21 marca 2017

Ławrow. Po prostu, marka sama w sobie


Dzisiaj mamy oficjalnie pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, piękny dzień w Szczecinie, słoneczny, ciepły i radosny. Ten dzień jest zapewne też dniem radosnym dla szefa rosyjskiej dyplomacji, Siergieja Lawrowa, który dzisiaj kończy 67 lat.
Niezwykły, nietuzinkowy człowiek i znakomity polityk, symbol bez mała i wzór dyplomaty dla wielu pokoleń, nie tylko w Rosji, która od czasów carskich  jest jedną z najlepszych służb dyplomatycznych na świecie. 
Nie mam zamiaru przytaczać jego całego życiorysu. Wspomnę tylko,że do 1991r.  był członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego  
Przez dziesięć lat, od stycznia 1994r. do marca 2004r.  pełnił funkcje Stałego Przedstawiciela Federacji Rosyjskiej przy ONZ oraz przedstawiciela Rosji w Radzie Bezpieczeństwa. 
Ministrem spraw zagranicznych został mianowany 9 marca 2004.  Dwa tygodnie temu minęło mu 13-lecie  ministrowania. Biegle mówi po angielsku, francusku oraz syngalesku. Plotkarskie media zdradzają jego niezwykłe poczucie humoru, elegancję i cięte riposty, upodobanie do gatunkowych wódek i hawańskich cygar. 
W  rankingu najbardziej cenionych przeze mnie polityków, mających pozytywny wpływ na losy świata wymieniam w kolejności dwóch polityków rosyjskich - prezydenta Władimira Putina i ministra Siergieja Ławrowa oraz niemiecką kanclerz Angelę Merkel. 
Obu Rosjan cenię za ich wybitną inteligencję, pragmatyzm i skuteczność w polityce, niosącej korzyści Rosji i Rosjanom oraz światowego pokoju i bezpieczeństwa, zaś Angelę Merkel za to, że wbrew różnym przeciwnościom i opinii publicznej, potrafi szlachetne ideału chrześcijańskie, nie tylko wyznawać, ale i konsekwentnie realizować w politycznej praktyce. Mało komu się to udaje. jej - tak.  
Siergieja Ławrowa szalenie cenię nadto za światowe mistrzostwo nie do pokonania  w sztuce dyplomacji.

Лучшие пожелания с днем рождения 
господин Сергей Лавров,
дальнейших успехов 
и эффективных дипломатических дел, 
несущих мир и безопасность 
мира и России. 
С днем рождения!

09 marca 2017

Berlińskie „rządź i dziel”



Poniedziałkowym (6 marca) specjalnym szczytem szefów czterech państw, Berlin w odpowiedzi na Brexit rozpoczął przekształcenia w UE. Dzisiaj i jutro zapadną w UE decydujące postanowienia.
Spotkanie w Wersalu Wielkiej Czwórki przed szczytem UE
Kanclerz Niemiec spotkała się w Wersalu z prezydentem Francji oraz premierami Włoch i Hiszpanii. Decyzja o wybranie do rozmów członków UE z południa zapadła ponoć podczas roboczych spotkań kanclerz Merkel z przywódcami tych państw w celu powstrzymania ewentualnego ich wyjścia z europejskiego bloku w przyszłości, co mogłoby położyć kres niemieckiemu dyktatowi oszczędzania w UE. Z chwilą wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, kraje członkowskie, zorientowane na politykę neoliberalną tracą niezbędne kworum dla weta w organach UE. Berlin przewiduje, że mogą też wystąpić problemy w Europie Wschodniej (w Grupie Wyszehradzkiej), która może nie chcieć wspierać powstania silnej integracji wokół niemieckiego rdzenia, ponieważ równałoby się to z utworzeniem dwóch, a może nawet trzech klas Unii Europejskiej. Wzmocnienie anty-imigracyjnym zarządzaniem unijnych granic, a zwłaszcza ich zdecydowanej militaryzacji jawią się, jako wspólny mianownik w procesach transformacji zachodzących w UE.
,
Rozmowy w małych kręgach
W ciągu ostatnich lat, niemiecki rząd organizował konsultacje dot. UE w małych kręgach, czasem nawet w rozmowach dwustronnych. Niemiecko-francuskie spotkania stały się legendarne. Wstępne decyzje dotyczące najważniejszych zagadnień unijnych, zapadały często podczas takich konsultacji, ostatnio można było to zaobserwować podczas kryzysu euro. "Niemiecko-francuska para” zazwyczaj była życzliwie opisywana, jako niezbędny silnik UE.   
Prawdziwa przyczyna konsultacje między Bonn/Berlin a Paryżem w rzeczywistości tkwi w niemocy mniejszych państw członkowskich.
W 2003 roku, w związku z rozszerzeniem UE na wschód, które skomplikowało stosunki unijnej władzy i podejmowanie wiążących decyzji, spotkania niemiecko-francuskie został rozszerzone do „G5", regularnych spotkań pięciu głównych krajów UE: Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii. W 2006 r. do tego grona dołączono Polskę, leżącą na osi gospodarczo-politycznej UE (Paryż – Berlin – Moskwa) i G5 stała się G6. Berlin, jeśli była taka polityczna, potrzeba sięgał do formatu „Trójkąta Weimarskiego” (Niemcy, Francja, Polska).
Zgodnie z założeniami, Polska miała się stać się bardziej zaangażowana w ważniejszych decyzjach UE, w ramach tzw. „pojednania europejskiego”. W rzeczywistości, zdaniem niemieckich ekspertów, Warszawa uzyskała ekskluzywną pozycję, którą z biegiem czasu zaczęła wykorzystywać, by stawać okoniem wobec niemieckich planów politycznych. 
,
Problemy południowej Unii
Ostatnio, niezawodne berlińskie sterowanie przez konsultacje w małych kręgach wydaje się zanikać. Państwa członkowskie, które w dużym stopniu zostały zmarginalizowane, zaczęły się organizować w grupy interesu, na przykład, na szczytach krajów południowej Europy.
Dwa się już odbyły. Pierwszy 9 września 2016 roku w Atenach, a drugi 28 stycznia 2017 roku w Lizbonie - z udziałem Francji, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Cypru i Malty.
Południowe kraje europejskie są szczególnie zainteresowani wspólnym, anty-imigracyjnym zarządzaniem granicami (Grecja, Włochy, Hiszpania, Malta, a w przyszłości być może także Cypr), a zwłaszcza na zakończeniu surowego dyktatu polityki imigracyjnej, narzuconej przez Niemcy
W różnych postaciach kraje te zostały bardzo mocno dotknięte przez ten dyktat.
Do tej pory „południowe szczyty europejskie” nie były poważnym problem dla Berlina, ale nie zawsze musi tak być.
Z chwilą wyjścia Wielkiej Brytanii, neoliberalne zorientowane kraje UE skupione wokół Niemiec zostały pozbawione ważnego sojusznika dla ich polityki gospodarczej. W ewentualnym sporze, są zagrożone utratą niezbędnego kworum do weta w organach UE, np. w przypadku oporu wobec obecnej polityki oszczędnościowej.
,
Włoskie manewry
Latem zeszłego roku, kanclerz Angela Merkel zaczęła stosować środki do rozbijania wszelkich możliwych południowo-europejskich bloków.
27 sierpnia, zaledwie cztery dni po brytyjskim referendum dot. wyjścia Wielkiej Brytanii z UE- spotkała się po raz pierwszy w ramach trójstronnego szczytu z prezydentem Francji François Hollande'a i ówczesnym włoskim premierem Matteo Renzi.
Takie trójstronne spotkania odbyły się kilka razy. Na jesieni, prawdziwym powodem było wsparcie premiera Renzi w referendum konstytucyjnym, zaplanowanym na 4 grudnia 2016. Na niewiele się ono zdało, referendum przyniosło klęskę premierowi Renzi. Pod koniec listopada ub. roku, do mediów przeciekły informacje, że, niemieccy dyplomaci odnieśli „wrażenie, że Renzi uległ iluzji, że są silnik francusko-niemiecki w trio z Włochami ma jakieś większe znaczenie w jego kraju”
Nie mniej jednak, włączenie Włoch do nowego "dyrektoriatu" UE prawdopodobnie wystarczy, by udział Włoch w ewentualnym bloku południowej Europy był dla nich mało atrakcyjny. 
,
Budowanie przeciwnego bloku.
W poniedziałek, 6 marca Berlin po raz kolejny poszerzył swój format dyskusji o UE. W Wersalu, kanclerz Merkel i prezydent Holland konsultowali się z nowym premierem Włoch, Paolo Gentiloni i hiszpańskim premierem Mariano Rajoy w sprawie rychłej transformacji UE i dalszego rozwoju Unii. Dyskusja miała nadać "sygnał jedności", według rzecznika niemieckiego rządu[1].
Spotkanie poprzedziło i było przygotowawcze dla dzisiejszego (9 marca) posiedzenia Rady Europejskiej i jutrzejszego (10 marca) szczytu szefów państw i rządów UE (tym razem już bez Wielkiej Brytanii), a także obchodów (25 marca)  60. rocznicy podpisania Traktatu Rzymskiego.  
Z listopadowej (w 2016r.) dyskusji niemieckich dyplomatów, której fragmenty dot. premiera Renziego, przeciekły do mediów, wynika, że podobne do Włocha postawy, sygnalizuje premier Hiszpanii, zdążający do wzmocnienia swoich wpływów.
Nie mniej jednak, Belin zakłada, że integracja Hiszpanii leży w jego interesie, bowiem kraje unijnego Południa, bez Włoch i Hiszpanii nie mają żadnych szans na zbudowanie politycznego frontu wobec bloku państw, zmierzających do zerwania surowych niemieckich dyktatów oszczędnościowych.
,
Podział Unii na klasyżnych prędkości.
W tej chwili, Berlin ma więcej problemów z krajami tzw. „Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). Kraje te, w Wyszehradzie 15 lutego 1991r. podpisały umowę o stałej współpracy.
Przez długi czas, grupa nie była traktowana  zbyt poważnie, zwłaszcza, że Niemcom wielokrotnie udało się ukształtować silne, wyłączne więzi z Polską, m.in. w ramach Trójkąta Weimarskiego. 
Problemy z falą imigrantów w Europie w ostatnich czasach spowodowały, że Grupa Wyszehradzka zacieśniła i nasiliła współpracę.  Państwa Grupy połączyły siły, by odeprzeć falę imigracji, a tym samym odmówić przyjęcia uchodźców.
Donald Tusk i Angela Merkel
Po szczycie Grupy Wyszehradzkiej w miniony czwartek (2 marca) w Warszawie, kraje grupy przedstawiły swoje stanowisko w sprawie reformy UE i oświadczyły, że nie będą wspierać powstania silnej integracji UE wokół niemieckiego rdzenia, o co zabiega Berlin, bowiem wg nich, tworzy to możliwość wykreowania w UE dwóch lub trzech grup państwa o różnym poziomie konsolidacji i rozwoju. „Grupa Wyszehradzka” chce „iść w jednym kierunku” i „realizować wspólne cele”.   Wspólnych celów, ich zdaniem, nie ma na wspólnym rynku, w polityce imigracyjnej, czy ustaleniach polityki zagranicznej i wojskowej UE.
W konfrontacyjnej dla Polski kwestii Donalda Tuska w Radzie Europejskiej, stanowisko Berlina jest zdecydowanie jednoznaczne. Angela Merkel, dzisiaj rano stwierdziła w Bundestagu: "Dziś zdecydujemy o ponownym wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej na kolejne 2,5 roku. Postrzegam jego ponowny wybór jak oznakę stabilności dla całej Unii Europejskiej i cieszę się na kontynuację współpracy z nim". 




[1] Bundeskanzlerin Merkel beim Treffen von Frankreich, Italien, Spanien und Deutschland in Versailles am 6. März 2017, patrz: . www.bundesregierung.de z 03.03.2017.

08 marca 2017

Ogólnoświatowy bunt na Dzień Kobiet


Kobiety z pięćdziesięciu państw wszystkich kontynentów - Europy, Ameryki Łacińskiej i Północnej, Australii, Azji i Afryki, w świecie rządzącym przez mężczyzn, zbuntowały się w tym roku i ogłosiły w Dzień Kobiet – Międzynarodowy Strajk Kobiet. Postanowiły  walczyć o uznanie ich praw „przez populistyczne, anty-kobiece rządy państw”.

W Polsce  kobiety zaprotestują w 80 polskich miastach, w tym w  Szczecinie i siedmiu innych na Pomorzu Zachodnim.

Czego chcą kobiety w XXI  wieku? Zdawało by się elementarnych praw człowieka, a więc: prawa do decydowania o własnym ciele, państwa wolnego od zabobonów, wdrożenia i stosowania Konwencji „antyprzemocowej”, poprawy sytuacji ekonomicznej kobiet.

Inicjatywa międzynarodowej akcji jest rdzennie polska. Zrodziła się pod koniec października  zeszłego roku. Organizatorki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (tzw. czarnego protestu) nawiązały kontakt z kobietami protestującymi w Korei Płd. i  Ameryce Łacińskiej. Dołączyły do nich kobiety m.in. Australii, Belgii, Brazylii, Kostaryki, Czech, Ekwadoru, Anglii, Francji, Niemiec, Hondurasu, Islandii, Izraela, Włoch, Meksyku, Rosji, Szwecji, Togo, USA i Turcji. Ich pierwszym wspólnym działaniem jest Międzynarodowy Strajk Kobiet, pod hasłem: „Solidarność naszą bronią”. Uczestniczki strajku ubiorą się na czarno a usta pomalują na jaskrawy, czerwony kolor.

– Czerwona szminka to jeden z atrybutów kobiecości. 8 marca to nasze święto, kojarzone z czerwonymi goździkami. Szminka to luźne, kobiece skojarzenie. Poza tym w nasze święto chcemy czuć się kobieco – nawet w trakcie walki o nasze prawa. Szminka ma symbolizować także, że nikt nie zamknie nam ust – mówi „Wyborczej” Monika Wójtowicz, jedna z organizatorek szczecińskiego protestu.

Szczecinianki skrzyknęły się na popołudnie (od 16.00) na pl. Solidarności. Mają zamiar stworzyć  „Głos suwerena”, wielką, 50-metrową strajkową gazetę, w której każdy będzie mógł coś napisać, namalować czy wkleić wcześniej przygotowany materiał. „Napiszmy, co naprawdę myślimy o odbieraniu nam naszych praw” – apelują pomysłodawczynie. Na „Straganach Idei” będzie można złożyć podpisy m.in. pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy edukacji czy pod listem do premier Beaty Szydło. Na „Drabince Prezesa” stanąć będzie mógł każdy, kto ma chęć powiedzieć coś o „dobrej zmianie” i prawach kobiet. Kobiety odtańczą też taniec One Billion Rising (przeciwko przemocy wobec kobiet). Podczas szczecińskiego protestu prowadzona będzie też zbiórka darów dla uchodźczyń i dla Domu Samotnej Matki (środki czystości, kosmetyki, artykuły higieniczne).

– Szczudlarki będą chodzić pośród protestujących ze zniczami symbolizującymi kobiety, które w wyniku przemocy domowej nie mogły do nas dołączyć – mówi Dominika Jackowski, jedna z organizatorek protestu. – Oprócz zaproszonych gości, np. prof. Ingi Iwasiów, przemawiać będą zwykłe kobiety. Będzie na przykład pani, która urodziła niedawno niepełnosprawne dziecko. Chciała zrobić sobie sterylizację, ale w Polsce nie mogła przeprowadzić takiego zabiegu.

Podobne popołudniowe manifestacje na Pomorzu Zachodnim odbędą się  dzisiaj (8 marca) w Gryfinie, Koszalinie, Drawsku Pomorskim,  Stargardzie, Świnoujściu, Gryficach i Szczecinku.

Polskie kobiety swoje żądania wobec władz zamknęły w kilku punktach, obejmujących cztery zakresy spraw.

Domagają się:

1. Pełni praw reprodukcyjnych:

  • utrzymania standardów opieki okołoporodowej;
  • dostępu do nowoczesnej bezpłatnej antykoncepcji i zabiegów sterylizacji;
  • dostępu do bezpiecznego przerywania ciąży;
  • dofinansowania in vitro;
  • badań prenatalnych najnowszej generacji.

2. Państwa wolnego od zabobonów:

  • rzetelnej edukacji seksualnej,
  • edukacji szkolnej zgodnej z wiedzą naukową;
  • opieki medycznej, nie watykańskiej;
  • likwidacji tzw. klauzuli sumienia;
  • religii w parafiach i na koszt Kościoła;
  • niezależnej komisji ds. pedofilii w Kościele;
  • wymierzenia bezwzględnych kar sprawcom i osobom winnym ukrywania przestępstwa pedofilii w Kościele.

3. Wdrożenia i stosowania konwencji „antyprzemocowej”:

  • przesunięcie finansowania budżetowego z Kościoła na organizacje zajmujące się walką z przemocą wobec kobiet i przemocą domową;
  • bezwzględnego ścigania i karania sprawców przemocy domowej – bezwzględnego ścigania gwałcicieli i wdrożenia procedur zapobiegających wtórnej wiktymizacji;
  • ochrony ofiar i izolacji sprawców;
  • współpracy rządu z organizacjami pozarządowymi przy wdrażaniu Konwencji „antyprzemocowej”;
  • ścigania mowy nienawiści jako źródła przemocy.

4. Poprawy sytuacji ekonomicznej kobiet:

  • zabezpieczenia emerytalnego nieodpłatnej pracy kobiet;
  • realnego zabezpieczenia społecznego rodzin z osobami niepełnosprawnymi;
  • skutecznego ściągania alimentów przez państwo i karania dłużników alimentacyjnych;
  • podniesienia progu uprawniającego do świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego do średniego wynagrodzenia;
  • równości płac bez względu na płeć.

01 marca 2017

Wypad do Rosji i pograncznicy



Żeby było wszystko jasne - wyprawa do Kaliningradu to mój indywidualny pomysł, realizowany z mojej prywatnej kieszeni. Wprawdzie wyjazd miał charakter studyjnego wyjazdu dziennikarskiego a tematyka, którą się interesowałam w tej  przygranicznej eksklawie Rosji - uzgodniona z macierzystą redakcją, to wyjazd był osobistą inicjatywą. Redakcja określiła zakres tematyki, jaka  by ją zainteresowała w przestrzeni gospodarki morskiej Obwodu Kaliningradzkiego i określiła to w stosownym piśmie, koniecznym przy ubieganiu się o wydanie  rosyjskiej wizy dziennikarskiej wielokrotnego użycia. Głównym celem mojej wizyty były porty morskie obwodu, ich potencjał, plany rozwojowe i rozwój ich zaplecza lądowo-morskiego.
Do tej pory poznałam wszystkie większe porty nadbałtyckie Niemiec oraz wielki portowy hub, jakim jest Hamburgiem. Znam porty promowe południowej Szwecji Ystad i Trelleborg, byłam też w portach Kopenhagi, Sztokholmu oraz w szwedzkim Nynasham, gdzie zawijają polskie promy PŻB. Z portów  południowego Bałtyku położonych na wschód od Gdańska i Gdyni miałam okazję do tej poznać tylko litewską Kłajpedę i to bardzo dawno temu. W bałtyckich portach Rosji nigdy nie byłam. W branżowej literaturze mało się o nich pisze, na międzynarodowych "morskich" seminariach, jakie są organizowane w Szczecinie  - prawie  nie istnieją. Uznałam, że muszę nadrobić braki i bliżej poznać porty najbliższego wschodniego sąsiada Polski.
.
ŻYCZLIWI ROSJANIE
Ubiegając się o wizę dziennikarską do Rosji, przedstawiłam też w ambasadzie rosyjskiej w Warszawie  prośbę o merytoryczną pomoc w organizacji tego wyjazdu wraz z zakresem tematyki mnie interesującej, wykazem osób i instytucji, związanych z gospodarką morską, które chciałabym odwiedzić.
Ponieważ w wybranym przeze mnie terminie przypadało, tj między 20 a 25 lutego  ważne dla Rosjan święto - Dzień Obrońców Ojczyzny (23 luty) , postanowiłam być jego uczestnikiem. Tylko w ten sposób, przez bezpośredni udział, ramię w ramię z Rosjanami, mogłam z autopsji poznać, czym dla Rosjan  i rosyjskiej świadomości historycznej jest II wojna światowa, walka z hitlerowcami, wyzwalanie polskich obszarów w drodze na Berlin, czy polsko-rosyjskie braterstwo broni.  Ujęłam to także w propozycji programu mego pobytu w Kaliningradzie.
Muszę przyznać, że zarówno ze strony Siergieja Andriejewa, ambasadora Rosji w Polsce, jak i Igora Żukowskiego, dyrektora Rosyjskiego Ośrodka Kultury i Nauki, który do niedawna był prorektorem ds. kontaktów zagranicznych na Uniwersytecie im. Immanuela Kanta w Kaliningradzie - spotkałam mnie ogromna życzliwość i daleko idąca pomoc.
Dzięki nim mogłam przeprowadzić wywiad z Eleną I. Diatłową,  p/o ministra rozwoju infrastruktury Obwodu Kaliningradzkiego, spotkać się z kaliningradzkim najwyższym kierownictwem "Rozmorportu", tj zarządem morskich portów obwodu -  oraz z resorcie rozwoju infrastruktury z dyrektorem departamentu ds. rozwoju portów i dyrektorem obwodowego zarządu dróg, zaś dzięki uprzejmości szefostwa  Agencji ds. międzynarodowych i międzyregionalnych, tj. obwodowego MSZ, pojechać do miejscowości Pionierskij, gdzie powstanie nowy terminal promowy i pasażerski, a także korzystać z uprzejmości Iriny Bogdanowej, pracownika Agencji, znającej doskonale język polski i wspierającej mnie w rozmowach  bilateralnych.
Igorowi Żukowskiemu zawdzięczam cudowne spotkania i rozmowy z Jurijem  Rożkow-Jurewskim, emerytowanym wykładowcą akademickim  poliglotą i specjalistą od geopolityki. Świetnie mówiącemu po polsku, znającego Polskę i polską historię.
W ubiegłym roku w Szczecinie poznałam uczestników kaliningradzkiego Rajdu Pamięci, którzy odwiedzali cmentarze z mogiłami radzieckich żołnierzy i miejsca pamięci z okresu II wojny światowej z Andriejem Omielczenko  z Izby Obywatelskiej (społecznej) Obwodu Kaliningradzkiego i Michaiłem Pyriesinem, emerytowanym  oficerem Floty Bałtyckiej, który ongiś stacjonował z jednostką w Świnoujściu i do dzisiaj utrzymuje przyjacielskie kontakty z polskimi kolegami.
Do nich także zwróciłam się po pomoc w ułożeniu programu mojego pobytu w Kaliningradzie. Michaił Pyriesin był moim cicerone 23 lutego na obchodach Dnia  Obrońcy Ojczyzny, razem składaliśmy kwiaty pod pomnikiem 1,2 tys. gwardzistów radzieckich, poległych przy zdobywaniu wówczas pruskiego Koenigsbera, zaś Andriej Omielczenko nie tylko zatroszczył się o transport od granicy do Kaliningradu i z powrotem, ale także zorganizował spotkanie w Izbie Obywatelskiej dot. poprawy relacji rosyjsko-polskich, na które zaprosił  tamtejszych dziennikarzy, blogierów i organizacje społeczne zainteresowane tym problemem.
Mogłam się na nim naocznie przekonać, jak Rosjanom zależy na poprawie klimatu naszych wzajemnych transgranicznych relacji.
Poza programem, nazwijmy to społecznym, w grafiku pobytu znalazło się też miejsce na zwiedzanie zabytków, wypad do muzeów i na koncerty. I tu znowu niezawodny Michaił Pyriesin okazał się znakomitym przewodnikiem po cudownym Muzeum Muzeum Wszechoceanu, zaś red. Swietlana Łoktiewa  z "Gazety Rosyjskiej" zaprosiła mnie do filharmonii na krótki recital organowy.
Żelazny punkt programu każdego turysty w Kaliningradzie - wizytę na wyspie Kanta i zwiedzanie tamtejszej katedry - pozostawiłam wyłącznie już dla siebie. 
Wysłuchałam znakomitego recitalu na katedralnych organach, zwiedziłam muzeum katedralne, muzeum Kanta, odwiedziłam jego grób, pospacerowałam nad brzegami Pregoły...
.
DZIWNE DZIAŁANIA POGRANICZNIKÓW
I o ile ze strony Rosjan spotykała mnie niesamowita życzliwość, daleko idąca pomoc i serdeczność, to wielkim zgrzytem były  kontakty z polskimi służbami granicznymi.
Okazuje się, że turysta pieszy nie może przekroczyć polsko-rosyjskiej granicy w żaden sposób.
I co ma zrobić taki turysta jak ja, którego rodzina była w stanie dowieźć z Gdańska do polsko-rosyjskiej granicy, ale nie mogła samochodem przekroczyć granicy, bo nie miała wyrobionych stosownych dokumentów i do Kaliningradu - nie jeździła. Rosjanie zadeklarowali mi mikrobusik na granicę, ale po swojej stronie.
Wystosowałam stosowne pismo do Straży Granicznej na przejściu granicznym  Grzechotki - Mamonowo 2 z prośbą o wydanie zgody na przejście tych 200 czy 300 metrów piechotą do granicy rosyjskiej, gdzie będzie na mnie czekał mikrobusik rosyjski. Straż pismo dostała, poświadczyła odbiór, ale nie odpisała.
Dzięki  Bogu, rosyjski kierowca mikrobusiku miał stosowne zezwolenia i przejechał polską granicę, do którego niemalże pod szlabanem przepakowałam swoje rzeczy.
Polscy pogranicznicy przetrzymali mnie 40 minut zadając mnóstwo pytań związanych z celem podróży. A dlaczego chce rozmawiać z z jakimś rosyjskim ministrem, a czy muszę akurat interesować się rosyjskimi portami, czy inne mnie nie interesują, ... 
Przy którymś podejściu strażniczki z kolejnym tego typu pytaniem wręczyłam jej teczkę z programem pobytu, pytaniami do minister po polsku i rosyjsku, notkami o obwodzie i samym Kaliningradzie, porcie Pionierskij itp.
- A niech sobie  skserują  i wyślą do  samego szefa MSW, skoro ich tak wszystko interesuje - pomyślałam.
Kiedy znowu przyszła się pytać, dla jakiego to pisma robię ten wywiad - wyciągnęłam egzemplarz, pokazałam gdzie jest stopka redakcyjna i moje nazwisko.
W międzyczasie pogranicznicy sprawdzili ...torby z materiałami promocyjnymi Pomorza Zachodniego, jakie wiozłam do Kaliningradu.
Odprawa celna polska i całkowita rosyjska - przebiegły sprawnie i bez mitrężenia czasu.
Pogranicznicy polscy sprawdzili dokładnie wszystko, co im wyszczególniłam w piśmie. Doskonale wiedzieli, że jestem dziennikarzem, bo do pisma dołączyłam  kopię paszportu i wizy a nawet wykaz materiałów promocyjnych  Pomorza Zachodniego jakie przewoziłam oraz numery samochodu rosyjskiego,
W drodze powrotnej było jeszcze bardziej interesująco.
Jechałam z Kaliningradu tym samym busikiem do polskiej granicy. Byliśmy siódmi w kolejce.
Odprawa Rosjan przez polskie służby graniczne  to koszmar. Mają sprawdzane nie tylko paszporty biometryczne, ale także od każdego Rosjanina pobiera się na polskiej granicy odcisk palca i sprawdza czy jest identyczny z paszportowym.
Jak 4/5 osób w samochodzie  odprawa samochodu trwa mnóstwo czasu. Kiedy byliśmy drudzy już do odprawienia, okazało się, że samochód przed nami, my i samochód za nami - zostały skierowane do ...rewizji.  Zabrano paszporty, celnicy oglądnęli samochód, obstukali go szukając kontrabandy, zaglądnęli mi pobieżnie do walizek i torb, i czekanie. Najpierw by ktoś  z obsługi przyszedł do hali rewizji,  potem by i  zrewidował  samochód z pasażerami przed nami. Wreszcie nadeszła nasza kolejka. Celnicy obstukali i oglądnęli samochód jak nieco wcześniej, zaglądnęli do moich rzeczy, tak samo pobieżnie jak nieco wcześniej. Jedynym novum było podniesienie na  odnośniku mikrobusa i obstukanie go od spodu. 
Uff, po dwóch godzinach mogłam za drzwiami "rewizji" przepakować rzeczy i pojechać do Gdańska. 
.
INCYDENT GRANICZNY
Polskie media podały, że tego samego dnia, w sobotę 25 lutego, w godzinach popołudniowych, czyli kiedy byłam na przejściu granicznym w Grzechotkach, akurat tam - jakiś Rosjanin chciał wwieść broń pneumatyczną do Polski, która  była przerobiona na ostre naboje. Poddał się dobrowolnie karze i go puszczono wolno.
Z tego co ja osobiście oglądałam - prawdą jest tylko to, że był incydent w tym czasie na granicy polsko-rosyjskiej z udziałem polskiej policji.
Akurat w godzinach 16.30 czasu kaliningradzkiego (15.30 czasu polskiego) przyjechałam na granicę i stanęliśmy w kolejce. O godzinie 17.00 czasu kaliningradzkiego (16.00 czasu polskiego) umówiłam się z kuzynem na granicy po polskiej stronie.
Koło 17.00 (16.00) otrzymałam od niego  telefon, że stoi w wielkiej kolejce samochodów, czekających na wjazd do ...Rosji i nie może się z niej ruszyć. 
Kiedy zostały tylko dwa samochody po naszej, rosyjskiej stronie do polskiej odprawy, od polskiego przejścia granicznego przyjmującego pojazdy zdążające do Rosji -  odjechał w kierunku Braniewa polski radiowóz a kolejka czekających aut  jadących do Kaliningradu ruszyła do przodu i szybciutko zaczęła się kurczyć.
I wtedy, dokładnie w tym samym czasie -  polscy pogranicznicy przepuścili do Polski jeden rosyjski samochód a kolejny rosyjski, nas i następny polski -  skierowali do "rewizji".
Cały incydent od mego przyjazdu na granicę do opuszczenia polskiej hali rewizji - trwał ok. 2 godziny. czyli do godz. 18.15 czasu kaliningradzkiego (17,15 czasu polskiego).
W tym czasie na pewno był incydent na polsko-rosyjskiej granicy, po polskiej stronie, z udziałem polskiej policji, ale na przejściu granicznym w kierunku Rosji.
W tym czasie na pewno nikt nie zatrzymał żadnego  Rosjanina, chcącego dostać się z Obwodu Kaliningradzkiego do Polski z bronią pod siedzeniem!!!