niedziela, 8 marca 2015

Wojna hybrydowa



Wraz z wojną domową na Ukrainie, w języku zachodniej polityki i mediów pojawiło się pojęcie wojny hybrydowej. Prowadzi ją, ich zdaniem, Rosja wobec Ukrainy, części państw UE, NATO i Bóg jeden wie kogo jeszcze.  W wojnie hybrydowej zaangażowane są: internetowe „trolle”, agenci Kremla i V Kolumna, rosyjska Międzynarodowa Agencja Informacyjna „Rossija Siegodnia” (Russia Today) i jej radio wraz z wielojęzyczną platformą internetową - „Sputnik” (dawny „Głos Rosji”), rosyjscy dziennikarze na Ukrainie i państwach UE, „zielone ludziki”, hakerzy, i mnóstwo innych „formacji”, które określili Amerykanie, by scharakteryzować to zjawisko.

O  rosyjskiej wojnie hybrydowej  dyskutuje się już w NATO, Parlamencie Europejskim, Radzie Europejskiej, u prezydenta RP, w polskim MSZ, na posiedzeniach ukraińskiego, polskiego, litewskiego rządu. Omawiana jest przez ośrodki analityczne, specjalizujące się w sprawach Rosji i Europy wschodniej. Co ciekawe, na wielu polach tej wojny, zdaniem amerykańskich specjalistów  – Rosja wygrywa.

Definicje wojny hybrydowej

Wojna hybrydowa ma wiele definicji. W polskiej wersji Wikipedii pojawiła się zaledwie trzy tygodnie temu, 14 lutego br. i jest oparta na źródłach amerykańskich i kanadyjskich. Wg Wikipedii wojna hybrydowa to rodzaj strategii wojennej lub typ wojny, łączącej elementy wojny konwencjonalnej, nieregularnej, cybernetycznej i w zależności od innych używanych definicji – z wykorzystaniem innych jeszcze elementów destrukcji. Wojna hybrydowa jest prowadzona bez oficjalnego wypowiedzenia wojny, jest też „niezwykle agresywną i złożoną formą prowadzenia działań wojennych”, co pozwala „agresorowi na całkowite lub częściowe uniknięcie odpowiedzialności za prowadzenia takich działań”. Obserwujemy ją, wg Wikipedii, obecnie w Donbasie.

Wg innych definicji – wojna hybrydowa to odmiana konfliktu asymetrycznego prowadzonego na trzech równoległych płaszczyznach: bezpośrednich działań wojskowych, propagandowej na obszarze własnego państwa i propagandowej na arenie międzynarodowej.

Dla innych - wojna hybrydowa jest połączeniem kilku zagrożeń – tradycyjnego (najazd wojsk), nieregularnego (działań partyzanckich), terroryzmu i użycia najnowszych technologii (ataki cybernetyczne). Jeszcze inni dodają do tego - działania kryminalne w celu osiągnięcia zysków politycznych.

Generalnie przyjmuje się, że wojna hybrydowa -  to działania o charakterze partyzanckim wobec wroga, przy użyciu niekonwencjonalnych metod i środków walki, opartych o najnowsze technologie. 


Wojna hybrydowa wg USA

O wprowadzeniu wojny hybrydowej jako doktryny wojennej USA zaczęto mówić kilka lat temu. Aczkolwiek tego typu wojny z krajami trzecimi na pewno prowadziły USA od czasów II wojny światowej przy realizacji swojej doktryny Trumana i jej kolejnych przeobrażeń.

Ewidentnym przykładem mogą być tu działania USA wobec neutralnej Indonezji w drugiej połowie lat 50-tych minionego wieku. Prezydentem Indonezji był wtedy Ahmed Sukarno, który, jak egipski Naser był tym przywódcą trzeciego świata, którego Stany Zjednoczone nie chciały tolerować. „Był nacjonalistą, który służył, wg USA, niewłaściwym interesom narodowym” – pisze amerykański pisarz i publicysta William Blum w swojej książce „Państwo zła. Przewodnik po mrocznym imperium” (Wyd. Refleksje, 2003). Prezydent Sukarno obrał politykę niezależności podczas zimnej wojny. Składał wizyty w ZSRR i Chinach, jak i w USA. Znacjonalizował prywatne firmy holenderskie, nie rozwiązał partii komunistycznej, która zdobywała legalnie wysokie poparcie w społeczeństwie. Jak pisze Blum, taka polityka, wg USA, mogła zainspirować innych przywódców trzeciego świata. Dlatego też CIA przygotowała plan zamordowania Sukarno, próbowano go wplatać w aferę z filmem pornograficznym. W końcu, po połączeniu sił CIA z opozycyjnymi oficerami wojskowymi, wywołano otwartą wojnę przeciwko rządowi indonezyjskiemu. Z inspiracji CIA w 1958 r  USA dokonały nalotów bombowych na Indonezję[1].

Obecnie amerykański Departament Obrony dość ogólnie definiuje takie działania. Określa je jako preferowanie pośrednich i asymetrycznych metod, które mogą łączyć w sobie cały zestaw możliwości, zarówno wojskowych, jak innego typu, a mających na celu doprowadzenie do erozji siły przeciwnika, jego wpływów i woli.

22 lutego 2012 r.  na specjalnej konferencji prasowej pułkownik Robert “Pat” White zapowiedział rozpoczęcie nowego trybu szkoleń w armii amerykańskiej przygotowujących żołnierzy do prowadzenia działań w warunkach wojny hybrydowej.

Do części ćwiczeń wykorzystuje się gry komputerowe symulujące pole walki i sytuacje gdzie przeprowadzone zostaną zróżnicowane formy ataku. „Zintegrowane środowisko do ćwiczeń jest obecnie naszym najważniejszym priorytetem. Drugim są treningi w warunkach polowych”- powiedział White dodając przy tym, że metody szkoleniowe pozwolą symulować warunki panujące w dowolnym miejscu na świecie.


NATO a wojna hybrydowa

W NATO, które jest ledwo zakamuflowanym orężem USA oddziaływania na Europę i inne kontynenty, zastanawiają się czy na wojnę hybrydową prowadzaną przez Rosję, wg dowództwa amerykańskiego w NATO, opowiedzieć hybrydowymi reakcjami [2]. Szerszej odpowiedzi na to pytanie udziela ekspert NATO …Kurt Volker ambasador USA przy NATO. Stawia charakterystyczne pytania: Gdy jakieś państwo jest atakowane przez konwencjonalne siły lądowe, morskie lub powietrzne, z reguły oczywiste jest, jak należy reagować. Jednak, co się stanie, jeśli atak zostanie przeprowadzony za pomocą połączonych sił specjalnych, kampanii informacyjnej oraz najemników, którzy wchodzą tylnymi drzwiami? (…) I jak międzynarodowe organizacje bezpieczeństwa, takie jak NATO mogą dostosować swoje działania do takich ataków? Jak okazuje się kluczem wytrychem w dyskusjach NATO o Rosji  - jest wojna hybrydowa.

Kurt Volker uważa bowiem, że: „W pewnym momencie podczas kryzysu ukraińskiego Rosja dysponowała 40 tys. żołnierzy wzdłuż granicy z Ukrainą - jednak, kiedy przyszło do siania niestabilności na Ukrainie, sięgnięto nie po konwencjonalne siły zbrojne, ale raczej po niestandardowe i zróżnicowane techniki, określone, jako wojna hybrydowa. Rosja wykorzystuje ją, próbując  jednostronnie rozegrać interesy narodowe, zajmując terytorium, narzucając swoją wolę,  najeżdżając państwa, anektując terytorium… Niewyobrażalne rzeczy”.

Jednocześnie amb. Volker stwierdza,że : „Rosjanie  okazali się bardzo zręczni.  Szczerze mówiąc – myślę, że nas przechytrzyli.  Wykorzystują oddziały szturmowo - desantowe  i udają, że to nie są Rosjanie.Jeśli chodzi o wojnę informacyjną,  są naprawdę bardzo dobrzy. (…) …na Zachodzie  debatujemy nad tym:  Czy to jest prowokacja, czy nie, czy są obecni tu, czy tam”.

Oczywistym elementem wojny hybrydowej prowadzonej, wg NATO, przez Rosję na Ukrainie -  jest propaganda.„Rosjanie mają kanał Russia Today, który realizuje polecenia Putina,  i wysyła jednolity przekaz, który ma dużą siłę oddziaływania.  Używają zachodnich technologii” ubolewa amb. Volker, ale by osłodzić to stwierdzenie dodaje:przekaz jest  bardzo, no cóż  można powiedzieć -  trochę w stylu komunistycznym”.

Ekspert NATO stawia tezę, że kryzys przekracza daleko granice Ukrainy, a poglądy prezydenta Putina sprowadzają się do tego,że  obrona etnicznych Rosjan nie leży w gestii państw,  w których oni mieszkają, i nie podlega ich prawom,  rządowi, czy konstytucji, ale podlega Rosji.” To podejście prezydenta Rosji wobec etnicznych Rosjan, które wg  eksperta jest nie tylko „wyłomem w pojmowaniu prawa międzynarodowego”, ale też techniką wojny hybrydowej, nazywaną „nowym podejściem” i była ona stosowana przez Rosję już wcześniej, wg amb. Volkera, w Estonii w 2007 r, w Gruzji w 2008 r.  „Myślę, że koncepcja  powolnych wysiłków, powolnego naruszania suwerenności  jest częścią strategicznego krajobrazu dobrze znanego Rosji  już od pewnego czasu” ocenia ekspert NATO. I dodaje: „Czasem obejmuje to  bardziej otwarte i oczywiste posunięcia, czasem posunięcia są bardziej subtelne,  jest to walka za pomocą ekonomii, czasami - ataków cybernetycznych przeprowadzanych pod pozorem działań niezależnych aktywistów”. Jego zdaniem taki „właśnie zbiór taktyk” wojny hybrydowej używa Rosja od co najmniej 5- 6 lat.

Powołując się na historię Rosji, a zwłaszcza w jej wojskowości, Kurt Volker sugeruje, że Rosja od bardzo dawna używa przez wywiad wojskowy i siły specjalne tzw. agentów-prowodyrów, których głównym zadaniem jest „destabilizowanie,  paraliżowanie administracji, tworzenie przestrzeni do wywierania wpływów”. Jego zdaniem: „Rosja będzie stosować operacje specjalne oraz wykorzystywać wywiad, presję ekonomiczną, presję energetyczną, ataki cybernetyczne oraz potencjał sił konwencjonalnych bezpośrednio do realizacji celów imperialnych”.

Największym problemem dla amerykańskiego ambasadora przy NATO jest rozdźwięk w Europie między tymi, którzy dostrzegają ową wojnę hybrydową prowadzona przez Rosję „w celach imperialnych”, a tymi, którzy wg niego „wolą przymykać oczy i będą szukać niemal dowolnego usprawiedliwienia dla czynów Rosji”. Trzeciej opcji oceny sytuacji – obiektywnej - nie przewiduje.

Jego zdaniem - NATO powinno reagować na posługiwanie się takimi taktykami (wojny hybrydowej) przez Rosję. Ale zastrzega jednocześnie: „te techniki również stwarzają pewien problem - bez jasnego dowodzenia i kontroli nad pewnymi siłami rozwój wydarzeń może być trudny do przewidzenia dla wszystkich stron”.

Kończąc swoje rozważania na temat wojny hybrydowej, ekspert NATO stwierdził: Nie sądzę, aby NATO  miało do tego potrzebne narzędzia. Unia Europejska może  znalazłaby narzędzia, ale czy Unia Europejska,  a konkretniej Komisja naprawdę ma takie narzędzia?  Nie widziałem, żeby były one wykorzystywane. Powinniśmy być wystarczająco elastyczni, aby zmierzyć się z tymi nowymi zagrożeniami, jak presja ekonomiczna, ataki cybernetyczne, media, jak te dziwne  zielone ludziki… I trzeba to robić na czas.

I dodaje znamienne słowa: Problem polega na tym, że kryzys łatwo jest wywołać, ale zakończyć go jest niezwykle trudno. Wiadomo, co robić,  jak się chce wywołać zamęt na Krymie, a może we wschodniej części Ukrainy…

Wojna hybrydowa Rosji czy przeciwko Rosji

Patrząc się z dystansu na to, co dzieje się obecnie wokół Rosji i przyjmując wyżej sprecyzowane pojęcia wojny hybrydowej – można pokusić się o stwierdzenie, że pojęcie wojny hybrydowej, wykreowane przez USA, ma usprawiedliwić niekonwencjonalne działania Stanów Zjednoczonych wobec Rosji i to z powodu notorycznego przegrywania wielu podjazdowych działań w tej niewypowiedzianej wojnie USA przeciwko Rosji.

Tak jak dla USA i ich popleczników tubą propagandową Rosji jest Russia Today, tak tubą propagandową USA dla Polski jest red. Anne Applebaum, małżonka marszałka sejmu RP, a wcześniej szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego. Jest jedną z tych osób, które nie mogąc pogodzić się ze zdaniem większości polskich Internautów, którzy nader negatywnie oceniali, i nadal oceniają, działania władz Kijowa, zwłaszcza na wschodzie kraju i nie podzielają zaangażowania polskich polityków w konflikt na Ukrainie, dramatycznie prosiła swoich amerykańskich i polskich czytelników i Internautów – nie wierzcie rosyjskim trollom! 
6 grudnia, ub. r. na łamach Gazety Wyborczej opublikowano jej felieton – „Uwaga trolle”. Pisze w nim m.in.: „Rosyjskie trolle generalnie nie uprawiają klasycznej propagandy mającej np. wychwalać osiągnięcia radzieckiego rolnictwa. Jak napisali dziennikarze Peter Pomerantsev i Michael Weiss w artykule, w którym analizowali nowe taktyki dezinformacji, ich celem jest raczej "wzbudzanie niepewności poprzez lansowanie teorii spiskowych i rozpowszechnianie kłamstw". W świecie, w którym tradycyjne dziennikarstwo jest słabe, a informacji wiele, nie jest to sprawą bardzo trudną”, wystawiając tym samym wiece niepochlebną ocenę polskiej żurnalistyki.

Red. Applebaum, jak i wielu innych amerykańskich „agentów wpływu”, nie może zrozumieć, że to nie „rosyjska propaganda” medialna, ani też „rosyjskie trolle” w cyberprzestrzeni, ale rozsądek, wiedza i inteligencja wielu ludziom w Polsce nie pozwala ulegać nachalnej propagandzie amerykańskiej skierowanej przeciwko Rosji i gloryfikującej obecne władze Ukrainy. Co ciekawe, wielu ludzi pod własnymi nazwiskami i z własną twarzą, m.in., na Facebook’u, na podobne opinie.  Coraz więcej ludzi dostrzega destruktywne działania USA wobec Rosji.Także zachodni politycy.

Gazeta Wyborcza omawiając kolejny artykuł red. Applebaum (w The Spectator) [3], przytacza jej słowa: „Unia Europejska nie opłaca anonimowych trolli do manipulowania mediami, jak robi to Rosja w całej Europie. Nie finansuje też skrajnie prawicowych partii, co robi Kreml w Paryżu i Budapeszcie. Premier Węgier Viktor Orban również przejął anty-transformacyjny dyskurs. Etnicznym Węgrom w Rumunii mówił, że "czas zrezygnować z dogmatów i ideologii Zachodu. Wyjaśnił też, że woli "nieliberalne demokracje" jak Turcja, Chiny i Rosja”. 
Red. Applebaum uważa, że to nie jedyne wpływowe znajomości Rosji na świecie. W Wielkiej Brytanii Rosja ma swoich ludzi w londyńskim City, a we Francji utrzymuje bliski kontakt z przemysłowcami i skrajnie prawicowym Frontem Narodowym, "któremu udzieliła pożyczki".  Amerykańska dziennikarka uważa, że Francja i Wielka Brytania to stabilne demokracje, ale  w mniejszych krajach Kreml może osiągnąć znacznie więcej.

Red. Appelbaum jest zaskoczona, jak wielu Rosjan spotkała podczas ostatniej wizyty w Pradze. Stolica Czech, wg  niej, stała się bowiem "biedniejszym Londynem". Rosjanie, których nie stać na zakup mieszkania w londyńskim Mayfair, kupują je w barokowym centrum Pragi. I konkluduje, że będąc na miejscu, szybko zorientowali się, z jaką łatwością mogą wpływać na czeską politykę.

Nie dostrzega amerykańska żona  polskiego marszałka sejmu, że Rosjanie to normalni ludzie, podobni do Polaków, którzy na całym polsko-niemieckim pograniczu, inwestują we wschodnich landach niemieckich w mieszkania, domy, tworzą firmy produkcyjne i usługowe, zajmują się rzemiosłem. I stają się powoli obywatelami niemieckimi, ze wszelkimi prawami uczestniczenia w życiu publicznym. Powstają dzięki nim szkoły i przedszkola dwujęzyczne, stowarzyszenia i towarzystwa społeczne i kulturalne. Nikt Polaków, poza skrajnymi niemieckimi nacjonalistami, nie oskarża, że mają zapędy imperialistyczne a Polska, dzięki nim, prowadzi wojnę hybrydową z Niemcami. 

Europa ma dość amerykańskiej percepcji Rosji i Ukrainy

USA wojnę hybrydową z Rosja przegrywa. 
Na nic się zdało skierowanie doświadczonego ambasadora Trefta na placówkę do Moskwy.
Tak samo na nic się zdadzą zapowiedzi szefowej unijnej dyplomacji Federiki Mogherini, że UE opracowuje środki, które pozwolą na przeciwstawienie się „propagandzie prowadzonej w języku rosyjskim” w krajach Partnerstwa Wschodniego, w Rosji i UE. 
Ani też dramatyczne stwierdzenia red. Appelbaum, że „Niemcy odgrywają coraz większą rolę w rozwiązywaniu kryzysu greckiego i na Ukrainie. To niebezpieczne dla Europy i świata”.[4] 
Zachodnia Europa, zwłaszcza Niemcy mają ma dosyć narzucanego przez USA oglądu rzeczywistości
Niemiecki Der Spiegel w artykuleKryzys ukraiński: Szef NATO zdenerwował sojuszników[5] przyznaje, że niemieckie władze odnoszą się coraz bardziej krytycznie do amerykańskiego naczelnego dowódcy NATO w Europie, gen. Philipa Breedlove'a, zarzucając mu, że swoimi wypowiedziami, które oceniają jako "niebezpieczną propagandę", zaostrza konflikt z Rosją. 
Wg Der Spiegel, szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier interweniował w tej sprawie u sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga.
Redakcja przytacza absurdalne wystąpienie gen. Breedlove’a z 25 lutego. Jak donoszą Niemcy  „w tych dniach we wschodniej Ukrainie panował nie spotykany od dawna spokój”. I właśnie w tym dniu gen. Breedlove powiedział w Waszyngtonie, że sytuacja na Ukrainie ulega stałemu pogorszeniu, a ukraińskie siły zbrojne na wschodzie kraju nie mogą sobie poradzić ze wspieranymi przez Rosję separatystami. Gen. Breedlove mówił o dalszej eskalacji konfliktu przez prezydenta Putina i wysłaniu na Ukrainę "ponad tysiąca pojazdów bojowych, rosyjskich oddziałów wojskowych i batalionów artylerii".

W Berlinie słowa amerykańskiego generała przyjęto ze zdumieniem. Niemcy nie rozumieli, dlaczego gen. Breedlove zabiera głos.  
Zdaniem redakcji, dowódca NATO postępuje według stałego wzoru: podawane przez niego liczby dot. sił rosyjskich są znacznie wyższe niż pochodzące z innych źródeł, co jest wodą na młyn "jastrzębi" w amerykańskim Kongresie i w NATO.  
Krytyczne uwagi pod adresem gen. Breedlove'a, wg Der Spiegel, poza Niemcami, zgłaszały też inne kraje podczas spotkania ambasadorów krajów NATO w ubiegłym tygodniu. „Informacje z europejskich źródeł dot. sytuacji na Ukrainie nie pokrywają się w pełni z wypowiedziami przedstawicieli NATO i USA.  Europejskie spojrzenie na sytuację na Ukrainie różni się od amerykańskiego” stwierdził Frank-Walter Steinmeier po zakończeniu nieformalnego spotkania szefów MSZ UE w stolicy Łotwy.

Mamy tu jeden z klasycznych przykładów wojny hybrydowej prowadzonej za pomocą  „techniki propagandowej” nie tyle Rosji z Bóg wie kim, ale USA z Rosją. 
Takich przykładów można przytoczyć bardzo wiele. 
Dostarczają ich codziennie - amerykańskie media i ich satelity w Polsce, na Litwie i na Ukrainie, jak również polscy, litewscy ukraińscy  politycy, powtarzający jak papugi - swoich amerykańskich kolegów.

Trudno nie przyznać racji prezydentowi Rosji, który uważa, że ilekroć uda się doprowadzić drogą dyplomatyczną do rozejmu na Ukrainie, wstrzymać bratobójczą wojnę, USA rozpoczynają  destrukcyjne działania, stosując wszelkie opisane wyżej techniki, ukryte pod nazwą "wojny hybrydowej"..


Przedruk
Bumerang Polski, Australia
9 marca 2015
 http://www.bumerangmedia.com/2015/03/wojna-hybrydowa.html

Skrót artykułu
  MAI Rossija Siegodnia - SPUTNIK Polska, Rosja
12 marca 2015 
TNV24 "Cała prawda cała dobę"
http://pl.sputniknews.com/polska/20150312/108670.html



[1] Szerzej na ten temat - Z. Bąbczyńska-Jelonek: „Ze Szczecinem na dziobie. Dziennik kapitana”, Wyd. ZAPOL, Szczecin, 2011, rozdz. „ Zimna wojna i handel (Wstęp)”  - „Indonezja”, str 12-16.



[4] A. Appelbaum : „Zbyt dużo władzy jest w rękach Niemiec”, Gazeta Wyborcza, 23 luty 2015, patrz: http://wyborcza.pl/1,75968,17473650,Applebaum__Zbyt_duzo_wladzy_jest_w_rekach_Niemiec.html


[5] Der Speigel: „Ukraine-Krise: Nato-Oberbefehlshaber verärgert Alliierte”,  7 marca 2015, patrz: http://www.spiegel.de/politik/ausland/nato-oberbefehlshaber-philip-breedlove-irritiert-allierte-a-1022242.html

17 komentarzy:

  1. Jest mi po prostu wstyd za polskie władze i tych Polaków którzy popierają w tym konflikcie Ukrainę. Zawsze uważałem Polaków za ideowych rycerzy wolności, angażujących się zawsze i wszędzie w obronie wolności i swobód. A cóż może być większym zagrożeniem dla wolności niż faszyzm? Historia przyniósła liczne przykłady polskiego zaangażowania w walkach o „wolność naszą i waszą” i chyba wytworzyła pozytywny stereotyp Polaka walczącego z despotią. I oto teraz Polacy nie popierają powstańców walczących o wolność a ich ciemiężycieli, którzy wysyłają przeciwko nim ekspedycje karne!
    W Donbasie wybuchło powstanie w obronie wolności i prawa do używania swojego języka. Kijowowi potrzebny był Donbas, ale bez Rosjan, którzy, tak sie składa, stanowia tam wiekszośc ludnosci. Z Rosjanami Donbas im po nic. Terorem, czyli ostrzeliwaniem dzielnic mieszkalnych, obiektów uzytecznosci publicznej, szpitali, szkół, stacji wodociagowych i energetycznych, etc.chcieli Rosjan wygnać z Donbasu do Rosji. Około miliona uciekło, ale reszta postanowiła się bronic. Mieszkańcy Donbasu zostali obronieni przez tzw. "separatystów" i ochotników z Rosji przed czystka etniczną. Rosjanie walczą o wolność, o oddzielenie się od Ukrainy tak jak kiedyś powstańcy śląscy walczyli o oddzielenie się od Niemiec.
    Dla mnie jest oczywiste kogo powinno się wspierać w takiej sytuacji.
    Dziwi mnie jedno, wybaczyliśmy Niemcom że wymordowali 6 milonów Polaków, że pozostałych chcieli obrócić w niewolników, że zniszczyli polskie państwo.
    Wybaczyliśmy Ukraińcom okrutne mordy na Wołyniu gdzie zabili w bestialski wręcz sposób 200tys. naszych rodaków.
    Wybaczyliśmy Zachodowi że nas sprzedał Hitlerowi i Stalinowi.
    Wybaczamy Litwinom i Ukraińcom ich wściekły nacjonalizm. Wybaczylibyśmy wszystko wszystkim, tylko nie Rosjanom!
    Dla mnie zadziwiające jest to, jak propaganda, potrafiła, w krótkim czasie, wyprać mózgi tylu Polakom?! Jak to się stało, że Polacy stali się największymi, rzekłbym nawet, fanatycznymi sojusznikami banderowców, ideowych spadkobierów zbrodniarzy z Wołynia. Tak, wiem Katyń, Syberia, ale Rosja przynajmniej potrafiła przeprosić, zgodziła się na cmentarz, bez żadnych warunków, udostępniła dokumenty, nadal działa wspolna, międzyrządowa komisja ds. trudnych, a jak, to wygląda na Ukrainie? Ano przybywa tablic, pomników, mauzoleów, filmów sławiących "herosów" z UPA. Ale już nawet nie chodzi o to, mnie zastanawia, jakie korzyści daje nam wspieranie bankruta politycznego i gospodarczego, jakie korzyści mamy ze straceńczej polityki wobec Rosji, samobójczej, bo cała Europa, świat niemal, już się przestawia. Chociaż, może, to ma jakiś sens,może chodzi, o to, żeby Polacy mieli jeszcze tańsze jabłka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie w dwóch częściach, bo na raz za dużo

      co to znaczy

      "Wybaczyliśmy Zachodowi że nas sprzedał Hitlerowi i Stalinowi." ? no co to znaczy?

      zrównujesz Stalina z Hitlerem? i chcesz być przy tym wiarygodny?
      no to sobie przypomnij cel Hitlera: unicestwienie Słowian, zamienienie ich w niewolników.
      I sobie przypomnij, co zawdzieczasz Stalinowi - obojętne, czy było to tylko politycznym wyrachowaniem czy sympatią do Słowian - więc, Stalinowi zawdzięczasz kraj w kształcie obecnym, bez mniejszości narodowych, mogący przez 45 lat rozwijać się i umacniać populację. To są fakty. Natomiast Ty jednocześnie krytykując Stalina stawiasz pod znakiem zapytania obecne istnienie Polski.
      Zachód nie mógł nas "sprzedawać", bo nie byliśmy własnością zachodu ani towarem na sprzedaż.
      Owszem, zachód nas zostawił Hitlerowi na pastwę losu. To się zgadza.
      I zgadza się, że przed totalną zagładą uratował nas Stalin. Nie kto inny, lecz Stalin.
      Teraz, z perspektywy lat, robiąc Stalinowi wstręty lejesz wodę na młyn niemieckich roszczeniowców. Czy o to Ci chodzi?
      Tak jednorodnego, tak bogatego kraju nie mieliśmy nigdy w przeszłości. Bajki o wielkiej Rzeczpospolitej za Jagiellonów czy wcześniej można śmiało zapomnieć, bo to bajki. Owszem, Polska podejmowała wojny zaborcze, jednak zawsze płaciła za to cenę. I ani jedna z ówczesnych wojen nie była prowadzona w interesie Polaków.
      Dlaczego?
      Państwo jest silne wówczas, gdy ma silną populację. Zlepek różnych narodów trzymany do kupy za mordę to doprawdy żadne państwo. Unie personalne tworzone przy pomocy zawierania małżeństw też miały tylko ograniczoną moc spajania.
      Nie mamy się co oszukiwać. Tak dobrze, jak za PRLu, Polacy nie mieli nigdy i nigdzie.
      Duży teren oznacza konieczność posiadania dużego wojska. Duże wojsko dużo kosztuje. Więc przy pomocy dużego wojska robione są wojny grabieżcze. To norma.
      Dodatkowym aspektem jest, że na wojnę nie można wysłać samych idiotów i ludzi mniej umysłowo sprytnych, bo się wojnę przegra. Na wojnę wysyła się najlepszych, najszlachetniejszych, wiernych i fizycznie zdrowych.
      Co więc zostaje w kraju?
      Miernota, zniewieściały dwór królewski i słabej kondycji osobnicy. I z tego potem zrodzone potomstwo dziedziczy przecież co nieco.
      Jaki więc może być naród, będący potomkiem nieudaczników?
      Z kolei na wojnie laury zbierają najczęściej ci ze stosunkowo nieczynnym sumieniem. Nie da się zabijać i mieć przy tym sumienia.
      Sumienie musi być podporządkowane celom tzw. wyższym.
      Ale w przeszłości większość wojen to były wojny rabunkowe. Kto więc dostawał przywileje i tytuły? - dostawali je najwięksi mordercy.
      Taka jest prawda.

      Usuń
    2. część druga

      Więc z tą cudowną Rzeczpospolitą to bujda na resorach.
      Cechami szlachetnymi wykazali się Polacy jako zbiorowość dopiero po II wojnie, odbudowując kraj praktycznie w czynie społecznym i wychowując przy tym potomstwo.
      Ale teraz należy zadać sobie pytanie: co to było za potomstwo, które wypięło się na osiągnięcia dziadków i rodziców i zapatrzone w kolorowe szkiełka i papierki podsuwane pod oczy Polakom pozwoliło na demontaż państwa, na ruinę gospodarczą, na wyparcie się wspaniałych osiągnięć Przodków a to wszystko za cenę taniej pochwały z ust tzw. zachodu.
      Widzimy przecież, że zostaliśmy oszukani,ale nie mamy ani siły ani możliwości cokolwiek zmienić. Nie mamy możliwości mieć choćby państwowego, czysto polskiego banku jako podstawy do rozwoju gospodarczego.
      Nie mamy partnerów gospodarczych, którzy chcieli by z Polakami uczciwie handlować, bo po pierwsze nie mamy co sprzedawać (w PRLu były to statki, dziesiątki wielkich statków drobnicowców, kontenerowców i innych rocznie, były to samoloty małe i maszyny precyzyjne jak obrabiarki itp. a także wyroby przemysłu chemicznego i inne) a po drugie nikt już od nas niczego by nie kupował.
      Więc należy zdawać sobie sprawę z tego, co nam umożliwił swoją życzliwą dla nas polityką Stalin, i co Polacy z tej szansy dziejowej zrobili.
      Jeżeli pod "złym" Stalinem odbudowaliśmy kraj, wykształciliśmy kadry techniczne, spłaciliśmy wierzytelności byłych właścicieli upaństwowionych po wojnie fabryk i majątków ziemskich i kraj nie posiadał żadnych długów zagranicznych

      to jak należy określić obecnych naszych "przyjaciół", gdy żadnego przemysłu nie mamy, nie prowadzimy z nikim handlu i miliony Polaków wyjechało za chlebem, a kraj jest zadłużony tak, że jesteśmy praktycznie bankrutami?

      Czy możesz zdobyć się na odrobinę logiki i uczciwości?

      Usuń
  2. Inaczej nazywają to także "proxy war", czyli wojna zastępczą. Giną tubylcy a dolary płyną do Goldamna. Jest to dopiero początek wojennego marszu kryminalnego kartelu US/NATO do Azji i do Chin. Organizują dalsze kolorowe rewolucje. Radzę przeczytać jak to robią.
    http://www.globalresearch.ca/washingtons-central-asian-strategy-color-revolution-expert-dispatched-to-kyrgyzstan/5435248

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, w tym artykule, nieco analitycznym dałam przykład co wyprawiali pół wieku temu Amerykanie w Indonezji.Tych wojen zastępczych USA prowadziła dosyć dużo od dziesięcioleci, i wcale nie trudno rozszyfrować ich mechanizmy. Swego czasu, dla potrzeb książki, którą napisałam analizowałam wydarzenia z udziałem USA w połowie lat 50-tych minionego wieku, wtedy groziła nam III wojna światowa i to z użyciem ze strony USA broni jądrowej.
      Dlatego nie muszę specjalnie się douczać nt. jak USA prowokuje militarne czy inne destrukcyjne zdarzenia w świecie. ja po prostu wiem jak oni to robią. Metody te same, zmieniając się tylko rekwizyty.

      Usuń
  3. Pamiętam jak jakieś pół roku temu pani Applebaum z powagą wywodziła na onecie, że ze strony Rosji mamy do czynienia z "wojną nie noszącą jawnych znamion wojny" (i sens był taki, że my na to nowe w dziejach powszechnych zagrożenie odpowiedzieć musimy również militarnie)...

    Wtedy te igraszki słowotwórcze wzbudziły tylko szczere rozbawienie komentatorów na forum.

    No bo "wojna nie nosząca znamion wojny"? Proszę Państwa, powiedzmy sobie szczerze, taką elastyczną "definicją" da się chyba objąć wszelkie zjawiska w rzeczywistości?

    Dziś w dziennikarstwie głównego nurtu bezsensowny termin "wojna bez znamion wojny"( a więc co takiego właściwie?) zwana inaczej "hybrydową", znajdujemy w co drugiej wypowiedzi...

    Pani Redaktor świetnie wyjaśniła tu, o co chodzi w tym psuciu dobrego językowego obyczaju.

    Pojęcia, jakimi operuje się w naszym życiu publicznym, w coraz mniejszym stopniu odnoszą się do rzeczywistości. A przecież definiujemy świat wokół nas po to, aby rozumnie w nim działać! Zabawy słowotwórcze pani Applebaum i innych powodują, że działamy na podstawie pojęć z gruntu fałszywych. Jednak skutki tych działań, opartych na pseudo-pojęciach, będą już jak najbardziej realne.

    Mnie przeraża to, co się u nas, jak to mówią, "za wolności" stało z językiem publicznym. Przeraża mnie, do czego to może doprowadzić.

    Dziękuję Pani za jej dający do myślenia tekst o mechanizmach i motywacji zachodniej propagandy. Z serdecznym pozdrowieniem - Olga

    OdpowiedzUsuń
  4. Polska i Litwa są przygotowane do wojny hybrydowej.
    Tak powiedział szef sztabu generalnego WP , generał (nazwiska nie pamietam) w czasie wizyty w Wilnie. Podobno Litwa wydrukowała jakieś instrukcje dla ludności o tym jak się przygotować do wojny. Polska jeszcze niczego nie wydrukowała ale pewnie to zrobi.
    Trzeba wierzyć generałowi i spać spokojnie.

    Do wojny hybrydowej potrzebna jest mniejszość etniczna i wspolna granica. Motywacją do takiej wojny są roszczenia terytorialne. W Polsce nie ma rosyjskiej mniejszości, a Rosja nie domaga się zwrotu żadnego terytorium. Jedyna wspólna granica skąd zagrażać nam może inwazja zielonych ludzikow jest granica z obwodem kaliningradzkim. Wystarczy szczelnie ją obstawić jakąś brygadą NATO i po kłopocie.

    Istnieje jednak państwo z którym łączą nas - wspolna granica i roszczenia terytorialne, a do tego silne lobby etniczne. Chodzi o Ukrainę. Te roszczenia wprawdzie są nieoficjalne (póki co ) ale kiedy to państwo urośnie w siłę, a do tego zmieni sie niekorzystnie wladza , to wszystko jest możliwe.

    Ukraina to nie Litwa gdzie antypolskie akcje i nastroje mogą być zbywane w Polsce machnięciem ręki na zaczepki dokuczliwego ale nie groznego mikrusa. Ukraina to jedno z największych państw europejskich i trzeba być przygotowanym na to co będzie jak okrzepnie i urosnie w siłę a nacjonalistyczne ruchy spowodują nasilenie roszczeń wobec Polski. Mała upierdliwa Litwa to pikuś , silna i orientująca się na Niemcy Ukraina, to problem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja odpowiedź na prowadzenie hebrydowej wojny przez USA na Ukrainie z udziałem min. polskich żołnierzy :

    https://secure.avaaz.org/pl/petition/Prezydent_Rzeczypospolitej_Polskiej_Bronislaw_Komorowski_Protestuje_przeciwko_finansowaniu_zydobanderowskiej_junty_w_Kij/

    Dziękuję wszystkim Polakom z całego świata , w tym z USA, Rosji, Wk. Brytanii , Irlandii, Niemiec, Francji, Kanady, Tajlandii i innych państw , których nie wymieniłem , a skąd pisali Internauci za udział w akcji składania podpisów pod petycją do Prezydenta RP w Polsce w sprawie politycznego, finansowego i militarnego angażowania się władz publicznych w Polsce , w tym zwłaszcza rządu, sejmu oraz polityków różnych partii w wewnętrzny konflikt na Ukrainie. Ten konflikt nie jest Nam Polsce i Polakom do niczego potrzebny , bowiem został wymyślony przez zaoceanicznych i zachodnich syjonistów będąc częścią ich globalnego planu podboju i zniewolenia świata w ramach nowego porządku świata /NWO/, który pomimo protestów ludzi z całego świata z determinacją i przy udziale marionetkowych rządów min. na Ukrainie i Polsce oraz własnej agentury umieszczonej w centrach decyzyjnych tych państw i innych starają się narzucić całemu światu, nie bacząc na ludzkie krzywdy, ludobójstwo ludzi , morze rozlanej krwi, śmierć matek i ich małych dzieci itd.

    Przyjmowanie przez wielu ludzi postawy , iż ta sprawa Nas bezpośrednio nie dotyczy jest błędem , bowiem wymyślony i tworzony przez syjonistów wir historii może Nas wszystkich do niego wciągnąć i pochłonąć. Stąd protest Nasz jest jak najbardziej słuszny i potrzebny i wart kontynuowania, ponieważ służy szerzeniu wiedzy i podnoszeniu świadomości ludzi zdezorientowanych i obojętnych. Jeszcze raz Wam wszystkim jako autor tej petycji gorąco dziękuje , informując i meldując, iż wczoraj osiągnęliśmy pod petycją magiczną liczbę 1390 osób /według mnie liczba ta jest faktycznie o wiele większa , lecz czasami licznik na Avaaz nie zawsze działał tak jak powinien/. Już za chwilę nie czekając na Avaaz osobiście wyślę kolejny raz / pierwszy raz zrobiłem to przy liczbie podpisów 500, drugi raz przy 1000/ tę petycję do jego adresata i wielu innych osób z rządu , w tym zwłaszcza do ministrów obrony, spraw zagranicznych , spraw wewnętrznych oraz osób z parlamentu, by wiedzieli , że Polska i Polacy patrzą im cały czas na ręce i w wielu przypadkach są przeciwni ich antypolskim zachowaniom, szkodzącym Polsce i Polakom na całym świecie.


    Łódź, dnia 9 marca 2015 r. kapitan Michał Jarzyński

    OdpowiedzUsuń
  6. podstawowy problem jaki ma NATO/USA/EU jest taki, że do tej pory miały wyłączność na ten rodzaj wojny a teraz Rosja zaczęła robić to samo i to dobrze, utrata monopolu jest bolesna

    OdpowiedzUsuń
  7. Kandydat na prezydenta Paweł Kukiz powiedział w wywiadzie w telewizji , ze jest za wysłaniem przez Polskę broni na Ukraine pod jednym warunkiem - kiedy w okopach na pierwszej linii frontu zobaczy ministra obrony.
    Minister Siemoniak na razie się nie wypowiedział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe podejście. Sama chciałabym zobaczyć ministra w okopach na I-szej linii.No bo skoro jest taki chętny do bitki, niech da patriotyczny przykład.
      Ja i tak za nim nie pójdę, a jeśli już to na pewno stanę z drugiej strony barykady.

      Usuń
  8. "Wrogowie wykorzystują propagandę przeciwko nam, popełniają akty przemocy i łamią suwerenność naszych sąsiadów. Chcą osłabić nasze przywiązanie do zachodnich wartości. Ale też jasno widać, że próbują nas dziś podzielić wewnątrz Europy, jak również dokonać podziałów między Europą a Ameryką"
    To słowa D. Tuska w Waszyngtonie.
    Użycie słowa "wrogowie" świadczy o stanie jego umysłu (mamy wrogow szykujmy się do wojny). Ponadto Tusk używa liczby mnogiej - "wrogowie". Dotąd cały czas była mowa o jednym wrogu, teraz mamy ich wielu. Skąd to cudowne rozmnożenie. Mowi tez o dzieleniu Europy " wewnątrz", czy ma na myśli Orbana, Renzi i innych ?
    A może jest tak ze jak Tusk patrzy na Putina to widzi go podwójnie.
    Tego nie wiadomo, ważne jest jedno, szef Rady Europejskiej przywozi z Waszyngtonu przesłanie - mamy wrogów, ci wrogowie nam zagrażają.

    Dobra wiadomość jest taka ze Tusk rozmawiał z Obamą po angielsku.
    Prawie jak Kwaśniewski.

    OdpowiedzUsuń
  9. Odbiorą Nobla zbrodniarzowi wojennemu. http://www.globalresearch.ca/the-nobel-peace-prize-watch-has-been-launched/5435607 jasny gwint

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagroda upolityczniona ale cos sie może zmienić bo poleciał ze stanowiska wieloletni przewodniczący komitetu noblowskiego (pokojowego) który stał za decyzjami o przyznanie jej Obamie i wielu innym kontrowersyjnym osobom. Być może komitet pod nowym kierownictwem wróci do korzeni, czyli wytycznych/kryteriów wskazanych przez Nobla w jego testamencie.

      Usuń
  10. Donald Tusk po raz pierwszy w odniesieniu do Rosji użył określenia "our enemies" (nasi wrogowie). Tego nie robił dotąd nawet Obama.

    Patrz video - https://www.youtube.com/watch?v=1974kdsVt-k

    Oficjalna transkrypcja Białego Domu - http://www.whitehouse.gov/the-press-office/2015/03/09/remarks-president-obama-and-european-council-president-donald-tusk-bilat

    Trudno sobie teraz wyobrazić przyszłe stosunki szefa Rady Europejskiej z władzami Rosji. Wcześniej czy później nastąpi powrót do rutynowych szczytów UE - Rosja. Tusk będzie musiał uścisnąc rękę Putinowi. Ciekawe co panowie wtedy sobie powiedzą. Kiedys się czule sciskali, ale drugi raz to chyba się nie powtórzy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Podczas wtorkowej uroczystości ambasador RP w FR Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wręczyła korespondentowi "Gazety Wyborczej" w Moskwie Wacławowi Radziwinowiczowi Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, nadany mu przez prezydenta Komorowskiego przy okazji obchodzonego w maju 2014 roku 25-lecia "GW" w uznaniu jego wkładu w rozwój wolnych mediów w Polsce.

    Następne w kolejności czekają na odznaczenia dziennikarki - red. Maria Stepan i red. Arleta Bojke. One tez są zasłużone, to kwestia czasu. Pan prezydent o nich nie zapomni.

    OdpowiedzUsuń
  12. Donald Tusk właśnie odebrał twardą lekcję realpolitik.

    ttp://fakty.interia.pl/swiat/news-tusk-kontra-tusk-byly-premier-sam-sobie-zaprzecza,nId,1696651

    Wcześniej były szumne zapowiedzi i triumfalne doniesienia mediów o tym że wszystko jest już dogadane. O tym że państwa UE są pod wrażeniem genialnego planu unii energetycznej który rzuci Gazprom na kolana. A wszystko to dzięki staraniom i osobistemu czarowi naszego „Taska” - tak się do niego zwracał Obama , nie chciało mu się sprawdzić - któremu ulegali jego rozmówcy.
    Okazało się że przywódcy państw owszem byli za proponowaną unią (Litwy, Bułgarii nawet bardzo) ale wystarczyło że kilka niemieckich koncernów powiedziało NEIN i wspaniały plan legł w gruzach. To smutne wydarzenie bo oznacza izolację Tuska a chcielibyśmy się żeby nasz rodak Donek odnosił w Brukseli same sukcesy. Jego prywatna wojna z Rosją („nasi wrogowie”) może tę izolację niestety pogłębiać.

    OdpowiedzUsuń