traktowaniu wolności słowa - są działania polskich mediów wobec dziennikarzy z Polski, piszących pozytywnie o Rosji i publikujących w „Głosie Rosji”.  
Od blisko roku media te starą się sekować i pejoratywnie etykietować swoich kolegów i koleżanki po piórze, którzy nie cierpią na rusofobię. „Polowanie na czarownice” odbywa się w cyberprzestrzeni i na łamach macierzystych „papierowych” periodyków od blisko roku.
Ubiegłoroczny studyjny wyjazd do Rosji polskich dziennikarzy mediów prywatnych i publicznych, na zaproszenie rosyjskiego biznesu, wywołał ostrą reakcję tygodnika „Wprost”. Uczestnikom wyjazdu zarzucano przekupstwo, nieetyczny lobbing, szpiegostwo na rzecz Rosji, nasyłano służby specjalne.

Po tygodniku „Wprost” do akcji wkroczył „Newsweek Polska”, tygodnik wydawany przez wspólnie przez Axel Springer SE i Ringier AG. Najpierw zajął się reakcją społeczeństwa na wydarzenia ukraińskie. Polacy w znakomitej większości oceniali działania kijowskiego Majdanu negatywnie, tak samo ocenili zaangażowanie polskich władz w konflikt ukraiński, nie szczędzili słów krytyki pod adresem manipulacji i przekłamań medialnych. Ponieważ skala negacji była olbrzymia, „Newsweek” zasugerował, że komentarze w Internecie piszą …”rosyjscy agenci wpływu” a opłaca ich ambasada Rosji w Warszawie. Ale i ten argument raczej nie przekonał Polaków

Newsweek zajął się w końcu polskimi dziennikarzami, piszącymi na łamach polskojęzycznej, internetowej edycji „Głosu Rosji”.

Red. Wojciech Cieśla  w numerze 14/2014 (31.03.-6.04.) „Newsweeka” popisał się artykułem na ten temat. Nazwał go: „Polski Głos Moskwy”. Dzięki red. Cieśli, a właściwie, jak to określił przez „wyrazistości poglądów”, urosłam do rangi bez mała gwiazdy w gronie dziennikarzy piszących pozytywnie o Rosji w naszym kraju. Newsweek stwierdza, że „Władimir Putin ma nad Wisłą gorliwych popleczników. Opowieści o niemądrych Polakach, złej Ukrainie i dobrej Rosji, płyną na falach eteru dzięki polskim dziennikarzom”, ma za złe ujawnianie tendencyjności w polskich mediach, zwracanie uwagi na inkorporację Krymu w szerszym, światowym kontekście, czy też widzenie Rosji w pozytywnym świetle. Popleczników Putina wymienia z nazwiska -  red. Agnieszkę Wołk-Łaniewską, red. Macieja Wiśniowskiego, red. Dariusza Cychola, mnie…   

Ale przede wszystkim, sugeruje, że pisząc dla „Głosu Rosji” realizujemy propagandowe cele Kremla, odmawiając nam, tym samym, prawa do samodzielnego myślenia i osobistej ocen sytuacji, do własnego zdania i wolności słowa.

Nie mam zamiaru wdawać się w polemikę z „Newsweekiem”, skierowałam, nb. upubliczniony przeze mnie list do red. Wojciecha Cieśli, w którym ujawniam motywy współpracy z „Głosem Rosji”.

Chciałam na marginesie tego wydarzenia zwrócić uwagę na kilka aspektów sprawy.

Po pierwsze – etyka dziennikarska. W Newsweeku obowiązują „Kodeks etyczny Ringier Axel Springer”, w którym Mark Dekan, CEO, zapewnia, że wydawca „Newsweeka” „dokłada wszelkich starań, by dochować najwyższych standardów etycznych w działalności dziennikarskiej”. Kodeks ten nakłada na dziennikarza m.in. obowiązek umożliwienia osobom lub grupie osób, o których planuje napisać krytyczny materiał – zajęcia stanowiska. Tego „Newsweek” nie uczynił. Na dodatek użył w celach propagandowych wizerunku osób bez ich zgody. Dla celów politycznych i kreowania fałszywej rzeczywistości tygodnik złamał własne zasady etyczne. Pejoratywne etykietowanie natomiast, jest naruszeniem godności osobistej osób wymienionych w artykule z imienia nazwiska. Takie działanie jest bezprawne, narusza prawa międzynarodowe i polską konstytucję, polskie prawo prasowe i zasady etyki dziennikarskiej, także springerowskiej.

Po drugie – wolność słowa. Polska Konstytucja (art. 54) stanowi, że „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”, o czym zdaje się „Newsweek Polska” całkowicie zapominać.

Po trzecie – polityczna walka medialna. „Głos Rosji” w ciągu ostatnich dwóch lat stał się w Polsce bardzo popularnym i opiniotwórczym medium rosyjskim, na dodatek jedynym redagowanym w języku polskim. Pozwala Polakom wyrobić sobie samodzielnie zdanie o Rosji. Umożliwia też  polskim politykom, ekspertom, dziennikarzom  na artykułowanie własnych opinii o Rosji, czy też o relacjach polsko-rosyjskich.

Walka polskiego tygodnika z tym medium jest objawem szerszej walki prowadzonej przez Zachód z Rosją, do której wpisał się „Newsweek Polska”.

I przy okazji zrobił reklamę „Głosowi Rosji”.

***

 „Kodeks etyczny Ringier Axel Springer”, pod linkiem:

http://www.ringieraxelspringer.pl/system/files/article/2013/02/pl2876.pdf?download=1

Artykuł został jednocześnie opublikowany
na stronie internetowej
polskojęzycznej redakcji 
"Głosu Rosji"

22 komentarze:

  1. Kiedy mam dosyć głupoty ludzkiej, wchodzę na Pani bloga. I za każdym razem czuję tak wielkie ukojenie... Pisze Pani mądrze, z argumentami, spokojnie, z dala od całej tej sieczki.

    Daję mojej Babci do czytania Pani teksty, czasem czytam je Babci na głos. Dyskutujemy, nie zawsze się zgadzamy, ale ogólny pogląd mamy wspólny: zdecydowanie wolimy Panią od niusłikowych i innych "szczekaczy: (proszę o wybaczenie, ale ludzie tacy jak pan redaktor wspomniany w poprzednim wpisie nie mają zbyt wiele wspólnego z dziennikarstwem, nie wspominając o Dziennikarstwie).
    Z rozważań wspólnych z Babcią pozwolę sobie przytoczyć dzisiejszą refleksję nad "Teleexpressem": kiedy Ukraińcy proszą o pomoc wojska rosyjskie, są "agentami", "separatystami", "turystami Putina"; kiedyś zaś polskie WŁADZE proszą o pomoc wojska amerykańskie, jest to dla nas wielki zaszczyt. Jeżeli jest coś, czego nienawidzę najbardziej na świecie i co, tak sądzę, powinno wsączać w ludzi śmiertelny jad, to jest to właśnie hipokryzja. Tak oczywista i bolesna.

    I cieszę się, że większość Rosjan, z którymi mam do czynienia, rozumie, że nie wszyscy Polacy są TACY (tacy jak niusłikowi "dziennikarze" i inne tego typu osobliwości), że są Polacy mądrzy, rozsądni, z argumentami i z dala od wszechogarniającej hipokryzji.

    Dziękuję za to, że dzieli się Pani z czytelnikami swoją mądrością i swoim spokojem.

    Joanna Krystyna Radosz

    PS: I dziękuję za inspirację do powieści. Jak kiedyś to dzieło nieszczęsne wydam, proszę szukać swojego nazwiska w podziękowaniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu myli się pani. Wolność słowa nie została odebrana Kisielowowi. Może on mówić co dusza zapragnie albo co Kreml zamówi i nikt poza jego mocodawcami nie może mu tego odebrać.
    Natomiast wydanie wizy nie ma nic wspólnego z wolnością wypowiedzi.
    Mam nadzieję, że czuje pani rożnicę pomiędzy krytykowaniem przez polskiego dziennikarza prezydenta RP w Warszawie i w Moskwie. A być może nie wyczuwa paniu niuansu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się chętnie dowiem, jak anonimowy komentator widzi tę różnicę.
      I dlaczego Kisielow jest gorszym sortem dziennikarza, skoro inny dziennikarz może wyrażać swoje poglądy, a Kisielowowi grożą za to sankcje?

      Pozdrawiam,
      Joanna Krystyna Radosz
      (nie wstydzę się ani poglądów, ani nazwiska)

      Usuń
    2. Anonimowy,
      absolutnie sie nie mylę!
      To Ty się Anonimowy mylisz i nie wysilasz umysłu, by zrozumieć problem ograniczenia wolności słowa.
      Dziennikarz nie tylko pisze czy występuje w radio i telewizji.
      Dziennikarz pracuje zagranicą i uczestniczy też w życiu zawodowym swego środowiska w kraju i zagranicą.
      Red. Kisielow nie może wyjechać np. do Norwegii na spotkanie dziennikarzy skandynawskich, na które został właśnie zaproszony. Nie może w tamtym gronie przedstawić swoich opinii ani prowadzić dyskusji, co było celem tej wizyty.
      Nie może też przygotować wywiadów i audycji telewizyjnych w Norwegii, chociaż ma oficjalne zaproszenie a na dodatek świetnie zna język norweski.
      Norwedzy już zapowiedzieli złożenie skargi do dziennikarskich instytucji międzynarodowych.
      Wolność słowa - to także wolność wykonywania powinności dziennikarskich poza krajem.
      ***
      Co do krytykowania polskiego prezydenta w Warszawie i w Moskwie - to ja osobiście nie widzę żadnej różnicy, o ile ta krytyka jest uczciwa i konstruktywna.Polski prezydent jest osobą publiczną, piastuje najwyższy urząd w państwie i podlega powszechnemu osądowi.
      Zawsze i wszędzie.
      W dziennikarstwie nie praktykuje się "dulszczyzny",
      zamiatanie problemów pod własny krajowy dywan nie wchodzi w rachubę.
      Skoro w Polsce może krytykować w mediach prezydenta Putina i to w sposób czasem bardzo obelżywy rosyjski opozycjonista, albo jakaś amerykańska dziennikarka, będąca żoną polskiego ministra - to dlaczego polski dziennikarzy nie może krytykować w sposób elegancki polskiego prezydenta w Moskwie?
      Są w tym zjawisku jakieś niewyczuwalne niuanse?
      A może to sienkiewiczowski Kali się kłania, Panie Anonimowy?

      Usuń
  3. nikt nie zabrania nikomu mówienia tego co slina na jezyk przyniesie.
    Kisielew może mowić ale nie może podrózować. Może każdego dnia wyrazać swoje poglady w RT dostepnym wszędzie. Może być obecny na konferencji w Norwegii online. Nikt w EU nie jest w stanie zabronić mu wygłaszania pogladów i korzystania z wolności słowa. Kisielew zamieścił w Guardianie op-ed gdzie dokonuje kontorsji imputując ograniczenie wolności słowa.
    pozostaje jeszcze kwestia zdefiniowania wolności słowa co jak widzę sprawia trudności.Co to takiego? Otóż jest to wolność od ingerencji władzy. To władza nie może zabronić nikomu głoszenia poglądów ale na przykład głos szczecina czy newsweek nie ma obowiazku zamieszczania pani lub moich pogladów. pani wycina moje wpisy do czego ma pani pełne prawo. speaking of kali.
    dostrzegam, ze nie wyczuła pani różnicy w pluciu na prezydenta RP w warszawie i w moskwie. można pluć ale są tego konsekwencje,
    plując z warszawy nie traci się reputacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy,
      Wolność słowa, nie tylko moim zdaniem, ma szersze znaczenie, niż Pan pojmuje.
      Konstytucja polska to m.in. jasno wykłada. A ustawa zasadnicza to prawno, które obowiązuje w Polsce wszystkich, a nie tylko urzędy państwowe, czyli władzę.
      Wobec prawa jesteśmy równi - i minister, i ja, i sędzia i przysłowiowy Kowalski.
      Problemem jest stosowanie na co dzień tej podstawowej zasady, ale to już temat na inne opowiadanie.
      I tu akurat, tj. w sprawie wolności słowa - mamy rozbieżne poglądy.
      Podobnie rzecz ma się z międzynarodową jurysdykcją dot. wolności słowa.
      Nie można komukolwiek z powodu wygłaszanych opinii, zwłaszcza dziennikarzom - ograniczać innych wolności, m.in. wolności przekraczania granic państwowych.
      Wolność słowa łączy się z całokształtem wolności osobistej człowieka, jest jej integralną częścią. O tym mówią m.in. zapisy praw międzynarodowych dot. wolności (tj. praw) człowieka.
      ***
      Newsweek nie ma obowiązku zamieszczania moich artykułów, ale jak ma zamiar napisać krytyczny artykuł o mnie - ma obowiązek przed jego publikacja, zasięgnąć mojej opinii na jego temat.
      Dot. to każdej osoby, którą dziennikarz ma zamiar "obsmarować" w swoim piśmie.
      Tak wydawca sobie zażyczył i ogłosił w wydawniczym kodeksie etycznym, który obowiązuje dziennikarzy tego wydawcy na całym świecie. Tak samo dziennikarzy z Newsweek Polska, jak z Bild Zeitung.
      ***
      Co do Pana wpisów, to ograniczenia ich publikowania w moim blogu - dot. ich FORMY a nie treści.
      ***
      Krytyka pod adresem Bronisława Komorowskiego - nie jest w moim przypadku żadnym "pluciem", a miejsce z którego go krytykuję, nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
      Teza, że miasto, czy państwo z którego płynie krytyka polskiego prezydenta ma wpływ na reputację krytykanta - jest dla mnie co najmniej dziwna, by nie rzec - kuriozalna.
      Nie wiem w czyich oczach tracę ową reputację, ale dla mnie osobiście, jest to najzupełniej obojętne.
      Nie zabiegam o tzw. reputację u wszystkich.
      Najzupełniej wystarczy mi grono osób, które sobie bardzo cenią i ich ocena jest dla mnie istotna.
      Nie zależy mi na akceptacji tłumów. Nie jestem celebrytką.
      Nie mam takiej psychicznej potrzeby.
      Nie interesuje mnie "co inni powiedzą", mój blog jest adresowany do konkretnego czytelnika.
      Dlatego sugeruję, by przestał się Pan zajmować moją reputacja, bo to zbędny trud, a całą swoją energię skierował na meritum dyskusji, a nie na moją osobę.

      Usuń
  4. Po przeczytaniu powyższego nasuwają mi się pewne refleksje.
    Na początek chciałbym zobaczyć wyniki badań wg których "Polacy w znakomitej większości oceniali działania kijowskiego Majdanu negatywnie, tak samo ocenili zaangażowanie polskich władz w konflikt ukraiński, nie szczędzili słów krytyki pod adresem manipulacji i przekłamań medialnych".
    Bo jak na razie nie zauważyłem, aby Polacy swoje preferencje wyborcze skierowali ku Samoobronie, która jako jedyna partia ma takie właśnie przekonania.
    Sprawa druga, to owa gwarantowana przez Konstytucję RP wolność słowa, o której rzekomo "Newsweek Polska" zdaje się zapominać.
    Jakoś nie zauważyłem, aby "Newsweek Polska" ograniczył komuś owo prawo. Jedynie autor wzmiankowanego artykułu wyraził swoją opinię dotyczącą określonych osób co zresztą gwarantuje Mu Konstytucja RP, a co wzbudziło wściekłą reakcję jednej z opiniowanych osób wyrażającą się choćby w słowach "grupa sfrustrowanych i skundlonych do cna polskich dziennikarzy".
    Aż chce się powtórzyć zadane wcześniej pytanie:
    "A może to sienkiewiczowski Kali się kłania", Pani Redaktor.
    ----
    Andrzej Słupski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak między wódką a zakąską dopisuję się do prośby o dane, ale ze zgoła odmiennej przyczyny, po prostu mnie to ciekawi.
      I nie pojmuję, co preferencje wyborcze mają wspólnego z oceną danego wydarzenia? Czyż nasze partie składają się tylko ze stosunku do "sprawy Ukrainy"?

      Usuń
    2. Newsweek nie ma nic wspólnego z konstytucyjnie zagwarantowaną wolnością słowa.Newsweek może cenzurować do woli. Takiej możliwości nie ma państwo, jego władze. Konstytucja nie daje nam praw, ona ogranicza władzę rządu czyli niejako ma chronić nas przed jego zapędami.
      Konstytucja nie gwarantuje redaktorowi Cieśli zamieszczania swych wypracowań w Newsweeku. Ona gwarantuje nieingerencję rządu w to co Newswwek na swoich łamach zamieszcza.

      Usuń
    3. Panie Andrzeju,
      W Newsweeku obowiązuje kodeks etyczny wydawcy.
      I on został ewidentnie w omawianym artykule naruszony.
      Link do kodeksu - jest pod moim felietonem, każdy może go przeczytać, jest napisany w języku polskim.
      Poza tym , jak napisała Wszechmatka - co ma piernik do wiatraka, tj preferencje wyborcze wobec oceny wydarzeń na kijowskim Majdanie.
      Obserwując wpisy Internautów w najbardziej popularnych portalach informacyjnych - ONET, WP.PL czy Interia, a nawet Gazeta Wyborcza - to wyraźnie widać, że ocena ta jest w większości i to znakomitej, negatywna. Internauci ujawniając swoje oceny wydarzeń na Ukrainie, nie zdradzali przecież swoich preferencji wyborczych!
      ***
      Newsweek krytykując, a więc publicznie piętnując i etykietując polskich dziennikarzy piszących w rosyjskim medium - narusza zasadę wolności słowa, bowiem stosuje medialny, publiczny lincz wobec osób, które z tej wolności korzystają.
      Mówiąc trywialnie - publiczna kara za to,że polski dziennikarz korzystał z wolności słowa i publikował w moskiewskim medium.
      Co ciekawsze - publiczną karę za korzystanie z wolności słowa - wymierza grupa jednych dziennikarzy polskich innym polskim dziennikarzom.
      A to już jest coś, co Wańkowicz nazwał dosadnie - kundlizmem.

      Usuń
    4. Anonimowy,
      pisząc " Konstytucja nie daje nam praw, ona ogranicza władzę rządu czyli niejako ma chronić nas przed jego zapędami." ujawniasz, że polskiej konstytucji nie czytałeś.
      Więc przypominam - Rozdział II - "Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela". Od art. 38 są określone "Wolności i prawa osobiste", w tym w art. 54 dot. wolności słowa.
      Art. 82, w określaniu "obowiązków obywatelskich" wyraźnie stanowi, ze "KAŻDY ma obowiązek przestrzegania prawa RP", a prawo wg Konstytucji (art. 87), poza ustawą zasadniczą - to każe inne stanowione w Polsce prawo (np. Prawo prasowe), w tym też - ratyfikowane umowy międzynarodowe czy rozporządzenia, zwłaszcza te (art.89, pkt. 1 ust. 2) dot. wolności, praw i obowiązków.obywatelskich określonych w polskiej konstytucji.
      Więc przyjmij do wiadomości, iż Konstytucja RP to nie tylko obowiązki państwa wobec obywatela i obywatela wobec państwa, ale też wolności i prawa obywatelskie, które konstytucyjne przysługują każdemu obywatelowi polskiemu i są prawnie chronione.
      Nie bardzo rozumiem Pana, panie Anonimowy, jak można dyskutować o polskiej konstytucji, nie znając jej zapisów?!

      Usuń
    5. Panie Iwanie,
      piszę i mówię o wolności słowa, w szerokim pojęciu, a nie o cenzurze.
      Konstytucja, reguluje także wbrew temu, co Pan pisze - relacje między obywatelami, odwołując się do stanowionego w Polsce prawa i jego przestrzegania (art. 82).
      Jako akt prawny najwyższego rzędu, ceduje regulacje tych międzyludzkich relacji w państwie polskim, m.in. na ustawy i rozporządzenia.
      Nie sądzę, by jakikolwiek polski konstytucjonalista twierdził inaczej.
      Dla mediów i ich relacji z obywatelem takim prawem jest m.in. ustawy "Prawo prasowe" i Prawo autorskie" , Ustawa "O języku polskim" oraz podpisane przez Polskę i ratyfikowane - Konwencja Powszechna i Konwencja Bremeńska.
      Te z kolei akty prawne odnoszą się w swoich zapisach także o etyki dziennikarskiej zwerbalizowanej i przyjętej do respektowania w redakcjach, wydawnictwach lub stowarzyszeniach i organizacjach dziennikarskich.
      Relacje między obywatelami reguluje także ustawa "Kodeks cywilny".
      I właśnie do takich aktów prawnych - odwołuje się polska konstytucja, nakazując owe ustawy po prostu każdemu obywatelowi w Polsce przestrzegać.
      I tu też żaden polski konstytucjonalista nie może mieć zastrzeżeń.
      Analizując dokładnie wiele z artykułów konstytucji, mogę wskazać, które odnoszą się pośrednio lub bezpośrednio do relacji między obywatelskich w Polsce.
      ***
      Pisze Pan, że mogę do woli cenzurować komentarze w blogu. Mogę, ale nie do woli.
      Zapomina Pan, panie Iwanie, o tym, że przyjęte w Polsce prawo nakłada na mnie pewne obowiązki, jeśli których nie będę przestrzegać w tym blogu - mogę być pociągnięta do odpowiedzialności wobec obowiązującego prawa.
      Zarówno z urzędu, jak i z prywatnego powództwa kogokolwiek.
      Blog ten jest swego rodzaju publicznym medium, a właściwie portalem polityczno-gospodarczym (jest stosowna informacja po prawej stronie), którego właściciel i autor zamieszczanych materiałów występuje jawnie.
      Zasady komentarzy zostały jasno i jednoznacznie określone. Przywołane jest też prawo, na zasadach których się blog opiera.
      To na marginesie owej wytykanej mi "cenzury".
      na podobnych zasadach teoretycznie winien działać "Newsweek", ale jakoś mu to nie wychodzi.
      Pana ubolewania wobec mojej znajomości Konstytucji RP są płonne, znam ją nader dobrze.
      Jest to warunek sine qua non wykonywania przeze mnie zawodu dziennikarza.
      ***
      Pisze Pan: "tylko państwo ma aparat. ubolewam, że nie rozumie pani konstytucji".
      Stwierdzam z autopsji, że nie tylko państwo ma tzw. aparat.
      Relacje wszelkiego rodzaju, przede wszystkim dot.naruszenia etyki zawodowej w środowisku dziennikarskim na przykład regulują i oceniają sądy koleżeńskie przy stowarzyszeniach i organizacjach dziennikarskich.
      Tak samo dzieje się w środowisku prawniczym czy lekarskim.
      Nie są to organy (aparat) państwa, ale dobrowolnych stowarzyszeń branżowych.
      Odnoszę wrażenie, że zapisów konstytucji nie traktuje Pan w szerszym aspekcie, jakie przystoi ustawie zasadniczej, ale jako szczegółowe rozporządzenie.

      Usuń
    6. zatem różnimy się w percepcji.
      Generalnie przyjmuje sie w prawie, że co nie jest zabronione, jest dozwolone a nie odwrotnie.
      Prawo nie mówi co jest dozwolone lecz co jest zakazane pod groźbą kary.
      Pani Zofio, na miły Bóg, przecież pani doskonale zdaje sobie sprawę, że tylko państwo posiada aparat przymusu. Żadne stowarzyszenie takowego nie ma. Sądy koleżeńskie to zabawa w porównaniu z tym czym dysponuje państwo. Wszak tylko państwo może wsadzić do wiezienia, pozbawić praw publicznych, pozbawić prawa wykonywania zawodu.
      Nie watpię, że zna pani konstytucję RP i jestem przekonany, ze ja przy pani jestem w tym temacie laikiem.
      Z tym, że ja rozumiem doskonale treść i jej konsekwencje a pani niestety nie rozumie. Ja widzę ją jako ograniczenie władzy rządu a pani jako zbior praw danych ludziom przez tenże rząd. Mila pani, rząd nie nie rozdziela praw lecz przywileje. Prawa są przyrodzone. Na przykład prawo do życia nie jest mi dane przez rząd.
      Ivan Putski

      Usuń
  5. Pani Zofio, oglądała dziś Pani wiadomości na TVP1? Red. Arleta Bojke popisała się po raz kolejny. Pojechała szukać wojny aż na granicę ukraińsko-rosyjską. A tam - cisza i spokój! Toteż dzielna pani Bojke wytłumaczyła widzowi, że te doły widoczne w tle to okopy i że ten spokój jest jeno pozorny. Przejechał samochód, pogoniła za nim dzielna redaktor, zapytała kierowcę o sytuację, a kierowca wypowiedział się pozytywnie o Rosji. Aj, niegodziwy! Słowa kierowcy opatrzyła dzielna pani redaktor komentarzem: "Tutejsi mieszkańcy są bliżej Rosji niż Europy, ponieważ Rosję znają lepiej".
    Kurtyna.
    Miałam na studiach przedmiot "Techniki manipulacji politycznej", znakomicie prowadzony zresztą. Czuję się, jakbym właśnie odbywała zajęcia terenowe.

    Komedia trwa, pośmiejmy się, bo łez to już dawno zabrakło.

    Pozdrawiam,
    Joanna Krystyna Radosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga pani Joanno, nie oglądam od dawna dzienników TVP , chyba, że muszę.
      Dziennie czytam kilkadziesiąt subskrybowanych via Internet biuletynów najważniejszych agencji informacyjnych z całego świata bez mała, co pozwala mi na nie najgorsze zorientowanie się, co dzieje się dookoła.
      Do tego kilka biuletynów analitycznych ekspertów ds. polityki zagranicznej, głównie z RFN. Oraz wiodących mediów niemieckich, francuskich, brytyjskich i rosyjskich. Dla doraźnych potrzeb - z USA.
      To mi wystarczy w zupełności.
      Jak będę chciała zobaczyć pogranicze ukraińsko-rosyjskie lub Krym, to tam po prostu pojadę.
      Na razie nie planuję, mam inne plany wyjazdowe.

      Usuń
    2. Też już nie oglądam tego teatru, ale wczoraj nie pozostawiono mi wyboru (będąc "w gościach" trudno wybrzydzać na emitowane w telewizji programy). Dzielę się refleksją, bo ubawiła mnie setnie ta dość nieudolna próba manipulacji.

      Pozdrawiam i życzę cierpliwości do świata,
      J.K.R.

      Usuń
  6. Co Merkel z Putinem mówią między sobą o Polsce i jak się o niej wyrażają - podobno z pogardą i lekceważeniem.
    Polska to dla nich podżegacz i pomysłodawca obecnych kłopotów na wschodzie Ukrainy.
    Larum grają - Merkel i Putin dogadują po cichu za plecami USA w sprawie przyszłej współpracy Niemcy - Unia Euroazjatycka. W ogóle nie biorą pod uwagę interesów Polski. Czy to wszystko możliwe ?
    Najwyższa pora zadać pytanie, gdzie jest min. Radek i co robi w tej sprawie ?

    http://america.aljazeera.com/opinions/2014/4/barack-obama-us-declinerussiasaudiarabia.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Premier Tusk wspiera rząd ukraiński w siłowym rozwiązaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy.
    Według niego separatyści to terroryści.
    "Potraktowanie tzw. separatystów jak terrorystów wydaje się uzasadnione" - powiedział dzisiaj mediom.
    Tę wypowiedź pokazała TVP.

    Nie wiadomo co Tusk rozumie przez słowo "potraktowanie".
    Na ogół terrorystów traktuje się jednakowo - kula snajpera w łeb. Niestety nie da sie tego dokonać bez rozlewu krwi.
    Jeżeli nasz premier nawołuje do takich działań to sprawa jest poważna. Dobrze ze mamy jeszcze rozsądnego prezydenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym mogła, poradziłabym premierowi Tuskowi zachowanie umiaru i olbrzymiego dystansu wobec tego, co dzieje się na Ukrainie.
      To, za co był oskarżany prezydent Janukowycz przez kijowski Majdan, wyłonione z niego obecne władze w Kijowie, w dwójnasób zaczęły stosować wobec "separatystów" we wschodniej i południowej Ukrainie i. ruszyli na wojnę z ukraińskimi Rosjanami
      Rzekomi snajperzy Janukowycza okazują się być najemnikami Majdanu, a teraz wcieleni do Gwardii narodowej wsparci najemnikami z USA - prowadzą bratobójcza wojnę domową. Zwalając winę, rzecz jasna na Rosję i Putina.
      Jest to igranie z ogniem, bo kiedy zaczną ginąć masowo tamtejsi Rosjanie, wojska rosyjskie wkroczą na Ukrainę, i moja złowieszcza przepowiednia, że staną na linii Dniepru, stanie się rzeczywistością. A to będzie apogeum klęski UE i jej polityki wschodniej.
      W moim odczuciu nie za długo będą dwie Ukrainy, ta "euromajdańska" i buforowa Republika Wschodniej Ukrainy, sfederowana ze Wspólnotą Niepodległych Państwa (WNP).
      I taki to będzie efekt polityki wschodniej UE i Partnerstwa Wschodniego made in Poland - dwa odrębne państwa ukraińskie, wrogo do siebie nastawione po obu stronach Dniepru.
      Wcześniej Ukraińcy potłuką się w bratobójczej wojnie, zaściela kraj trupami, ziemia spłynie krwią a polskie władze będą ogłaszały kuriozalne oświadczenia.

      Usuń
  8. A na czym ma polegać rozsądek prezydenta? Nie wypowiedział się jeszcze w tej sprawie ale zapewne zajmie stanowisko zgodne z premierem. Przecież to zgoda na użycie siły w stosunku do demonstrujących obywateli własnego kraju tylko dlatego, że mają inne zdanie od ludzi bezprawnie piastujących najwyższe stanowiska w państwie. Ludzi tych nazwano rosyjskimi separatystami i automatycznie uczyniono z nich ludzi drugiej kategorii, dopuszczając użycie brutalnej siły, mimo że nie palą opon, nie rzucają kamieniami i butelkami z benzyną, nie dewastują budynków itd. Domagają się prawa do bezpiecznego życia w swoim kraju i przestrzegania prawa dla wszystkich ( także tych z majdanu). Jednak polscy rządzący, którzy mieli tyle sympatii i zrozumienia dla protestujących na Majdanie, przestrzegając przed użyciem siły do protestujących, teraz zajęli bardzo radykalne stanowisko z użyciem siły wojskowej.
    Wspomniana pani Bojke w dzisiejszej relacji była zawiedziona ,że Kijów nie wywiązał się jeszcze ze swej zapowiedzi (siłowej) i daje demonstrantom czas na opuszczenie budynków. Aż strach pomyśleć co powiedziałaby w tej sytuacji bojowa pani Stepan, która jest bardzo radykalna, waleczna i antyrosyjska.

    wiesnuszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo , oto dowód na to ze prezydenta mamy rozsądnego . Pan prezydent był zajęty ważniejszymi sprawami - brał udział w obchodach Niedzieli Palmowej.

      http://m.onet.pl/wiadomosci/kraj,0cf47

      Usuń
  9. Anegdota internauty z zachodniego forum
    ==================
    In Kiev on the Independence square once gathered altogether:
    - diplomats from U.S., France, Spain , Germany, Denmark ;
    - U.S. Assistant Secretary - Victoria Nuland ;
    - U.S. senators - Chris Murphy and John McCain ;
    - German minister of Foreign Affairs - Guido Westerwelle ;
    - Minister of Foreign Affairs of the Netherlands - Frans Timmermans ;
    - EU High Representative for Foreign Affairs and Security Policy - Catherine Ashton ;
    - Former President of Georgia - Mikhail Saakashvili ;
    - MEP - Jacek Protasiewicz ;
    - Lithuanian minister of foreighn affairs Linas Linkevičius and Speaker of the Lithuanian parliament Loreta Grauzhinene ;
    - Former Prime Minister of Poland - Jaroslaw Kaczynski ; 
    Senator of Czech Republic - Jaromir Stetina
    ....
    and accused Russia in interfering into internal affairs of Ukraine ...

    OdpowiedzUsuń