14 lipca 2017

Poranna "Prasówka"


Ponad ćwierć wieku po "obaleniu komunizmu”, którego nb. nigdy Polsce nie było, nazwanie czasów PRL czasami "totalitaryzmu", choć to absurd polityczno-historyczny - mamy dzięki ekipom postsolidarnościowym, a szczególnie ugrupowaniu skrajnie nacjonalistycznemu, jakim jest obecnie PiS - marsz ku rzeczywistemu totalitaryzmowi i dyktaturze. 
 I ja, jako obywatelka III RP mam z tego powodu być nadzwyczaj zadowoloną, wg PiS, bo to jest "dobra zmiana" oraz Bóg, Honor i Ojczyzna.
Dla mnie - nie jest i nie jestem zadowolona, ale zdrowo wkurzona. A Boga, honoru i ojczyzny do tego nie mieszam.


 Pracownicy służb mundurowych z PRL i ich rodziny, w tym też z uczelni służb mundurowych, zostali "ukarani" ustawą i pociągnięci do odpowiedzialności zbiorowej za "służbę dla ustroju totalitarnego" - za co im obniżono świadczenia emerytalne. I jakoś nie ma nikogo rozsądnego, by zaprotestował wobec bezprawia. Nie ma w prawie - odpowiedzialności zbiorowej, niehumanitarne jest karanie ludzi po kilkudziesięciu latach... obniżką świadczeń socjalnych (ZUS) zagwarantowanych im prawem, a prawo nie działa wstecz.
Nikt nie zwraca uwagi, że o egzystencji tysięcy ludzi decydują wg własnego "widzi mi się" pracownicy IPN, instytucji na wskroś politycznej.
Za wyrażanie werbalne poparcia legalnemu polskiemu prezydentowi i laureatowi nagrody Nobla - Lechowi Wałęsie, podczas legalnej manifestacji - ludzie są legitymowani i otrzymują mandaty lub kierowane są sprawy do sądu. Tylko, dlatego, że szeregowy poseł PiS ma głęboką awersje wobec Wałęsy.
To klasyczny przykład represji politycznych na tle kaprysu szeregowego posła PiS, jakim jest Jarosław Kaczyński.
Za jego fobie i anse - cierpią dziesiątki ludzi.
Podobnie się dzieje wobec ludzi niezadowolonych, z co miesięcznych cyrków na Wawelu, związanych z odwiedzinami sarkofagu prezydenta Kaczyńskiego przez jego brata, szeregowego posła PiS. Tu też ludzi ciąga się po komisariatach, prokuraturach i sądach, za to, że ośmielili się mieć inne zdanie, protestują i nie popierają zachowania Jarosława Kaczyńskiego w tamtym miejscu. I znowu nikt nie zwraca uwagę, że państwo oficjalnie - kreuje kult jednostki i rodziny z nią związanej, że temu kultowi jest podporządkowany aparat państwa, i że są to ewidentne znamiona państwa totalitarnego. I że ludzi nieakceptujących tego zdublowanego (Lecha wraz z bratem bliźniakiem) kultu Kaczyńskiego - czekają represje z użyciem aparatu państwa.
W czasach stalinowskich w Polsce krzyczano "Stalin, Stalin", dzisiaj krzyczy się "Ja-ro-sław, Ja-ro-sław!"

Trójpodział władzy w Polsce na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą - systematycznie ulega degradacji i ulega zanikowi na rzecz wiodącej roli ugrupowania politycznego, podobnie dzieje się w mediach publicznych.
Sądy, prokuratura i media publiczne są całkowicie podporządkowane i uzależnione od dyrektyw partyjnych, ugrupowania sprawującego obecnie władzę (PiS). Nie ma ich niezależności, za niesubordynacje czeka ludzi degradacja lub utrata pracy.
Wszelkie nominacje w spółkach państwowych i instytucjach państwowych to nic innego, jak obsadzane intratnych stanowisk członkami partii (PiS) lub członkami ich rodzin. I nikt nadal nie reaguje, że jest to skrajny nepotyzm polityczny i korupcja polityczna na gigantyczna skalę.
Jednocześnie odbywa się olbrzymie "pranie mózgów" młodego pokolenia, państwowa propaganda jest wyjątkowo agresywna i oparta na ewidentnych kłamstwach, trwa narzucanie społeczeństwu określonych matryc myślenia o polskiej historii, historii II wojny światowej czy bieżącej rzeczywistości politycznej, na piedestał wynoszone są postaci o wątpliwej reputacji i etycznych zasadach w postępowaniu.
To tylko kilka uwag po dzisiejszej porannej "prasówce".
I co mamy w tej "prasówce"? - A no mamy marsz ku dyktaturze, represje, naciski polityczne a przy tym ekipa rządząca, która to wszystko realizuje - popisuje się brakiem merytorycznych kompetencji, by nie rzec wprost - ogromną głupotą.
O myśleniu ekonomicznym też trudno mówić, więcej tu pokazówek politycznych niż myślenia o zdrowej gospodarce
Nie jest to widok optymistyczny.
Deprecjonowany przez PiS "totalitaryzm" PRL przyniósł odbudowę zniszczonego wojna kraju, podniósł wysoko poziom edukacyjny, zaowocował awansem społecznym dla bardzo wielu grup społecznych.
Obecna droga PiS ku totalitaryzmowi w stylu stalinowskim, czy jak kto woli - bolszewickim, niesie ruinę struktur demokratycznego państwa, skrajny nacjonalizm, potworne zadłużenie państwa, które przekroczyło już bilion złotych, ruinę systemu edukacyjnego, ruinę systemu opieki zdrowotnej, naruszanie norm ochrony przyrody wobec dobytku narodowego, jakim jest m.in. Puszcza Białowieska, wprowadzeniem wojsk USA do Polski, co nadwyręża system bezpieczeństwa w Europie.
Pomysły ekonomiczne - to poza horrendalnym zadłużeniem państwa - drożyzna, podnoszenie akcyz i podatków.
Mnie to absolutnie nie cieszy!

11 lipca 2017

Ćwierćwiecze polskiej wojny

Polska to taki kraj, w którym od ćwierćwiecza najtęższe głowy pracują nad tym, by kupować najdroższy gaz, mając pod bokiem szeroko dostępny i tani. Żadne rachunki ekonomiczne czy praktyczne podejście do krajowego gazowego rynku - nie wchodzą w rachubę. Liczy się tylko jedno – pozbycie się z Polski rosyjskiego dostawcy gazu. Dla ekip rządzących po „obaleniu komunizmu” w Polsce, wszystkich zresztą opcji politycznych, nie tylko „posolidarnościowych” (SLD też uległa tej psychozie), walka z rosyjskim gazem została wyniesiona na polityczne sztandary.

Polskie strachy
Powody podawano różne, w zależności, kto rządził. Raz to było sugerowanie szantażu energetycznego ze strony Rosji, innym razem potrzeba szantażowania Rosji ze strony Polski, by wymusić na Gazpromie obniżki cen gazu, bo „Niemcy płacą mniej”. Wszystko w atmosferze antyrosyjskiej histerii.

WYZWOLIĆ SIĘ OD ROSJAN

Uzależnienie krajowego rynku gazowego od dostaw z Rosji uważano, i uważa się nadal, jako zagrożenie suwerenności państwa. Choć, jak wskazują dziesięciolecia funkcjonowania rynku gazowego, Rosja jest dostawcą rzetelnym, terminowym i niezawodnym. Jeśli były perturbacje z dostawami gazu do Polski i UE, to z powodu kradzieży na Ukrainie, lub ukraińskiego „zakręcania kurka” z podszeptów prezydentów Busha i Kaczyńskiego, którym ulegał prezydent Juszczenko w czasie „pomarańczowej rewolucji” i „5-dniowej wojny” na Kaukazie. Winę zwalano na Rosję, by wywołać pożądane reakcje Zachodu.

Dowodzono, że światłowody puszczone lądowym gazociągiem (Jarmał), tranzytem przez Polskę, mogą być szpiegowskim narzędziem Rosji.

W ramach walki z rosyjskim gazem wymyślono terminal LNG w porcie świnoujskim (gazoport) i zawarto kontrakt na dostawę katarskiego gazu, droższego niż rosyjski.

W końcu rosyjski dostawca i zachodni klienci zdecydowali się położyć na dnie Bałtyku bezpośredni gazociąg Nord Stream między Rosją a Niemcami, uniezależniając się od kaprysów państw tranzytowych: Polski i Ukrainy. Budowę tego gazociągu też Polacy oprotestowali, zresztą bezskutecznie, pod pozorem zablokowania przez niego dostępu do portu w Świnoujściu i Szczecinie.

Pod hasłem dywersyfikacji dostaw gazu, noszono się też z zamiarem zbudowania gazociągu z Norwegii do Polski przez Bałtyk, mimo, że Skandynawowie jasno stwierdzili, że to nieekonomiczny projekt i Polski nie wsparli. Rząd Leszka Millera zrezygnował z realizacji tego pomysłu. Został on jednak reanimowany obecnie przez PiS-owskie władze.

ŁUPKOWE ELDORADO

Kilka lat temu Polskę opanował szał wydobycia gazu łupkowego, z apogeum w 2011r., mimo, że geolodzy, jak i ekolodzy, zgodnie twierdzili, że to raczej niemożliwe, bo zasoby są nikłe, a wydobycie ryzykowne ze względu na technologie wydobycia zagrażające środowisku i jakości wody pitnej.

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) wydał masę broszur i ulotek na temat gazu łupkowego, sugerując, że w świetle doświadczeń amerykańskich, Polska może mieć znaczący wkład w rozwój unijnego i międzynarodowego rynku gazowego, stając się „laboratorium gazu łupkowego”.

Po wycofaniu się amerykańskich i innych, zachodnich firm, z pomysłu szukania i wydobycia gazu łupkowego w Polsce, m.in. z powodu niewystarczających zasobów i zaostrzonych mocno norm środowiskowych przez UE w tym względzie, pomysł padł śmiercią naturalną. Po 6 latach łupkowa bańka gazowa wyparowała, nic po niej nie zostało. Łupkowy boom w USA dawno minął, koncerny energetyczne generują olbrzymie straty, a Polska nadal wierzy w amerykański LNG z gazu łupkowego, jako antidotum na rosyjskie błękitne paliwo.

FRONTY WALK GAZOWYCH

Obecne władze PiS prowadzą wojnę z rosyjskim gazem na trzech frontach.

Pierwszy - to próba zastopowania budowy kolejnych nitek gazociągu bałtyckiego – Nord Stream2.

Drugi - to wzmocnieniem dostaw LNG z USA i wykreowanie gazpoportu w Świnoujściu w centrum (hub) dostaw gazu dla państw tzw. trójmorza.

Trzeci - to budowa gazociągu Baltic Pipe między Polską a Danią dla przesyłu gazu norweskiego.

W trakcie wizyty prezydenta USA w Warszawie, w przeddzień szczytu G20 w Hamburgu, polsko-rosyjska wojna gazowa także miała swoje odzwierciedlenie i to bardzo akcentowane. Jest ona zresztą, na rękę amerykańskiemu przemysłowi energetyczno-wydobywczemu, usiłującemu znaleźć nowe rynki zbytu. Emocje stanęły w zenicie, jak w przypadku ogłaszania polskiego eldorado gazu łupkowego.

Donald Trump mile podłechtał zamiary odseparowania się od rosyjskiego dostawcy i kuł żelazo, póki gorące. Zapewnił, że Stany Zjednoczone gotowe są wspomóc państwa Europy środkowej dostawami amerykańskiego LNG, aczkolwiek już po nieco wyższej cenie, niż dostawa pilotażowa do Świnoujścia.

Władze PiS zachłystnęły się deklaracjami Trumpa, natychmiast ogłosiły, że tym gazem obdzielą państwa „trójmorza” i wyeliminują Rosję z rynku gazowego w regionie. Świnoujski gazoport ma się stać europejskim hubem dla amerykańskiego gazu. Rola spekulanta gazowego Polsce bardzo odpowiada, rzecz w tym, że gorzej będzie z klientami, bo gaz z USA jest po prostu drogi, mimo zaklęć wicepremiera Morawieckiego.

NIEOPŁACALNA OFERTA AMERYKANÓW

Natychmiast pojawiły się wyliczenia specjalistów, niezbicie dowodzące, że amerykański gaz nie jest tani. Andrzej Szczęśniak - ekspert rynku ropy i paliw, gazu płynnego i ziemnego, bezpieczeństwa energetycznego i polityki energetycznej, nie ma żadnych złudzeń. Pisze wręcz: „Możemy się cieszyć, że tani amerykański gaz zawita do Polski? Nie bardzo, tani to on jest w Ameryce. Trzeba go przecież skroplić, przetransportować i regazyfikować” i przedstawia dokładne wyliczenia, dodając: „Niestety, dostępna w materiałach Cheniere kalkulacja – nie pozostawia złudzeń – po przepłynięciu Atlantyku i regazyfikacji w Świnoujściu – jest to bardzo drogi gaz. W 2016 roku średnio był 2,5-krotnie droższy od gazu na Henry Hub (tj. skąd go się pobiera), a także 68 procent droższy od notowań na warszawskiej giełdzie”.

Rosja takim obrotem sprawy nie jest wcale zmartwiona. 

Podczas konferencji prasowej po zakończeniu szczytu G20 w Hamburgu, prezydent Putin na pytania dziennikarzy, czy nie wzrosną napięcia w stosunkach z USA, gdy rozpoczną się bezpośrednie dostawy amerykańskiego LNG do Polski i państw Europy środkowej, odpowiedział z pewnym rozbawieniem: „Ależ, oceniam to w najwyższym stopniu pozytywnie, bo zdrowa konkurencja zawsze działa na korzyść. Mamy otwarty rynek, zdrową rywalizację”. I dodał, „Prezydent Stanów Zjednoczonych, (…) w trakcie dyskusji powiedział, że USA opowiadają się za otwartą, uczciwą konkurencją. I kiedy rozmawiałem z nim, nawiasem mówiąc, tę tezę poparł. Tak, nas to całkowicie zadowoli, jeśli będzie, tak jak mówił – otwarta, uczciwa konkurencja, niearanżowana polityką i bez użycia jakichkolwiek politycznych nacisków. Będziemy zadowoleni, bo obecnie, co jest oczywistym faktem, i każdy fachowiec to potwierdzi - koszty produkcji i dostawy skroplonego gazu ziemnego z USA są znacznie większe niż naszego LNG, i nie są równoważne z wartością rosyjskiego gazu ziemnego na rynku. Nie mamy żadnych wątpliwości o naszej konkurencyjnej przewadze”.

PORONIONE POMYSŁY

Uruchomienie gazociągu Nord Stream
Na froncie walki z gazociągiem Nord Strem2, poza naciskami w organach unijnych, Polska stara się dowieść, że położony już bliźniaczy gazociąg z Rosji do Niemiec na dnie Bałtyku wpłynął radykalnie na pogarszanie się stanu dorsza, który jest mały i chudy, a drugie nitki gazociągów tylko pogorszą sytuację. Mogą też ogłuchnąć morświny od detonacji usuwanych niewybuchów z dna Bałtyku, no, i nowe rury mogą blokować dostęp do portów Pomorza Zachodniego, do których w przyszłości Polska ma zamiar sprowadzać statki o zanurzeniu większym, niż dopuszczają to normy dla statków przepływających Cieśniny Duńskie.

Budowa gazociągu Balic Pipe nie wyszła poza granice dyskusji, na razie zlecono zrobienie studium wykonalności duńskiej firmie konsultingowej, która, na co dzień pracuje ze szwajcarskimi spółkami Nord Stream AG i Nord Stream2 AG.

Ponieważ Polska nie zgłosiła lokalizacji tego gazociągu na niemieckim szelfie kontynentalnym, budowniczowie nowego gazociągu Nord Stream2 nie ujęli go w swoich planach.

Polskę czeka ewentualne uzgadnianie, z każdą z tych spółek z osobna, lokalizacji krzyżowania się gazociągów i stosownych konstrukcji, pozwalającej zachować przestrzeń między gazociągami, konieczną do ich konserwacji. Oraz wynegocjowanie jego położenia z morską administracją RFN.

KULT PRZEGRANYCH POZYCJI

Gdzieś w głębi polskiej duszy tkwi kult przegranych wojen, klęsk i katastrof, wynoszenie siebie i kraju na piedestał ofiary. Podkreślał to zresztą w swoim wystąpieniu warszawskim sam Trump.

I tym razem, trwająca od ćwierćwiecza wojna gazowa z Rosją, nie przyniesie Polsce oczekiwanych efektów.
Polska przy tym wszystkim, nie ma zamiaru integrować się zbyt mocno z europejską, a
właściwie niemiecką, siecią gazową, bo tam płynie przecież …. rosyjski gaz.

Opublikowano
na portalu redakcji polskojęzycznej Radia SPUTNIK
MAI Russia Today / Russja Segodnia (Rosja)
11 lipca 2017 r.


06 lipca 2017

Putin dla niemieckiej gazety Handelsblatt



Rosyjski prezydent Władimir W. Putin, w przededniu szczytu państw Grupy 20, który odbędzie się w dniach 7 i 8 lipca w Hamburgu zamieścił w prestiżowej gazecie niemieckiej Handelsblatt artykuł z uwagami na temat tego spotkania. Na portalach internetowych Handelsblatt ukazał się on w języku niemieckim pt' "Podzielamy niemieckie priorytety" i w jęz. angielskim, pt. "Rosyjska Agenda".
Śródtytuły pochodzą ode mnie.

***

ROSYJSKA AGENDA
"Podzielamy niemieckie priorytety"

Władimir W. Putin 
Moskwa, 6 lipca 2017r.


W przeddzień wyjazdu do Niemiec na kolejny szczyt "Grupy Dwudziestu" (G20 – przyp. red.), chciałbym podzielić się z czytelnikami jednej z najbardziej popularnych i renomowanych niemieckich gazet – Handelsblatt, pewnymi wyobrażeniami o współpracy w ramach "Dwudziestki".

W ciągu ostatnich lat "Grupa Dwudziestu” zarekomendowała się, jako poszukiwany mechanizm uzgadniania interesów i pozycji wiodących gospodarek świata. Skoordynowane działania "Dwudziestki" przyczyniły się do podjęcia niezbędnych działań, nie tylko pozwalających przezwyciężyć skutki kryzysu finansowo-gospodarczego, ale i wypracować rekomendowaną podstawę do doskonalenia systemu globalnego zarządzania, który z wielu powodów przeżywa nie najlepsze czasy. I, co bardzo ważne, udało nam się wspólnie  znaleźć rozwiązania wielu starych problemów.

 ROZWIĄZANIA FINANSOWE

My w Rosji, wysoko cenimy wszelkie praktyczne kroki mające na celu przeciwdziałanie erozji podstaw opodatkowania i „wypływania” zysków korporacyjnych w tzw. "rajach podatkowych". Od takich praktyk cierpią wszystkie gospodarki. Dodam, że takie nieodpowiedzialne zachowanie firm, negatywnie wpływa na poziom życia milionów ludzi, kończy się to dużymi kosztami społecznymi.

Jeszcze jedno osiągnięcie "Dwudziestki" – praktyczna implementacja porozumień w zakresie reformy regulacji instytucji finansowych. 
Na przykład – o specjalnej regulacji tych banków, których upadłość byłoby niepożądana i ryzykowna ze względu na rozmiary ich działalności. Po raz pierwszy w historii rozpoczęto współdziałanie organów nadzoru nad operacjami uczestników pozabankowego sektora finansowego.

Duże znaczenie mają decyzje o zasadach zapobiegania i przezwyciężania kryzysów w sektorze bankowym, o organizacji pracy agencji ubezpieczeń depozytów i wiele innych.

I, oczywiście, ważnym krokiem było stworzenie Rady Stabilności Finansowej. Dzięki temu, praca nad reformą finansowego regulowania, przybrała systemowy, planowy charakter, a Rada przekształciła się w znaczącego partnera MFW - przy regularnie prowadzonych badaniach w zakresie oceny ryzyka. Instytucja Rady stymuluje pojawienie się podobnych struktur na poziomie krajowym.

Efektywność "Dwudziestki", jako narzędzia globalnego zarządzania, nie spada nawet w warunkach narastania geopolitycznego ryzyka i niepewności. W dużej mierze dzieje się tak, dzięki wyjątkowej odpowiedzialności, jakie kraje przewodniczące Radzie, czują przy wykonywaniu powierzonej im misji. 
Mówię to, opierając się przy tym, na naszym własnym doświadczeniu z okresu, gdy Rosja przewodniczyła "Grupie Dwudziestu" w 2013 roku i otrzymała ogromne wsparcie ze strony wszystkich partnerów.

PRYNCYPIA G20

Podstawą sukcesów Stowarzyszenia (G20 - przyp. red.) – to szacunek wobec opinii i postawy każdego uczestnika, niezależnie od wielkości gospodarki i miejsca na międzynarodowym rynku finansowym. Konstruktywna dyskusja i poszukiwanie kompromisów stały się swego rodzaju firmowym stylem "Dwudziestki", niepisana normą wzajemnych relacji, które wprowadza w życie obecnie przewodniczące Radzie państwo – Niemcy.

Zbliżające się spotkanie liderów "Grupy dwudziestu" w Hamburgu – to dobra okazja, by omówić najbardziej aktualne problemy globalnej agendy. Dzielimy priorytety niemieckiej prezydencji i jesteśmy gotowi do pracy dla ich rozwoju. Oczywiście, przy zachowaniu ciągłości dotychczasowych rozwiązań.

Popieramy rozszerzenie kręgu tematów poruszanych w "Grupie Dwudziestu". Mam tu na myśli kwestie dot. zrównoważonego rozwoju, zmian klimatu, zwalczania terroryzmu i korupcji, kwestie ochrony zdrowia, migracji i uchodźców. Uważamy za niezwykle ważne i to, dzięki chińskiego prezydencji w 2016 roku, a w tym roku – wysiłkom niemieckich partnerów, że Stowarzyszenie (G 20 – przyp. red.) zdecydowało się poświęcić więcej uwagi gospodarce cyfrowej, jako jednemu ze źródeł wzrostu i nowego czynnika globalnego zarządzania.

NIEEFEKTYWNE SANKCJE

Przed nami stoją, naprawdę zakreślone na dużą skalę, zadania. Dotychczasowe ekonomiczne modele praktycznie wyczerpały się, protekcjonizm zamienia się w normę, a jego ukrytą formą stają się jednostronne, politycznie umotywowane ograniczenia w handlu i inwestycjach, wynikające z nakładanych sankcji. W tym – na rozprzestrzenianie się technologii.  Naszym zdaniem, takie sankcje są nie tylko bez perspektyw, ale i sprzeczne z wysuniętymi przez " Dwunastkę " zasadami współdziałania w interesie wszystkich krajów świata.

Jestem pewien, że tylko otwarte, oparte na wspólnych normach i standardach handlowych – powiązania, stymulują wzrost globalnej gospodarki, przyczyniają się do stopniowego rozwoju stosunków międzypaństwowych. Jak jest to określone w zasadach działalności Światowej Organizacji Handlu.

PROBLEMY KLIMATYCZNE

"Dwudziestka" konkretnie zajmuje się tak znaczącym problemem, jak globalne zmiany klimatyczne. Działalność człowieka znacznie zwiększa obciążenie ekosystemu planety, utrudnia osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju.

Rosja, jeden z liderów międzynarodowego procesu klimatycznego – wykonuje z nadwyżką zobowiązania, wynikające z protokołu z Kioto. W ten sposób, możemy w znacznym stopniu kompensować wzrost emisji w innych krajach i regionach świata. Uważamy podpisaną w kwietniu ubiegłego roku Paryską Umowę, jako wiarygodną międzynarodowo-prawną ochronę dla długoterminowych regulacji klimatycznych i zamierzamy w pełni promować jej wykonanie.

MIGRACJA

W ostatnich latach "Grupy dwudziestu" zwraca baczną uwagę na problematykę migracji. Według danych ONZ, w 2017 r. pracownicy-migranci przeniosą w krajach rozwijających się kwotę przekraczającą 500 miliardów dolarów. To trzy razy więcej od środków przeznaczanych, jako oficjalna pomoc - na cele rozwoju, a także od wielkości bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W ramach Stowarzyszenia (G20 – przyp. red.) trwa opracowywanie zagadnień dot. integracji migrantów na rynkach pracy krajów przyjmujących, ich adaptacji kulturowej i ochrony socjalnej.

Ponadto, w tym roku udało się sformułować rozwiązania, które otwierają możliwość pokonania problemów przesiedleńców.  Na ich bazie – wzmocnienie regionalnej i globalnej stabilności, wzrostu gospodarek państw, które "generują" bezprecedensowe strumienie uchodźców.

BEZPIECZEŃSTWO INFORMATYCZNE

Nowym tematem w ramach „Dwudziestki" jest – bezpieczeństwo informacji. Rosja konsekwentnie opowiada się za wolnością dostępu do technologii komunikacyjnych, w tym Internetu. Dużą wagę przywiązujemy do ochrony praw człowieka w przestrzeni informacyjnej. Przy tym, w środowisku cyfrowym, jak i w każdej innej przestrzeni, wolność w żadnym wypadku nie powinna być utożsamiana z permisywizmem (tendencją do bezgranicznej tolerancji wobec innej osoby – przyp. red.) i bezkarnością. Inaczej, doprowadzi ona do szaleństw cyberprzestępców, hakerskich grup, wszystkich tych, którzy korzystają z najnowocześniejszych technologii. Wpływa to negatywnie na zachowanie prywatności obywateli i suwerenności państw.  

Rosja, która, jako jedna z pierwszych rozpoznała zachodzące niebezpieczeństwa, od lat promuje ideę znalezienia uniwersalnych międzynarodowych porozumień w ramach ONZ, mających przeciwdziałać tym negatywnym zjawiskom. Liczymy tutaj na zainteresowanie i pozytywną, reakcję ze strony innych krajów.

W porządku obrad "Dwudziestki" warto również dodać też zagadnienia dot. cyfrowych zapisów – kluczowego elementu ochrony praw konsumentów w e-commerce.

Pragnę zauważyć, że możliwości, które otwiera gospodarka cyfrowa, przejście na nowy przemysłowy i technologiczny układ, jednocześnie wzmacniają różnice między bogatymi i biednymi krajami w poziomie ich rozwoju, zaostrzają problem nierówności między różnymi warstwami społecznymi. 
Dlatego w centrum naszych wysiłków musi być człowiek, jego potrzeby i troski. Uważam, to za jeden z ważniejszych priorytetów w pracach "Grupy Dwudziestu".

WSPÓLNA PRACA – OBIECUJĄCE EFEKTY

Jest oczywiste, że " Dwudziestka" może wnieść znaczący wkład w umacnianie stabilności gospodarki światowej i jej harmonijny rozwój. Tylko razem, współpracując, można przezwyciężyć obecne nierównowagi i zapewnić stały wzrost, wypracować sprawiedliwe zasady handlu i uczciwej konkurencji, zmniejszyć poziom ubóstwa, rozwiązywać najostrzejsze problemy społeczne.

Rosyjska delegacja przyjmie aktywne, zaangażowane uczestnictwo podczas Szczytu w Hamburgu, który, czego jestem pewien, będzie skuteczny.

Życzę naszym niemieckim kolegom sukcesów w jego organizacji. I, oczywiście, wraz z partnerami w "Dwudziestce" przyłączymy się do praktycznej realizacji ustaleń podjętych na tym spotkaniu.

Na zakończenie chciałbym przekazać czytelnikom gazety Handelsblatt, wszystkim obywatelom Niemiec szczere życzenia zdrowia i pomyślności.
 Tłumaczenie własne 
wg rosyjskiego tekstu W.W. Putina



05 lipca 2017

Wizyta kłamliwego polityka



Prezydent USA Donald Trump
Polska szykuje się na wizytę Donalda Trumpa, zachowując się, jak podstarzała dziewica przed defloracją. Opozycja ma ambiwalentny stosunek do tej wizyty, sfery rządzące omdlewają w ekstazie. Wszyscy oczekują cudu na cyrkowej arenie polskiej polityki zagranicznej. „Przed wizytą prezydenta USA trzymam kciuki za Waszczykowskiego. Dobrze byłoby, żeby tym razem dyplomacja ‘dobrej zmiany’ okazała się, choć trochę mniej nieudolna niż zwykle”, deklaruje Anne Applebaum, amerykańska dziennikarka, prywatnie żona Radosława Sikorskiego, b. szefa polskiej dyplomacji.

DO CZEGO SŁUŻY TRUMP

Trudno diagnozować przyczyny międzylądowania w Warszawie w drodze na szczyt państw Grupy 20 w Hamburgu - „ Air Force One” z prezydentem USA na pokładzie.

„Donald Trump chce odwiedzić kraj w Europie, w którym potraktują go jak w Arabii Saudyjskiej. Będą mu schlebiać, mówić, jaki jest wspaniały. Jarosław Kaczyński zorganizuje mu gorące powitanie”, stwierdza w rozmowie z Gazetą Wyborczą Anne Applebaum, „doradcy przekonali go, że Polska to dobre miejsce”. I ostrzega jednocześnie: „Polska w relacjach z Ameryką Trumpa powinna być bardzo ostrożna. To jest prezydent, który kłamie. Zrywa umowy i nie przestrzega ustaleń”.

Prezydent Andrzej Duda uważa natomiast, że amerykański prezydent przyjął jego zaproszenie, bo jest zainteresowany „szczytem państw Trójmórza”. Jak wspomina, tłumaczył Donaldowi Trumpowi, że „z punktu widzenia interesów USA, zarówno kwestii związanych z bezpieczeństwem, jak i biznesowych, ten przyjazd jest bardzo pożądany”, a prezydent USA „po konsultacji ze swoim otoczeniem uznał, że rzeczywiście, taka wizyta ma sens”. Prezydent Duda jest dumny, że „w kręgach dyplomatycznych zrobiło to wrażenie, że druga, duża wizyta zagraniczna prezydenta USA, to wizyta m.in. w Polsce i spotkanie z Europą Środkową”.

W podobnym tonie wypowiadał się Jarosław Kaczyński na Kongresie PiS. Omawiając polska politykę zagraniczną, stwierdził: „Jest i nowy sukces – wizyta Donalda Trumpa, zazdroszczą jej nam Anglicy, atakują nas z jej powodu”. Wg red. Applebaum, Donald Trump „miał jechać do Wielkiej Brytanii, ale odłożył wizytę na czas nieokreślony, bo wiedział, że tam spotkają go protesty”.

Zarówno dla red. Applebaum, jak i obecnego establishmentu politycznego, a także innych polskich dziennikarzy z Gazety Wyborczej – Donald Trump ma być amerykańskim remedium - na polskie strachy i omamy związane z Rosją, a wplątany w tzw. „trójmorze”, ma stać się rekwizytem w polskich bojach z Unią Europejską.

Zgodnie z oceną red. Applebaum, Polska obecnie znajduje się w trudnym momencie. „Nie może być antyamerykańska, wziąwszy pod uwagę zależność wojskową od USA. A, że teraz w zasadzie nie ma znaczących sojuszników w Europie, więc uzależnienie od dobrej woli Ameryki wzrasta”. A „każdy polski rząd musiałby robić to samo – zabiegać u Trumpa o zapewnienie gwarancji bezpieczeństwa”. Sojuszników w UE Polska straciła, co podkreśla amerykańska publicystka. „Język antyeuropejski i działania wewnętrzne władzy sprawiają, że Polska wydaje się nieobliczalna i nieodpowiedzialna”, dowodzi. „Stała się państwem, na którym nie można polegać. Polska i Węgry są postrzegane, jako skrajnie prawicowi szaleńcy Europy. Wielu ludzi na Zachodzie od zawsze miało taki właśnie stereotyp na temat Polski i dziś jest im bardzo wygodnie go szerzyć”.


PROROSYJSKI TRUMP NA POLSKĄ RUSOFOBIĘ

Red. Anne Applebaum
Główne lęki związane z bezpieczeństwem kraju, Polska lokuje w Rosji. Dosyć ostro kolidujące ze stosunkiem obecnego prezydenta USA do wschodniego sąsiada Polski. Donald Trump, zdaniem red. Applebaum, „nie ma tak naprawdę pojęcia o Rosji i Putinie. Nie rozumie, jak działa ten kraj i jego przywódca. Jednocześnie darzy putinizm sympatią, co jeszcze do niedawna w przypadku prezydenta USA wydawało się niewyobrażalne. Trump podziwia w Putinie to, co nas wszystkich w nim przeraża, choćby gotowość do zabijania swoich wrogów. Amerykański prezydent zdaje się naśladować putinowski styl rządzenia”. Jej zdaniem, „Putin jest od Trumpa bogatszy i ma więcej władzy. Trump marzy o sprawowaniu takiej kontroli nad społeczeństwem, jaką ma Putin w Rosji.”

Tych obaw polskie władze nie podzielają. Jeszcze w grudniu 2016r. prezes PiS ogłosił, że oczekuje, iż prezydent elekt będzie negocjował z Rosją "z pozycji siły".

Nadziei Jarosława Kaczyńskiego nie podziela red. Jacek Żakowski, który w liście otwartym do Amerykańskich Przyjaciół, opublikowanym w polskich mediach, dowodzi, że na wszystkich poczynaniach amerykańskich prezydentów korzysta Rosja. „Polityka G.W. Busha była nieodpowiedzialna, egoistyczna, krótkowzroczna i szkodliwa dla całego Zachodu. USA zyskały wprawdzie grupę wiernych, choć słabych sojuszników w absurdalnej wojnie irackiej, ale na dłuższą metę skorzystała na tym głównie Rosja, która zaczęła rozgrywać pękniętą Europę”.

Teraz rosyjskie trolle, fake news’y i inne działania Rosjan przejmują Europę Wschodnią. „Wiele wskazuje, że w kilku wschodnioeuropejskich krajach karty rozdają teraz ludzie Kremla, lub mający z Kremlem niejasne powiązania”. To, co robi Rosja „zagraża strategicznym celom USA a tendencje wydają się być blisko punktu krytycznego”. Od wizyty Trumpa w Warszawie zależy czy rubikon zostanie przekroczony. Red. Żakowski uważa, że „groźne, stymulowane przez Rosję procesy wewnętrzne”, radykalnie powiększą ryzyko, „że Zachód bez jednego wystrzału straci większość Europy Wschodniej. A my bez jednego wystrzału stracimy niedawno odzyskane demokracje, praworządność, wolność i dobrobyt”.

Drodzy Amerykanie, wpłyńcie na waszego prezydenta, apeluje red. Żakowski, „w naszym wspólnym interesie jest”, by stanął on „po stronie Zachodu i zachodnich standardów, a nie po stronie Putina i jego standardów”.

BIZNES JEST BIZNESEM

Polskie władze chcę wykorzystywać Trumpa w różnych zabiegach antyrosyjskich, m.in. przy dywersyfikacji dostaw gazu. Jak wspomina prezydent Duda, ”można podzielić nasze zapotrzebowanie gazowe na trzy części. Jedna trzecia potrzebnych nam dostaw w skali roku jest zaspokajana z naszych własnych źródeł, jedną trzecią przynosi nam w tej chwili gazoport i nadal jedną trzecią naszych potrzeb gazowych musimy czerpać z Rosji”. Polska dąży do wyeliminowania rosyjskiego dostawcy gazu na polski rynek. M.in.: poprzez dostawy amerykańskiego LNG do świnoujskiego gazoportu i planowaną budowę gazociągu z Danii do Polski „Baltic Pipe. Stanom Zjednoczonym polskie pomysły są wybitnie na rękę.

Doradca prezydenta USA Gary Cohn, dyrektor Narodowej Rady Gospodarczej, jawnie stwierdził, że podczas wizyty w Polsce Donald Trump ma zamiar promować amerykański gaz, który miałby zmniejszyć zależność państw europejskich od Rosji. Bowiem, jak uważa „w przeszłości – najpierw w 2006, a następnie w 2009 r. – zdarzało się już, że Rosja odcinała czasowo gaz dostarczany państwom europejskim”. Cytowany przez agencje Reuters, prezydencki doradca, myląc Ukrainę z Rosją, dodał: „Są ludzie, którzy wykorzystują dostawy niemal jak broń polityczną, grożąc ich odcięciem w najzimniejszych okresach roku – zimą, gdy ludzie potrzebują gaz, by ogrzać swoje domy”, podkreślając, że Stany Zjednoczone chcą uczynić gaz „łatwo dostępnym dla każdego, kto go potrzebuje”.

Biznesowy, a niepolityczny charakter wizyty Donalda Trumpa w Warszawie, podkreślają wcześniejsze zabiegi Amerykanów. Kilka miesięcy temu, Rudy Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku i bliski współpracownik amerykańskiego prezydenta mówił wprost podczas warszawskiej wizyty, że USA są zainteresowane podtrzymywaniem gwarancji dla regionu, pod warunkiem, że to przełoży się na miejsca pracy w USA. To przesłanie zostało przez polskie władze zrozumiane i Polska sprzęt wojskowy będzie kupować w USA. Kontrakty z amerykańską „zbrojeniówką” mogą USA przynieść 30 mld dolarów.


NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ

„Donald Trump będzie się chwalić tym, z jaką pompą został u nas podjęty. A w Europie przypną Polsce łatkę państwa, które jest nie tyle koniem trojańskim USA, ile po prostu klientem Trumpa”, uważa analityk Marcin Zaborowski, były szef PISM, wiceprezes Center for European Policy Analysis.