czwartek, 7 lutego 2013

Putin widziany oczyma Rosjanina



Rosyjski analityk i prezes spółki konsultingowej  „Neokon” - Michaił Chazin uważa, że nie wystarcza opisywać Władimira Putina, jako przywódcę i polityka, ale należy przede wszystkim i dokładniej opisać okoliczności, w jakich przyszło mu działać.
Z wielką przyjemności przytaczam artykuł  Michaiła Chazina - „ Słów kilka o Putinie” (Несколько слов о Путине), który ukazał się 3 lutego tego roku na rosyjskim portalu www.worldcrisis.ru  
i pokazuje w jakiej politycznej, społecznej i gospodarczej rzeczywistości przyszło Władimirowi Putinowi prowadzić polityczną działalność. Większość recenzentów Putina analizuje jego poczynania w kontekście rzeczywistości europejskiej, a może nawet bardziej – amerykańskiej lub w przypadku polskich analityków – z dodaniem historycznych relacji polsko-rosyjskich. Mało, kto zwraca uwagę jak realnie wyglądała Rosja i jej scena polityczna, którą dostał Władimir Putin w spadku po Jelcynie.

***

Michaił Chazin

Słów kilka o Putinie


            W ostatnim okresie wiele osób zadaje mi pytanie, dlaczego stałem się apologetą Putina. Jedni piszą o tym jawnie w obwiniającym mnie tonie, inni po prostu konstatuję fakt. Przyświeca temu oczywiście inny cel, ale ogólnie rzecz biorąc, jest to nieco śmieszne. Bo, jeśli pracuję dla Putina, to im więcej o tym mówię, to tym bardziej mogę sobie pozwolić, by dopominać się zapłaty. A jeśli nie – to, dlaczego o tym rozmawiam?

            W rzeczywistości autorzy tych wypowiedzi wykazują kompletny brak kompetencji do wypowiadania się w sprawach politycznych. Zwłaszcza wykazują brak zrozumienia tego, czym jest głowa dużego państwa, w szczególności – prezydent Rosji.

            Wszystkie argumenty, przedstawione w ramach tego ich myślenia, wynikają niekiedy z logiki, która,  wygląda mniej więcej tak Putin wchodzi w pewne wspólne „komando” (zespół, drużynę rządzącą państwem - przyp. mój), które czyni wszystkie szkody w kraju (wariantowo - niszczy system edukacyjny, realizuje prawodawstwo wobec nieletnich, sprzedaje kraj Zachodowi, hołduje korupcji, nie wprowadza „demokratycznych” reform, ogranicza demokrację, niedostatecznie daje „na zakąskę”). Ponieważ wszystko to lubi.

           Autorzy tych argumentów nie biorą dwóch ważnych faktów pod uwagę.

Pierwszy fakt jawi się w tym, że polityka – to sztuka możliwości. Dlatego, że powodzenie polityka w 80% określają warunki zewnętrzne. Istnieją, oczywiście, ludzie, którzy są ponad te okoliczności, ale, po pierwsze – jest ich bardzo mało, a po drugie – a priori, są to osoby nieco naiwne, i wreszcie rzadko przebijają się do wysokich stanowisk w rządzie.

            Okoliczności, w jakich Putin działał na początku 2000 r., pod koniec drugiej kadencji a obecne – różnią się zasadniczo. I dlatego Putin, jako polityk (a on już udowodnił, że się na polityce dokładnie zna) nie może się nie różnić w różnych okresach funkcjonowania, jako głowa państwa.

            Drugi fakt jawi się w tym, że - polityka jest sztuką budowania kompromisów między różnymi siłami politycznymi. I im bardziej utalentowany polityk, im liczniejsze wypracowane przez niego kompromisy, tym bardziej jest przekonywujący dla postronnego obserwatora, jako jedyny, spójny lider drużyny. Ponieważ jestem w stanie wyobrazić sobie niektóre postaci z kręgu Putina, wyobrażam sobie, jak one, kolega kolegę się nienawidzą i jak trudno jest budować w takim gronie, nie tyle sensowne, co, po prostu niebyt agresywne interakcje.

            Jeśli spojrzymy na rozwój sytuacji z punktu widzenia Putina, to wyglądała ona tak - w pierwszym etapie, w czasie jego pierwszej kadencji był po prostu zwykłym najemnym menadżerem, który został zatrudniony przez elity do rozwiązania pewnych, specyficznych problemów. Był bardzo ograniczony w podejmowaniu decyzji politycznych, choć niektóre udało mu się podjąć i zrealizować. Ten okres można uznać za zakończony po „sprawie Chodorowskiego”.

            Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz. Cały ówczesny skorumpowany reżim (rozumiany tutaj, jako system władzy – przyp. mój.) i wzmocnienie tzw. „siłowników”[1] – Putin już zastał obejmując prezydenturę. Ten korupcyjny układ tworzyły dwie główne siły polityczne lat 90-tych minionego wieku – tzw. „Rodzina"[2] i „Liberałowie”. I obie były beneficjentami tego układu. W połowie lat 90., zwłaszcza po likwidacji „ grupy Soskowca–Korżakowa”, politycznie te dwie siły były uosobione w osobach Bieriezowskiego i Czujbajsa, ale przy głębszych analizach wychodzi większe zróżnicowanie.

            Grupa "rodzinna" zaczęła wzmacniać rolę tzw. „siłowników” (Nikolajew, Kawaliew, Bordjuża pojawili się na długo przed Putinem), umieszczając „siłowników” w gronie beneficjentów programów prywatyzacyjnych. Nie dało się tego zmienić, Putin nie był wtedy wystarczająco silny. Kiedy się oni pojawili – gdzieś tak w połowie pierwszej kadencji – sytuacja gospodarcza zaczęła się bardzo szybko poprawiać dzięki wzrostowi cen na ropę. Putin, który był daleki od wszechmocy (nawet teraz nie jest wszechmocny i nie przypomina Stalina końca lat 40-tych) starał się nie niszczyć tego, co działało i rozwijało się w kraju i w trosce kraj, nie strzelał spornych bramek.

              Trzeba pamiętać, że w momencie, kiedy Putin doszedł do władzy nie było już pełnego monopolu na liberalny ogląd świata („rodzinni” i „siłownicy” swoich kart nie mieli i posługiwali się „liberalnymi”), który, co więcej, był obsługiwany i przez MFW, i przez Bank Światowy, i Unię Europejską i USA. Alternatywne liberałom grupy ekonomiczne w Rosji były niesłychanie mocno osłabione jeszcze tym, że w walkach politycznych w latach 1998-1999 postawiły na przegrywające ugrupowanie Masljukowa-Primakowa (lub zostały wyeliminowane wcześniej).        
            Żaden normalny polityk nie będzie zmieniał pracującego systemu, przed dokonaniem racjonalnej oceny sytuacji i tego - kogo i co ma zmienić. U Putina w 2000r. takiej oceny i zrozumienia sytuacji jeszcze nie było, tak samo jak u ludzi z jego otoczenia. Grupa liberalna (połączyła się z grupą „rodzinną” na potrzeby wojny z „siłownikami”), jak i grupa „siłowników” nie chciała wprowadzać nowych osób do otoczenia Putina („tolerancja organu ” – to odrębny i bardzo dochodowy interes), ale i też nie było takiej potrzeby. Tak, więc wszystko było w porządku i zgodnie z liberalnym oglądem świata – żadnych problemów być nie mogło.

            Kiedy w 2008 r. Putin przestał być prezydentem, zostawił za sobą możliwość powrotu na stanowisko, o ile to nie będzie kolidować z polityką prowadzoną w dwóch głównych ugrupowaniach politycznych. U niego wystąpiły już pewne możliwości, (ale tylko w ramach konsensusu elit, który byłby w stanie natychmiast zniszczyć i tylko wtedy, gdy coś zaczęłoby się fundamentalnie zmieniać), ale nie było pewności, czy jest to konieczne. I co najważniejsze – nie było żadnych alternatywnego „komando”[3].

             Musiał nadejść rok 2008 z kryzysem, a potem jeszcze kilka lat, żeby stało się jasne, iż starego modelu już nie ma. Jeszcze nie wiadomo było, jaki będzie nowy, ale w ramach starego – nie można było już działać. 
            W tej sytuacji zaistniało wiele możliwych wariantów.

            Pierwszy z nich – to kompletna rozbiórka starego systemu. Ryzyko było wielkie (w kontekście globalnego kryzysu, który unaocznił wszystkim naszym oligarchom, że nie tylko nie ma żadnej gwarancji zachowania kapitału, ale wręcz przeciwnie jest pełna gwarancja, że nie pozostanie nic, co było „tuszowane” w Rosji), gwarancje powodzenia tak niejednoznaczne, że ten wariant był zdecydowanie nie do utrzymania.

            Wariant drugistopniowa redukcja elit przy jakimś wewnętrznym konsensusie dla niej, do czasu, aż się sytuacja „uspokoi”. W ten wariant jeszcze wielu wierzy, ale ludzie są mądrzy, (do których, oczywiście, zalicza się Putin) i najprawdopodobniej ta opcja nie jest już rozważana. Przy czym podejmowane są pewne działania, które budzą u innych członków elit przerażenie. Należy pamiętać, że realność tej opcji jest równa zeru, bowiem w bliskim czasie jakiejkolwiek poprawy nie należy się spodziewać.

            Trzeci wariant – to wygranie jednej z elitarnych grupy politycznych z likwidacją pozostałych, bez jakiegokolwiek konsensusu. Niektórzy widzą tu analogię z latami 30-tymi w ZSRR. Wariant ten jest możliwy, ale nie teraz, gdy poziom sprzeczności w elitach politycznych jest tak daleko posunięty, chociaż do niego jest najbliżej.

            Jest jeszcze czwarty wariant – wybranie w drodze konsensusu „dyktatora” i danie mu pełnomocnictw do przeprowadzenia trudnych reform, trudnych w tym znaczeniu, że mogących zniszczyć system, który powstał pod koniec lat 90-ch i na początku 2000-nych.

            Ta wersja została wybrana i w roli dyktatora pojawił się Putin. Ale nie dzięki zaproszeniu elit, jak było w 1999 r., ale na własne rachunek. Z tej właśnie przyczyny zdecydował się kandydować na urząd prezydenta i wygrał wybory. W przeciwnym razie jego możliwości zmiany politycznego modelu zarządzania państwem byłyby znacznie ograniczone. Z tego powodu też dostał  „błotny proces" [4] (bardziej poprawnie, – proces, którego początkowy entuzjazm nie był skierowany przeciwko rządowi, ale był apelem do władzy, że należy coś w niej zmienić), który jednak sukcesu nie osiągnął.

            Obecnie Putin jest jedyną osobą w kraju, który posiada zdolność przeprowadzenia zmian bez procesu rewolucyjnego. Chciałbym przy tym zwrócić uwagę, że nie ma innej możliwości, co nie znaczy, że on tak chce, albo, że liczy na sukces. Ale każdy inny wariant skończyłby się rewolucją.

            Elitarne grupy są gotowe przyjąć każde reformy pod warunkiem, że ich sytuacja się nie pogorszy. Ponieważ jednak ich sytuacja się automatycznie pogarsza (z powodu kryzysu na świecie) Putin strategicznie na tych elitach oprzeć się nie może (taktycznie, jak najbardziej).

            Skierowanie uwagi Putina w strona Akademii Nauk może być odebrane, jako próba stworzenia alternatywnego, liberalnego opisu świata i liberalnego zarządzania gospodarką. Czy stanie się to rzeczywiste – zobaczymy przy zmianie kierownictwa BC[5]. Jeśli na miejsce Ignatiewa zostanie wytypowany Jakowlew, Kudrin lub jakiś Zadornow, to oznacza, że Putin na razie nie będzie  „budził licha”. Co się stanie potem – to już temat na odrębną dyskusję.

            Na zakończenie – sytuacja, w której działa Putin zmienia się fundamentalnie. Patrząc obiektywnie, i subiektywnie - to jest w części jego stosunek do rosyjskich elit i postawy elit do niego. Wymaga ona od niego, jako polityka – reakcji.

           Starałem się opisać jego możliwości i zdolności z uwagi na fakt, że większość w kraju, jak dotąd przynajmniej – nie ma żadnych szans na dokonanie niezbędnych reform bez rozlewu krwi.          

            Jeśli Putin odmówi – zobaczymy, co się wydarzy. Ale nie jestem pewien, czy on sam tego chce i czy lubi działać. W tym sensie – sytuacja jest nadal niepewna.


***

Michaił Chazin (ur. 1962 r.)


W 1979 r. rozpoczął studia na uniwersytecie w Jarosławcu, w 1980 r. przeniósł się na wydział mechaniki i matematyki Uniwersytetu Moskiewskiego, który ukończył 1984 r. Po studiach, do 1991 r. pracował w Akademii Nauk ZSRR, w 1992 r. został kierownikiem działu analitycznego ELBIM Banku. W latach 1993-1998 pracował w usługach publicznych, W 1993/94 – w centrum Pracy dla rządu FR, 1 1994-1997 w ministerstwie gospodarki FR, następnie do czerwca 1998r. w wydziale gospodarczym kancelarii prezydenta FR. Obecnie na emeryturze. Od 1998 r. – zawodowy konsultant ds. strategicznego planowania.Od 2002 r. prezes spółki konsultacyjnej „Neokon”.



[1] Siłownicy (силовики) – grupa dawnych i obecnych pracowników tzw. resortów siłowych w Rosji.

[2] Rodzina – grupa, o koneksjach rodzinnych i towarzyskich związana z prezydentem Jelcynem

[3] Komando – spójna, zorganizowana grupa ludzi, „drużyna”, sprawująca lub mogącej przejąć władzę w Rosji.

[4] Manifestacje opozycji rosyjskiej na Placu Błotnym w Moskwie.


[5] BC – Bank Centralny

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy z 8.02.2012
      Twój komentarz został przeze mnie - usunięty.
      Tutaj nie ma miejsca na lansowanie teorii spiskowych dot. Smoleńska, zamachu przez KGB na Jana Pawła II czy zatrucie przez Rosjan toksynami prezydenta Juszczenki i podobnych, przypisywanych prezydentowi Rosji.
      Tutaj można polemizować z poglądami prezentowanymi przeze mnie lub innych autorów w oparciu o konstruktywną nawet krytykę, ale bez pomówień, insynuacji i ewidentnych kłamstw, na dodatek przesyłanych anonimowo.
      Kryteria dyskusji w moim blogu są jasno określone.
      Jeśli uważasz, jak piszesz, że Władimir Putin był ewidentnie zainteresowany śmiercią Lecha Kaczyńskiego, bo miał wg Ciebie ku temu powody i dlatego zlecił lub sam dokonał na niego zamachu - to złóż stosowne doniesienie do prokuratora i to poparte dowodami.
      Mój blog, wybacz, nie jest platformą dyskusyjną PiS. Tu dyskutuje się kompetentnie na tematy związane z prezentowanymi przez autorów artykułów tezami i opiniami. I nie sprowadza się wszystkiego do wspólnego mianownika jakim wg Cienie jest "zamach" w Smoleńsku.

      Usuń