niedziela, 29 grudnia 2013

Der Marsch nach Osten



Marsz na Wschód transatlantyckiego lobby pod sztandarem UE, szczególnie nasilony podczas drugiej kadencji kanclerz Angeli Merkel i wpływu USA na niemiecką politykę zagraniczną przez osobę Guido Westerwelle, szefa dyplomacji w gabinecie Angeli Merkel - zatrzymał się na kijowskim Majdanie. Ukraina w ostatnim momencie zawiesiła negocjacje stowarzyszeniowe z UE a inspirowany przez Zachód przewrót na Ukrainie po raz drugi się nie udał, chęć stowarzyszenia z UE wyraziły tylko Gruzja i Mołdawia, Armenia wycofała się, jawnie deklarują chęć akcesji z Euroazjatycką Unią Gospodarczą pod egidą Rosji a transatlantyckie lobby w UE całkowicie się obnażyło, ukazując miękkie podbrzusze.

Niemieckie patrzenie polskimi oczami
Po wyborach w Niemczech, zmiana na stanowisku szefa niemieckiej dyplomacji, wbrew pozorom na razie nic nie zmieniła. 
Socjalista Frank-Walter Steinmeier, następca Quido Westerwelle, 17 grudnia, podczas wystąpienia [1] inaugurującego przejęcie szefostwa w MSZ RFN nazwał skandalem „wykorzystywanie przez Rosję rozpaczliwej sytuacji ekonomicznej na Ukrainie do zablokowania umowy stowarzyszeniowej z UE”. Po czym stwierdził ponad to, że „oburzenie polskich polityków, takich, jak prezydent Komorowski w wywiadzie dla gazety FAZ”, wskazują, że „jeśli chodzi o naszą politykę wobec Ukrainy, jako Europejczycy powinniśmy, być może, powstrzymywać siebie przed strofowaniem”.  
Mówiąc o Ukrainie, Frank-Walter Steinmeier stwierdził jednak, że: „ jeśli będziemy niedoceniać, jak podzielony i słaby jest to kraj, to czy możemy przeoczyć fakt, że stawianie mu wyboru między Europą a Rosją, to jednak zbyt wiele dla tego kraju. Czy mamy lekceważyć znaczenie Rosji w świetle bliskich z nim więzi gospodarczych, a także więzi historycznie emocjonalnych z Ukrainą? Nie mam odpowiedzi na to wszystko! Są pytania, na które musimy sobie odpowiedzieć, jako Europejczycy. Jestem pewien, że tylko jedna rzecz, a mianowicie pomoc gospodarcza i finansowa niezbędna do ratowania Ukrainy przed zapaścią gospodarczą i przywiązania jej do UE w perspektywie długoterminowej – padła za późno”. Po czym udał się do Polski, bo jak uważa, konieczna jest – „dyskusja z Polską, sąsiadami Ukrainy, o tym, co możemy wspólnie zrobić do przezwyciężenia politycznego impasu w Kijowie”, bowiem: „Polacy rozumieją Ukrainę lepiej niż prawie wszyscy inni Europejczycy”.

Adopcja Partnerstwa Wschodniego dla niemieckich celów
O co chodzi lobby transatlantyckiemu, w UE tłumaczyć zbytnio nie trzeba, kontynuuje ono cele określone onegdaj, ponad pół wieku temu w tzw. Doktrynie Trumana. Dla niego Ukraina była tylko narzędziem w realizacji tych celów.
Warto natomiast zastanowić się na tym, co mają do tego Niemcy i jej liderzy z CDU i SPD.
Niemieccy eksperci, na analizach, których będę się opierała, uważają, że jest kilka powodów, m.in.:
1. Historyczna ekspansja gospodarcza przemysłu niemieckiego, nowe rynki zbytu.
2. Dostęp do rosyjskich surowców i złamanie monopolu gazowego w Europie.
3. Aspekty militarne. Strategiczne powiązanie Ukrainy z UE i NATO - Rosja bez  Ukrainy, wg amerykańskich analityków z NATO - jest nie do obronienia. Stanowisko to podzielają chadeccy niemieccy politycy i eksperci.
4. Droga w stronę Pacyfiku.
Prawdziwe znaczenie Partnerstwa Wschodniego, które planował na szczycie w Wilnie skonsolidować Berlin można zrozumieć wyłącznie z perspektywy historycznej, z oglądu sytuacji w Europie ćwierć wieku temu.  
RFN miała 25 lat temu nieco wpływów na Wschodzie, ale skutecznie ograniczały je granice Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD). Kompleksowa ekspansja niemieckiego przemysłu, jak dowodzą niemieccy analitycy, została także zablokowana przez samo istnienie sojuszy krajów socjalistycznych. Niemcy, by się rozwijać gospodarczo potrzebowały dla swojej produkcji szerokiego i chłonnego rynku zbytu, a ten został przez ZSRR i państwa Układu Warszawskiego znacznie dla państw zachodnich ograniczony.  Wstrząsy polityczno - społeczne 1989-1991 r. w Europie Południowo-Wschodniej i Wschodniej, otworzyły do tej pory zamknięte drzwi dla RFN.
To nie górnolotne hasła o „wartościach”, ale szalenie praktyczne podejście RFN. Zimne i wyrachowane rachunki ekonomiczne legły u podstaw wspierania przez Niemcy wszystkich zmian ustrojowych, przewrotów i rewolucji w omawianym obszarze.
Także rozszerzenie UE miało swoje wyłącznie ekonomiczne podstawy. Przygotowanie i wdrożenie wschodniego rozszerzenia UE ułatwiło nie tylko solidną integrację większości krajów w regionie do niemieckiego systemu hegemonii w UE, ale także dostosowanie ich norm ekonomicznych i prawnych do niemieckich standardów. Czego ewidentnym przykładem jest Polska, której sukcesy gospodarcze oparte są przede wszystkim na eksporcie produkcji kooperacyjnej dla niemieckiego przemysłu.
Kolejnym celem Berlina było i jest nadal zintegrowanie z gospodarką niemiecką - pozostałych państw Europy południowo-wschodniej, które do UE nie należą. Kontynuowanie tej ekspansji na Wschód, jak twierdzą niemieccy eksperci, zainicjowały Berlin i Bruksela  – stowarzyszeniem sześciu krajów Europy wschodniej i Kaukazu w tzw. Partnerstwo Wschodnie,  wykorzystując do tego, jako swoje narzędzie Polskę i Szwecję.
Poronione dziecko UE, czyli polityka wschodnia i jej Partnerstwo Wschodnie ma, jak widać, kilku ojców.
Partnerstwo Wschodnie jest, nie tylko mrzonką Polski o reaktywowaniu historycznych wpływów na Ukrainie, ale również częścią niemieckich wysiłków zmierzających do poszerzenia swoich wpływów i wyrównania norm tych państw do norm niemiecko-unijnych w ramach tzw. „integracji gospodarczej”. I skorzystanie w realizacji tego celu – z polskich dążeń wobec Ukrainy.

Amatorszczyzna unijna
Skutki amatorskiego, irracjonalnego i mało kompetentnego działania polityków unijnych na Ukrainie i wobec innych państw dawnego bloku wschodniego - były do przewidzenia i już od połowy mijającego roku w niemieckich mediach oraz w szeregach ekspertów, zajmujących się niemiecką polityką zagraniczną, zaczęto przebąkiwać o fiasku negocjacji stowarzyszeniowych z Ukrainą. 
Ostrzegano[2] również, że odrzucenie przez Ukrainę umowy stowarzyszeniowej z UE może nawet doprowadzić do integracji Ukrainy z Rosją, czego obawiają się Berlin i Bruksela przede wszystkim, i tym samym do stworzenia w Europie nowej „żelaznej kurtyny”.
Główny rywal Niemiec i UE w „wojnie o Ukrainę” – Rosja, na żaden brak kompetencji czy profesjonalizmu nie pozwoliła sobie, i kolejną rozgrywkę na europejskiej szachownicy rozegrała zwycięsko. Ekspansywny niemiecki marsz na Wschód, godzący w interesy ukraińskiej i rosyjskiej gospodarki - został zatrzymany.
Rosja natomiast wzmocniła swoją pozycję w procesie tworzenia Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, jako głównego partnera na Wschodzie dla UE.
Z wypowiedzi, czy to polskiego prezydenta, czy cytowanych wyżej słów obecnego szefa niemieckiej dyplomacji, czy też z działań i wypowiedzi unijnych dygnitarzy obecnych na ukraińskim Majdanie po odrzuceniu przez władze Ukrainy propozycji podpisania umowy stowarzyszeniowej, jasno wynika, że Bruksela do negocjowania owej umowy nie przygotowała się wcale, jej wiedza o Ukrainie równa się zeru a działania podjęto ad hoc, mimo wysiłków włożonych w wyszkolenie ukraińskiej opozycji.
Dziwny jest przede wszystkim totalny brak rozeznania w układzie geopolitycznym Ukrainy i jej relacjach gospodarczych z Rosją ze strony niemieckiego MSZ kierowanego przez Guido Westerwelle.
Nic dziwnego, że Frank-Walter Steinmeier, przemawiając do personelu MSZ stwierdził - Dobra niemiecka polityka zagraniczna będzie wymagać w nadchodzącej przyszłości dobrego MSZ– pracującego z odwagą, z kreatywnością i z profesjonalizmem! 
Trzeba przyznać, że SPD, przed przejęciem po wyborach federalnego MSZ - dokonało analiz relacji niemiecko-rosyjskich[3] i przedstawiło cztery warianty[4] tych stosunków, jakie mogą się w przyszłości wykreować.

Gazowa schizofrenia Niemiec
W ciągu ostatnich kilku lat, zdaniem niemieckich ekspertów, Berlin ciężko pracował, aby zintegrować Ukrainę do swojego hegemonicznego systemu, przede wszystkim – dostaw energii. 
Niemcy i Unia Europejska ulęgła złudnemu boomowi gazu łupkowego w USA i niezbyt jasnej perspektywie rzucenia dużej ilości tego gazu na europejski rynek. Chociaż nie tak dawno w Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) obliczono i podano do publicznej wiadomości, że za siedem lat łupkowy boom w USA odejdzie w zapomnienie.
Podobny, irracjonalny stosunek mają Niemcy i UE do gazu płynnego (LNG) płynącego do Europy, m.in. Kataru, którego dostawy na europejski rynek widzą przez Ukrainę, rurociągami, którymi wcześniej był dostarczany rosyjski gaz ziemny do Europy Zachodniej.
Od ub. roku wiele niemieckich firm dostarcza gaz na Ukrainę gazociągami przez Polskę i Węgry. Od listopada 2012 roku, m.in.: niemiecka firma RWE systematycznie rozwija dostawy gazu ziemnego na Ukrainę przede wszystkim polskimi gazociągami.  Jej celem jest przełamanie zależność Ukrainy od rosyjskiego gazu ziemnego, przez odwrócenie przepływu gazu w ukraińskich gazociągach. 
Jednak te wysiłki, mocno wspierane przez niemieckiego komisarza UE ds. energii - Güntera Oettingera - nie postępują, jego zdaniem, wystarczająco szybko.
Szykowano też umowę dodatkowego porozumienia między Słowacją a Ukrainą na dostawy gazu, by złamać monopol Rosji w dostawach błękitnego paliwa na Ukrainę. Niestety, Słowacja stanowczo odmówiła jej podpisania i nie dała się wciągnąć w rozgrywki niemiecko-rosyjskie, nie mniej jednak UE prowadziła i prowadzi nadal presję na Słowację. 
Najbardziej zainteresowany tą sprawą jest niemiecka firma przesyłowa RWE Corp, która miała przedstawić Ukrainie propozycję dostarczania gazu[5] za pośrednictwem słowackich gazociągów od połowy 2014 r.
Pod koniec listopada, dosłownie w przeddzień głosowania w Radzie UE o stowarzyszeniu z Ukrainą, przedstawiciel Komisji Europejskiej do spraw energetyki Marlene Holzner, ogłosiła, że warunki słowackich dostaw gazu w trybie rewersowym na Ukrainę są uzgodnione i w najbliższym czasie zostanie podpisane porozumienie. 4 grudnia Ukraina nie przysłała jednak przedstawicieli na podpisanie „Memorandum o Porozumieniu” ze słowackim operatorem. Premier Słowacji Robert Fico poinformował, że jego kraj „nie będzie dostarczać gazu w trybie rewersowym na Ukrainę, skoro ukraiński premier Azarow uważa, że nie ma takiej potrzeby[6].

Wszystko na nic
Ukraina nie podpisała umowy stowarzyszeniowej z UE, nie podpisała memorandum gazowego ze Słowacją,  natomiast Rosja wsparła ją miliardowymi pożyczkami dolarowymi i obniżyła ceny gazu.
Rosja w międzyczasie doprowadziła ponadto do skutecznych porozumień z UE w sprawie pełnej eksploatacji gazociągu Nord Stream i jego lądowej odnogi OPAL, biegnącej równolegle do polskiej granicy na Odrze i Nysie. W listopadzie i do połowy grudnia testowano[7] pełen przepływ gazu między gazociągami Nord Stream a jego lądowymi odnogami OPAL i NEL. Próby wypadły pomyślnie.
Także niemieckie gazociągi i firmy handlujące gazem przeszły, po awanturze na ukraińskim Majdanie w …rosyjskie ręce.
Kilka dni temu, dosłownie w przeddzień wigilii, 23 grudnia, Gazprom podpisał z koncernem chemicznym BASF umowę[8] o przejęciu kontrolnego pakietu (50,02%) udziałów koncernu w firmie Wingas[9]. Reszta udziałów w Wingas należała już do rosyjskiego koncernu, przez co Gazprom stał się jedynym właścicielem jednej z największych i najbardziej nowoczesnych firm gazowniczych w Niemczech.  Gazprom przejął też udziały BASF w spółce WIEH, która handluje gazem w Niemczech, oraz w spółce WIEE, która handluje gazem w Europie Środkowej i Południowej i stał się jedynym właścicielem tych spółek. Komisja Europejska na transakcję Gazpromu z BASF zgodziła się 4 grudnia, a rząd Niemiec zaaprobował ją w znacznie wcześniej, w połowie tego roku.
W zamian, BASF uzyskał od Gazpromu 25,01% udziałów w spółce, która ma koncesje na eksploatację złóż gazu na Syberii, wyjątkowo trudnych w eksploatacji, o zasobach szacowanych na 274 mld m3 błękitnego paliwa.
Rodzi się pytanie, – dlaczego Niemcy nie widzą żadnego problemu w dostawach rosyjskiego gazu do swego kraju, sprzedają swoje strategiczne gazowe firmy i gazociągi rosyjskiemu Gazpromowi, a w przypadku Ukrainy wobec podobnych działań stawiają veto i awanturują się na całą Europę?!
Przecież Niemcy zwiększają swoją zależność od rosyjskiego gazu, niemiecki system transportu gazu oddają Rosjanom we władanie, a na rosyjski gaz, czy rosyjskie gazociągi na Ukrainie patrzą z oburzeniem[10].

Bitewny holownik na gaz
Nie da się ukryć, że głównym „holownikiem” niemieckiej wojny o Ukrainę jest gaz. Chodzi tu przede wszystkim o jej tranzytowe położenie i gazociągi. Ukraina jest w pełni zaopatrywana w gaz z Rosji. W zeszłym roku, z inicjatywy Güntera Oettingera podjęta została próba przełamania tego kierunku dostaw gazu na Ukrainę. Niemiecki, „energetyczny” komisarz UE, wraz z politykami w Berlinie i niemieckimi okręgami przemysłowymi opracował plan odwrócenia przepływu gazu w ukraińskim systemie gazociągów, co umożliwiłoby pompowanie teoretycznie tańszego gazu na rynku globalnym Zachodu przez te gazociągi. Pozwoliłoby Ukrainie uniezależnić się, wg komisarza, od rosyjskich dostaw gazu ziemnego. Nie powiedział tylko, że uzależniałoby to Ukrainę od dostaw również rosyjskiego gazu, ale dostarczanego z UE.  
Gołym okiem widać, że gazowy oręż w stosunkach z Ukrainą, UE chce przejąć od Rosji.

Militarna integracja Ukrainy z UE, by osłabić Rosję
Na początku tego roku niemiecka chadecka Fundacja Konrada Adenauera, a właściwie jej centrum badawcze dot. armii, konwersji i bezpieczeństwa (Center for Army, Conversion and Disarmament Studies) opublikowało dokument [11], opracowany w oparciu o siły opozycyjne Ukrainy, zawierający szczegółową analizę współpracy dot. bezpieczeństwa między UE a Ukrainą. Stwierdza się w nim, że coraz bardziej oczywiste staje się, iż z czasem integracja z UE nie będzie oznaczać wyłącznie integracji gospodarczej i społeczno-politycznej, ale także należy rozważyć integrację Ukrainy ze „składnikami bezpieczeństwa UE”, czyli „włączenie Ukrainy do wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony”.
Od 1991 r. Ukraina regularnie współpracuje z NATO, łącznie z udziałem wojsk ukraińskich w działaniach wojennych Sojuszu.  W 1994 roku wstąpiła do NATO-wskiego „Partnerstwa dla pokoju" a w 1999 r. NATO otworzyło biuro łącznikowe w Kijowie. Od 1997 r. wojska Ukrainy regularnie uczestniczą w manewrach NATO (Sea Breeze) na Morzu Czarnym wspólnie z marynarką wojenną RFN.
Podczas kadencji Wiktora Juszczenki Ukraina szykowała się do wstąpienia do NATO. Przystąpieniu udało się zapobiec m.in. dzięki niemieckiej eksploracji. Niemniej jednak, ukraińskie oddziały wojskowe  w mniejszym czy większym stopniu są wykorzystywane przez NATO.  Wg analizy opracowanej w FUNDACJI Konrada Adenauera, ukraińscy żołnierze zostali wysłani na misje NATO do Kosowa i Afganistanu, gdzie stacjonują oddziały z Litwy i Polski. Od 2007 r. Ukraina uczestniczy w NATO-owskiej operacji „Active endeavour” na Morzu Śródziemnym oraz działa w antypirackiej akcji NATO „Ocean Shield”.1 lipca 2011 r. po raz pierwszy ukraińscy żołnierze zostali zintegrowani w grupach bojowych NATO. Ukraina oddelegowała 1 lipca 2011 r. do działań Sojuszu samolot transportowy IŁ76 oraz pojazdy opancerzone.
Specjaliści USA z NATO,  uważają, 
że wojskowe i polityczne włączenie Ukrainy 
do UE oraz do NATO 
i rozluźnienie jej więzów z Rosją 
ma ogromne znaczenie strategiczne 
– bez Ukrainy Rosja jest nie do obrony 12].

Stratfor Geopolitic Diary[13], organ blisko związany z amerykańskimi służbami wywiadowczymi, podaje, że zachodnia współpraca wojskowa z Ukrainą jest szalenie istotna. Twierdzi, że „dla Rosji jej własna przyszłość jest związana z przyszłością Ukrainy”, bowiem kraj ten to „obszar, położony w samym sercu Rosji”, w przypadku utraty wpływów na Ukrainę „Rosja będzie już nie do obrony”.
Warto przypomnieć, że w 5-dniowym konflikcie kaukaskim, między Gruzją a Abchazją Południową, w akcjach militarnych stronę gruzińską wspierały kadry oficerskie i oddziały bojowe ukraińskiej armii, a na terenie Gruzji przebywało wówczas ok. 2 tys. żołnierzy z piechoty morskiej USA. 
Program militarnego stowarzyszenia UE z Ukrainą został przyjęty w Luksemburgu 24 czerwca 2013 r.[14]. Przewiduje on m.in.: regularne konsultacje UE i Ukrainy w sprawach zarządzania kryzysowego. Ponadto zachęca się Ukrainę do współpracy z takimi instytucjami unijnymi jak: Europejskie Kolegium ds. Bezpieczeństwa i Obrony czy też Europejskiej Agencji Obrony.

Szlaban na drodze do Pacyfiku
Grupa analityków z Niemieckiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych (DGAP) [15] stwierdziła, że bez względu na relacje z Ukrainą, podpisanie z nią lub nie, układu stowarzyszeniowego, Europę czeka poważna rewizja tzw. polityki wschodniej UE. Państwa uczestniczące w Partnerstwie Wschodnim powinny nadal przeprowadzać głębokie reformy pod rygorystycznym nadzorem UE. Układ o stowarzyszeniu wymaga, jak twierdzą analitycy z DGAP, by wprowadzano też, „w jakieś części bolesne dla społeczeństwa działania dostosowawcze”. 
Przy czym zakładają, że w dalszej perspektywie, „być może należałoby włączyć nawet Rosję do europejskiego systemu traktatowego”, np. w ramach „wspólnej strefy wolnego handlu”.
A to natomiast zdaniem niemieckich analityków ds. polityki zagranicznej – „tworzy perspektywę dla niemieckich firm i niemieckiego przemysłu do zaspokojenia ich niedostatecznego rozwoju gospodarczego nie tylko na obszarach do Uralu, ale nawet na drodze do Pacyfiku”.
Odmowa podpisania umowy stowarzyszeniowej przez Ukrainę, ich zdaniem, „zadała potężny cios tym planom” i po raz pierwszy w marszu na Wschód Berlin natrafił na trudny do sforsowania szlaban. 

Co zrobią teraz Niemcy?
Theo Sommer, wpływowy niemiecki dziennikarz z Die Zelt i b. szef sztabu departamentu planowania polityki w federalnym Ministerstwie Obrony, skrytykował [16]ekspansjonistyczne ambicje”' bieżącej polityki Berlina wobec Ukrainy.
Zwraca uwagę, że wydarzenia na Ukrainie, odbierane przez zachodnią opinię publiczną, w Polsce również - jako walkę o „samostanowienie”, nie mają z tym nic wspólnego i są de facto „wielka grą geopolityczną” Niemiec z Rosją. 
Kompromis między Moskwą a Berlinem wobec Ukrainy osiągnięto jakieś 100 lat temu i tylko na krótko – wiosną i latem 1918 r. udało się wtedy Rzeszy Niemieckiej włączyć Ukrainę pod jej wpływy. Po porażce I wojny światowej, niemieccy stratedzy, zdaniem red. Theo Sommera, kontynuują wysiłki w tym, co dawniej celu, przenosząc je do współczesnej RFN.
O rewizji tzw. polityki wschodniej mówi też obecny szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier. 
I chociaż, wg jego słów, polityka zagraniczna Niemiec będzie się nadal opierała na sprawdzonych wektorach, tj. „na integracji europejskiej, partnerstwie transatlantyckim i na aktywnej roli w kształtowaniu globalnego porządku pokojowego w ramach ONZ i innych międzynarodowych organizacji",  to relacje z Rosją wymagają pewnej rewizji.
Nie tylko w kontekście tego, co wydarzyło się na Ukrainie, ale w kontekście coraz większej roli, jaką Rosja odgrywa obecnie na świecie.
 - W ciągu najbliższych kilku lat, musimy na nowo sformułować to, co oznacza dla naszej polityki rola Rosji w Azji Środkowej i w całym rozległym kontynencie azjatyckim – stwierdził podczas pierwszego spotkania z personelem MSZ. - Świat nie jest taki sam, jak ten, który poznaliśmy lata temu. Trzeba wymienić "wypróbowane i przetestowane mantry” i przedyskutować naszą rolę w Azji.
Nasze stosunki z takimi partnerami jak Rosja i Chiny są trudne – przyznał. – Powinny opierać się na spokoju i pewności siebie. Pojawiająca się siła tych państw nie jest nowa, oba kraje mają długą i dumną przeszłość. Nie zapominajmy o tym, otwierając się na przyszłość!”.  Problem z Rosją w kontekście jej wpływów azjatyckich, nie jest jedynym, jaki zaprząta głowę nowego szefa niemieckiej dyplomacji.
Pięć lat temu, Rosja zaproponowała "partnerstwo na rzecz modernizacji i rozwoju”, który obserwuję z poziomu głowy, bez różu i przyciemnionych okularów” -  dowodził szef niemieckiego MSZ. - “Jest to pomysł, który wymaga inwestycji z obu stron”, na co, jego zdaniem, brak do tej pory “odwagi, kreatywności i chęci”. Jak należy się domyślać, ze strony Rosji. “To, co musimy jednak uczynić, to to, by nasze wysiłki przynosiły owoce. Przeszkadza mi ich brak" – przyznał minister Steinmeier, dodając, że “ważne jest, czy będziemy rozwijać różne dziedziny współpracy, które zabezpieczą nas przed powrotem do starych nawyków braku komunikowania się. Czy też będziemy budować przyszłość, w której stosunki między Rosją i Zachodem są oparte nie tylko  o powiązania  gospodarcze, ale o wspólnotę podstawowych przekonań”.
Problem w tym, że przekonania i opinie wobec tego co robi UE i Niemcy na Ukrainie są całkowicie odmienne w Moskwie i w Berlinie.
I o żadnej wspólnocie przekonań nie może być tu mowy.



[1] Wykorzystano do tłumaczenia tekst angielskojęzyczny przekazany przez MSZ RFN w subskrybowanym biuletynie z dn. 17 grudnia br. 

[2] Theo Sommer: „Ein neuer Eiserner Vorhang?”  25.11.2013, ,patrz: http://www.zeit.de/politik/ausland/2013-11/ukraine-russland-eu-eisernervorhang

[3] Zofia Bąbczyńska-Jelonek: „Przyszłe stosunki z Rosją w oczach polskich i niemieckich socjalistów”, 7.07.2013, patrz:  http://sophico21.blogspot.com/2013/07/przysze-stosunki-z-rosja-w-oczach.html oraz Zofia Bąbczyńska-Jelonek: „Manewry niemieckich socjalistów na rosyjskich wodach”, 30.07.2013, patrz: http://polish.ruvr.ru/2013_07_30/Manewry-niemieckich-socjalistow-na-rosyjskich-wodach/

[4] Friedrich-Ebert-Stiftung: Germany and Russia in 2030. Scenarios for a Bilateral Relationship, Berlin 2013.
Dla potrzeb artykułu posługuję się wersją angielskojęzyczną, udostępnioną przez FES. Publikację można znaleźć w bibliotece internetowej FES (w zestawie z czerwca 2013r. - 9 pozycja od góry) pod adresem - http://library.fes.de/library/fr-voll-digbibnew.html

[5] Frankfurter Allgemeine Zeitung: „Ukraine durchbricht das russische Erdgasmonopol” 20.11.2013r.

[6] Głos Rosji: „Dziwne pertraktacje gazowe Słowacji i Ukrainy”,13.12.2013r.

[7] Inf. z 18.12. 2013 r. OPAL Gastransport GmbH & Co, patrz:  http://www.opal-gastransport.de/index.php?id=428

[8] Andrzej Kublik: „Gazprom na Gwiazdkę bierze niemieckie gazociągi”, Gazeta Wyborcza, 23.12.2013r.

[9] OAO Gazprom: „Gazprom and Wintershall sign Master Agreement to swap assets.”, 23.12.2013 r., patrz: http://www.gazprom.com/press/news/2013/december/article181323/

[10] Frankfurter Allgemeine Zeitung: „Letzte Station Straßburg”, 16.11.2013r.

[11] Valentyn Badrak, Vasyl Laptiychuk, Leonid Polyakov, Zergiy Zgurets: „Potentials for Cooperation between Ukraine and the European Union in the Sphere of Security”; KAS Policy, Paper 19.

[12] Analiza ekspertów niemieckich: ”Die militärische Seite der Integration”, Berlin/Kijów, 11.12.2013r., patrz: http://www.german-foreign-policy.com/de/fulltext/58755

[13] Stratfor Geopolitical Diary: „Ukraine's Demonstrations Heat Up” 10.12.2013 r., patrz: http://www.stratfor.com/sample/geopolitical-diary/ukraines-demonstrations-heat

[14] EU-Ukraine Association Agenda to prepare and facilitate the implementation of the Association Agreement, Luxembourg 24.06.2013r., patrz:  http://www.modernukraine.eu/wp-content/uploads/2013/10/Plan-of-Priority-Measures-27-09-13.pdf.

[15] Andrzej Olechowski, Adam D. Rotfeld, Rainder Steenblock, Rita Süssmuth, Karsten Voigt: „Über Vilnius hinaus denken: Polen und Deutschland müssen die EU-Ostpolitik vorantreiben”, DGAPstandpunkt No. 8, listopad 2013r., patrz: https://dgap.org/de/think-tank/publikationen/dgapstandpunkt/die-ukraine-politik-der-eu-ist-gescheitert


[16] Theo Sommer: „Ein neuer Eiserner Vorhang?”, 25.11.2013 r. patrz:  http://www.zeit.de/politik/ausland/2013-11/ukraine-russland-eu-eisernervorhang


6 komentarzy:

  1. No i mam jasność w wielu aspektach bieżącej polityki. Przede wszystkim wiem kto szczuł i, co było grane. Dziękuję.
    Pani Zofio.
    Mam nadzieję, że przyszły rok nie będzie dla nas uboższy. Przeto życząc Pani zdrowia i spełnienia marzeń, wyrażam także nadzieję wiernych czytelników Pani bloga-do których się zaliczam-na otwarte okienko przez cały 2014 rok.
    Do siego roku.

    Dyl Sowizdrzał.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...ja też mam taka nadzeję Drogi Dylu Sowizdrzale! Dziękuje za życzenia, odwzajemniam sie tym samym. Do Siego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wiadomo tradycyjny pogląd jest taki że jeżeli między Rosją i Niemcami iskrzy to jest korzystne dla Polski. Relacje Niemców z Rosją nie mogą być lepsze niż z Polską. Istnieje zagrożenie że oba mocarstwa mogą się dogadywać ponad naszymi głowami. Oczywiście naszym kosztem. Dlatego Polska powinna więc wbijać klin w takie stosunki. Z tego także powodu że jest to korzystne dla interesów naszych zamorskich przyjaciół. Tak więc to co zostało opisane w artykule powinno nas cieszyć. Iskrzy na całego.
    Niestety obawiam się że dwa sporne problemy które antagonizują Niemcy i Rosję - rywalizacja o strefę wpływów w Europie centralnej i wschodniej oraz polityka energetyczna, zostaną w końcu uregulowane. Niemcy mimo wszystko dogadają się z Rosją bo leży to w ich w ich interesie. Mają swoje problemy, napięcia strefa euro, narastający eurosceptycyzm i ekstremizmy w Europie, nie wiadomo jak się to wszystko potoczy. Po targach i przepychankach wypracują w końcu swoją spójną politykę wschodnią , my zaś nie będziemy mieć na to żadnego wpływu. Co w tej sytuacji robić. Na miejscu min. Radka szukałbym jakiegoś przyszłościowego rozwiązania które skonfliktuje Putina z Merkel. W tej sprawie może liczyć na bratnią pomoc kolegów ze Szwecji i Holandii. No i przyjaciele zza wielkiej wody też nie odmówią poparcia. Czy to się uda, nie wiadomo. Poczekajmy zobaczymy.
    Dzisiaj szykuje się huczny sylwester na euromajdanie. Jestem ciekaw czy nasi politycy też tam się znajdą. Trzymajmy kciuki za udaną zabawę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Święta prawda, Pani Zofio!

    OdpowiedzUsuń