wtorek, 19 maja 2015

Szpieg.Cz. II



Dojrzewałam powoli do zabrania głosu na temat red. Leonida Swiridowa, korespondenta RIA Novosti (koncern medialny MIA Russia Segodnia), którego ABW usiłuje wydalić z Polski. 
Jest kilka ku temu powodów – znam osobiście red. Swiridowa, byłam razem z nim na wyjeździe studyjnym w Rosji, gdzie zwiedzałam zakłady chemiczne i kopalnie apatytów będące własnością Grupy Acron, w których głównym udziałowcem jest W.M. Kantor; jestem dziennikarzem, tak samo jak red. Swiridow; jestem też publicystką, która, publikuje swoje artykuły, analizy oraz felietony w Sputniku; wreszcie jestem córką kobiety, którą ongiś władze polskie, w dobie tzw. stalinowskiej oskarżyły o szpiegostwo i osadziły w areszcie a potem więzieniu na ponad trzy lata



Po Rosji…

Polscy dziennikarze w drodze do kopalni odkrywkowej, Red. L. Swiridow (ciemne okulary) obok niego - red. M. Przełomiec (TVP Info)
Tak się składa, że po powrocie z wyjazdu studyjnego do Rosji - byłam chyba jedynym dziennikarzem, który napisał materiał o kopalniach apatytów nieopodal Murmańska. Artykuł  nie spodobał się bardzo kierownictwu Grupy „Azoty” SA. 
W „Trybunie”, wizyta w Rosji zaowocowała esejem z muzeum Kirowa w Kirowsku, „Rzeczpospolita” zajęła się „złotą akcją” Azotów a w „Studio Wschód” TVP Info - moją rozmowę z Kantorem juniorem nt. możliwości inwestowania Grupy Acron  w Zakłady Chemiczne Police - przerobiono na swój wywiad z wiceprezesem Grupy. Oczywiście, usuwając całkowicie mój udział w tej rozmowie. Takie są tam obecnie standardy dziennikarskie.

No cóż, ja jestem dziennikarzem gospodarczym i dla mnie liczą się fakty i realia ekonomiczne. I zgodnie z rachunkiem ekonomicznym, korzystniejsze dla Zakładów Chemicznych Police k. Szczecina byłoby sięgniecie po koncentrat apatytowy, jaki oferował Wiaczesław Kantor i jego zakłady Olejnij Rucziej koło Kirowska w masywie Chibińskim na Półwyspie Kolskim, niż ściąganie fosforytów z kopalni Senegalu. Przeważa tu, jak wspomniałam, rachunek ekonomiczny, trasa dostaw oraz względy środowiskowe.

Były naciski na moją macierzystą redakcję, groźby pod moim adresem, apele o uwzględnienie „polskiej racji stanu” raczej bliżej nieokreślonej. Wszystko na nic, artykuł się ukazał. Oparty był na realnych wyliczeniach, informacjach uzyskanych w Moskwie i Kirowsku, a przede wszystkim poparty …raportami giełdowymi Grupy Azoty.  Moja macierzysta redakcja uznała moje racje.

Red. Swiridow tego artykułu za mnie nie pisał, nie ustalał ze mną jego treści, bo i jak. On jest klasycznym „depeszowcem”, dziennikarzem agencji informacyjnej a nie dziennikarzem branżowym, ekonomicznym. Nie ma takiej wiedzy jak moja, bo nie musi. 
Jego jedynym „przewinieniem” było to, że był w tej samej dziennikarskiej wycieczce studyjnej, co ja.

Wyjazd do Rosji nie był tajemniczy

W.W. Putin i W.M. Kantor
I jeszcze jedno – nim wyjechałam do Moskwy o wyjeździe zawiadomiłam tydzień wcześniej oficjalnie rzecznika marszałka woj. zachodniopomorskiego. Urząd Marszałkowski otrzymał trasę i program wyjazdu, wiedział z kim się spotkam w Rosji i kiedy. Jeszcze wcześniej, w prywatnej rozmowie poinformowałam o wyjeździe  wicepremiera Janusza Piechocińskiego.

Zrobiłam to celowo, świadoma, że w Polsce jest rozpętana medialnie polityczna histeria związana z „próbami wrogiego przejęcia przez Rosjan Grupy Azoty”. I choć Wiaczesław M.Kantor nie miał zamiaru nic wrogo przejmować, działał w granicach prawa i zgodnie z zasadami giełdowymi – histeria była nieprzytomna. Z kontaktów z Wiaczesławm M. Kantorem tłumaczyć się musiał nawet b.prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Jawny wyjazd, zgłoszony wcześniej, dawał, być może złudną w moim mniemaniu, nadzieję, że zostanie potraktowany w naszym kraju – w kanonach normalnej działalności dziennikarskiej.
Niestety, tak się nie stało. Do Moskwy ze Szczecina, via Warszawa towarzyszył mi w samolocie dyskretnie pewien sympatyczny mężczyzna. 
Potem, po powrocie do Polski rozpętała się medialna awantura  o ten wyjazd, inspirowana przez dziennikarzy „Wprost”, która w końcu, w kolejnym ataku politycznej rusofobii na kanwie wydarzeń na Ukrainie – zaowocowała wydalaniem red. Swiridowa przez ABW z Polski. 

We mnie tkwi natomiast bolesny kolec przeświadczenia, że mam swój udział w kłopotach red. Swiridowa.

Być może, gdybym nie zawiadamiała swoich regionalnych władz o wyjeździe do Rosji?....

Choć przecież ukazałyby się i tak artykuły „wycieczkowiczów” do Rosji - w "Rzeczpospolitej", w Studio Wschód TVP Info, w "Trybunie", czy też moje w branżowej prasie. Reakcja byłaby ta sama.
.
Klub Wałdaj i Sputnik

Nie wiem, dlaczego akurat pomoc red. Swiridowa przy wybraniu dyskutantów na coroczne plenarne obrady elitarnego rosyjskiego klubu dyskusyjnego Wałdaj - jest działaniem przeciwko Polsce, czy też, jak sugerował „ekspert” Sankowski – wizerunkowym działaniem na szkodę Polski.

Współtwórcą klubu jest rosyjska agencja informacyjna RIA Novosti a red. Swiridow jest rosyjskim korespondentem tej agencji w Polsce. I doskonale orientuje się, jak każdy zresztą zagraniczny korespondent w Warszawie, kogo z osób publicznych w Polsce można na takie obrady zaprosić, zwłaszcza, że przewidziane jest w nim spotkanie, dyskusja a potem wspólny obiad z prezydentem kraju. Nikt nie będzie sugerował zaproszenia nieodpowiedzialnych polityków czy nawiedzonych dziennikarzy. Zwłaszcza, że obowiązuje zaproszonych gości dyskrecja dot. tematyki poruszanych zagadnień. 
Zresztą, to wszystko można wyczytać na stronie internetowej Klubu Wałdaj [1].

Mogę dodać, że poza ludźmi polskiej lewicy: Józefem Oleksym, Leszkiem Millerem czy Włodzimierzem Cimoszewiczem, na spotkaniu z Putinem w ramach Klubu Wałdaj był też red. Adam Michnik, który nawet zadał mu osobiście „kłopotliwe” pytanie! 

Wysyłanie do Rosji na spotkanie z Putinem jego zajadłego medialnego wroga, jakim jest red. Adam Michnik – to ma być działaniem red. Swiridowa przeciwko Polsce?! 
Wolne żarty!...

Natomiast nie jest już żadnym żartem straszenie polskich dziennikarzy współpracujących z rosyjskimi państwowymi mediami – rozmowami z ABW czy prokuratorskim przesłuchaniem. jak to uczyniono w czasie emisji audycji Studia Wschód TVP Info.
To, że komuś się nie podobają krytyczne uwagi, kierowane przez nich pod adresem politycznego establishmentu, wytykające mu chorobliwą rusofobię – to tego kogoś wyłączna sprawa. Sugerowanie, że pobieranie za artykuły honorariów jest przestępstwem, kwalifikowanym jako płatną zdradę, szpiegostwo czy też działania szkodzące wizerunkowi Polski – jest karygodne. A takie uwagi padały pod adresem dziennikarzy publikujących w rosyjskim „Sputniku” podczas ostatniej audycji Studia Wschód TVP Info.

Polska konstytucja daje polskim obywatelom niezbywalne prawo [2] wyrażania swojej opinii w sposób nieskrępowany i gdzie chcą. Nawet w rosyjskim medium.  Sprawę honorariów za artykuły i ich opodatkowanie regulują umowy bilateralne między Polską a Rosją. Sprawę przedruków artykułów natomiast – „Prawo prasowe”, „Prawo autorskie” oraz ustawodawstwo międzynarodowe.

Każdy dziennikarz z prawdziwego zdarzenia pracuje niczym wywiadowca służb specjalnych. Ma swoją siatkę sprawdzonych i wiarygodnych informatorów, analizuje dane statystyczne, raporty giełdowe, doktryny, strategie, plany i inne strategiczne dokumenty, wypowiedzi znaczących osób, specjalistów, polityków, spędza kilka godzin nad „prasówką” krajową i zagraniczną, analizuje dostarczane mailowo biuletyny i inne zamówione dane. 
Taki samymi socjotechnikami i taką samą metodologią, jak rasowy tajniak, posługuje się każdy dobry dziennikarz przy prowadzeniu wywiadów czy rozmów dziennikarskich. To jest warsztat rasowego, współczesnego i kompetentnego dziennikarza. Inaczej nie miałby wiedzy w dziedzinie, którą się zajmuje. Jest tym lepszym w zawodzie, im lepszy jest jego warsztat pracy. Im doskonalsza u niego analityka, bogatsza baza danych i nieustanne logiczne myślenie, tym jest lepszy zawodowo.

Zbieranie informacji nie jest żadnym przestępstwem, u dziennikarza jest natomiast – koniecznością zawodową. 
Przestępstwem jest wyłącznie podstępne wyłudzenie lub kradzież danych tajnych i poufnych.

Zarzuty, jakie serwowano w tej materii w „Studio Wschód” pod adresem red. Swiridowa można określić, jako śmieszne.

Służby wywiadowcze i „eksperci” od nich - muszą wiedzieć, że nie tylko one posługują się wyżej opisanym warsztatem pracy. Robię to, jak wiele moich koleżanek i kolegów „po piórze” - od bardzo wielu lat i doskonalę swój warsztat pracy wraz z rozwojem technologii, m.in. informatyki.



Kto komu szkodzi

Wizerunkowi Polski nie szkodzą dziennikarze pisząc w rosyjskich mediach o karygodnych zachowaniach naszych elit politycznych, ale ci, którzy je popełniają.

I dobrze byłoby by o tym pamiętali, i funkcjonariusze ABW i „eksperci” wypowiadający się publicznie, jak Maciej Sankowski.

Oskarżenie kogokolwiek o szpiegostwo czy też działania wrogie polskiej racji stanu - jest  poważnym zarzutem, niosącym potem poważne konsekwencje dla oskarżanego człowieka przez całe jego życie. 
Aresztowanie i bezpodstawne oskarżenie mojej matki, której niewinności dowiodły sądy dopiero po zmianach politycznych w kraju i w siedem lat po jej aresztowaniu i osadzeniu w więzieniu - stygmatyzuje moje życie do dzisiaj.

Jak mało kto, wiem co to znaczy być oskarżonym o szpiegostwo. I wiem, jaką cenę płaci człowiek niesłusznie posądzony.

Polska jest krajem rządzącym obecnie przez mało odpowiedzialnych ludzi. Krajem, w którym zaduch polityczny odbiera chęć do życia i zawodowej aktywności.

I to nie dziennikarze zagraniczni w Polsce czy polscy, piszący zagranicą – szkodzą ojczyźnie. Szkodzą jej nieodpowiedzialne, zdegenerowane i niemoralne elity polityczne oraz ich aparat władzy, które dla partykularnych celów politycznych są gotowe łamać nawet ustawę zasadniczą.

Red. Leonid Swiridow – swoją działalnością dziennikarską i poza dziennikarską – nigdy nie szkodził i nie szkodzi w niczym Polsce. Jego działania są zgodne ze współczesnym warsztatem pracy każdego zagranicznego korespondenta na całym świecie. Jest dziennikarzem państwowej agencji informacyjnej i pracuje pod kątem jej potrzeb. Trudno, by reprezentował jednocześnie antypaństwowe postawy, mile widziane w Polsce.

Jeśli już o jakiś szkodach mowa – to Polska, siłami swoich polityków, służb specjalnych i upolitycznionych mediów - sama sobie szkodzi, czego dowodem jest aktualna kampania wyborcza o urząd prezydenta RP. Polskie społeczeństwo jasno i dobitnie wskazało, co myśli o takim rządzeniu naszym krajem. 

I bez względu, jakie wyroki zaciążą jeszcze z woli ABW na red. Leonidzie Swiridowie, Rosjaninie, który od kilkunastu lat związał swój los z Polską - ja swojej opinii o całej tej sprawie nie zmieniam.

A ponieważ publicznie via TVP, ostrzega się mnie o rozmowach z ABW – proszę kolegów funkcjonariuszy ABW, by ten materiał potraktowali, jako moje oficjalne, a zarazem publiczne zeznanie, wydrukowali i wpięli do mojej teczki.

Zapewniam też kolegów z ABW, że nadal będą musieli czytać moje felietony, artykuły i analizy na moim blogu oraz w rosyjskim „Sputniku”, australijskim „Bumerangu Polskim” i Bóg jeden wie gdzie jeszcze.


[1] Klub Wałdaj, patrz: http://valdaiclub.com/


[2] Konstytucja RP, art.54 ust. 1 i 2.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz