poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Tragedia na drodze




Zdarzył się tragiczny wypadek drogowy. Zginęli ludzie, dwójka Polaków i trójka Rosjan.

Autobus polskiego przewoźnika z Jastrzębia Zdroju na Śląsku, z dwoma polskimi kierowcami, na mocy umowy z biurem podróży z Sankt Petersburga, z białoruskiego Brześcia zabrał na wycieczkę do Paryża grupę dzieci z miejscowości Surowikino, leżącej niedaleko Wołgogradu. 
Dzieci wraz opiekunami do Brześcia przyjechały pociągiem. Trasa autokarowa wiodła przez Polskę, Niemcy, Belgię do Francji. Typowa 8-dniowa szkolna wycieczka po Europie, dosyć popularna w Rosji.  
Wczoraj rano (14 kwietnia o 6,30), ok.13 km od Antwerpii, z nieznanych przyczyn autobus staranował barierki na wiadukcie i runął  z wysokości ok.6 m na ziemię, przewracając się na bok. W autokarze jechało 39 obywateli Federacji Rosyjskiej - 31 dzieci w wieku do 15 - 17 lat wraz z ośmioma opiekunami i nauczycielami. 
W wyniku wypadku zginęło 5 osób, 19 zostało rannych, w tym pięć ciężko. Dwie z nich są w stanie krytycznym. Osoby nie poszkodowane oraz 13 rannych po opatrzeniu i diagnozach lekarskich, których wypisano ze szpitali - odlecieli specjalnym samolotem MSN do Rosji.



Śmierć bezpośrednio w wypadku ponieśli
obywatele Federacji Rosyjskiej:
Nadzieja Derbentisowa l.51, nauczycielka
Olga Aszurkowa, l. 35, przewodniczka
Ilja Kibiriew, l.15, uczeń
oraz
dwaj polscy kierowcy o nieznanych publicznie nazwiskach



Na miejsce zdarzenia udał się polski konsul. Polskie media i internetowe portale informacyjne najpierw zainteresowały się mocno wypadkiem, potem, w trakcie napływania dokładniejszych wiadomości z Belgii i ujawnieniu, że w polskim autokarze podróżowały wyłącznie rosyjskie, a nie ukraińskie dzieci, jak pierwotnie informowano, a kierowcami byli Polacy i którzy spowodowali tragiczna katastrofę – zaczęły milknąć i ograniczać informacje.

Zwłaszcza wtedy, gdy belgijska policja na podstawie wstępnych badań, ustaliła, że w wypadku nie uczestniczyły inne pojazdy  Za prawdopodobną przyczynę wypadku flamandzcy policjanci i ich eksperci przyjęli wstępnie – zaśnięcie kierowcy, śmiertelny zawał serca (atak serca), ewentualnie usterkę techniczną  autobusu. Policja belgijska jako priorytet w badaniach przyczyn wypadku preferuje tzw. czynnik ludzki..

Na drodze nie było śladu hamowania pojazdu. Nie reagował też drugi kierowca. Prawdopodobnie spał. Obaj polscy kierowcy –  nie żyją.

Rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvin Gajadhur ujawnił Polskiej Agencji Prasowej (PAP), że w firmie (nie ujawnionej publicznie z nazwy i miejsca siedziby) od marca tego roku prowadzona była kontrola, którą zakończono mniej więcej tydzień temu. "Wykryto naruszenia, które dotyczyły czasu pracy kierowców, ale nie były one rażące" - powiedział Alvin Gajadhur [1]. Dodał, że trzech kierowców ukarano mandatami m.in. za "skrócenie dobowego i tygodniowego czasu odpoczynku", natomiast wobec firmy trwa postępowanie administracyjne i przewoźnik może obecnie wnosić swoje uwagi do protokołu z kontroli. 
Rzecznik Gajadhur dodał, jak podają turystyczne biuletyny internetowe, że w ciągu ostatnich trzech lat autobusy przewoźnika były kontrolowane 16 razy i tylko raz stwierdzono naruszenie norm czasu pracy [2].

O tym, że firma przewozowa była ze Śląska podało tylko radio RMF[3]. Potwierdziła to Pia Libicka. wicekonsul RP w Belgii w rozmowie z  TVP [4]. Natomiast konsul Jan Cibulla ujawnił, że autobus pochodził z Jastrzębia-Zdroju [5]. Ale te szczegóły można było znaleźć w internetowych biuletynach turystycznych a nie powszechnie dostępnych mediach. 
Wg flamandzkich i rosyjskich mediów, polska placówka dyplomatyczna potwierdziła także, że firma była wcześniej kontrolowana i że w gronie trzech kierowców, którzy otrzymali nagany za nieprzestrzeganie norm czasu pracy i odpoczynku od jazdy - był ich bezpośredni przełożony. Polskie media publiczne o tym fakcie nie informują. Czy dotyczy to także kierowców, którzy zginęli – informacji nie ma.



KOMENTARZ

Naruszanie norm czasu pracy, jazda bez należytego odpoczynku kierowców  –  jest zjawiskiem nagminnym u polskich przewoźników. Polskie służby kontrolują, wystawiają mandaty, reagują. To fakt. Po to m.in. powołano do życia stosunkowo niedawno Główny Inspektorat Transportu Drogowego. 
Faktem też jest, że polscy kierowcy nie cieszą się dobrą sławą. Na polskich drogach ginie najwięcej ludzi w Europie, jest też najwięcej wypadków drogowych.

Kiedy zdarza się tragiczny wypadek, w którym na dodatek poszkodowane są dzieci, nie ważne czy polskie czy  rosyjskie – media powinny sprawę stosownie nagłaśniać, jako przestrogę dla innych. Pewnie by tak robiły, gdyby były to dzieci polskie czy, jak mniemano – ukraińskie.

Tym razem media dostają przedziwnej amnezji. Im bardziej niewygodne dla Polski fakty i im bardziej poszkodowani są Rosjanie – tym milczenie jest głębsze. 
Ale ono nie zakryje problemów.

Nie przeczytałam w donosach medialnych, by ktokolwiek ze strony polskiej złożył Rosjanom kondolencje z powodu tragedii na belgijskiej drodze, nie przeprosił za wypadek spowodowany przez Polaków. Nie znalazłam żadnej adnotacji o takich kondolencjach na stronie internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ani polskiego MSZ.

Nie przeczytałam też w polskich, flamandzkich lub rosyjskich mediach, by ktokolwiek z polskich dyplomatów pofatygował swój dyplomatyczny zadek do szpitali i sprawdził jak się inni poszkodowani Rosjanie, głównie dzieci -  czują.

Nic się nie stało?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz