Im
bliżej końca roku, tym mocniej nasila się permanentna nagonka na rosyjskiego
prezydenta i samą Rosję. Parafrazując Majakowskiego[1]“, pisze się i mówi:
„Rosja”, „Moskwa”, „Kreml” a w domyśle – Putin.
Nikt
już nie kryje się za elegancką dyplomacją, lecz jawnie mówi się, że chodzi o
powstrzymywanie Rosji nie przed sianiem, jak ongiś, niechcianych ideologii,
lecz wprost - o powstrzymywaniu jej przed dalszym rozwojem ekonomicznym,
militarnym i społecznym, przed przychylnością wobec niej innych państw. O
powstrzymaniu rosyjskich sukcesów politycznych.
A
wszystkiemu winny jest Władimir Putin, bo pod jego kierownictwem Rosja
jest cały czas na drodze rozwoju gospodarczego, technologicznego, społecznego a
armia rosyjska staje się coraz bardziej nowoczesna, jest doskonale dowodzona,
sprawna i nad podziw mobilna. Rosja staje się coraz bardziej silnym, suwerennym
państwem o dużej sile oddziaływania politycznego na świecie.
Ma
to się nijak do potrzeb Zachodu. Rosja ma być „zła”, przy tym słaba,
biedna, zacofana, upokorzona, słowem: chłopcem do bicia, bo tak chce Zachód. Bo
istnieje taka, a nie inna irracjonalna potrzeba zachodnich polityków i władz,
łącznie z polskimi. Bez jakiegokolwiek uzasadnienia, z pogranicza psychozy
maniakalnej. Przypadek do natychmiastowej interwencji psychiatry. Wszystkie
fobie, z rusofobią na czele należy leczyć. Można o tym przeczytać w każdym
podręczniku medycznym dot. psychologii.
Władimir
Putin nie żyje złudzeniami. Doskonale wie, co się dzieje wokół Rosji: „Jeśli
chodzi o NATO, jest to jednostka wojskowa. Niestety, blok prowadzi wyraźnie
konfrontacyjną linię wobec Rosji, ale ostatnie kwestie wydają się być natury
technicznej, jednak biorąc pod uwagę wydalenie naszych dyplomatów, sugeruję, że
struktura ta jest w stosunku do nas, delikatnie mówiąc, nieprzyjazna. Ponadto
deklaruje Rosję, jako swojego przeciwnika”, stwierdził rosyjski prezydent.
Cokolwiek
wydarzy się w Europie czy na świecie, zwłaszcza z winy tzw. Zachodu – winien
jest Putin. Jak winien, to Rosja musi ponosić konsekwencje. A więc - kolejne
sankcje personalne i instytucjonalne. Oczywiście, nikt nie udowadnia
jakiejkolwiek winy Putinowi, bo „przecież wiadomo”...
Rosyjskiemu
prezydentowi, którego Zachód nie znosi, w celach propagandowych urabia się
opinię kryminalisty i bandyty, przypisując mu otrucie byłego oficera KGB
Aleksandra Litwinienki w 2006 r., inwazję na Gruzję w 2008 r., zamordowanie
dysydenta w biały dzień w Berlinie, próbę zabójstwa b. tajniaków w Wielkiej
Brytanii, wysadzenie czeskiej składnicy broni, jak również inwazję na Ukrainę w
2014 r., próbę otrucia nowiczokiem rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja
Nawalnego oraz wiele innych, pomniejszych przestępstw natury kryminalnej.
Jednocześnie
dorzuca się spreparowane informacje o jego rzekomym krezusowym bogactwie,
pałacu nad Morzem Czarnym ze złoceniami w WC, o kochankach i nieślubnych
dzieciach. Słowem – zmanierowany, prymitywny gangster ze Wschodu, mający w
zadku cały świat i wszystkie jego „demokratyczne wartości”.
Panuje
powszechna opinia w gronie prozachodnich mediów, politologów i ekspertów
zajmujących się Rosją, że Zachód niewiele zrobił w odpowiedzi na „wyzwania”
Putina i jego Rosji.
IMIGRANCI
NA GRANICY POLSKO-BIAŁORUSKIEJ
Wg
polskich mediów i polskich polityków - na rozkaz Putina - imigrantów ściąga na
pogranicze Białorusi prezydent Łukaszenko. Chociaż do Mińska imigranci
najczęściej przylatują z Damaszku i Istambułu tureckimi liniami lotniczymi.
„Na
granicy polsko-białoruskiej trwa atak hybrydowy wspierany przez władze
rosyjskie; zmienia się metoda z frontalnego ataku na atak mniejszych grup
nocami. Obserwujemy niebezpieczną ewolucję sytuacji”,
stwierdził niedawno polski prezydent Andrzej Duda po spotkaniu z
sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem.
Nikt
nie pamięta, lub nie chce pamiętać, że Turcja dostała z UE sowite granty na
uspokojenie sytuacji z imigrantami, chcącymi dostać się do państw unijnych,
głównie do Niemiec lub Wielkiej Brytanii. Jak widać, Turcja znalazła sposób na
ich „upłynnienie”, nieco okrężną drogą — na Białoruś, wiedząc doskonale, że i
tak będą chcieli dostać się na teren Unii Europejskiej. Kurierami, którzy są
gotowi z polskiej granicy przetransportować ich w głąb Europy są z reguły...
Ukraińcy.
Nikt
nie pamięta, zwłaszcza Polska, o próbie obalenia legalnego prezydenta na
Białorusi, o próbie zorganizowania tam kolejnej „kolorowej” rewolucji, o
skutecznym rozwalaniu organizacji etnicznych Polaków na Białorusi, o radiu
„Biełsat” i innych działaniach destrukcyjnych prowadzonych z Polski na terenie
wschodniego sąsiada. Bo Zachód wymyślił sobie wyrwanie Białorusi z wpływów
Rosji, w imię „demokracji i przestrzegania praw człowieka”, a najlepiej
do tego zadania nadaje się Polska, mająca wpływy na białoruskich Polaków.
Takie
działania mają określone skutki. Za próby destabilizacji państwa obrywa
sponsorowana przez polski rząd i inne ośrodki zachodnie – białoruska opozycja.
Występuje zjawisko retorsji. Żadne państwo nie pozwoli tak bezkarnie mieszać
się w jego wewnętrzne sprawy. I tu nie ma żadnych działań Putina, lecz jest
zdrowa reakcja suwerennego państwa na wybryki jego przygranicznego sąsiada. To,
co dzieje się między Polską a Białorusią jest ich wyłącznie sprawą. Oczywiście,
Rosja monitoruje sytuację pod kątem własnego bezpieczeństwa, co jest absolutnie
normalne. I reaguje w miarę potrzeb. Poza tym, Rosja jest z Białorusią w
związku państwowym, a to do czegoś Rosję, wg ustaleń obustronnych –
zobowiązuje.
Polskie
władze zapominają, że atakując w jakikolwiek sposób Białoruś, narażają się na
określoną reakcję Rosji. Nie dlatego, że Putin sobie to wymyślił i jest agresorem,
lecz dlatego, że istnieją oficjalne dokumenty bilateralne, określające relacje
między Rosją a Białorusią, do których każdy może zaglądnąć.
Nic
dziwnego, że w czasie gorących sytuacji z imigrantami na granicy
polsko-białoruskiej, bez żadnych problemu przekroczyło ją 76 białoruskich
opozycjonistów trafiając pod opiekuńcze skrzydła polskiego rządu.
Polska
zapomina też, że wielu imigrantów, szturmujących polską granicę to ludzie,
którym Zachód, w tym także Polska, zgotował tragiczny los, zamieniając ich
państwa w ruinę, jak np. Irak. Dla kilkorga z nich stała się miejscem wiecznego
spoczynku.
 |
Imigranci
pochowani na cmentarzu mahometan w Polsce. |
Polska
postawiła na granicy polsko-białoruskiej blisko 30 tys. żołnierzy, policjantów
i pograniczników a obszary przygraniczne są ogłoszone strefą zamkniętą. Wobec imigrantów
stosowane są zakazane środki przemocy, m.in. armatki wodne z dodatkiem
zakazanych chemikaliów, wypychanie imigrantów z powrotem za druty kolczaste
ustawione na granicy, nawet matki z małymi dziećmi.
Takie
zachowanie polskich służb mundurowych i władz wobec imigrantów, były tematem
rozmów Władimira Putina z Francesco Rocca, prezesem Międzynarodowej
Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca[2].
Zareagowały też stosowne instytucje europejskie, zajmujące się prawami
człowieka, co niewiele wzruszyło polskie władze.
Prawie
nic nie wiadomo, natomiast, jakie siły strzegą granicy polsko-ukraińskiej i ilu
migrantów z Syrii, Iraku, Afryki czy Afganistanu przekracza ją nielegalnie. Na
razie wiadomo, że na ich przemycie nieźle zarabiają Ukraińcy.
FATALNA
SYTUACJA NA UKRAINIE I ZAOSTRZENIE SIĘ WOJNY DOMOWEJ W DONBASIE
Powszechna
opinia jest karmiona jest stwierdzeniami, że wina Putina jest bezsprzeczna, bo
„napadł” na Ukrainę, anektował Krym i wspiera rebeliantów na wschodzie.
Oczywiście,
nikt nie sili się na przypomnienie genezy powstania dwóch, niezależnych od
rządu w Kijowie - republik: Ługańskiej i Donieckiej. Nie przypomina przyczyn
ich wyodrębnienia się w granicach Ukrainy. Nie zastanawia się, dlaczego
autonomiczna Republika Krymska „wypisała się” własnoręcznie z państwa
ukraińskiego i inkorporowała z Rosją.
Ukraina
nie chce przypominać sobie, podobnie jak polskie władze i media, co zrobiła
etnicznym Rosjanom na tych terenach. O pozbawieniu ich prawa do własnego
języka, do własnej tożsamości kulturowej, do własnych tradycji, wyznania i
organizacji kościelnych. Nie chce pamiętać, że blisko 2 mln Ukraińców po
kijowskim „majdanie” uciekło do Rosji, setkami tysięcy wyemigrowało do Polski lub
na Białoruś.
Zachód,
dozbrajając i szkoląc ukraińską armię, która dzięki tym zabiegom, wzmacnia
swoje siły na pograniczu zbuntowanych republik zapomina, że tworzy zarzewie
realnego konfliktu zbrojnego, eskaluje wojnę domową. Odnotowuje się tam coraz
więcej akcji zaczepnych wojsk ukraińskich: niszczone są obiekty cywilne,
ostrzeliwane osiedla ludzkie a nawet zestrzeliwane drony inspekcyjne OBWE. Giną
ludzie.
Jednocześnie,
w Europie narasta psychoza związana z rzekomym przygotowaniami Rosji do wojny z
Ukrainą. Media i politycy, a także władze w Kijowie, doskonale zdają sobie
sprawę z tego, co wyprawia Ukraina i szaleją na myśl, jaka mogła by być riposta
Rosjan. Tworzone są, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, surrealistyczne mapy
i scenariusze ruchów wojsk rosyjskich. Wojska NATO, zwłaszcza z USA, nasiliły
lotniczą penetrację rosyjskich granic, na Morzu Czarnym pojawiają się jednostki
morskie zachodnich marynarek wojennych. Łodzie podwodne usiłują wpłynąć
nielegalnie na Morze Azowskie. Europa kreśli scenariusz napaści Rosji na
Ukrainę
Wszystko,
dlatego, że Władimir Putin jednoznacznie ostrzegł publicznie, że przekraczanie
„czerwonej linii” spotka się z ostrą reakcją a to, co się dzieje obecnie w
Donbasie przypomina ludobójstwo.
Rosja,
co jest naturalne, wzmocniła militarnie swoje zachodnie granice, tak samo na
Krymie. Wpłynęły na to publiczne zapowiedzi ze strony Ukrainy „odbicia” Krymu i
zbrojnej pacyfikacji zbuntowanych republik na wschodzie, zamieszkałych głównie
przez Rosjan. A także koncentracja wojsk ukraińskich na tych obszarach i
zapowiedzi akcji sabotażowych.
Rosję
oskarża się też o gwałtowne wzrosty cen gazu i energii elektrycznej, chociaż
nie mają one nic wspólnego z działaniami Rosji i samego Putina. Oczywiście,
przyczyn zapowiedzi przerw w dostawie energii czy gazu nikt w Polsce nie wyjaśnia,
nie ujawnia, że powodem jest fatalny stan sieci energetycznej w Polsce czy też
odstąpienie Polski od zakupów długoterminowych gazu w rosyjskim Gazpromie
(taniej) na rzecz doraźnych zakupów na wolnym rynku, tzw. spotowym (drożej).
Cała
ta sytuacja w emocjonalnej oprawie medialnej Polski i Zachodu, sygnalizującej
wojnę w Europie a nawet na świecie, ma swoje społeczne reperkusje. Ludzie
zaczynają panikować, robić zapasy żywności, kupować generatory energii, butle z
gazem. Szaleje drożyzna w sklepach. O rychłej wojnie mówi się w prywatnych czy
biurowych rozmowach.
Sama
zostałam zasypana paczkami z żywnością w ilościach hurtowych, kuchenką gazową i
butlami na gaz, dostarczonymi na zlecenie mego kolegi z Irlandii, przekonanemu
o nadchodzącym kryzysie w Europie. Dzięki Bogu udało mi się przekazać to
wszystko Stowarzyszeniu Feniks, działającego na rzecz bezdomnych i prowadzącego
jadłodajnie dla ubogich i bezdomnych w Szczecinie i pobliskich Policach. Trudno
byłoby mi zjeść 60 puszek gulaszu angielskiego, spożyć 20 kg ryżu czy 5 kg
mleka w proszku, którego termin zużycia mijał w lutym przyszłego roku!
To
nie epizodyczna reakcja mojego irlandzkiego kolegi, ale też wielu innych osób w
kraju i zagranicą. Ze sklepów znikają generatory energii, butle z gazem itp.
urządzenia.
KRUCJATA
MORAWIECKIEGO
Oficjalny
anons Kancelarii Prezesa Rady Ministrów umieszczony na portalu społecznościowym
Twitter.
Polski
premier usiłuje przekonać Europejczyków i władze unijnych państw, że Rosja jest
wielkim zagrożeniem dla wszystkich, nie tylko Ukrainy. Dla włoskiej „La
Repubblica” [3] stwierdził, że Moskwa chce dzielić Europę. „Moskwa”- czyli
Putin. „Chce podzielić Europę, bo tylko w ten sposób może realizować swoje
interesy. Jego głównym celem jest odbudowa imperialnej potęgi Rosji kosztem
sąsiadów. Dziś Ukraina jest na pierwszej linii ognia. Nigdy w ciągu ostatnich
30 lat widmo konfliktu zbrojnego na wschodniej granicy UE nie było tak realne”,
uważa Mateusz Morawiecki. Jego zdaniem, Rosja testuje, jak daleko może
się posunąć w stosunkach z Europą.
„Władimir
Putin używa siły na wszystkich poziomach. Nawet w ekonomii. Wie, że jego moc
zależy od cen gazu. I robi wszystko, aby Europa była zależna tylko od dostaw.
Jednocześnie we wschodniej części kontynentu brutalnie narusza integralność
terytorialną państw i zamraża konflikty, np. Abchazja, Osetia Południowa”,
uważa polski premier.
Andriej
Klimow, przewodniczący Rady Federacji [4] ds. ochrony
suwerenności państwowej Rosji, spuentował to krótko: „Wypowiedź polskiego
premiera Mateusza Morawieckiego na temat stosunków Rosji i Europy jest prowokacyjna
i ma na celu osłabienie UE i Rosji, jako geopolitycznych rywali patronów
Warszawy zza oceanu” i dodał, że w samej Europie, w tym w najwyższych
kręgach politycznych państw UE, „to Warszawa jest postrzegana, jako
amerykańska agentura wpływu w Starym Świecie”.
„Mało,
kto pamięta, że to Polska narzuciła UE w 2008 roku tzw. Partnerstwo Wschodnie,
aby jeszcze bardziej podzielić przestrzeń poradziecką, co doprowadziło do
kryzysu ukraińskiego w 2014 roku, białoruskiego w 2020 roku i podobnych
konfrontacyjnych wydarzeń. Przypomnę, że Bruksela jest również bardzo
niezadowolona z zachowania Polski wewnątrz UE i określa jej działania, jako
zmierzające do podziału Unii Europejskiej”, powiedział Klimow. Tak, więc: „wypowiedź
polskiego premiera jest wyraźnie przeznaczona dla naiwnych głupców, jest
oczywiście prowokacyjna i na rękę tym, którzy zza oceanu, podżegając do
konfrontacji w Europie, chcą osłabić zarówno UE, jak i Rosję, jako
geopolitycznych rywali Stanów Zjednoczonych w XXI wieku”.
DUŻO
WRZASKU O NIC
Uwieńczeniem
całej tej rozpętanej do granic absurdu antyrosyjskiej histerii Zachodu była
przeprowadzona 7 grudnia b. wirtualna rozmowa prezydentów Rosji i USA. Władimir
Putin – prowadził rozmowę solo w gabinecie prezydenckiej rezydencji w Soczi, Joseph
(Joe) Biden z doradcami - w Białym Domu. Z ramienia USA dyskusji
przysłuchiwali się i podpowiadali swemu prezydentowi, m.in. sekretarz stanu Antony
Blinken i dyrektor ds. Rosji w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego - Eric
Green.
Głównym
tematem były stosunki dwustronne obu państw, sytuacja wokół Ukrainy, w tym
obecność rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą, implementacja porozumień
zawartych podczas ostatniego spotkania Bidena i Putina, kwestie cybernetyczne i
regionalne. Jak określono potem rozmowy byłą rzeczowe i szczere.
Prezydent
Biden, chcą się podlizać rosyjskiemu przywódcy, przypomniał aliancką wspólnotę
państw w latach II wojny światowej. Obaj prezydenci podkreślili, że ofiary tej
wojny nie powinny być zapomniane, a sam sojusz powinien służyć przykładem dla
budowania kontaktów i współpracy w dzisiejszych realiach.
Zdecydowane
miejsce w rozmowie zajęła problematyka związana z wewnątrz ukraińskim kryzysem
i brakiem postępu w realizacji mińskich porozumień z 2015r., będących
bezdyskusyjną podstawą pokojowego zakończenia konfliktu (wojny domowej)na
Ukrainie. Prezydent Rosji na konkretnych przykładach zilustrował destrukcyjną
linię Kijowa, mającą na celu pełny demontaż mińskich umów i porozumień, wyraził
poważne zaniepokojenie wobec prowokacyjnych działań Kijowa przeciwko Donbasowi.
Joseph
Biden, ze swej strony, podkreślał rzekomo "groźny" charakter
ruchów rosyjskich wojsk w pobliżu ukraińskich granic i przedstawił sankcyjne
środki, które USA i ich sojusznicy są gotowi zastosować w przypadku "dalszej
eskalacji sytuacji”. Miałyby one obejmować sankcje gospodarcze oraz dot.
sektora finansowego, dodatkowe wsparcie w sferze bezpieczeństwa dla Kijowa oraz
zwiększenie amerykańskiej obecności w państwach wschodniej flanki NATO. W tym
kontekście Jake Sullivan wymienił kraje bałtyckie, Rumunię i Polskę[5].
Władimir
Putin w odpowiedzi podkreślił, że nie należy zrzucać odpowiedzialność na barki
Rosji, ponieważ to właśnie NATO, w tym USA, podejmuje niebezpieczne próby
opanowania terytorium Ukrainy i zwiększa potencjał militarny przy rosyjskich
granicach. Dlatego jest poważnie zainteresowany w uzyskaniu wiarygodnych,
prawnie zarejestrowanych gwarancji, wykluczających rozszerzenie NATO w kierunku
wschodnim i dotyczących wstrzymania w sąsiadujących z Rosją państwach -
rozmieszczania ofensywnych systemów uzbrojenia.
Co
to, to nie! Nasze wojska będą stały, tam gdzie są, to armia defensywna, obronna
a nie w ofensywie. Na nikogo nie mamy zamiaru napadać!
Prezydent
USA nic nie wskórał, Władimir Putin nie złożył żadnych
obietnic wycofania wojsk z pogranicza z Ukrainą. Natomiast podkreślił, że
pomiędzy Waszyngtonem i Moskwą istnieje asymetria interesów w odniesieniu do
Ukrainy, spowodowana odmienną perspektywą geopolityczną – dla Rosji, to kwestia
bezpieczeństwa jej granic, a dla Stanów Zjednoczonych – odległy obszar, ale
wygodny dla penetracji NATO.
Zaraz
po zakończeniu ponad dwugodzinnych rozmów na szczycie, NATO wycofało łódź
podwodną zdążającą na Morze Azowskie. Co może wskazywać, że szykowano się do
kolejnej i poważnej militarnej prowokacji wobec Rosji.
Podczas
wymiany poglądów prezydentów Rosji i USA na temat bezpieczeństwa, z obu stron
podkreślono znaczenie aktywnie prowadzonego dialogu na ten temat. Wyrażono też
gotowość do kontynuowania praktycznej współpracy w sprawach karnych i
operacyjno-technicznych w walce z cyberprzestępczością. Omówiono irański
program nuklearny
Sporo
czasu poświęcono problematyce relacji dwustronnych. Władimir Putin przyznał, że
współpraca nadal znajduje się w niezbyt zadowalającym stanie. Przejawia się to
w trudnościach pracy placówek dyplomatycznych, wynikających z „wycinania”
personelu w przedstawicielstwach dyplomatycznych obu państw. Władimir Putin
podkreślił, że to wszystko, co obecnie się dzieje, to skutek linii
amerykańskich władz, które pięć lat temu zaczęły ćwiczyć na dużą skalę -
ograniczenia, zakazy i masowe wydalenia rosyjskich dyplomatów, na co Rosja
reagowała „lustrzanymi” decyzjami. Ze strony rosyjskiej pojawił się
apel, aby wyzerować wszystkie nagromadzone ograniczenia w prowadzeniu
dyplomacji, co mogłoby służyć normalizacji innych aspektów stosunków dwustronnych.
Prezydenci
wyrazili opinię, że biorąc pod uwagę szczególną odpowiedzialność za utrzymanie
międzynarodowego bezpieczeństwa i stabilności - Rosja i USA będą kontynuować
dialog i odpowiednie kontakty.
Po
spotkaniu obie strony wydały odrębne komunikaty. Doradca prezydenta USA ds.
bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan zwołał na jego temat konferencję
prasową, uzupełnioną o wypowiedzi rzeczniczki Białego Domu Jen Psaki. Z
ramienia Rosji przebieg rozmowy skomentował doradca prezydenta ds.
międzynarodowych Jurij Uszakow.
Po
spotkaniu z Władimirem Putinem, Joe Biden skontaktował się telefonicznie z
liderami Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Włoch i poinformował ich o
przebiegu szczytu. Odbył też rozmowę telefoniczną z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem
Zełeńskim.
I
tak skończyła się cała ta kosmiczna wprost, zawierucha z „wojną”.
Rosja
nie napadła, na co czekano z zastanawiającą niecierpliwością i nie ma nadal
zamiaru na kogokolwiek napadać. Ale wojsk ze swoich zachodnich granic - nie
wycofała i nie wycofa, bo ma obowiązek strzec granic, a na zachodnim pograniczu
ma wojnę domową u sąsiada., wspieraną przez Zachód.
„Sorry,
ale względy bezpieczeństwa za tym przemawiają”, tłumaczyli Rosjanie
Amerykanom.
Wrzaski
niezadowolenia z efektów rosyjsko-amerykańskich rozmów są na Ukrainie donośne,
Polska jest z tego wszystkiego również bardzo nieusatysfakcjonowana. Ostatnio
premier Morawiecki oskarżył nawet Francję o „miękką linię” wobec Rosji.
CENY
ROSNĄ, WINA PUTINA?
Alergia
na Putina, nie jest niestety remedium na bolączki USA czy UE. Trudno gasić
pożar ogniem.
Obserwowany
jest obecnie duży wzrost cen żywności w USA,w Polsce i w innych państwach
unijnych
Stany
Zjednoczone powinny raczej zająć się swoimi wewnętrznymi problemami a nie
zaglądać Rosji pod jej militarną kołdrę przygraniczną.
Wzrost
cen w USA bije rekordy, poziom biedy szybuje ostro w górę. Ceny konsumpcyjne w
USA rosły w listopadzie w najszybszym rocznym tempie od prawie 40 lat,
zmniejszając siłę nabywczą pieniądza oraz zwiększając presję na Rezerwę
Federalną, aby zacieśniła politykę pieniężną. Indeks cen towarów i usług
konsumpcyjnych w USA wzrósł o listopadzie o 6,8 proc. w porównaniu z
analogicznym miesiącem rok wcześniej – podał w miniony piątek (8 grudnia br.)
amerykański Departament Pracy. Z kolei w porównaniu z październikiem ceny
wzrosły średnio o 0,8 proc.
Listopadowa
inflacja w USA w ujęciu rocznym okazała się najwyższa od połowy 1982 r., kiedy
w USA prezydentem był Ronald Reagan, a w Polsce - stan wojenny.
Ceny
w USA rosną w większości kategorii towarów i usług. Drożeją z miesiąca na
miesiąc: energia, benzyna, żywność.
W
Polsce – nie lepiej. W listopadzie br. w sklepach było drożej średnio o blisko
11 proc. w ujęciu rocznym - wynika z najnowszego "Indeksu cen w sklepach
detalicznych". Najbardziej zdrożały olej, cukier i cebula. Dla niektórych
produktów żywnościowych cena wzrosła nawet o 60 proc. w ciągu roku!
Podobne
problemy mają Niemcy. W miniony piątek podano ostateczne dane o listopadowej
inflacji w Niemczech. Wzrost cen w wyniósł 5,2 proc. w porównaniu z tym samym
okresem poprzedniego roku — potwierdził Niemiecki Urząd Statystyczny. To
największy wzrost od prawie trzech dekad, choć i tak jest niższy niż w Polsce.
Nie
trzeba czepiać się Rosji i Putina, najpierw wypada „posprzątać” nieco na
własnym podwórku.
 |
I to
wszystko moja wina?!.…. |
W
ostatnich dniach, po raz któryś tam, zakotłowało się na europejskiej i
amerykańskiej scenie politycznej. To fakt. Media szalały, politycy w ekstazie
wygłaszali piramidalne bzdury polityczne a Parlament Europejski jest głęboko
przekonany, że swoimi apelami obronił Ukrainę od najazdu barbarzyńcy ze
Wschodu, a Europę przed agresją Putina.
Nikt
nie huknął się w głowę i nie raczył pomyśleć racjonalnie odpowiadając na
retoryczne pytanie: po cholerę Rosji i Putinowi osobiście - skorumpowana,
zdestabilizowana i zdemoralizowana do cna, klepiąca biedę Ukraina?!
Najważniejsze
jednak dla Zachodu, w tym też Polski, jest przeświadczenie, że Putin jest
agresorem. Przynajmniej w mediach i mniemaniu prymitywnych polityków, od lewa
do prawa. W tej kwestii panuje przedziwna zgodność poglądów, nie tylko w Polsce,
ale w całej Unii Europejskiej. Opinie o Rosji niewiele różnią się między
socjalistami a chadekami z Parlamentu Europejskiego.
Czy
jest jakiś psychiatra na pokładzie?!
_________________
[1]Włodzimierz Majakowski, cyt. z wiersza „Włodzimierz Iljicz Lenin”: „Mówimy - Lenin, a w domyśle - partia, / Mówimy- partia, a w domyśle - Lenin”.
[2] Rozmowy odbyły się z inicjatywy rosyjskiego prezydenta 5 grudnia br.,
[3] “La Repubblica" z 8.12.2021.
Patrz: https://www.repubblica.it/esteri/2021/12/08/new/polonia_intervista_primo_ministro_mateusz_morawiecki_nord_stream_russia_esercito_europeo-329466790/
[4] Rada Federacji – Izba Wyższa rosyjskiego parlamentu.
[5] OWS (Ośrodek Studiów Wschodnich): „Wideokonferencja Biden–Putin – dialog bez przełomu”, 8.12.2021, patrz: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2021-12-08/wideokonferencja-biden-putin-dialog-bez-przelomu