sobota, 17 września 2016

Kaliningrad: Widzimy wojnę ideologiczną Polski z Rosją. UZUPEŁNIENIE



Artykuł - „Kaliningrad: Widzimy wojnę ideologiczną Polski z Rosją” wymaga uzupełnienia. 

Wczoraj dotarłam do poczty mailowej od Andrieja  Omielczenko, członka  komisji ds. rozwoju obywatelskiego Izby Obywatelskiej Obwodu Kaliningradzkiego i producenta filmowego  - maila z dwuczęściowym  rosyjskim filmem dokumentalnym "Kryptomnezja", będącym efektem tegorocznego auto rajdu po Polce  grupy Rosjan z Kaliningradu  - "Drogami Pamięci",  o którego premierze pisałam w przywołanym artykule.


Film na kanwie wrażeń i odczuć Rosjan z wizyty w Polsce mówi szeroko o odradzającej się w Europie, zwłaszcza w jej wschodniej części - ideologii faszystowskiej i nacjonalistycznej.

Przedstawia też rosyjski punkt widzenia na dewastację w Polsce pomników i cmentarzy radzieckich, prowadzonych w ramach „dekomunizacji” kraju pod egidą IPN  i ustawy "dekomunizacyjnej"

Moim zdaniem, to rzetelnie zrobiony dokument i nie pokazuje Polski i Polaków jednostronnie.

Warto znać zdanie Rosjan na temat - dewastacji pomników, cmentarzy i grobów radzieckich w Polsce, oraz ich reakcję na pojawiający się w europejskich państwach neofaszyzm  i wzrost nacjonalizmów w Europie. 
W filmie mamy też spojrzenie na te sprawy zarówno zwykłych mieszkańców Kaliningradu, historyków, politologów i dziennikarzy,  jak i cudzoziemców z Zachodu.

Polecam go tym, którzy nie chcą patrzeć się na stosunki polsko-rosyjskie jednostronnie wg narzuconego schematu.

Cz. 1  pod linkiem :


Część 2 filmu pod linkiem:  




Prezentowany film jest rosyjskojęzyczny, każda z części trwa ok. 40 min. 


czwartek, 15 września 2016

Prezydent Rosji dla międzynarodowego magazynu Bloomberg. Cz. 3



Władimir Putin udzielił 1 września obszernego, prawie dwugodzinnego wywiadu podczas pobytu we Władywostoku z okazji II Wschodniego Forum Gospodarczego. Rozmówcą prezydenta Rosji był red. John Micklethwait.
Prezentuje wywiad w czerech częściach, tytuły części pochodzą ode mnie



Cz. 3


"Wierzymy w fundamentalne podstawy europejskiej gospodarki"



Mówił Pan o rosyjskiej gospodarce, o zasobach (jeszcze o tym porozmawiamy), ale kiedy Pan mówił, to pomyślałem, żeby Pan podał jakieś szczegóły tego zintensyfikowania w Rosji. Pojedzie Pan na „Dwudziestkę”, widział Pan, co się wcześniej dzieło na Zachodzie i był Pan na szczytach „Dwudziestki”, częściej niż jakikolwiek innych przywódca. Czy kiedykolwiek widział Pan Zachód tak podzielony, tak niezadowolony z siebie, w takich wątpliwościach? Wszyscy pamiętamy wyjście Wielkiej Brytanii, kryzys imigracyjny, wybory i wszystkie inne problemy. Czy teraz dla Pana Zachód jest podzielony jak nigdy dotąd, czy nie? Jak Pan to tłumaczy?

- Wiele jest problemów w światowej gospodarce, jako całości, w gospodarce zachodniej także są duże problemy: starzenie się społeczeństwa, spadek tempa wzrostu wydajności pracy. To sprawy oczywiste. W ogóle, dane demograficzne są bardzo trudne. 
Następnie - prawdopodobnie, jak uważają sami specjaliści, a przecież pan jest, jak raz, jednym z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie - w polityce rozszerzenia UE nie wzięto pod uwagę pewnych elementów, związanych z gotowością tych lub innych gospodarek do wejścia w strefę euro. 
Wejście we wspólną walutę z dość słabymi wynikami ekonomicznymi i utrzymać, nie tyle tempo wzrostu, co uchronić samą gospodarkę przed ciężkimi implikacjami - jest bardzo trudne. Przechodziliśmy to, nie tylko w Europie, poznaliśmy to (ileś tam, dziesięć, albo więcej lat temu) w Argentynie, która mocno związała narodową walutę z dolarem amerykańskim, a potem nie wiedziała, co z tym robić. Tak jest z wejściem w strefę euro.

Sądzi Pan że euro przetrwa w ogóle, waluta euro?

- Mam nadzieję, że tak. Dlatego, po pierwsze, – że wierzymy w fundamentalne podstawy europejskiej gospodarki. Widzimy, że zachodnioeuropejscy liderzy wobec nich toczą spory. Oczywiście, my to rozumiemy, widzimy to także doskonale i obserwujemy, analizujemy. Ale mimo to, uważam, (nie wiem czy poprawnie, czy niepoprawnie, zawsze jest to spojrzenie z boku), że mają bardzo pragmatyczne podejście do rozwiązywania problemów gospodarczych. 
Nie nadużywają instrumentów finansowych, finansowego „pompowania”, a przede wszystkim szukają zmian strukturalnych, co w rzeczywistości, nie mniej ostro jest postawione i w naszej gospodarce. A być może i ostrzej, mając na uwadze problemy, których do tej pory nie możemy pokonać, mianowicie, dominację nafto-gazowego sektora w Federacji Rosyjskiej, a tym samym uzależnienia od dochodów tego nafto-gazowego sektora. 
Ale i w Europie jest to samo. To nie – uzależnienie od ropy i gazu, ale reformy, zalegające od dawna, i myślę, że wiodące gospodarki europejskie bardzo pragmatycznie i doskonale podchodzą do wyzwań, stojących wobec rozwiązywania swoich problemów. Dlatego też my około 40 proc. naszych złoto-walutowych rezerw przechowujemy w euro. 

Jak Pan myśli, Europa przetrwa z tymi samymi członkami? Z Unii Europejskiej nikt już poza Wielką Brytanią nie wyjdzie?

- Proszę mnie zrozumieć, nie chcę odpowiadać na Pana prowokacyjne pytanie, choć wiem, że może być ono interesujące.

Ależ, Pan wiele razy krytykował Europę, dlaczego Pan teraz….

- Tak, krytykowałem, i raz jeszcze powtarzam: trzymamy 40 proc. naszych rezerw walutowych w euro, nie jesteśmy zainteresowani upadkiem strefy euro. Chociaż, nie wykluczam, że mogą być przyjęte takie decyzje, które skonsolidują grupę państw o równym poziomie gospodarek, co tym samym, jak myślę, tylko wzmocni euro.
Ale mogą być i inne, pośrednie decyzje, podjęte w celu zachowania w strefie euro istniejącej obecnie liczby członków. To nie nasze zadania, ale zawsze z największą uwagą je śledzimy i życzymy sukcesów naszym europejskim partnerom.
To, co Pan mówił o krytyce… Krytykowałem politykę zagraniczną, co oznacza, że nie ze wszystkim się w niej zgadzamy. My, rzeczywiście mocno krytykowaliśmy wiele rzeczy, widzieliśmy, że nasi partnerzy popełniali wiele błędów (z pewnością, my także, nikt nie jest wolny od ich popełniania), ale w stosunku do gospodarki, powtarzam raz jeszcze, w mojej ocenie, i Unia Europejska, i wiodące gospodarki Europy, są bardzo pragmatyczne, idą w dobrym kierunku.

Wróćmy do rosyjskiej gospodarki. Zacznijmy od wymiennego kursu rubla. Wiem, co Pan odpowie – że to prerogatywy Banku Centralnego i ustalenia kursu wg rynku. Ale 19 lipca, kiedy za dolara płacono 62,8 rubli, Pan stwierdził, że rubel jest zbyt silny. Krytykował Pan tą tendencję. Obecnie płaci się 65 rubli. Czy wystarczająco on osłabł, by był Pan zadowolony, czy też powinien dalej słabnąć?

- Ależ ja nie krytykuje pozycji Banku Centralnego! Naprawdę zawsze wierzyłem i nadal wierzę, że Bank Centralny powinien działać niezależnie. I w rzeczywistości tak się dzieje, może mi Pan wierzyć. Nie ingeruję w decyzje Banku Centralnego, nie wydaję dyrektyw zarządowi banku czy jego prezesowi. Bank Centralny, spogląda na to, co dzieje się w gospodarce, a ja oczywiście, jestem w kontakcie z członkami zarządu i prezesem banku, ale nigdy nie wydają żadnych dyrektywnych rozporządzeń. Jeśli powiedziałem, że rubel jest zbyt silny, nie twierdziłem, że postawa Banku Centralnego jest nieodpowiednia. Mówiłem, że to nakłada dodatkowe obciążenia na specjalistycznych branżach zorientowanych na eksport. A to, że tak jest, to razem z panem doskonale wiemy. Kiedy rubel jest słabszy, łatwiej sprzedać. Łatwiej produkować przy tańszym rublu i sprzedawać za drogie dolary, uzyskiwać większe przychody w dolarach, potem dolary zamienić na ruble i mieć większe dochody. To są elementarne rzeczy…
Ale jeśli mówimy już o sprawach fundamentalnych, to kwestia regulacji kursu (rubla – przyp. red.) naprawdę dotyczy funkcji głównego regulatora, mam na myśli, Banku Centralnego. I tutaj powinien on myśleć oczywiście, o tym, jak reaguje gospodarka, jak przemysł reaguje, ale także musi myśleć o swoich fundamentalnych zadaniach, by zapewnić stabilność kursu. Główny problem w stabilności kursu. Tak, czy inaczej, Bank Centralny, przy wszystkich niuansach, tym wszystkim zarządza. I to w końcu udało się to zrobić, po tym, jak Bank Centralny przeszedł na płynny kurs waluty narodowej.
Bank Centralny powinien brać pod uwagę także inne sprawy: stabilność systemu bankowego w kraju, powinien obserwować, jak zwiększać lub zmniejszać podaż pieniądza w gospodarce, jak to wpływa to na inflację. Istnieje wiele czynników, o których musi myśleć Bank Centralny, i lepiej, jeśli nie naruszamy jego kompetencji.

Czy chciałby Pan, żeby rubel jeszcze trochę osłabł? Pomogłoby to rosyjskiej gospodarce? Pana osobiste zdanie? Wiem, że to nie Pański obszar odpowiedzialności, ale Pan go komentował. Jakie jest obecne Pana stanowisko?

- Stoję na stanowisku proszę Pana, że kurs musi odpowiadać poziomowi rozwoju gospodarki. Dlatego, że zawsze jest to równowaga, balans interesów, i musi kurs (rubla wobec obcej waluty, w tym dolara – przyp. red.) odzwierciedlać tę równowagę. Równowagę między tymi, którzy sprzedają coś zagranicę i dla nich jest korzystny słabszy kurs, a tymi, którzy, kupują i potrzebują do tego wyższego kursu. Równowaga między krajowymi producentami, na przykład producentami rolno-spożywczymi - to jest ich interes. U nas, w taki czy inny sposób, ze wsią jest związanych 40 mln rosyjskich obywateli. To jest bardzo ważne! Nie można też zapominać o interesie kupujących, którzy chcą by ceny w sklepach były ciut-ciut niższe.
Dlatego, podkreślam, kurs nie może być zorientowany na interesach konkretnej grupy lub jednej-dwóch grup, on powinien odzwierciedlać fundamentalne interesy całej gospodarki.

Więc Pan nie narzeka, nie wyraża Pan swego niezadowolenia, tak mogę to ocenić?

- Nigdy nie wyrażałem niezadowolenia, i nie narzekałem. Po prostu, podkreślałem, że dla jednej z grup, mianowicie - eksporterów, byłoby wygodniej mieć słabszego rubla.

Wróćmy do rezerw. Powiedział Pan, że to 500 mld dolarów, teraz  - 400. Oczywiście, jest to lepsze niż na początku kryzysu. Chce Pan ponownie wzrostu do 500 mln. Jak Pan myśli, czy jest to realne wobec tak zorientowanych wskaźników i kiedy Bank Centralny zacznie skupować dolary, by rezerwy wzrosły, i czy w ogóle zacznie?

- Bank Centralny i tak stale kupuje, kupuje-sprzedaje, taka jego praca. W ciągu półrocza, jak wiem, złoto-walutowe rezerwy Banku Centralnego wzrosły o 14 proc.  

Nieco powrócił do poprzedniego poziomu, ale nadal nie kupuje systematycznie dolarów, jak przedtem.

- Oboje z Panem wiemy o wymaganym poziomie zapasów Banku Centralnego, a cel, także jest nam obojgu doskonale znany, co możemy powiedzieć szerokiej opinii publicznej. Celem złoto-walutowych rezerw Banku Centralnego nie jest finansowanie gospodarki, ale jego celem jest zapewnienie obrotów handlu zagranicznego.
Dlatego konieczne jest, aby ich poziom był w stanie zapewnić obroty handlu zagranicznego dla takiej gospodarki, jak Rosja, przez co najmniej trzy miesiące. No, ale u nas poziom jest taki, że może on zapewnić nam obrót towarowy - jeśli wszystko przestanie działać, tylko dzięki rezerwom złoto-walutowym – przez co najmniej pół roku lub dłużej. Tak, więc, mamy więcej, niż wystarczająco.
Z punktu widzenia zapewnienia stabilności gospodarki i obrotów w handlu zagranicznym, u nas są obecnie absolutnie wystarczające złoto-walutowe rezerwy. I wszystko inne – kupno i sprzedaż waluty – powiązane są z wewnętrzną regulacją rynku walutowego. I jak na to będzie reagował Bank Centralny i jak to wpłynie na wzrost złoto-walutowych rezerw – trudno powiedzieć. Nie możemy zapominać, że mamy jeszcze w rezerwie fundusze rządowe: faktyczny fundusz rezerwowy i krajowy fundusz świadczeń socjalnych, a to daje w sumie – 100 mld dolarów.

Tłumaczenie własne 
na podstawie rosyjskich stenogramów  
udostępnionych przez  
Kancelarię Prezydenta FR
video i zdjęcia  
Kancelaria Prezydenta FR



Część 1 "My nie handlujemy swoimi terytoriami!" , pod linkiem: 
http://sophico21.blogspot.com/2016/09/prezydent-rosji-dla-miedzynarodowego_9.html

Część 2  „Nic nie robimy za wszelką cenę”, pod linkiem:  
http://sophico21.blogspot.com/2016/09/prezydent-rosji-dla-miedzynarodowego.html

piątek, 9 września 2016

Kaliningrad: Widzimy wojnę ideologiczną Polski z Rosją



W przygranicznym Kaliningradzie, rosyjskiej enklawie nadbałtyckiej mieszka wielu marynarzy i żołnierzy, którzy ongiś służyli w ramach Układu Warszawskiego w Polsce – w Świnoujściu. Z lat wspólnej służby zrodziły się przyjaźnie rosyjsko-polskie, zaciągnęły węzły wzajemnej sympatii, do dzisiaj starannie pielęgnowane. Dla nich szczególnie jest bolesne znieważanie pamięci o bohaterstwie radzieckich żołnierzy, którzy razem z polskimi walczyli z hitlerowcami i zdobywali Berlin, a potem wspólnie strzegli polskich granic na Bałtyku. 
Nic też dziwnego, że byli w gronie tych, którzy emocjonalnie reagowali na premierowy pokaz filmowego dokument „Kryptomnezja. Zabić przeszłość” (Криптомнезия. Убить прошлое).

Film został zaprezentowany w Kaliningradzie 7 września w obecności Pawła Mamontowa, ministra spraw zagranicznych Obwodu Kaliningradzkiego, w przededniu obrad parlamentu obwodu.  Scenarzysta filmu, Jewgienij Morozow oparł go na materiale filmowym, jaki powstał w czasie autorajdu „Drogi Pamięci”, zorganizowanego w tym roku przez kaliningradczyków po Polsce, szlakami radzieckich cmentarzy, grobów i pomników wdzięczności.  Uczestniczyli w tym wyjeździe rosyjscy dziennikarze, w tym też red. naczelny agencji REGNUM NEWS z Kaliningradu, blogierzy, historycy, weterani wojenni, żołnierze służący niegdyś w Polsce, przedstawiciele organizacji pozarządowych i kaliningradzkiego biznesu.

Film został poświęcony fałszowaniu historii w Polsce, a rozbieranie pomników żołnierzy radzieckich i dewastację grobów radzieckich żołnierzy przedstawiono, jako element wojny ideologicznej.

„To, co dzieje się w Polsce – to nie takie proste działanie spontaniczne, dzieło przypadku, ale zorganizowana prowokacja wobec Rosji”, uważa minister Mamontow. U wojennych strategów, jego zdaniem, jest jasne sformułowanie: to wojna. „Wojna – celowo zorganizowana przez władze państwowe lub blok państw przeciwko ich przeciwnikowi". W tym przypadku, „ widzimy wojnę ideologiczną Polski przeciwko Rosji”. „Smutne, że Polacy, uważani w Europie za naród bardzo religijny”, podkreślał rosyjski dyplomata, „wobec pobratymców, pozwalają sobie na taki stosunek do zmarłych”.

Szef dyplomacji Obwodu Kaliningradzkiego uważa, że informacje o fałszowaniu historii przez Polaków powinny być upowszechniane, szczególnie w gronie kaliningradzkiej młodzieży i przygotowany film dokumentalny  jest ku temu najlepszym narzędziem. „Zarekomendowałem zrobienie pokazu tego filmu na Bałtyckim Uniwersytecie Federalnym im. Kanta w Kaliningradzie”, dodał.

Podobną opinię głosi, inny uczestnik rajdu po Polsce śladami walk żołnierzy radzieckich  -  kaliningradzki dziennikarz i politolog Igor Gurow, koncentrując swoją uwagę na fakcie, że dzieci w wieku szkolnym słabo znają i nie mają obiektywnego podejścia do historii z pierwszej połowy XX wieku. „Naszym dzieciom wtłacza się do głowy fatalną, bipolarną opowieść o dwóch złych państwach – stalinowskim Związku Radzieckim i hitlerowskich Niemczech, które walczyły ze sobą”, twierdzi Igor Gurow, „zawsze wskazując, że to ważny temat”. 
Owszem, temat ważny, wg red. Gurewa, ale z innych przyczyn.  „Młodzież w większości, nie wie, że na ZSRR napadły nie tylko Niemcy, ale również Rumunia, Węgry, Finlandia, Włochy, a Polska w zmowie z Niemcami „przepiłowała” Czechosłowację. Mało tego.  W przedwojennej Europie panował straszliwy terror, w Polsce – wobec ludności białoruskiej i ukraińskiej, z publicznymi egzekucjami”, uważa kaliningradzki dziennikarz i politolog. „W Polsce zabijano tych ludzi, którzy deklarowali sympatię wobec Rosji Radzieckiej, kto pamięta o tych korzeniach?...Polacy nie chcą o tym pamiętać”, zwraca uwagę. „Nie chcą pamiętać, że u nich był karne bataliony, walczące u boku Hitlera. Ale my nie powinnyśmy o tym zapominać”.

Po projekcji filmu głos zabrał emerytowany kapitan I rangi, Michaił Pyriesin, z regionalnej organizacji „Kaliningrad –Świnoujście – Olsztyn”, który również uczestniczył w rajdzie „Drogami pamięci”.

Ten wielki przyjaciel Polaków i Polski ze smutkiem zauważył, że „od zwykłych Polaków nigdy nie usłyszeliśmy ani jednego złego słowa pod adresem Rosji.  Nikt, jak się mówi, nie rzucał w nas kamieniem. Ale ostatnio, po raz pierwszy zauważyłem, że Polacy, których znam od bardzo dawna, boją się mówić, co myślą. Ten strach jest realny. Mojego dobrego przyjaciela spytałem, dlaczego się boisz? Przecież pracujesz, jako ochroniarz w sklepie. Odpowiedział: Boję się, bo mogą mnie zwolnić z pracy. Ciebie zwolnić, przecież pracujesz u prywatnego właściciela? On na to: Przyjdą, porozmawiają, powiedzą dyrektorowi i zwolni”, opowiada kpt. Pyriesin. „I te obawy nie są bezpodstawne”, uważa. „Sami widzimy, jak to jest. Mateusz Piskorski, członek polskiej partii Zmiana, spotkał się z nami, uczestnikami auro rajdu Drogi Pamięci w Warszawie, a potem w niecałe dwa tygodnie został aresztowany”.

„Tytuł filmu wybraliśmy nie bez powodu” wyjaśnia rosyjskim mediom Andriej Omielczenko, sekretarz komisji ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego  Obywatelskiej Izby Obwodu Kaliningradzkiego, jednocześnie  producent filmu. „Kryptomnezja (Cryptomnesia) w psychiatrii oznacza zaburzenia pamięci, przypadek, w którym pacjent traci zdolność do odróżniania prawdziwych, rzeczywistych wydarzeń i zjawisk, o których słyszał od innych, w mediach, a nawet w swoich marzeniach”, wyjaśnia i dodaje: „Obecnie szykowana jest angielskojęzyczna wersja filmu”.

Komentarz

Nie mam zamiaru polemizować z oceną Rosjan z Kaliningradu - historii I połowy XX w.,   mają prawo do interpretowania jej po swojemu. Nie mniej jednak, niestety, rosyjski dziennikarz i politolog Igor Gurow, w pewnym sensie - ma rację. To prawda, w Polsce zaciera się niewygodne fakty z historii, lub nadaje im się wysoce zafałszowany obraz. Szczególnie w ostatnich czasach polskie władze oficjalnie zaprzeczając faktom, głoszą, że II wojnę światową wywołał na równi Hitler i Stalin, a rozpoczęła się ona od ataku na Polskę Niemiec i ZSRR, zaś główną osią tego ataku i całej II wojny światowej, był pakt Ribbentrop – Mołotow.

Prawdą jest, że Polacy systematycznie dewastują radzieckie cmentarze, groby i pomniki, przy czym reakcja władz i służb porządkowych jest żadna lub symboliczna, sprawcy wandalizmu pozostają bezkarni. Ostatni taki akt wandalizmu miał miejsce 5 września w Poznaniu.

Prawdziwe są też spostrzeżenia Rosjan o strachu Polaków przed ujawnianiem, tego co rzeczywiście myślą. Ten strach jest coraz bardziej widoczny. Sama go zaczynam go dostrzegać w najbliższym otoczeniu zawodowym. Obecne władze nie ukrywają już nawet stosowania terroru i zastraszania ludzi o odmiennych poglądach, dociekliwych dziennikarzy i im podobnych.  
Takim przykładem jest sprawa dosłownie z ostatnich dni -  redakcji OKO.press, której wydawcą jest Fundacja "Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO", założona przez znanych ludzi mediów, posiadająca oczywiście wszelkie zezwolenia i sądowe rejestracje, konieczne do działalności pisma internetowego. Co jest, zresztą, ujawnione na stronie internetowej medium
OKO.press zwróciło się w lipcu do MON z pytaniem dot. wypłacania odszkodowań rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej. Po tygodniach wymijających odpowiedzi, redakcja otrzymała drogą elektroniczną pismo  z Oddziału Mediów Centrum Operacyjnego MON, następującej treści: 
"Jesteśmy w trakcie sprawdzania prawnego statusu Państwa  instytucji. Do momentu uzyskania wiążącej opinii prawnej, nie możemy Państwu udzielić odpowiedzi"
Zdaniem dziennikarzy OKO.press, "to sytuacja bez precedensu w dziejach III RP, by instytucja publiczna weryfikowała dziennikarzy". 
O zaistniałej sytuacji dziennikarze zawiadomili międzynarodowe instytucje monitorujące wolność słowa i mediów.