czwartek, 25 lipca 2013

Niepowetowana strata




Michał Radgowski
Dziennikarz
1929 - 2013
Przedstawiciel, jeden z najwybitniejszych,
pokolenia dziennikarzy
na których przykładzie uczyłam się zawodu.
Na „Polityce” redagowanej przez Niego
i Mieczysława F. Rakowskiego
jeszcze w liceum uczyłam się
form dziennikarskiego warsztatu…
Odszedł jeden z moich Mistrzów. 


 Polska lewica i środowisko dziennikarskie
poniosły  niepowetowaną stratę.
R.I.P



 ***

Wspomnienie  red. Adama Krzemińskiego o red. Radgowskim

Docent W. nie żyje

Młode pokolenie dziennikarzy nie bardzo kojarzy jego nazwisko, ale w historii powojennej prasy polskiej Michał Radgowski był jednym z najjaśniejszych punktów. Znakomity felietonista i aforysta był jednym z najlepszych przedstawicieli tej lewicowej inteligencji, która z przedwojennego domu wyniosła kulturę i wrażliwość społeczną, a z własnego doświadczenia życiowego - rozwagę i umiarkowanie. 
Urodził się w 1929 r. w rodzinie warszawskiego sędziego. W latach 50. studiował filozofię. W latach 60. i 70. jako zastępca redaktora naczelnego tygodnika "Polityka" Mieczysława F. Rakowskiego wydatnie współkształtował liberalny, otwarty na świat charakter pisma. W roku 1968 należał do tych, którzy uchronili tygodnik przed udziałem w antysemickiej kampanii. I był współautorem programowej polemiki z "Trybuną Ludu". To również dzięki niemu "Polityka" uchodziła za "polskiego 'Spiegla'" i najlepszy tygodnik "od Łaby do Władywostoku".
Jego cotygodniowe "Zamiast felietonu" - na dole ostatniej strony "Polityki", pod "Bywalcem" Passenta, było w latach 70. obok felietonów Kisiela w "Tygodniku Powszechnym", KTT i "Hamiltona" w "Kulturze" lekturą obowiązkową ówczesnego inteligenta. Bohaterem felietonów Radgowskiego był docent W. - nieco nieporadny, abstrakcyjnie myślący, a zarazem zaskakująco przenikliwy obserwator peerelowskiej rzeczywistości.
Dla nas, młodych redaktorów "Polityki" lat 70., Michał miał zawsze ciepłe słowo i cierpki dowcip. Był jak jego docent W. godnym zaufania człowiekiem rozmowy, zadumy, a zarazem ostro widzącym rzeczywistość. Do kręgu jego przyjaciół należeli  Wisława Symborska, Hanna Krall, Tadeusz Drewnowski...
W drugiej połowie lat 70. czuł się coraz ciaśniej. Do pierwszego wyraźnego spięcia z Rakowskim doszło w roku 1979 wokół "Drożdży". Nagrodę dla jednego z szefów TVP, Janusza Rolickiego, w sytuacji, gdy prawdziwym zaczynem myśli i działania jest KOR, Radgowski uznał za nie na miejscu.
W stanie wojennym odszedł wraz z jedną trzecią zespołu. Ale mimo to w lutym 1982, gdy Janek Bijak uruchamiał okaleczoną "Politykę", Michał usiadł na swoim dawnym miejscu. Dla otuchy.
W latach 80. pisywał felietony do "Kobiety i Życia" i "Dialogu", w 90. do "Rzeczpospolitej" Darka Fikusa. Ale docenta W. już nie wskrzesił. Czas refleksyjnego sarkazmu minął. Pozostały zbiory felietonów Radgowskiego, pozostała pierwsza biografia "Polityki". I są jeszcze przyjaciele, koledzy i czytelnicy Michała - znakomitego publicysty, redaktora i człowieka...

Adam Krzemiński
 publicysta "Polityki"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz