wtorek, 19 września 2017

Pierwsze kaukaskie reminiscencje

Nad jeziorem Kiezienoj Am


Na zaproszenie Fundacji Wspierania Dyplomacji Społecznej im. A.M. Gorczakowa i przy współudziale ministerstwa ds. młodzieży Republiki Czeczeńskiej wraz z grupą polskich dziennikarzy uczestniczyłam (w dniach od 10 do 17 września br.) w tzw. press-tour po Północno-Kaukaskim Okręgu Federalnym.

Miałam okazję zawitać do Kraju Stawropolskiego (Piatigorsk), pojechać do Południowej Osetii (Biesłan) i pobyć w Czeczenii (Groznyj, jezioro Kiezienoj Am, wodospady).

Była to dla mnie konfrontacja kulturowa i cywilizacyjna ze światem zupełnie mi obcym, ale za to nader negatywnie prezentowanym przez zachodnie i polskie media. Wcześnie, przy wjechaniu i wyjechaniu z Rosji, znalazł się czas na kolejne poznawanie nieznanych zakamarków Moskwy.

WRAŻENIA CIEKAWA I ZASKAKUJĄCE

Nim podsumuję cała eskapadę, najpierw postaram się odnotować, to, co zrobiło na mnie szczególne wrażenie. 
Będą to odrębne materiały, bogato ilustrowane na określone tematy.

Oczywiście zacznę od Moskwy i wieczorno-nocnego wypadu na ul. Piatnicką, w dawne centrum handlowe Moskwy. Taki prolog wyprawy pod Elbrus.

Potem Kraj Stawropolski i Piatigorsk. Szczególną uwagę chciałabym zwrócić na spotkanie przy „okrągłym stole kultury”, zorganizowanym przez Piatigorski Uniwersytet Państwowy, ze uwzględnieniem kultywowania na nim nauki języka polskiego, z kilkoma słowami o tamtejszej Polonii. Być może to będą dwa odrębne materiały – Polonia, jako jeden artykuł, a uniwersytet i „stół kultury” – drugi, odrębny.

Następnie - wizyta na memorialnym cmentarzu ofiar ataku terrorystycznego w Biesłanie i przy okazji, szokujące dowody brutalnego traktowanie dzikich zwierząt przez mieszkańców Biesłanu. O krzywdzonych misiach piszę już poniżej, nie dają mi spokojnie spać....

W Groznym kilka epizodów zakodowała szczególnie moja pamięć – wizytę w meczecie „Serce Czeczenii” i krótkie interview dla lokalnej telewizji, wizytę w Czeczeńskiej Akademii Nauk, spotkanie w Czeczeńskiej Izbie Społecznej, gdzie naświetlono problemy i ważne kwestie społeczne republiki (muszę ściągnąć tekst wystąpienia szefa Izby), wizyta w Muzeum Narodowym Czeczenii, wreszcie wspaniałe ogrody meczetu…..

Była też niezapowiedziana wizyta w kombinacie rolno-spożywczym „Lider – A” (agrokombinat centrojenskij) w Gudermies, w której mogłam naocznie zobaczyć jak wygląda współpraca z krajami Zachodu, w tym także z Polską, skąd pochodzi zestaw maszyn do przetwórstwa mięsa firmy Nowicki - Metalbud.Bo i pokosztować specjałów kombinatu. Trafiłam na soczki z rokitnika, a to już moja specjalność od czasu wędrówki z Nataszą po ulicy Piatnickiej w Moskwie, inaugurującej mój wrześniowy pobyt w Rosji.

Oczywiście nie ominę wspaniałych wodospadów przy kompleksie sportowo-turystycznym „Nichałoj”

Osobno zajmę się kompleksem sportowo-turystycznym „Kezenoy-Am” oraz spotkaniem z młodymi dziennikarzami Czeczenii i ciekawą z nimi dyskusją o islamie. Być może ten temat islamu widzianego oczami młodych, połączę z opisem meczetu w „Serce Czeczenii” a o młodych dziennikarzach napiszę dodatkowo na podstawie ich artykułów w lokalnej gazecie młodzieżowej. Jeszcze nie przemyślałam sposobu uwiecznienia tego spotkania.

Na koniec wrócę do Moskwy i poszukiwań chramu p/w Świętej Trójcy z XVII i nieoczekiwanym zwiedzaniem starej przędzalni przerobionej na lofty.

CZEGO NIE BYŁO, A ZAPLANOWANO

Kiedy to wszystko sobie uporządkuję, zanotuję – będę miała, jaki taki ogląd całości. 
Wiele rzeczy nie dziwiło mnie tak mocno, jak koleżanki i  kolegów z wypadu na Kaukaz. Nie tylko mam podobny stosunek do wyznania, jak Czeczeńcy, więc mnie zgodność ich codziennego zachowania z zasadami  wytyczonymi im przez Koran, nie dziwiła, ale też sporo o Czeczeni poczytałam, nie tylko w zachodnich mediach. Sięgnęłam po prasę czeczeńską, rosyjskie publikacje o Czeczenii. Nie jechałam "zielona". Znałam też uchodźców z Czeczeni, którzy przewijali się przez Szczecin.
Muszę, przede wszystkim, wyjaśnić z organizatorami press-tour po Czeczenii - dlaczego radykalnie zmieniono program spotkań w Groznym. 
Przez te zmiany nie miałam szans porozmawiania z ministrem rozwoju gospodarczego o ważnych tematach, ani z ministrem kultury, nie było zapowiedzianego spotkania w czeczeńskim parlamencie z szefem komisji ds. polityki narodowościowej i informacyjnej.

Oglądanie studia lokalnej telewizji nie było dla mnie żadną atrakcją. Choć odnotowałam, że lokalna telewizja stara się kultywować kulturę i język czeczeński, i ma wiele urodziwych młodych kobiet w swoich redakcjach. Zdecydowanie więcej niż mężczyzn.

Te spotkania były istotne, bo głównym celem wyjazdu do Czeczenii - dla mnie osobiście - była gospodarka (przemysł wydobywczy i przetwórstwa naftowego) i kwestie stosunków narodowościowych w Czeczenii i w na Kaukazie. I do tych rozmów przygotowałam się nader solidnie. Czasami odnosiłam wrażenie,że zbyt solidnie, jak na oczekiwania gospodarzy.
W tych kwestiach spora porcja pytań pozostaje bez odpowiedzi.  Zaraz ustalę adresy mailowe niedoszłych rozmówców i te pytania wyślę im drogą elektroniczną, może dostanę na nie odpowiedź…

NESESER WĘDRUJĄCY WŁASNYMI DROGAMI

Dziwnym trafem, mój neseser z laptopem, wszelkimi dokumentami wyjazdu (programami, przygotowanymi informatorami, notatkami, opisem stanu gospodarki w Czeczenii, przetłumaczonym na język polski stenogramem z obrad Rady ds. stosunków narodowościowych przy Prezydencie FR, itp.) a także ładowarkami do aparatu fotograficznego i komórki - załadowany wraz z nami i bagażami go autokaru w Piatigorsku, nie trafił do Groznego. 

Gdy przeładowywano nas na pograniczu Kraju Stawropolskiego z Czeczenią z autokaru do busików, nikt go nie znalazł.  I wszyscy zarzekali się, że go w autokarze nie ma. Jego brak zgłosiłam w czasie tego przeładunku. Wtedy usłyszałam, że jest ….w Piatigorsku. 
Jak mógł być w Piatigorsku, skoro wg późniejszej wersji był „schowany” gdzieś w zakamarkach autokaru i z pogranicza wrócił do Piatigorska, czyli dojechał ... później?

Dziwna sprawa. W każdym razie awantury żadnej nie robiłam, ale po dwóch dniach w Groznym stwierdziłam, już nieco wściekła, że się nie ruszam nad jezioro, jeśli nie będzie nesesera. Zapewniano mnie, że na pewno dojedzie wieczorem, bo jest już w drodze. Pojechałam nad jezioro, nesesera nie było, miał dojechać nocą.

Udało się w recepcji kompleksu sportowo-turystycznego wypożyczyć ładowarkę do telefonu, aparat fotograficzny ładował się recepcji przez komputer, a laptop pojawił się z neseserem następnego dnia – rano. Potrzebował ponad dwóch dób, by do mnie trafić.

Dzięki peregrynacjom nesesera – zostałam pozbawiona możliwości robienia zdjęć w Groznym. Trochę się udało, ale wyczerpały się baterie w komórce i w aparacie fotograficznym i koniec ze zdjęciami. 
A ładowarki w neseserze, który „jedzie” z Piatigorska i dojechać nie może. W końcu dojechał w nienaruszonym stanie, z wyjątkiem laptopa, którego Czeczeńscy wyciągnęli, by mi go załadować. Zresztą niepotrzebnie, bo w ośrodku nad jeziorem gniazda elektryczne były nawet w luźno po terenie rozrzuconych altanach, nie tylko w pokojach.

Trochę mi tylko szkoda zdjęć, jakie chciałam zrobić ślicznym studentkom z czeczeńskiego uniwersytetu, były, jak róże w rajskim ogrodzie…

Jednak nim rozpocznę wędrówkę przez Moskwę na Kaukaz, najpierw zacznę od sprawy bardzo przykrej, szokującej wręcz.
Wjazdu do Osetii Południowej pilnują żołnierze

BIEDNE MISIE Z BIESŁANU

Ktoś, kto zna ZOO w Poznaniu, zwłaszcza to NOWE, gdzie jest wzorcowo wręcz prowadzony azyl dla niedźwiedzi skrzywdzonych przez ludzi, lub które sama natura skazała na ludzką opiekę – vide młodziutka niedźwiedzica Cisna, ulubienica całego Poznania i nie tylko, ktoś, kto obserwował przywracanie w poznańskim ZOO radość życia Baloo, młodemu niedźwiedziowi cyrkowemu, któremu wyrwano pazury z łap – trudno zrozumieć, dlaczego ludzie skazują niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta na straszliwe cierpienia.

Odwiedzając w miniony wtorek, 12 września (br.) Biesłan, gdzie wstąpiliśmy jadąc z Piatigorska do Groznego, by odwiedzić „Miasto Aniołów”, memorialny cmentarz dzieci – ofiar ataku terrorystycznego na tamtejszą szkołę - po drugiej stronie drogi, dokładnie naprzeciwko wejścia na cmentarz, znalazłam przypadkowo stojące w opuszczonym ogrodzie dwie klatki ze zwierzętami – dwoma niedźwiedziami brunatnymi i dwoma wilkami.  

Zdębiałam widząc, w jakich warunkach przebywały te zwierzęta, zresztą zdjęcia mówią same za siebie.
Niedźwiedzie z Biesłanu

Temperatury powyżej 30 C, a zwierzęta bez cienia, gdzie by się mogły schronić i bez wody do picia! 
Młode wilczki z Biesłanu
Dzisiaj skontaktowałam się z ZOO w Poznaniu, dostałam adresy międzynarodowej organizacji zajmującą się ochroną zwierząt - „Four Paws”, która ma w programie ochronę niedźwiedzi, walczy o ich dobrostan m.in. na Ukrainie i w Bułgarii, więc może też zajmie się skrzywdzonymi misiami z Biesłanu, skoro sami Rosjanie nie potrafią im zapewnić godziwej egzystencji.Jutro się z  tą organizacją skontaktuję, swoje europejskie biuro mają w Brukseli.

Rosja akurat ma Rok Ekologiczny, rok ochrony środowiska, władze regionalne czy miejskie w Rosji powinny być bardziej wyczulone na takie negatywne zjawiska.
 Górska droga w Czeczenii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz