wtorek, 19 maja 2015

Szpieg. Cz. 1



Dojrzewałam powoli do zabrania głosu na temat red. Leonida Swiridowa, korespondenta RIA Novosti (koncern medialny MIA Russia Segodnia),którego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) usiłuje wydalić z Polski. 
Jest kilka ku temu powodów – znam osobiście red. Swiridowa, byłam razem z nim na wyjeździe studyjnym w Rosji, gdzie zwiedzałam zakłady chemiczne i kopalnie apatytów będące własnością Grupy Acron, w których głównym udziałowcem jest W.M. Kantor; jestem dziennikarzem, tak samo jak red. Swiridow; jestem też publicystką, która, publikuje swoje artykuły, analizy oraz felietony w Sputniku; wreszcie jestem córką kobiety, którą ongiś władze polskie, w dobie tzw. stalinowskiej, oskarżyły o szpiegostwo i osadziły w areszcie a potem w więzieniu na ponad trzy lata.

Wiem też, co to jest polska racja stanu i gdy, moim zdaniem, była ona ewidentnie naruszona – zgłaszałam to osobiście ABW[1].

Ale kroplą, która przelała kielich mej goryczy - była audycja TVP Info „Studio Wschód”[2] w której red. Maria Przełomiec zajęła się sprawą red. Swiridowa a na konsultanta poprosiła Macieja Sankowskiego „specjalistę” (analityka ds. służb specjalnych) z portalu Defence24.pl.

Korzystając z zaproszenia do studia postanowił on postraszyć najpierw ABW a potem prokuratorem, dziennikarzy współpracujących z rosyjskimi mediami z powodu, jak to stwierdził „działań szkodzących wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej”, w podtekście – szpiegostwa na rzecz Rosji, o co zresztą oskarżał też red.Swiridowa. 

Sprawa red. Leonida Swiridowa, którego ABW chce wydalić z Polski pod zarzutem bliżej niesprecyzowanym - ciągnie się miesiącami. Z tzw. „kontrolowanych przecieków medialnych” wynika, że wprawdzie nie ma twardych dowodów, że jest szpiegiem, ale swoją działalnością szkodzi, wg ABW - Polsce.

W jaki sposób szkodzi - też nie dokładnie wiadomo, ale media, karmione przeciekami z ABW zaliczają do działań „szkodliwych” - pomoc przy wyjeździe studyjnym do Rosji polskich dziennikarzy na zaproszenie Wiaczesława Mosze Kantora, udziałowca w polskiej Grupie Azoty SA, pośrednictwo w zapraszaniu czołowych postaci z polskiego życia publicznego i medialnego na doroczne spotkanie z udziałem prezydenta Putina - rosyjskiego elitarnego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj”, organizowanego m.in. przez RIA Novosti, pomoc w wykreowaniu polskich publicystów w radio Sputnik (MIA Russia Segodnia) i na jego polskojęzycznej platformie internetowej.

Jakie szkody to Polsce przyniosło – nie wiadomo, bowiem wszystko, co dotyczy red. Swirydowa, wg ABW, jest tajne.

Córka szpiega

Establishment polityczny i jego służby, jak ABW, które z upodobaniem szafują pojęciem „szpieg”, chyba nie do końca zdają sobie sprawę, w co się tak na serio bawią. Jako córka szpiega w spódnicy, przez wiele lat żyłam z brzemieniem, jak to w domu mówiliśmy „politycznego garbu”. Rodzina zapłaciła olbrzymią cenę za domniemania ówczesnych władz, które w końcu okazały się pomówieniem, chociaż one dysponowały twardymi, a nie miękkimi dowodami, bo zeznaniami szefa siatki szpiegowskiej. Potrzebowały „Gomułkowskiej odwilży” i prawie 7 lat, by to zrozumieć.

Szpieg - Jadwiga Bąbczyńska, 1956 r.
Moja mama, Jadwiga (1906-1982), w ciężkich więzieniach kobiecych w Inowrocławiu i Fordonie spędziła ponad trzy lata (3.01.1953 – 2.05.1956) i nigdy nie została zrehabilitowana. Zaaresztowana po Nowym Roku 1953, została oficjalnie oskarżona dopiero po 2,5 latach więziennego życia (14 września 1955r.) przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Szczecinie za „przystąpienie do siatki szpiegowskiej zorganizowanej przez Adama Helińskiego” i skazana na 12 lat więzienia. Prokurator wojskowy żądał kary śmierci. Wyrok ten utrzymał Sąd Najwyższy wyrokami z 11.12. 1955 r. i 1.02.1956 r., łagodząc karę do 6 lat odsiadki. Po trzech miesiącach, od tej decyzji mama wyszła na wolność.
Po czterech kolejnych latach Sąd Wojewódzki w Szczecinie (IV Wydział karny)[3] rozpatrywał ponownie sprawę i w sentencji wyroku z dnia 29.11. 1960 r. stwierdził, że moja mama nie była wprawdzie szpiegiem, ale w listopadzie 1952 r. została poinformowana przez Adama Helińskiego o nawiązaniu przez niego „kontaktu z ośrodkiem wywiadowczym jednego z obcych państw i nie powiadomiła natychmiast o tym władzy powołanej do ścigania przestępstwa, tj. o czyn z ar. 18 paragraf 2. dekretu „O przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa” z dnia 13 czerwca 1949 r.

List z więzienia (do mnie)
Gwoli wyjaśnienia, Adam Heliński vel Heller był absolwentem Państwowej Szkoły Morskiej (PSM) w Szczecinie, w której mój ojciec Bolesław, kapitan żeglugi wielkiej, był wykładowcą i wicedyrektorem. Po jej ukończeniu, Adam Heliński zamustrował na s/s „Kraków” i jak napisał Sąd Wojewódzki w swoim orzeczeniu „nie wyklucza się (jego) pracy z obcym wywiadem, skoro został prawomocnie skazany i odbył karę ponad czterech lat więzienia”. Sprawa mojej mamy została definitywnie zakończona w 1960 r., bowiem, jak podał w sentencji orzeczenia sąd - w sprawach o czyny przewidziane we wspomnianym dekrecie, popełnione przed 15 kwietnia 1956 r. na podstawie art.2 ust.1 Ustawy o amnestii z dnia 27.04.1956 r. – „postępowania się nie wszczyna a wszczęte – umarza”.

Moi rodzice wrócili latem 1947 r. do Polski z Wielkiej Brytanii, gdzie przebywali od rozpoczęcia II wojny światowej. Ojciec pływał w alianckich konwojach, m.in do Murmańska i Algierii, mama pracowała, jako teletypistka w londyńskim sztabie gen. Sikorskiego. Tam urodziła im się też dwójka dzieci. Na przełomie 1952-1953 r., po świętach Bożego Narodzenia i Nowym Roku mama planowała pójść do pracy i szukała opiekunki do dzieci. Jedną z rozmów z potencjalnymi kandydatkami prowadziła z żoną młodego absolwenta PSM i w tym czasie jej mąż zwierzał się mamie, zważywszy na jej londyńskie koneksje, ze swoich planów szpiegowskich, które mama taktowała, jako klasyczne bajdurzenia młodego człowieka, o czym w czasie przesłuchań prokuratorom i śledczym nieustannie powtarzała. Traf chciał, że młody człowiek został zaaresztowany i opowiedział przesłuchującym, z kim rozmawiał o swojej pracy wywiadowczej.

I tak moja mama w oczach ówczesnych władz została brytyjskim szpiegiem. Mamę aresztowano za „wiedziała a nie powiedziała”, jak mawiała w późniejszych latach, ojca wyrzucono z pracy w szkole morskiej i z PZPR, dostał zakaz nauczania i pływania a PSM – zlikwidowano. Władza uporała się w ten sposób ze szpiegami i elementem niepewnym. Ojcu pozwolono wrócić do pracy w 1956, ale przy biurku, a nie na morzu - w Polskiej Żegludze Morskiej, wcześniej pracował jako pracownik techniczny w stoczni. Prawo pływania otrzymał dopiero w 1957r., bo szukano kogoś, kto poprowadzi statek z polską ekspedycją polarną na Spitsbergen, prawa członkowskie PZPR przywrócono mu w 1958r., gdy trzeba było dowodzić kolejnym statkiem, tym razem z nielegalnym ładunkiem broni do Indonezji. Rodzina się rozpadła.

Taka była cena, jaką moja rodzina zapłaciła za szpiegomanię doby stalinowskiej w PRL. Mnie ta rodzinna tragedia nauczyła jednego - jeśli polska racja stanu jest naruszana, trzeba to zgłaszać stosownym służbom. I zawsze to czynię.

O red. Swiridowie  – nie rozmawiałam z ABW, bowiem nie widzę w jego działaniu, z jakim osobiście się stykałam i stykam – żadnych działań wymierzonych przeciwko Polsce, a tym bardziej - szpiegowskich.

Aczkolwiek mam pełną świadomość, iż moje kontakty z red. Swiridowem są w sferze aktywnych zainteresowań ABW i monitorowane.

Użyteczny Lonia

Nie widzę nic złego, czy nagannego w pomocy red. Swiridowa przy organizowaniu wyjazdu studyjnego polskich dziennikarzy do Moskwy i na Półwysep Kolski we wrześniu 2013 r. Ani w tym, że udziałowiec Grupy Azoty - W.M.Kantor chciał polskiej żurnalistyce pokazać swoje zakłady i kopalnie. 
Wielu dziennikarzy przyjeżdża do Polski z innych państw i są hołubieni przez władze czy podmioty gospodarcze. Spotykam ich często, nawet w moim przygranicznym Szczecinie. Niebawem jadę do Poczdamu i moim cicerone będzie polski dziennikarz pogranicza, mieszkający w RFN.  Nieco wcześniej będę w Rostoku i spotkam się tam z grupą niemieckich dziennikarzy zajmującą się problematyką morską w celu wymieniania interesujących nas informacji o portach bałtyckich.. 
Co w tym złego?

Dziennikarze we wspomnianym wyjeździe byli z różnych mediów, od „Rzeczpospolitej i TVP, po „Trybunę”, po wyjeździe pisali i mówili, co chcieli. 
Nikt na ich ogląd Rosji i zakładów Grupy Acron – nie wpływał.

…. I „korumpowanie” polskiej żurnalistyki

Wiaczysław M. Kantor, który słynie z wielkiej filantropii i jest znany z tego na całym świecie, polskim dziennikarzom zafundował wieczór w Teatrze Bolszoj, gdzie na słynnej scenie w Sali Historycznej mogli oglądać występy Baletu Opery Paryskiej, siedząc wygodnie w lożach, na poziomie loży prezydenckiej.

Teatr Bolszoj, oparta o balustradę red. M.Przełomiec (TVP Info)
Fakt ten bardzo mocno zbulwersował media prawicowe m.in. Wprost. Oceniły to, jako „przekupstwo”, „korupcję” dziewiczo czystej polskiej żurnalistyki. I nie ważne było, czym przekupuje się owe dziennikarskie niewiniątka, narażone przez Kantora na rosyjską kulturalną propagandę, ale ceny biletów do teatru. Redakcji „Wprost” nie stać byłoby całej naszej ósemce zafundować taki rarytas. 
Daj mi Boże być  „korumpowaną” w ten sposób nieustannie. Bo ja za Teatrem Bolszoj wprost przepadam, a balet klasyczny – po prostu lubię.

Przekąska z kawiorem, poczęstunek w fabryce Acronu
Za to nie lubię kawioru w przeciwieństwie do reprezentacji dziennikarstwa polskiego, która w Moskwie szalała za kawiorem i go dostała gratis w stosownych ilościach z wódeczką w kryształowej karafce na dodatek, a potem, zgodnie z niepisanymi dyrektywami - piętnowała w mediach szefa Grupy Acron za usiłowanie „wrogiego przejęcia grupy Azoty SA”.

Więc, jakie tu działanie szkodliwe dla Polski red. Leonida Swiridowa?

Rosyjski dziennikarz wyszedł natomiast na przeciw prośbom niektórych polskich dziennikarzy i wygospodarował w Moskwie nieco czasu na zwiedzanie Arbatu, pl. Czerwonego, GUM i pyszności podniebienia, jazdę moskiewskim metrem. Nawet trafiłam, dzięki jego uprzejmości, pod hotel (Metropol), w którym ongiś, w czasie wizyt w Moskwie, bywał mój ojciec, ustalając z rosyjskimi kolegami trasy dla statków Północną Drogą Morską, daleko wcześniej niż o tym zaczęto mówić powszechnie.

Red. Swirydow, tak jak my wszyscy, nigdy nie był za kołem podbiegunowym, na Półwyspie Kolskim i dla niego, tak samo jak dla jego polskich koleżanek i kolegów był ten wyjazd okazją by poznać nieznane obszary Rosji. W tym wyjeździe był takim samym dziennikarzem, jak my wszyscy, tyle, że jednocześnie niańką, tłumaczem i przewodnikiem.

Red. L. Swiridow (drugi od lewej) z polskimi dziennikarzami w GUM (Moskwa)
Jestem mu za to szalenie wdzięczna, bowiem pokonaliśmy kilka stref geograficznych, czasowych, tysiące kilometrów w ciągu niewielkiego czasu. Ciężko przeziębiona przez moją nierozwagą na lotnisku w Goleniowie w czasie czekania na opóźniony samolot do Warszawy, owocującą nieprzyjemnymi skutkami - miałam zapewnioną dzięki niemu opiekę medyczną na Dalekiej Północy i stosowne leki. Wojaż do Rosji, dzięki niemu, nie zakończył się dla mnie ciężkim zapaleniem płuc.

Nie ja jedna doznawałam pomocy ze strony red. Swiridowa w czasie tego wspólnego wypadu do Rosji.O wiele więcej może powiedzieć ekipa polskiej telewizji (TVP Info), która prosto z Moskwy jechała na Białoruś uczestniczyć w wielkich manewrach wojskowych z udziałem prezydenta Putina, nb, jako jedyna zagraniczna.  Gdyby nie red. Swiridow, ich wyjazd i dojazd na czas stałby pod znakiem zapytania.

Działanie na szkodę Polski? 
Przeciwnie, to było działanie wysoce pozytywne, bardzo pomocne dla polskiej telewizji publicznej.
***
Ciąg dalszy, poniżej -  w cz. II "Szpiega"





[1] Sprawa dot. kolportowania po Polsce faxem dokumentów poufnych szefa MSZ (dot. polskiej granicy morskiej z RFN), które wyciekły z biurka jednego z ministrów i trafiły do moich rąk od dyrektora urzędu administracji państwowej. Dokument został za pokwitowaniem przekazany ABU ze stosownym wyjaśnieniem okoliczności wejścia w jego posiadanie.

[2] TVP – „Studio Wschód”, 16 maja 2015r, patrz: http://vod.tvp.pl/audycje/publicystyka/studio-wschod/wideo/16052015/19817286


[3] Sąd Wojewódzki w Szczecinie, sygn.akt.IV.K.254/59.




16 komentarzy:

  1. Zofio, tu Orteq

    Wyrazam glebokie wspolczucie z powodu tragedii rodzinnej jaka sie wydarzyla w zwiazku z aresztowaniem Twojej Matki pod zarzutem szpiegostwa. Lata byly, jak piszesz, stalinowskie.

    Ale to nie tylko o 'stalinowskosc' tamtych lat chodzilo. Tam glownie chodzilo o "niezakoczona wojne". Czyli o to, ze po podziale Korei, w wyniku wojny koreanskiej, na Polnoc (komuna) i Poludnie, 'wolnosc' w 1953 roku, wynikajaca z oczekiwania na kontynuacje wojny 'wolnego swiata' z silami komuny, byly bardzo zywe.

    W Polsce wiazaly sie te oczekiwania z Andersem. wjezdzajacym na bialym koniu do wyzwolonego, spod stalinowskiej wladzy, kraju. Wszystko z pogwalceniem Teheranu i Jalty. Czyli z postanowieniami aliantow przed zakonczeniem wojny, ze najwazniejszym jest utrzymanie takiego porzadku w swiecie, zeby Niemcy sie znowu nie odrodzily. I nie wywolaly Trzeciej wojny swiatowej.

    I Teheran, i Jalta, o tym byly. Ze to sie wiazalo z oddaniem Stalinowi pewnych terytoriow - jak Polska - bylo logiczna konsekwencja tych postanowien.

    Zofio. Upraszczajac wszystko niemozebnie. Walka o utrzymanie Jalty, szczegolnie po zakonczeniu wojny koreanskiej w 1953 roku, byla brutalna. Tam oboz komunistycznystalinowski czul sie atakowany ze wszystkich stron. Jesli temu obozowi pasowal zamordyzm w postaci aresztowywania niewinnej kobiety, twojej matki, oboz skorzystal z tego ichniego pasowania.

    Takie byly wowczas prawa zimno-goraco wojenne. Takeit or live it

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ortegu,
      Sprawa mojej mamy wiąże się z konkretnym przypadkiem. Młody chłopak został zwerbowany przez zachodni wywiad i zakładał siatkę szpiegowską, przyznał się do tego, mamie o tym powiedział, mama temu nie zaprzeczała. Przynajmniej tak wynika z akt sprawy prowadzonej w 1960r. Nie analizowałam jego akt.
      Mama nigdy nie zaprzeczała w rozmowach domowych, że rozmawiała z chłopakiem a on powiedział jej ,że jest szpiegiem.
      Tu mam sprawę jasną.
      Tło łapania szpiegów w tym czasie jest mniej ważne.
      W Szczecinie akurat trwało wtedy spore polowanie na szpiegów i to owocne, bo łapano autentycznych.

      Usuń
    2. Żeby lepiej zrozumieć sytuację trzeba wrócić do lat wcześniejszych i sprawy pracownika Instytutu Francuskiego w Polsce, Andre Robineau, oskarżonego o szpiegostwo. Został aresztowany w 1949 roku i skazanie w pokazowym procesie w 1950 tzw. siatki szpiegowskiej Robineau.
      W chwili aresztowania był pracownikiem konsulatu Francji (auxiliare) w Szczecinie.
      Młody Robineau wstąpił 30 maja 1942 r. do sił zbrojnych "Wolnej Francji" i wyjechał do Wielkiej Brytanii. Służył w marynarce. Po zakończeniu służby wrócił do Lizbony a w lipcu 1947 wyjechał do Warszawy.
      Został zatrudniony jako bibliotekarz w Instytucie potem pracował jako sekretarz przy ekspercie Francuskiego Towarzystwa Klasyfikacyjnego statków handlowych „Veritas" w Gdyni. Pracę w konsulacie w Szczecinie rozpoczął w czerwcu 1948 roku.
      Stąd też zainteresowanie służb bezpieczeństwa środowiskiem marynarskim w Szczecinie i ewentualnymi jego powiązaniem z zachodnim wywiadem.
      Wynikiem śledztwa w spr. tzw. siatki Robineau było określenie grupy osób zaangażowanych w działalność szpiegowską, w tym m.in.
      René Bardet - wicekonsul Francji, najpierw w Szczecinie, potem od lipca 1948 w Gdańsku, do chwili swego wyjazdu do Francji w lipcu 1949 i Jerzy Trufanow (André Dunand?) - sekretarz - tłumacz konsulatu w Szczecinie.
      Natomiast zarzut tolerowania działalności szpiegowskiej postawiono:konsulowi w Szczecinie (od 1 października 1946 do września 1948) - Jacques'owi Leguebe.
      Kolejnym wątkiem tego śledztwa było powiązanie z wywiadem brytyjskim i wicekonsulem ambasady Wielkiej Brytanii, Mitchelem.
      Proces przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Szczecinie rozpoczął się 6 lutego 1950 roku. Wszyscy oskarżeni przyznali się do winy. Skład sędziowski orzekł wyrok 14 lutego. Wszystkich oskarżonych uznano winnymi zarzucanych czynów i wymierzono kary: Wobec Robineau - 12 lat pozbawienia wolności i przepadek mienia. Jako okoliczności łagodzące w przypadku Robineau sąd uznał walkę przeciwko faszyzmowi, młody wiek i degenerujący wpływ środowiska.
      Obecnie Prokurator Krzysztof Bukowski z IPN w Szczecinie prowadzi śledztwo w sprawie Robineau.
      Proces i skazanie mojej mamy jest niejako "odpryskiem" sprawy Robineau i jego siatki.


      Usuń
  2. Zofio,

    Patrzysz na wstepne wyniki wyborow i co?

    Orteq

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orteg,
      na razie patrzę. Ta sytuacja była do przewidzenia.

      Usuń
  3. Dziś przypada pierwsza rocznica śmierci Generała Jaruzelskiego. Najwybitniejszego Polityka , Polaka, Męża Stanu. Żadne media w kraju o tym nie wspominają... Cześć Jego pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, jak ten czas szybko leci....W ferworze wyborów, po prostu - zapomniano...
      Pamiętam o Nim.

      Usuń
  4. Zofio,

    "Sprawa mojej mamy wiąże się z konkretnym przypadkiem...Tło łapania szpiegów w tym czasie jest mniej ważne."

    Dla mnie najwazniejsze jest owo "tło". Ale rozumiem Twoj, osobiste, podejscie do sprawy. Ostatecznie to Twoja, a nie moja, Mama, ktora dotknela zimna wojna. Ta ktora miala byc goraca i miala nosic nazwe III Wojna Swiatowa.

    Jak nam dzisiaj latwo jest zapomniec, ze o obrone postanowien Jalty trzeba bylo walczyc po 45 roku. Szpiegow bylo w tej walce mnogo i to obu stronach zelaznej kurtyny. W maniakalnej atmosferze lapania owych szpiegow lecialy drzazgi. Jedna z tych drzazg byla Twoja matka. Tak mi sie to widzi.

    Bo ja wciaz patrze na obecny ksztalt Polski. A Jalty wynikajacy.

    Z pozdrowieniami powyborczymi,

    Orteq.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orteg,
      doskonale rozumiem szeroki kontekst tamtych czasów i obronę postanowień jałtańskich, które praktycznie natychmiast chciano zerwać. I trwającą w tym czasie szpiegomanię, ale mającą ku temu konkretne powody.
      Tak, to prawda sprawa - mojej mamy to owa "drzazga" w tamtejszym "rąbaniu drwa".
      Dobrze Ci się widzi.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Zofio,

    A jak Ty widzisz obecne granice Polski, z Jalty wynikle? Czy mamy je holubic jako historycznie uwarunkowane, jednoczesnie psioczac na stalinowska Jalte?

    Stalin byl architektem postanowien teheransko-jaltanskich. Pozostali dwaj "wielcy" owych konferencji, Churchill i Roosevelt, tylko przyklepywali. Widzac slusznosc trzeciego "wielkiego".

    Polska niby byla cena tych postanowiem owczesnych. A dzisiaj jest spadkobierca jedynych sprawiedliwych granic. Niech by kto sprobowal odebrac nam dzisiaj nasze ziemie zachodnie! Przez Stalina nam nadane.

    Co za ironia historii.

    Z pozdrowieniami,

    Orteq

    OdpowiedzUsuń
  6. Obiektywnie patrząc Ortegu,
    to Stalin wynegocjował dla Polski najbardziej optymalne granice w jej dziejach!. Oparte na naturalnych barierach: rzekach - Odrze i Nysie na zachodzie, oraz Bugu na wschodzie, na pasmie górskim od południa i i brzegu morskim na północy.
    Polska dostała duży dostęp do morza a także zasobne i po niemiecku zagospodarowane ziemie zachodnie.
    Historycznie - mniej więcej w piastowskich granicach. Etnicznie jednorodne.
    Na dodatek w czasach PRL je odbudowała korzystnie ze zgliszcz wojennych.
    Jałta w tym zakresie - była błogosławieństwem dla Polski i Polacy mieliby za co dziękować Stalinowi, gdyby uczciwie patrzyli się na swoja historię. Ziemie wschodnie, jakie Polska straciła nie stanowią równowagi dla ziem zachodnich. Korzyść z nich dla Polski praktycznie żadna, za to zarzewie nieustających konfliktów. Poza sentymentami. Z ziemiami zachodnimi tego nie było.
    Owszem, jest to ironia losu.

    OdpowiedzUsuń
  7. W rękach Stalina tkwiła rzeczywista decyzja odnośnie powojennego losu tej części Europy. Słuchałem kiedyś wspomnień Osóbki Morawskiego z nocnych negocjacji ze Stalinem w sprawie ustalenia szczegółów przebiegu granicy zachodniej. Tylko i wyłącznie on o tym decydował, wykazując przy tym rodzaj sympatii wobec obecnych tam Polaków, Gdyby jej nie było, bylibyśmy najwyżej Księstwem Warszawskim. Mamy mu co do zawdzięczenia, mimo wszystko. Stąd Szczecin i Wrocław są w Polsce. I stało się to w tamtą noc. W Jałcie odbyła się tylko formalna ceremonia pod dyktando Stalina. Churchill był prawie ciągle pijany a Roosevelt chory w stanie demencji. Większość ustaleń redagował niejaki Hopkins, szpieg Stalina. Pozdrawiam. jasny gwint.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jasny Gwincie,
    z nami Polakami jest już tak, że mamy w stosunku do historii - wybiorczą pamięć. Co nam politycznie i propagandowe - niewygodne, pomijamy milczeniem, cierpimy na amnezje.
    Stalinowi zawdzięczamy obecne granice kraju, czy nam się to podoba, czy nie. I to najbardziej, jak napisałam wcześniej - optymalne.
    Mamy od II wojny światowej między tymi granicami pokój i jeśli w naszym kraju powojennym jest nie tak, to z naszej osobistej winy.
    Mnie irytuje ten powszechny sposób traktowania własnej historii.
    Polska nic nie traci, jeśli się do niej wreszcie Polacy ustosunkują uczciwie, bez zakłamania i megalomanii.

    OdpowiedzUsuń
  9. We wczorajszej "Trybunie" okolicznościowy tekst Marka Barańskiego w rocznicę śmierci Generała i ciekawe zdjęcia pod tekstem. Warto przeczytać i porównać zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zofio, tu znowu Orteq.

    Nabazgralas:

    "Ziemie wschodnie, jakie Polska straciła nie stanowią równowagi dla ziem zachodnich. Korzyść z nich dla Polski praktycznie żadna, za to zarzewie nieustających konfliktów. Poza sentymentami. Z ziemiami zachodnimi tego nie było. Owszem, jest to ironia losu. "

    Te ziemie zachodnie, nam nadane przez Stalina w Jalcie,, nam sie tak nalezaly jak kawior burkowi. Tam tysiac lat uplynelo od naszych praw do tych ziem.

    Ze Stalin dobrze wykombinowal jak zapobiec nastepnej, III Wojnie Swiatowej, to zupelnie inna sprawa. Tam trzeba bylo zrobic roszade ziem niemieckich, jesli by nie mialo byc nastepnej wojny. No to zrobiono te roszade. Stalin byl jedynym gwarantem tej roszady. Pozostali dwaj koalicjanci szachowi sie wykruszyli w miedzyczasie

    Pozdrowienia nie mniej nieustajace zasylam nieustajaco

    OdpowiedzUsuń