wtorek, 11 lipca 2017

Ćwierćwiecze polskiej wojny

Polska to taki kraj, w którym od ćwierćwiecza najtęższe głowy pracują nad tym, by kupować najdroższy gaz, mając pod bokiem szeroko dostępny i tani. Żadne rachunki ekonomiczne czy praktyczne podejście do krajowego gazowego rynku - nie wchodzą w rachubę. Liczy się tylko jedno – pozbycie się z Polski rosyjskiego dostawcy gazu. Dla ekip rządzących po „obaleniu komunizmu” w Polsce, wszystkich zresztą opcji politycznych, nie tylko „posolidarnościowych” (SLD też uległa tej psychozie), walka z rosyjskim gazem została wyniesiona na polityczne sztandary.

Polskie strachy
Powody podawano różne, w zależności, kto rządził. Raz to było sugerowanie szantażu energetycznego ze strony Rosji, innym razem potrzeba szantażowania Rosji ze strony Polski, by wymusić na Gazpromie obniżki cen gazu, bo „Niemcy płacą mniej”. Wszystko w atmosferze antyrosyjskiej histerii.

WYZWOLIĆ SIĘ OD ROSJAN

Uzależnienie krajowego rynku gazowego od dostaw z Rosji uważano, i uważa się nadal, jako zagrożenie suwerenności państwa. Choć, jak wskazują dziesięciolecia funkcjonowania rynku gazowego, Rosja jest dostawcą rzetelnym, terminowym i niezawodnym. Jeśli były perturbacje z dostawami gazu do Polski i UE, to z powodu kradzieży na Ukrainie, lub ukraińskiego „zakręcania kurka” z podszeptów prezydentów Busha i Kaczyńskiego, którym ulegał prezydent Juszczenko w czasie „pomarańczowej rewolucji” i „5-dniowej wojny” na Kaukazie. Winę zwalano na Rosję, by wywołać pożądane reakcje Zachodu.

Dowodzono, że światłowody puszczone lądowym gazociągiem (Jarmał), tranzytem przez Polskę, mogą być szpiegowskim narzędziem Rosji.

W ramach walki z rosyjskim gazem wymyślono terminal LNG w porcie świnoujskim (gazoport) i zawarto kontrakt na dostawę katarskiego gazu, droższego niż rosyjski.

W końcu rosyjski dostawca i zachodni klienci zdecydowali się położyć na dnie Bałtyku bezpośredni gazociąg Nord Stream między Rosją a Niemcami, uniezależniając się od kaprysów państw tranzytowych: Polski i Ukrainy. Budowę tego gazociągu też Polacy oprotestowali, zresztą bezskutecznie, pod pozorem zablokowania przez niego dostępu do portu w Świnoujściu i Szczecinie.

Pod hasłem dywersyfikacji dostaw gazu, noszono się też z zamiarem zbudowania gazociągu z Norwegii do Polski przez Bałtyk, mimo, że Skandynawowie jasno stwierdzili, że to nieekonomiczny projekt i Polski nie wsparli. Rząd Leszka Millera zrezygnował z realizacji tego pomysłu. Został on jednak reanimowany obecnie przez PiS-owskie władze.

ŁUPKOWE ELDORADO

Kilka lat temu Polskę opanował szał wydobycia gazu łupkowego, z apogeum w 2011r., mimo, że geolodzy, jak i ekolodzy, zgodnie twierdzili, że to raczej niemożliwe, bo zasoby są nikłe, a wydobycie ryzykowne ze względu na technologie wydobycia zagrażające środowisku i jakości wody pitnej.

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) wydał masę broszur i ulotek na temat gazu łupkowego, sugerując, że w świetle doświadczeń amerykańskich, Polska może mieć znaczący wkład w rozwój unijnego i międzynarodowego rynku gazowego, stając się „laboratorium gazu łupkowego”.

Po wycofaniu się amerykańskich i innych, zachodnich firm, z pomysłu szukania i wydobycia gazu łupkowego w Polsce, m.in. z powodu niewystarczających zasobów i zaostrzonych mocno norm środowiskowych przez UE w tym względzie, pomysł padł śmiercią naturalną. Po 6 latach łupkowa bańka gazowa wyparowała, nic po niej nie zostało. Łupkowy boom w USA dawno minął, koncerny energetyczne generują olbrzymie straty, a Polska nadal wierzy w amerykański LNG z gazu łupkowego, jako antidotum na rosyjskie błękitne paliwo.

FRONTY WALK GAZOWYCH

Obecne władze PiS prowadzą wojnę z rosyjskim gazem na trzech frontach.

Pierwszy - to próba zastopowania budowy kolejnych nitek gazociągu bałtyckiego – Nord Stream2.

Drugi - to wzmocnieniem dostaw LNG z USA i wykreowanie gazpoportu w Świnoujściu w centrum (hub) dostaw gazu dla państw tzw. trójmorza.

Trzeci - to budowa gazociągu Baltic Pipe między Polską a Danią dla przesyłu gazu norweskiego.

W trakcie wizyty prezydenta USA w Warszawie, w przeddzień szczytu G20 w Hamburgu, polsko-rosyjska wojna gazowa także miała swoje odzwierciedlenie i to bardzo akcentowane. Jest ona zresztą, na rękę amerykańskiemu przemysłowi energetyczno-wydobywczemu, usiłującemu znaleźć nowe rynki zbytu. Emocje stanęły w zenicie, jak w przypadku ogłaszania polskiego eldorado gazu łupkowego.

Donald Trump mile podłechtał zamiary odseparowania się od rosyjskiego dostawcy i kuł żelazo, póki gorące. Zapewnił, że Stany Zjednoczone gotowe są wspomóc państwa Europy środkowej dostawami amerykańskiego LNG, aczkolwiek już po nieco wyższej cenie, niż dostawa pilotażowa do Świnoujścia.

Władze PiS zachłystnęły się deklaracjami Trumpa, natychmiast ogłosiły, że tym gazem obdzielą państwa „trójmorza” i wyeliminują Rosję z rynku gazowego w regionie. Świnoujski gazoport ma się stać europejskim hubem dla amerykańskiego gazu. Rola spekulanta gazowego Polsce bardzo odpowiada, rzecz w tym, że gorzej będzie z klientami, bo gaz z USA jest po prostu drogi, mimo zaklęć wicepremiera Morawieckiego.

NIEOPŁACALNA OFERTA AMERYKANÓW

Natychmiast pojawiły się wyliczenia specjalistów, niezbicie dowodzące, że amerykański gaz nie jest tani. Andrzej Szczęśniak - ekspert rynku ropy i paliw, gazu płynnego i ziemnego, bezpieczeństwa energetycznego i polityki energetycznej, nie ma żadnych złudzeń. Pisze wręcz: „Możemy się cieszyć, że tani amerykański gaz zawita do Polski? Nie bardzo, tani to on jest w Ameryce. Trzeba go przecież skroplić, przetransportować i regazyfikować” i przedstawia dokładne wyliczenia, dodając: „Niestety, dostępna w materiałach Cheniere kalkulacja – nie pozostawia złudzeń – po przepłynięciu Atlantyku i regazyfikacji w Świnoujściu – jest to bardzo drogi gaz. W 2016 roku średnio był 2,5-krotnie droższy od gazu na Henry Hub (tj. skąd go się pobiera), a także 68 procent droższy od notowań na warszawskiej giełdzie”.

Rosja takim obrotem sprawy nie jest wcale zmartwiona. 

Podczas konferencji prasowej po zakończeniu szczytu G20 w Hamburgu, prezydent Putin na pytania dziennikarzy, czy nie wzrosną napięcia w stosunkach z USA, gdy rozpoczną się bezpośrednie dostawy amerykańskiego LNG do Polski i państw Europy środkowej, odpowiedział z pewnym rozbawieniem: „Ależ, oceniam to w najwyższym stopniu pozytywnie, bo zdrowa konkurencja zawsze działa na korzyść. Mamy otwarty rynek, zdrową rywalizację”. I dodał, „Prezydent Stanów Zjednoczonych, (…) w trakcie dyskusji powiedział, że USA opowiadają się za otwartą, uczciwą konkurencją. I kiedy rozmawiałem z nim, nawiasem mówiąc, tę tezę poparł. Tak, nas to całkowicie zadowoli, jeśli będzie, tak jak mówił – otwarta, uczciwa konkurencja, niearanżowana polityką i bez użycia jakichkolwiek politycznych nacisków. Będziemy zadowoleni, bo obecnie, co jest oczywistym faktem, i każdy fachowiec to potwierdzi - koszty produkcji i dostawy skroplonego gazu ziemnego z USA są znacznie większe niż naszego LNG, i nie są równoważne z wartością rosyjskiego gazu ziemnego na rynku. Nie mamy żadnych wątpliwości o naszej konkurencyjnej przewadze”.

PORONIONE POMYSŁY

Uruchomienie gazociągu Nord Stream
Na froncie walki z gazociągiem Nord Strem2, poza naciskami w organach unijnych, Polska stara się dowieść, że położony już bliźniaczy gazociąg z Rosji do Niemiec na dnie Bałtyku wpłynął radykalnie na pogarszanie się stanu dorsza, który jest mały i chudy, a drugie nitki gazociągów tylko pogorszą sytuację. Mogą też ogłuchnąć morświny od detonacji usuwanych niewybuchów z dna Bałtyku, no, i nowe rury mogą blokować dostęp do portów Pomorza Zachodniego, do których w przyszłości Polska ma zamiar sprowadzać statki o zanurzeniu większym, niż dopuszczają to normy dla statków przepływających Cieśniny Duńskie.

Budowa gazociągu Balic Pipe nie wyszła poza granice dyskusji, na razie zlecono zrobienie studium wykonalności duńskiej firmie konsultingowej, która, na co dzień pracuje ze szwajcarskimi spółkami Nord Stream AG i Nord Stream2 AG.

Ponieważ Polska nie zgłosiła lokalizacji tego gazociągu na niemieckim szelfie kontynentalnym, budowniczowie nowego gazociągu Nord Stream2 nie ujęli go w swoich planach.

Polskę czeka ewentualne uzgadnianie, z każdą z tych spółek z osobna, lokalizacji krzyżowania się gazociągów i stosownych konstrukcji, pozwalającej zachować przestrzeń między gazociągami, konieczną do ich konserwacji. Oraz wynegocjowanie jego położenia z morską administracją RFN.

KULT PRZEGRANYCH POZYCJI

Gdzieś w głębi polskiej duszy tkwi kult przegranych wojen, klęsk i katastrof, wynoszenie siebie i kraju na piedestał ofiary. Podkreślał to zresztą w swoim wystąpieniu warszawskim sam Trump.

I tym razem, trwająca od ćwierćwiecza wojna gazowa z Rosją, nie przyniesie Polsce oczekiwanych efektów.
Polska przy tym wszystkim, nie ma zamiaru integrować się zbyt mocno z europejską, a
właściwie niemiecką, siecią gazową, bo tam płynie przecież …. rosyjski gaz.

Opublikowano
na portalu redakcji polskojęzycznej Radia SPUTNIK
MAI Russia Today / Russja Segodnia (Rosja)
11 lipca 2017 r.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz