czwartek, 21 listopada 2013

Demokratyzacja pamięci (historycznej)

Miejsce obrad i spotkań, kawiarenka, Greifswald
Po południu 20 listopada wybrałam się do Greifswaldu w Meklemburgii, niewielkiego niemieckiego miasta uniwersyteckiego, leżącego niedaleko polskiej granicy, a dokładniej – nad Zatoką Pomorską.
Greifswald i Szczecin łączy bardzo wiele, zwłaszcza w czasach, gdy oba miasta należały do samodzielnego Księstwa Zachodniopomorskiego pod panowaniem słowiańskich książąt - Gryfitów. Państwo to istniało ponad pół tysiąclecia a potomkowie Gryfitów zasiadali i zasiadają nadal na wszystkich tronach panujących monarchii europejskich. Szczecin był jego stolicą, a Greifswald, ówczesna Gryfia - centrum intelektualnym.
Współcześnie oba miasta w ramach kontaktów transgranicznych współpracują na wielu płaszczyznach. Akurat trwa (14 – 23 listopada) w Greifswaldzie Tydzień Kultury Polskiej, szalenie bogaty programowo. 
Tylko wczoraj mieszkańcy Greifswaldu mogli uczestniczyć w warsztatach nt. romantyczności w kontekście polskiej sztuki na temat Holokaustu, w dyskusji politycznej na temat oblicz pamięci historycznej po obu stronach Odry, porozmawiać o literaturze słowiańskiej, posłuchać koncertu grupy punkowej WC ze Szczecina obejrzeć polski film „Dzień kobiet”, oraz wystawę wzornictwa, będącej efektem wspólnym polsko-niemiecko-litewskiego studenckiego projektowania.
Mnie zainteresowały debata na temat "Oblicza pamięci" historycznej.
W dyskusji uczestniczyli historycy, dziennikarze oraz muzealnicy z Polski, Niemiec oraz Ukrainy, naukowcy i studenci z greifswaldzkiego uniwersytetu.
Spotkanie zorganizowano w Centrum Literatury Pomorza Przedniego mieszczącym się w Wolfgang Koeppen Haus, przy Bahnhofstrasse 4/5..
Było bardzo kameralne, przez to nadzwyczaj ciekawe. 
Stronę niemiecką reprezentowali historycy: Christian Mühldorfer-Vogh (drugi od lewej na zdjęciu), wykładowca i kurator Historyczno-Technicznego Muzeum w Peenemunde oraz dr Nils Köhler (pierwszy od prawej na zdjęciu), nauczyciel historii, kierownik młodzieżowej grupy opieki nad nekropolią na wzgórzu Golm w Kaminnke, na wyspie Uznam.
Prof..Wolff-Pawęska, dr W. Pawliw, dr Nils Koehler
Przyznam się, że za sprawą prof. Anny Wolff-Powęska,  wykładowcy z Instytutu Zachodniego w Poznaniu wpadłam w pewnym momencie w totalne osłupienie. Takiej sieczki intelektualno-merytorycznej w poglądach, to ja dawno nie miałam okazji obserwować.
Wg prof. Wolff-Pawęskiej, omawiającej sytuację z percepcją historii w polskim społeczeństwie, stwierdziła, iż następuje …”demokratyzacja pamięci historycznej”, chociaż nigdy nie słyszałam, by można było ludzką pamięć…. demokratyzować. Moim zdaniem można demokratyzować ustrój polityczny, relacje międzyludzkie w jakieś grupie, można poszerzać dostęp do wiedzy, w tym też historycznej, ale demokratyzować ludzką pamięć?! Demokratyzować można zachowania człowieka a nie funkcje jego mózgu!
Pani Profesor sprecyzowała, że chodzi jej o demokratyzację tzw. „historycznej pamięci społecznej”, czyli jak mniemam – chodzi tu o funkcjonowanie w pamięci społecznej, czyli w określonej grupie ludzi - pewnych zjawisk historycznych, o których publicznie się do roku 1989 r. nie mówiło albo mówiło niewiele, lub też z jednostronną interpretacją faktów, jak twierdzi pani Profesor. Chodzi o różne zabiegi, by do społecznej świadomości docierało jak najwięcej informacji historycznych.
Ta „demokratyzacja” to wg poznańskiej historyczki - „odkrywanie Katynia” czy też … „trud ośrodków akademickich, które na polskich ziemiach zachodnich starają się przywrócić świadomości społecznej - dziedzictwo kulturowe tych ziem”, do niedawna niemieckich. Wg prof. Wolff-Pawęskiej chodzi o „przywracanie pamięci”.
Wygląda na to, że historycy stwierdzają odkrywczo i tłumaczą polskiemu społeczeństwu, iż kiedyś, na tzw. Ziemiach Zachodnich czy też Ziemiach Odzyskanych - żyli Niemcy. Że mieli swoją kulturę, swoje pomniki, swoje cmentarze, że mieszkali tu od wieków ludzie z niebagatelnym, czasem światowym dorobku intelektualnym. Ze wiele dóbr, z których obecnie korzystają Polacy jest ich dziełem. Tak, jakby było to zjawisko niecodzienne, a nie normalna kolej rzeczy w wielowiekowej historii Europy.
Centrum Literatury przy Bahnhofstrasse 4/5 w Greifswaldzie
Co do wydarzeń w Katyniu, to chciałabym zauważyć, że polscy historycy nieznane fakty z wydarzeń w Katyniu, odkrywają wspólnie z historykami rosyjskimi, którzy także całej prawdy nie znali. I też po raz pierwszy mają bardziej powszechną styczność z odtajnianymi radzieckimi aktami.
Kolejną rewelacją Pani Profesor było stwierdzenie, że „historia jest albo dobra albo zła, innej nie ma”. To była odpowiedź na moje pytanie, czy świat polskiej nauki, tj. historycy, nie mówiąc o świecie polityki – mógłby wreszcie zachować jakiś dystans do polskiej historii i przedstawiać fakty, a nie ich tendencyjny wybór, a właściwie - emocjonalną tego wyboru faktów interpretację. Wg słów poznańskiej historyczki: – Jest to niemożliwe.
Gdy słyszę w odpowiedzi na pytanie - takie brednie z ust profesury, to nawet nie wiem, jak mam się zachować.
Pani profesor uczciwie przyznała jednak nieco później, że szalenie trudno jest uświadomić w Polsce ludziom, że Polacy nie tylko byli ofiarami, ale też katami. Takie próby wywołują ogromny opór i gwałtowne reakcje społeczne i polityczne. Wg poznańskiej akademiczki – w Polsce pogłębia się przepaść interpretacyjna i pojmowanie polskiej historii. Problemem jest sposób przekazu historycznego w naszym kraju i szalenie niski poziom wiedzy historycznej.
 - Bieżąca polityka robi swoje – uważa prof. Wolff- Pawęska – to wpływa na stosunek do historii. Dystansu wobec historii – raczej nie dopuszcza. Chociaż historia jest nauką, jak wiele innych, i obiektywne jej traktowanie jest warunkiem sine qua non każdego uczciwego badacza, naukowca i wykładowcy akademickiego.
- Historię piszą zwycięzcy – zdecydowała natomiast sala słuchaczy, zapominając, że to odnosi się to „tu i teraz”, a nie tego, co było. Bo, od tego, co było – jest już historia, traktowana, jako obiektywna nauka.
W domaganiu się, by o historii mówić z dystansem, w oparciu o fakty i obiektywnie, bez jednostronnych, naciąganych historycznie interpretacji, bo to, np. takim, jak ja dziennikarzom ds. gospodarczych, czy w ogóle – biznesowi, szalenie przeszkadza – nieoczekiwane wsparcie otrzymałam ze strony Wołodymira Pawliwa, ukraińskiego publicysty, docenta katolickiego uniwersytetu w Lambergu, nb. mówiącego płynnie o polsku.
Ukraiński dziennikarz był w Szczecinie przed wizytą w Greifswaldzie, gdzie w ekspresowym tempie poddany został „praniu mózgu” na temat interpretacji historii po obu stronach Odry. Obejrzał kontrowersyjny film niemiecki o polskim AK i innych wspomnieniach z II wojny światowej, który wywołał lawinę protestów ze polskiej strony wobec niemieckich twórców filmu, obejrzał budujące się Muzeum Przełomów w Szczecinie, zwiedził IPN, wysłuchał litanii pretensji, jakie kierują polscy historycy czy dziennikarze pod adresem Rosji, Ukrainy czy czasem RFN. Oczywiście tematyki tzw. rzezi wołyńskiej nie ominięto.
Na pytanie, kto na Ukrainie kształtuje pamięć historyczną, Wołodymyr Pawliw powiedział wprost: - Rekonstrukcje, media i komercja i to w najbardziej wypaczonym wymiarze. Rekonstrukcje, głównie bitew, nie trzymają się faktów historycznych, ale są widowiskowe, media to opisują, a komercja wypacza historię, bo na tym zarabia.
I przytoczył przykład kilku restauracji, a raczej knajp we Lwowie. Knajpa „Żydowska”, poza żydowskim jadłospisem lansuje m.in. chciwego Żyda - lichwiarza, w daniach o nazwach ubliżające tej nacji. - W tej knajpie nikt o jakimkolwiek Żydzie z literacką nagroda Nobla się nie dowie, żadnej kopii obrazu Chagalla nie zobaczy – tłumaczył red. Pawliw. – Ma do dyspozycji mit skąpego, chciwego lichwiarza Żyda.
W knajpie „Kryjówka”, upozorowanej na ziemiankę partyzantów - nacjonalistów, podawano „ polewkę z krwi ruskiego komisarza”, „mózg Moskala” i podobne dania. Ponieważ chętnie te knajpkę odwiedzali Rosjanie, na porządku dziennym były awantury obrażonych Rosjan o ten „jadłospis”, media oczywiście to opisywały.
- Ukraina w interpretacji np. II wojny światowej jest przekreślona na dwie części – twierdzi red. Paliw. – Ukraina wschodnia walczyła u boku Armii Czerwonej o niepodległość i uważa się za bohaterów. Bo wojnę przy boku armii radzieckiej – wygrała. Ukraina Zachodnia, ziemie Galicji – to strefa nacjonalistów, którzy też walczyli, jak twierdzą, o wolną Ukrainę, z kim było po drodze. Z Niemcami, z Polakami, przeciwko Rosji, przeciwko Polsce. Ukraińcy ze Wschodu, to zdrajcy wg nacjonalistów zachodniej Ukrainy, bo walczyli u boku wojsk Stalina, a on włączył Ukrainę do ZSRR. Nie ma jednego odbioru tych samych wydarzeń z II wojny światowe – uważa Wołodymyr Pawliw.
- Na Ukrainie mówi się, że, jesteśmy narodem męczenników, notorycznie okupowanym – mówił dalej red. Pawliw, – przez Rosję, III Rzeszę, Polskę. Wpływa na to niski poziom kulturowy, niski poziom kształcenia, Ukraińcy zachowują się, interpretując historię, jak dzieci.
Pod tym względem Ukraińcy dorównują prawie Polakom.
Red. Pawliw chciałby, by historia zbliżała, by z niej wyciągać to, co łączy, a nie to, co dzieli, by była wykorzystywana do budowania przyszłości a nie rozdrapywania przeszłości. Przyznał też, że na Ukrainie w wiele mniejszym stopniu, niż w Polsce, historia wpływa na życie polityczne czy gospodarcze. - Mimo wielu wad mamy chyba bardziej racjonalny stosunek do historii - dodał już w prywatnej rozmowie.
Plac im. ks.dra D. Bonhoeffera, antyfaszysty, Greifswald
Polacy dopytywali się natomiast Niemców podczas dyskusji o poczucie winy za nazizm i II wojnę światową. - Młodzi Niemcy nie chcą ponosić winy za dziadków i historia ich zbytnio nie interesuje – skarżyli się zgodnie i polscy dziennikarze i niemieccy historycy. Tymczasem na pograniczu problemem są rosnące w siłę grupy niemieckich nacjonalistów, zwłaszcza z e wschodnich landów, z którymi władze niemieckie starają się walczyć. Dlatego akurat tutaj problem winy był roztrząsany dosyć dogłębnie. Jednoznacznej recepty jednak nie znaleziono, Niemcy poznali, że mają problem.
Podobała mi się ta dyskusja, te trzy światy percepcji historycznej, pokazane w ciągu kilku godzin. Z wielką sympatią obserwowałam, jak doskonale radził sobie w tej trudnej dyskusji gość z Ukrainy. Jego rozsądne wypowiedzi, celna argumentacja i praktyczne podejście do historii budziły mój szacunek i niemałą konsternację obecnych na sali Polaków.
Jeden z moich rosyjskich przyjaciół, warszawianin od kilkunastu lat, nie może się nadziwić, dlaczego Polska, jako ewenement na świecie, a w Europie szczególnie – jako jedyna kreuje politykę historyczną i wg niej organizuje swoje życie polityczne i gospodarcze.  I pyta mnie: - Czy jak byłaś niedawno w Moskwie, to ktoś Ciebie wypytywał o jakieś wydarzenia historyczne związane z relacjami rosyjsko-polskimi
Odpowiadam zgodnie z prawdą – Nie. Nikogo to nie interesowało. Zresztą, nie było to nam do niczego potrzebne.

Gwoli wyjaśnienia:
* Zabytkowy budynek, w którym mieści się Centrum Literatury Pomorza Przedniego jest związany z osobą pisarza Wolfganga Koeppena i nosi jego imię.
 * Wolfgang Koeppen urodził się w tym domku, 23 czerwca 1906 roku (zmarł w 1996r,) . Jego prace, w szczególności powojenne trylogia "Gołębie w trawie", "Szklarnia", "Śmierć w Rzymie", a także fragment prozy "Młodzież" - odzwierciedlają jego rodzinne miasto, realia i społeczne życia w Greifswaldzie jego epoki.
* 7 lipca 2000 r,. z inicjatywy laureata Nagrody Nobla - Güntera Grassa, władze federalne i landu Meklemburgia-Pomorze Przednie, Uniwersytetu im. Ernst-Moritz-Arndt oraz władz miasta Greifswald, postanowiły wspólnie w miejscu urodzenia pisarza przy Bahnhofstrasse 4/5 stworzyć Dom Literatury Pomorza Przedniego
* Po gruntownej renowacji, w "Wolfgang Koeppen Haus" obecnie mieści się Archiwum Wolfganga Koeppena przeniesione z uniwersytetu oraz Centrum Literatury Pomorza Przedniego.
Archiwum  Wolfgang Koeppen  - jest placówką Instytutu Filologii Germańskiej Uniwersytetu Greifswaldzkiego. Zbiór archiwalny oparty jest na spuściźnie  pisarza  oraz darowizn zbiorów, będących w posiadaniu Petera Suhrkamp z Frankfurtu / Menem, zawiera m.in. korespondencję pisarza z Henry Goverts.
Centrum Literatury Pomorza Przedniego  - działa od listopada 2002 r.
Programowym celem działania centrum jest promocja literatury współczesnej i klasyki literackiej z  obszarów Pomorza, w tym też znajdują się projekty około-medialne. Praca centrum skupia się także na międzynarodowej wymiany kulturalnej, skierowanej przede wszystkim do Europy Północnej i Wschodniej.


Rozmowy o percepcji historii w Polsce, Niemczech i na Ukrainie zakończył  w kawiarence greifswaldzkiego Centrum Literatury-  koncert  tria  jazzowego Sylwestra Ostrowskiego

3 komentarze:

  1. Mnie pani profesor nie zaskoczyła. Od lat publikuje w Gazecie Wyborczej. Tam ”demokratyzacja pamięci historycznej”, to „odkrywanie białych plam i przywracanie pamięci”. Pani profesor ma rację - „historia jest albo dobra albo zła, innej nie ma”. Nie mówi tylko dla kogo. Dlatego postulowanie przez panią dystansu i przedstawiania faktów, zamiast tendencyjnego wyboru to żądanie czegoś co jest „niemożliwe”. Pani tego nie rozumie bo nie czyta Wyborczej. Przydałaby się reedukacja na tamtejszych tekstach . Pogłębiłoby to Pani wiedzę o „plamach” i „przywracaniu pamięci”. Póki co jest Pani do tyłu Pani Zofio . Nawołuje Pani do psucia historii co słusznie zirytowało panią profesor.

    OdpowiedzUsuń
  2. Święta prawda panie Bobrze, wprawdzie czytam Gazetę Wyborczą, ale często mam odmienne zdanie i poglądy niz te, ktore reprezentuje je gazeta.
    Jedno zastrzeżenie -nie nawołuję do "psucia" historii, ale do traktowania jej z dystansem, nie wybiórczo, uczciwie i obiektywnie, na ile się da.zaś interpretację faktów z historii pozostawiam sobie, nie lubię by mi je narzucano.
    Nie mam zamiaru myśleć "pod sznurek", przywilej wolności w kształtowaniu sądów cenię sobie nadzwyczaj i tej wolności nie dam sobie odebrać za żadne skarby.
    Mnie można starać sie przekonać do swoich opinii a nie je mi narzucać..

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo rozsądnie zaprezentował się ukraiński publicysta.
    Ciekawe co miałby do powiedzenia w sprawie ostatnich wydarzeń w Kijowie. Na temat relacji Ukraina - UE.
    Jesli chodzi o panią profesor to nie jestem ciekaw - twierdzę że wiem.

    OdpowiedzUsuń