środa, 21 maja 2014

Tango z Putinem



 NIEMCY - ROSJA
GOSPODARKA MORSKA
PRZEMYSŁ OKRĘTOWY I OFFSHORT
bo do tanga trzeba dwojga, tak ten świat złożony jest … śpiewają muzycy z zespołu Budka Suflera, i mają rację, bo tam gdzie wspólnota interesów i rozumu – razem można zdziałać wiele.

Tą zasadę wyznaje m.in. Erwin Sellering, premier Meklemburgii – Pomorza Przedniego, sąsiadujących przez Odrę z polskim Pomorzem Zachodnim. Bez najmniejszych skrupułów, chociaż świat Zachodu obarczał Rosję konfliktami na Ukrainie i wygłaszał tyrady przeciwko Rosji i jej prezydentowi, zachęcając do bojkotu wszystkiego, co rosyjskie - udał się do Sankt Petersburga na 70-te urodziny byłego kanclerza RFN Gerharda Schroedera, u którego na urodzinowym przyjęciu głównym gościem był prezydent Rosji Władimir Putin.
Premierowi Sellingowi towarzyszył Witalij Jussufow, rosyjski przedsiębiorca, właściciel Nordic Yards, firm przemysłu okrętowego i offshortowego.

Stocznia w Stralsundzie
Rosyjski biznesmen w kwietniu sfinalizował kupno upadłej stoczni P+S w Stralsundzie. Wcześniej kupił inne niemieckie stocznie – w Rostocku, Wismarze i Warnemünde, redukując przy czym redukując dosyć znacznie w nich zatrudnienie. Buduje się tam obecnie m.in. stacje transformatorowe oraz urządzenia do morskich farm elektrowni wiatrowych. Tego typu urządzenia będą też powstawać w Stralsundzie, gdzie jedynie 1/3 produkcji będzie się koncentrować się na budowie statków. 
Nowy inwestor oficjalnie przejął upadłą stocznię 1 maja tego roku [1]
Na tę chwilę w Stralsundzie czekano 20 miesięcy, prawie dwa lata…
Na początek w stoczni P+S zatrudniono 50 inżynierów oraz 20 innych specjalistów. Według planów Nordic Yards, do 2017 r. zatrudnienie ma wzrosnąć do 500 osób. Przed bankructwem w obu stoczniach pracowało 1,77 tys. pracowników.


Polityczne negocjacje z Rosjanami

Sprawa ratowania stoczni dzięki rosyjskim inwestycjom w przygranicznej z Polską Meklemburgii-Pomorze Przednie, zawsze odbywała się na najwyższych szczeblach, łącznie z rozmowami  Angeli Merkel z Władimirem Putinem, na które do Soczi wybrała się specjalnie kanclerz Niemiec. Tak samo działo się z kolejną stocznią, tym razem w Stralsundzie.  
30 sierpnia 2012 r. stocznie produkcyjne w Stralsundzie i Wolgaście,pracujące wspólnie pod szyldem "P+S Werften", złożyły w Sądzie Administracyjnym w Starlsundzie wniosek o upadłość. Jak poinformował w odezwie do pracowników i mediów szef firmy Rudiger Fuchs:wyczerpaliśmy wszystkie opcje w naszych staraniach znalezienia rozwiązania”. Rudiger Fuchs objął funkcję prezesa spółki zaledwie trzy tygodnie wcześniej, ale nie spodziewał się, że sytuacja obu stoczni jest tak tragiczna.

Po upadku stoczni, do końca października 2013 r. zatrudnieni stoczniowcy korzystali z pomocy tzw. spółki transferowej, która pozwalała im, m.in. przekwalifikować się i podjąć nową pracę. W Agencji Pracy powstał nawet specjalny zespół powołany do pomocy zwolnionym stoczniowcom. Tymczasem większość z pozostałej, 720-osobowej załogi nie wyobrażała sobie pracy poza stocznią.

Jeden z długoletnich pracowników, Burkhard Jeschke, uważał [2], że „w ostatnich trzech latach stocznia miała wzloty i upadki, ale wniosek o upadłość był dla wszystkich szokiem. Wciąż jest jeszcze szansa, że zakład pozyska inwestora”. Wielu zatrudnionych w Stralsundzie pracowników spędziło w stoczni całe swoje zawodowe życie i Burkhard Jeschke nie ukrywał, że jak tylko sytuacja firmy się wyjaśni, będą ponownie ubiegać się o zatrudnienie przy budowie statków.

Z dniem 1 listopada 2013 r. ostatni z zatrudnionych w stoczni P+S trafili na bezrobocie. Po rocznej dzielności spółka transferowa skończyła swoją działalność.

W tym samym czasie władze federalne i krajowe Meklemburgii-Pomorza Przedniego zintensyfikowały procesy związane ze sprzedażą stoczni.

Stocznią w Stralsundzie interesowali się przede wszystkim inwestorzy z Rosji. Jesienią ub. roku było ich trzech. Pod koniec września 2013 r. ciągle jeszcze istniały problemy z podjęciem ostatecznej decyzji o wyborze inwestora.

Niemniej jednak, jeden z nich, Witalij Jussofow, otrzymał błogosławieństwo rosyjskiego rządu w sprawie planowanego kupna kolejnej stoczni w Niemczech. Wcześniej oficjalną pozytywną rekomendację dla inwestycji wydała rosyjska ambasada w Berlinie [3].

W sprawę kontraktu z Rosjanami zaangażowali się członkowie rządu Meklemburgii-Pomorza Przedniego i to bez względu na podziały polityczne. Mimo, że kadencja rządu miała się ku końcowi, prowadzona była ożywiona kampania wyborcza, a o koalicji CDU/CSU i SPD nikt głośno nie mówił.

By ratować stocznię w Stralsundzie premier landu Erwin Sellering (SPD) i jego minister gospodarki Harry Glawe (CDU) spotkali się 19 września 2013r.[4] w Moskwie z odpowiedzialnym za przemysł stoczniowy rosyjskim ministrem handlu i przemysłu Denisem Manturowem. Wszystkie wcześniejsze ustalenia zostały potwierdzone na rosyjskim szczeblu federalnym. Niemniej jednak o jakichkolwiek przyszłych zamówieniach dla stoczni - nie rozmawiano. Efekty wizyty w Moskwie oceniał rząd Meklemburgii-Pomorza Przedniego wraz z Bertholdem Brinkmannem, syndykiem masy upadłościowej stoczni.

Dokładnie w tym samym czasie, w Stralsundzie, w ramach kampanii wyborczej z wyborcami spotkała się Angela Merkel.„Jeśli drugi krzyżyk postawicie także przy CDU, to przyczynicie się do tego, że będę mogła nadal być kanclerzem Niemiec” – powiedziała Angela Merkel [5]. Wyborcy ze Stralsundu pamiętali jej zabiegi o ratowanie nadbałtyckich stoczni u Władimira Putina, krzyżyk postawili.  


Niecierpliwość stoczniowców

Politycy spokojnie negocjowali z rosyjskim inwestorem kupno stoczni, natomiast stoczniowcy tracili cierpliwość.

Pod koniec lutego tego roku 300 stoczniowców ze związku metalowców (IG Metall) ogłosiło protest i zagroziło jego zaostrzeniem z powodu braków, ich zdaniem, efektów działań dot.przyszłości stoczni. Zaostrzenie, czyli tzw. „Plan B” będzie wprowadzony, jak stwierdzili związkowcy, gdy do końca marca w procesie sprzedaży stoczni nie osiągnie się postępów.

- Wśród stoczniowców rosną urazy wobec rządu. Powiat Vorpommern-Rügen ma najwyższą stopę bezrobocia w Niemczech - dowodził Jürgen Kraeplin, rzecznik protestujących stoczniowców [6].

Na pochylniach w Straslundzie pracowało jeszcze ok. 400 stoczniowców przy budowie statków dla DFDS-Transportschiffe, które miały być skończone do maja. Po ich zwodowaniu dla stoczniowców nie było już pracy. Zaniepokojonych stoczniowców uspakajał minister Harry Glawe, który zapewniał, że razem z likwidatorem pracuje nad sprzedażą stoczni. W podobnym duchu rozmawiał ze stoczniowcami Norbart Nieszery, lider parlamentarnej SPD, prosząc stoczniowców o cierpliwość. - Wszystkie zainteresowane kupnem stoczni strony współpracowały z IG Metall nad praktycznymi rozwiązaniami. I lada moment należy się spodziewać nie tylko potencjalnego nabywcy stoczni, ale też spójnej koncepcji jej finansowania – przekonywał stoczniowców.

Sonja Steffen [7] posłanka socjalistów w Bundestagu, po rozmowie z federalnym koordynatorem ds. gospodarki morskiej Uwe Meyer Beck (SPD), stwierdziła, że nie ma i nie może być innej perspektywy dla stoczni niż rosyjski Nordic Yards.


Premier na cenzurowanym

Umowa kupna sprzedaży między Rosjanami i Niemcami została pod koniec kwietnia podpisana, stocznia dzięki inwestorowi z Rosji dostała kolejną szansę istnienia.
Nic dziwnego, że SPD-owski premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego z nowym, rosyjskim właścicielem stoczni w Stralsundzie, bawili w Sankt Petersburgu na urodzinach b. kanclerza RFN, też z SPD, na dodatek w towarzystwie prezydenta Rosji -Władimira Putina.
Mieli jednak, co świętować. 
Pojawienie się niemieckich polityków na przyjęciu wywołało jednak falę krytyki w niemieckich mediach [8]. Premierowi Selleringowi zarzucono m.in. niestosowność udziału w przyjęciu w czasie, w czasie, gdy obserwatorzy wojskowi, wśród których było trzech Niemców, więzieni byli przez  pro-rosyjską opozycję na Ukrainie. 
Premier Sellering na krytykę podróży do Rosji zareagował spokojnie słowami: „Szczególnie w trudnych czasach uważam za ważne nieprzerywanie rozmów”. 
Mimo nowych wyborów parlamentarnych w RFN, napięć UE z Rosją z powodu Ukrainy, nacisków USA -  rozmowy i współpraca gospodarcze między Rosją i Niemcami toczą się naturalnym, wypracowanym trybem. Korzystają z tego obie strony. 
W dotkniętym bezrobociem Stralsundzie, stoczniowcy mają pracę, a rosyjski inwestor, dzięki kolejnemu zakładowi w Meklemburgii-Pomorzu Przednim może skutecznie rozwijać produkcję stoczniową i offshortową ,związaną z morskimi elektrowniami wiatrowymi. Korzysta z tego przede wszystkim rynek niemiecki, Rosja zdobywa natomiast potrzebne jej doświadczenia produkcyjne i technologie.
Oponenci premiera Selleringa, nie mogą mu jednak wybaczyć petersburskiego spotkania z Władimirem Putinem i nie dają za wygraną, sugerując, że jego rząd wiedział o katastrofalnej sytuacji finansowej stoczni P+S w Stralsundzie już na rok przed ogłoszeniem przez nią upadłości. Mimo to, na kilka dni przed wyborami do Landtagu, zezwolił na udzielenie przedsiębiorstwu pomocy w wysokości 33 mln euro. Za zgodą, zresztą, rządu federalnego.
Zdaniem ekspertów gospodarczych, którzy sporządzili poufny raport dla oponentów premiera, stocznia już wtedy była nie do uratowania. Opozycja zarzuca premierowi Selleringowi tuszowanie faktów [9], które mogłyby mieć znaczący wpływ na przebieg wyborów.


[1] Ostsee Zeitung  z dn. 22.04.2014r. oraz  Nordkurier  z dn. 22.04.2014r.
[2] Ostsee Zeitung z dn. 15 i 16. 10. 2013 r.

[3] Ostsee Zeitung z dn. 17 i 18.09.2013 r.

[4] Ostsee Zeitung z dn. 20.09.2013 r.

[5] Ostsee Zeitung z dn. 21.09.2013 r.

[6] Nordkurier  z dn. 27.02.2014 r.

[7]J.w.

[8] Ostsee Zeitung, z dn. 28.04.2014 r. oraz Der Spiegel, z dn. 30.04.2014 r.


[9] Ostsee Zeitung, z dn.7 i .10. 05.2014 r. oraz  Nordkurier  z dn.9.05.2014 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz