niedziela, 23 czerwca 2013

Unijna polityka zagraniczna widziana z Berlina



Przepraszam za nieco długą przerwę w publikowaniu artykułów w blogu, ale w międzyczasie nieco podróżowałam po kraju oraz uczestniczyłam w ważnych wydarzeniach związanych z moimi zainteresowaniami zawodowymi. W każdym minionym tygodniu miałam kilkudnowe wyjazdy lub obrady, a czas nie daje się rozciągać, niestety....
Liczę na Państwa zrozumienie. Zgodnie z zapowiedzią - polityka zagraniczna UE  w oczach niemieckich ekspertów.
***
W ostatnim czasie zarówno Polska, jak i Niemcy przedstawiły, chociaż w różnym zarysie i na różnych płaszczyznach i przy użyciu różnych metod - swoje priorytety w polityce zagranicznej. Są one tak różne, że o jakiejkolwiek zgodności raczej trudno mówić, wbrew zapewnieniom szefów dyplomacji obu krajów. A to rzutuje na stan unijnej polityki zagranicznej, zwłaszcza jej spójność i określanie priorytetowych celów.

Najciekawszym, moim zdaniem jest raport „UE - polityka zagraniczna w czasach zadłużenia i kryzysu finansowego[1] opublikowany w kwietniu tego roku przez prestiżowy niemiecki Instytut Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP) w Berlinie.


Polityka zagraniczna i bezpieczeństwo

Badania przeprowadzone przez ekspertów z SWP sygnalizują, że obecny kryzys finansowy, walutowy i gospodarczy, a także niebezpieczne zadłużenie niektórych państw strefy euro – niosą ze sobą poważne osłabienie polityki zagranicznej UE.

Jednocześnie niemieccy eksperci jednoznacznie wskazują na powiązania polityki zagranicznej z kondycją militarną państw członkowskich. W ich mniemaniu silny militarnie kraj jest w stanie prowadzić niezależną, lub dominującą politykę zagraniczną.

Niemieccy eksperci z SWP, w omawianym raporcie, dowodzą, że w państwach członkowskich UE nakłady  finansowe na działalność związaną z polityka zagraniczną i wojskową wyraźnie maleją z powodu dosyć swobodnych cięć budżetowych, jednocześnie wzrastają między tymi państwami napięcia i konflikty, zwłaszcza wobec kwestii reakcji na kryzys, sposobów jego opanowania i niwelowanie jego skutków. 
Szczególnie szkodliwe są, ich zdaniem, cięcia w sektorze wojskowym, dochodzi, bowiem, nawet do 30% redukcji wydatków na cele obronne w mniejszych i średnich krajach UE, co wpływa na zachwianie długoterminowej zdolności uczestnictwa UE w wojnach lub rozjemczych działaniach militarnych.

To wszystko wpływa, ich zdaniem, na „tłumienie wspólnych inicjatyw w polityce zagranicznej UE”. Trwały kryzys i twardy w UE dyktat Niemiec w sprawie działań antykryzysowych i związane z tym oszczędności w budżetach państw członkowskich, w oczach wielu państw - nadwyrężają prestiż UE. Zmniejszyło to, zdaniem ekspertów SWP, także tzw. „miękką siłę” UE w skali globalnej.

Wariant instrumentalizacji wspólnej unijnej polityki zagranicznej i wojskowej, w celu wzmocnienia siły oraz niemieckiego podejścia do energetyki światowej - były i są od zawsze istotnym motywem w Berlinie wobec polityki rozwoju UE.

Na tym tle Rosja, największy bezpośredni sąsiad UE, jawi się, jako coraz bardziej trudny partner, któremu nie można z pozycji siły militarnej cokolwiek narzucić. 
Dosyć dobitnie to wykazał niedawny szczyt państw G8, na którym całkowicie osamotniona w tym gronie Rosja, ale dokładnie wiedząca czego chce i do czego dąży - w sprawach Syrii postawiła na swoim. Jednomyślność najbogatszych państw UE, w tym Niemców, Brytyjczyków i silnych militarnie USA – na nic się przydała. Prezydent Putin był twardym i nieugiętym negocjatorem. W sprawach Syrii Unia z Rosją – przegrała.

Niejako w kontrze do tych ujawnionych niedawno wyników badań niemieckich ekspertów są wypowiedzi ministra Radosława Sikorskiego[2], zamieszczone w drugiej dekadzie maja br. na stronach świątecznego (papierowego) wydania Gazety Wyborczej.

Szef polskiej dyplomacji reprezentuje egocentryczne pojmowanie polityki zagranicznej UE z centralnym w niej usytuowaniem Polski. Jak stwierdza, widzi Polskę „w grupie trzymającej władzę’, gronie pięciu-sześciu państw, wbrew, którym nie można w Unii podjąć żadnej decyzji”.  Uważa, że „taki status mamy w wielu dziedzinach, np. w polityce wschodniej czy energetycznej.(…) Dziś bez nas nic się w tych kwestiach w UE nie dzieje”.

Dla ministra Sikorskiego polityka zagraniczna ogranicza się właściwie do obszaru państw Europy środkowo-wschodniej, w której, jak twierdzi - Polska „reprezentuje interesy Grupy Wyszehradzkiej i innych krajów naszego regionu”. Bezpieczeństwo tego regionu upatruje w polskim dyktacie dot. unijnej polityki energetycznej oraz wobec wschodnich sąsiadów UE, w tym Rosji.




Niemiecka polityka bezpieczeństwa – obronność, energetyka, przywódcza rola Niemiec

By dobrze zrozumieć analizy niemieckich ekspertów trzeba, wiedzieć  jak jest kreowana i jak jest zintegrowana polityka zagraniczna we RFN.

Trzeba bezwzględnie mieć na uwadze fakt, że federalne ministerstwo obrony przyjęło dwa lata temu, tzw. „Wytyczne polityki obronnej: Ochrona interesów narodowych - przyjęcie odpowiedzialności międzynarodowej – wspólne kształtowanie bezpieczeństwa”[3].

W rozdziale III "Wytycznych..." - „Wartości, cele i interesy”, minister obrony RFN napisał:

Miejsce Niemiec w świecie charakteryzuje się przede wszystkim - naszym interesem, widzianym, jako silny naród w centrum Europy i naszą międzynarodową odpowiedzialnością - za pokój i wolność. Niemiecka polityka bezpieczeństwa jest zobowiązana do opierania się na wartościach i zasadach wolnego i demokratycznego porządku, zgodnego z niemiecką konstytucją i prawem międzynarodowym. Jako aktywny członek społeczności międzynarodowej, Niemcy realizują swoje interesy i aktywnie dążą do lepszego i bezpieczniejszego świata. Jesteśmy zaangażowani w służbie pokoju na świecie, jako silny partner w zjednoczonej Europie”. I dodaje: - „Niemieckie interesy dot. bezpieczeństwa są wynikiem naszej historii, naszego położenia geograficznego w centrum Europy, międzynarodowych stosunków politycznych i gospodarczych naszego kraju, a nasze uzależnienia od zasobów (naturalnych) - jako centrum zaawansowanych technologii i eksportu tych zasobów z kilku państw. Te interesy nie są statyczne, ale mogą ulec zmianie wraz z międzynarodowymi konstelacjami i inwestycjami towarzyszącymi”.

Zgodnie z „Wytycznymi polityki obronnej”, niemieckimi celami bezpieczeństwa są: bezpieczeństwo i ochrona obywateli niemieckich; integralność terytorialna i suwerenność Niemiec i ich sojuszników; oraz wypełnienie międzynarodowych zobowiązań.
Niemieckie cele bezpieczeństwa natomiast, daleko wykraczają poza typowy zakres polityki obronnej państwa, i co jest istotne – obejmują:

  • Zapobieganie, łagodzenie i zarządzanie kryzysami i konfliktami, które zagrażają bezpieczeństwu Niemiec i ich sojuszników;
  • Propagowanie i wdrożenie stanowisk w sprawie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w sposób asertywny i wiarygodny;
  • Wzmocnienie transatlantyckiego i europejskiego bezpieczeństwa i partnerstwa;
  • Propagowanie uniwersalności praw człowieka i zasad demokracji, globalne promowanie poszanowania prawa międzynarodowego i zmniejszenie przepaści między bogatymi i biednymi regionami świata;
  • Ułatwienie swobodnego i nieograniczonego handlu światowego, a także bezpłatny dostęp do pełnego morza i zasobów naturalnych.

Jak widać polityka bezpieczeństwa w Niemczech jest rozumiana nieco inaczej niż np. w Polsce, obejmuje ona działania niejako holistyczne i bardzo ze sobą zintegrowane z zakresu polityki zagranicznej, obronnej i energetycznej. Polityka obronna np., co wykazują cytowane „Wytyczne…” jest jednoznaczna z polityką zagraniczną i bezpieczeństwa narodowego.


Cięcia budżetowe

Tajemnicą Poliszynela jest to, że cięcia budżetowe zostały wymuszone na pozostałych krajach UE przez dyktat oszczędnościowy Niemiec, jako widoczny element decymacji[4] polityki zagranicznej UE, który ma bezpośredni wpływ na budżety wojskowe.

Niemcy zakładają, że obecnie kraje UE są w stanie wydać ok. 220 mld euro rocznie na swoje armie, ale, jak to eksperci SWP określają - na podstawie  „właściwych prognoz”,dojdzie do  zmniejszenia tych budżetów o co najmniej 50 mld rocznie. Ograniczeń wydatków należy się spodziewać do  2020 r. Zwłaszcza w krajach południowych (Hiszpanii, Portugalii Grecji i we Włoszech), gdzie poza wydatkami na politykę zagraniczną zostały już teraz mocno okrojone budżety w innych sektorach, związanych z rozwojem kraju. Hiszpania zmniejszając budżet na swoje MSZ zamknęła trzy ambasady w krajach poza unijnych. Eksperci jasno stawiają sprawę – „nie oczekuje się, by ograniczenia możliwości finansowych i politycznych mogą być zrównoważone na poziomie UE”. Takich ograniczeń będzie więcej i będą one odczuwalne w budżetach UE.


Budżety wojskowe – minus 40%

Cięcia w budżetach państw unijnych są zjawiskiem wtórnym, wobec sytuacji finansowej państw członkowskich i całej UE – dowodzą specjaliści z SWP. Najsilniejsze państwa UE, takie jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania cięcia w wydatkach wojskowych utrzymały na poziomie poniżej 8%.  Większość średnich państw członkowskich przyjęła cięcia w budżetach wojskowych w granicach 10 -15%. Mniejsze – powyżej 30%. Już w 2012 r. Austria i Portugalia ogłosiły zmniejszenie wydatków wojskowych i na działania obronne o 40% w ciągu najbliższych 4 lat. Niemieccy eksperci nie widzą tendencji zmian tego trendu w najbliższej przyszłości.

W efekcie prowadzić to będzie do zmniejszenie stanu liczebnego wojsk i ograniczenie działalności militarnej wojsk państw unijnych. Przy czym, jak zaznaczają „największe państwa UE, być może w przyszłości będą nadal obejmować całe spectrum kompetencji, podczas gdy mniejsze – zaczęły już wycofywać się z całych obszarów wojskowych kompetencji”.


UE nie będzie mogła prowadzić zintegrowanych działań wojskowych

Ograniczenia budżetowych wydatków wojskowych powoduje, że coraz więcej państw unijnych wycofuje się z wojskowcyh misji zagranicznych. Grecja i Portugalia już podjęły decyzję, jak donosi raport SWP, o „wycofaniu personelu i sprzętu z operacji KFOR w Kosowie”. W takich przypadkach kwestie finansowe mają wyższy priorytet w stosunku do tzw. sojuszu solidarności. „Udział w nowych wojskowych interwencjach będzie bardziej ograniczony i bardziej krytycznie państwa unijne będą do nich podchodzić” – uważają niemieccy analitycy z SWP. I w ostateczności doprowadzą do „renacjonalizacji polityki bezpieczeństwa i obrony”.

Przepaść między zdolnościami obronnymi poszczególnych krajów członkowskich UE nadal rośnie. Większe kraje UE modernizują swoje armie, może „wolniej, ale konsekwentnie”, natomiast średnie i mniejsze – często są zmuszone do odroczenia zamówień na nowy sprzęt lub modernizację, lub z nich całkowicie rezygnują. To zjawisko powoduje, że uzbrojenie poszczególnych armii państw unijnych jest coraz mniej zharmonizowane między sobą, ogranicza się przez to ich współdziałanie i coraz trudniej jest ich sprzęt wzajemnie pogodzić. I jak piszą wręcz eksperci SWP – „zagraża to możliwości wykorzystania wojsk mniejszych i średnich krajów UE do prowadzenia przyszłych działań militarnych (wojen)”.


Przeciwko Rosji

Militarne spojrzenie na politykę zagraniczną UE przez niemieckich ekspertów ma też i nieco mniej jawne oblicze, przynajmniej mało znane w Polsce.

Niemcy od czasów powojennych były pod stałą „ochroną” wojsk amerykańskich. Kryzys ekonomiczny zmusił USA do wycofania z Europy, a tym samym z Niemiec - części swego wojska i uzbrojenia. W kwietniu 2013 roku Europę opuściła ostatnia amerykańska kompania czołgów, natomiast pod koniec maja do Stanów Zjednoczonych wróciły ostatnie szturmowce A-10 Thunderbolt ze składu rozformowanej 81-ej eskadry Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, która stacjonowała w  bazie lotniczej Spangdalem w Niemczech[5].

W ciągu kilku dziesięcioleci "zimnej wojny" wojska amerykańskie w Europie stanowiły trzon sił NATO, jako wojskowa alternatywa wobec Związku Radzieckiego. W okresie kulminacji tej "zimnej wiojny" liczebność wojsk amerykańskich w Europie zbliżała się do 300 tys. żołnierzy, do tego - tysiące czołgów i bojowych wozów opancerzonych, kilkaset ciężkich systemów artyleryjskich, śmigłowców i samolotów.

Nie mniej imponujące siły niemieckiej Bundeswehry, a także brytyjska armia reńska i inne sojusznicze kontyngenty przeciwstawiały się największemu w historii zgrupowaniu wojskowemu skupionemu w Europie Wschodniej – Związkowi Radzieckiemu i jego sojusznikom. Plany obu stron przewidywały zastosowanie setek ładunków jądrowych w ciągu pierwszych kilku dni i nocy wojny tylko w celu wspierania wojsk, bez uwzględnienia ataków na miasta i inne obiekty na zapleczu.

Plany NATO zakładały zastosowania broni jądrowej nawet na swoim własnym terytorium. Czyli w Europie. W wypadku domniemanego zagrożenia ze strony ZSRR, ładunki jądrowe miały być instalowane w ważnych strategicznie punktach – na  trasach transportu lądowego, pod mostami w specjalnych szybach betonowych itp. Zakładano, że w przypadku wysadzenia w powietrze tych wszystkich zainstalowanych ładunków powstanie strefa zakażona promieniowaniem oraz przeszkody, trudne do pokonania, co zatrzyma marsz wojsk radzieckich na dwa lub trzy dni.

Rozpad Układu Warszawskiego a potem ZSRR spowodował kres tej bezsensownej konfrontacji. Przynajmniej na razie. Siły amerykańskie w Europie zredukowano do dwóch brygad – jedna to bojowe maszyny „Striker” w Niemczech oraz jedna brygada powietrzno-desantowa stacjonująca we Włoszech. Wspierające ich lotnictwo zredukowano do sześciu eskadr myśliwców – jedna stacjonuje w Niemczech, dwie we Włoszech i trzy w Anglii, przy tym połowę z nich przestawiono na system zmniejszonej gotowości bojowej. Wycofanie ostatnich czołgów i szturmowców wiosną 2013 roku do Stanów Zjednoczonych stanowi dalszy ciąg procesu obniżania poziomu konfrontacji w Europie, który zaktywizował się po podjęciu decyzji o  cięciach w wydatkach na cele militarne w krajach UE i USA.

Sytuacja ta wpływa jednak na zwiększenie się obaw m.in. Polski, w której coraz mocniej, szczególnie po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, ujawnia swoje lęki przed Rosją, która z państwa w rozpadzie z czasów prezydenta Gorbaczowa i Jelcyna, pod prezydenturą Putina odradza swoją siłę militarną, gospodarcą i polityczną.

Dialog UE z Rosją jest coraz trudniejszy, zwłaszcza obecnie, gdy coraz bardziej zaostrzają się stosunki między Rosją a Niemcami. Nie bez winy jest tu szef niemieckiej dyplomacji Quido Westerwelle, który nieustannie podgrzewa antagonizmy niemiecko-rosyjskie. Prasa niemiecka jednak oskarża wyłącznie Rosję o napięcia na linii Berlin-Moskwa[6].

Niemieccy dziennikarze zapominają, że Rosja reaguje, nie po raz pierwszy zresztą, na notoryczne zaczepki ze strony Niemiec, części państw UE  i tzw. Zachodu..
Niektóre opinie niemieckich mediów są po prostu trudne do zaakceptowania, emanuje z nich nieukrywana pogarda wobec Rosji i nieuzasadniona niczym wyższość[7], przykładem czego mogą być opinie niemieckich mediów po z trudem zażegnanym konflikcie na linii Merkel-Putin z powodu inauguracji wystawy w Sankt Petersburgu, na której Rosjanie pokazali niemieckie dobra kultury zdobyte przez nich  w czasie II wojny światowej.
  • Berliner Morgenpost  - (…) Dialog służący wspieraniu rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, przemienił się w farsę, rewizje w fundacjach Adenauera i Eberta tuż przed wizytą Putina były czystą prowokacją, a odmowa wspólnego otwarciu Roku Niemieckiego w Moskwie w 20012 były nie tylko w złym stylu. Putin, samozwańczy Wszechmogący, wydaje się sam siebie przeceniać. Miałby jednak dość powodów, by nieco spuścić z tonu. Niezależnie od dolarów zarabianych na gazie i ropie Rosja będzie uzależniona od partnerstwa z Zachodem, ponieważ musi odnowić swą przestarzałą infrastrukturę.

  •  Frankfurter Allgemeine Zeitung - (…) należy spojrzeć przez pryzmat pogorszenia się w przeciągu ostatniego półtora roku relacji niemiecko-rosyjskich. Gdyby relacje te były jeszcze tak przyjazne jak za czasów Gorbaczowa, Berlin i Moskwa na pewno znalazłyby sposób, jak kanclerz Merkel i prezydent Putin mogliby, mimo rozbieżnych stanowisk otworzyć wspólnie, bez irytacji wystawę zagrabionej sztuki. To, że lodowata temperatura relacji rządów obu państw daje się szczególnie we znaki, trzeba przypisać długoletnim ciepłym stosunkom. Niemcy, niezależnie od rządzącej partii, zabiegali, szczególnie po ogłoszeniu pierestrojki, o dobre relacje z Rosją.(…) To wina Moskwy, że niemiecko-rosyjski dialog staje sią coraz bardziej nieprzyjemny.

  •  Lausitzer Rundschau (…) Niemiecko-rosyjskie relacje wystawiane są obecnie nieustannie na próbę. Z nieznanym skutkiem i niewiadomym końcem.

  • Der Tagesspiegel – (…) Temat wojennych łupów (dóbr) kultury porusza w obu krajach głęboko zakorzenione, najbardziej drażliwe emocje. Niemcy mają po swojej stronie prawo międzynarodowe, a Rosjanie argument przelanej krwi wielu milionów rosyjskich żołnierzy w walce z narodowym socjalizmem. Lecz w tym trwającym od dziesięcioleci konflikcie nie chodzi li tylko o te argumenty, lecz przede wszystkim o wrażliwość. Odnosić powinna się ona także do respektowanie innego punktu widzenia.
Przy takim postawieniu sprawy, Polska  np. powinna zwrócić prawowitym właścicilom  słynny obraz Madonny z częstochowskiego klasztoru na Jasnej Górze , który jest po prostu zrabowaną przed wiekami ikoną z cerkiewki na Rusi.
Kwestie sporne w łonie UE także wpływają na jej politykę zagraniczną

Eksperci SWP podkreślają, że różnice zdań w gronie państw UE stale rosną i są coraz większe. Spory te, „które wzrosły w czasie kryzysu” i są „coraz bardziej zajadłe”, mają „negatywny wpływ na funkcjonowanie wspólnych instytucji”. Jako przykład eksperci podają niedawne spotkanie państw G20, podczas którego UE nie potrafiła skupić na sobie uwagi z powodu „rozdźwięków między państwami członkowskimi”. W trakcie konferencji klimatycznej ONZ w Doha, Komisja Europejska „nie miała nawet jednomyślnego mandatu negocjacyjnego". 
W świetle rosnącego rozgoryczenia w wewnętrznych sporach - konkludują na zakończenie swojego studium analitycznego eksperci SWP – „wielkich skoków do przodu w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa Unii Europejskiej nie należy się spodziewać”.

Jak wyglądają spory w UE związane z polityką zagraniczna Unii - może unaocznić wypowiedź tureckiego ministra ds. europejskich Egemena Bagisa, który w miniony w piątek (21 czerwca) ostrzegł niemiecką kanclerz Angelę Merkel przed jakimikolwiek próbami blokowania otwarcia nowego rozdziału negocjacji w sprawie akcesji Turcji do Unii Europejskiej. W Turcji trwają masowe protesty ludności dosyć bezpardonowo tłumione przez władze przy użyciu sił policyjnych.

Na początku tego roku kanclerz Merkel w Ankarze zaproponowała otwarcie nowego rozdziału w negocjacjach  z Turcją, zastrzegając przy tym, że jest sceptyczna wobec pełnego członkostwa Turcji w UE. Zdaniem europejskich dyplomatów, Niemcy i Holandia sprzeciwiają się jednak otwarciu tego rozdziału w związku ze zbyt ostrą, ich zdaniem, reakcją władz na protesty w Turcji w ciągu ostatnich tygodni.  - Mam nadzieję, że naprawi (Merkel) błąd, który popełniła w poniedziałek, lub będzie konieczna odpowiedź - powiedział minister Bagis na konferencji prasowej, odnosząc się w ten sposób do wypowiedzi kanclerz Merkel krytykującej brutalne tłumienie demonstracji antyrządowych w Turcji - Turcja nie jest byle, jakim krajem – dodał.[8]

Planowana niebawem konferencja międzynarodowa nt. tureckich negocjacji dot. wstąpienia do UE  może zostać odłożona, co już spowodowało ostrą reakcję Turcji, łącznie z wzywaniem „ na dywanik” niemieckich dyplomatów w Ankarze.

UE a także USA mają problemy z akceptowaniem działań legalnych rządów wobec rebelii i manifestacji antyrządowych wewnątrz krajów trzecich. Za Syrią ujęła się Rosja, Turcja na razie przed krytyką UE broni się sama. Unia nie umie sobie z tymi wszystkimi sytuacjami poradzić. Dyplomacja unijna jest całkowicie bierna i bezradna. Stanowiska państw unijnych są diametralnie rozbieżne. 
Szefowie dyplomacji 27 państw UE podjęli niedawno np. decyzję o zniesieniu embarga na broń dla syryjskich rebeliantów, ale cześć państw UE skrytykowała tę decyzję i nie ma zamiaru tego zniesienia respektować, broni do Syrii nie wyśle pod żadnym pozorem. USA natomiast jawnie wyposażają w broń syryjskich rebeliantów w celu obalenia legalnego rządu syryjskiego.

Integracja europejska kością niezgody

Kolejnym polem spornym jest integracja europejska, co potwierdzają ostre konflikty niemiecko-tureckie. Tu też nie ma zgody wewnątrz Unii.

Polska jest mocno zainteresowana wstąpieniem Ukrainy czy Gruzji do UE, przy czym jej polityczne ambicje w tej mierze mają dużą aprobatę ze strony USA. 
Polski ex prezydenta Aleksander Kwaśniewski przy wsparciu unijnych polityków stara się namówić Ukrainę do wysłania na leczenie zagranicą b. premier Julii Timoszenko, oskarżonej i skazanej za działanie na szkodę państwa, tj. za zawarcie niekorzystnych kontraktów gazowych z Rosją, na kilka lat więzienia. Tym samym Polska chce zniwelować bariery związane z integracją Ukrainy z UE. Niemcy zaoferowali leczenie Julii Timoszenko w niemieckich klinikach. – Unia Europejska nie stowarzyszy się z krajem, w którym więziona jest opozycja. Bez uwolnienia byłej premier Julii Timoszenko umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą nie będzie – oświadczył pod koniec kwietnia w Kijowie Jacek Saryusz-Wolski, poseł Parlamentu Europejskiego, będący gościem VI Kijowskiego Forum Bezpieczeństwa[9]

Problem w tym, że skazana ex premier nie ma zamiaru opuszczać Ukrainy, a Ukraina natomiast podpisała niedawno wstępne umowy dot. przystąpienia Uktainy do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, której patronuje Rosja, wyprzedzając tym samym zabiegi UE.

W Niemczech natomiast narasta konflikt między kanclerz Angelą Merkel a federalnym ministrem finansów Wolfgangiem Schaeuble, reprezentującym mentalność, jak to określa Der Spiegel „dawnej zachodniej CDU” na tle dalszej integracji z UE kolejnych państw. Kanclerz Merkel jest generalnie przeciwko, minister – jest gorącym zwolennikiem integracji.

Inne interesy polityczne w sprawach integracji państw takich jak Ukraina czy Gruzja kierują Polską (osłabienie wpływów Rosji na jej bezpośrednich sąsiadów), inne Niemcami. 
Wspólnej, klarownej unijnej linii w tej sprawie – nie wypracowano, UE nie zdecydowała się na jawne działania antyrosyjskie. I zapewne – nie zdecyduje. Główna oś unijnej wymiany handlowej oscyluje na linii równoleżnikowej między Europą i Azją z centrum w Moskwie. Na jej zniszczenie pod wpływem Polski „stare” państwa UE, ze względów ekonomicznych - nie pozwolą.


Unijna polityka zagraniczna – nieatrakcyjna
Utraty przez UE tzw. „miękkiej siły” nie należy lekceważyć. Z jednej strony w krajach UE, tzw. „progowych” czy zwanych inaczej „starych” widać nadal przywiązanie do neoliberalnych tradycji, przy jednoczesnym obarczaniu „waszyngtońskiego modelu neoliberalnego konsensusu” za wybuch obecnego, globalnego kryzysu finansowo-gospodarczego. A to obniża zainteresowanie do ściślejszej współpracy z UE. Z drugiej strony jest, szeroko postrzegana, dyplomatyczna słabość UE. To z kolei obniża prestiż UE w oczach innych państw.

Eksperci SWP przywołują tu, jako przykład stosunki UE – Chiny. Stają się one w dobie kryzysu, wg ekspertów „coraz bardziej ograniczone do kwestii gospodarczych”, z których Niemcy szczególnie korzystają i dla których stały się „uprzywilejowanym partnerem”.


Przydatna instrumentalizacja

Opcja instrumentalizacji wspólnej polityki zagranicznej i wojskowej, zawsze była ważnym dla Berlina argumentem, używanym w celu wzmacniania i rozwoju UE. A także dla wzmocnienia siły oddziaływania Niemiec na świecie. I tego nikt z ekspertów SWP nie kryje, chociaż część z nich zaczęła kwestionować korzyści ekonomiczne płynące przyjęcia w UE wspólnej waluty - euro[10]
Przeciwstawia się im inna grupa ekspertów, która dowodzi, że Unia musi bezwzględnie utrzymać wspólną walutę, chociażby w strefie euro, bowiem „unijna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa jest korzystna dla Niemiec”.  Przy trwałym osłabieniu polityki zagranicznej i wojskowej UE, uważają niemieccy eksperci – nawet ten argument może stać nieaktualny w debacie nad utrzymaniem euro w UE.

Podobne stanowisko w tej materii prezentuje w swoich wypowiedziach także polskie MSZ i minister Radosław Sikorski, kreujący się na urząd szefa unijnej dyplomacji.






[1] Ronja Kempin, Marco Overhaus (Hg.): „EU-Außenpolitik in Zeiten der Finanz- und Schuldenkrise”, SWP-Studie S 9, April 2013 patrz : http://www.swp-berlin.org/fileadmin/contents/products/studien/2013_S09_kmp_ovs.pdf

[2] „Nic o Polsce bez Polski” wywiad z Radosławem Sikorskim, Gazeta Wyborcza, nr 115 z 16-18 maja 2013, str. 18-19.

[3] Dokument  Ministra Obrony RFN z 18 /27 maja 2011 r. „Defense Policy Guidelines, patrz: http://www.isn.ethz.ch/Digital-Library/Publications/Detail/?lng=en&id=157024
Safeguarding National Interests - Assuming International Responsibility - Shaping Security Together” .

[4] Decymacja (z  jęz. łacińskiego - dziesiątkowanie) – kara stosowana w starożytnych armiach oraz w niektórych wojskach nowożytnych autorytarnych państw, polegająca na zabiciu (ścięciu lub rozstrzelaniu) co dziesiątego żołnierza ukaranego oddziału. W tym przypadku – pojecie  zostało użyte przez ekspertów SWP w przenośni, jako  zdziesiątkowanie finansów budżetów, a tym samym armii państw unijnych.

[5] Kramnik Ilja: „Thunderbolty” opuściły Europę”,  redakcja internetowa „Głosu Rosji” (edycja polska),  29.05.2013

[6] Coellen Barbara: „Niemiecka prasa: to wina Moskwy, że niemiecko-rosyjski dialog staje się coraz bardziej nieprzyjemny”,  Deutsche Welle, 22.06.2013,  patrz -  http://dw.de/p/18uIp

[7] J.w.


[9] Informacja PAP z 20.04.2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz