poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Kto kogo prowokuje na Bałtyku


Na zaproszenie Polski, na wody Bałtyku wpłynął amerykański niszczyciel USS „Donald Cook” i razem z polskimi żołnierzami na pokładzie rozpoczął wspólne manewry morskie bardzo blisko rosyjskiej granicy i bazy Floty Bałtyckiej FR. Morza terytorialne Polski i Rosji stykają się nieopodal Bałtyjska a wewnętrzne wody morskie graniczą na Zalewie, zwanym po stronie polskiej Wiślanym, a po rosyjskiej – Kaliningradzkim.

Naturalną koleją rzeczy ze strony Rosjan było zademonstrowanie Amerykanom i Polakom na uzbrojonym niszczycielu - poziomu ochrony rosyjskich granic przed szpiegowaniem oraz intruzami i potencjalnymi agresorami. Rosja poderwała swoje samoloty a lotnicy rosyjscy pokazali, co potrafią. Po ich przelotach nad amerykańskim okrętem i samolotem szpiegowskim, w USA, NATO i Polsce zapanowała totalna histeria.

Przygraniczne amerykańskie prowokacje i odpowiedź Rosji

Incydenty na wodzie

„Obecność USS Donald Cook na Morzu Bałtyckim ma zademonstrować zaangażowanie amerykańskiej marynarki wojennej w podnoszenie wspólnych zdolności operacyjnych na morzu i bezpieczeństwa NATO w ramach operacji Atlantic Resolve”, dowodził polskim mediom attache morski ambasady USA kmdr por. Thomas H. Kierstead.

Amerykański okręt jest wyposażony w nowoczesny system zarządzania walką - Aegis, którego podstawowym zadaniem jest obrona przed samolotami wroga i pociskami rakietowymi. Okręt jest podobno skuteczny w walce z innymi niszczycielami, okrętami podwodnymi oraz obiektami na lądzie. Na pokładzie USS Donald Cook znajdują się dwie wyrzutnie rakietowe MK 41, rakiety typu ASROC i rakiety manewrujące Tomahawk.

Portem macierzystym okrętu jest baza Norfolk w Wirginii (USA), ale, na co dzień stacjonuje on w bazie Rota na południu Hiszpanii. Jest jednym z czterech okrętów wysuniętych sił morskich (Forward Deployed, Naval Force - FDNF), których zadaniem jest zwiększenie bezpieczeństwa Europy.

W miniony poniedziałek (11 kwietnia), kiedy tylko amerykański niszczyciel wyszedł z Gdyni – Oksywia i skierował się na wschód, zbliżając się do morskich granic Rosji, dwa rosyjskie SU-24, jak podają zdenerwowani Amerykanie, 20 razy przeleciały w bliskiej odległości niszczyciela i na bardzo niskich pułapach, tj. w odległości 900 m i na wysokości 30 m nad lustrem wód Bałtyku. Reuters informuje, powołując się na anonimową osobistość oficjalną USA, że następnego dnia (12 kwietnia) dwa rosyjskie SU-24 przeprowadziły "symulowany atak", przelatując tak blisko niszczyciela USS Donald Cook, że wzburzyły koło niego wodę. Po SU-24 nad amerykańskim okrętem przelatywał jeszcze 7 razy rosyjski śmigłowiec Ka-27, wykonując zdjęcia amerykańskiej jednostki. Działania Rosjan uznano za „najbardziej agresywny akt w ostatnim czasie”, pisze Reuters. Oba SU-24 przeleciały tego dnia nad niszczycielem 11 razy, a jeden z nich zbliżył się do amerykańskiej jednostki na odległość zaledwie 9 m, co nie na żarty przeraziło Amerykanów. Loty polskiego helikoptera, który był na pokładzie amerykańskiej jednostki zostały wstrzymane.
Rzecznik ministerstwa obrony Rosji Igor Konaszenkow poinformował, że rosyjskie samoloty bojowe, przelatując w pobliżu niszczyciela rakietowego USA, przestrzegały wszelkich reguł bezpieczeństwa.
,
Warto przypomnieć, że dwa lata temu, wiosną 2014 r. USS Donald Cook doświadczył na Morzu Czarnym podobnej sytuacji. Okręt amerykański wpłynął tam, w ramach planowanej przez USA akcji przejęcia rosyjskich baz wojskowych na Krymie. Jego zadaniem było przeszkadzanie w pracy anteny w Centrum Kosmicznym Floty Czarnomorskiej i sieci satelitów wojskowych ELINT, działających w systemie elektromagnetycznym. Ten skomplikowany współczesny system pozwalał rosyjskim wojskom na Krymie uzyskiwać z radarów obserwacyjnych i systemów nawigacyjnych dane na temat floty amerykańskiej, samolotach na ich pokładach i środkach przenoszenia rakiet. 
Rosjanie zmuszeni zostali do blokady urządzeń na amerykańskim okręcie, dlatego dwa samoloty SU-24MP - 11 razy obleciały niszczyciel na możliwie małej wysokości, stosując pokładowy system blokad w częstotliwościach 12-18 Hz  dla neutralizacji radaru amerykańskiego okrętu. Dzięki temu,rosyjska baza na Krymie mogła bez problemów śledzić działania floty i lotnictwa USA na Morzu Czarnym. 
,
Teraz na Bałtyku, tym samym sposobem zablokowano radar na niszczycielu USA.
 

 Szpiegowanie z powietrza

Kolejne zaniepokojenie Amerykanów wywołali Rosjanie dwa dni później (14 kwietnia), odpowiedzią na loty amerykańskiego samolotu szpiegowskiego przy granicach ich państwa. „Samolot - wywiadowca USA RC-135 został przechwycony przez rosyjski samolot SU-27 nad Morzem Bałtyckim”, informował Danny Hernandes, przedstawiciel dowództwa europejskiego Sił Zbrojnych USA. Jego zdaniem, rosyjski samolot „wykonał chaotyczne i agresywne manewry”, przelatując w odległości 15 metrów od skrzydła amerykańskiego samolotu. Rosyjski myśliwiec zrobił też „beczkę” i przeleciał nad amerykańskim samolotem. „Niebezpieczne i nieprofesjonalne działania jednego pilota mogły doprowadzić do niepotrzebnej eskalacji między państwami”, podsumował.

Samolot RC-135 jest przystosowany do wykonywania misji wywiadowczych: ELINT oraz zadań COMINT, czyli do rozpoznania elektronicznego: przechwytywania i lokalizacji przekazów komunikacji radiowej. Jest wyposażony w system AN/ASD-1 służący do wykrywania i lokalizowania emisji elektronicznych przy pomocy anten zamontowanych z przodu kadłuba na obu jego bokach. Posiada również aparaty fotograficzne, radar obserwacji bocznej oraz system nawigacyjny LORAN. Samolot został wyposażony w zestaw czujników elektrooptycznych i kamery termowizyjne do zbierania informacji, na podstawie, których, określa się parametry i dane techniczne pocisków. Najważniejszym urządzeniem w samolocie jest potężny matrycowo-fazowany radar firmy Hughes Aircraft. Może on śledzić obiekty wielkości piłki futbolowej z odległości do 480 km, a przeznaczone jest głównie do monitorowania testów pocisków balistycznych.

Nikt nie zadał publicznie pytania, po co Amerykanie wysłali samolot szpiegowski, naszpikowany specjalistyczną elektroniką i urządzeniami pod rosyjskie granice.

Rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow potwierdził, że 14 kwietnia rosyjska obrona przeciwlotnicza zaobserwowała niezidentyfikowany obiekt, który z dużą prędkością zbliżał się do rosyjskiej granicy. Dla zidentyfikowania obiektu został wysłany myśliwiec SU-27 ze składu sił dyżurnych lotnictwa Floty Bałtyckiej. Po dokonaniu jego oblotu, „obiekt został rozpoznany, jako maszyna zwiadowcza RC-135” . „Po nawiązaniu kontaktu wzrokowego z samolotem SU-27, amerykańska maszyna zmieniła kurs w stronę przeciwną od rosyjskiej granicy", dodał rzecznik rosyjskiego resortu. Jego zdaniem „lot rosyjskiego SU-27 nad Morzem Bałtyckim przebiegał w ścisłym poszanowaniu norm międzynarodowych. Nie doszło do żadnych nadzwyczajnych sytuacji”.

Amerykanie, zdenerwowani skuteczną reakcją Rosjan na ich jawne szpiegowanie …złożyli kanałami wojskowymi oficjalny protest w Moskwie.

Gdzie tak naprawdę byli Amerykanie
Zgodnie z  informacjami USA i Polski, amerykański niszczyciel USS Donald Cook znajdował się na bałtyckich wodach międzynarodowych, ok. 70 mil morskich (ok.131 km) od Kaliningradu.

Rosja ma na Bałtyku wydzielone obszary morza terytorialnego[1]. Zgodnie z normami międzynarodowymi, akweny morskie w pasie o szerokości 12 mil morskich (22,6 km) od linii brzegowej stanowią morze terytorialne, a ich zewnętrzne granice – granice państwa. Zewnętrzna linia morza terytorialnego w tym rejonie jest granicą Rosji, a morze terytorialne stanowi integralną część Federacji Rosyjskiej. Suwerenność Rosji rozciąga się także na przestrzeń powietrzną nad akwenami morza terytorialnego

Kaliningrad nie leży nad Bałtykiem, ale w głębi zatoki u ujścia rzeki Pregoły, na Zalewie Kaliningradzkim (Wiślanym). Od Bałtyku oddziela go Mierzeja Wiślana i wewnętrzne wody morskie Rosji. Kaliningrad - od Bałtyku i portu Bałtijsk, gdzie jest Baza Floty Bałtyckiej - oddziela w linii prostej - tor wodny o długości 24 mil morskich. 

Amerykański niszczyciel rakietowy w rzeczywistości był w odległości ok. 46 mil morskich (86,5 km) od bazy rosyjskiej Floty Bałtyckiej w Bałtijsku i ok. 34 mil morskich (64 km) od granicy z Rosją.

Rosyjski resort obrony potwierdził te dane. Ale tego już politycy, media i władze USA czy NATO– nie podają.

Tak bliskie podejście floty wojennej i wojskowego lotnictwa USA pod granice Rosji, musiało wywołać adekwatną reakcję sił zbrojnych Rosji, zwłaszcza, że zamiary amerykańskie były jasne i jednoznaczne, na co wskazuje użycie w tych manewrach samolotu szpiegowskiego i publiczne stwierdzenia amerykańskich wojskowych.

Histeria


Rzecznik Białego Domu, Josh Earnest, stwierdził, że władze USA niepokoi takie zachowanie Rosjan. „Ten incydent jest całkowicie niezgodny z profesjonalnymi normami sił zbrojnych operujących w pobliżu siebie na wodach międzynarodowych i w międzynarodowej przestrzeni powietrznej”, podkreślał.

Rzecznik polskiego MON Bartłomiej Misiewicz, uważa, że to „typowe prowokacyjne zachowanie Rosjan, demonstrujące wrogość do NATO, o czym od dawna mówiliśmy”.

Część wojskowych i polityków, goszczących na Global Security Forum (GLOBSEC) w Bratysławie stwierdziło, że działania rosyjskich pilotów nad Bałtykiem zagrażają bezpieczeństwu. Wzięli w niej udział liderzy unijnych państw Europy Środkowo-Wschodniej i eksperci. Witold Waszczykowski, szef polskiej dyplomacji, uczestniczący w tej konferencji, stwierdził podczas obrad (15 kwietnia), że „Rosja ma potencjał niszczenia krajów” i z tego powodu …”stanowi zagrożenie egzystencjalne”.

To nie jedyna reakcja Polski.

Do MSZ, wezwano rosyjskiego ambasadora w Polsce Siergieja Andriejewa na spotkanie z wiceministrem Markiem Ziółkowskim, który wyraził „zaniepokojenie tym niebezpiecznym zdarzeniem". Oczywiście traktując, jako „niebezpieczne” skuteczną reakcję Rosji na jawne szpiegostwo i prowokacje amerykańskie u jej granic. "Przede wszystkim podkreślił jednak, że Polska stara się promować dialog na rzecz przeciwdziałania takim wydarzeniom” dodał.

Były minister obrony narodowej, Tomasz Siemoniak (PO) uważa, że: „Polska musi reagować na prowokacje ze strony Rosji, ponieważ takie zagrania są absolutnie niedopuszczalne; ten niebezpieczny zgrzyt może postawić pod znakiem zapytania powrót do spotkań w ramach Rady NATO-Rosja”. Dodając: „Polska musi reagować na prowokacje ze strony Rosji. Rozumiem, że temu właśnie służyło wezwania rosyjskiego ambasadora do MSZ-u. Przeloty były wymierzone w Polskę, Stany Zjednoczone i cały Sojusz”.

Niewypowiedziana wojna

Najbardziej charakterystyczna reakcja wobec incydentów na Bałtyku była reakcja szefa amerykańskiej dyplomacji Johna Kerry’ego. W wywiadzie dla CNN Espaniol, powiedział: „Potępiamy takie zachowanie. To lekkomyślne, prowokacyjne, niebezpieczne. Zgodnie z zasadami prowadzenia działań wojennych one (rosyjskie samoloty) mogły zostać zestrzelone”. Przy czym podkreślił, że USA nie pozwolą „zastraszać się na otwartym morzu” i przypomniał, że Waszyngton poinformował Moskwę o swoim stanowisku odnośnie szkodliwości takich działań.

Mało, kto zwrócił uwagę na te „działania wojenne” Amerykanów pod rosyjską granicą, o których wspomina sekretarz Kerry i groźby zestrzelenia rosyjskich samolotów, które przepędzały intruza spod swoich granic. I choć eksperci, np. szwedzcy[2] wątpią czy ktokolwiek zgodziłby się na zestrzelenie samolotu sił obronnych, lecącego nad wodami międzynarodowymi, tylko, dlatego, że leciał blisko jakiegoś okrętu na tych wodach – to takie groźby publicznie ze strony USA – padły. 
 Incydent ten był także tematem rozmowy telefonicznej Johny Kerry’ego z Siergiejem Ławrowem. „Omawiając incydent z przelotem rosyjskich samolotów nad niszczycielem USS „Donald Cook”, szef rosyjskiej dyplomacji podkreślił, że „wyczerpujące wyjaśnienia w tej kwestii zostały złożone przez Ministerstwo Obrony Rosji". 

KOMENTARZ

Polska w przypadku incydentów na Bałtyku, w których brała czynny udział, stosuje zasadę „odwracania kota ogonem” - wprawdzie, to my razem z USA, szpiegujemy i urządzamy prowokacje pod granicą Rosji, ale winni są Rosjanie, że na to skutecznie reagują.

Piramidalny poziom głupoty w relacjach polsko-rosyjskich odzwierciedla wypowiedź szefa polskiej dyplomacji: „Mamy zagrożenia egzystencjalne i nie egzystencjalne. Oczywiście działalność Rosji jest rodzajem zagrożenia egzystencjonalnego, ponieważ ta działalność może niszczyć. I mamy nie egzystencjalne zagrożenia, takie jak terroryzm, jak wielkie fale migrantów”.

W mniemaniu ministra Waszczykowskiego, ataki terrorystyczne są bezkrwawe, a terroryści strzelają do ludzi kwiatkami i detonują ładunki wybuchowe, wypełnione perfumami lub cukierkami, czego dowodzą ostatnie wydarzenia w Europie.

Incydenty na Bałtyku, inspirowane polską głupotą i amerykańskimi prowokacjami wobec Rosji, mogą rzeczywiście być nieobliczalne w skutkach.

Ale, bynajmniej, nie z winy Rosji.
Przedrukowano w:
Bumerang Polski (Australia)
18 kwietnia 2016r.




[1] Dokument FR podpisany przez prezydenta Federacji Rosyjskiej Borysa Jelcyna, przyjęty przez Dumę Państwową i Radę Federacji (16 i 17 lipca 1998r.)  dot. wewnętrznych wód morskich, morza terytorialnego w Federacji Rosyjskiej, art. 1 i art.2. 
[2] Per Kudo, Frida Svensson: „Tv-klipp visar: Simulerad rysk attack mot USA-jagare” ,Svenska Dagbladet, 17.04.2016, patrz:  http://www.svd.se/simulerad-rysk-attack-mot-usa-jagare/om/stefan-ring


17 komentarzy:

  1. Z pewnością w interesie Polski są spokojne relacje Rosja-USA. Niestety w tym względzie na obecną ekipę rządzącą w naszym kraju nie ma co liczyć. Szczerze mówiąc ja się ich szczerze boję i tego co mogą na arenie międzynarodowej zrobić. Zresztą już zaczeli z wiadomym skutkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie Rosja traktuje Polskę jako poligon, bo rosyjskie okręty nie wpłynęły tam. To amerykanie nas traktują jak swój poligon. Niszczyciel amerykański był w odległości (34 mil morskich) od granic Rosji i wraz ze szpiegowskim samolotem, chciał rozpoznać system obrony Rosji w tym rejonie.Czy w takim wypadku Rosjanie nie mają prawa sprawdzić, co się dzieje u ich granic? Jeżeli Amerykanom wolno na międzynarodowych wodach Bałtyku (odległych o dziesiątki tysięcy km od USA) wolno pływać, to Rosjanie mają pierwszeństwo - przy swojej granicy - latać, pływać i gonić intruzów.

    OdpowiedzUsuń
  3. komentarz Waszczykowskiego charakteryzuje w sposob doskonaly glupote (kolejnego) rzadu polskiego oraz cynizm amerykanski, wykozystujacy te glupote dla wlasnych celow destabilizacjyjnych w Europie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiam się często, dlaczego media, eksperci i politycy maja ludzi za idiotów. Przez polskie media przewaliła się fala oświadczeń o "agresywnym" zachowaniu Rosjan na Bałtyku.
    Żaden dziennikarz nie zapytał o sens prowokacji amerykańskich u granic Rosji.
    Dla całej tej chmary dziennikarzy czy ekspertów jawne szpiegowanie Rosji jest normalnością, za to reakcja Rosji, jak każdego innego normalnego państwa w takim przypadku - czymś karygodnym. Bezczelne zachowanie USA traktują z aplauzem i zupełnie bezkrytycznie.
    Nawet przez moment przez te zaćmione umysły nie przeleci iskierka racjonalnej refleksji.
    Szef polskiej dyplomacji., minister Waszczykowski publicznie, na międzynarodowych konferencjach plecie totalne brednie - i nikt, cytując te jego wypowiedzi - nie zwraca uwagi,że gada od rzeczy, że plecie jakieś androny.
    I co gorsze, najzupełniej poważnie analizują te jego brednie eksperci, jacyś specjaliści, komentatorzy polityczni.
    Istny psychiatryk!

    OdpowiedzUsuń
  5. Polska od lat nie ma w dyplomacji fachowców tylko amatorów. Dotyczy to nie tylko Waszczykowskiego ale też Schetyny czy Sikorskiego. O ministrze Ławrowie można tylko pomarzyć niestety. Ta sama Rosja ma jednak profesjonalistów na każdym stanowisku i to jest budujące. Po raz kolejny Rosjanie utarli zadufanym Amerykanom nosa i pokazali zdecydowanie i skuteczność - tym razem na Bałtyku. Dla USA powinna to być lekcja pokory a dla świata optymizmu i nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  6. To tłumaczenie z rosyjskiego?
    - Samoloty nazywają się SU-24 od konstruktora Pawła Suchoja.
    - Co się znajduje na pokładzie USS Donald Cook nie wiadomo - wyrzutnie Mk41 są modułowe i można w nich przenosić w/w typy pocisków (ale też SM2/3 i ESSM. Nota bene ASROC to raketotorpeda (torpeda przeciw okrętom podwodnym przenoszona na odległość przez rakietę)
    - przelot 9m od okrętu (albo statku) jest manewrem bardzo ryzykownym - i nie powinno się tego robić. Wykrywając 2 samoloty na małym pułapie - to ewidentny atak (fakt - pozorowany) - ale tego czy prawdziwy, czy pozorowany nie widać. Gdyby kapitan był panikarzem, jak tego chce autor - to WWS miały by 2 SU-24 mniej. A do tego w ramach ćwiczeń mógł mieć włączony system samoobrony - i automat byłby samoloty rosyjskie zestrzelił.
    - żaden radar nie stosuje pasma "11-18Hz" - minimum to kilka MHz. Radary na tym okręcie pracują od 3GHz...
    - kiedy wpłynął na Morze czarne - to by zamanifestować (symboliczne) poparcie dla Ukrainy której terytorium zostało zaanektowane przez Rosję. "Zakłucanie satelitów systemu ELINT - nawet nie skomentuje, bo to głupota totalna. Satelity są kontrolowane z kilku miejsc (inaczej krzywizna ziemi zasłaniała by je).
    - w przypadku RC-135, to wersja RC-135C latała - w czasie wojny wietnamskiej (1962-1975). Od 40 lat nie lata...
    - fragment o piłce futbolowej jest z wikipedii, dotyczy samolotu zbudowanej w 1 szt...
    - zbliżenie się do samolotu komunikacyjnego na 3Mm (mile morskie) jest uważane za incydent. Przelot 15m od samolotu komunikacyjnego (RC-135 to przebudowany Boeing-707) to usiłowanie zabójstwa.
    - Tutejszym geniuszom geografii pragnę uzmysłowić, że Hel jest 70km (ok 38Mm) od Bałtijska a 106km (56Mm) od Kólewca. Zatem okręt był na wysokości Karwii. Co więcej - musiał się do Bałtijska zblizyć na 60 albo mniej kilometrów - bo musiał ominąć Hel. A że był wtedy na granicy polskich wód terytorialnych - tutejszy auto milczy. Rosja ważniejsza...
    - co do możliwości zestrzelenia - kapitan okrętu MA TAKIE PRAWO. Jeśłi uzna, że samolot mu zagraża (przypomne - samoloty wykonywały lot na skrajnie małej wysokości w kierunku okrętu - tak się dokonuje ataku na okręt). Atak pozorowany widziany z zewnątrz nie różni się niczym od ataku prawdziwego.
    - sens szpiegowana "z pokładu okrętu 70mil od Królewca" jest żaden. Prościej postawić odpowiedni kontener w porcie na Helu. Efekt lepszy, ryzyko żadne, koszt mniejszy (MON z chęcią sfinansuje prąd i koszty utrzymania obsługi).

    Ludzie - myślcie. To nie boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest to tłumaczenie z rosyjskiego, poza wypowiedziami rosyjskich wojskowych.
      Owszem myślenie nie boli.
      USS Donald Cook wiosną 2014r. wchodził w skład większej floty amerykańskiej, która zdążała na Morze Czarne, bynajmniej nie w celu kurtuazyjnego poparcia Ukrainy, lecz w celu przejęcia baz Floty Czarnomorskiej na mocy porozumienia z Ukrainą. czy mam wymienić wszystkie jednostki USA NAVI biorące udział w tym procederze?
      Niestety te zabiegi USA spaliły na panewce.
      Co do SU-24, to literówki, już poprawiłam.
      Latanie na niskich wysokościach nad USS Donald Cook, to powtórzony manewr z Morza Czarnego sprzed 2-ch lat, wykonany w tym samym celu i tak samo skuteczny.
      Nigdzie nie napisałam ani też wojskowi rosyjscy nie mówią o RC-135C w pobliżu rosyjskich granic.
      O tym gdzie była jednostka amerykańska w czasie incydentu z rosyjskimi samolotami - mówili sami Amerykanie, wg nich - 70 mil morskich (131 km) od Kaliningradu.
      I był na wodach międzynarodowych a nie na polskim morzu terytorialnym. To jest oficjalne stwierdzenie wojskowych USA.
      Być może Pan wie lepiej, ja na pokładzie USS Donald Cook nie płynęłam wtedy...

      Usuń
    2. I jeszcze jedno.
      RC -135 jest amerykańskim wojskowym samolotem wywiadowczym (szpiegowskim) nie jest natomiast ....samolotem komunikacyjnych (pasażerskim), chociaż zbudowany na bazie jednostki cywilnej.
      Nie służy do komunikacji powietrznej (przewozu ludzi między lotniskami), ale do zbierania wojskowych danych.
      I jako wojskowy został przez Rosjan potraktowany.

      Usuń
    3. Mam wrażenie, że czytam rosyjską propagandę. Nie chce mi się komentować pseudo-wojskowych wywodów Autorki, tylko zwracam uwagę na jeden fakt - incydent miał miejsce na MIĘDZYNARODOWYCH wodach, na których mogą pływać i Amerykanie i latać Rosjanie, jednak pozorowanie ataków to inna para kaloszy. Ruscy zdaje się nie mieli tyle szczęścia z Turcją. Mimo twierdzeń, że ich samolot został zestrzelony nad ich terytorium, podkulili ogony.
      I proszę nie bredzić o prowokacjach, tylko wybrać się nad polską wschodnią granicę i zobaczyć rosyjskie "przerąby" przez las, wykonane niedawno. To oczywiście nie jest prowokacja, tylko akt pokoju i okazanie chęci współpracy i porozumienia.

      Usuń
    4. Rosjanie nie mieli pretensji,że amerykański okręt pływa po wodach międzynarodowych, ale do tego co robi.W związku z tym, zablokowali mu to i owo i ze szpiegowania Rosji wyszły nici.To wszystko.
      Tu nie ma żadnej propagandy. Jednostka USA zbliżyła się ok. 65 km do rosyjskiej granicy morskiej i Rosjanie zareagowali na to adekwatnie, do zagrożenia, jakie stanowiła dla systemu obronnego Rosji.
      Taki manewr USS Donald Cook doświadczył ze strony Rosjan dwa lata wcześniej na wodach Morza Czarnego - i wojskowi USA doskonale wiedzieli, co on oznacza.Na pewno - nie "pozorowany atak".
      Tak na marginesie, NATO uważa,że propaganda rosyjska jest lepsza, inteligentniejsza, skuteczniejsza i subtelniejsza od ...NATO-wskiej. Onegdaj, w minionym tygodniu. o tym mówiono na obradach GLOBSEC w Bratysławie.
      Przerąbany las w strefie granicznej po stronie rosyjskiej? A co w tym nienormalnego. Jaka prowokacja? Toż to zewnętrzna granica UE z Rosją, muszą jej pilnować, zwłaszcza teraz, gdy nasiliła się migracja w Europie i szpiegostwo ze strony USA. Ich las, ich pograniczniki i ich system pilnowania granicy. Nam nic do tego. Możemy to samo zrobić po swojej, polskiej stronie.

      Usuń
  7. Co robił Cook w pobliżu Kalingradu ? Według aktualnych danych FSB - postawiono mu zadanie rozpoznania elektronicznego wybrzeża Kalingradu i przeprowadzenia testów systemu Aegis znajdującym się w systemie obrony UE za pomocą pocisków własnych i baterii Patriot mających być rozmieszczonych w Polsce.
    Jest to jeden z najnowocześniejszych niszczycieli rakietowych USA, trudno wykrywalny przez radary, przystosowany do walki elektronicznej i ataków jądrowych przy pomocy pocisków Tomahawk.
    Rosjanie wyłączyli mu całkowicie elektronikę za pomocą systemu Jibiny którego urządzenia przenosiły Su-24 w gondolach pod skrzydłami. Aby "oślepić" amerykański niszczyciel urządzeniem będącym na wyposażeniu lotnictwa morskiego FR, należało przez kilka godzin krążyć wokół okrętu.
    Praktycznie obecność bez zapowiedzi wrogiego okrętu z misją szpiegowską i wyposażonego potencjalnie w broń jądrową można by uznać za atak na Rosję.
    Jednak Rosjanie postanowili -jesteśmy cierpliwi i tylko pobawiliśmy się z janklami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Krótko mówiąc zachowanie sił rosyjskich na bezczelne amerykańskie prowokacje było jedynie słusznym, zasadnym i właściwym. Akurat tak się składa, że cieszy mnie każdy sukces Rosjan ale i porażka ich przeciwników.

    OdpowiedzUsuń
  9. Analizując odległości okaże się, że wg autorki wyjście polskiego okrętu z portu wojennego w Gdyni zagraża bezpieczeństwu Rosji. Brawo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hel znajduje się 38 mil morskich od Bałtijska a wg Rosjan niszczyciel przebywał 46 mil morskich od Bałtijska. Poszedł na wschód? Czy aby Szanownej Autorce nie pomyliła się prawa z lewą ręką :P Oby tylko w artykułach a nie za kierownicą ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowi z 23 kwietnia
    Ponieważ to USA i Polska oświadczyły ,że USS Donald Cook znajdował się ok. 70 mil od Kaliningradu i to na wodach międzynarodowych, proponuję sięgnąć po cyrkiel i mapę. Wbić ostrze na mapie w Kaliningrad i zakreślić okrąg o ramieniu 70 mil morskich. Do linii brzegowej Obwodu Kaliningradzkiego doliczyć pas 12 mil morskich, który wytycza granicę zewnętrzną Federacji Rosyjskiej i wtedy popatrzeć gdzie mógł się znajdować okręt i w jakiej odległości od granic Rosji.
    To jedno.
    Po drugie - proponuje raz jeszcze przeczytać tekst ze zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy z dnia 20 kwietnia 2016 17:00

    Jaka prowokacja rosyjska? Czy ty widziałeś kiedyś mapę? prowokacja to byłaby jakby Rosjanie wykonywali manewry wojskowe np. na Atlantyku w Zatoce Meksykańskiej.

    OdpowiedzUsuń