niedziela, 17 stycznia 2016

Kapitan, ku pamięci....



Kapitan żeglugi wielkiej Bolesław Bąbczyński, mój ojciec, zmarł  46 lat temu, dokładnie w 25 rocznicę wyzwolenia Warszawy - 17 stycznia 1970 r. Urodził się  105 lat temu - 16 października 1911r.  w Krakowie, jego rodzice byli  związani z teatrami wodewilowymi, ojciec Kapitana, a mój dziadek - był aktorem i reżyserem, grał i reżyserował w przedwojennych teatrach Warszawy, Krakowa i Lwowa, oraz w powojennej Polsce, matka – garderobiana teatralna, potem aktorka, po wojnie grała w teatrach Trójmiasta. Dziadkowie pobrali się  w miesiąc po urodzeniu syna, po jakimś czasie rozwiedli się.

Morski życiorys Kapitana można podzielić na  trzy etapy, powiązane z konkretnymi miastami: przedwojenny – II RP w Gdyni, wojenny - Polska emigracyjna  w Londynie i powojenny  - PRL w Szczecinie.

Polska przedwojenna – II RP, Gdynia

·         1930 -1933 – gdyński stypendysta Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni, którą kończy jako prymus;

·         1933 – 1934 – mustruje jako instruktor na  żaglowiec szkolny, fregatę „Dar Pomorza”;

·         1934 – 1939 – pływa  w randze od starszego marynarza do  oficera PMH (nawigacyjnego) na statkach polskich armatorów ( P.P. Żegluga Morska, Polsko-Brytyjskie Towarzystwo Okrętowe) na: parowcach: s/s „Cieszyn”, s/s „Lublin”  ,s/s „Tczew” i s/s „Lech”.

Polska emigracyjna, II wojna światowa – Londyn

·         1939 – 1947 – pływa w konwojach brytyjskich jako st. oficer PMH na polskich statkach s/s ”Lech”, s/s ”Lida”, s/s „Lwów” i s/s „Narwik” oraz pracuje jako wykładowca przedmiotów nautycznych na wyższych uczelniach Wielkiej Brytanii;

·         14 listopada 1940 r. – uzyskuje stopień kapitana żeglugi wielkiej.

Polska  powojenna, PRL – Szczecin

·         1947 – 1953 – wykładowca i wicedyrektor Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie;

·         1953 – 1955 – inspektor kontroli technicznej w Państwowej Stoczni Remontowej w Szczecinie;

·         1955 – 1970 (do śmierci) – zatrudniony  u państwowego armatora Polska Żegluga Morska

o   1955 – 1957 -  kapitan, inspektor nawigacyjny, praca lądowa;

o   1957 – 1965 – kapitan na statkach floty armatora, w tym: 1957 – dowódca m/s „Ustka”, wiozącym  wyprawę polarną PAN na Spitsbergen; 1958 – dowódca  parowca s/s „Szczecin” w rejsie dookoła Afryki z ładunkiem broni do Indonezji, dowódca prototypowego masowca  m/s „Kolejarz”;

o   1965 – 1970 – kapitan do zadań specjalnych, m.in. dowodził  spektakularną, międzynarodową akcją ściągania z mielizny koło Arkony masowca m/s „Rejowiec”.

Ukochanym statkiem kapitana, do którego miał największy sentyment, był parowiec „ Szczecin”, pierwszy na który zamustrował w PŻM, ostatnim, którym dowodził był m/s „Kolejarz”,  na którym planował pokonanie  w imieniu  armatora pokonanie Północnej Drogi Morskiej z Europy do Azji (Japonii). Przed zamustrowaniem na  s/s „Szczecin” (16 kwietnia 1957r.) Kapitan dowodził w  rejsach próbnych (1956-1957) nowo zbudowanymi   dla szczecińskiego armatora statkami, m. in.: „Wicko”, „Śniardwy”, „Mamry”, „Malbork”.

Pracę na morzu i na rzecz szczecińskiego armatora łączył nierozerwalnie do końca swoich dni ze szkolnictwem morskim.

Doprowadził, jako przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie do reaktywacji szkolnictwa morskiego w stolicy Pomorza Zachodniego. 21 listopada 1962 r. został  powołany przez resort żeglugi na przewodniczącego ministerialnego komitetu ds. szczecińskiej uczelni morskiej. A potem sukcesywnie pracował nad jej rozwojem. 


Trzy dni przed śmiercią został powołany przez resort  żeglugi do zespołu przygotowującego wprowadzenie w Szczecinie morskich studiów zaocznych  w Wyższej Szkole Morskiej, dzisiaj występującej już jako Akademia Morska. Zmarł  na zawał serca w trakcie wykonywania obowiązków służbowych. Został pochowany w Alei Zasłużonych w Szczecinie.

Morskie środowiska Szczecina raczej o Nim zapomniały, chociaż Mu tak wiele zawdzięczają….

2 komentarze:

  1. Kto dziś pamięta o kolejnej rocznicy wyzwolenia Warszawy od niemieckich okupantów? Data ta celowo przez ekipę post-solidarnościową została wygumkowana, zmarginalizowana w naszej historii. Tworzy się nową historię z wymyślonymi mitami, z żołnierzami wyklętymi itd. Jest to przykre i nie do zaakceptowania dla osób przyzwoitych. Tylko ilu ich jest jeszcze w kraju, gdzie specjalnie powołano IPN do przeinaczania faktów historycznych? A w parze z nachalną propagandą mają miejsce barbarzyńskie czyny niszczenia pomników i nagrobków prawdziwych Wyzwolicieli, czyli Żołnierzy Armii Czerwonej. Jak chociażby ostatni taki wandalizm z Pani miasta Szczecina. Nikt tego w Polsce nie potępia, nie ściga sprawców, nie protestuje. Jedynie strona rosyjska apeluje o cywilizowane zachowanie. Na próżno.

    Zapalmy chociaż świeczkę w oknie by uczcić Ich pamięć.

    Życiorys Pani Ojca to powód do dumy i przykład, że zawsze można dobrze służyć swojej Ojczyźnie. Właśnie to nie wszystkim dziś się podoba...
    Pozdrawiam pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam także o rocznicy wyzwalania Warszawy i ubolewam,że pamięć historyczna w naszym kraju jest wybiórcza i koniunkturalna, często też wypaczona.

      Usuń